Jola Tęcza-Ćwierz

Pew­na czte­ro­let­nia dziew­czyn­ka po­wie­dzia­ła kie­dyś do swo­jej ma­my: „Je­steś ta­ką świet­ną ku­char­ką i pie­czar­ką”.:) Ma­łe dzie­ci two­rzą fan­ta­stycz­ne neo­lo­gi­zmy. To no­we wy­ra­zy, któ­re ma­ją na­zwać nie­zna­ny wcze­śniej przed­miot. Czy ktoś z Was wie, co to jest na przy­kład „oże­niu­szek ma­ły”? We­dług tej sa­mej czte­ro­lat­ki – to męż­czy­zna, któ­ry wła­śnie się oże­nił. Za­baw­ne, praw­da? Neo­lo­gi­zmy spra­wia­ją, że ję­zyk ży­je, po­nie­waż każ­de po­ko­le­nie coś do nie­go do­pi­su­je.

Kie­dy po­wstał ję­zyk pol­ski? Te­go do­kład­nie nie wie­my. Zna­my za to pierw­sze pol­skie zda­nie za­pi­sa­ne w XIII w. w „Księ­dze hen­ry­kow­skiej”: „Daj, ać ja po­bru­szę, a ty po­czy­waj”. Mó­wiąc ję­zy­kiem współ­cze­snym: „Daj, te­raz ja po­mie­lę, a ty od­pocz­nij”. Wy­po­wia­da je Czech Bo­gu­chwał, zwa­ny Bru­ka­łą, do swo­jej żo­ny. Moż­na więc po­wie­dzieć, że Bru­ka­ła to pierw­szy dżen­tel­men, udo­ku­men­to­wa­ny ję­zy­ko­wo.

Ję­zyk to przede wszyst­kim na­rzę­dzie ko­mu­ni­ka­cji, sys­tem zna­ków i sym­bo­li, nio­są­cych ze so­bą pew­ną treść. To rów­nież ele­ment kul­tu­ry każ­de­go pań­stwa, któ­ry łą­czy na­ród, świad­czy o je­go od­ręb­no­ści oraz wspól­nym po­cho­dze­niu. Mag­da Urlich w swo­im ar­ty­ku­le po­rów­nu­je ję­zyk do do­mu. I coś w tym jest.

Czę­sto nie zda­je­my so­bie spra­wy z wa­gi słów, któ­re wy­po­wia­da­my – zwra­ca uwa­gę o. Le­on Kna­bit w książ­ce „Do­bre­go dnia, czy­li o mo­cy bło­go­sła­wieństw”. I pi­sze da­lej, że po­win­ny być one nie­sio­ne ku cze­muś, po­dob­nie jak czło­wiek – gdy idzie, ma świa­do­mość ce­lu. Sło­wa ma­ją moc spraw­czą. Cza­sa­mi mó­wi­my bez­myśl­nie, pod wpły­wem emo­cji, nad któ­ry­mi nie pa­nu­je­my. Dla­te­go tak waż­ne jest, by naj­pierw po­my­śleć, na­stęp­nie po­wie­dzieć, a na koń­cu zro­bić.

Za­prze­cze­niem bło­go­sła­wień­stwa są sło­wa peł­ne nie­na­wi­ści. Wte­dy, kie­dy w spo­sób nisz­czą­cy uży­wa się słów wul­gar­nych, prze­kleństw, mó­wi się nie­praw­dę, ma­ni­pu­lu­je sło­wem, krzyw­dząc lu­dzi. Ję­zy­kiem mo­że­my dru­gie­go czło­wie­ka ra­nić, ob­ra­żać, nisz­czyć, ata­ko­wać. Ist­nie­ją, o czym już wspo­mnia­łam, do­bre sło­wa – bło­go­sła­wień­stwa, któ­re ma­ją moc od­mie­nia­nia ludz­kie­go ży­cia, po­nie­waż nio­są w so­bie Bo­że świa­tło i si­łę. Nie mu­szą być pięk­ne i wy­szu­ka­ne, waż­ne, by by­ły praw­dzi­we.

Two­je sło­wo jest w sta­nie roz­ja­śnić czyjś dzień, mo­że zmie­nić czy­jeś ży­cie – twier­dzi Do­nald Tur­bitt, ame­ry­kań­ski mów­ca.

Za­da­nie na naj­bliż­sze dwa ty­go­dnie (?) Co­dzien­nie po­wiedz ko­muś do­bre sło­wo, aby je­go dzień stał się ja­śniej­szy.

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

p.o. re­dak­to­ra na­czel­ne­go

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: