Szczęść Bo­że!

Mam wiel­ką proś­bę: nim roz­pocz­niesz lek­tu­rę przed­świą­tecz­nej „Dro­giˮ, spró­buj od­po­wie­dzieć so­bie na py­ta­nie, jak wy­glą­da Two­je du­cho­we przy­go­to­wa­nie do Bo­że­go Na­ro­dze­nia.

Czy przy­stą­pi­łeś do spo­wie­dzi przed­świą­tecz­nej, czy wy­słu­cha­łeś do­brych re­ko­lek­cji? Je­śli nie – spo­wiedź jest w za­się­gu rę­ki, a do­bre re­ko­lek­cje jesz­cze bli­żej, moż­na je zna­leźć i wy­słu­chać w in­ter­ne­cie, trze­ba tyl­ko po­szu­kać i wy­brać.

A jak już bę­dziesz mógł spo­koj­nie po­czy­tać, to za­pra­szam. Nad świę­ta­mi Bo­że­go Na­ro­dze­nia war­to się dłu­żej za­trzy­mać, za­sta­no­wić. Bo bar­dzo ich po­trze­bu­je­my. O na­ro­dzi­nach Pa­na Je­zu­sa wie­my tyl­ko ty­le, że mia­ły miej­sce, opi­su­ją je ewan­ge­li­ści. Ma­my do­wo­dy, że Zba­wi­ciel cho­dził po zie­mi, na­uczał, zo­stał ukrzy­żo­wa­ny, zmar­twych­wstał. Nie wie­my jed­nak do­kład­nie, kie­dy się uro­dził, miej­sce też zna­my ogól­ni­ko­wo. Po­boż­ni lu­dzie wy­bra­li po­gań­skie świę­to słoń­ca, bo by­ło naj­bliż­sze wszel­kim prze­słan­kom, w przy­bli­że­niu od­na­leź­li rok i od IV wie­ku za­czę­li świę­to­wać dzień, któ­ry nie­sie wie­le tre­ści. Bo te tre­ści są waż­ne. Za­rów­no to, że ubó­stwo nie za­trzy­mu­je Bo­ga, któ­ry chce wejść w ży­cie lu­dzi, jak i to, że mę­dr­cy z da­le­kich kra­in umie­li zna­leźć Bo­ga, pa­trząc na zna­ki, ja­kie da­je świat. Do dzi­siaj waż­ne jest to, że nie ma ta­kiej nę­dzy, któ­rej Bóg nie chciał­by wzbo­ga­cić Swą obec­no­ścią i to, że praw­dzi­wa mą­drość za­wsze znaj­dzie Bo­ga, na­wet je­śli ja­kiś król czy in­ny wład­ca bę­dzie to utrud­niał.

Sio­stry Fran­cisz­kan­ki Słu­żeb­ni­ce Krzy­ża (te, któ­re miesz­ka­ją m.in. w Za­kła­dzie dla nie­wi­do­mych w La­skach pod War­sza­wą) ma­ją w swo­ich ka­pli­cach zwy­czaj ad­o­ro­wa­nia fi­gur­ki Dzie­ciąt­ka Je­zus przez ca­ły rok (po­za Wiel­kim Po­stem). W na­szych do­mach, w na­szych ser­cach moż­na ten zwy­czaj pod­trzy­my­wać, wy­pa­tru­jąc spo­so­bów słu­że­nia lu­dziom, w któ­rych prze­cież miesz­ka sam Bóg.

War­to za­wsze pa­mię­tać, jak wie­le Ma­ry­ja ze swo­im mę­żem Jó­ze­fem zro­bi­li, by chro­nić ży­cie po­wie­rzo­ne­go so­bie Sy­na Bo­że­go – są na za­wsze pa­tro­na­mi świę­to­ści ży­cia. Świę­to­ści, któ­ra ogar­nia i nas.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: