Pan jest zawsze obok

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

Dzię­ku­ję Wam, że przy­by­li­ście tak licz­nie na tę mo­ją ostat­nią au­dien­cję ogól­ną. Ser­decz­nie dzię­ku­ję! Je­stem na­praw­dę wzru­szo­ny i wi­dzę Ko­ściół ży­ją­cy! (…)

Prze­ży­wa­my Rok Wia­ry, któ­re­go pra­gną­łem wła­śnie po to, aby umoc­nił na­szą wia­rę w Bo­ga (…). Chciał­bym za­chę­cić wszyst­kich do od­no­wie­nia moc­ne­go za­ufa­nia w Pa­nu, by po­wie­rzyć się jak dzie­ci w ra­mio­na Bo­ga, bę­dąc pew­ny­mi, że ra­mio­na te za­wsze nas wspie­ra­ją i są tym, co po­zwa­la nam kro­czyć każ­de­go dnia na­wet w utru­dze­niu. Chciał­bym, aby każ­dy czuł się mi­ło­wa­nym przez te­go Bo­ga, któ­ry dał swe­go Sy­na za nas i uka­zał nam swo­ją mi­łość bez gra­nic. Chciał­bym, aby każ­dy po­czuł ra­dość by­cia chrze­ści­ja­ni­nem. (…)

Chciał­bym, aby mo­je po­zdro­wie­nia i po­dzię­ko­wa­nia do­tar­ły do wszyst­kich: ser­ce pa­pie­ża po­sze­rza się na ca­ły świat. (…) Pod­ją­łem ten krok z peł­ną świa­do­mo­ścią je­go wa­gi, a tak­że no­wa­tor­stwa, ale z głę­bo­kim po­ko­jem du­cha. Umi­ło­wa­nie Ko­ścio­ła ozna­cza tak­że od­wa­gę, by po­dej­mo­wać trud­ne wy­bo­ry, wy­bo­ry bo­le­sne, ma­ją­ce na wzglę­dzie za­wsze do­bro Ko­ścio­ła, a nie sa­mych sie­bie. (…) Nie po­rzu­cam krzy­ża, lecz po­zo­sta­ję w no­wy spo­sób przy ukrzy­żo­wa­nym Pa­nu. Nie spra­wu­ję już dłu­żej wła­dzy nad Ko­ścio­łem, lecz w po­słu­dze mo­dli­twy po­zo­sta­ję, by tak rzec, w oto­cze­niu św. Pio­tra. Św. Be­ne­dykt, któ­re­go imię no­szę ja­ko pa­pież, bę­dzie w tym dla mnie wiel­kim wzo­rem. On wska­zał nam dro­gę ży­cia, któ­re czyn­ne czy bier­ne, na­le­ży cał­ko­wi­cie do dzie­ła Bo­ga. (…)

Dro­dzy przy­ja­cie­le! Bóg kie­ru­je Ko­ścio­łem, za­wsze go wspie­ra, a w szcze­gól­no­ści w naj­trud­niej­szych chwi­lach. Ni­gdy nie mo­że­my stra­cić tej per­spek­ty­wy wia­ry, któ­ra jest je­dy­ną praw­dzi­wą per­spek­ty­wą dro­gi Ko­ścio­ła i świa­ta. W na­szym ser­cu, w ser­cu każ­de­go z was niech bę­dzie za­wsze ra­do­sna pew­ność, że Pan jest obok, ni­gdy nas nie opusz­cza, jest bli­sko nas i ogar­nia nas swo­ją mi­ło­ścią. Dzię­ku­ję!

 

Oj­ciec Świę­ty Be­ne­dykt XVI

Wa­ty­kan, 27.02.2013 r.

Zawierzamy Kościół opiece Najwyższego Pasterza

Naj­droż­si Bra­cia,

Za­we­zwa­łem was na ten Kon­sy­storz nie tyl­ko z po­wo­du trzech ka­no­ni­za­cji, ale tak­że, aby za­ko­mu­ni­ko­wać wam de­cy­zję o wiel­kiej wa­dze dla ży­cia Ko­ścio­ła. Roz­wa­żyw­szy po wie­lo­kroć rzecz w su­mie­niu przed Bo­giem, zy­ska­łem pew­ność, że z po­wo­du po­de­szłe­go wie­ku mo­je si­ły nie są już wy­star­cza­ją­ce, aby w spo­sób na­le­ży­ty spra­wo­wać po­słu­gę Pio­tro­wą. Je­stem w peł­ni świa­dom, że ta po­słu­ga, w jej du­cho­wej isto­cie po­win­na być speł­nia­na nie tyl­ko przez czy­ny i sło­wa, ale w nie mniej­szym stop­niu tak­że przez cier­pie­nie i mo­dli­twę. Tym nie­mniej, aby kie­ro­wać ło­dzią św. Pio­tra i gło­sić Ewan­ge­lię w dzi­siej­szym świe­cie, pod­le­ga­ją­cym szyb­kim prze­mia­nom i wzbu­rza­nym przez kwe­stie o wiel­kim zna­cze­niu dla ży­cia wia­ry, nie­zbęd­na jest si­ła za­rów­no cia­ła, jak i du­cha, któ­ra w ostat­nich mie­sią­cach osła­bła we mnie na ty­le, że mu­szę uznać mo­ją nie­zdol­ność do do­bre­go wy­ko­ny­wa­nia po­wie­rzo­nej mi po­słu­gi. Dla­te­go, w peł­ni świa­dom po­wa­gi te­go ak­tu, z peł­ną wol­no­ścią, oświad­czam, że re­zy­gnu­ję z po­słu­gi Bi­sku­pa Rzy­mu, Na­stęp­cy Pio­tra, po­wie­rzo­nej mi przez Kar­dy­na­łów 19 kwiet­nia 2005 ro­ku, tak że od 28 lu­te­go 2013 ro­ku, od go­dzi­ny 20.00, rzym­ska sto­li­ca, Sto­li­ca św. Pio­tra, bę­dzie zwol­nio­na (se­de va­can­te) i bę­dzie ko­niecz­ne, aby ci, któ­rzy do te­go po­sia­da­ją kom­pe­ten­cje, zwo­ła­li Kon­kla­we dla wy­bo­ru no­we­go Pa­pie­ża.

Naj­droż­si Bra­cia, dzię­ku­ję wam ze szcze­re­go ser­ca za ca­łą mi­łość i pra­cę, przez któ­rą nie­śli­ście ze mną cię­żar mo­jej po­słu­gi, i pro­szę o wy­ba­cze­nie wszel­kich mo­ich nie­do­sko­na­ło­ści. Te­raz za­wie­rza­my Ko­ściół świę­ty opie­ce Naj­wyż­sze­go Pa­ste­rza, na­sze­go Pa­na Je­zu­sa Chry­stu­sa, i bła­ga­my Je­go naj­święt­szą Mat­kę Ma­ry­ję, aby wspo­ma­ga­ła swo­ją mat­czy­ną do­bro­cią Oj­ców Kar­dy­na­łów w wy­bo­rze no­we­go Pa­pie­ża. Je­śli o mnie cho­dzi, rów­nież w przy­szło­ści bę­dę chciał słu­żyć ca­łym ser­cem, ca­łym od­da­nym mo­dli­twie ży­ciem, świę­te­mu Ko­ścio­ło­wi Bo­że­mu.

 

 

Oj­ciec Świę­ty Be­ne­dykt XVI

Wa­ty­kan, 11.02.2013 r.

Zaakceptujmy konkretne oblicze Jezusa

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

Te­raz, po okre­sie nie­obec­no­ści, po­wró­cił On w no­wy spo­sób: pod­czas li­tur­gii sza­ba­tu czy­ta pro­roc­two Iza­ja­sza o Me­sja­szu i ogła­sza je­go wy­peł­nie­nie, po­zwa­la­jąc do­my­ślić się, że to sło­wo od­no­si się do Nie­go. Ten fakt bu­dzi za­mie­sza­nie wśród miesz­kań­ców Na­za­re­tu: z jed­nej stro­ny „wszy­scy przy­świad­cza­li Mu i dzi­wi­li się peł­nym wdzię­ku sło­wom, któ­re pły­nę­ły z ust Je­go” (Łk 4, 22); św. Ma­rek po­da­je, że wie­lu mó­wi­ło: „Skąd On to ma? I co za mą­drość, któ­ra Mu jest da­na?” (6, 2). Z dru­giej jed­nak stro­ny Je­go ro­da­cy zna­ją go na­zbyt do­brze: „Wia­do­mo prze­cież do­kład­nie, kim Je­zus jest i skąd po­cho­dzi – jest jed­nym spo­śród wie­lu in­nych. Je­go rosz­cze­nia mo­gą być tyl­ko prze­ja­wem aro­gan­cji” (Dzie­ciń­stwo Je­zu­sa, s.11). (…)

Wła­śnie wie­dząc o tym za­mknię­ciu, co po­twier­dza po­wie­dze­nie, że „ża­den pro­rok nie jest mi­le wi­dzia­ny w swo­jej oj­czyź­nie”, Je­zus kie­ru­je do lu­dzi w sy­na­go­dze sło­wa, któ­re brzmią jak pro­wo­ka­cja. (…) Praw­dzi­wy pro­rok nie słu­cha in­nych, ale je­dy­nie Bo­gu jest po­słusz­ny i słu­ży praw­dzie, go­tów za­pła­cić za to oso­bi­ście. To praw­da, że Je­zus jest pro­ro­kiem mi­ło­ści, lecz tak­że mi­łość ma swo­ją praw­dę. Mi­łość i praw­da są wręcz dwo­ma imio­na­mi tej sa­mej rze­czy­wi­sto­ści, dwo­ma imio­na­mi Bo­ga. (…) Wie­rzyć w Bo­ga to zna­czy po­rzuć swo­je uprze­dze­nia i za­ak­cep­to­wać kon­kret­ne ob­li­cze, w któ­rym On się ob­ja­wił: czło­wie­ka, Je­zu­sa z Na­za­re­tu. W ten spo­sób moż­na rów­nież Go roz­po­znać i słu­żyć Mu w in­nych.

Da­je nam pod tym wzglę­dem przy­kład po­sta­wa Ma­ryi. Któż znał le­piej niż ona czło­wie­czeń­stwo Je­zu­sa? Ni­gdy się nim jed­nak nie gor­szy­ła, jak to mia­ło miej­sce w przy­pad­ku ro­da­ków z Na­za­re­tu. Za­cho­wy­wa­ła w swym ser­cu ta­jem­ni­cę i po­tra­fi­ła przyj­mo­wać ją co­raz bar­dziej i nie­ustan­nie na no­wo, na dro­dze wia­ry, aż po noc Krzy­ża i peł­ne­go świa­tła Zmar­twych­wsta­nia. Niech Ma­ry­ja po­mo­że tak­że i nam iść wier­nie i ra­do­śnie tą dro­gą.

 

Oj­ciec Świę­ty Be­ne­dykt XVI

Wa­ty­kan, 3.02.2013 r.

Módlmy się o jedność Chrześcijan

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

Dziś li­tur­gia pro­po­nu­je Ewan­ge­lię mó­wią­cą o we­se­lu w Ka­nie. O wy­da­rze­niu tym mó­wi Jan, na­ocz­ny świa­dek te­go fak­tu. (…) We­se­le w Ka­nie jest w isto­cie „po­cząt­kiem zna­ków” (J 2, 11), to zna­czy pierw­szym cu­dem do­ko­na­nym przez Je­zu­sa, przez któ­ry uka­zał On pu­blicz­nie swo­ją chwa­łę, wzbu­dza­jąc wia­rę swo­ich uczniów. Przy­wo­łaj­my po­krót­ce to, co wy­da­rzy­ło się pod­czas za­ślu­bin w Ka­nie Ga­li­lej­skiej. Za­bra­kło wi­na, a Ma­ry­ja, Mat­ka Je­zu­sa, zwró­ci­ła na to uwa­gę swo­je­mu Sy­no­wi. Od­po­wie­dział On, że jesz­cze nie na­de­szła Je­go go­dzi­na; ale po­tem wy­słu­chał proś­by Ma­ryi, i po wy­peł­nie­niu wo­dą sze­ściu wiel­kich stą­gwi prze­mie­nił wo­dę w wi­no, wi­no zna­ko­mi­te, lep­sze od po­przed­nie­go. Po­przez ten „znak” Je­zus ob­ja­wia się ja­ko me­sja­nicz­ny Ob­lu­bie­niec, któ­ry przy­szedł, aby za­wrzeć ze swo­im lu­dem no­we i wiecz­ne Przy­mie­rze, zgod­nie ze sło­wa­mi pro­ro­ków: „Jak ob­lu­bie­niec we­se­li się z ob­lu­bie­ni­cy, tak Bóg twój to­bą się roz­ra­du­je” (Iz 62, 5). (…)

Ko­ściół jest ob­lu­bie­ni­cą Chry­stu­sa, któ­ry swą ła­ską czy­ni go świę­tym i pięk­nym. Jed­nak­że ta ob­lu­bie­ni­ca, skła­da­ją­ca się z istot ludz­kich, nie­ustan­nie po­trze­bu­je oczysz­cze­nia. Jed­nym z naj­po­waż­niej­szych grze­chów, któ­re znie­kształ­ca­ją ob­li­cze Ko­ścio­ła, jest grzech prze­ciw­ko je­go wi­dzial­nej jed­no­ści, zwłasz­cza hi­sto­rycz­ne po­dzia­ły, któ­re od­dzie­li­ły chrze­ści­jan. (…) Za­chę­cam wszyst­kich do wspól­nej mo­dli­twy, aby­śmy mo­gli do­ko­nać te­go, „cze­go Bóg od nas ocze­ku­je” (por. Mich 6, 6–8). (…)

Dro­dzy przy­ja­cie­le, do mo­dli­twy o jed­ność chrze­ści­jan pra­gnął­bym do­dać po raz ko­lej­ny mo­dli­twę o po­kój, aby w róż­nych kon­flik­tach, któ­re nie­ste­ty ma­ją obec­nie miej­sce, usta­ły ma­sa­kry bez­bron­nych cy­wi­lów, za­koń­czy­ła się wszel­ka prze­moc i zna­le­zio­no od­wa­gę, by pod­jąć dia­log i ne­go­cja­cje. W obu tych in­ten­cjach wzy­waj­my wsta­wien­nic­twa Naj­święt­szej Ma­ryi Pan­ny, po­śred­nicz­ki łask.

 

Oj­ciec Świę­ty Be­ne­dykt XVI

Wa­ty­kan, 20.01.2013 r.

Módlmy się o pokój

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

Niech Bóg nam bło­go­sła­wi; niech nam uka­że po­god­ne ob­li­cze”. Te sło­wa Psal­mu 67 wy­śpie­wa­li­śmy, wy­słu­chaw­szy w pierw­szym czy­ta­niu sta­ro­żyt­ne­go bło­go­sła­wień­stwa ka­płań­skie­go nad Lu­dem Przy­mie­rza. (…) Po­mi­mo że świat jest nie­ste­ty na­dal na­zna­czo­ny „za­rze­wia­mi na­pięć i kon­flik­tów, spo­wo­do­wa­nych przez ro­sną­ce nie­rów­no­ści mię­dzy bo­ga­ty­mi a bied­ny­mi, do­mi­na­cję men­tal­no­ści ego­istycz­nej i in­dy­wi­du­ali­stycz­nej, wy­ra­ża­ją­cej się rów­nież w po­zba­wio­nym re­guł ka­pi­ta­li­zmie fi­nan­so­wym”, a tak­że róż­ny­mi for­ma­mi ter­ro­ry­zmu i prze­stęp­czo­ści, je­stem prze­ko­na­ny, że „wie­le dzieł po­ko­ju, w któ­re bo­ga­ty jest świat, świad­czy o wro­dzo­nym po­wo­ła­niu ludz­ko­ści do po­ko­ju. (…) Czło­wiek jest stwo­rzo­ny do po­ko­ju, któ­ry jest da­rem Bo­ga. Wszyst­ko to spra­wi­ło, że in­spi­ra­cją te­go Orę­dzia sta­ły się sło­wa Je­zu­sa Chry­stu­sa: „Bło­go­sła­wie­ni, któ­rzy wpro­wa­dza­ją po­kój, al­bo­wiem oni bę­dą na­zwa­ni sy­na­mi Bo­ży­mi” (Mt 5, 9)”. (…)

Oto, dro­dzy bra­cia, pod­sta­wa na­sze­go po­ko­ju: pew­ność, że w Je­zu­sie Chry­stu­sie kon­tem­plu­je­my blask ob­li­cza Bo­ga Oj­ca, że je­ste­śmy sy­na­mi w Sy­nu, że w ten spo­sób na dro­dze ży­cia je­ste­śmy tak bez­piecz­ni, jak dziec­ko w ra­mio­nach Oj­ca do­bre­go i wszech­moc­ne­go. Blask ob­li­cza Pa­na nad na­mi, któ­ry udzie­la nam po­ko­ju, jest uka­za­niem Je­go oj­co­stwa. Pan kie­ru­je ku nam swo­je ob­li­cze, uka­zu­je się ja­ko Oj­ciec i ob­da­rza nas po­ko­jem. (…) Nic nie mo­że wie­rzą­cym za­brać te­go po­ko­ju, na­wet trud­no­ści i cier­pie­nia ży­cio­we. W rze­czy­wi­sto­ści cier­pie­nia, do­świad­cze­nia i ciem­no­ści nie nisz­czą, ale po­więk­sza­ją na­szą na­dzie­ję; na­dzie­ję, któ­ra nie za­wo­dzi, po­nie­waż „mi­łość Bo­ża roz­la­na jest w ser­cach na­szych przez Du­cha Świę­te­go, któ­ry zo­stał nam da­ny” (Rz 5, 5).

Dzie­wi­ca Ma­ry­ja, któ­rą czci­my ja­ko Mat­kę Bo­ga, niech nam po­ma­ga kon­tem­plo­wać ob­li­cze Je­zu­sa, Księ­cia Po­ko­ju. (…) Niech wy­pra­sza dla nas i dla ca­łe­go świa­ta dar po­ko­ju. Amen!

 

Oj­ciec Świę­ty Be­ne­dykt XVI

Wa­ty­kan 1.01.2013 r.

Zachowujmy przykazania Boże

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

Ewan­ge­lia (…) przed­sta­wia po­stać Ja­na Chrzci­cie­la i uka­zu­je go prze­ma­wia­ją­ce­go do lu­dzi, któ­rzy przy­cho­dzą do nie­go, nad Jor­dan, aby dać się ochrzcić. Po­nie­waż Jan wzy­wa wszyst­kich do przy­go­to­wa­nia się do przyj­ścia Me­sja­sza moc­ny­mi sło­wa­mi, nie­któ­rzy go py­ta­ją: „Na­uczy­cie­lu, co ma­my czy­nić?” (Łk 3, 10.12.14). Te dia­lo­gi są bar­dzo in­te­re­su­ją­ce i oka­zu­ją się bar­dzo ak­tu­al­ne.

Pierw­sza od­po­wiedź skie­ro­wa­na jest ogól­nie do tłu­mu. Jan Chrzci­ciel mó­wi: „Kto ma dwie suk­nie, niech [jed­ną] da te­mu, któ­ry nie ma; a kto ma żyw­ność, niech tak sa­mo czy­ni” (w. 11). Mo­że­my tu do­strzec kry­te­rium spra­wie­dli­wo­ści, oży­wia­nej przez mi­łość. Spra­wie­dli­wość wy­ma­ga prze­zwy­cię­że­nia dys­pro­por­cji mię­dzy tym, kto ma nad­miar, a tym, ko­mu bra­ku­je te­go, co ko­niecz­ne; mi­łość po­bu­dza do wraż­li­wo­ści na dru­gie­go i do wyj­ścia na­prze­ciw je­go po­trze­bom, a nie szu­ka­nia uspra­wie­dli­wień dla obro­ny wła­snych in­te­re­sów. (…)

Dru­gą od­po­wiedź Jan da­je nie­któ­rym „cel­ni­kom”, to zna­czy tym, któ­rzy ścią­ga­li po­dat­ki w imie­niu Rzy­mian. Choć­by już z te­go po­wo­du by­li oni po­gar­dza­ni, a tak­że dla­te­go, że czę­sto wy­ko­rzy­sty­wa­li swo­je sta­no­wi­sko, by kraść. Jan Chrzci­ciel nie ka­że im zmie­niać pra­cy, ale że­by nie po­bie­ra­li nic wię­cej po­nad to, ile im wy­zna­czo­no (por. w. 13). (…)

Trze­cia od­po­wiedź do­ty­czy żoł­nie­rzy, in­nej ka­te­go­rii osób po­sia­da­ją­cych pew­ną wła­dzę i dla­te­go skłon­nych do jej nad­uży­wa­nia. Żoł­nie­rzom Jan mó­wi: „Nad ni­kim się nie znę­caj­cie i ni­ko­go nie uci­skaj­cie, lecz po­prze­sta­waj­cie na swo­im żoł­dzie” (w. 14). Tak­że tu­taj na­wró­ce­nie roz­po­czy­na się od uczci­wo­ści i sza­cun­ku dla in­nych (…).

Gdy roz­wa­ża­my te dia­lo­gi ja­ko ca­łość, ude­rza wiel­ka kon­kret­ność słów Ja­na: po­nie­waż Bóg bę­dzie nas są­dził we­dług na­szych czy­nów, to wła­śnie w za­cho­wa­niach na­le­ży uka­zać po­dą­ża­nie za Je­go wo­lą. (…)

 

Oj­ciec Świę­ty Be­ne­dykt XVI

Wa­ty­kan, 16.12.2012 r.

Boże Narodzenie świętem Syna Bożego

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

W okre­sie Ad­wen­tu li­tur­gia uwy­pu­kla szcze­gól­nie dwie po­sta­cie, któ­re przy­go­to­wu­ją przyj­ście Me­sja­sza: Naj­święt­szą Ma­ry­ję Pan­nę i Ja­na Chrzci­cie­la. (…) „Wszyst­kie czte­ry Ewan­ge­lie na po­cząt­ku dzia­łal­no­ści Je­zu­sa umiesz­cza­ją po­stać Ja­na Chrzci­cie­la, uka­zu­jąc go ja­ko Je­go po­przed­ni­ka. Świę­ty Łu­kasz po­wią­za­nie oby­dwu po­sta­ci i ich po­słan­nic­twa przed­sta­wił wcze­śniej. Wza­jem­ne re­la­cje mię­dzy Je­zu­sem a Ja­nem uka­za­ne są już w ich po­czę­ciu i na­ro­dze­niu” (Je­zus z Na­za­re­tu. Dzie­ciń­stwo, s. 27). (…) Łu­kasz od­rzu­ca po­nad­to wszel­kie, czę­sto spo­ty­ka­ne, mi­tycz­ne od­czy­ta­nie Ewan­ge­lii i umiesz­cza ży­cie Ja­na Chrzci­cie­la w kon­tek­ście hi­sto­rycz­nym. (…) Dla Bo­ga wiel­cy hi­sto­rii two­rzą tło dla ma­lucz­kich!

Jan Chrzci­ciel okre­śla się ja­ko „głos wo­ła­ją­ce­go na pu­sty­ni: Przy­go­tuj­cie dro­gę Pa­nu, pro­stuj­cie ścież­ki dla Nie­go!” (Łk 3, 4). Głos gło­si sło­wo, ale w tym przy­pad­ku Sło­wo Bo­że jest wcze­śniej­sze, po­nie­waż to Ono sa­mo zstę­pu­je na Ja­na, sy­na Za­cha­ria­sza, na pu­sty­ni (por. Łk 3, 2). Ma On za­tem wiel­ką ro­lę do wy­peł­nie­nia, ale za­wsze w od­nie­sie­niu do Chry­stu­sa. (…) Na­szym za­da­niem jest dzi­siaj wsłu­cha­nie się w głos, aby dać miej­sce i go­ści­nę w ser­cu Je­zu­so­wi, Sło­wu, któ­re nas zba­wia. W tym cza­sie Ad­wen­tu przy­go­tuj­my się, by wi­dzieć oczy­ma wia­ry, w skrom­nej Gro­cie Be­tle­jem­skiej, Bo­że zba­wie­nie (por. Łk 3, 6).

W spo­łe­czeń­stwie kon­sump­cyj­nym, w któ­rym je­ste­śmy ku­sze­ni do po­szu­ki­wa­nia ra­do­ści w rze­czach ma­te­rial­nych Jan Chrzci­ciel uczy nas ży­cia tym, co naj­istot­niej­sze, aby Bo­że Na­ro­dze­nie by­ło prze­ży­wa­ne nie tyl­ko ja­ko świę­to ze­wnętrz­ne, ale ja­ko świę­to Sy­na Bo­że­go, któ­ry przy­szedł, aby przy­nieść lu­dziom po­kój, ży­cie i praw­dzi­wą ra­dość.

Ma­cie­rzyń­skie­mu wsta­wien­nic­twu Ma­ryi, Dzie­wi­cy Ad­wen­tu, po­wierz­my na­szą dro­gę na spo­tka­nie Pa­na, któ­ry przy­by­wa, aby­śmy by­li go­to­wi do przy­ję­cia w ser­cu i w ca­łym ży­ciu Em­ma­nu­ela, czy­li Bo­ga z na­mi.

 

Oj­ciec Świę­ty Be­ne­dykt XVI

Wa­ty­kan, 9.12.2012 r.


 

Podążajmy za Chrystusem

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

Uro­czy­stość Chry­stu­sa Kró­la Wszech­świa­ta koń­czy rok li­tur­gicz­ny i pod­su­mo­wu­je ta­jem­ni­cę Je­zu­sa „pier­wo­rod­ne­go z umar­łych i wład­cy wszyst­kich moż­nych zie­mi”, kie­ru­jąc nasz wzrok ku peł­nej re­ali­za­cji Kró­le­stwa Bo­że­go, kie­dy Bóg bę­dzie wszyst­kim we wszyst­kich (por. 1 Kor 15, 28). Świę­ty Cy­ryl Je­ro­zo­lim­ski mó­wi: „Gło­si­my przyj­ście Chry­stu­sa – nie tyl­ko pierw­sze, ale i dru­gie, o wie­le wspa­nial­sze od pierw­sze­go. Pierw­sze zwia­sto­wa­ło cier­pie­nie, dru­gie zaś przy­nie­sie kró­lew­ski dia­dem Bo­że­go pa­no­wa­nia. Za pierw­szym ra­zem przy­szedł i prze­cier­piał krzyż, nie ba­cząc na je­go hań­bę, ale przyj­dzie raz jesz­cze, pe­łen chwa­ły, oto­czo­ny za­stę­pa­mi anio­łów” (Ka­te­che­za 15, 1 O po­dwój­nym przyj­ściu Chry­stu­sa, PG 33, 869). Ca­ła mi­sja Je­zu­sa i treść je­go prze­sła­nia po­le­ga na gło­sze­niu Kró­le­stwa Bo­że­go i je­go re­ali­za­cji po­śród lu­dzi przez zna­ki i cu­da. Ale – jak przy­po­mi­na So­bór Wa­ty­kań­ski II – „przede wszyst­kim jed­nak Kró­le­stwo ujaw­nia się w sa­mej oso­bie Chry­stu­sa” (Kon­sty­tu­cja do­gma­tycz­na Lu­men gen­tium, 5), któ­ry je usta­no­wił przez swo­ją śmierć na krzy­żu i swo­je zmar­twych­wsta­nie, po­przez któ­re ob­ja­wił się ja­ko Pan i Me­sjasz oraz Ka­płan na wie­ki. (…)

Dro­dzy bra­cia, wszy­scy je­ste­śmy po­wo­ła­ni do prze­dłu­ża­nia zbaw­cze­go dzie­ła Bo­ga, na­wra­ca­jąc się na Ewan­ge­lię, po­dą­ża­jąc zde­cy­do­wa­nie za tym Kró­lem, któ­ry nie przy­szedł, aby mu słu­żo­no, lecz aby słu­żyć i dać świa­dec­two praw­dzie (por. Mk 10, 45; J 18, 37). (…)

Przy­zy­waj­my opie­ki Naj­święt­szej Ma­ryi Dzie­wi­cy dla każ­de­go z wier­nych (…). Niech Dzie­wi­ca Ma­ry­ja po­ma­ga nam prze­ży­wać obec­ny czas w ocze­ki­wa­niu na po­wrót Pa­na, pro­sząc usil­nie Bo­ga: „Przyjdź Kró­le­stwo Two­je” i wy­peł­nia­jąc te uczyn­ki świa­tła, któ­re przy­bli­ża­ją nas co­raz bar­dziej do nie­ba, bę­dąc świa­do­mi, że w trud­nych wy­da­rze­niach dzie­jów Bóg na­dal bu­du­je swo­je kró­le­stwo mi­ło­ści.

 

Oj­ciec Świę­ty Be­ne­dykt XVI

Wa­ty­kan, 25.11.2012 r.

 

Przykazanie miłości jest zaproszeniem

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

Ewan­ge­lia (Mk 12, 28–34) po­now­nie przed­sta­wia nam na­ucza­nie Je­zu­sa o naj­waż­niej­szym przy­ka­za­niu: o przy­ka­za­niu mi­ło­ści, któ­re jest po­dwój­ne: mi­ło­wać Bo­ga i mi­ło­wać bliź­nie­go. Świę­ci, któ­rych nie­daw­no czci­li­śmy w jed­nej uro­czy­sto­ści, są wła­śnie ty­mi, któ­rzy ufa­jąc w ła­skę Bo­ga, pró­bu­ją żyć we­dług te­go pod­sta­wo­we­go pra­wa. Fak­tycz­nie, przy­ka­za­nie mi­ło­ści mo­że w peł­ni zre­ali­zo­wać ten, kto ży­je w głę­bo­kiej re­la­cji z Bo­giem, tak jak dziec­ko sta­je się zdol­nym do ko­cha­nia, wy­cho­dząc z do­brej re­la­cji z mat­ką i oj­cem. (…) Bar­dziej niż przy­ka­za­niem mi­łość jest da­rem, rze­czy­wi­sto­ścią, któ­rą Bóg po­zwa­la nam po­znać i do­świad­czyć tak, że jak ziar­no mo­że wzra­stać w nas i roz­wi­jać się w na­szym ży­ciu.

Je­śli mi­łość Bo­ga za­pu­ści­ła w czło­wie­ku głę­bo­kie ko­rze­nie, to jest on w sta­nie ko­chać na­wet tych, któ­rzy na to nie za­słu­gu­ją, tak jak to wła­śnie czy­ni Bóg wzglę­dem nas. Oj­ciec i mat­ka nie ko­cha­ją swo­ich dzie­ci tyl­ko wte­dy, gdy na to za­słu­gu­ją: ko­cha­ją je za­wsze, cho­ciaż oczy­wi­ście da­ją im do zro­zu­mie­nia, kie­dy po­peł­nia­ją błę­dy. Uczy­my się od Bo­ga, aby za­wsze chcieć tyl­ko i je­dy­nie do­bra, ni­gdy zła. Uczy­my się pa­trzeć na dru­gie­go nie tyl­ko na­szy­mi oczy­ma, ale tak­że spoj­rze­niem Bo­ga, któ­re jest spoj­rze­niem Je­zu­sa Chry­stu­sa. Jest to spoj­rze­nie, któ­ry po­cho­dzi z ser­ca i nie za­trzy­mu­je się na tym, co po­wierz­chow­ne, prze­cho­dzi po­nad po­zo­ra­mi i uda­je się mu po­jąć naj­głęb­sze pra­gnie­nia dru­gie­go (…). Ale ma­my też do czy­nie­nia z dro­gą w prze­ciw­nym kie­run­ku, mia­no­wi­cie: otwie­ra­jąc się na dru­gie­go, ta­kim ja­kim jest, wy­cho­dząc mu na spo­tka­nie, bę­dąc dla nie­go do­stęp­nym, otwie­ram się tak­że na po­zna­nie Bo­ga, na to, że On jest, że jest do­bry. Mi­łość Bo­ga i mi­łość bliź­nie­go są nie­roz­łącz­ne i są ze so­bą wza­jem­nie po­wią­za­ne. Je­zus nie wy­my­ślił ani jed­nej, ani dru­giej, ale ob­ja­wił, że są one w isto­cie jed­nym i tym sa­mym przy­ka­za­niem, a uczy­nił to nie tyl­ko sło­wem, ale tak­że po­przez swo­je świa­dec­two (…).

 

Oj­ciec Świę­ty Be­ne­dykt XVI

Wa­ty­kan, 4.11.2012 r.

Sens wiary w świecie

Dro­dzy Bra­cia i Sio­stry!

Chciał­bym się wraz z wa­mi za­sta­no­wić nad spra­wą za­sad­ni­czą: czym jest wia­ra? (…) Dziś, wraz z tak wie­lu ozna­ka­mi do­bra, roz­ra­sta się wo­kół nas pew­na du­cho­wa pu­sty­nia. Nie­raz z pew­nych wy­da­rzeń, o któ­rych każ­de­go dnia je­ste­śmy in­for­mo­wa­ni, moż­na od­nieść wra­że­nie, że świat nie zmie­rza do bu­do­wa­nia wspól­no­ty co­raz bar­dziej bra­ter­skiej i po­ko­jo­wej; sa­me idee po­stę­pu i do­bro­by­tu uka­zu­ją swe cie­nie. (…) Wzra­sta licz­ba lu­dzi zdez­o­rien­to­wa­nych, po­szu­ku­ją­cych wyj­ścia po­za wy­łącz­nie ho­ry­zon­tal­ną wi­zję rze­czy­wi­sto­ści, go­to­wych uwie­rzyć do­kład­nie we wszyst­ko. W tym kon­tek­ście wy­ła­nia­ją się pew­ne py­ta­nia za­sad­ni­cze, któ­re są o wie­le bar­dziej kon­kret­ne, niż to się wy­da­je na pierw­szy rzut oka: ja­ki jest sens ży­cia? Czy dla czło­wie­ka ist­nie­je ja­kaś przy­szłość, przy­szłość dla nas i na­stęp­nych po­ko­leń? Jak ukie­run­ko­wać na­sze swo­bod­ne wy­bo­ry, aby ży­cie za­koń­czy­ło się do­brze i szczę­śli­wie? (…) Wia­ra nie jest zwy­kłą in­te­lek­tu­al­ną zgo­dą czło­wie­ka na szcze­gól­ne praw­dy do­ty­czą­ce Bo­ga; jest ak­tem, po­przez któ­ry swo­bod­nie po­wie­rzam się Bo­gu, któ­ry jest Oj­cem i mnie ko­cha; jest po­słu­szeń­stwem, da­ją­cym mi na­dzie­ję i uf­ność. Rzecz ja­sna to po­słu­szeń­stwo Bo­gu nie jest po­zba­wio­ne tre­ści: wraz z nim uświa­da­mia­my so­bie, że sam Bóg uka­zał się nam w Chry­stu­sie, ob­ja­wił swo­je ob­li­cze i stał się rze­czy­wi­ście bli­skim wo­bec każ­de­go z nas.

Co wię­cej, Bóg ob­ja­wił, że Je­go mi­łość wo­bec czło­wie­ka, wzglę­dem każ­de­go z nas jest bez mia­ry: na Krzy­żu Je­zus z Na­za­re­tu, Syn Bo­ży, któ­ry stał czło­wie­kiem uka­zu­je nam w naj­ja­śniej­szy spo­sób, jak da­le­ko po­su­wa się ta mi­łość – aż do da­ru z sie­bie, aż do cał­ko­wi­tej ofia­ry. Wraz z ta­jem­ni­cą śmier­ci i zmar­twych­wsta­nia Chry­stu­sa Bóg zstę­pu­je aż do głę­bi na­sze­go czło­wie­czeń­stwa, aby je Je­mu przy­wró­cić, aby je wznieść do Je­go wy­so­ko­ści. Wia­ra jest uwie­rze­niem w tę mi­łość Bo­ga, któ­ra nie słab­nie w ob­li­czu nie­go­dzi­wo­ści czło­wie­ka, w ob­li­czu zła i śmier­ci, ale jest zdol­na do prze­kształ­ca­nia wszel­kiej for­my znie­wo­le­nia, da­jąc moż­li­wość zba­wie­nia. (…)

 

Oj­ciec Świę­ty Be­ne­dykt XVI

Wa­ty­kan, 24.10.2012 r.

 

 

Dla Boga wszystko jest możliwe

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

Głów­nym te­ma­tem Ewan­ge­lii (…) (Mk 10, 17–30) jest bo­gac­two. Je­zus na­ucza, że czło­wie­ko­wi bo­ga­te­mu bar­dzo trud­no jest wejść do Kró­le­stwa Bo­że­go, choć nie jest to nie­moż­li­we; fak­tycz­nie Bóg mo­że po­siąść ser­ce oso­by, któ­ra ma wie­le dóbr i po­bu­dzić ją do so­li­dar­no­ści oraz dzie­le­nia się z po­trze­bu­ją­cy­mi, z ubo­gi­mi, a za­tem do wej­ścia w lo­gi­kę da­ru. W ten spo­sób ta­ka oso­ba wkra­cza na dro­gę Je­zu­sa Chry­stu­sa, któ­ry – jak pi­sze apo­stoł Pa­weł – „bę­dąc bo­ga­ty, dla was stał się ubo­gim, aby was ubó­stwem swo­im ubo­ga­cić” (2 Kor 8, 9).

Po­dob­nie jak czę­sto zda­rza się w Ewan­ge­liach, wszyst­ko roz­po­czy­na od spo­tka­nia: od spo­tka­nia Je­zu­sa z pew­nym czło­wie­kiem, któ­ry „miał wie­le po­sia­dło­ści” (Mk 10, 22). Był on oso­bą, któ­ra od swo­jej mło­do­ści wier­nie prze­strze­ga­ła wszyst­kich przy­ka­zań Pra­wa Bo­że­go, ale jesz­cze nie zna­la­zła praw­dzi­we­go szczę­ścia; i dla­te­go py­ta Je­zu­sa, co uczy­nić aby „osią­gnąć ży­cie wiecz­ne” (w. 17). Z jed­nej stro­ny po­cią­ga go, tak jak wszyst­kich, pra­gnie­nie peł­ni ży­cia; z dru­giej, bę­dąc przy­zwy­cza­jo­nym do li­cze­nia na wła­sne bo­gac­two, my­śli, że tak­że ży­cie wiecz­ne, moż­na w ja­kiś spo­sób „na­być”, być mo­że prze­strze­ga­jąc ja­kie­goś spe­cjal­ne­go przy­ka­za­nia. Je­zus do­strze­ga ist­nie­ją­ce w tej oso­bie głę­bo­kie pra­gnie­nie, i (…) pa­trzy na nie­go spoj­rze­niem peł­nym mi­ło­ści: spoj­rze­niem Bo­ga (por. w. 21). Jed­nak Je­zus ro­zu­mie tak­że, co jest sła­bo­ścią te­go czło­wie­ka: to wła­śnie je­go przy­wią­za­nie do je­go wie­lu dóbr: dla­te­go Je­zus pro­po­nu­je mu, aby od­dał wszyst­ko ubo­gim, tak aby je­go skarb – a za­tem je­go ser­ce – nie by­ło już wię­cej na zie­mi, ale w nie­bie, i do­da­je: „Po­tem przyjdź i chodź za Mną!” (w. 22). Jed­nak on, za­miast przy­jąć z ra­do­ścią za­pro­sze­nie Je­zu­sa, od­cho­dzi za­smu­co­ny (por. w. 23), po­nie­waż nie po­tra­fi ode­rwać się od swo­ich bo­gactw, któ­re ni­gdy nie bę­dą mo­gły dać mu szczę­ścia i ży­cia wiecz­ne­go.

I w tej wła­śnie chwi­li Je­zus da­je swo­im uczniom, a tak­że i nam dzi­siaj, swo­ją na­ukę: „Jak trud­no jest bo­ga­tym wejść do kró­le­stwa Bo­że­go” (w. 23). Na te sło­wa, ucznio­wie by­li zdu­mie­ni, a jesz­cze bar­dziej po tym, jak Je­zus do­dał: „Ła­twiej jest wiel­błą­do­wi przejść przez ucho igiel­ne, niż bo­ga­te­mu wejść do kró­le­stwa Bo­że­go”. (…) Hi­sto­ria Ko­ścio­ła jest peł­na przy­kła­dów lu­dzi bo­ga­tych, któ­rzy ko­rzy­sta­li ze swe­go ma­jąt­ku w spo­sób ewan­ge­licz­ny, osią­ga­jąc na­wet świę­tość. Wy­star­czy po­my­śleć o św. Fran­cisz­ku, św. Elż­bie­cie Wę­gier­skiej i św. Ka­ro­lu Bo­ro­me­uszu. Niech Pan­na Ma­ry­ja, Sto­li­ca Mą­dro­ści, po­mo­że nam przy­jąć z ra­do­ścią za­pro­sze­nie Je­zu­sa, aby wejść do peł­ni ży­cia.

 

Oj­ciec Świę­ty Be­ne­dykt XVI

Wa­ty­kan, 14.10.2012 r.

Chwalcie Pana

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

Ewan­ge­lia dzi­siej­szej nie­dzie­li przed­sta­wia je­den z tych epi­zo­dów ży­cia Chry­stu­sa, któ­re mi­mo, że po­chwy­co­ne prze­lo­tem, za­wie­ra­ją głę­bo­kie zna­cze­nie (por. Mk 9,38–41). Cho­dzi o to, że pe­wien czło­wiek, któ­ry nie na­le­żał do gro­na uczniów Je­zu­sa, wy­rzu­cał de­mo­ny w Je­go imię. Apo­stoł Jan, mło­dy i gor­li­wy, chciał­by mu te­go za­bro­nić, ale Je­zus na to nie po­zwa­la, co wię­cej, wy­ko­rzy­stu­je tę oka­zję, aby po­uczyć swo­ich uczniów, że Bóg mo­że do­ko­ny­wać rze­czy do­brych, na­wet cu­dow­nych, tak­że po­za ich krę­giem i że moż­na współ­pra­co­wać na rzecz Kró­le­stwa Bo­że­go w róż­ny spo­sób, rów­nież po­da­jąc po pro­stu mi­sjo­na­rzo­wi szklan­kę wo­dy (w. 41). Na ten te­mat pi­sze św. Au­gu­styn: „Ta jak w ka­to­li­cy­zmie – to zna­czy w Ko­ście­le – moż­na zna­leźć to co nie ka­to­lic­kie, tak po­za ka­to­li­cy­zmem, mo­że ist­nieć coś ka­to­lic­kie­go” (Au­gu­styn, O chrzcie prze­ciw­ko do­na­ty­stom: PL 43, VII, 39, 77). Dla­te­go człon­ko­wie Ko­ścio­ła, nie po­win­ni ży­wić za­zdro­ści, ale cie­szyć się je­że­li ktoś spo­za wspól­no­ty czy­ni do­bro w imię Chry­stu­sa, je­że­li czy­ni to ze słusz­ną in­ten­cją i z sza­cun­kiem. Tak­że w ob­rę­bie sa­me­go Ko­ścio­ła, mo­że się cza­sa­mi zda­rzyć, że z tru­dem do­ce­nia się i wy­ko­rzy­stu­je, w du­chu głę­bo­kiej jed­no­ści, do­bre rze­czy do­ko­na­ne przez roz­ma­ite nur­ty ko­ściel­ne. Po­win­ni­śmy na­to­miast wszy­scy być za­wsze zdol­ni do wza­jem­ne­go do­ce­nia­nia i sza­no­wa­nia sie­bie, chwa­ląc Pa­na za nie­zmie­rzo­ną „fan­ta­zję”, z któ­rą dzia­ła w Ko­ście­le i w świe­cie.

Człon­ko­wie Ko­ścio­ła, nie po­win­ni ży­wić za­zdro­ści, ale cie­szyć się je­że­li ktoś spo­za wspól­no­ty czy­ni do­bro w imię Chry­stu­sa, je­że­li czy­ni to ze słusz­ną in­ten­cją i z sza­cun­kiem.

W dzi­siej­szej li­tur­gii sły­szy­my tak­że za­rzut apo­sto­ła Ja­ku­ba wo­bec nie­uczci­wych bo­ga­czy, po­kła­da­ją­cych uf­ność w bo­gac­twach zgro­ma­dzo­nych na dro­dze nad­użyć (por. Jk 5,1- 6). Na ten te­mat Ce­za­ry z Ar­les, w jed­nej ze swych mów stwier­dza: „Bo­gac­two nie mo­że za­szko­dzić czło­wie­ko­wi do­bre­mu, po­nie­waż da­je je z mi­ło­sier­dziem, tak jak nie mo­że po­móc czło­wie­ko­wi złe­mu, do­pó­ki łap­czy­wie je trzy­ma lub mar­nu­je pro­wa­dząc do strat” (Ka­za­nie 35, 4). Sło­wa apo­sto­ła Ja­ku­ba, prze­strze­ga­jąc przed próż­ną po­żą­dli­wo­ścią dóbr ma­te­rial­nych sta­no­wią po­tęż­ne we­zwa­nie do ko­rzy­sta­nia z nich w per­spek­ty­wie so­li­dar­no­ści i do­bra wspól­ne­go, dzia­ła­jąc za­wsze spra­wie­dli­wie i mo­ral­nie, na wszyst­kich po­zio­mach.

Dro­dzy przy­ja­cie­le, za wsta­wien­nic­twem Naj­święt­szej Ma­ryi Pan­ny, mó­dl­my się, aby­śmy po­tra­fi­li się cie­szyć z każ­de­go ge­stu i ini­cja­ty­wy do­bra, bez za­wi­ści i za­zdro­ści, oraz po­tra­fi­li mą­drze ko­rzy­stać z dóbr do­cze­snych w nie­ustan­nym po­szu­ki­wa­niu dóbr wiecz­nych.

 

Ka­te­che­za Be­de­dyk­ta XVI pod­czas mo­dli­twy Anioł Pań­ski – 30.09.2012