Szukał Allaha, znalazł Jezusa

Na­be­el Qu­re­shi ca­łym ser­cem szu­kał Bo­ga, ma­jąc na­dzie­ję, że znaj­dzie Go w swo­jej mu­zuł­mań­skiej wie­rze. Li­czył też na to, że uda mu się na­wró­cić swo­ich chrze­ści­jań­skich przy­ja­ciół. Za­le­ża­ło mu na tym, że­by po­znać Praw­dę, ale dro­ga, ja­ką ob­rał, do­pro­wa­dzi­ła go do cze­goś zu­peł­nie in­ne­go niż mógł­by przy­pusz­czać.

Wy­cho­wy­wał się w ko­cha­ją­cej, po­ko­jo­wo na­sta­wio­nej ro­dzi­nie. Więk­szość ży­cia spę­dził w USA. Z po­dzi­wem pa­trzył na swo­je­go ta­tę i – jak on – mo­dlił się pięć ra­zy dzien­nie. Uczył się na pa­mięć Ko­ra­nu po an­giel­sku i po arab­sku. Jak na na­sto­lat­ka był świet­nie zo­rien­to­wa­ny w spra­wach wia­ry, cze­go nie moż­na by­ło po­wie­dzieć o je­go przy­ja­cio­łach ze szko­ły, któ­rzy za­zwy­czaj prze­gry­wa­li z nim w dys­ku­sjach, nie umie­jąc wy­tłu­ma­czyć mu pod­staw chrze­ści­jań­stwa. Bar­dzo chciał przy­bli­żyć im is­lam i stop­nio­wo skło­nić do zmia­ny re­li­gii.

Fot. pexels.com / Bra­dy Knoll

Is­lam a chrze­ści­jań­stwo

Do cza­su. W szko­le śred­niej po­znał w koń­cu ko­goś, ko­go rów­nie moc­no jak je­go po­cią­ga­ły kwe­stie wiary.Ten ktoś był chrze­ści­ja­ni­nem. Da­wid, je­go no­wy przy­ja­ciel, za­chę­cał go do kry­tycz­ne­go prze­czy­ta­nia tek­stu Ko­ra­nu i po­rów­na­nia go z Bi­blią.

Czuł, że mu­si udo­wod­nić fałsz chrze­ści­jań­stwa.

Na­be­el zo­stał wy­cho­wa­ny w po­ko­jo­wej wer­sji is­la­mu i za­kła­dał, że te­go wła­śnie na­ucza je­go re­li­gia. Kie­dy jed­nak zgo­dził się spoj­rzeć kry­tycz­nie na wska­zów­ki pro­ro­ka Ma­ho­me­ta, zna­lazł wie­le przy­kła­dów, na­wo­łu­ją­cych do prze­mo­cy. Sta­rał się tłu­ma­czyć to so­bie na róż­ne spo­so­by. Jed­nak co­raz wy­raź­niej do­strze­gał róż­ni­ce po­mię­dzy ty­mi frag­men­ta­mi Ko­ra­nu a sło­wa­mi Je­zu­sa na­wo­łu­ją­ce­go do te­go, aby mi­ło­wać swo­ich nie­przy­ja­ciół i mo­dlić się za tych, któ­rzy nas prze­śla­du­ją.

Wie­dział, że po­rzu­ca­jąc is­lam, zgod­nie z wy­zna­wa­ny­mi przez sie­bie na­uka­mi, po­peł­nił­by bluź­nier­stwo i bar­dzo zra­nił­by swo­ich ro­dzi­ców, któ­rzy wy­cho­wa­li go w wie­rze. Czuł, że mu­si udo­wod­nić fałsz chrze­ści­jań­stwa.

Je­zus jest Bo­giem i kwe­stia Zmar­twych­wsta­nia

Zgod­nie z is­la­mem wie­rzył, że Je­zus jest pro­ro­kiem, ale nie w to, że miał­by być Bo­giem. Da­vid spo­koj­nie wska­zy­wał mu frag­men­ty Bi­blii, któ­re to po­twier­dza­ją. Mó­wi­ły o tym, aby wszy­scy od­da­wa­li część Sy­no­wi – tak jak od­da­ją cześć Oj­cu i te, w któ­rych Je­zus ak­cep­tu­je sło­wa Pio­tra: „Ty je­steś Me­sjasz, Syn Bo­ga Ży­we­go”. Je­że­li Chry­stus rze­czy­wi­ście uwa­żał się za Bo­ga, to zna­czy, że is­lam my­lił się, trak­tu­jąc Go je­dy­nie ja­ko jed­ne­go z pro­ro­ków. Ci prze­cież nie mó­wi­li o so­bie, że są Bo­giem. Czy moż­li­we, aby to chrze­ści­jań­stwo do­brze od­czy­ta­ło Je­go na­uki?

Pro­ble­mem by­ła też kwe­stia zmar­twych­wsta­nia Je­zu­sa, w któ­re mu­zuł­ma­nie nie wie­rzą. Da­wid i in­ni chrze­ści­jań­scy przy­ja­cie­le Na­abe­la przed­sta­wia­li hi­sto­rycz­ne do­wo­dy na jej praw­dzi­wość. Wcze­sny Ko­ściół zo­stał zbu­do­wa­ny na na­uce, gło­szą­cej, że Je­zus zmar­twych­wstał, a ci, któ­rzy Go wi­dzie­li, by­li go­to­wi od­dać ży­cie za tę praw­dę. Rze­czy­wi­ście, na prze­strze­ni wie­ków zda­rza­ło się, że lu­dzie umie­ra­li za fał­szy­we idee, ale ni­gdy nie zda­rzy­ło się, że­by ktoś umarł za ideę, o któ­rej wie­dział, że by­ła fał­szy­wa. Ten tok ro­zu­mo­wa­nia wy­klu­czał kłam­stwo uczniów Chry­stu­sa. Tak wie­lu po­twier­dzi­ło, że wi­dzia­ło Go po zmar­twych­wsta­niu, że nie­moż­li­wa wy­da­wa­ła się też hi­po­te­za, ja­ko­by wszy­scy w jed­nym mo­men­cie osza­le­li i trwa­li w tym sza­leń­stwie przez dłu­gie la­ta, aż do mę­czeń­skiej śmier­ci.

Czy więc praw­dą mo­gło oka­zać się, że istot­nie Je­zus Chry­stus jest Sy­nem Bo­żym, któ­ry zo­stał ukrzy­żo­wa­ny za na­sze grze­chy, a po trzech dniach zmar­twych­wstał?

De­cy­zja

Na­abel jesz­cze przez ja­kiś czas mo­co­wał się sam ze so­bą. Kon­ty­nu­ował po­szu­ki­wa­nia i pro­sił mu­zuł­mań­skich uczo­nych o po­moc. Im głęb­sze ba­da­nia pro­wa­dził, tym sil­niej prze­ko­ny­wał się, że Pi­smo Świę­te rze­czy­wi­ście jest Sło­wem Bo­żym, a Ewan­ge­lie, pod­da­ne szcze­gó­ło­wej ana­li­zie, po­ka­zu­ją praw­dzi­wy ob­raz Chry­stu­sa.

Wie­dział, ile bę­dzie go kosz­to­wa­ło przy­ję­cie tej praw­dy. Mu­siał­by przy­znać, że ca­łe ży­cie tkwił w błę­dzie i trwa­le zra­zić do sie­bie ca­łą ro­dzi­nę. Jak wie­le był w sta­nie po­świę­cić? Czy nie le­piej by­ło­by uda­wać, że nic się nie sta­ło i żyć sta­rym ży­ciem?

Nie, nie po­tra­fił już te­go ro­bić. Otwo­rzył Bi­blię i czy­tał: „Bło­go­sła­wie­ni, któ­rzy się smu­cą, al­bo­wiem oni bę­dą po­cie­sze­ni. Bło­go­sła­wie­ni, któ­rzy cier­pią prze­śla­do­wa­nia dla spra­wie­dli­wo­ści, al­bo­wiem do nich na­le­ży Kró­le­stwo Nie­bie­skie”.

Pod­jął de­cy­zję.

Zna­lazł Je­zu­sa i niósł Go in­nym

Sta­ło się tak, jak my­ślał. Po­dzi­wia­ny oj­ciec i uko­cha­na mat­ka uzna­li, że stał się apo­sta­tą, utra­cił wiecz­ne zba­wie­nie i spla­mił ho­nor ro­dzi­ny. Nie wy­rze­kli się go, ale wi­dział w ich oczach ogrom­ny ból. Tak bar­dzo ma­rzył o tym, że­by i oni prze­szli kie­dyś dro­gę, któ­rą on po­ko­nał, ale na­wet nie chcie­li o tym sły­szeć.

Choć z wy­kształ­ce­nia był le­ka­rzem, po­sta­no­wił do­dat­ko­wo stu­dio­wać teo­lo­gię. Pro­wa­dził de­ba­ty z naj­le­piej wy­kształ­co­ny­mi oso­ba­mi ze świa­ta is­la­mu, wy­kła­dał na wie­lu uni­wer­sy­te­tach i na­pi­sał słyn­ną książ­kę „Szu­ka­jąc Al­la­ha, zna­la­złem Je­zu­sa”. Oże­nił się i uro­dzi­ła mu się cór­ka. Po­mi­mo wie­lu trud­nych sy­tu­acji i ata­ków ze stro­ny osób, któ­re uwa­ża­ły go za zdraj­cę, nie pod­da­wał się i nie ża­ło­wał wy­bo­ru Chry­stu­sa.

Naj­trud­niej­sza pró­ba mia­ła jed­nak do­pie­ro na­dejść.

Ostat­nia pró­ba

W wie­ku 34 lat pla­no­wał swo­ją przy­szłość, cie­szył się ro­dzi­ną. Ma­rzył, aby za­nieść Ewan­ge­lię na krań­ce świa­ta. Przy­szedł jed­nak pro­blem – przez kil­ka ty­go­dni zma­gał się z upo­rczy­wy­mi bó­la­mi brzucha.Przyjaciołom uda­ło się w koń­cu na­mó­wić go na wi­zy­tę u le­ka­rza.

Dia­gno­za by­ła dru­zgo­cą­ca: w je­go cie­le roz­wi­jał się rak. Na­stęp­ne mie­sią­ce po­ka­za­ły, że nic nie jest w sta­nie go za­trzy­mać.

Kie­dy zo­sta­ło Na­be­elo­wi zo­sta­ło już nie­wie­le cza­su, przy­je­chał do nie­go ta­to, któ­ry chciał się nim za­opie­ko­wać. Choć tak wie­le te­raz ich dzie­li­ło, na­dal ko­chał sy­na i zgo­dził się wy­stą­pić z nim na vlo­gu, na któ­rym ten czy­tał Bi­blię dla swo­ich wi­dzów.

Na­be­el dzię­ko­wał przy­ja­cio­łom za mo­dli­twy w in­ten­cji swo­je­go uzdro­wie­nia, ale jed­no­cze­śnie pod­kre­ślał, że przyj­mu­je Bo­żą wo­lę – jak­kol­wiek by ona nie by­ła. Przed śmier­cią na­pi­sał: „Je­zus był w sta­nie po­wstać z mar­twych. Po­ko­nał śmierć. A w tym ży­ciu nie cho­dzi tyl­ko o ży­cie, któ­re koń­czy się, kie­dy umie­ra­my. Nie ma ab­so­lut­nie ni­cze­go bar­dziej uwal­nia­ją­ce­go niż ta świa­do­mość”.

Ewa Rej­man