Mnemotechniki – nauka i umysł

Czy Ty rów­nież za­da­jesz so­bie to in­try­gu­ją­ce py­ta­nie, jak szyb­ko się uczyć? Klu­czem do szyb­kiej i efek­tyw­nej na­uki są mne­mo­tech­ni­ki, czy­li tech­ni­ki pa­mię­cio­we.

Hi­sto­ria ko­łem się to­czy

Daw­no te­mu w sta­ro­żyt­nej Gre­cji ży­li lu­dzie, któ­rzy za­dzi­wia­li in­nych swo­ją nie­ogra­ni­czo­ną pa­mię­cią. By­ły to oso­by, któ­re obej­mo­wa­ły klu­czo­we sta­no­wi­ska w pań­stwie, po­eci, sław­ni mów­cy. Jed­ni po­tra­fi­li z pa­mię­ci wy­mie­nić imię każ­de­go miesz­kań­ca swo­je­go pań­stwa, roz­po­znać twarz i opo­wie­dzieć coś o nim. In­ni umie­li cy­to­wać z pa­mię­ci wie­lo­to­mo­we po­ema­ty, jesz­cze in­ni za­dzi­wia­li umie­jęt­no­ścią za­pa­mię­ty­wa­nia na­wet bar­dzo dłu­giej cy­fry, cią­gu lo­so­wych słów, czy ko­lej­no­ści imion. Uwa­ża­no, że oso­by te są ob­da­rzo­ne nad­przy­ro­dzo­ną mo­cą. Jed­nak to, co ich wy­róż­nia­ło, to prze­ka­zy­wa­na z po­ko­le­nia na po­ko­le­nie, w ści­słej ta­jem­ni­cy, wie­dza. Wie­dza o tym, jak się uczyć. Mie­li do niej do­stęp tyl­ko wy­bra­ni. Dzi­siaj każ­dy mo­że opa­no­wać tech­ni­ki, któ­re uła­twia­ją za­pa­mię­ty­wa­nie.

Czym są mne­mo­tech­ni­ki?

Mne­mo­tech­ni­ki, mne­mo­ni­ki i tech­ni­ki pa­mię­cio­we to ogól­na na­zwa spo­so­bów uła­twia­ją­cych za­pa­mię­ta­nie, prze­cho­wy­wa­nie i przy­po­mi­na­nie so­bie in­for­ma­cji. Dzię­ki te­mu moż­na zwięk­szyć za­kres i trwa­łość pa­mię­ci.

 

 

Wy­raz „mne­mo­tech­ni­ka” po­cho­dzi od grec­kie­go sło­wa: mne­me – pa­mięć, oraz grec­kiej bo­gi­ni pa­mię­ci – Mne­mo­zy­ny. Za twór­cę tech­nik pa­mię­cio­wych ucho­dzi Si­mo­ni­des z grec­kiej wy­spy Ke­os.

Do głów­nych ro­dza­jów tech­nik pa­mię­cio­wych, za­li­cza­my:

  • sko­ja­rze­nia: łą­cze­nie no­wych in­for­ma­cji z już za­pa­mię­ta­ny­mi,
  • po­rząd­ko­wa­nie i gru­po­wa­nie: we­dług przy­ję­tych za­sad, np. po­do­bień­stwa zna­cze­nio­we­go,
  • sto­so­wa­nie praw za­pa­mię­ty­wa­nia: wy­ko­rzy­sta­nie obu pół­kul mó­zgo­wych i ich po­ten­cja­łu (ko­lo­ry, kształ­ty, sym­bo­le, ob­ra­zy, dźwię­ki, rytm),
  • skró­ty ję­zy­ko­we: np. po­łą­cze­nie pierw­szych li­ter nazw w jed­no sło­wo, lub zda­nie (ko­lo­ry tę­czy: Cze­mu Pa­trzysz Żab­ko Zie­lo­na Na Fan­fa­ro­na – czer­wo­ny, po­ma­rań­czo­wy, żół­ty, zie­lo­ny, nie­bie­ski, fio­le­to­wy).

Do naj­bar­dziej po­pu­lar­nych mne­mo­tech­nik na­le­żą: ma­py my­śli, ha­ki pa­mię­cio­we, łań­cu­cho­wa me­to­da sko­ja­rzeń, an­ga­żo­wa­nie róż­nych zmy­słów, two­rze­nie wier­szy­ków, a tak­że gry słow­ne.

Klucz do za­pa­mię­ty­wa­nia

Tech­ni­ka za­pa­mię­ty­wa­nia wie­lu fak­tów, dat i po­jęć zwa­na ma­pa­mi my­śli jest bar­dzo pro­sta, a jed­no­cze­śnie nie­zwy­kle sku­tecz­na. Jej twór­ca­mi są To­ny i Bar­ry Bu­zan. Isto­tą tej me­to­dy jest two­rze­nie po­wią­zań po­mię­dzy sło­wa­mi, po­ję­cia­mi, ob­ra­za­mi, a na­wet ko­lo­ra­mi. Bu­do­wa­ne re­la­cje mię­dzy po­szcze­gól­ny­mi ele­men­ta­mi two­rzą struk­tu­rę, któ­ra przy­po­mi­na bu­do­wę neu­ro­nu. Nasz umysł zło­żo­ny jest z ogrom­nej licz­by neu­ro­nów, każ­dy łą­czy się z in­ny­mi na za­sa­dzie sie­ci. Dzię­ki te­mu prze­pływ in­for­ma­cji prze­bie­ga znacz­nie szyb­ciej i mo­że być jed­no­cze­śnie pro­wa­dzo­ny w róż­nych kie­run­kach. Na ta­kiej sa­mej za­sa­dzie dzia­ła­ją ma­py my­śli. Ta­ka struk­tu­ra po­zwa­la ła­twiej za­pa­mię­ty­wać i ko­ja­rzyć fak­ty, spra­wia, że na­uka mo­że być o wie­le ła­twiej­sza, a przy tym da­je wię­cej przy­jem­no­ści pod­czas sa­me­go pro­ce­su ucze­nia się. Me­to­da ta sprzy­ja kre­atyw­ne­mu my­śle­niu, po­bu­dza umysł do twór­cze­go pa­trze­nia na róż­ne zja­wi­ska i pro­ble­my. Jed­no­cze­śnie roz­wi­ja umie­jęt­ność ko­ja­rze­nia fak­tów i szyb­kie­go se­lek­cjo­no­wa­nia in­for­ma­cji.

Jak two­rzyć ma­pę my­śli?

  1. Przy­go­tuj kart­kę A4 lub więk­szą. Ułóż ją po­zio­mo. Na środ­ku kart­ki na­ry­suj ob­raz, któ­ry re­pre­zen­tu­je te­mat. Mo­żesz też użyć słów klu­czo­wych lub sym­bo­li. Te­mat po­wi­nien być barw­ny, wy­ko­rzy­staj mi­ni­mum 3 ko­lo­ry, aby po­bu­dzić pra­wą pół­ku­lę mó­zgu.
  2. Od środ­ka ma­py pro­wadź li­nie, na wzór ga­łę­zi drze­wa. Sta­raj się ry­so­wać li­nie po­zio­mo, aby tekst był ła­twy do od­czy­ta­nia bez prze­krę­ca­nia ma­py.
  3. Na każ­dej li­nii umiesz­czaj sło­wa klu­cze lub ob­raz­ki, re­pre­zen­tu­ją­ce ko­lej­ne te­ma­ty. Im bli­żej cen­trum, tym bar­dziej ogól­ne i waż­niej­sze, im da­lej – tym mniej waż­ne lub bar­dziej szcze­gó­ło­we.
  4. Za­dbaj o: du­żą licz­bę ko­lo­rów, ob­raz­ków, sym­bo­li. Tam, gdzie jest to moż­li­we, sło­wa za­stę­puj ry­sun­ka­mi. Je­śli uży­wasz słów, niech to bę­dą sa­me sło­wa klu­cze.

Ma­pa po­win­na po­wsta­wać w spo­sób pro­mie­ni­sty, li­nie po­win­ny roz­cho­dzić się jak ga­łę­zie. Mo­gą być na­wet ab­sur­dal­ne i abs­trak­cyj­ne, dzię­ki te­mu ła­twiej bę­dzie za­pa­mię­tać. War­to pi­sać róż­ny­mi wiel­ko­ścia­mi i sty­la­mi li­ter, uży­wać róż­nych ko­lo­rów. To po­wo­du­je, że two­rzy się wię­cej sko­ja­rzeń, po­łą­czeń, któ­re uła­twia­ją za­pa­mię­ty­wa­nie i ko­ja­rze­nie.

Uwa­ga! Pierw­sze ma­py bę­dą sła­be. Mu­sisz to zro­zu­mieć i iść da­lej. Mo­żesz też w po­cząt­ko­wej fa­zie po­czuć, że ma­py nie przy­no­szą po­żą­da­nych efek­tów. To okre­so­wy kry­zys. Dopie­ro po stwo­rze­niu kil­ku­dzie­się­ciu map my­śli za­czniesz two­rzyć je au­to­ma­tycz­nie i z ła­two­ścią. Wte­dy zro­zu­miesz ich za­le­ty, a do te­go cza­su mu­sisz wy­ka­zać się wy­trwa­ło­ścią.

 

Jo­lan­ta Tę­cza-Ćwierz

Po japońsku u Sióstr Prezentek

Nie­gdyś eli­tar­ne, za cza­sów ko­mu­ni­zmu za­my­ka­ne, dziś prze­ży­wa­ją po­now­ny roz­kwit. Cie­szą się ogrom­nym za­in­te­re­so­wa­niem uczniów i ro­dzi­ców. Szko­ły ka­to­lic­kie. O ry­go­rze, lu­zie i ję­zy­ku ja­poń­skim z sio­strą Ewą Mierz­wą, dy­rek­to­rem Pu­blicz­ne­go Gim­na­zjum nr 53 i Li­ceum Ogól­no­kształ­cą­ce­go Sióstr Pre­zen­tek w Kra­ko­wie roz­ma­wia Agniesz­ka Bia­lik. 

Ry­gor, mo­dli­twa, ze­ro lu­zu – tak prze­cięt­ne­mu czło­wie­ko­wi ko­ja­rzy się szko­ła ka­to­lic­ka. Jak jest w rze­czy­wi­sto­ści?

Dys­cy­pli­na oczy­wi­ście tak, co­dzien­ny mun­du­rek i strój ga­lo­wy. Mo­dli­twa na roz­po­czę­cie i za­koń­cze­nie lek­cji ow­szem, Msza św. w pierw­sze piąt­ki mie­sią­ca i świę­ta ko­ściel­ne, a nie – jak my­ślą nie­któ­rzy – co­dzien­nie. Luz – w gra­ni­cach roz­sąd­ku. Nie to jed­nak od­róż­nia nas od szkół pań­stwo­wych. Szko­ły ka­to­lic­kie dziś to od­po­wiedź na po­trze­by ro­dzi­ców, któ­rzy wy­cho­wu­ją dzie­ci w du­chu chrze­ści­jań­skim. Są to szko­ły dla każ­de­go, kto chce do nich cho­dzić. Czę­sto od­wie­dza­ją nas ab­sol­wen­ci, by chwi­lę po­być w szko­le, po­wspo­mi­nać. My­ślę więc, że nie by­ło im u nas aż tak źle. W ubie­głym ro­ku 17 uczniów zda­wa­ło ma­tu­rę. Wszy­scy zda­li i do­sta­li się na stu­dia. Wy­ni­ki uzy­ski­wa­ne na eg­za­mi­nie gim­na­zjal­nym utrzy­mu­ją na­szą po­zy­cję w prze­dzia­le szkół suk­ce­su. Po­ziom na­ucza­nia jest więc wy­so­ki, cho­ciaż do­sto­so­wa­ny do moż­li­wo­ści każ­de­go ucznia. Obec­nie w na­szych szko­łach uczy się 268 gim­na­zja­li­stów i 57 li­ce­ali­stów. W więk­szo­ści na­uczy­cie­la­mi są oso­by świec­kie, sio­stry uczą fi­zy­ki, przed­się­bior­czo­ści i re­li­gii.

 

 

Czym za­tem róż­ni się szko­ła ka­to­lic­ka od zwy­kłej, pań­stwo­wej?

Na­szym za­ło­że­niem pe­da­go­gicz­nym jest edu­ka­cja przez wy­cho­wa­nie i in­dy­wi­du­al­ne po­dej­ście do ucznia. Mat­ka Za­ło­ży­ciel­ka Słu­ga Bo­ża Zo­fia Cze­ska ta­kie za­da­nie po­zo­sta­wi­ła nam w swo­im cha­ry­zma­cie już 385 lat te­mu. Mi­sję na­szej szko­ły do­bit­nie wy­ra­ził Ksiądz Kar­dy­nał Ka­rol Woj­ty­ła w sło­wach: „Na szko­łę pa­trzy­my jak na po­sze­rzo­ny dom ro­dzin­ny,
w któ­rym tre­ści waż­ne dla ca­łe­go na­ro­du są sta­le grun­to­wa­ne w co­raz to no­wych po­ko­le­niach”. Tak więc za­da­nie wy­cho­waw­cze szko­ły jest nie­ro­ze­rwal­nie złą­czo­ne z wy­cho­waw­czą ro­lą ro­dzi­ny. Jed­nak w żad­nym wy­pad­ku nie chce­my jej za­stę­po­wać.
W du­chu od­po­wie­dzial­no­ści wspól­nie z ro­dzi­ca­mi two­rzy­my at­mos­fe­rę sprzy­ja­ją­cą in­te­gral­ne­mu roz­wo­jo­wi mło­de­go czło­wie­ka, je­go wy­cho­wa­niu w opar­ciu o war­to­ści ewan­ge­licz­ne i pa­trio­tycz­ne w ce­lu osią­gnię­cia doj­rza­łej oso­bo­wo­ści oraz przy­go­to­wa­nia się do pod­ję­cia za­dań ro­dzin­nych, za­wo­do­wych i spo­łecz­nych.

Wbrew wszel­kim tren­dom współ­cze­sne­go świa­ta, mó­wią­cym, że mło­dzież nie lu­bi wy­ma­gań, w na­szych szko­łach do­świad­cza­my cze­goś prze­ciw­ne­go. Mło­dzież ce­ni so­bie ja­sne wy­ma­ga­nia, chce być spra­wie­dli­wie oce­nia­na i kon­se­kwent­nie roz­li­cza­na z pod­ję­tych zo­bo­wią­zań. To two­rzy at­mos­fe­rę za­ufa­nia, wza­jem­nej życz­li­wo­ści i otwar­to­ści. To jest klucz do suk­ce­su na­szych uczniów i szko­ły.

Ja­kie jest za­in­te­re­so­wa­nie szko­łą wśród mło­dzie­ży?

Bar­dzo du­że. Nie­ste­ty, z bra­ku miejsc, nie mo­że­my przy­jąć wszyst­kich chęt­nych. O przy­ję­ciu de­cy­du­ją nie tyl­ko oce­ny, ale tak­że po­zy­tyw­ny wy­nik roz­mo­wy re­kru­ta­cyj­nej. Do szko­ły mo­gą być przy­ję­ci ucznio­wie, któ­rzy za­po­zna­li się z pro­gra­mem wy­cho­waw­czym i ak­cep­tu­ją je­go za­ło­że­nia. Uczeń po­wi­nien pod­jąć oso­bi­sty wy­si­łek for­mo­wa­nia swo­jej oso­bo­wo­ści, współ­pra­cu­jąc z na­uczy­cie­la­mi i otwie­ra­jąc się na wy­cho­waw­cze dzia­ła­nia.

Więk­szy na­cisk kła­dzie­my na to, by uczeń przy­ję­ty do na­szej szko­ły utoż­sa­miał się z war­to­ścia­mi, któ­re pro­po­nu­je­my, choć nie zna­czy to, że nie przyj­mie­my kan­dy­da­ta in­nej wia­ry czy nie­wie­rzą­ce­go. W ja­kiejś jed­nak mie­rze kan­dy­da­ci mu­szą po­twier­dzić to, że chcą być wy­cho­wy­wa­ni w du­chu Ewan­ge­lii. Je­śli ktoś te­go nie za­ak­cep­tu­je, to bę­dzie go to pro­wa­dzi­ło do roz­dwo­je­nia oso­bo­wo­ści. A to ab­so­lut­nie nie jest ani zdro­we, ani wy­cho­waw­cze.

Ja­kie są naj­więk­sze pro­ble­my uczniów w na­uce?

To pro­blem kon­cen­tra­cji na lek­cjach, po­mi­mo że sta­ra­my się je bar­dzo uroz­ma­icać. We wrze­śniu prze­pro­wa­dza­my dia­gno­zę edu­ka­cyj­ną, jak rów­nież an­kie­tę na te­mat sty­lów i pre­fe­ren­cji ucze­nia się, co po­zwa­la nam le­piej do­bie­rać me­to­dy dy­dak­tycz­ne do po­trzeb uczniów. Pa­nie pe­da­gog na­to­miast po­ma­ga­ją uczniom w in­dy­wi­du­al­nym od­kry­wa­niu opty­mal­nych dla nich spo­so­bów ucze­nia się.

W ja­kich za­ję­ciach po­za­lek­cyj­nych mo­gą brać udział ucznio­wie w szko­łach Sióstr Pre­zen­tek?

Jest ich du­żo i są od­po­wie­dzią na za­po­trze­bo­wa­nie uczniów. Dba­my o wszech­stron­ny roz­wój dzie­ci. Są więc za­ję­cia spor­to­we, m.in.: strze­lec­two, ba­sen, wspi­nacz­ka, sza­chy, ae­ro­bic, gry ze­spo­ło­we. Pro­wa­dzi­my Ze­spół Mu­zy­ki Daw­nej i Tań­ca im. Mat­ki Zo­fii Cze­skiej. Na­si ucznio­wie wy­jeż­dża­ją z wy­stę­pa­mi, uczest­ni­czą w warsz­ta­tach. Moż­na u nas śpie­wać w chó­rze, uczyć się gry na gi­ta­rze czy per­ku­sji. Ma­my też za­ję­cia przed­mio­to­we prak­tycz­nie z każ­de­go przed­mio­tu. Roz­wi­ja­my wraż­li­wość na po­trze­by dru­gie­go czło­wie­ka po­przez za­an­ga­żo­wa­nie mło­dzie­ży w Szkol­nym Ko­le Ca­ri­tas i wo­lon­ta­ria­cie na rzecz Fun­da­cji Ho­spi­cjum Do­mo­we­go dla Dzie­ci „ALMA SPEI”. Od wie­lu lat ucznio­wie na­szej szko­ły jeż­dżą na wy­mia­nę mło­dzie­żo­wą ze szko­ła­mi part­ner­ski­mi w Niem­czech. W tym ro­ku roz­po­czy­na­my wy­mia­nę chó­rów szkol­nych ze szko­łą z Vesz­prem na Wę­grzech. Bo­ga­ta ofer­ta za­jęć po­za­lek­cyj­nych w na­szej szko­le sta­ła się pod­sta­wą do przy­zna­nia nam ty­tu­łu „SZKOŁY ODKRYWCÓW TALENTÓW”.

Od dwóch lat moż­na się uczyć u sióstr ję­zy­ka ja­poń­skie­go...

Tak, w ra­mach kół­ka ję­zy­ka ja­poń­skie­go, na któ­ry obec­nie uczęsz­cza 40 uczniów. Dru­gi rok utrzy­mu­je­my kon­takt ze szko­łą w Sen­dai, pro­wa­dzo­ną rów­nież przez sio­stry za­kon­ne.
W mar­cu przy­szłe­go ro­ku bę­dzie­my u nas go­ścić uczniów i na­uczy­cie­li tej szko­ły. Na­wią­za­li­śmy z ni­mi kon­takt po tra­ge­dii tsu­na­mi, ja­ka na­wie­dzi­ła Ja­po­nię przed 1,5 ro­ku. Po­zna­jąc wza­jem­nie kul­tu­rę i hi­sto­rię na­szych na­ro­dów, od­kry­li­śmy, że łą­czą nas dwie waż­ne oso­by – św. Mak­sy­mi­lian Ma­ria Kol­be i bł. Jan Pa­weł II.

Badać nagrodzonych badaczy

Nie za­mie­rza­my znie­chę­cać Was do Ko­mi­te­tu No­blow­skie­go, czy ogól­nie Na­gro­dy No­bla. Za­chę­ca­my jed­nak do kry­tycz­ne­go spoj­rze­nia na… wszyst­ko, na­wet na za­sta­ne „au­to­ma­tycz­ne” au­to­ry­te­ty, ja­ki­mi są no­bli­ści. Zgod­nie z za­wo­ła­niem św. Paw­ła: „Wszyst­ko ba­daj­cie, a co szla­chet­ne, za­cho­wuj­cie”.

 Na­gro­da No­bla przy­zna­wa­na jest w dzie­dzi­nie fi­zy­ki, che­mii, fi­zjo­lo­gii (lub me­dy­cy­ny) i li­te­ra­tu­ry przez Szwedz­ką Aka­de­mię Na­uk, In­sty­tut Ka­ro­lin­ska oraz Aka­de­mię Szwedz­ką. Lau­re­ata Po­ko­jo­wej Na­gro­dy No­bla wy­bie­ra Nor­we­ski Ko­mi­tet No­blow­ski. To wła­śnie ta ka­te­go­ria bu­dzi naj­więk­sze kon­tro­wer­sje. Sam No­bel chciał, by wrę­cza­no je za „roz­bro­je­nie, zmniej­sze­nie po­ten­cja­łów mi­li­tar­nych i w pro­ces za­po­bie­ga­nia kon­flik­tom zbroj­nym”. Jed­nak co­raz czę­ściej te kry­te­ria nie są bra­ne pod uwa­gę.

 

 

Tyl­ko” dwie woj­ny

Kil­ka lat te­mu na­gro­dę tę do­stał wi­ce­pre­zy­dent USA Al Go­re za wal­kę z „glo­bal­nym ocie­ple­niem”. Zło­śli­we ko­men­ta­rze po otrzy­ma­niu Po­ko­jo­wej Na­gro­dy No­bla przez pre­zy­den­ta Ba­rac­ka Oba­mę gło­si­ły, że do­stał ją za to, że pro­wa­dził tyl­ko dwie woj­ny, a mógł­by prze­cież wię­cej. Nie to jed­nak by­ło naj­bar­dziej kon­tro­wer­syj­ne w tym od­zna­cze­niu. B. Oba­ma był pre­zy­den­tem od za­le­d­wie pół ro­ku i tak na­praw­dę nie zdą­żył się jesz­cze ni­czym wy­ka­zać. Po­waż­ną kry­ty­kę te­go wy­róż­nie­nia wy­su­wa­li obroń­cy ży­cia, udo­wad­nia­jąc, jak bar­dzo pro-abor­cyj­nym pre­zy­den­tem jest Oba­ma: za­raz po ob­ję­ciu urzę­du prze­zna­czył pra­wie mi­liard do­la­rów na pro­pa­go­wa­nie abor­cji i an­ty­kon­cep­cji. Opo­wia­da się też za utrzy­ma­niem le­gal­no­ści tzw. póź­nych abor­cji, czy­li za­bi­ja­nia dzie­ci do 9. mie­sią­ca cią­ży włącz­nie. Z per­spek­ty­wy cza­su wy­star­czy wspo­mnieć, że naj­więk­szy do­staw­ca usług abor­cyj­nych (przy­po­mnij­my raz jesz­cze: cho­dzi o za­bi­ja­nie nie­na­ro­dzo­nych lu­dzi) w USA – Plan­ned Pa­ren­tho­od – na­zy­wa go swo­im „mi­strzem”. PP wy­dał już pra­wie 6 mln do­la­rów, by zdys­kre­dy­to­wać po­glą­dy pro-li­fe kontr­kan­dy­da­ta Oba­my na pre­zy­den­ta USA. Pro-abor­cyj­na prze­szłość obec­ne­go pre­zy­den­ta jest bo­ga­ta w ha­nieb­ne fak­ty. Czy na­praw­dę na Po­ko­jo­wą Na­gro­dę No­bla za­słu­gi­wa­ła oso­ba, któ­ra – bę­dąc jesz­cze se­na­to­rem – czte­ry ra­zy gło­so­wa­ła prze­ciw ra­to­wa­niu dzie­ci, któ­re prze­ży­ły abor­cję?

Glo­bal­ne bzdu­ry war­te No­bla? Au­to­rzy fil­mu „Nie­wy­god­na praw­da” (na­krę­co­ne­go na pod­sta­wie książ­ki A. Gore’a o tym sa­mym ty­tu­le, stresz­cza­ją­ce­go je­go głów­ne po­glą­dy „eko­lo­gicz­ne”) zo­sta­li po­zwa­ni do są­du. Bry­tyj­ski sąd ze­zwo­lił na pro­jek­cję fil­mu szkol­nym dzie­ciom tyl­ko pod wa­run­kiem opa­trze­nia go od­po­wied­ni­mi wy­ja­śnie­nia­mi unie­moż­li­wia­ją­cy­mi „po­li­tycz­ną in­dok­try­na­cję” i wy­tknął mu 9 błę­dów. Rze­tel­ność po­glą­dów A. Gore’a ła­two spraw­dzić wpi­su­jąc w wy­szu­ki­war­ce in­ter­ne­to­wej ha­sło: Apel He­idel­ber­ski. A w for­mie roz­ryw­ki wpisz­cie w YouTu­be: J. Kor­win-Mik­ke, glo­bal­ne ocie­ple­nie (Kor­win-Mik­ke prze­pro­wa­dza­ją­cy w stu­diu TV eks­pe­ry­ment roz­pusz­cza­nia lo­du w wo­dzie bi­je na gło­wę ske­cze Mon­thy Py­to­na).

Naj­więk­sze za­gro­że­nie dla po­ko­ju

Dziw­na jest kon­se­kwen­cja Ko­mi­te­tu, któ­ry swo­ją na­gro­dą od­zna­czył rów­nież Mat­kę Te­re­sę z Kal­ku­ty. Ta, od­bie­ra­jąc No­bla, po­wie­dzia­ła ja­sno: „Abor­cja jest naj­więk­szym za­gro­że­niem dla po­ko­ju w świe­cie”.

No­blow­skie kom­pro­mi­ta­cje. Na cze­le li­sty ta­kich kom­pro­mi­ta­cji bez wąt­pie­nia stoi na­gro­da z 1949 r. dla Ega­sa Mo­ni­za za opra­co­wa­nie me­to­dy lo­bo­to­mii (!). Ko­mi­tet No­blow­ski od­mó­wił wy­co­fa­nia tej na­gro­dy, mi­mo że ta­ki wnio­sek zło­ży­ły oso­by, któ­rych bli­scy w la­tach 50. zo­sta­li pod­da­ni tej okrut­nej me­to­dzie. No­blem w dzie­dzi­nie me­dy­cy­ny zo­stał uho­no­ro­wa­ny w 2010 r. Ro­bert Edwards za ba­da­nia nad in vi­tro (w wy­ni­ku tej pro­ce­du­ry, któ­ra nie jest me­to­dą lecz­ni­czą, nisz­czo­nych jest mię­dzy 60 a 80 proc. Po­czę­tych istot ludz­kich).

W tym ro­ku zno­wu po­ko­jo­wą na­gro­dę otrzy­ma­ła in­sty­tu­cja pro-abor­cyj­na. Bar­dzo dys­ku­syj­ne (nie­któ­rzy wręcz mó­wią, że kom­pro­mi­tu­ją­ce) by­ło przy­zna­nie tej na­gro­dy Unii Eu­ro­pej­skiej wo­bec ak­tu­al­ne­go kry­zy­su stre­fy eu­ro i ogól­ne­go ma­ra­zmu unij­nych in­sty­tu­cji. Zo­sta­wia­jąc te oce­ny eko­no­mi­stom, war­to wspo­mnieć kil­ka nie­zna­nych fak­tów: mi­mo że for­mal­nie UE zo­sta­wia de­cy­zje do­ty­czą­ce abor­cji pań­stwom człon­kow­skim, to jesz­cze kil­ka lat te­mu Unia (a wraz z nią prze­cież i Pol­ska) współ­fi­nan­so­wa­ła przy­mu­so­wą abor­cję w Chi­nach (gdzie za­bi­ja się na­wet dzie­ci przed sa­mym po­ro­dem). Ak­tu­al­nie przez fi­nan­so­wa­nie ta­kich in­sty­tu­cji jak m.in. Plan­ned Pa­ren­tho­od (mo­wa jest tu o mi­lio­nach eu­ro) Unia współ­fi­nan­su­je abor­cję kra­jach roz­wi­ja­ją­cych się jak: Kam­bo­dża, Ban­gla­desz, Pa­pua No­wa Gwi­nea, Bo­li­wia, Gwa­te­ma­la czy Pe­ru (szcze­gó­ły w ra­por­cie na www.EuropeanDignityWatch.org).

Po­cie­sza z ko­lei te­go­rocz­na Na­gro­da No­bla dla Shi­nya Yama­na­ka, któ­ry pro­wa­dzi ba­da­nia nad wy­ko­rzy­sta­niem w me­dy­cy­nie ko­mó­rek ma­cie­rzy­stych po­bie­ra­nych od do­ro­słych. Mo­że to po­móc w roz­wo­ju na­uki w kie­run­ku etycz­ne­go po­zy­ski­wa­nia ko­mó­rek ma­cie­rzy­stych, przez część na­ukow­ców uzy­ski­wa­nych od ludz­kich em­brio­nów, któ­re tym sa­mym są uśmier­ca­ne. „Stwier­dzi­łem, że nie mo­że­my da­lej nisz­czyć em­brio­nów pod­czas na­szych ba­dań. Mu­si być in­na dro­ga” – po­wie­dział no­bli­sta.

Wszyst­ko ba­daj­cie, a co szla­chet­ne, za­cho­wuj­cie”!

 

KU

Wię­cej o fi­nan­so­wa­niu abor­cji na www.pro-life.pl.

 

Wzrastajcie w rozumieniu wiary

Ta­kie jest po­ko­le­nie tych, co (...) szu­ka­ją ob­li­cza Bo­ga” (Ps 24 [23], 6). (…)

Pa­trząc na was, dro­dzy bra­cia i sio­stry, my­ślę z uzna­niem: oto, Pa­nie, „po­ko­le­nie tych, co szu­ka­ją Twe­go ob­li­cza”. (…) „Do Pa­na na­le­ży zie­mia i to, co ją na­peł­nia, świat i je­go miesz­kań­cy” (Ps 24 [23], 1). Z ja­kiej­kol­wiek per­spek­ty­wy wie­rzą­cy spoj­rzy na tę rze­czy­wi­stość, wie, że po­ru­sza się – by tak rzec – po „zie­mi świę­tej” (por. Wj 3, 5), po­nie­waż nie ma nic po­zy­tyw­ne­go, ani we­wnątrz, ani na ze­wnątrz czło­wie­ka, co w ja­kiś spo­sób nie by­ło­by od­zwier­cie­dle­niem mą­dro­ści Bo­żej. „O Pa­nie, nasz Bo­że, jak prze­dziw­ne Twe imię po wszyst­kiej zie­mi!” (Ps 8, 2). (…) Gdy na­de­szła „peł­nia cza­su” – przy­po­mi­na św. Pa­weł (Ga 4, 4) – Bóg po­słał swe­go Sy­na jed­no­ro­dzo­ne­go. Ewan­ge­li­sta Jan za­uwa­ża jed­nak, że przy­szedł On „do swo­jej wła­sno­ści, a swoi Go nie przy­ję­li” (J 1, 11). Obec­ność Sło­wa Wcie­lo­ne­go na­da­je cza­som wy­jąt­ko­wą war­tość: sta­ją się one cza­sa­mi „de­cy­du­ją­cy­mi” w tym zna­cze­niu, że w nich wła­śnie roz­strzy­ga się wiecz­ne prze­zna­cze­nie każ­de­go czło­wie­ka i ca­łej ludz­ko­ści. Naj­więk­sze­mu z da­rów Bo­ga od­po­wia­da naj­więk­sza od­po­wie­dzial­ność czło­wie­ka. (…) Wy­kła­dow­cy i stu­den­ci we­zwa­ni są do nie­ustan­ne­go in­ter­pre­to­wa­nia zna­ków cza­su w od­nie­sie­niu do pierw­sze­go Zna­ku ob­ja­wie­nia Bo­że­go – Chry­stu­sa Pa­na. Jest to w szcze­gól­no­ści we­zwa­nie do wciąż no­we­go słu­że­nia jed­no­ści Ko­ścio­ła. (…) Ko­niecz­ne jest, aby wa­sze uni­wer­sy­te­ty by­ły przede wszyst­kim ośrod­ka­mi au­ten­tycz­nej chrze­ści­jań­skiej mą­dro­ści, w któ­rych każ­dy oso­bi­ście an­ga­żu­je się w wy­pra­co­wa­nie praw­dzi­wej syn­te­zy wia­ry i ży­cia, stu­dio­wa­nych tre­ści i te­go, co się prak­ty­ku­je. Niech w tej dzie­dzi­nie wa­szy­mi na­uczy­cie­la­mi bę­dą świę­ci, zwłasz­cza Dok­to­rzy Ko­ścio­ła oraz ci, któ­rzy po­świę­ci­li ży­cie stu­diom i na­ucza­niu. (…).

Naj­święt­sza Ma­ry­ja Pan­na, Sto­li­ca Mą­dro­ści, niech za­wsze czu­wa nad wa­szy­mi wspól­no­ta­mi aka­de­mic­ki­mi i nad każ­dym z was. Niech wam wy­pra­sza u Du­cha Świę­te­go ob­fi­tość mą­dro­ści, wie­dzy i zdol­no­ści in­te­lek­tu­al­nych (…).

 

bł. Jan Pa­weł II

Wa­ty­kan 25.10.2002 R.

Przykazanie miłości jest zaproszeniem

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

Ewan­ge­lia (Mk 12, 28–34) po­now­nie przed­sta­wia nam na­ucza­nie Je­zu­sa o naj­waż­niej­szym przy­ka­za­niu: o przy­ka­za­niu mi­ło­ści, któ­re jest po­dwój­ne: mi­ło­wać Bo­ga i mi­ło­wać bliź­nie­go. Świę­ci, któ­rych nie­daw­no czci­li­śmy w jed­nej uro­czy­sto­ści, są wła­śnie ty­mi, któ­rzy ufa­jąc w ła­skę Bo­ga, pró­bu­ją żyć we­dług te­go pod­sta­wo­we­go pra­wa. Fak­tycz­nie, przy­ka­za­nie mi­ło­ści mo­że w peł­ni zre­ali­zo­wać ten, kto ży­je w głę­bo­kiej re­la­cji z Bo­giem, tak jak dziec­ko sta­je się zdol­nym do ko­cha­nia, wy­cho­dząc z do­brej re­la­cji z mat­ką i oj­cem. (…) Bar­dziej niż przy­ka­za­niem mi­łość jest da­rem, rze­czy­wi­sto­ścią, któ­rą Bóg po­zwa­la nam po­znać i do­świad­czyć tak, że jak ziar­no mo­że wzra­stać w nas i roz­wi­jać się w na­szym ży­ciu.

Je­śli mi­łość Bo­ga za­pu­ści­ła w czło­wie­ku głę­bo­kie ko­rze­nie, to jest on w sta­nie ko­chać na­wet tych, któ­rzy na to nie za­słu­gu­ją, tak jak to wła­śnie czy­ni Bóg wzglę­dem nas. Oj­ciec i mat­ka nie ko­cha­ją swo­ich dzie­ci tyl­ko wte­dy, gdy na to za­słu­gu­ją: ko­cha­ją je za­wsze, cho­ciaż oczy­wi­ście da­ją im do zro­zu­mie­nia, kie­dy po­peł­nia­ją błę­dy. Uczy­my się od Bo­ga, aby za­wsze chcieć tyl­ko i je­dy­nie do­bra, ni­gdy zła. Uczy­my się pa­trzeć na dru­gie­go nie tyl­ko na­szy­mi oczy­ma, ale tak­że spoj­rze­niem Bo­ga, któ­re jest spoj­rze­niem Je­zu­sa Chry­stu­sa. Jest to spoj­rze­nie, któ­ry po­cho­dzi z ser­ca i nie za­trzy­mu­je się na tym, co po­wierz­chow­ne, prze­cho­dzi po­nad po­zo­ra­mi i uda­je się mu po­jąć naj­głęb­sze pra­gnie­nia dru­gie­go (…). Ale ma­my też do czy­nie­nia z dro­gą w prze­ciw­nym kie­run­ku, mia­no­wi­cie: otwie­ra­jąc się na dru­gie­go, ta­kim ja­kim jest, wy­cho­dząc mu na spo­tka­nie, bę­dąc dla nie­go do­stęp­nym, otwie­ram się tak­że na po­zna­nie Bo­ga, na to, że On jest, że jest do­bry. Mi­łość Bo­ga i mi­łość bliź­nie­go są nie­roz­łącz­ne i są ze so­bą wza­jem­nie po­wią­za­ne. Je­zus nie wy­my­ślił ani jed­nej, ani dru­giej, ale ob­ja­wił, że są one w isto­cie jed­nym i tym sa­mym przy­ka­za­niem, a uczy­nił to nie tyl­ko sło­wem, ale tak­że po­przez swo­je świa­dec­two (…).

 

Oj­ciec Świę­ty Be­ne­dykt XVI

Wa­ty­kan, 4.11.2012 r.

Wstępniak

Szczęść Bo­że!

Czy wie­cie, co to jest mne­mo­tech­ni­ka? Je­śli nie, prze­czy­taj­cie ar­ty­kuł ze stro­ny 11. Kil­ka stron da­lej do­wie­cie się, jak szyb­ciej się uczyć i jak na dłu­żej za­pa­mię­tać to, nad czym spę­dzi­li­ście spo­ro cza­su. A tak­że te­go, jak utrwa­lać wie­dzę już zdo­by­tą. Pod­po­wia­da­my, jak zor­ga­ni­zo­wać ką­cik do na­uki i jak się sku­pić, gdy trud­no ze­brać my­śli.

Ła­two już za­uwa­żyć, że w tym nu­me­rze DROGI po­sta­no­wi­li­śmy po­ru­szyć te­mat na­uki. Przy­po­mi­na­my, że wszel­ka wie­dza po­cho­dzi od Pa­na Bo­ga, któ­ry po­zwa­la po­zna­wać stwo­rzo­ny przez Sie­bie świat. Duch Świę­ty po­ma­ga nam zro­zu­mieć świat i sa­mych sie­bie, ale nie zwal­nia nas z przy­go­dy po­zna­wa­nia. To chy­ba jed­na z naj­bar­dziej fa­scy­nu­ją­cych przy­gód ludz­kie­go ży­cia: wpa­tru­jąc się w pięk­no świa­ta, od­kry­wać pra­wa, ja­kie w nim pa­nu­ją i we­dług któ­rych do­ko­nu­je się każ­dy roz­wój. Za­trzy­maj­my się nad tym chwi­lę… W Księ­dze Ro­dza­ju za­pi­sa­no na­tchnio­ne sło­wa: czło­wiek ma pod­da­wać so­bie świat (por. Rdz 1, 28), to zna­czy po­znać, jak dzia­ła i ko­rzy­sta­jąc z wszel­kich do­bro­dziejstw, mno­żyć do­bro, czy­li pod­jąć akt stwa­rza­nia. Dzię­ki my­śli ludz­kiej ma­ją się po­ja­wić no­we przed­mio­ty, tech­no­lo­gie i spo­so­by na mą­dre ana­li­zo­wa­nie i wnio­sko­wa­nie (me­to­dy­ka). Dzię­ki mi­ło­ści ludz­kiej ma­ją po­wsta­wać no­we oso­by – ist­nie­nia obec­ne w ser­cu Bo­ga już od po­cząt­ku. Ale czło­wiek za­czął kom­pli­ko­wać so­bie ży­cie.

Dzię­ki Bo­żej Mi­ło­ści za­po­wia­da­nej już przez pro­ro­ków Sta­re­go Te­sta­men­tu czło­wiek za­wsze mo­że wra­cać do pięk­na, do pro­sto­ty, do przy­jaź­ni. Tyl­ko że te war­to­ści też trze­ba od­kryć. Moż­li­we jest to dzię­ki Du­cho­wi Świę­te­mu, któ­re­go war­to przy­zy­wać za­rów­no przed na­uką jak i przy wszyst­kich oka­zjach, kie­dy trze­ba ko­rzy­stać z my­śle­nia, kie­dy trze­ba wnio­sko­wać i po­dej­mo­wać de­cy­zje, czy­li – ogól­nie mó­wiąc – za­wsze. O trud­nych de­cy­zjach wier­no­ści Pa­nu Bo­gu i Ewan­ge­lii jest wspo­mnie­nie sprzed nie­wie­lu lat – o krzy­żu (s. 27–29).

Moż­na u nas dzi­siaj po­czy­tać i o przy­jaź­ni, i o sza­cun­ku, i o cier­pli­wo­ści – po­szu­kaj­cie tyl­ko… A w ra­mach po­zna­wa­nia sie­bie mo­że­cie spraw­dzić, czy je­ste­ście wzro­kow­ca­mi czy mo­że ki­ne­ste­ty­ka­mi (s. 10). Za­wsze po­le­cam hi­sto­rie lu­dzi, któ­rym ży­cie się uda­ło, czy­li osią­gnę­li zba­wie­nie (dzi­siaj to Świę­ty Fran­ci­szek Ksa­we­ry – s. 20). Jest też ar­ty­kuł o tych, któ­rzy są do te­go na naj­lep­szej dro­dze (bliź­nia­cy z Go­ete­bor­gu – s. 6)

A na ko­niec za­chę­cam, by za­uwa­żyć nad­cho­dzą­cy Ad­went – po­mo­że w tym nasz za­kon­nik, oj­ciec Ra­fał, któ­ry – jak za­wsze – po­ma­ga zro­zu­mieć nie­dziel­ne Ewan­ge­lie.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski