Pe­da­go­gi­ka wsty­du” – tak traf­nie okre­ślił zna­ny pra­wi­co­wy po­li­tyk po­stę­po­wa­nie władz III Rze­czy­po­spo­li­tej i ro­dzi­mych me­diów tzw. głów­ne­go nur­tu, co­raz słab­sze­go wpraw­dzie, lecz wciąż po­sia­da­ją­ce­go mo­no­pol na kształ­to­wa­nie ob­ra­zu Pol­ski za gra­ni­cą. Pod­wa­ża­niu po­czu­cia du­my z na­szej na­ro­do­wo­ści słu­ży sys­te­ma­tycz­na i pro­wa­dzo­na w spo­sób prze­my­śla­ny po­li­ty­ka nie tyl­ko rzą­dzą­cych III Rzecz­po­spo­li­tą, ale rów­nież wpły­wo­wych śro­do­wisk oraz pu­bli­cy­stów Za­cho­du. Być Po­la­kiem to dziś „ob­ciach”.

Pol­scy an­ty­se­mi­ci i na­zi­ści

Fa­li ata­ków le­wi­co­wych śro­do­wisk w kra­ju na pol­ski „an­ty­se­mi­tyzm” – rze­ko­mo ma­so­wą współ­pra­cę Po­la­ków z nie­miec­ki­mi na­jeźdź­ca­mi w ho­lo­kau­ście – to­wa­rzy­szy zręcz­na po­li­ty­ka hi­sto­rycz­na Niem­ców, któ­rym uda­ło się wmó­wić świa­to­wej opi­nii, że są „na­ro­dem ofiar”, a nie spraw­ców. W cią­gu ostat­nie­go ćwierć­wie­cza zni­kać za­czę­ło z pod­ręcz­ni­ków i pu­bli­cyst­ki „nie­miec­kie lu­do­bój­stwo”, a je­go miej­sce za­ję­ło „lu­do­bój­stwo na­zi­stow­skie”, zdej­mu­ją­ce z Niem­ców po­czu­cie wi­ny za ogrom zbrod­ni. „Na­zi­sta” to do­sko­na­łe sło­wo-wy­trych – mógł nim być rów­nie do­brze Nie­miec, jak i Po­lak.

foto_01-02_21-2013

Wy­pę­dze­nia Niem­ców z ziem za­chod­nich po woj­nie wy­kre­owa­no na dru­gi po ho­lo­cau­ście naj­więk­szy dra­mat wo­jen­ny, któ­re­go spraw­ca­mi by­li, oczy­wi­ście, Po­la­cy. Czy wła­dze re­pre­zen­tu­ją­ce III RP za­da­ły so­bie trud, by prze­ko­nać świat, że Po­la­cy – rze­czy­wi­ste ofia­ry tej woj­ny – nie mie­li wpły­wu na de­cy­zje przy­wód­ców wiel­kich mo­carstw na kon­fe­ren­cji jał­tań­skiej, gdzie na ży­cze­nie Sta­li­na po­sta­no­wio­no prze­su­nąć Pol­skę w kie­run­ku za­chod­nim, po­zba­wia­jąc nas po­ło­wy przed­wo­jen­ne­go te­ry­to­rium na Wscho­dzie? Że w tym sa­mym cza­sie, kie­dy So­wie­ci za zgo­dą An­gli­ków i Ame­ry­ka­nów wy­pę­dza­li Niem­ców za Od­rę, Po­la­ków wy­pę­dza­no z od­wiecz­nych sie­dzib za Bu­giem?

Prze­cięt­ny Ame­ry­ka­nin nie zna hi­sto­rii Eu­ro­py, wie za to do­sko­na­le, że Ży­dów mor­do­wa­no w „pol­skich obo­zach kon­cen­tra­cyj­nych”. Do­pie­ro nie­daw­no or­ga­na III RP za­czę­ły re­ago­wać na uży­wa­nie w za­chod­nich pu­bli­ka­cjach te­go ha­nieb­ne­go okre­śle­nia – pró­by sła­be i nie­sku­tecz­ne. O „pol­skich obo­zach kon­cen­tra­cyj­nych” pi­szą zna­ne ga­ze­ty nie­miec­kie. Moż­na zro­zu­mieć – co nie ozna­cza apro­bo­wać – nie­wie­dzę młod­sze­go po­ko­le­nia na Za­cho­dzie, ale nie­wy­ba­czal­ne jest upo­rczy­we sto­so­wa­nie tej zbit­ki słow­nej przez naj­więk­sze ty­tu­ły pra­so­we kra­ju od­po­wie­dzial­ne­go za zbrod­nie na Ży­dach.

Spo­nie­wie­rać i zszar­gać po­czu­cie ho­no­ru oraz du­my z wła­snej hi­sto­rii, pły­ną­ce mię­dzy in­ny­mi ze świa­do­mo­ści, że Po­la­cy ja­ko je­dy­ny na­ród w oku­po­wa­nej przez III Rze­szę Eu­ro­pie zor­ga­ni­zo­wa­li fe­no­men na ska­lę hi­sto­rycz­ną – wła­sne pań­stwo pod­ziem­ne – oto cel ta­kich pro­duk­cji fil­mo­wych jak Po­kło­sie. Widz po­wi­nien wyjść z se­an­su prze­ko­na­ny, że żoł­nie­rze Ar­mii Kra­jo­wej by­li fa­na­tycz­ny­mi an­ty­se­mi­ta­mi o ban­dyc­kich twa­rzach. Na war­to­ścio­we pro­duk­cje fil­mo­we o Żoł­nier­zach Wy­klę­tych czy po­wsta­niu war­szaw­skim bra­ku­je pie­nię­dzy. Jak skrom­ny­mi środ­ka­mi po­wstał film Sierp­nio­we nie­bo. 63 dni chwa­ły, prze­zna­czo­ny głów­nie dla mło­dzie­ży…

Sze­ro­kim stru­mie­niem pły­ną za to środ­ki dla śro­do­wisk sta­ra­ją­cych się pol­skość splu­ga­wić, np. „Kry­ty­ki Po­li­tycz­nej”, zna­nej ze wspie­ra­nia nie­miec­kich le­wa­ków, któ­rzy przy­je­cha­li do Pol­ski 11 li­sto­pa­da 2011 ro­ku pro­te­sto­wać prze­ciw­ko ob­cho­dom Świę­ta Nie­pod­le­gło­ści przez „pol­skich na­zi­stów”. Gdy­by ktoś 20 lat te­mu prze­po­wie­dział ta­ki sce­na­riusz, zo­stał­by po­czy­ta­ny za sza­leń­ca. 3 ma­ja te­go ro­ku ro­dzi­me wła­dze prze­ciw­sta­wi­ły ma­ni­fe­sta­cjom pa­trio­tycz­nym ty­się­cy oby­wa­te­li wła­sne ob­cho­dy z mon­stru­al­nym cze­ko­la­do­wym or­łem, za­mie­nia­jąc w jar­marcz­ny fe­styn dzień po­świę­co­ny pa­mię­ci tych, dzię­ki któ­rym „jesz­cze Pol­ska nie zgi­nę­ła” i lan­su­jąc ob­raz pa­trio­ty­zmu po­zba­wio­ne­go od­nie­sień do hi­sto­rii.

Nie ma hi­sto­rii, nie ma na­ro­du

Po­nie­waż wła­śnie hi­sto­ria bu­du­je na­ro­do­wą pa­mięć, wy­ru­go­wa­no ją ze szkół. Niech Po­la­cy nie zna­ją wła­snej prze­szło­ści, niech bę­dą jak czło­wiek cho­ry na amne­zję. Ła­twiej jest rzą­dzić ludź­mi po­zba­wio­ny­mi ko­rze­ni i po­czu­cia wła­snej war­to­ści. W dzie­le wy­na­ra­da­wia­nia prze­szka­dza też li­te­ra­tu­ra, więc po okro­je­niu li­sty obo­wiąz­ko­wych lek­tur w ra­mach „re­for­my” szkol­nic­twa pa­dły ko­lej­ne pro­po­zy­cje: usu­nąć Pa­na Ta­de­usza Ada­ma Mic­kie­wi­cza i Try­lo­gię Hen­ry­ka Sien­kie­wi­cza. A prze­cież na tych książ­kach pa­trio­ty­zmu uczy­ły się po­ko­le­nia, któ­re wal­czy­ły o pol­skość. Iluż żoł­nie­rzy Ar­mii Kra­jo­wej przy­bie­ra­ło pseu­do­ni­my: „Kmi­cic”, „Za­gło­ba”, „Bo­hun”… I bro­ni­ło do śmier­ci te­go, co po­zwa­la­my so­bie dzi­siaj tak ła­two od­bie­rać.

Do sys­te­mu oświa­ty wkra­cza – ze wspar­ciem i peł­ną apro­ba­tą pol­skich władz – obo­wią­zu­ją­ca w Unii Eu­ro­pej­skiej ide­olo­gia gen­der, ude­rza­ją­cą w sam rdzeń czło­wie­czeń­stwa. Gło­szo­ny jaw­nie przez jej funk­cjo­na­riu­szy za­miar znisz­cze­nia ro­dzi­ny, prze­wi­du­je wy­cho­wa­nie przez pań­stwo po­ko­le­nia „no­wych lu­dzi”. Ob­ca im bę­dzie nie tyl­ko wła­sna toż­sa­mość na­ro­do­wa, ale ca­ły sys­tem war­to­ści ukształ­to­wa­ny na chrze­ści­jań­skich fun­da­men­tach. „Czło­wiek przy­szło­ści” to ko­lej­na, po ko­mu­ni­stycz­nej oraz na­zi­stow­skiej – uto­pia, wcie­la­na w ży­cie kosz­tem psy­chi­ki dzie­ci, de­pra­wo­wa­nych od przed­szko­la „sek­su­al­nym uświa­do­mie­niem”. Szcze­gó­ły owe­go „uświa­do­mie­nia” są ty­leż dra­stycz­ne, co ob­sce­nicz­ne, a po­nad­to wie­lo­krot­nie opi­sa­ne. Po­mi­ja­jąc je za­tem, przy­po­mnieć trze­ba o ro­dzi­cach od­sia­du­ją­cych w Szwaj­ca­rii i Niem­czech wy­ro­ki za „uchy­la­nie się od obo­wiąz­ku szkol­ne­go”.

Dla­cze­go prak­ty­ki gen­de­ro­we, sze­ro­ko wpro­wa­dza­ne na Za­cho­dzie i racz­ku­ją­ce u nas pod po­sta­cią nie­licz­nych na ra­zie przed­szko­li, mia­ły­by za­gra­żać pol­sko­ści? Bo ich ce­lem jest do­ko­na­nie re­wo­lu­cji w ludz­kich umy­słach i na­rzu­ce­nie pod groź­bą ka­ry je­dy­ne­go po­praw­ne­go po­li­tycz­nie spo­so­bu my­śle­nia. Nie ma w tym świa­to­po­glą­dzie miej­sca nie tyl­ko na mat­kę i oj­ca (jest ro­dzic 1 i ro­dzic 2 – każ­dy z nich płci do­wol­nej), ale i na wię­zi z prze­szło­ścią. Jak każ­da re­wo­lu­cja, ta gen­de­ro­wa od­rzu­ca tra­dy­cję, a za­tem i toż­sa­mość na­ro­do­wą.

Znisz­czyć Ko­ściół

Osto­ją pań­stwa na­ro­do­we­go jest Ko­ściół – in­sty­tu­cja, któ­ra przez wie­ki nie­wo­li, naj­pierw za­bo­rów, a po­tem ko­mu­ni­stycz­nej oku­pa­cji, bro­ni­ła pol­sko­ści i prze­cho­wa­ła na­ro­do­wą tra­dy­cję. Ata­ku­je się go więc bez­par­do­no­wo, za­rzu­ca mu się, że jest za ma­ło „po­stę­po­wy”, wciąż „za­co­fa­ny” i „za­mknię­ty”. Dziś w mo­dzie jest „otwar­tość” – niech­że więc Ko­ściół ze­zwo­li wresz­cie na abor­cję, za­płod­nie­nia in vi­tro i „mał­żeń­stwa ho­mo­sek­su­al­ne”. Niech bę­dzie bar­dziej eu­ro­pej­ski, a mniej Chry­stu­so­wy. Niech nie wtrą­ca się w spra­wy te­go świa­ta w cza­sach, gdy kształ­tu­je się no­wy eu­ro­pej­ski ład, rze­ko­mo lep­szy, bo po­zba­wio­ny państw na­ro­do­wych, „prze­sta­rza­łych struk­tur” – jak w swo­im gło­śnym ma­ni­fe­ście z po­cząt­ku wrze­śnia te­go ro­ku na­pi­sa­li po­sło­wie do Par­la­men­tu Eu­ro­pej­skie­go, min. zna­ny z pe­do­fil­skich eks­ce­sów Da­niel Cohn-Ben­dit.

Eu­ro­pej­ska le­wi­ca, utrzy­mu­ją­ca od lat naj­więk­szy wpływ na kształ­to­wa­nie rze­czy­wi­sto­ści, chce li­kwi­da­cji na­ro­dów i za­mie­nie­nia Eu­ro­py w swe­go ro­dza­ju mia­zgę, zło­żo­ną z jed­no­stek po­zba­wio­nych po­czu­cia przy­na­leż­no­ści do ja­kiej­kol­wiek wspól­no­ty.

Nie trze­ba, rzecz ja­sna, do­da­wać, że Ro­sji w to graj. Za­chód czy­ni w bia­łych rę­ka­wicz­kach to, co Mo­skwa sta­ra­ła się osią­gnąć bru­tal­ną prze­mo­cą. Od nas tyl­ko za­le­ży, czy tę woj­nę o ist­nie­nie pol­skie­go na­ro­du wy­gra­my.

 

 

An­na Ze­chen­ter

 

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: