Papież Benedykt miał rację

W ko­men­ta­rzach do pon­ty­fi­ka­tu pa­pie­ża Be­ne­dyk­ta XVI po­wta­rza­ją się sło­wa kry­ty­ki za je­go sta­no­wi­sko w spra­wie zwal­cza­nia pan­de­mii HIV/AIDS. Naj­bar­dziej ra­dy­kal­ne wy­po­wie­dzi za­wie­ra­ją oskar­że­nia Oj­ca Świę­te­go, a wraz z nim ca­łe­go Ko­ścio­ła, o śmierć ty­się­cy lu­dzi w kra­jach trze­cie­go świa­ta.

W 2009 r. w cza­sie kon­fe­ren­cji pra­so­wej na po­kła­dzie sa­mo­lo­tu le­cą­ce­go do Afry­ki pa­pież za­py­ta­ny przez dzien­ni­ka­rza o sta­no­wi­sko Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go wo­bec spo­so­bów zwal­cza­nia pan­de­mii HIV/AIDS, stwier­dził: „Nie moż­na zwal­czyć pla­gi przez roz­da­wa­nie pre­zer­wa­tyw: prze­ciw­nie, zwięk­sza­ją one pro­blem”. Sło­wa pa­pie­ża są od­zwier­cie­dle­niem naj­now­szych do­nie­sień na­uko­wych nt. sku­tecz­nych me­tod zwal­cza­nia pan­de­mii HIV/AIDS. Ko­lej­nym (po Ugan­dzie czy Taj­lan­dii) kra­jem, w któ­rym uda­ło się za­ha­mo­wać pan­de­mię – nie dzię­ki roz­daw­nic­twu pre­zer­wa­tyw lecz po­przez dzia­ła­nia pro­wa­dzą­ce do re­duk­cji ilo­ści part­ne­rów sek­su­al­nych – jest Zim­ba­bwe. W 1997 r. roz­po­wszech­nie­nie HIV/AIDS wśród do­ro­słych wy­no­si­ło tam 29%, w 2007 r. – 16%. Ba­da­cze Hal­pe­rin DT z ze­spo­łem (2011, A Sur­pri­sing Pre­ven­tion Suc­cess: Why Did the HIV Epi­de­mic Dec­li­ne in Zim­ba­bwe? PLoS Med 8, 2), po prze­pro­wa­dze­niu syn­te­zy wie­lu ba­dań na­uko­wych do­ty­czą­cych te­go kra­ju, na­pi­sa­li: „Kon­cen­tra­cja na re­duk­cji part­ne­rów, do­dat­ko­wo z pro­mo­cją uży­wa­nia pre­zer­wa­tyw w przy­pad­ko­wych kon­tak­tach sek­su­al­nych, jest klu­czo­wa w roz­wo­ju efek­tyw­nych pro­gra­mów pre­wen­cyj­nych”.

Dla­cze­go nie pre­zer­wa­ty­wa?

Pre­zer­wa­ty­wa nie za­pew­nia 100 proc. ochro­ny przed HIV z tych sa­mych po­wo­dów, dla któ­rych nie za­pew­nia 100 proc. ochro­ny przed zaj­ściem w cią­żę. Od­se­tek ko­biet, któ­re za­cho­dzą w cią­żę w cią­gu ro­ku pod­czas sto­so­wa­nia pre­zer­wa­ty­wy, wg róż­nych źró­deł wy­no­si: 14 (FDA 1997), 16 (Gut­t­ma­cher In­sti­tu­te 2000). Fa­mi­ly Plan­ning Per­spec­ti­ve (1999) za­wod­ność an­ty­kon­cep­cyj­ną pre­zer­wa­tyw w gru­pie ubo­gich dziew­cząt ży­ją­cych w kon­ku­bi­na­cie okre­śla na­wet na 71,7 (ja­ko licz­bę nie­za­pla­no­wa­nych ciąż u 100 ko­biet sto­su­ją­cych pre­zer­wa­ty­wę w cią­gu ro­ku). Dla­te­go au­to­rzy tak pre­sti­żo­wych me­dycz­nych pism jak m.in. Lan­cet po­da­ją: „In­ten­syw­na po­li­ty­ka pro­mo­wa­nia pre­zer­wa­tyw mo­że przy­czy­nić się do wzro­stu a nie spad­ku ry­zy­ka zwią­za­ne­go z po­dej­mo­wa­niem sto­sun­ków sek­su­al­nych bez za­bez­pie­cze­nia, gdyż ma nie­za­mie­rzo­ny efekt za­chę­ca­nia do więk­szej ak­tyw­no­ści sek­su­al­nej” (Ri­chens, Im­rie, Co­pas 2000).

Apel 150 na­ukow­ców

Lan­cet opu­bli­ko­wał (vol. 364/2004) apel 150 na­ukow­ców z ca­łe­go świa­ta, któ­rzy jed­no­znacz­nie po­ka­zu­ją sku­tecz­ne me­to­dy pre­wen­cji HIV/AIDS. W ape­lu czy­ta­my: „W przy­pad­ku lu­dzi mło­dych, któ­rzy nie roz­po­czę­li jesz­cze ak­tyw­no­ści płcio­wej, prio­ry­te­tem po­win­no być za­chę­ca­nie do wstrze­mięź­li­wo­ści lub opóź­nie­nia ini­cja­cji sek­su­al­nej i w ten spo­sób pod­kre­śla­nie uni­ka­nia ry­zy­ka ja­ko naj­lep­sze­go spo­so­bu za­po­bie­ga­nia HIV (...). W przy­pad­ku do­ro­słych ak­tyw­nych sek­su­al­nie ja­ko prio­ry­tet po­win­no się trak­to­wać za­chę­ca­nie do wza­jem­nej wier­no­ści mię­dzy nie­za­ra­żo­ny­mi part­ne­ra­mi ja­ko naj­pew­niej­sze­go spo­so­bu na za­po­bie­ga­nie za­ra­że­niu HIV”. Sto­so­wa­nie pre­zer­wa­tyw au­to­rzy ape­lu po­le­ca­ją prak­tycz­nie wy­łącz­nie lu­dziom z gru­py wy­so­kie­go ry­zy­ka.

Ram­ka:

W 1989 zo­sta­łem za­pro­szo­ny na kon­sul­ta­cje z rzą­dem. Wów­czas Ugan­da by­ła epi­cen­trum AIDS na świe­cie. 38% dziew­cząt od 15 do 18 lat by­ło za­ka­żo­nych. (...) Do­ra­dzi­łem więc, by w szko­łach w ca­łym kra­ju roz­po­czę­to kam­pa­nię edu­ka­cyj­ną na rzecz abs­ty­nen­cji i wier­no­ści mał­żeń­skiej. WHO do­nio­sła w 1999 r., że sto­pień za­ka­że­nia wi­ru­sem HIV wśród dziew­cząt od 15 do 18 lat zmniej­szył się do 7,3%. To spa­dek o 80%! Ta­kich wy­ni­ków nie no­tu­je­my ni­gdzie in­dziej na świe­cie” (Prof. Fa­rzin Da­va­chi, le­karz ame­ry­kań­ski, Rzecz­po­spo­li­ta, 2001.09.07).

 

 

KU

 

 

Czy w niebie jest miejsce dla... buddysty?

A gdy­bym miesz­ka­ła w bu­szu al­bo dżun­gli, roz­ma­wia­ła z mał­pa­mi i ni­gdy nie do­wie­dzia­ła się o tym, że żył ktoś ta­ki jak Je­zus? Al­bo gdy­by mój ta­ta był mu­zuł­ma­ni­nem, więc i ja zo­sta­ła­bym wy­znaw­cą Al­la­ha? Czy wte­dy mia­ła­bym szan­sę na zba­wie­nie? Je­śli kie­dy­kol­wiek za­sta­na­wia­li­ście się nad ta­ki­mi py­ta­nia­mi, prze­czy­taj­cie. Od­po­wie­dzi po­wsta­ły na pod­sta­wie tek­stów Ka­te­chi­zmu Ko­ścio­ła Ka­to­lic­kie­go i Ka­te­chi­zmu Ko­ścio­ła Ka­to­lic­kie­go dla Mło­dych Youcat.

Czy Ko­ściół wal­czy z in­ny­mi re­li­gia­mi?

Nie, po­nie­waż Ko­ściół ka­to­lic­ki sza­nu­je wol­ność re­li­gij­ną. Gdy­by któ­raś re­li­gia na­ma­wia­ła do zła, Ko­ściół to na­pięt­nu­je. Ale jed­no­cze­śnie po­pie­ra i uzna­je wszyst­ko to, co w in­nych re­li­giach jest do­bre i praw­dzi­we, np. gdy in­na re­li­gia za­chę­ca do mi­ło­ści bliź­nie­go, służ­by, praw­do­mów­no­ści, po­ko­ry itp.

Ko­ran uwa­ża, że Je­zus był wiel­kim pro­ro­kiem. Czy za­tem mu­zuł­ma­nie bę­dą zba­wie­ni?

Wbrew te­mu, ja­ki ob­raz is­la­mu po­ka­zu­ją me­dia (woj­ny re­li­gij­ne, ter­ro­ry­ści i prze­śla­do­wa­nia ko­biet, czy­li skraj­ny fun­da­men­ta­lizm re­li­gij­ny), wy­znaw­cy Al­la­ha i chrze­ści­ja­nie ma­ją wie­le wspól­ne­go. Obie re­li­gie są mo­no­te­istycz­ne, tzn. wy­zna­ją jed­ne­go Bo­ga. Mu­zuł­ma­nie, tak jak my, czczą Bo­ga Stwór­cę oraz Abra­ha­ma ja­ko oj­ca ich wia­ry. Rze­czy­wi­ście, Ko­ran uwa­ża Chry­stu­sa za wiel­kie­go pro­ro­ka, a Ma­ry­ję za Je­go mat­kę. Jed­nak­że to nie wy­star­czy.

Ko­ściół na­ucza: Extra ec­c­le­siam nul­la sa­lus, czy­li że po­za Ko­ścio­łem nie ma zba­wie­nia. Cho­dzi o to, że je­śli ktoś miał oka­zję po­znać Je­zu­sa, o któ­rym ewan­ge­li­sta Jan mó­wi, że jest dro­gą, praw­dą i ży­ciem, i nie przy­jął Je­go na­ucza­nia, nie chce za Nim po­dą­żać, nie do­stą­pi zba­wie­nia. Na po­tę­pie­nie na­ra­ża się tyl­ko czło­wiek, któ­ry ma­jąc ja­sne po­zna­nie Chry­stu­sa, od­rzu­ca Go.

Jak to jest z tym bu­szem i dżun­glą?

Co praw­da, nie­wie­le jest ta­kich za­kąt­ków na świe­cie, gdzie do tej po­ry nie do­tar­ła Ewan­ge­lia, ale cią­gle ist­nie­ją lu­dzie, któ­rzy ni­gdy w ży­ciu nie sły­sze­li o Je­zu­sie Chry­stu­sie i nie po­zna­li Je­go na­uki. To miej­sca, do któ­rych Ko­ścio­ło­wi nie uda­ło się do­trzeć ze swo­jej wi­ny al­bo z in­nych wzglę­dów. W ta­kich sy­tu­acjach Bóg sam to­ru­je lu­dziom in­ną dro­gę do zba­wie­nia. Je­śli szu­ka­ją praw­dy, po­stę­pu­ją zgod­nie ze swo­im su­mie­niem, są do­brzy, bę­dą żyć wiecz­nie w nie­bie.

Co to jest chrzest pra­gnie­nia?

W pierw­szych wie­kach chrze­ści­jań­stwa zda­rza­ło się, że lu­dzie, któ­rzy uwie­rzy­li, lecz do­pie­ro przy­go­to­wy­wa­li się do chrztu, umie­ra­li lub gi­nę­li w prze­śla­do­wa­niach, za­nim zo­sta­li ochrzcze­ni. Już wte­dy wie­rzo­no, że dzię­ki swej wie­rze i mi­ło­ści zo­sta­li zba­wie­ni. Ro­lę chrztu speł­nia­ło je­go pra­gnie­nie. Al­bo je­śli ktoś nie po­znał Bo­ga, ale szu­ka Go oraz wsłu­chu­je się w głos swe­go su­mie­nia i po­stę­pu­je zgod­nie z za­sa­da­mi, któ­re mu je dyk­tu­je, do­stą­pi tzw. chrztu pra­gnie­nia.

Ko­ściół udzie­la sa­kra­men­tów: mał­żeń­stwa, Ko­mu­nii św., ale i chrztu. Sa­kra­men­ty są nam nie­zbęd­ne do zba­wie­nia. Jak więc mo­że zba­wić się ktoś nie­ochrz­czo­ny? To nie­lo­gicz­ne.

Lo­gicz­ne, ale nie pod­le­ga to pra­wom lo­gi­ki ludz­kiej, tyl­ko Bo­żej. Ko­ściół mu­si udzie­lać lu­dziom sa­kra­men­tów, po­nie­waż Pan Bóg sam po­wią­zał je ze zba­wie­niem. Nie mo­że z te­go zre­zy­gno­wać, bo by­ło­by to rów­no­znacz­ne z po­rzu­ce­niem Bo­że­go na­ka­zu. Jed­nak Pan Bóg nie jest ogra­ni­czo­ny sa­kra­men­ta­mi, one nie są po­trzeb­ne Je­mu, ale nam. Pan Bóg mo­że wszyst­ko; mo­że więc tak­że zro­bić „wy­ją­tek” i zba­wić tych, któ­rzy ni­gdy Go nie po­zna­li (w od­róż­nie­niu od tych, któ­rzy Go po­zna­li i od­rzu­ci­li).

 

Mag­da­le­na Gu­ziak-No­wak

 

 

Czy Pan Bóg nie mógł wymyślić nic lepszego?

Wciąż wra­ca py­ta­nie o śmierć Je­zu­sa. Wie­rzy­my, że to Syn Bo­ży, wy­zna­je­my praw­dę o Bo­żej Mi­ło­ści, dzię­ki któ­rej ma­my do­stęp do Zba­wie­nia, ale czy nie moż­na by­ło te­go roz­wią­zać ja­koś mniej bru­tal­nie? Nie ma ro­ku, aby co naj­mniej kil­ka osób nie za­da­ło te­go py­ta­nia: a to w ko­re­spon­den­cji, a to w pro­wa­dzo­nych prze­ze mnie au­dy­cjach ra­dio­wych, a to w cza­sie ka­te­che­zy, a na­wet pod­czas spo­wie­dzi.

Nie ma się co oszu­ki­wać: nie zgłę­bi­my ni­gdy Bo­żych Ta­jem­nic, Stwór­ca od­sło­nił nam tyl­ko to, co jest nam po­trzeb­ne do zba­wie­nia, do te­go, aby tę dro­gę roz­po­znać i w spo­sób wol­ny ją wy­brać. Mo­że­my za­tem, a na­wet po­win­ni­śmy sta­wiać ta­kie py­ta­nia i po­win­ni­śmy na nie od­po­wia­dać. Od­po­wiedź ni­gdy nie bę­dzie peł­na, nie bę­dzie do koń­ca sa­tys­fak­cjo­nu­ją­ca, ale sa­mo szu­ka­nie jest dla czło­wie­ka twór­cze, sa­mo szu­ka­nie po­zwa­la „po­zna­wać” Bo­ga, czy­li przy­bli­żać się do Je­go mi­ło­ści.

Spró­buj­my za­tem jesz­cze raz…

Spójrz­my, jak wiel­ka jest mi­łość Bo­ga do czło­wie­ka... Mógł ina­czej nas zba­wić, ale chciał, aby by­ło czy­tel­ne w ludz­kich ka­te­go­riach, jak wie­le jest go­tów zro­bić dla każ­de­go z nas.

Każ­de opo­wia­da­nie o mi­ło­ści jest pięk­ne, mo­że wzru­szać, ale jed­nak jest od­le­głe, je­śli je je­dy­nie sły­szy­my. Du­żo wię­cej z ta­kiej hi­sto­rii zro­zu­mie­my, przyj­mie­my, gdy tę re­la­cję zda­je nam ktoś bli­ski, ktoś, kto sam uczest­ni­czył w wy­da­rze­niach, o któ­rych mó­wi.

Syn Bo­ży przy­jął ludz­kie cia­ło i prze­szedł przez tę zie­mię ja­ko czło­wiek, ma­ło te­go, jest praw­dą wia­ry, któ­rą mu­si­my so­bie od cza­su do cza­su przy­po­mi­nać, że Je­zus w prze­ży­wa­niu Swe­go czło­wie­czeń­stwa zu­peł­nie zre­zy­gno­wał z mo­cy Bo­żej. Z owej mo­cy ko­rzy­stał je­dy­nie dla in­nych, ko­rzy­stał, aby Je­go na­ucza­nie sta­ło się wia­ro­god­ne, ale sam ni­cze­go so­bie nie uła­twiał.

Dla­te­go Je­go Mę­ka i Je­go Śmierć są tak bar­dzo wy­mow­ne. Mo­że­my – tro­chę pa­ra­fra­zu­jąc – po­wie­dzieć, że z Krzy­ża wo­łał: „Zo­bacz, jak bar­dzo mi na To­bie za­le­ży! Jak bar­dzo pra­gnę Two­jej od­po­wie­dzi na Bo­żą Mi­łość! Za­płacz nad swo­im grze­chem, po­patrz, do cze­go pro­wa­dzi każ­de zło, każ­de odej­ście od Wo­li Me­go Oj­ca!”.

Po­za tym wy­wyż­sze­nie Krzy­ża przy­po­mi­na, że nikt nie zo­stał przez Bo­ga opusz­czo­ny, On chce, aby ten Znak przy­po­mi­nał wszyst­kim, któ­rzy na nie­go po­pa­trzą, że On nas ro­zu­mie, że On – w ludz­kim wy­mia­rze – cier­pi i że moż­na mu ulżyć w Je­go cier­pie­niu przez przy­ję­cie wszyst­kich tru­dów nie­sio­nych przez ży­cie.

Każ­dy, ko­mu się wy­da­je, że jest za­po­mnia­ny przez Pa­na Bog,a wy­obra­ża so­bie, że szczę­ście moż­na osią­gnąć, gdy są speł­nia­ne wła­sne pla­ny i ma­rze­nia, a tym­cza­sem praw­da obiek­tyw­na jest zu­peł­nie in­na. Na­sze wy­obra­że­nia ma­ją wy­miar i war­tość chwi­li, Bo­że pla­ny za­pra­sza­ją nas do szczę­ścia w wiecz­no­ści – u Je­go bo­ku. Na­wet trud­na dro­ga jest lep­sza, je­śli pro­wa­dzi do speł­nie­nia Bo­żych obiet­nic.

Mo­że trze­ba się też uczyć po­słu­szeń­stwa, aby choć raz dzien­nie speł­niać nie swo­ją wo­lę. To oczy­wi­ście mu­si być roz­trop­ne – nie wol­no speł­nić cu­dzej wo­li, je­śli pro­wa­dzi do zła, na­wet jak­by by­ła po­le­ce­niem służ­bo­wym czy ro­dzi­ciel­skim. Ale umieć zre­zy­gno­wać ze swo­jej wo­li, z wy­po­wie­dze­nia uwag, któ­re wła­ści­wie nic nie wno­szą, to po­czą­tek wiel­ko­ści czło­wie­ka, któ­ry w ten spo­sób bu­du­je do­brze ro­zu­mia­ną po­ko­rę – peł­ną po­czu­cia wła­snej war­to­ści, ale też ci­cho­ści i jed­no­ści z Pa­nem Bo­giem.

Zjed­no­cze­nie się z Chry­stu­sem, na ad­o­ra­cji i przez przyj­mo­wa­nie Ko­mu­nii Świę­tej jest spo­so­bem, aby uf­ność Chry­stu­sa prze­ni­ka­ła nas od we­wnątrz, by sta­wa­ła się rów­nież na­szym udzia­łem.

W cza­sie, któ­ry te­raz prze­ży­wa­my moż­na (w li­tur­gii i oso­bi­ście, sa­me­mu, na­wet we wła­snym miesz­ka­niu) ad­o­ro­wać Krzyż – oczy­wi­ście nie ja­ko chwa­łę mę­ki, ale ja­ko uwiel­bie­nie Mi­ło­ści, któ­ra przez Krzyż po­ka­zu­je jak wiel­ka jest mi­łość do każ­de­go z nas, jak bar­dzo Bo­gu na mnie i na to­bie za­le­ży.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski 

 

 

Bóg nie przestaje przebaczać

Bra­cia i sio­stry, dzień do­bry!

W tę pią­tą nie­dzie­lę Wiel­kie­go Po­stu Ewan­ge­lia przed­sta­wia frag­ment o ko­bie­cie cu­dzo­łoż­nej (por. J 8, 1–11), któ­rą Je­zus ra­tu­je od ska­za­nia na śmierć. Ude­rza nas po­sta­wa Je­zu­sa: nie sły­szy­my słów po­gar­dy, nie sły­szy­my słów po­tę­pie­nia, ale je­dy­nie sło­wa mi­ło­ści, mi­ło­sier­dzia, za­chę­ca­ją­ce do na­wró­ce­nia. „I Ja cie­bie nie po­tę­piam. Idź, a od tej chwi­li już nie grzesz!” (w. 11). O, bra­cia i sio­stry, ob­li­cze Bo­ga jest ob­li­czem mi­ło­sier­ne­go oj­ca, któ­ry za­wsze jest cier­pli­wy. Czy my­śle­li­ście o cier­pli­wo­ści Bo­ga, cier­pli­wo­ści, ja­ką On ma wo­bec każ­de­go z nas? To wła­śnie je­go mi­ło­sier­dzie. Jest za­wsze cier­pli­wy, cier­pli­wy wo­bec nas, On nas ro­zu­mie, cze­ka na nas, ni­gdy nie prze­sta­je nam wy­ba­czyć, je­śli po­tra­fi­my po­wró­cić do Nie­go z ser­cem skru­szo­nym. (…)

W mi­nio­nych dniach by­ło mi da­ne czy­tać książ­kę jed­ne­go z kar­dy­na­łów – kard. Ka­spe­ra, wy­bit­ne­go, do­bre­go teo­lo­ga, o mi­ło­sier­dziu. (…) Kar­dy­nał Ka­sper po­wia­da, że od­czu­wa­nie mi­ło­sier­dzia zmie­nia wszyst­ko. To naj­lep­sze, co mo­że­my od­czu­wać: zmie­nia świat. Nie­co mi­ło­sier­dzia czy­ni świat mniej zim­nym i bar­dziej spra­wie­dli­wym. (…) Pa­mię­ta­my sło­wa pro­ro­ka Iza­ja­sza, któ­ry mó­wi, że na­wet je­śli na­sze grze­chy bę­dą jak szkar­łat, mi­łość Bo­ża uczy­ni je bia­ły­mi jak śnieg. Mi­ło­sier­dzie jest pięk­ne! Pa­mię­tam, że jak tyl­ko zo­sta­łem bi­sku­pem, w 1992 ro­ku, przy­by­ła do Bu­enos Aires fi­gu­ra Mat­ki Bo­żej z Fa­ti­my i by­ła uro­czy­sta Msza św. dla cho­rych. Po­sze­dłem w tym cza­sie spo­wia­dać. (…) Po­de­szła do mnie star­sza ko­bie­ta, po­kor­na, bar­dzo skrom­na, po­nad osiem­dzie­się­cio­let­nia. Spoj­rza­łem na nią i po­wie­dzia­łem, „Bab­ciu – bo u nas tak się zwra­ca­my do lu­dzi star­szych – czy chcesz się wy­spo­wia­dać?”. Po­wie­dzia­ła mi: „Tak”. „Ale je­śli nie masz grze­chów...”. A ona mi od­po­wie­dzia­ła: „Wszy­scy ma­my grze­chy”. „Ale mo­że Pan Bóg To­bie nie wy­ba­cza”... Od­po­wie­dzia­ła mi z ca­łą pew­no­ścią: „Pan wy­ba­cza wszyst­ko”. „Ale skąd to Pa­ni wie?”. „Gdy­by Pan nie wy­ba­czał wszyst­kie­go, świat był­by nie ist­niał”. Mia­łem ocho­tę ją za­py­tać: „Czy Pa­ni stu­dio­wa­ła na Uni­wer­sy­te­cie Gre­go­riań­skim?”, bo jest to mą­drość, ja­ką da­je Duch Świę­ty: mą­drość we­wnętrz­na na­sta­wio­na na Bo­że mi­ło­sier­dzie. Nie za­po­mi­naj­my te­go sło­wa: Bóg ni­gdy nie prze­sta­je nam prze­ba­czać, ni­gdy! (…)

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 17.03.2013 r.

Przypatrz się, człowieku, jaka jest twa godność

Uczyń­my czło­wie­ka na Nasz ob­raz, po­dob­ne­go Nam” (Rdz 1, 26). (...) Pod­czas dzi­siej­szej no­cy pas­chal­nej od­czy­tu­je­my w li­tur­gii pierw­szy roz­dział Księ­gi Ro­dza­ju, któ­ry przy­po­mi­na ta­jem­ni­cę stwo­rze­nia, a w szcze­gól­no­ści stwo­rze­nia czło­wie­ka. (…) No­we stwo­rze­nie do­ko­nu­je się przez Pas­chę. W ta­jem­ni­cy śmier­ci i zmar­twych­wsta­nia Chry­stu­sa wszyst­ko zo­sta­je od­ku­pio­ne, wszyst­ko znów sta­je się do­sko­na­le do­bre, zgod­nie z pier­wot­nym za­my­słem Bo­żym. Przede wszyst­kim czło­wiek, mar­no­traw­ny syn, któ­ry przez grzech roz­trwo­nił cen­ne do­bro wol­no­ści, od­zy­sku­je utra­co­ną god­ność. Fa­cia­mus ho­mi­nem ad ima­gi­nem et si­mi­li­tu­di­nem no­stram. Jak praw­dzi­wie i głę­bo­ko brzmią te sło­wa w noc pas­chal­ną! (...) On, Syn Bo­ży, przez wcie­le­nie swo­je zjed­no­czył się ja­koś z każ­dym czło­wie­kiem. (...) Cier­piąc za nas, nie tyl­ko dał przy­kład, by­śmy szli w Je­go śla­dy, lecz i otwo­rzył nam no­wą dro­gę, któ­rą je­śli idzie­my, ży­cie i śmierć do­zna­ją uświę­ce­nia i na­bie­ra­ją no­we­go sen­su (...). Przez Du­cha, bę­dą­ce­go ’za­dat­kiem dzie­dzic­twa’ (Ef 1, 14), ca­ły czło­wiek we­wnętrz­nie się od­na­wia aż do ’od­ku­pie­nia cia­ła’ (Rz 8, 23), bo ’je­śli Duch te­go, któ­ry wzbu­dził z mar­twych Je­zu­sa, prze­by­wa w nas, ten, któ­ry z mar­twych wzbu­dził Je­zu­sa Chry­stu­sa, oży­wi śmier­tel­ne cia­ła wa­sze Du­chem swym w was prze­by­wa­ją­cym’ (Rz 8, 11). Chrze­ści­ja­nin (...) włą­czo­ny w ta­jem­ni­cę pas­chal­ną, upodob­nio­ny do śmier­ci Chry­stu­sa, po­dą­ży umoc­nio­ny na­dzie­ją ku zmar­twych­wsta­niu” (n. 22). (…) O ve­re be­ata nox! – pra­gnie­my po­wtó­rzyć za wiel­ka­noc­nym hym­nem, pa­trząc w świe­tle zmar­twych­wsta­nia Chry­stu­sa na uni­wer­sal­ną ta­jem­ni­cę czło­wie­ka. Na po­cząt­ku stwo­rzył go Bóg na ob­raz i po­do­bień­stwo swo­je. Za spra­wą Chry­stu­sa ukrzy­żo­wa­ne­go i zmar­twych­wsta­łe­go to po­do­bień­stwo do Bo­ga, prze­sło­nię­te przez grzech, zo­sta­ło przy­wró­co­ne i do­się­gło jak­by szczy­tu. (…)

 

Bł. Jan Pa­weł II

Wa­ty­kan, 11.04.1998 r.

Wstępniak

Szczęść Bo­że!

Ży­cze­nia, ja­kie chce­my Wam prze­ka­zać, to nie tyl­ko sło­wa… Bo na­sze ży­cze­nia to pra­gnie­nie, aby­ście by­li co­raz mą­drzej­si i co­raz szczę­śliw­si i aby­ście umie­li sku­tecz­nie po­ma­gać in­nym w dro­dze do świę­to­ści. Na­sze ży­cze­nia osta­tecz­nie wy­ra­ża­ją się w tym, co pi­sze­my w „Dro­dzeˮ: chciał­bym, aby­ście za­uwa­ży­li, naj­pierw tak ogól­nie, że od­po­wia­da­jąc na Wa­sze py­ta­nia, chce­my po­móc w tłu­ma­cze­niu świa­ta „po Bo­że­mu”. Prze­ka­zu­jąc róż­ne in­for­ma­cje, sta­ra­my się, aby­ście co­raz le­piej zna­li i ro­zu­mie­li świat da­ny nam przez Pa­na Bo­ga i co­raz wy­raź­niej wi­dzie­li każ­dą ścież­kę, ja­ką przy­go­to­wał dla nas Stwór­ca i Zba­wi­ciel na dro­dze do ce­lu. I osta­tecz­nie, by­śmy nie­ustan­nie się wspie­ra­li, przy­po­mi­na­jąc so­bie wza­jem­nie cel, dla ja­kie­go po­ja­wi­li­śmy się na tym świe­cie: zba­wie­nie. A o „ścież­kach zła” pi­sze­my, aby prze­strzec przed za­uł­ka­mi, z któ­rych nie ma wyj­ścia – po­za cu­dem, któ­ry Bo­ża Cier­pli­wość mo­że dla nas przy­go­to­wać. I o tych cu­dach cza­sem pi­sze­my, by­ście ni­gdy nie stra­ci­li na­dziei…

A te­raz przejdź­my do kon­kre­tów te­go nu­me­ru. Czy ktoś ro­zu­mie cud zmar­twych­wsta­nia? Pew­nie ni­gdy nie zgłę­bi­my do koń­ca tej ta­jem­ni­cy, bo ona prze­kra­cza nor­mal­ne dzia­ła­nie praw stwo­rzo­ne­go przez Bo­ga świa­ta ma­te­rial­ne­go, ale Je­zus zmar­twych­wstał i uka­zy­wał się uczniom, chciał za­tem, aby­śmy „coś z te­go wie­dzie­li i ro­zu­mie­li”, po­czy­taj­my za­tem o zmar­twych­wsta­niu (s. 9 i 10), ale rów­nież o tym, co lu­dzie wy­zna­ją­cy in­ne re­li­gie my­ślą na ten te­mat, czy po­dob­na pro­ble­ma­ty­ka w ogó­le wy­stę­pu­je w my­śle­niu wy­znaw­cy Al­la­cha i u bud­dy­sty? Czy spo­tka­my się z ni­mi w nie­bie? (o tym na s. 12). I jesz­cze je­den, trud­ny te­mat: „Wciąż wra­ca py­ta­nie o śmierć Je­zu­sa. (…) Czy nie moż­na by­ło te­go roz­wią­zać ja­koś mniej bru­tal­nie? Nie ma ro­ku, aby co naj­mniej kil­ka osób nie za­da­ło te­go py­ta­nia…” – pró­ba ko­lej­nej od­po­wie­dzi na ten te­mat na s. 11. Po­śród róż­nych tek­stów na te­mat zmar­twych­wsta­nia war­to za­uwa­żyć dzięk­czy­nie­nie skie­ro­wa­ne do tych, któ­rzy „za­cie­kle wal­czą z krzy­żem” – jak uza­sad­nia­my to dzięk­czy­nie­nie, prze­czy­ta­cie na s. 8, we wstę­pie do te­ma­tu nu­me­ru.

Co do prze­stróg, to tę ro­lę do­sko­na­le speł­nia w tym nu­me­rze dział hi­sto­rycz­ny – war­to prze­czy­tać, do ja­kich ab­sur­dów po­tra­fi dojść po­krę­co­ny ludz­ki umysł (o tym prze­czy­ta­cie na stro­nach 27, 28 i 29), ale na pew­no lo­gicz­nie my­ślą­cy czło­wiek po­tra­fi wy­cią­gnąć wnio­ski dla sie­bie, by po­tem hi­sto­ria się z nas nie śmia­ła.

Za­chę­ca­my też jak za­wsze do za­in­te­re­so­wa­nia się prak­tycz­ny­mi ra­da­mi, ja­kie kie­ru­ją do Was zna­na Wam do­brze p. Mał­go­rza­ta z Po­rad­ni Ro­dzin­nej i de­biu­tu­ją­ca na na­szych ła­mach p. Elż­bie­ta Ma­rek (stro­ny 24 i 22).

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski