Wstępniak 11/2018

Magda Guziak NowakZa­nim roz­pocz­nie­cie lek­tu­rę te­ma­tu nu­me­ru, chcia­ła­bym się z Wa­mi po­dzie­lić waż­nym dla mnie sło­wem, ja­kim jest uważ­ność. Ja­kiś czas te­mu dla ce­lów mar­ke­tin­go­wych pod­chwy­ci­li je wy­znaw­cy wschod­nich fi­lo­zo­fii i opa­ko­wa­li w ład­nie brzmią­ce an­giel­skie mind­ful­ness.

A mnie nie cho­dzi o me­dy­ta­cję, głę­bo­kie wde­chy i po­wta­rza­nie „za­klęć”, ale o uważ­ną obec­ność. Uważ­ność to dla mnie przy­tom­ność, by­cie tu i te­raz – nie tyl­ko dla sie­bie, ale rów­nież dla in­nych. Uważ­ność to za­uwa­ża­nie te­go, co nie­do­strze­gal­ne. Uważ­ność to wstęp do otwar­to­ści, bo jak być otwar­tym na dru­gie­go czło­wie­ka, kie­dy nie zda­je­my so­bie spra­wy, że cze­goś po­trze­bu­je?

Uważ­na obec­ność jest nam po­trzeb­na do po­zna­nia wła­snych emo­cji i uczuć, ale też do bu­do­wa­nia głę­bo­kich re­la­cji z in­ny­mi ludź­mi. Szcze­gól­nie wów­czas, gdy w ja­kimś sen­sie są in­ni niż my.

Po­zdra­wiam Was ser­decz­nie!

 

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

re­dak­tor na­czel­ny

Jestem normalna, tylko wyglądam trochę inaczej

Czy na­praw­dę chce­cie, aby ro­dzi­ły się TAKIE dzie­ci?” – zdję­cia z owym pod­pi­sem za­miesz­cza­ją w in­ter­ne­cie oso­by po­pie­ra­ją­ce abor­cję eu­ge­nicz­ną (czy­li do­ko­ny­wa­ną ze wzglę­du na po­dej­rze­nie cho­ro­by dziec­ka).

Po­dob­ne zda­nia sły­sza­ła za­pew­ne ma­ma Ja­cqu­eli­ne, kie­dy do­wie­dzia­ła się, że dziec­ko, któ­re no­si pod ser­cem, jest po­waż­nie cho­re i uro­dzi się ze znie­kształ­co­ną twa­rzą. Dziew­czyn­ka cier­pi na spe­cy­ficz­ne za­bu­rze­nia wę­złów chłon­nych, w wy­ni­ku któ­rych w jej po­licz­kach, ję­zy­ku i pod­nie­bie­niu mno­ży się nie­pro­por­cjo­nal­nie wie­le ko­mó­rek.

Trud­ne po­cząt­ki

Le­ka­rze do­ra­dza­li ma­mie Ja­cqu­eli­ne abor­cję, by oszczę­dzić dziew­czyn­ce cier­pie­nia. Ostrze­ga­li, że ja­kość ży­cia Ja­cqu­eli­ne bę­dzie bar­dzo ni­ska i praw­do­po­dob­nie umrze ona w cią­gu pierw­szych dwu­na­stu mie­się­cy. Na szczę­ście ro­dzi­ce nie ule­gli pre­sji i po­sta­no­wi­li za­wal­czyć o có­recz­kę.

Po uro­dze­niu dziew­czyn­ka nie by­ła w sta­nie na­wet prze­ły­kać i mu­sia­ła być kar­mio­na przez spe­cjal­ną rur­kę. Wy­ma­ga­ła skom­pli­ko­wa­ne­go le­cze­nia i czę­stych po­by­tów w szpi­ta­lu.

Naj­trud­niej­szym, z czym mu­sia­ła zma­gać się ro­dzi­na, by­ły jed­nak bo­le­sne spoj­rze­nia i nie­przy­jem­ne ko­men­ta­rze oto­cze­nia, któ­re nie za­ak­cep­to­wa­ło wy­glą­du Ja­cqu­eli­ne.

Eve­lyn, ma­ma dziew­czyn­ki, wspo­mi­na, że w tam­tym cza­sie nie­na­wi­dzi­ła wspól­nych wyjść do skle­pu czy re­stau­ra­cji, bo mia­ła wra­że­nie, że wszy­scy się na nich ga­pią. Do­pie­ro ko­men­tarz sy­na, któ­ry zwró­cił jej uwa­gę, że prze­cież Ja­cqu­eli­ne nie przej­mu­je się cie­kaw­ski­mi spoj­rze­nia­mi, uspo­ko­ił ją i po­zwo­lił na­brać pew­no­ści sie­bie.

Je­stem nor­mal­nym czło­wie­kiem

Od tej po­ry już ni­gdy nie wsty­dzi­ła się cór­ki. Za­pi­sa­ła Ja­cqu­eli­ne do nor­mal­nej szko­ły, choć w wy­ni­ku prze­by­te­go le­cze­nia dziew­czyn­ka stra­ci­ła zdol­ność mó­wie­nia i obec­nie ko­mu­ni­ku­je się za po­mo­cą iPa­da. Po­cząt­ko­wo in­ne dzie­ci w kla­sie pod­cho­dzi­ły do niej z dy­stan­sem, a część wy­śmie­wa­ła jej wy­gląd, jed­nak po pew­nym cza­sie przy­ję­ły ją do swo­je­go gro­na. Ja­cqu­eli­ne bie­rze ak­tyw­ny udział w ży­ciu szko­ły, upra­wia spor­ty, gra w dru­ży­nie te­ni­sa. Dzię­ku­je swo­im ro­dzi­com za to, że po­zwo­li­li jej zwy­czaj­nie żyć.

Lu­dzie się na mnie ga­pią i po­ka­zu­ją mnie pal­cem. Cza­sem mó­wią nie­mi­łe rze­czy. Je­stem wte­dy smut­na, bo prze­cież nie zna­ją mnie wy­star­cza­ją­co, że­by mó­wić te nie­mi­łe rze­czy. Je­stem nor­mal­nym czło­wie­kiem” – opo­wia­da Ja­cqu­eli­ne.

Je­ste­śmy z niej dum­ni

Jak każ­da na­sto­lat­ka Ja­cqu­eli­ne ma też ma­rze­nia, któ­re pra­gnie re­ali­zo­wać W tym ro­ku koń­czy szko­łę śred­nią i chce się do­stać na pre­sti­żo­wy Uni­wer­sy­tet Stan­for­da, a w przy­szło­ści pla­nu­je zo­stać pie­lę­gniar­ką. Wie­rzy, że w ten spo­sób bę­dzie mo­gła słu­żyć lu­dziom i od­wdzię­czyć się tym, któ­rzy jej po­mo­gli.

Je­stem pe­wien, że mo­że osią­gnąć suk­ces we wszyst­kim, co ro­bi” – mó­wi ta­to dziew­czyn­ki. „Jest naj­bar­dziej nie­sa­mo­wi­tą oso­bą, ja­ką znam. Po­ko­na­ła tak wie­le prze­ciw­no­ści, a wciąż ma w so­bie pew­ność i wy­trwa­łość – je­ste­śmy z niej na­praw­dę dum­ni. Każ­de­go dnia bu­dzi się z uśmie­chem na twa­rzy i to nas na­praw­dę za­chę­ca. Jest naj­lep­szym, co nam się przy­tra­fi­ło” – do­da­je.

 

Ewa Rej­man

 

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Inżynierski umysł dla życia

3 ma­ja w świę­to NMP Kró­lo­wej Pol­ski od­szedł do Do­mu Oj­ca dr inż. An­to­ni Zię­ba (1948–2018) – za­ło­ży­ciel i wy­daw­ca „Dro­gi”, ale przede wszyst­kim wiel­ki przy­ja­ciel i obroń­ca dzie­ci nie­na­ro­dzo­nych. Gdy umie­ra wiel­ki czło­wiek, po­zo­sta­je pust­ka, któ­rą trud­no za­peł­nić… Kim był In­ży­nier?

Ko­chał Bo­ga po­nad wszyst­ko

Ma­wiał czę­sto: „Dzię­ku­ję Bo­gu za dar wia­ry”. Tym się cie­szył i to pod­kre­ślał. Wia­ra da­wa­ła Mu si­łę do dzia­ła­nia, wy­zwa­la­ła ener­gię i opty­mizm. Je­śli spo­ty­kał się z de­struk­cyj­ny­mi czy de­mo­ra­li­zu­ją­cy­mi po­sta­wa­mi lu­dzi, nie gor­szył się, kwi­tu­jąc: „Jest Ktoś moc­niej­szy nad ni­mi”. Żył wia­rą i nas, ota­cza­ją­cych Go pra­cow­ni­ków, ku niej po­cią­gał. Stu­den­tom od­by­wa­ją­cym w na­szych re­dak­cjach prak­ty­ki dzien­ni­kar­skie, za­wsze za­da­wał py­ta­nie: „Ja­kie jest naj­waż­niej­sze we­zwa­nie Ja­na Paw­ła II skie­ro­wa­ne do Po­la­ków?”. Zwy­kle za­pa­da­ła ci­sza, więc z pa­mię­ci cy­to­wał im we­zwa­nie do mo­dli­twy na­sze­go Pa­pie­ża. Już wie­lo­krot­nie przy­ta­cza­li­śmy je w „Dro­dze”, ale jesz­cze raz przy­po­mnij­my. An­to­ni, pa­trząc na nas z gó­ry, pew­nie bę­dzie się cie­szył...

Trze­ba się za­wsze mo­dlić, a ni­gdy nie usta­wać, po­wie­dział Pan Je­zus. (...) Nie sa­mym chle­bem ży­je czło­wiek, ale wszel­kim sło­wem, któ­re po­cho­dzi z ust Bo­żych. Je­śli ma­my żyć tym sło­wem, sło­wem Bo­żym, trze­ba nie usta­wać w mo­dli­twie! Mo­że to być na­wet mo­dli­twa bez słów. Niech z te­go miej­sca do wszyst­kich, któ­rzy mnie słu­cha­ją tu­taj al­bo gdzie­kol­wiek, prze­mó­wi pro­ste i za­sad­ni­cze pa­pie­skie we­zwa­nie do mo­dli­twy. A jest to we­zwa­nie naj­waż­niej­sze. Naj­istot­niej­sze orę­dzie! Kal­wa­ria Ze­brzy­dow­ska, 1979 r.

An­to­ni Zię­ba za­bie­gał o bło­go­sła­wień­stwo wie­lu świę­tych, a naj­bar­dziej o. Mak­sy­mi­lia­na Kol­be. Ob­rał Go za pa­tro­na na­szych wy­daw­ni­czych sta­rań.

Za­ło­ży­ciel wie­lu ty­tu­łów pra­sy ka­to­lic­kiej

Po kil­ku­dzie­się­cio­let­nim okre­sie cen­zu­ry i bra­ku wol­no­ści sło­wa pra­sa ka­to­lic­ka w cza­sie trans­for­ma­cji prze­ży­wa­ła swój roz­kwit. In­ży­nier Zię­ba wie­dział, że trze­ba dać al­ter­na­ty­wę dla mło­dzie­żo­we­go „Bra­vo”. To on po kon­sul­ta­cji z pa­pie­żem Ja­nem Paw­łem II roz­po­czął w 1995 r. wy­da­wa­nie „Dro­gi”.

Po­wo­łał też Ty­go­dnik Ro­dzin Ka­to­lic­kich „Źró­dło” i mie­sięcz­nik dla na­uczy­cie­li „Wy­cho­waw­ca”. Nie po­mi­nął też naj­młod­szych od­bior­ców pra­sy, in­spi­ru­jąc do wy­da­wa­nia ty­go­dni­ka „Ola i Jaś”, a dla dzie­ci pierw­szo­ko­mu­nij­nych mie­sięcz­ni­ka „Do­mi­nik idzie do I Ko­mu­nii Świę­tej”. Wspól­nie ze stu­den­ta­mi kra­kow­skich uczel­ni za­ło­żył ka­to­lic­ki mie­sięcz­nik stu­denc­ki „Try­by”. Sze­ro­kie gro­no czy­tel­ni­ków do­ro­słych to od­bior­cy „Na­szej Ar­ki” oraz „Cu­dów i Łask Bo­żych”. Szcze­gól­ną wa­gę przy­wią­zy­wał do cza­so­pi­sma po­pu­lar­no-na­uko­we­go „Służ­ba Ży­ciu. Ze­szy­ty Pro­ble­mo­we”, prze­zna­czo­ne­go głów­nie dla dzia­ła­czy pro-li­fe.

Na­uko­wiec i wy­cho­waw­ca mło­dzie­ży

Szczy­cił się i pod­kre­ślał swój ty­tuł za­wo­do­wy in­ży­nie­ra, co ozna­cza­ło, że je­go ar­gu­men­ty, np. w spra­wie obro­ny ży­cia, są lo­gicz­ne, na­uko­wo uza­sad­nio­ne i opar­te na fak­tach. Nic więc dziw­ne­go, że wszy­scy na­zy­wa­li­śmy Go „In­ży­nie­rem”.

An­to­ni Zię­ba był au­to­rem po­nad 40 prac na­uko­wo-tech­nicz­nych oraz licz­nych ar­ty­ku­łów o obro­nie ży­cia czło­wie­ka od po­czę­cia do na­tu­ral­nej śmier­ci. Szczy­cił się, że był uczniem ge­nial­ne­go umy­słu i nad­zwy­czaj pra­we­go czło­wie­ka – pra­cow­ni­ka na­uko­we­go Po­li­tech­ni­ki Kra­kow­skiej – Słu­gi Bo­że­go prof. Je­rze­go Cie­siel­skie­go. Czę­sto się na nie­go po­wo­ły­wał i cy­to­wał je­go my­śli.

A ja­ko na­uczy­ciel aka­de­mic­ki zy­ski­wał u stu­den­tów nie­ma­łe uzna­nie. Był przez nich lu­bia­ny i znaj­do­wał z ni­mi wspól­ny ję­zyk.

Obroń­ca ży­cia

Nie by­ło ła­two go­dzić pra­cę na­uko­wą uczel­nia­ne­go wy­kła­dow­cy i za­an­ga­żo­wa­ne­go obroń­cy ży­cia. Ta dru­ga dzia­łal­ność po­chła­nia­ła mnó­stwo cza­su i sił. Od 1979 r. An­to­ni Zię­ba or­ga­ni­zo­wał wy­sta­wy pro-li­fe w ośrod­kach dusz­pa­sterstw aka­de­mic­kich w Kra­ko­wie i in­nych mia­stach, a tak­że w klasz­to­rze na Ja­snej Gó­rze i wie­lu ko­ścio­łach. Był zna­ko­mi­tym stra­te­giem, pla­nu­jąc i or­ga­ni­zu­jąc kon­fe­ren­cje i sym­po­zja na­uko­we zwią­za­ne z obro­ną ży­cia, a tak­że za­gad­nie­nia­mi bio­etycz­ny­mi i wy­cho­waw­czy­mi. Sze­ro­kie kon­tak­ty z na­ukow­ca­mi ze świa­ta me­dy­cy­ny umoż­li­wia­ły mu pu­bli­ko­wa­nie fa­cho­wych ar­ty­ku­łów zwią­za­nych z obro­ną ży­cia. Chęt­nie udo­stęp­niał pra­wa au­tor­skie np. do zdjęć przed­sta­wia­ją­cych roz­wój dziec­ka w okre­sie pre­na­tal­nym, w myśl za­sa­dy „Kto sze­ro­ko sie­je, ten sze­ro­ko zbie­ra”. Wy­dał mi­lio­ny bro­szur, fol­de­rów, pla­ka­tów i fil­mów pro-li­fe. Wie­rzył, że spo­łecz­na świa­do­mość war­to­ści ży­cia czło­wie­ka od po­czę­cia do na­tu­ral­nej śmier­ci mu­si się zmie­nić. I tak się dzia­ło. Nie ukry­wał ra­do­ści, gdy ba­da­nia opi­nii pu­blicz­nej wska­zy­wa­ły, że co­raz wię­cej Po­la­ków opo­wia­da się obro­ną ży­cia. To do­da­wa­ło ener­gii do dal­szych dzia­łań i ro­dzi­ło u In­ży­nie­ra no­we po­my­sły.

Ty­tan pra­cy

Miał za so­bą nie­zli­czo­ną licz­bę spo­tkań z mło­dzie­żą szkol­ną, stu­den­ta­mi, pa­ra­fia­na­mi. Był czę­sto za­pra­sza­ny na kon­fe­ren­cje i sym­po­zja, tak­że za­gra­nicz­ne. Za­ini­cjo­wał mię­dzy­na­ro­do­wą ak­cję mo­dli­tew­ną World Pray­er for Li­fe.

Kie­dy więc od­po­czy­wał? Brak snu nad­ra­biał za­zwy­czaj w po­cią­gu. Po­dró­żu­ją­cy z nim pra­cow­ni­cy wie­dzie­li, że w cza­sie jaz­dy po­cią­giem In­ży­nier śpi. Raz w ro­ku wy­jeż­dżał z żo­ną na ro­dzin­ny urlop na wieś. Na­wet wia­do­mość o cięż­kiej cho­ro­bie nie zmie­ni­ła je­go try­bu ży­cia. Pra­co­wał in­ten­syw­nie do koń­ca. Ma­my na­dzie­ję, że owo­ce je­go ty­ta­nicz­nej pra­cy bę­dą zbie­rać ko­lej­ne po­ko­le­nia.

 

Te­re­sa Król, za­stęp­ca red. nacz. „Wy­cho­waw­cy”, współ­pra­co­wa­ła z In­ży­nie­rem przez 38 lat

 

An­to­ni Zię­ba – ur. 5 lip­ca 1948 w Ja­worz­nie, zm. 3 ma­ja 2018 w Kra­ko­wie. Dok­tor in­ży­nier bu­dow­nic­twa lą­do­we­go, na­uczy­ciel aka­de­mic­ki, pu­bli­cy­sta.

  • Sto­pień dok­to­ra uzy­skał na Po­li­tech­ni­ce Kra­kow­skiej. W 1971 zo­stał wy­kła­dow­cą tej uczel­ni. Ob­jął funk­cję ad­iunk­ta w In­sty­tu­cie Me­cha­ni­ki Bu­dow­li Wy­dzia­łu In­ży­nie­rii Lą­do­wej.
  • Od 1999 do 2018 peł­nił funk­cję pre­ze­sa Pol­skie­go Sto­wa­rzy­sze­nia Obroń­ców Ży­cia Czło­wie­ka. Był wi­ce­pre­ze­sem Pol­skiej Fe­de­ra­cji Ru­chów Obro­ny Ży­cia.
  • Przez wie­le lat peł­nił funk­cję wi­ce­pre­ze­sa Ka­to­lic­kie­go Sto­wa­rzy­sze­nia Dzien­ni­ka­rzy.
  • Współ­za­ło­ży­ciel Ka­to­lic­kie­go Po­dy­plo­mo­we­go Stu­dium Dzien­ni­kar­stwa przy Kra­kow­skim Od­dzia­le Ka­to­lic­kie­go Sto­wa­rzy­sze­nia Dzien­ni­ka­rzy.
  • Współ­za­ło­ży­ciel (w 1980 r.) Kru­cja­ty Mo­dli­twy w Obro­nie Po­czę­tych Dzie­ci.
  • Współ­or­ga­ni­za­tor dwóch Na­ro­do­wych Mar­szów w Obro­nie Ży­cia.
  • Na­gro­dy i wy­róż­nie­nia:
    • na­gro­da Fun­da­cji Ja­na Paw­ła II, za dzia­łal­ność pro-li­fe,
    • me­dal Se­na­tu RP, za obro­nę ży­cia,
    • Me­dal Ko­mi­sji Edu­ka­cji Na­ro­do­wej, za za­słu­gi dla oświa­ty i wy­cho­wa­nia,
    • Me­dal Pro Ec­c­le­sia et Pon­ti­fi­ce od Pa­pie­ża Fran­cisz­ka.

 

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Jak się chce, to się da

Ali­cja Maj­da – jak sa­ma o so­bie mó­wi „Śpie­wa­ją­ca dok­to­rant­ka na­uk che­micz­nych, opty­mist­ka z cią­głym uśmie­chem na ustach, któ­ra od­na­la­zła … szczę­ście w Ko­ście­le”. Li­ma­no­wa, gdzie dzia­ła, ma swój szcze­gól­ny wkład w hi­sto­rię Świa­to­wych Dni Mło­dzie­ży – naj­pierw eki­pa mu­zycz­na stwo­rzy­ła wła­sną aran­ża­cję hym­nu Bło­go­sła­wie­ni Mi­ło­sier­ni, a po­tem ja­ko pierw­sza w Pol­sce przy­go­to­wa­ła ofi­cjal­ną aran­ża­cję hym­nu na przy­szło­rocz­ne uro­czy­sto­ści w Pa­na­mie. Dla­cze­go po­mi­mo wszyst­ko – a znaj­dzie się wie­le po­wo­dów, aby od­pu­ścić wy­jazd do Pa­na­my – Ali­cja i tak chce to zro­bić?

Mo­ja przy­go­da ze Świa­to­wy­mi Dnia­mi Mło­dzie­ży roz­po­czę­ła się w 2013 r. – wte­dy usły­sza­łam o nich po raz pierw­szy. Do dziś nie mo­gę zro­zu­mieć, dla­cze­go tak póź­no?! Gdy słu­cha­łam, jak pa­pież Fran­ci­szek ogła­sza ko­lej­nych go­spo­da­rzy – Pol­skę, nie są­dzi­łam, że ta sy­tu­acja zmie­ni mo­je ży­cie, a o ko­lej­nych ŚDM usły­szę ze sce­ny dla chó­ru i or­kie­stry w Brze­gach na Mszy Po­sła­nia. Dro­ga do te­go wy­da­rze­nia by­ła bar­dzo dłu­ga, ale pięk­na i, przede wszyst­kim, wy­ra­sta­ła ze wspól­no­ty.

Czas na roz­wój

Od za­wsze mia­łam w so­bie syn­drom or­ga­ni­za­to­ra, któ­ry nie lu­bi się nu­dzić, stąd an­ga­żo­wa­łam się we wszyst­ko, co wy­da­wa­ło mi się roz­wo­jo­we. W od­po­wied­nim cza­sie za­uwa­ży­łam, że mo­je miej­sce jest w Ko­ście­le, wśród lu­dzi o po­dob­nych po­glą­dach. Szyb­ko roz­wi­nę­ła się mo­ja ka­rie­ra ani­ma­to­ra de­ka­nal­ne­go, dzię­ki peł­ne­mu za­an­ga­żo­wa­niu w spra­wę ŚDM, dusz­pa­ster­stwa mło­dzie­ży w de­ka­na­cie czy okrę­gu i udzia­ło­wi w wie­lu szko­le­niach.

Li­ma­no­wa to nie­sa­mo­wi­ci lu­dzie, uzdol­nie­ni mu­zycz­nie i chęt­ni do dzia­ła­nia. Do­brze się pra­cu­je i war­to dla nich co­kol­wiek ro­bić. Gdy­by nie oni, nie wiem tak na­praw­dę, co by by­ło ze mną, jak bym się roz­wi­nę­ła Cza­sem jest tak, że ktoś się do mnie zgło­si, że faj­nie by­ło­by coś zro­bić. Py­tam wte­dy: „To dla­cze­go te­go nie ro­bi­my?” I od ra­zu się tak dzie­je. Tak by­ło z hym­nem Bło­go­sła­wie­ni Mi­ło­sier­ni i po­tem z hym­nem Pa­na­my, któ­ry ma obec­nie po­nad 100 ty­się­cy wy­świe­tleń. To jest to – jak się chce, to się da. Czu­ję, że to jest mo­ja dro­ga – że­by da­wać ko­pa in­nym. Ale że­bym mo­gła to ro­bić, to naj­pierw mu­szę prze­żyć nie­któ­re rze­czy, więc Pan Bóg mi w tym po­ma­ga.

Pol­skie ŚDM

Czas przy­go­to­wań do ŚDM w 2016 r. wspo­mi­nam ja­ko naj­pięk­niej­szy okres mo­je­go ży­cia, w któ­rym naj­wię­cej się na­uczy­łam – nie cho­dzi mi tu o te na­uko­we osią­gnię­cia i pod­ję­te w tym cza­sie stu­dia dok­to­ranc­kie, a o kon­kret­ne umie­jęt­no­ści pra­cy w gru­pie, or­ga­ni­za­cji i roz­wo­ju oso­bi­ste­go.

Kra­ków pod­czas ŚDM był pięk­ny. Co praw­da, więk­szość cza­su spę­dzi­łam na pró­bach chó­ru, ale nie ża­łu­ję żad­nej chwi­li i tru­du, ja­ki w to wło­ży­łam. Cho­ciaż od­wie­dza­jąc sek­to­ry, do któ­rych by­li przy­dzie­le­ni moi zna­jo­mi na Mszy Po­sła­nia, wi­dząc ich ra­dość oraz ŚDM z ich per­spek­ty­wy, czu­łam za­zdrość.

Po­mi­mo te­go, że by­łam tak bli­sko Fran­cisz­ka – co by­ło ma­rze­niem więk­szo­ści – bra­ko­wa­ło mi obec­no­ści w mo­jej wspól­no­cie i wśród lu­dzi, któ­rzy mnie do tych wy­da­rzeń przy­go­to­wa­li.

Być zwy­kłym uczest­ni­kiem

Po ŚDM zo­sta­łam wy­sła­na ja­ko re­pre­zen­tant­ka die­ce­zji do Rzy­mu, gdzie prze­ka­zy­wa­li­śmy sym­bo­le – krzyż i iko­nę – mło­dzie­ży z Pa­na­my. Zro­zu­mia­łam, że ja mu­szę być w Pa­na­mie. Obec­ność przy sym­bo­lach przy­po­mnia­ła mi, jak waż­ne są dla mnie ŚDM, jak wie­le w mo­im ży­ciu zmie­ni­ły, jak bar­dzo chcę je prze­żyć i, tym ra­zem ja­ko zwy­kły uczest­nik, mieć czas na re­flek­sję i chło­nąć wia­rę od mło­dych z ca­łe­go świa­ta.

 

Ali­cja Maj­da

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.