Szczęść Bo­że,

Po wie­lu już la­tach ob­ser­wo­wa­nia te­go świa­ta mam co­raz więk­szą pew­ność, że po­ru­sza­nie nie­mal każ­de­go te­ma­tu po­win­no po­prze­dzać przy­po­mnie­nie jed­nej z naj­waż­niej­szych prawd wia­ry: Pan Bóg chce na­sze­go szczę­ścia i da­je wszyst­ko, co umoż­li­wia nam osią­gnię­cie te­go ce­lu. W świe­tle te­go zda­nia wszyst­ko wi­dzi­my pra­wi­dło­wo – i na lu­dzi uczy­my się pa­trzeć tak, jak wi­dzi ich Bóg, i w każ­dym wy­da­rze­niu po­tra­fi­my do­strzec ta­kie roz­wią­za­nia, któ­re pro­wa­dzą do do­bra. Ale mu­si­my rów­nież pa­mię­tać, że do­bro to nie to sa­mo co chwi­lo­wa przy­jem­ność. Ow­szem, speł­nie­nie do­bra, spo­tka­nie z do­brem jest przy­jem­ne, a na­wet ra­do­sne, ale – jak te­go za­pew­ne wie­lo­krot­nie do­świad­czy­li­ście – dro­ga do do­bra wy­ma­ga wy­rze­czeń, dys­cy­pli­ny, sa­mo­za­par­cia. Chy­ba naj­le­piej to zi­lu­stro­wał św. Pa­weł, pi­sząc: „Każ­dy, któ­ry sta­je do za­pa­sów, wszyst­kie­go so­bie od­ma­wia; oni, aby zdo­być prze­mi­ja­ją­cą na­gro­dę, my zaś nie­prze­mi­ja­ją­cą” (1 Kor 9, 25). Bar­dzo lu­bi­łem uczyć re­li­gii w kla­sach spor­to­wych – tam wszy­scy wie­dzie­li, że bez wy­sił­ku wy­ni­ku nie da się po­pra­wić, że bez pra­cy nie bę­dzie zwy­cię­stwa.

We­dług na­szej wia­ry naj­waż­niej­szą, moż­na by po­wie­dzieć zu­peł­nie wy­star­cza­ją­cą jest współ­pra­ca z ła­ską, któ­rą do­sta­je­my od Stwór­cy i Zba­wi­cie­la. Ła­skę otrzy­mu­je każ­dy: ochrzcze­ni – ła­skę wia­ry i moż­li­wość wzra­sta­nia w wie­rze, nie­ochrz­cze­ni – ła­skę cie­ka­wo­ści i po­szu­ki­wa­nia do­bra, pięk­na, sen­su ży­cia. I jesz­cze te ła­ski uczyn­ko­we: na­tchnie­nia, by za­uwa­żyć i pod­jąć do­bro, ła­skę wier­no­ści i cier­pli­wo­ści, by speł­nić obiet­ni­ce itd.

Tu do­cho­dzi­my do te­ma­tu, ja­ki dziś po­dej­mu­je­my w no­wym nu­me­rze „Dro­giˮ: jest w nas pew­na sprzecz­ność mię­dzy do­brym za­mia­rem a bra­kiem wy­trwa­ło­ści, któ­ry prze­szka­dza w osią­gnię­ciu wy­zna­czo­ne­go ce­lu. Ro­dzi się stres. Od­bie­ra­my go zwy­kle jak coś nie­przy­jem­ne­go, ale mą­drość Bo­ska i ludz­ka po­ma­ga w każ­dej nie­przy­jem­nej sy­tu­acji za­uwa­żać wyj­ście. W stro­nę do­bra.

Mó­wiąc o stre­sie, mo­że­my szu­kać je­go przy­czy­ny, cza­sem na­wet da się ją w pro­sty spo­sób usu­nąć. Za­wsze jed­nak mo­że­my zna­leźć coś do­bre­go, do cze­go mo­że nas do­pro­wa­dzić mą­dre i doj­rza­łe prze­ży­wa­nie stre­su. Zna­la­złem na­wet w hi­sto­rii pe­da­go­gi­ki ta­ką de­fi­ni­cję wy­cho­wa­nia (w tym sa­mo­wy­cho­wa­nia): „Czło­wiek wzra­sta, sta­je się co­raz doj­rzal­szy, gdy na­uczy się (gdy na­uczy­my go) mą­dre­go roz­wią­zy­wa­nia każ­de­go stre­su”.

Ży­czę te­go i Wam

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

 

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: