Muszę to przemyśleć... Melancholik

Ja­rek jest oso­bą, któ­ra nie na­rzu­ca swo­jej obec­no­ści. Cza­sem tro­chę jak­by w tle ca­łe­go to­wa­rzy­stwa. Jed­nak kie­dy po­ja­wia­ły się cie­ka­we te­ma­ty w cza­sie roz­mów czy ja­kieś kwe­stie do roz­wią­za­nia, on za­ska­ki­wał mnie głę­bią prze­my­śleń. Gdy in­ni za­po­mnie­li już o pro­ble­mie, on przy­no­sił bar­dzo cie­ka­we roz­wią­za­nia i pro­po­zy­cje. Kie­dy w na­szej wspól­no­cie ob­da­rza­li­śmy się róż­ny­mi drob­ny­mi upo­min­ka­mi z oka­zji świąt, Ja­rek nie tyl­ko kon­cen­tro­wał się na sa­mym pre­zen­cie, lecz za­sta­na­wiał się od ko­go go do­stał i dla­cze­go. Pod­czas or­ga­ni­za­cji wy­cie­czek ukła­dał naj­lep­szy plan, prze­wi­du­jąc wie­le atrak­cji, a ni­we­lu­jąc moż­li­we trud­no­ści. W sy­tu­acjach wy­ma­ga­ją­cych szyb­kie­go dzia­ła­nia nie był naj­szyb­szy, ale or­ga­ni­zo­wał wszyst­ko co po­trzeb­ne, by jak naj­le­piej prze­pro­wa­dzić ak­cję. Ob­ser­wu­jąc Jar­ka, moż­na po­wie­dzieć, że pod do­brym cha­rak­te­rem, a jak wie­cie nad cha­rak­te­rem trze­ba świa­do­mie pra­co­wać, krył się tem­pe­ra­ment (wro­dzo­ne zrę­by oso­bo­wo­ści) me­lan­cho­li­ka.

foto_01-03_18-2013

Me­lan­cho­lik ma du­żą wraż­li­wość sys­te­mu ner­wo­we­go. Nie jest tak bły­sko­tli­wy jak san­gwi­nik ani do­mi­nu­ją­cy jak cho­le­ryk. Zdol­ny jest do głę­bo­kich re­flek­sji, stąd wie­lu my­śli­cie­li, fi­lo­zo­fów, jak i świę­tych po­sia­da­ło ten tem­pe­ra­ment. Jest więc emo­cjo­nal­ny, ale szyb­kość re­ak­cji jest mniej­sza niż u san­gwi­ni­ka czy cho­le­ry­ka. Re­agu­je na bodź­ce wol­niej, ale za to prze­ży­wa je głę­biej. Szu­ka wszę­dzie istot­nych przy­czyn zja­wisk i zda­rzeń. Po­tra­fi pra­co­wać sys­te­ma­tycz­nie i wy­trwa­le. Jest ty­pem se­kun­dal­nym – to zna­czy, że dłu­go prze­ży­wa, pa­mię­ta zda­rze­nia, kon­flik­ty. Jest to z jed­nej stro­ny do­bre, bo da­je to więk­szą szan­sę na prze­my­śle­nie pro­ble­mu i nie po­wta­rza­nie tych sa­mych błę­dów, z dru­giej jed­nak stro­ny mo­że po­wo­do­wać no­we kon­flik­ty z oso­ba­mi, któ­re są bar­dziej po­wierz­chow­ne, szyb­ko za­po­mi­na­ją i nie roz­wią­zu­ją pro­ble­mu. Wte­dy me­lan­cho­lik mo­że zbyt­nio za­jąć się trud­no­ścia­mi, przy­kro­ścia­mi, a przy je­go uczu­cio­wo­ści nie skłon­nej do zmien­no­ści mo­że po­pa­dać w smu­tek czy też na­wet w de­pre­sję. Nie lu­bi pu­blicz­nych wy­stą­pień ani rzą­dze­nia, nie za­bie­ga o wła­dzę. Trze­ba też do­dać, że cza­sem w nie za­bie­ra­niu gło­su kry­je się py­cha (mo­gę źle wy­paść, bę­dę oceniany/a). Waż­ne jest, by z po­mo­cą ła­ski Bo­żej prze­ciw­dzia­łać skłon­no­ściom do smut­ku, ura­zo­wo­ści i pa­mię­ta­nia zła. Oso­by o tym tem­pe­ra­men­cie ze wzglę­du na więk­szą zdol­ność do em­pa­tii są do­bry­mi do­rad­ca­mi. Ma­ją też do­bre pod­ło­że do roz­wo­ju ży­cia we­wnętrz­ne­go – ży­cia mo­dli­twy. Przez więk­szą wni­kli­wość ła­twiej roz­po­zna­ją ukry­te za­gro­że­nia (po­ku­sy) od na­tchnień (roz­po­zna­wa­nie Bo­żej wo­li, przyj­mo­wa­nie łask i po­mo­cy). Tak jak przy każ­dym tem­pe­ra­men­cie jest tu też skłon­ność do pew­ne­go ro­dza­ju wad, np. py­chy (je­śli nie roz­wi­ja ży­cia we­wnętrz­ne­go to je­go zdol­no­ści sta­ją się źró­dłem py­chy, któ­ra za­ciem­nia umysł, mo­że też pro­wa­dzić do smut­ku, nie­śmia­ło­ści i de­pre­sji). Wa­dą jest skłon­ność do skru­pu­łów, krę­ce­nie się wo­kół swe­go „ja” oraz nad­mier­na pło­chli­wość (nie­chęć do wal­ki, uciecz­ka od lu­dzi i ukry­cie się w sa­mot­no­ści).

Pod­su­mo­wu­jąc, me­lan­cho­lik sub­tel­niej wni­ka w każ­dą sy­tu­ację, co uła­twia mu współ­dzia­ła­nie z ła­ską Bo­żą. Prze­szka­dza mu w tym po­czu­cie wła­snej bez­rad­no­ści, a więc po­wi­nien sta­rać się o co­raz więk­szą uf­ność w Bo­żą po­moc, opie­kę i mi­łość.

 

Elż­bie­ta Ma­rek

 

Przerażający świat

Ile z na­szych lę­ków nam wmó­wio­no?

Hi­po­te­za „sca­ry world”

Ame­ry­kań­scy ba­da­cze Gerb­ner, Gross i in­ni stwier­dzi­li, że w gru­pie osób czę­sto ko­rzy­sta­ją­cych z te­le­wi­zji sta­ty­stycz­nie czę­ściej wy­stę­pu­je po­sta­wa do świa­ta jak za­gro­że­nia („sca­ry world” czy­li prze­ra­ża­ją­cy świat). W ba­da­niu uwzględ­nio­no róż­ni­ce w po­sta­wach grup po­dzie­lo­nych pod wzglę­dem wie­ku, płci i wy­kształ­ce­nia. Ba­da­nym za­da­no py­ta­nia ty­pu: Czy oba­wia się Pan/Pani spa­ce­ro­wać no­cą po mie­ście?, Dla­cze­go wie­lu lu­dzi uwa­ża, że kon­dy­cja zwy­kłe­go czło­wie­ka ra­czej się po­gar­sza niż po­lep­sza?, Czy uwa­ża Pan/Pani, że bar­dzo trud­no jest wpro­wa­dzić dziec­ko w świat, nie my­śląc o tym ja­ka bę­dzie przy­szłość?, Czy więk­szość urzęd­ni­ków pu­blicz­nych jest za­in­te­re­so­wa­na tym, ja­kie pro­ble­my ma zwy­kły czło­wiek? – itd. Z ba­dań wy­ni­kło, że spo­śród lu­dzi czę­sto oglą­da­ją­cych te­le­wi­zję wię­cej osób oba­wia­ło się sa­mot­nie cho­dzić no­cą po mie­ście, za­pew­nia­ło so­bie ochro­nę przez to­wa­rzy­stwo psa, ko­rzy­sta­ło z bro­ni, za­kła­da­ło no­we zam­ki an­tyw­ła­ma­nio­we, oce­nia­ło ogól­ną sy­tu­ację ja­ko sta­le po­gar­sza­ją­cą się, uwa­ża­ło wy­da­wa­nie po­tom­stwa na świat za coś nie­od­po­wie­dzial­ne­go oraz nie ufa­ło po­li­ty­kom.

foto_01-02_18-2013

Woj­na świa­tów

Naj­bar­dziej kla­sycz­nym przy­kła­dem w hi­sto­rii me­diów lę­ku, wręcz pa­ni­ki wy­wo­ła­nej prze­ka­zem me­dial­nym by­ło słu­cho­wi­sko ra­dio­we sta­cji CBS wy­emi­to­wa­ne w ro­ku 1938, w at­mos­fe­rze spo­łecz­ne­go na­pię­cia spo­wo­do­wa­ne­go nie­uchron­no­ścią zbli­ża­ją­cej się woj­ny. Słu­cho­wi­sko o ty­tu­le Woj­na świa­tów, przy­go­to­wa­ne przez le­gen­dar­ne­go Or­so­na Wel­le­sa (re­ży­se­ra m.in. Oby­wa­te­la Kane’a), by­ło fik­cyj­nym re­por­ta­żem o in­wa­zji Mar­sjan na zie­mię. Jed­nak przez wie­lu słu­cha­czy zo­sta­ło po­trak­to­wa­ne ja­ko fak­to­id, rze­czy­wi­sty re­por­taż. Re­alizm pro­gra­mu zwięk­szał fakt, że był on nada­wa­ny bez przerw na re­kla­my. Pa­ni­ka wy­bu­chła w New Jer­sey. Słu­cha­cze dzwo­ni­li do stu­dia, gdzie sta­ra­no się ich uspo­ko­ić. Po­li­cja od­bie­ra­ła set­ki te­le­fo­nów alar­mo­wych. Nie­któ­rzy słu­cha­cze by­li prze­ko­na­ni, że to nie Mar­sja­nie, lecz Niem­cy do­ko­nu­ją in­wa­zji. W mie­sią­cu po emi­sji opu­bli­ko­wa­no 12 500 ar­ty­ku­łów nt. spo­łecz­ne­go od­bio­ru słu­cho­wi­ska. Adolf Hi­tler użył te­go przy­kła­du w swo­jej pro­pa­gan­dzie, uka­zu­jąc go ja­ko „do­wód na de­ka­denc­ką i sko­rum­po­wa­ną kon­dy­cję de­mo­kra­cji”. Sza­cun­ki nie­któ­rych hi­sto­ry­ków mó­wią, że z oko­ło 6 mi­lio­nów słu­cha­czy au­dy­cji po­nad mi­lion wpa­dło w pa­ni­kę, a pra­wie dwa mi­lio­ny uwie­rzy­ło, że au­dy­cja re­la­cjo­nu­je rze­czy­wi­ste wy­da­rze­nia. Wie­lu słu­cha­czy skar­ży­ło sta­cję o nad­uży­cia psy­chicz­ne. Wszyst­kie za­rzu­ty zo­sta­ły jed­nak od­da­lo­ne. Je­dy­ną skar­gą, któ­ra spo­tka­ła się z za­dość­uczy­nie­niem (wsku­tek in­ter­wen­cji sa­me­go Or­so­na Wel­le­sa) by­ło żą­da­nie czar­no­skó­re­go męż­czy­zny z Mas­sa­chu­setts, któ­ry na uciecz­kę przed Mar­sja­na­mi wy­dał pie­nią­dze prze­zna­czo­ne na no­we bu­ty.

Au­dy­cja Wel­le­sa do dziś jest uwa­ża­na za naj­lep­szą pro­duk­cję ra­dio­wą w hi­sto­rii.

 

KU

 

Zakres władzy papieża

Skąd wia­do­mo, że ża­den z na­stęp­ców św. Pio­tra nie ze­zwo­li na eu­ta­na­zję, nie wpro­wa­dzi „mał­żeństw ho­mo­sek­su­al­nych” al­bo nie po­wo­ła ko­biet do sa­kra­men­tu ka­płań­stwa?

W prze­ci­wień­stwie do ustro­ju de­mo­kra­tycz­ne­go, gdzie „wła­dza po­cho­dzi od lu­du”, w Ko­ście­le po­cho­dzi ona od Chry­stu­sa. To wła­dza na­uczy­ciel­ska, ka­płań­ska i pa­ster­ska. Prze­ka­zał ją swo­im apo­sto­łom wraz z peł­no­moc­nic­twem wy­zna­cza­nia swo­ich na­stęp­ców – bi­sku­pów. W ten spo­sób zo­sta­ła za­po­cząt­ko­wa­na suk­ce­sja apo­stol­ska. Z te­go po­wo­du Ko­ściół ma struk­tu­rę hie­rar­chicz­ną.

Na­stęp­ca Księ­cia Apo­sto­łów

Wśród bi­sku­pów je­den peł­ni ro­lę szcze­gól­ną – bi­skup Rzy­mu. Jest na­stęp­cą Szy­mo­na, pro­ste­go ry­ba­ka, któ­re­go Je­zus Chry­stus ob­da­rzył god­no­ścią ży­we­go fun­da­men­tu Ko­ścio­ła sło­wa­mi: „Ty je­steś Piotr [czy­li Ska­ła], i na tej Ska­le zbu­du­ję Ko­ściół mój” (Mt 16, 18). Dla­te­go za­da­niem pa­pie­ży bę­dzie zaj­mo­wać ta­kie sta­no­wi­sko, któ­re za­pew­ni Ko­ścio­ło­wi trwa­łość i si­łę. Cho­dzi przede wszyst­kim o strze­że­nie przed błę­da­mi de­po­zy­tu wia­ry: Ob­ja­wie­nia.

foto_01-01_18-2013

Chry­stus okre­ślił za­kres wła­dzy pa­pie­ża, mó­wiąc: „I to­bie dam klu­cze kró­le­stwa nie­bie­skie­go; co­kol­wiek zwią­żesz na zie­mi, bę­dzie zwią­za­ne w nie­bie, a co roz­wią­żesz na zie­mi, bę­dzie roz­wią­za­ne w nie­bie” (Mt 16, 19). Kto daw­niej po­sia­dał klu­cze mia­sta, był je­go pa­nem. Dal­sze sło­wa ozna­cza­ją prze­ka­za­nie peł­ni wła­dzy. Z tej uprzy­wi­le­jo­wa­nej po­zy­cji Pio­tra Apo­sto­ła wy­ni­ka do dziś ak­tu­al­ny au­to­ry­tet pa­pie­ża.

Zwierzch­nik ko­ściel­ny i świec­ki

Pa­pież re­pre­zen­tu­je w Ko­ście­le naj­wyż­szą wła­dzę pra­wo­daw­czą i są­dow­ni­czą. Mo­że do­ko­ny­wać zmian w pra­wie ka­no­nicz­nym, wy­da­wać prze­pi­sy do­ty­czą­ce ca­łe­go Ko­ścio­ła, wpro­wa­dzać do­gma­ty wia­ry i mo­ral­no­ści. Roz­strzy­ga spo­ry do­ty­czą­ce sa­kra­men­tów i ślu­bów za­kon­nych. Tyl­ko on mo­że zdjąć eks­ko­mu­ni­kę za grzech prze­ciw sa­kra­men­tom po­ku­ty i Eu­cha­ry­stii.

Pa­pież jest gło­wą Ko­ścio­ła rzym­sko­ka­to­lic­kie­go i ka­to­lic­kich Ko­ścio­łów wschod­nich. Ja­ko zwierzch­nik Sto­li­cy Apo­stol­skiej i Pań­stwa Wa­ty­kań­skie­go peł­ni świec­ką wła­dzę usta­wo­daw­czą i są­dow­ni­czą. Usta­na­wia obo­wią­zu­ją­ce w nim pra­wo, mia­nu­je urzęd­ni­ków i kształ­tu­je sto­sun­ki z in­ny­mi kra­ja­mi.

Naj­wyż­sza wła­dza w Ko­ście­le jest przy­zna­wa­na przez wy­bór kar­dy­na­łów w trak­cie kon­kla­we. Sym­bo­la­mi wła­dzy pa­pie­skiej są in­sy­gnia, na któ­re skła­da się zło­ty sy­gnet, okrą­gła pie­częć oraz tia­ra, uży­wa­na przez pa­pie­ży do 1965 r.

God­ność bi­sku­pa Rzy­mu jest do­ży­wot­nia, moż­li­we jest jed­nak do­bro­wol­ne zrze­cze­nie się jej: re­nun­tia­tio. W okre­sie przed wy­bo­rem no­we­go pa­pie­ża – se­de va­can­te – Pań­stwem Wa­ty­kań­skim za­rzą­dza Ko­le­gium Kar­dy­nal­skie. Tyl­ko wy­jąt­ko­wa sy­tu­acja upraw­nia je do wy­da­wa­nia de­kre­tów, któ­re ko­lej­ny pa­pież mo­że od­wo­łać.

Wład­ca umy­słów?

Gło­wa Ko­ścio­ła po­sia­da wła­dzę nie­omyl­ne­go na­ucza­nia w spra­wach wia­ry i oby­cza­jów. Prze­ko­na­nie to po­twier­dził do­gma­tem I So­bór Wa­ty­kań­ski w 1870 r., tym sa­mym okre­śla­jąc raz na za­wsze gra­ni­ce i wa­run­ki tej nie­omyl­no­ści. Nie stwier­dzo­no w nim, że pa­pież w ogó­le nie jest omyl­ny.

Trze­ba pa­mię­tać, że nad wo­lę pa­pie­ża ka­to­lik po­wi­nien przed­kła­dać tyl­ko wo­lę Bo­ga, na­to­miast ni­gdy wła­sną. Brak po­ko­ry wo­bec pa­pie­skich opi­nii wy­pro­wa­dził na ma­now­ce już wie­lu ka­to­lic­kich in­te­lek­tu­ali­stów.

Od­mo­wa po­słu­szeń­stwa Oj­cu Świę­te­mu by­wa do­pusz­czal­na: w sy­tu­acji, gdy na­ka­zy­wał­by po­peł­nie­nie grze­chu. Uza­sad­nio­ne jest też za­wie­sze­nie za­ufa­nia do osą­du pa­pie­ża, je­śli np. twier­dzi, że 2 + 2 = 5. Geo­r­ge We­igel – ofi­cjal­ny bio­graf Ja­na Paw­ła II – przy­ta­cza w jed­nej ze swo­ich ksią­żek za­le­ce­nie, by w ta­kiej sy­tu­acji za­cho­wać sza­cu­nek dla bi­sku­pa Rzy­mu, ale też i mo­dlić się o je­go zdro­wie psy­chicz­ne. W świe­tle wia­ry i hi­sto­rii ta­ka ewen­tu­al­ność jest jed­nak nie­praw­do­po­dob­na: dzien­ni­karz Vit­to­rio Mes­so­ri stwier­dził, że u żad­ne­go z po­nad 260 pa­pie­ży nie stwier­dzo­no cho­ro­by psy­chicz­nej.

Cze­go pa­pież nie mo­że

Pa­pież nie jest wład­cą ab­so­lut­nym. W kwe­stiach wia­ry i oby­cza­jów ogra­ni­cza go ści­śle nie­zmien­ne na­ucza­nie Ko­ścio­ła. We­igel stwier­dza na­wet, że jest „słu­gą au­to­ry­ta­tyw­nej tra­dy­cji”. Dla­te­go Ko­mi­sja Teo­lo­gicz­na So­bo­ru Wa­ty­kań­skie­go II nie zgo­dzi­ła się na sfor­mu­ło­wa­nie za­pro­po­no­wa­ne przez Paw­ła VI, że pa­pież „jest od­po­wie­dzial­ny przed sa­mym Bo­giem”. W od­po­wie­dzi uści­śli­ła, że każ­dy bi­skup Rzy­mu od­po­wie­dzial­ny jest wo­bec Bo­że­go Ob­ja­wie­nia, fun­da­men­tal­nej struk­tu­ry Ko­ścio­ła, sied­miu sa­kra­men­tów, Cre­do, dok­try­nal­nych orze­czeń wcze­śniej­szych so­bo­rów po­wszech­nych oraz wo­bec „in­nych zo­bo­wią­zań, zbyt licz­nych, by je wspo­mi­nać”.

Wła­dza Wi­ka­riu­sza Je­zu­sa Chry­stu­sa nie jest nie­ogra­ni­czo­na. Przy­kła­do­wo, na­uka o mo­ral­nie do­pusz­czal­nych środ­kach pla­no­wa­nia ro­dzi­ny nie za­le­ży od oso­bi­ste­go zda­nia pa­pie­ża i nie mo­że zo­stać przez nie­go zmie­nio­na. Nie ma on rów­nież wła­dzy roz­wią­zać waż­ne­go i do­peł­nio­ne­go mał­żeń­stwa, bo Ko­ściół uzna­je je za trwa­łe i nie­ro­ze­rwal­ne. Pius XII wy­ra­ził to w ten spo­sób: „żad­na wła­dza na świe­cie, na­wet na­sza – to zna­czy wła­dza za­stęp­cy Chry­stu­sa – nie ma pra­wa go ro­ze­rwać”. Po­dob­nie sy­tu­acja wy­glą­da z tzw. „ka­płań­stwem ko­biet” – jest ono nie­moż­li­we, bo mu­sia­ło­by ist­nieć wbrew de­cy­zji Chry­stu­sa, któ­ry po­wie­rzył to za­da­nie wy­łącz­nie męż­czy­znom, za­ra­zem bę­dąc dla nich wzo­rem ka­pła­na.

Jak wi­dać już z przy­to­czo­nych przy­kła­dów, wła­dza pa­pie­ża wy­pły­wa z naj­wyż­szej du­cho­wej god­no­ści i prze­wyż­sza wszyst­kie pra­wo­moc­ne sta­no­wi­ska urzę­do­we świa­ta, ale nie za­do­wo­li­ła­by żad­ne­go świec­kie­go dyk­ta­to­ra.

 

Mi­chał Nie­niew­ski

 

Bądźcie uczniami i misjonarzami Chrystusa

Mło­dzi Przy­ja­cie­le!

Do­brze, że tu je­ste­śmy” – za­wo­łał Piotr na wi­dok Pa­na Je­zu­sa prze­mie­nio­ne­go, w chwa­le. Czy my rów­nież mo­że­my wy­po­wie­dzieć te sło­wa? (…) „Bo­ta fé – do­daj wia­ry”. Krzyż Świa­to­we­go Dnia Mło­dzie­ży gło­sił te sło­wa w cza­sie ca­łe­go swe­go piel­grzy­mo­wa­nia po Bra­zy­lii. „Do­daj wia­ry” – co to zna­czy? (…) „Do­dać” to zna­czy umie­ścić, do­lać. Dro­ga mło­dzie­ży, tak jest tak­że w na­szym ży­ciu; je­śli chce­my, aby mia­ło ono na­praw­dę sens i by­ło peł­ne, jak sa­mi te­go pra­gnie­cie i na co za­słu­gu­je­cie, to mó­wię każ­de­mu i każ­dej z was: „Do­daj wia­ry”, a ży­cie na­bie­rze no­we­go sma­ku, ży­cie bę­dzie mia­ło bu­so­lę, wska­zu­ją­cą kie­ru­nek; „do­daj na­dziei”, a każ­dy twój dzień bę­dzie oświe­co­ny i twój ho­ry­zont nie bę­dzie już ciem­ny, lecz pe­łen świa­tła; „do­daj mi­ło­ści”, a two­je ży­cie bę­dzie jak dom zbu­do­wa­ny na ska­le, two­je po­dą­ża­nie bę­dzie ra­do­sne, bo spo­tkasz wie­lu przy­ja­ciół, któ­rzy idą wraz z to­bą. Do­daj wia­ry, do­daj na­dziei, do­daj mi­ło­ści! (…) Ale kto mo­że dać nam to wszyst­ko? W Ewan­ge­lii sły­szy­my od­po­wiedź: Chry­stus. „To jest Syn mój, Wy­bra­ny, Je­go słu­chaj­cie!”. Je­zus da­je nam Bo­ga i nas pro­wa­dzi do Bo­ga, z Nim ca­łe na­sze ży­cie się prze­mie­nia, od­na­wia się i mo­że­my pa­trzeć na rze­czy­wi­stość no­wy­mi ocza­mi, z punk­tu wi­dze­nia Je­zu­sa, Je­go ocza­mi. Dla­te­go dziś mó­wię każ­de­mu z was z mo­cą: „do­daj Chry­stu­sa” do swo­je­go ży­cia, a znaj­dziesz przy­ja­cie­la, któ­re­mu za­wsze mo­żesz ufać; (…) a two­je ży­cie bę­dzie peł­ne Je­go mi­ło­ści, bę­dzie ży­ciem owoc­nym. (…) Mło­dzież mu­si być moc­na, kar­mić się swo­ją wia­rą, a nie na­peł­niać się in­ny­mi rze­cza­mi! (…) Wraz z Ma­ry­ją! Pro­śmy Ją, aby na­uczy­ła nas na­śla­do­wać Je­zu­sa, aby na­uczy­ła nas być ucznia­mi i mi­sjo­na­rza­mi. Po­dob­nie jak Ona, chce­my po­wie­dzieć „tak” Bo­gu. Pro­śmy Jej mat­czy­ne ser­ce, by wsta­wia­ło się za na­mi, aby na­sze ser­ca by­ły go­to­we ko­chać Je­zu­sa i uczy­ły Go ko­chać. Dro­dzy mło­dzi, Je­zus na nas cze­ka. Je­zus na nas li­czy! Amen.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Bra­zy­lia, Świa­to­wy Dzień Mło­dzie­ży, 26.07.2013 r.

 

Musicie być mocni tą mocą, którą daje wiara!

Każ­dy z was, mło­dzi przy­ja­cie­le, znaj­du­je też w ży­ciu ja­kieś swo­je We­ster­plat­te. Ja­kiś wy­miar za­dań, któ­re mu­si pod­jąć i wy­peł­nić. Ja­kąś słusz­ną spra­wę, o któ­rą nie mo­że nie wal­czyć. Ja­kiś obo­wią­zek, po­win­ność, od któ­rej nie mo­że się uchy­lać. Nie mo­że zde­zer­te­ro­wać. Wresz­cie ja­kiś po­rzą­dek prawd i war­to­ści, któ­re trze­ba utrzy­mać i obro­nić...! We­ster­plat­te, 1987 r.

Mu­si­cie być moc­ni. Dro­dzy bra­cia i sio­stry! Mu­si­cie być moc­ni tą mo­cą, któ­rą da­je wia­ra! Mu­si­cie być moc­ni mo­cą wia­ry! Mu­si­cie być wier­ni! Dziś tej mo­cy bar­dziej Wam po­trze­ba niż w ja­kiej­kol­wiek epo­ce dzie­jów. Mu­si­cie być moc­ni mo­cą na­dziei, któ­ra przy­no­si peł­ną ra­dość ży­cia i nie do­zwa­la za­smu­cać Du­cha Świę­te­go! Mu­si­cie być moc­ni mo­cą mi­ło­ści, któ­ra jest po­tęż­niej­sza niż śmierć... Mu­si­cie być moc­ni mi­ło­ścią, któ­ra cier­pli­wa jest, ła­ska­wa jest... Kra­kow­skie Bło­nia, 1979 r.

Oby­ście za­wsze umie­li pa­trzeć nas in­nych lu­dzi i na sa­mych sie­bie ta­kim spoj­rze­niem, ja­kim Bóg pa­trzy na ludz­ką isto­tę, spoj­rze­niem czu­łym, mi­ło­sier­nym i prze­ba­cza­ją­cym, spoj­rze­niem, któ­re po­zwa­la iść pro­sto po dro­dze ży­cia w przy­szłość peł­ną na­dziei. Ham­burg, 2004 r.

Gdy bę­dzie wam trud­no, gdy bę­dzie­cie w ży­ciu prze­ży­wać ja­kieś nie­po­wo­dze­nie, czy za­wód, niech myśl wa­sza bie­gnie ku Chry­stu­so­wi, któ­ry was mi­łu­je, któ­ry jest wier­nym to­wa­rzy­szem i któ­ry po­ma­ga prze­trwać każ­dą trud­ność. Ło­wicz, 1999 r.

To wy już nie­dłu­go sta­nie­cie się twór­ca­mi no­wych spo­łe­czeństw, to wy za­de­cy­du­je­cie o ob­ra­zie te­go świa­ta. Ale zgo­da spo­łecz­na nie jest czymś, co moż­na „szyb­ko za­ła­twi­ćˮ, za­im­pro­wi­zo­wać na­pręd­ce, czy też na­rzu­cić z ze­wnątrz: ro­dzi się ona ze spra­wie­dli­we­go, wol­ne­go, bra­ter­skie­go ser­ca, w któ­rym ży­je po­kój pły­ną­cy z mi­ło­ści. Bu­enos Aires, 1985 r.

 

bł. Jan Pa­weł II

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że,

Mam na­dzie­ję, że wszy­scy, choć­by z re­li­gii pa­mię­ta­ją, że pa­pież jest na­stęp­cą Świę­te­go Pio­tra i jed­no­cze­śnie za­stęp­cą Naj­wyż­sze­go Ka­pła­na, ja­kim jest Chry­stus, Gło­wa Ko­ścio­ła. Jest też zna­kiem jed­no­ści chrze­ści­jan, ale – co nie wszy­scy wie­dzą – nie tyl­ko człon­ko­wie Ko­ścio­ła rzym­sko-ka­to­lic­kie­go uzna­ją zwierzch­ność pa­pie­ża (m.in. ko­ściół ma­ro­nic­ki, ita­lo-al­bań­ski, sy­ro-ma­la­bar­ski i jesz­cze 20 ko­ścio­ły wschod­nie – po­słu­gu­ję się tu wy­ka­zem za­twier­dzo­nym przez Ja­na Paw­ła II w 1990 ro­ku, w jed­no­ści z pa­pie­żem są też ko­ścio­ły unic­kie).

A na czym po­le­ga nie­omyl­ność pa­pie­ża, o któ­rej się tak wie­le dys­ku­tu­je? Czy to się wią­że z ja­ki­miś je­go szcze­gól­ny­mi uzdol­nie­nia­mi? Okre­ślił to jed­no­znacz­nie So­bór Wa­ty­kań­ski I w 1870 r.:

Wła­dza pa­pie­ska jest bez­po­śred­nią i naj­wyż­szą wła­dzą ju­rys­dyk­cyj­ną nad ca­łym Ko­ścio­łem ka­to­lic­kim w spra­wach wia­ry, oby­cza­jów i funk­cjo­no­wa­nia in­sty­tu­cji ko­ściel­nych; wy­po­wia­da­jąc się w tych spra­wach ex ca­the­dra, pa­pież po­sia­da wspar­cie Bo­że obie­ca­ne nie­gdyś św. Pio­tro­wi, co czy­ni przed­sta­wia­ne prze­zeń de­fi­ni­cje nie­omyl­ny­mi i nie­zmien­ny­mi”.

Pa­pież wy­po­wia­da się ex ca­the­dra, gdy to wy­raź­nie za­zna­czy, a prak­tycz­nie, gdy da­ne za­gad­nie­nie wcze­śniej skon­sul­tu­je i prze­mo­dli: wie­rzy­my, że Duch Świę­ty nie do­pu­ści błę­du, nie­omyl­ność pa­pie­ża za­tem opie­ra się nie ty­le o do­sko­na­łość czy mą­drość czło­wie­ka, ile o au­to­ry­tet Du­cha Świę­te­go.

Praw­da, że to dla więk­szo­ści z nas jest in­te­re­su­ją­ce?

Jak juz za­pew­ne za­uwa­ży­li­ście, te­ma­tem nu­me­ru jest ro­la pa­pie­ża w Ko­ście­le. Do­wie­cie się dzi­siaj, że – być mo­że – Jan Pa­weł II nie był je­dy­nym pa­pie­żem pol­skie­go po­cho­dze­nia w hi­sto­rii Wa­ty­ka­nu (tekst Ka­je­ta­na Raj­skie­go ze stron 16–17), do­wie­cie się, cze­go pa­pież nie mo­że (ar­ty­kuł Mi­cha­ła Nie­niew­skie­go ze stron 12–13), mo­że­cie też za­po­znać się z wy­ra­że­niem „Urząd Pio­tro­wy” i po­znać zwią­zek in­dy­wi­du­al­nych cech po­szcze­gól­nych pa­pie­ży z nie­zmien­ną jed­no­ścią spra­wo­wa­nej wła­dzy (tekst Alek­san­dry Za­po­tocz­ny ze stron 10–11).

W wie­lu ma­ilach pro­si­li­ście cho­ciaż o kil­ka py­tań spraw­dza­ją­cych spo­strze­gaw­czość czy­ta­ją­cych. Spró­buj­cie za­tem od­po­wie­dzieć: Kie­dy we­dług pra­wa wy­bra­ny przez kar­dy­na­łów kan­dy­dat sta­je się pa­pie­żem? Co to jest, kie­dy i dla­cze­go zo­sta­je znisz­czo­ny Pier­ścień Ry­ba­ka? Kto i kie­dy wy­po­wie­dział sło­wa: „Gdy bę­dzie wam trud­no, gdy bę­dzie­cie w ży­ciu prze­ży­wać ja­kieś nie­po­wo­dze­nie czy za­wód, niech myśl wa­sza bie­gnie ku Chry­stu­so­wi, któ­ry was mi­łu­je”?

My­ślę też, że po lek­tu­rze ostat­nich nu­me­rów zna­cie już swój tem­pe­ra­ment…

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski