Magda Guziak-NowakDro­dzy Czy­tel­ni­cy!

Od cza­su do cza­su zna­jo­mi wrzu­cą na fejs­bu­ka fil­mik z wy­stę­pem uro­czych przed­szko­la­ków. Ze szpa­ra­mi w zę­bach i roz­wia­ny­mi wło­sa­mi tłu­ma­czą, kto to jest ksiądz – „pan, któ­ry nie ma dziew­czy­ny”; co to jest cią­ża – „gdy dziec­ko jest w my­ślach” al­bo że „ży­cio­wy błąd” jest wte­dy, gdy „mąż nie umy­je ga­rów, a żo­na pro­si­ła”… Z ust przed­szko­la­ka usły­sza­łam też kie­dyś, że ziem­nia­ki ro­sną na krzacz­kach. Ale, nie­ste­ty, to nie był ani żart, ani za­ba­wa. Za­mar­łam. „Ale po co się od ra­zu stre­so­wać? Dziec­ko mo­że nie wie­dzieć” – ktoś po­wie.

Ja­sne” – od­po­wiem – „ale co, je­śli za 10 lat dzie­ci bę­dą my­śla­ły, że wszyst­kie kro­wy są fio­le­to­we? Jak ta z re­kla­my?” Tra­ci­my kon­takt z na­tu­rą. Nie szu­ka­my po­la­nek, na któ­rych moż­na czy­tać książ­ki al­bo po pro­stu pa­trzeć w chmu­ry. Za­miast spa­ce­rów w par­ku, czę­sto wy­bie­ra­my ga­le­rie han­dlo­we. Za­głu­sza­my sło­wi­ki ra­dio­wy­mi hi­ta­mi jed­ne­go se­zo­nu. I nie ro­bi­my z te­go tra­ge­dii, choć, w rze­czy­wi­sto­ści, wy­rzą­dza-my so­bie ogrom­ną krzyw­dę.

Wo­lę za­pach tra­wy od pach­ną­cej „cho­in­ki”, któ­ra wi­si w na­szym kli­ma­ty­zo­wa­nym (ble…) sa­mo­cho­dzie. Wo­lę szum mo­rza od ga­da­ją­ce­go te­le­wi­zo­ra. Wo­lę do­tyk mchu od gła­ska­nia smart­fo­na. Jed­nak mi­mo to ostat­ni raz na wy­ciecz­ce w le­sie by­łam w lip­cu. Dla po­rów­na­nia, au­tem jeż­dżę co­dzien­nie, te­le­wi­zor ga­da w mo­im do­mu dwa-trzy ra­zy w ty­go­dniu, a te­le­fon od­bie­ram kil­ka­na­ście ra­zy dzien­nie, bo ta­ka pra­ca.

Dla­cze­go nie re­agu­ję i nie wal­czę? Ano mo­że dla­te­go, że roz­luź­nia­nie wię­zów ze świa­tem przy­ro­dy nie jest re­wo­lu­cją lecz na­stę­pu­je od wie­lu lat – po­wo­li, ale sys­te­ma­tycz­nie. Dzień po dniu nasz czas i za­an­ga-żo­wa­nie za­własz­cza­ją kom­pu­te­ry, ko­mór­ki i in­ne ga­dże­ty, któ­re czy­nią z nas wy­in­dy­wi­du­ali­zo­wa­ne by­ty. Wy­da­je nam się, że je­ste­śmy sa­mo­wy­star­czal­ni al­bo że wszyst­ko nam się na­le­ży. Las? Ja­ki las? Po co iść do la­su? Prze­cież tam nie ma co ro­bić… Nasz te­mat nu­me­ru – o eko­lo­gii – jest dla mnie po­wo­dem do ra­chun­ku su­mie­nia, w któ­rym za­da­ję so­bie kil­ka py­tań: czy sza­nu­ję przy­ro­dę? czy wiem, że wszyst­ko co mam, dał mi Pan Bóg? czy uwa­żam na to, aby nie za­tra­cić się w kon­sump­cji? Nie za­glą­dam do Wa­szych su­mień, ale czu-ję, że… to py­ta­nia dla każ­de­go z nas.

Za­chę­cam Was do lek­tu­ry te­ma­tu nu­me­ru. Ucie­szę się bar­dzo, je­śli zmo­bi­li­zu­je­my Was do się­gnię­cia po naj­now­szą en­cy­kli­kę pa­pie­ża Fran­cisz­ka Lau­da­to si’, po­świę­co­ną eko­lo­gii. Mo­że sku­si­cie się, by wziąć udział w na­szym kon­kur­sie? 🙂

Po­zdra­wiam Was ser­decz­nie!

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

re­dak­tor na­czel­ny

 

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: