Wygnać polskość z Polski

Pe­da­go­gi­ka wsty­du” – tak traf­nie okre­ślił zna­ny pra­wi­co­wy po­li­tyk po­stę­po­wa­nie władz III Rze­czy­po­spo­li­tej i ro­dzi­mych me­diów tzw. głów­ne­go nur­tu, co­raz słab­sze­go wpraw­dzie, lecz wciąż po­sia­da­ją­ce­go mo­no­pol na kształ­to­wa­nie ob­ra­zu Pol­ski za gra­ni­cą. Pod­wa­ża­niu po­czu­cia du­my z na­szej na­ro­do­wo­ści słu­ży sys­te­ma­tycz­na i pro­wa­dzo­na w spo­sób prze­my­śla­ny po­li­ty­ka nie tyl­ko rzą­dzą­cych III Rzecz­po­spo­li­tą, ale rów­nież wpły­wo­wych śro­do­wisk oraz pu­bli­cy­stów Za­cho­du. Być Po­la­kiem to dziś „ob­ciach”.

Pol­scy an­ty­se­mi­ci i na­zi­ści

Fa­li ata­ków le­wi­co­wych śro­do­wisk w kra­ju na pol­ski „an­ty­se­mi­tyzm” – rze­ko­mo ma­so­wą współ­pra­cę Po­la­ków z nie­miec­ki­mi na­jeźdź­ca­mi w ho­lo­kau­ście – to­wa­rzy­szy zręcz­na po­li­ty­ka hi­sto­rycz­na Niem­ców, któ­rym uda­ło się wmó­wić świa­to­wej opi­nii, że są „na­ro­dem ofiar”, a nie spraw­ców. W cią­gu ostat­nie­go ćwierć­wie­cza zni­kać za­czę­ło z pod­ręcz­ni­ków i pu­bli­cyst­ki „nie­miec­kie lu­do­bój­stwo”, a je­go miej­sce za­ję­ło „lu­do­bój­stwo na­zi­stow­skie”, zdej­mu­ją­ce z Niem­ców po­czu­cie wi­ny za ogrom zbrod­ni. „Na­zi­sta” to do­sko­na­łe sło­wo-wy­trych – mógł nim być rów­nie do­brze Nie­miec, jak i Po­lak.

foto_01-02_21-2013

Wy­pę­dze­nia Niem­ców z ziem za­chod­nich po woj­nie wy­kre­owa­no na dru­gi po ho­lo­cau­ście naj­więk­szy dra­mat wo­jen­ny, któ­re­go spraw­ca­mi by­li, oczy­wi­ście, Po­la­cy. Czy wła­dze re­pre­zen­tu­ją­ce III RP za­da­ły so­bie trud, by prze­ko­nać świat, że Po­la­cy – rze­czy­wi­ste ofia­ry tej woj­ny – nie mie­li wpły­wu na de­cy­zje przy­wód­ców wiel­kich mo­carstw na kon­fe­ren­cji jał­tań­skiej, gdzie na ży­cze­nie Sta­li­na po­sta­no­wio­no prze­su­nąć Pol­skę w kie­run­ku za­chod­nim, po­zba­wia­jąc nas po­ło­wy przed­wo­jen­ne­go te­ry­to­rium na Wscho­dzie? Że w tym sa­mym cza­sie, kie­dy So­wie­ci za zgo­dą An­gli­ków i Ame­ry­ka­nów wy­pę­dza­li Niem­ców za Od­rę, Po­la­ków wy­pę­dza­no z od­wiecz­nych sie­dzib za Bu­giem?

Prze­cięt­ny Ame­ry­ka­nin nie zna hi­sto­rii Eu­ro­py, wie za to do­sko­na­le, że Ży­dów mor­do­wa­no w „pol­skich obo­zach kon­cen­tra­cyj­nych”. Do­pie­ro nie­daw­no or­ga­na III RP za­czę­ły re­ago­wać na uży­wa­nie w za­chod­nich pu­bli­ka­cjach te­go ha­nieb­ne­go okre­śle­nia – pró­by sła­be i nie­sku­tecz­ne. O „pol­skich obo­zach kon­cen­tra­cyj­nych” pi­szą zna­ne ga­ze­ty nie­miec­kie. Moż­na zro­zu­mieć – co nie ozna­cza apro­bo­wać – nie­wie­dzę młod­sze­go po­ko­le­nia na Za­cho­dzie, ale nie­wy­ba­czal­ne jest upo­rczy­we sto­so­wa­nie tej zbit­ki słow­nej przez naj­więk­sze ty­tu­ły pra­so­we kra­ju od­po­wie­dzial­ne­go za zbrod­nie na Ży­dach.

Spo­nie­wie­rać i zszar­gać po­czu­cie ho­no­ru oraz du­my z wła­snej hi­sto­rii, pły­ną­ce mię­dzy in­ny­mi ze świa­do­mo­ści, że Po­la­cy ja­ko je­dy­ny na­ród w oku­po­wa­nej przez III Rze­szę Eu­ro­pie zor­ga­ni­zo­wa­li fe­no­men na ska­lę hi­sto­rycz­ną – wła­sne pań­stwo pod­ziem­ne – oto cel ta­kich pro­duk­cji fil­mo­wych jak Po­kło­sie. Widz po­wi­nien wyjść z se­an­su prze­ko­na­ny, że żoł­nie­rze Ar­mii Kra­jo­wej by­li fa­na­tycz­ny­mi an­ty­se­mi­ta­mi o ban­dyc­kich twa­rzach. Na war­to­ścio­we pro­duk­cje fil­mo­we o Żoł­nier­zach Wy­klę­tych czy po­wsta­niu war­szaw­skim bra­ku­je pie­nię­dzy. Jak skrom­ny­mi środ­ka­mi po­wstał film Sierp­nio­we nie­bo. 63 dni chwa­ły, prze­zna­czo­ny głów­nie dla mło­dzie­ży…

Sze­ro­kim stru­mie­niem pły­ną za to środ­ki dla śro­do­wisk sta­ra­ją­cych się pol­skość splu­ga­wić, np. „Kry­ty­ki Po­li­tycz­nej”, zna­nej ze wspie­ra­nia nie­miec­kich le­wa­ków, któ­rzy przy­je­cha­li do Pol­ski 11 li­sto­pa­da 2011 ro­ku pro­te­sto­wać prze­ciw­ko ob­cho­dom Świę­ta Nie­pod­le­gło­ści przez „pol­skich na­zi­stów”. Gdy­by ktoś 20 lat te­mu prze­po­wie­dział ta­ki sce­na­riusz, zo­stał­by po­czy­ta­ny za sza­leń­ca. 3 ma­ja te­go ro­ku ro­dzi­me wła­dze prze­ciw­sta­wi­ły ma­ni­fe­sta­cjom pa­trio­tycz­nym ty­się­cy oby­wa­te­li wła­sne ob­cho­dy z mon­stru­al­nym cze­ko­la­do­wym or­łem, za­mie­nia­jąc w jar­marcz­ny fe­styn dzień po­świę­co­ny pa­mię­ci tych, dzię­ki któ­rym „jesz­cze Pol­ska nie zgi­nę­ła” i lan­su­jąc ob­raz pa­trio­ty­zmu po­zba­wio­ne­go od­nie­sień do hi­sto­rii.

Nie ma hi­sto­rii, nie ma na­ro­du

Po­nie­waż wła­śnie hi­sto­ria bu­du­je na­ro­do­wą pa­mięć, wy­ru­go­wa­no ją ze szkół. Niech Po­la­cy nie zna­ją wła­snej prze­szło­ści, niech bę­dą jak czło­wiek cho­ry na amne­zję. Ła­twiej jest rzą­dzić ludź­mi po­zba­wio­ny­mi ko­rze­ni i po­czu­cia wła­snej war­to­ści. W dzie­le wy­na­ra­da­wia­nia prze­szka­dza też li­te­ra­tu­ra, więc po okro­je­niu li­sty obo­wiąz­ko­wych lek­tur w ra­mach „re­for­my” szkol­nic­twa pa­dły ko­lej­ne pro­po­zy­cje: usu­nąć Pa­na Ta­de­usza Ada­ma Mic­kie­wi­cza i Try­lo­gię Hen­ry­ka Sien­kie­wi­cza. A prze­cież na tych książ­kach pa­trio­ty­zmu uczy­ły się po­ko­le­nia, któ­re wal­czy­ły o pol­skość. Iluż żoł­nie­rzy Ar­mii Kra­jo­wej przy­bie­ra­ło pseu­do­ni­my: „Kmi­cic”, „Za­gło­ba”, „Bo­hun”… I bro­ni­ło do śmier­ci te­go, co po­zwa­la­my so­bie dzi­siaj tak ła­two od­bie­rać.

Do sys­te­mu oświa­ty wkra­cza – ze wspar­ciem i peł­ną apro­ba­tą pol­skich władz – obo­wią­zu­ją­ca w Unii Eu­ro­pej­skiej ide­olo­gia gen­der, ude­rza­ją­cą w sam rdzeń czło­wie­czeń­stwa. Gło­szo­ny jaw­nie przez jej funk­cjo­na­riu­szy za­miar znisz­cze­nia ro­dzi­ny, prze­wi­du­je wy­cho­wa­nie przez pań­stwo po­ko­le­nia „no­wych lu­dzi”. Ob­ca im bę­dzie nie tyl­ko wła­sna toż­sa­mość na­ro­do­wa, ale ca­ły sys­tem war­to­ści ukształ­to­wa­ny na chrze­ści­jań­skich fun­da­men­tach. „Czło­wiek przy­szło­ści” to ko­lej­na, po ko­mu­ni­stycz­nej oraz na­zi­stow­skiej – uto­pia, wcie­la­na w ży­cie kosz­tem psy­chi­ki dzie­ci, de­pra­wo­wa­nych od przed­szko­la „sek­su­al­nym uświa­do­mie­niem”. Szcze­gó­ły owe­go „uświa­do­mie­nia” są ty­leż dra­stycz­ne, co ob­sce­nicz­ne, a po­nad­to wie­lo­krot­nie opi­sa­ne. Po­mi­ja­jąc je za­tem, przy­po­mnieć trze­ba o ro­dzi­cach od­sia­du­ją­cych w Szwaj­ca­rii i Niem­czech wy­ro­ki za „uchy­la­nie się od obo­wiąz­ku szkol­ne­go”.

Dla­cze­go prak­ty­ki gen­de­ro­we, sze­ro­ko wpro­wa­dza­ne na Za­cho­dzie i racz­ku­ją­ce u nas pod po­sta­cią nie­licz­nych na ra­zie przed­szko­li, mia­ły­by za­gra­żać pol­sko­ści? Bo ich ce­lem jest do­ko­na­nie re­wo­lu­cji w ludz­kich umy­słach i na­rzu­ce­nie pod groź­bą ka­ry je­dy­ne­go po­praw­ne­go po­li­tycz­nie spo­so­bu my­śle­nia. Nie ma w tym świa­to­po­glą­dzie miej­sca nie tyl­ko na mat­kę i oj­ca (jest ro­dzic 1 i ro­dzic 2 – każ­dy z nich płci do­wol­nej), ale i na wię­zi z prze­szło­ścią. Jak każ­da re­wo­lu­cja, ta gen­de­ro­wa od­rzu­ca tra­dy­cję, a za­tem i toż­sa­mość na­ro­do­wą.

Znisz­czyć Ko­ściół

Osto­ją pań­stwa na­ro­do­we­go jest Ko­ściół – in­sty­tu­cja, któ­ra przez wie­ki nie­wo­li, naj­pierw za­bo­rów, a po­tem ko­mu­ni­stycz­nej oku­pa­cji, bro­ni­ła pol­sko­ści i prze­cho­wa­ła na­ro­do­wą tra­dy­cję. Ata­ku­je się go więc bez­par­do­no­wo, za­rzu­ca mu się, że jest za ma­ło „po­stę­po­wy”, wciąż „za­co­fa­ny” i „za­mknię­ty”. Dziś w mo­dzie jest „otwar­tość” – niech­że więc Ko­ściół ze­zwo­li wresz­cie na abor­cję, za­płod­nie­nia in vi­tro i „mał­żeń­stwa ho­mo­sek­su­al­ne”. Niech bę­dzie bar­dziej eu­ro­pej­ski, a mniej Chry­stu­so­wy. Niech nie wtrą­ca się w spra­wy te­go świa­ta w cza­sach, gdy kształ­tu­je się no­wy eu­ro­pej­ski ład, rze­ko­mo lep­szy, bo po­zba­wio­ny państw na­ro­do­wych, „prze­sta­rza­łych struk­tur” – jak w swo­im gło­śnym ma­ni­fe­ście z po­cząt­ku wrze­śnia te­go ro­ku na­pi­sa­li po­sło­wie do Par­la­men­tu Eu­ro­pej­skie­go, min. zna­ny z pe­do­fil­skich eks­ce­sów Da­niel Cohn-Ben­dit.

Eu­ro­pej­ska le­wi­ca, utrzy­mu­ją­ca od lat naj­więk­szy wpływ na kształ­to­wa­nie rze­czy­wi­sto­ści, chce li­kwi­da­cji na­ro­dów i za­mie­nie­nia Eu­ro­py w swe­go ro­dza­ju mia­zgę, zło­żo­ną z jed­no­stek po­zba­wio­nych po­czu­cia przy­na­leż­no­ści do ja­kiej­kol­wiek wspól­no­ty.

Nie trze­ba, rzecz ja­sna, do­da­wać, że Ro­sji w to graj. Za­chód czy­ni w bia­łych rę­ka­wicz­kach to, co Mo­skwa sta­ra­ła się osią­gnąć bru­tal­ną prze­mo­cą. Od nas tyl­ko za­le­ży, czy tę woj­nę o ist­nie­nie pol­skie­go na­ro­du wy­gra­my.

 

 

An­na Ze­chen­ter

 

Po co nam patriotyzm?

Aby za­cząć w ogó­le roz­ma­wiać o pa­trio­ty­zmie, trze­ba w pierw­szej ko­lej­no­ści wy­ja­śnić, czym on wła­ści­wie jest. Przez wie­lu lu­dzi pa­trio­tyzm jest my­lo­ny ze zna­jo­mo­ścią hi­sto­rii lub za­in­te­re­so­wa­niem po­li­ty­ką. Oczy­wi­ście, zna­jo­mość dzie­dzic­twa na­ro­du i je­go ak­tu­al­nych re­aliów jest nie­zwy­kle istot­ne, ale nie moż­na po­wie­dzieć, aby każ­dy, kto dys­po­nu­je ogrom­ną wie­dzą hi­sto­rycz­ną, był jed­no­cze­śnie pa­trio­tą. I od­wrot­nie, nie każ­dy wiel­ki pa­trio­ta był hi­sto­ry­kiem czy po­li­ty­kiem.

Pa­trio­tą jest ten, kto do­brze ży­czy swo­je­mu na­ro­do­wi, kra­jo­wi, czu­je się z nim ści­śle zwią­za­ny, ko­cha Oj­czy­znę. Gro­no ta­kich lu­dzi jest znacz­nie więk­sze niż gro­no po­li­ty­ków i dzia­ła­czy spo­łecz­nych. Pa­trio­tyzm po­wi­nien być czymś zu­peł­nie na­tu­ral­nych i nie­ja­ko wpi­sa­nym w na­tu­rę oby­wa­te­la Pol­ski. Ży­czyć do­brze swo­je­mu kra­jo­wi, to ży­czyć do­brze so­bie. Dzia­łać na rzecz swo­jej Oj­czy­zny, to dzia­łać we wła­snej spra­wie. Uczyć się, zdo­by­wać wie­dzę, pra­co­wać nad so­bą – to obo­wiąz­ki z któ­rych wy­wią­zy­wać mu­szą się wszy­scy ci, któ­rzy chcie­li­by no­sić mia­no pa­trio­tów. Te wszyst­kie pro­ce­sy słu­żą za­rów­no na­sze­mu pry­wat­ne­mu do­bru, jak i do­bru Pol­ski. Na­ród to oby­wa­te­le – lu­dzie. My sa­mi je­ste­śmy na­ro­dem i ile­kroć in­we­stu­je­my w swój roz­wój, ro­bi­my coś do­bre­go dla Pol­ski. Im lep­si oby­wa­te­le, tym lep­szy kraj, w któ­rym ży­je­my. Być pa­trio­tą po pro­stu się opła­ca. Po to, aby le­piej żyć, żyć w lep­szym kra­ju.

foto_01-01_21-2013

Pa­trio­tyzm to nie fa­scy­na­cja hi­sto­rią ani ogrom­ne za­in­te­re­so­wa­nie po­li­ty­ką. Nie moż­na jed­nak ba­ga­te­li­zo­wać zna­cze­nia prze­szłych wy­da­rzeń, któ­re ukształ­to­wa­ły dzi­siej­szą Pol­skę ani za­po­mi­nać o tym, że po­li­ty­ka to tro­ska o do­bro kra­ju. Za­tem pa­trio­ta nie po­wi­nien mó­wić o so­bie: „Ja się po­li­ty­ką nie zaj­mu­ję”. Oby­wa­te­le pań­stwa de­mo­kra­tycz­ne­go nie po­win­ni trzy­mać się z da­le­ka od spraw pu­blicz­nych ani uni­kać po­li­ty­ki.

My, ja­ko wy­bor­cy lub przy­szli wy­bor­cy, po­win­ni­śmy do­ko­ny­wać świa­do­mych wy­bo­rów dla do­bra na­szej Oj­czy­zny, a co za tym idzie dla do­bra nas wszyst­kich i każ­de­go z osob­na. Ci, któ­rym w wy­bo­rach po­wie­rza­my wła­dzę, de­cy­du­ją o pra­wie obo­wią­zu­ją­cym każ­de­go z nas, od nich za­le­żą spra­wy, któ­re do­ty­czą nas bez­po­śred­nio. To nie tyl­ko bu­dżet kra­ju, wy­so­kość po­dat­ków, wiek eme­ry­tal­ny – ma­ją­ce oczy­wi­ście istot­ny wpływ na na­sze co­dzien­ne ży­cie – ale rów­nież spra­wy na­tu­ry mo­ral­nej, szcze­gól­nie istot­ne dla ka­to­li­ka.

Pa­trio­tą war­to być wła­śnie po to, aby żyć w kra­ju, w któ­rym sza­nu­je się mo­ral­ność. Ka­to­lik nie po­wi­nien „nie mie­szać się” do spraw po­li­ty­ki, kie­dy po­li­ty­cy sta­ra­ją się le­ga­li­zo­wać pro­ce­du­ry nie­do­pusz­czal­ne z punk­tu wi­dze­nia ka­to­li­ka.

Pa­trio­tą war­to być rów­nież dla­te­go, aby nie stra­cić swo­jej toż­sa­mo­ści i po­sze­rzyć swo­ją wie­dzę w spra­wach dla Pol­ski szcze­gól­nie istot­nych. Pa­trio­ta, choć wca­le nie mu­si być hi­sto­ry­kiem, nie mo­że też być „cał­kiem zie­lo­ny” w dzie­dzi­nie hi­sto­rii Pol­ski. I wca­le nie cho­dzi tu­taj o to, aby po­sia­dać wie­dzę nie­prze­cięt­ną, ale o to, aby oka­zać sza­cu­nek tym, któ­rzy przez wie­ki o Pol­skę wal­czy­li. Cho­dzi rów­nież o to, aby być świa­do­mym te­go, z cze­go każ­dy Po­lak mo­że być dum­ny. Co­raz wię­cej mło­dych Po­la­ków cier­pi na swe­go ro­dza­ju kom­pleks by­cia Po­la­kiem. Być mo­że nie by­ło­by po­wo­du do od­czu­wa­nia te­go ro­dza­ju kom­plek­su, gdy­by­śmy mie­li więk­szą świa­do­mość te­go, jak wie­le przez wie­ki uda­ło nam się osią­gać i te­go, na co nas stać.

War­to być Po­la­kiem! Nie tyl­ko dla­te­go, że to się zwy­czaj­nie opła­ca, bo do­bro kra­ju prze­kła­da się na na­sze pry­wat­ne do­bro. Ale przede wszyst­kim dla­te­go, że ma­my z cze­go być dum­ni.

 

 

Ka­ro­li­na Po­lak

 

O potrzebie mówienia bez przerwy

Ob­szer­ny wy­wiad z pa­pie­żem Fran­cisz­kiem, opu­bli­ko­wa­ny pod ko­niec sierp­nia we wło­skim pi­śmie La Ci­vil­tà Cat­to­li­ca wy­wo­łał róż­ne ko­men­ta­rze. A ra­czej je­dy­nie część te­go wy­wia­du, do­ty­czą­ca kwe­stii abor­cji, ho­mo­sek­su­ali­zmu i an­ty­kon­cep­cji.

Ra­czej nie­moż­li­we jest bo­wiem, by ktoś, kto prze­czy­tał ca­łość te­go ob­szer­ne­go tek­stu (po an­giel­sku lub wło­sku, bo pol­skie tłu­ma­cze­nie ca­ło­ści nie jest do­stęp­ne), mógł na­pi­sać po­dob­ne ko­men­ta­rze: „Pa­pież Fran­ci­szek jest cał­kiem spo­ko. Do­brze mó­wi. Al­bo więc roz­ma­wiał z Da­laj­la­mą al­bo pa­li do­bre zio­ło. Trzy­mam za Cie­bie kciu­ki, Fra­nek!” (au­tor­stwo: je­den z po­słów).

Frag­ment pa­pie­skie­go wy­wia­du po­bu­dza­ją­cy po­słów do po­wyż­szych jak­że roz­bu­cha­nych in­te­lek­tu­al­nie kom­ple­men­tów do­ty­czył kwe­stii mo­ral­no­ści. Oj­ciec Świę­ty pod­kre­ślił w nim, że nie moż­na sku­piać się wy­łącz­nie na spra­wach abor­cji, mał­żeństw ho­mo­sek­su­al­nych i sto­so­wa­niu środ­ków an­ty­kon­cep­cyj­nych. Przy­znał, że nie mó­wił wie­le o tym i to mu za­rzu­ca­no. „Ale gdy się o tym mó­wi, trze­ba to ro­bić w kon­tek­ście. Zna­ne jest sta­no­wi­sko Ko­ścio­ła, a ja je­stem je­go sy­nem, ale nie ma po­trze­by mó­wić o tym bez prze­rwy” – oświad­czył.

foto_01-03_21-2013

W wer­sji Ga­ze­ty Wy­bor­czej frag­ment ten brzmiał już trosz­kę ina­czej. Alek­san­dra Sob­czak za­pa­mię­ta­ła ten cy­tat tak: „Ofi­cjal­ne sta­no­wi­sko Ko­ścio­ła na te­mat usu­wa­nia i za­po­bie­ga­nia cią­ży jest zna­ne. Nie ma więc po­wo­du, by cią­gle wra­cać do tych te­ma­tów – po­wie­dział pa­pież”. Ni­by po­dob­nie, ale jed­nak brak po­trze­by mó­wie­nia o czymś bez prze­rwy jest czymś in­nym niż bra­kiem po­trze­by, by cią­gle do cze­goś wra­cać. Ale to już cze­pia­nie się i ma­ru­dze­nie. Waż­niej­sze jest in­ne prze­ina­cze­nie w tek­ście Alek­san­dry Sob­czak. Na­pi­sa­ła ona bo­wiem: „Pol­skie pra­wo an­ty­abor­cyj­ne obo­wią­zu­je wszyst­kich, rów­nież ate­istów czy pro­te­stan­tów, a wie­lu z nich nie przyj­mu­je ka­to­lic­kie­go do­gma­tu, we­dług któ­re­go ży­cie za­czy­na się w mo­men­cie za­płod­nie­nia”.

Li­stę ka­to­lic­kich do­gma­tów ła­two spraw­dzić w in­ter­ne­cie, więc nie ma po­trze­by jej ni­ko­mu pod­sy­łać. Gdy­by jed­nak Ga­ze­ta Wy­bor­cza zre­zy­gno­wa­ła na chwi­lę ze swo­jej po­trze­by mó­wie­nia bez prze­rwy o tym, że nie wia­do­mo, kie­dy za­czy­na się ży­cie czło­wie­ka lub o rze­ko­mym na­rzu­ca­niu ka­to­lic­kie­go po­glą­du na po­czą­tek ży­cia czło­wie­ka, mo­że jej re­dak­to­rzy zna­leź­li­by czas na prze­czy­ta­nie choć­by kil­ku na­uko­wych wy­po­wie­dzi o za­płod­nie­niu ja­ko po­cząt­ku ży­cia ludz­kie­go. Bo po­ru­sza­nie się po te­ma­ty­ce do­gma­tów idzie im cięż­ko…

Kil­ka my­śli pa­pie­ża Fran­cisz­ka

Na py­ta­nie: „Kim jest Jor­ge Ma­rio Ber­go­glio?” pa­pież od­po­wie­dział: „Tak, mo­gę po­wie­dzieć, że je­stem tro­chę spry­cia­rzem, umiem po­ru­szać się, ale praw­dą jest tak­że to, że je­stem po tro­sze na­iw­ny. Ale naj­lep­szą syn­te­zą, ja­ka mi się naj­bar­dziej na­su­wa z wnę­trza sa­me­go sie­bie i któ­rą uwa­żam za naj­praw­dziw­szą, jest wła­śnie ta: je­stem grzesz­ni­kiem, na któ­re­go Pan spoj­rzał”.

Po­strze­gam Ko­ściół ja­ko szpi­tal po­lo­wy po bi­twie. Zby­tecz­ne jest py­ta­nie cięż­ko ran­ne­go, czy ma cho­le­ste­rol i wy­so­ki po­ziom cu­kru! Trze­ba le­czyć je­go ra­ny, a póź­niej bę­dzie­my mo­gli mó­wić o ca­łej resz­cie. Le­czyć ra­ny... I trze­ba za­cząć od naj­niż­sze­go po­zio­mu”.

Na­dzie­ja chrze­ści­jań­ska nie jest przy­wi­dze­niem i nie za­wo­dzi, jest cno­tą teo­lo­gal­ną, a za­tem w osta­tecz­no­ści da­rem Bo­żym, któ­re­go nie moż­na spro­wa­dzać do opty­mi­zmu, któ­ry jest wy­łącz­nie ludz­ki. Bóg nie sprze­nie­wie­rza się na­dziei, nie mo­że za­prze­czyć sa­me­mu so­bie. Bóg jest ca­ły obiet­ni­cą”.

(za: La Ci­vil­tà Cat­to­li­ca, KAI)

Na­ukow­cy o za­płod­nie­niu

Przy­ję­cie za pew­nik fak­tu, że po za­płod­nie­niu po­wsta­ła no­wa isto­ta ludz­ka nie jest spra­wą upodo­bań czy opi­nii. Ludz­ka na­tu­ra tej isto­ty od chwi­li po­czę­cia do sta­ro­ści nie jest me­ta­fi­zycz­nym twier­dze­niem, z któ­rym moż­na się spie­rać, ale zwy­kłym fak­tem do­świad­czal­nym”. Prof. Je­ro­me Le­jeu­ne, pro­fe­sor ge­ne­ty­ki na Uni­wer­sy­te­cie De­scar­tes w Pa­ry­żu oraz od­kryw­ca wzo­ru chro­mo­so­mów ze­spo­łu Do­wna

W świe­tle obec­nej wie­dzy nie ule­ga wąt­pli­wo­ści, że ży­cie czło­wie­ka zo­sta­je za­po­cząt­ko­wa­ne w na­stęp­stwie po­łą­cze­nia się dwu ko­mó­rek roz­rod­czych – ga­met żeń­skiej i mę­skiej w po­stać ko­mór­ki ma­cie­rzy­stej zwa­nej zy­go­tą, któ­ra o tej chwi­li za­czy­na żyć wła­snym ryt­mem”. Prof. dr hab. med. Ma­ria Ry­ba­ko­wa, Ko­mi­tet Roz­wo­ju Czło­wie­ka Wy­dzia­łu Na­uk Me­dycz­nych PAN War­sza­wa-Kra­ków

Ży­cie po­je­dyn­cze­go czło­wie­ka w ro­zu­mie­niu ge­ne­ty­ka moż­na de­fi­nio­wać ja­ko czas funk­cjo­no­wa­nia za­pi­sów DNA od mo­men­tu po­czę­cia do śmier­ci”. Prof. zw. dr hab. n. med. Ra­dzi­sław Si­kor­ski, kie­row­nik Kli­ni­ki Gi­ne­ko­lo­gii Aka­de­mii Me­dycz­nej w Lu­bli­nie

 

 

KU

 

Nie lękajcie się waszej młodości

Roz­po­wszech­nio­na kul­tu­ra rze­czy ulot­nych, któ­ra przy­pi­su­je war­tość te­mu, co ma po­zór pięk­na i co spra­wia przy­jem­ność, chcia­ła­by, aby­ście uwie­rzy­li, że aby być szczę­śli­wym, na­le­ży usu­nąć krzyż. Ja­ko ide­ał przed­sta­wio­ny by­wa ła­twy suk­ces, szyb­ka ka­rie­ra, płcio­wość ode­rwa­na od po­czu­cia od­po­wie­dzial­no­ści, wresz­cie eg­zy­sten­cja na­sta­wio­na na wła­sną afir­ma­cję, czę­sto­kroć bez po­sza­no­wa­nia in­nych. Otwórz­cie więc sze­ro­ko oczy, dro­dzy mło­dzi: to nie jest dro­ga, któ­ra pro­wa­dzi do ży­cia, lecz ścież­ka, któ­ra grzęź­nie w śmier­ci”. Orę­dzie na XVI Świa­to­wy Dzień Mło­dzie­ży, 2001 r.

Nie lę­kaj­cie się wa­szej mło­do­ści i wa­szych głę­bo­kich pra­gnień szczę­ścia, praw­dy, pięk­na i trwa­łej mi­ło­ści! Mó­wi się cza­sem, że spo­łe­czeń­stwo boi się owych po­tęż­nych pra­gnień mło­dzie­ży, że się ich bo­icie tak­że i wy sa­mi. Nie lę­kaj­cie się!”. Wa­ty­kan, 8 grud­nia 1984 r.

Od­sła­nia się ta­ki wła­śnie pro­fil i kształt owe­go bo­gac­twa, któ­rym jest sa­ma mło­dość. Jest to bo­gac­two od­kry­wa­nia, a za­ra­zem pla­no­wa­nia, wy­bie­ra­nia, prze­wi­dy­wa­nia i po­dej­mo­wa­nia pierw­szych wła­snych de­cy­zji, któ­re ma­ją zna­cze­nie dla przy­szło­ści w wy­mia­rze ści­śle oso­bo­wym ludz­kiej eg­zy­sten­cji. (…) Czy to bo­gac­two, ja­kim jest mło­dość, ma od­wo­dzić czło­wie­ka od Chry­stu­sa?”. List apo­stol­ski Pa­ra­ti sem­per z oka­zji Mię­dzy­na­ro­do­we­go Ro­ku Mło­dych, Wa­ty­kan, 31 mar­ca 1985 r.

Wa­sze po­wo­ła­nia i za­wo­dy są róż­ne. Mu­si­cie do­brze roz­wa­żyć, w ja­kim sto­sun­ku – na każ­dej z tych dróg – po­zo­sta­je »bar­dziej być« do »wię­cej mieć«. Ale ni­gdy sa­mo »wię­cej mieć« nie mo­że zwy­cię­żyć. Bo wte­dy czło­wiek mo­że prze­grać rzecz naj­cen­niej­szą: swo­je czło­wie­czeń­stwo, swo­je su­mie­nie, swo­ją god­ność. To wszyst­ko, co sta­no­wi też per­spek­ty­wę ży­cia wiecz­ne­go”. Ho­mi­lia skie­ro­wa­na do mło­dzie­ży zgro­ma­dzo­nej na We­ster­plat­te, Gdańsk, 12 czerw­ca 1987 r.

 

bł. Jan Pa­weł II

 

 

Módlmy się każdego dnia

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

W (…) Ewan­ge­lii Je­zus opo­wia­da przy­po­wieść o tym, że trze­ba się mo­dlić za­wsze, nie­stru­dze­nie. Głów­ną jej bo­ha­ter­ką jest wdo­wa, któ­rej dzię­ki bła­ga­niu uda­je się zy­skać od nie­uczci­we­go sę­dzie­go za­dość­uczy­nie­nie spra­wie­dli­wo­ści. Je­zus koń­czy: je­śli wdo­wie uda­ło się prze­ko­nać te­go sę­dzie­go, czy my­śli­cie, że Bóg nie wy­słu­cha nas, je­śli się do Nie­go mo­dli­my upo­rczy­wie? Sło­wa Je­zu­sa są bar­dzo moc­ne: „A Bóg, czyż nie weź­mie w obro­nę swo­ich wy­bra­nych, któ­rzy dniem i no­cą wo­ła­ją do Nie­go” (Łk 18, 7).

Wo­łać w dzień i w no­cy” do Bo­ga! Ten ob­raz mo­dli­twy wy­wie­ra na nas wiel­kie wra­że­nie. Ale za­py­taj­my, dla­cze­go Bóg te­go chce? Czyż nie zna On już na­szych po­trzeb?

(...) Bóg wzy­wa nas do na­tar­czy­wej mo­dli­twy nie dla­te­go, że nie wie, cze­go po­trze­bu­je­my ani nie dla­te­go, że nas nie słu­cha. Wręcz prze­ciw­nie, On słu­cha za­wsze i wie o nas wszyst­ko, z mi­ło­ścią. Na na­szej co­dzien­nej dro­dze, a zwłasz­cza w trud­no­ściach, w wal­ce ze złem (...) Pan nie jest da­le­ko, jest po na­szej stro­nie. Wal­czy­my, ma­jąc Go u na­sze­go bo­ku, a na­szą bro­nią jest wła­śnie mo­dli­twa, któ­ra spra­wia, że czuj­my obok sie­bie Je­go obec­ność, Je­go mi­ło­sier­dzie, a tak­że Je­go po­moc. (…) Bóg jest na­szym sprzy­mie­rzeń­cem, wia­ra w Nie­go jest na­szą mo­cą, a mo­dli­twa jest wy­ra­zem tej wia­ry. Dla­te­go Je­zus za­pew­nia nam zwy­cię­stwo, ale na koń­cu py­ta: „Czy jed­nak Syn Czło­wie­czy znaj­dzie wia­rę na zie­mi, gdy przyj­dzie?” (Łk 18, 8). Je­śli za­mie­ra wia­ra, je­śli za­mie­ra mo­dli­twa, to i my po­dą­ża­my w ciem­no­ści, gu­bi­my się na dro­dze ży­cio­wej.

Na­ucz­my się więc od wdo­wy z Ewan­ge­lii, by mo­dlić się za­wsze, nie­stru­dze­nie. Ja­ka dziel­na by­ła ta wdo­wa! Umia­ła wal­czyć o swo­je dzie­ci! I my­ślę tu o tak wie­lu ko­bie­tach, któ­re wal­czą o swo­ją ro­dzi­nę, któ­re mo­dlą się, któ­re ni­gdy się nie mę­czą. (…) Mo­dlić się za­wsze, ale nie po to, że­by prze­ko­nać Pa­na si­łą słów! On wie le­piej od nas, cze­go po­trze­bu­je­my! Wy­trwa­ła mo­dli­twa jest ra­czej wy­ra­zem wia­ry w Bo­ga, któ­ry wzy­wa nas do co­dzien­nej wal­ki, w każ­dej chwi­li, wraz z Nim, aby zło do­brem zwy­cię­żać.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 20.10.2013 r.

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że!

W naj­waż­niej­szych spra­wach, aby udzie­lać mą­drych od­po­wie­dzi i da­wać mą­dre ra­dy, trze­ba mieć wy­obraź­nię i wiel­ko­dusz­ność.

Do­sko­na­le ilu­stru­je to sce­na z ży­cia Ste­fa­na kar­dy­na­ła Wy­szyń­skie­go, Pry­ma­sa Ty­siąc­le­cia:

We wrze­śniu 1939 ro­ku, gdzieś w po­bli­żu Dę­bli­na, spo­wia­da­łem w oko­pie żoł­nie­rza. Pod­czas, gdy ten pła­kał, mó­wiąc: »Co z na­mi zro­bi­li?«, w pew­nej od­le­gło­ści od nas rol­nik siał. Po­tem, gdy skoń­czy­łem po­win­ność ka­płań­ską, pod­sze­dłem do nie­go i za­py­ta­łem: »Pa­nie, sa­mo­lo­ty pi­ku­ją, wszy­scy ucie­ka­ją, a pan sie­je?«. Od­po­wie­dział: »Pro­szę księ­dza, gdy­bym zo­sta­wił to ziar­no w spi­chle­rzu, spa­li­ło­by się od bom­by, a gdy wrzu­cę je w zie­mię, za­wsze ktoś bę­dzie jadł z nie­go chleb«„.

Bar­dzo cie­ka­wie mó­wił o pa­trio­ty­zmie i wol­no­ści słu­ga Bo­ży, ksiądz Fran­ci­szek Blach­nic­ki, za­ło­ży­ciel Ru­chu Świa­tło-Ży­cie:

Wi­zja peł­ne­go czło­wie­ka im­pli­ku­je rów­nież wła­ści­wy sto­su­nek do war­to­ści na­ro­do­wych. Chrze­ści­jań­skie­mu per­so­na­li­zmo­wi nie od­po­wia­da bo­wiem ide­ał czło­wie­ka ko­smo­po­li­ty. Czło­wiek po­wi­nien ce­nić te war­to­ści, któ­re wią­żą się z je­go po­cho­dze­niem i w tym sen­sie po­trzeb­ne jest, by ak­cep­to­wał rów­nież war­to­ści na­ro­do­we”. Ale jed­no­cze­śnie uwa­żał, że praw­dzi­wy pa­trio­tyzm mo­że wy­ro­snąć na fun­da­men­cie wia­ry: „Nie cho­dzi o wej­ście w ten nurt pa­trio­ty­zmu ka­to­lic­kie­go, w któ­rym wi­dać te ma­ni­fe­sta­cje, sztan­da­ry w ko­ście­le, śpie­wa­nie, ale ży­cie tych lu­dzi ma w so­bie bar­dzo ma­ło ele­men­tów chrze­ści­jań­skich. Przez pra­cę for­ma­cyj­ną w ru­chu oa­zo­wym do­cho­dzi­my do ak­cep­ta­cji tych ele­men­tów: hi­sto­rii, kul­tu­ry, tra­dy­cji, ale za­cho­dzi tam pew­ne oczysz­cze­nie przez przy­wró­ce­nie wła­ści­wej hie­rar­chii”.

Oczy­wi­ście nie mu­si to być for­ma­cja oa­zo­wa, to tyl­ko jed­na z pro­po­zy­cji.

Przy­kład po­go­dze­nia szcze­re­go pa­trio­ty­zmu z nie­mniej au­ten­tycz­nym za­an­ga­żo­wa­niem w spra­wy ca­łe­go Ko­ścio­ła to ży­cie Ja­na Paw­ła II, je­go po­sta­wa po­win­na stać się wzo­rem dla wszyst­kich Po­la­ków. Dla­te­go wszy­scy Po­la­cy po­win­ni czuć się od­po­wie­dzial­ni »za to wiel­kie, wspól­ne dzie­dzic­two, któ­re­mu na imię Pol­ska«, bo »to imię nas wszyst­kich okre­śla, to imię nas wszyst­kich zo­bo­wią­zu­je, to imię nas wszyst­kich kosztuje«ˮ (ks. F. Blach­nic­ki, Praw­da – Krzyż – Wy­zwo­le­nie. Ku pol­skiej teo­lo­gii wy­zwo­le­nia).

Tak więc trze­ba sza­no­wać sie­bie, dbać o swój roz­wój du­cho­wy, in­te­lek­tu­al­ny i fi­zycz­ny. Od sza­cun­ku dla sie­bie za­czy­na się sza­cu­nek do wła­snej ro­dzi­ny, a da­lej do Ko­ścio­ła i Oj­czy­zny.

Dla­te­go przed­sta­wia­my dzi­siaj za­rów­no tek­sty z hi­sto­rii, jak i z za­kre­su roz­wa­żań o roz­wo­ju, o pol­sko­ści i nie­pod­le­gło­ści, jak też szu­ka­ją­ce od­po­wie­dzi na py­ta­nie, kim jest czło­wiek.

Za­pra­sza­my, ale też pro­si­my, by lek­tu­ra DROGI mo­bi­li­zo­wa­ła do my­śle­nia i dzia­ła­nia.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski