Dla wie­lu daw­nych kul­tur czas nie pły­nął jak rze­ka. To, co uwa­ża­my za na­tu­ral­ne po­dej­ście do cza­su, przy­na­le­ży do na­szej kul­tu­ry. Czas nie mu­si być po­strze­ga­ny ja­ko li­nio­wy. Mo­że nie dą­żyć do żad­ne­go ce­lu, a tyl­ko za­ta­czać krąg.

Nie­zmien­ność świa­ta

Po­ję­cia prze­szło­ści, te­raź­niej­szo­ści i przy­szło­ści są umow­ne, a ich cią­głość nie­ko­niecz­na. Prze­szłość to czas, któ­ry już nie ist­nie­je, te­raź­niej­szo­ści nie da się uchwy­cić, a przy­szłość jesz­cze nie za­ist­nia­ła. W ję­zy­ku in­diań­skie­go ple­mie­nia Ho­pi te po­ję­cia nie ma­ją od­po­wied­ni­ków.

foto_01-02_25-2013

Spo­łecz­no­ści nie zna­ją­ce pi­sma wi­dzą świat ja­ko nie­zmien­ny. Od­wiecz­ny prze­kaz ple­mien­ny jest po­pra­wia­ny zgod­nie z ak­tu­al­ną sy­tu­acją, bo przyj­mu­je się, że tak na­praw­dę nic no­we­go się nie wy­da­rzy­ło, tyl­ko do prze­ka­zu wkradł się błąd.

Cykl ży­cia i śmier­ci

W sta­ro­żyt­nej Eu­ro­pie, a tak­że i póź­niej, na te­re­nach nie ob­ję­tych chry­stia­ni­za­cją, czas był po­strze­ga­ny ja­ko za­ta­cza­ją­cy ko­ło, po­wra­ca­ją­cy cy­kla­mi pór ro­ku i na­prze­mien­no­ścią po­ko­leń. Po­wta­rza się w nim rytm: na­ro­dzi­ny, śmierć, od­ro­dze­nie.

Każ­dy rok był po­wtó­rze­niem pierw­sze­go ro­ku w dzie­jach świa­ta. Ozna­cza­ło to, że na­praw­dę istot­ne wy­da­rze­nia po­wta­rza­ją się w nie­skoń­czo­ność co ro­ku. Prze­ko­na­nie to od­zwier­cie­dla­ły i utwier­dza­ły naj­waż­niej­sze przed­chrze­ści­jań­skie ob­rzę­dy re­li­gij­ne, wy­zna­czo­ne przez zi­mo­we i let­nie prze­si­le­nie dnia z no­cą oraz ich wio­sen­ne i je­sien­ne zrów­na­nie.

Świat od­na­wia się co ro­ku. Aby po­wró­cić do mo­men­tu je­go stwo­rze­nia, od­pra­wia­no ry­tu­ały oczysz­cza­ją­ce spo­łecz­ność z grze­chów i po­wta­rza­ją­ce akt stwór­czy. Przy­kła­do­wo: w Ba­bi­lo­nie od­twa­rza­no wal­kę mię­dzy bo­giem Mar­du­kiem a po­two­rem mor­skim Tia­mat, z któ­re­go ciel­ska po­wstał świat. Ry­tu­ały mia­ły prze­nieść uczest­ni­ków do po­cząt­ków, kie­dy w ak­cie stwo­rze­nia ob­ja­wi­ła się naj­więk­sza moc bóstw. Po­dob­ne przy­kła­dy zna­ne są nie­mal na ca­łym świe­cie, od Bli­skie­go Wscho­du po Ame­ry­kę Pół­noc­ną.

Ży­cie wszyst­kich spo­łecz­no­ści rol­ni­czych uza­leż­nio­ne jest od cy­klu we­ge­ta­cyj­ne­go. Pra­ce go­spo­dar­cze wy­zna­cza rytm so­lar­ny. Dla­te­go cy­klicz­na kon­cep­cja cza­su szcze­gól­nie dłu­go obo­wią­zy­wa­ła w lu­do­wej wi­zji świa­ta. W nie­któ­rych spo­łe­czeń­stwach rol­ni­czych i ple­mien­nych rów­nież dzi­siaj obo­wią­zu­je czas cy­klicz­ny.

Świę­ty czas

Moż­na na­wet w na­szej współ­cze­snej kul­tu­rze wy­róż­nić dwa obo­wią­zu­ją­ce cza­sy: świec­ki (zwy­kły) i świę­ty (za­re­zer­wo­wa­ny dla Bo­ga). W tym uję­ciu każ­de świę­to re­li­gij­ne sta­no­wi po­wrót do bo­skie­go cza­su i przy­wra­ca ja­kiś pier­wot­ny po­rzą­dek. Tyl­ko dzię­ki cza­so­wi świę­te­mu mo­że w ogó­le ist­nieć czas świec­ki.

Czas li­ne­ar­ny

Ju­da­izm nie opi­sy­wał cza­su ja­ko cy­klicz­ne­go i po­zba­wio­ne­go kie­run­ku, po­nie­waż ko­lej­ne zda­rze­nia mia­ły przy­bli­żać do na­dej­ścia Me­sja­sza i od­ro­dze­nia Izra­ela. Chrze­ści­jań­stwo wpro­wa­dzi­ło w ca­łej Eu­ro­pie kon­cep­cję cza­su li­ne­ar­ne­go: przyj­ście na świat Zba­wi­cie­la zmie­ni­ło wszyst­ko nie­od­wra­cal­nie. Hi­sto­ria sta­ro­te­sta­men­to­wa do­peł­ni­ła się wraz z Je­go śmier­cią i zmar­twych­wsta­niem. Roz­po­czę­ła się no­wa epo­ka ludz­ko­ści. W śre­dnio­wie­czu ist­nia­ła już po­wszech­na świa­do­mość, że każ­dy rok to „An­no Do­mi­ni” – Rok Pań­ski, zbli­ża­ją­cy nas do Są­du Osta­tecz­ne­go.

Czy we­hi­kuł cza­su jest moż­li­wy?

Po­dró­że w cza­sie są przed­mio­tem de­ba­ty fi­zy­ków od kil­ku­dzie­się­ciu lat. Czy teo­re­tycz­nie ta­ka po­dróż jest w ogó­le moż­li­wa?

W świe­tle ak­tu­al­nej wie­dzy, tak. Zgod­nie z teo­rią Ein­ste­ina czas jest względ­ny. Z punk­tu wi­dze­nia czło­wie­ka na po­wierzch­ni Zie­mi czas w bar­dzo szyb­ko prze­miesz­cza­ją­cym się obiek­cie pły­nie wol­niej, a czas w słab­szym po­lu gra­wi­ta­cji (np. na or­bi­cie) pły­nie szyb­ciej. Wie­lo­krot­nie udo­wod­nio­no te zja­wi­ska od­po­wied­ni­mi po­mia­ra­mi. Pierw­sze z nich umoż­li­wi­ło­by po­dróż do przy­szło­ści, gdy­by stat­kiem ko­smicz­nym uda­ło się osią­gnąć pręd­kość zbli­żo­ną do pręd­ko­ści świa­tła. Dru­gie zja­wi­sko po­zwo­li­ło­by na ta­ką po­dróż na gra­ni­cy czar­nej dziu­ry, al­bo po­przez hi­po­te­tycz­ny tu­nel cza­so­prze­strzen­ny, je­śli uda­ło­by się go usta­bi­li­zo­wać.

Z za­gad­nie­niem co­fa­nia się w cza­sie wią­że się zresz­tą wie­le pa­ra­dok­sów. Nie­któ­re zmia­ny, ja­kie mógł­by za­pro­wa­dzić po­dróż­nik w swo­im prze­szłym ży­ciu, pro­wa­dzą do „anu­lo­wa­nia” je­go dal­szych lo­sów, a więc i sa­mej po­dró­ży, któ­ra mia­ła­by te zmia­ny umoż­li­wić... Że­by unik­nąć tej sprzecz­no­ści, za­pro­po­no­wa­no m.in. ta­kie teo­rie: pierw­sza – po­dróż w cza­sie ozna­cza prze­do­sta­nie się do al­ter­na­tyw­ne­go świa­ta; dru­ga – kon­se­kwen­cją zmia­ny prze­szło­ści jest roz­ga­łę­zie­nie się cza­su; trze­cia – pod­czas po­dró­ży w cza­sie nie da się wpły­wać na prze­bieg wy­da­rzeń. Ste­phen Haw­king po­dej­rze­wa na­wet ist­nie­nie ja­kichś me­cha­ni­zmów w przy­ro­dzie unie­moż­li­wia­ją­cych in­ge­ren­cję w prze­szłość.

Kil­ku fi­zy­ków i ma­te­ma­ty­ków sta­ra­ło się opra­co­wać przy­naj­mniej teo­re­tycz­ne pod­sta­wy ta­kich „we­hi­ku­łów” (np. Frank Ti­pler) lub spo­so­bów na wy­ko­rzy­sta­nie tu­ne­li cza­so­prze­strzen­nych (Kip Thor­ne). W prak­ty­ce jed­nak po­my­sły te są nie­moż­li­we do zre­ali­zo­wa­nia. W grę wcho­dzi za­wsze nie­osią­gal­na przez nas ilość ener­gii al­bo brak od­po­wied­nie­go ma­te­ria­łu do zbu­do­wa­nia ta­kiej ma­szy­ny.

Je­śli we­hi­kuł cza­su zo­sta­nie kie­dyś wy­na­le­zio­ny, to je­go użyt­ko­wa­nie bę­dzie w ja­kiś spo­sób ogra­ni­czo­ne: o ile cof­nię­cie się w cza­sie jest w ogó­le moż­li­we, to bez kon­tak­tu z ludź­mi prze­szło­ści. W in­nym przy­pad­ku mie­li­by­śmy od daw­na do czy­nie­nia z przy­by­sza­mi z przy­szło­ści.

 

Mi­chał Nie­niew­ski

 

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: