Proś­ba to­wa­rzy­szy nam od naj­młod­szych lat. Nic więc dziw­ne­go, że sta­ła się ele­men­tem mo­dli­twy. Proś­ba jest ele­men­tem kul­tu­ry oso­by pro­szą­cej. Gdy ktoś pro­si, mó­wi jed­no­cze­śnie: „Sam nie dam ra­dy, po­móż mi”. Proś­ba wy­ra­ża na­szą bez­rad­ność, brak sa­mo­wy­star­czal­no­ści. Po­sze­rza nasz świat o dru­gą oso­bę, prze­ła­mu­je na­szą py­chę, uczy wdzięcz­no­ści. Ten, kto pro­si, wy­cho­dzi z ego­izmu.

Przyj­rzyj­my się mo­dli­twom proś­by w Pi­śmie Świę­tym. Od po­cząt­ku lu­dzie pro­si­li Bo­ga o po­myśl­ność, do­sta­tek, dłu­gie ży­cie, po­tom­stwo – w tym wi­dzie­li dla sie­bie Bo­że bło­go­sła­wień­stwo. Te­ma­tem próśb by­ło tak­że uwol­nie­nie od wro­gów. Da­ją­cy je Bóg stop­nio­wo ob­ja­wiał, że ma do roz­da­nia co­raz to więk­sze da­ry, któ­re za­czę­to okre­ślać mia­nem zba­wie­nia. Prze­dłu­że­nie do­bre­go ziem­skie­go lo­su, po­ko­ju i wol­no­ści za­czy­na­ło być ma­rze­niem lu­dzi, kie­dy my­śle­li o swo­jej przy­szło­ści po śmier­ci. Uczo­no się dbać o swój oso­bi­sty los, ale ma­my przy­kła­dy mo­dli­twy wsta­wien­ni­czej za swo­ich bli­skich i na­wet za ca­ły lud, cze­go sym­bo­lem stał się Moj­żesz (np. ca­ło­dzien­na mo­dli­twa o zwy­cię­stwo nad Ama­le­ki­ta­mi, bła­ga­nie Pa­na o od­da­le­nie pla­gi wę­ży na pu­sty­ni). Pięk­ny przy­kład mą­drej mo­dli­twy proś­by po­zo­sta­wił Sa­lo­mon, któ­ry za­chę­co­ny przez Bo­ga, nie chciał ani dłu­gie­go ży­cia, ani bo­gactw, ani zgu­by nie­przy­ja­ciół, lecz tyl­ko mą­dre ser­ce. Otrzy­mał to, i o wie­le wię­cej (1 Krl 3,4–15). Jak­że smut­no w tym kon­tek­ście brzmi roz­mo­wa pi­ja­ne­go He­ro­da, któ­ry za­chę­cał do proś­by mło­dziut­ką cór­kę He­ro­dia­dy i obie­cy­wał jej na­wet pół kró­le­stwa, a ta za­ży­czy­ła so­bie gło­wę Ja­na Chrzci­cie­la (Mk 6,17–29).

foto_01-02_08-2015

Je­zus za­pew­nił nas, że Oj­ciec nasz wie, cze­go nam po­trze­ba, wpierw za­nim Go po­pro­si­my (Mt 6,8), i za­raz po tym na­uczył nas mo­dli­twy Oj­cze nasz. Jesz­cze raz pra­gnę po­wtó­rzyć, że w tej mo­dli­twie naj­pierw pro­si­my o wy­peł­nie­nie się spraw Bo­żych (pierw­sze trzy proś­by), a po­tem ludz­kich (ko­lej­ne czte­ry proś­by). Syn Bo­ży nie­ustan­nie chce, aby­śmy mie­li wzrok sku­pio­ny na Oj­cu, aby­śmy od­ry­wa­li się od my­śle­nia tyl­ko o so­bie, o swo­ich spra­wach. Szczy­to­wym punk­tem mo­dli­twy Je­zu­sa, do któ­re­go do­szedł w Ogro­dzie Oliw­nym, jest proś­ba o wy­peł­nie­nie się wo­li Oj­ca. Jest to za­wsze i wszę­dzie wzór mo­dli­twy proś­by dla nas.

Wła­śnie – je­dy­nym przed­mio­tem mo­dli­twy proś­by po­win­no być wy­peł­nie­nie się wo­li Bo­żej co do nas, na­szych bli­skich i ca­łe­go świa­ta. Wiem, że brzmi to tro­chę „nie­osią­gal­nie” – klę­ka­cie i chce­cie pro­sić o coś kon­kret­ne­go (zda­ny eg­za­min itp.), a ksiądz wam ka­że my­śleć o wo­li Bo­żej. Jed­nak tak wła­śnie jest. Mo­dli­twa o wy­peł­nie­nie się wo­li Bo­żej jest „naj­lep­sza” – oka­zu­je­my Bo­gu peł­ne za­ufa­nie, wie­rzy­my, że to, co wy­my­śli, bę­dzie naj­lep­sze dla nas, i da­je­my Mu „wol­ną rę­kę”. Czyż nie moż­na spo­dzie­wać się wów­czas, że Bóg zro­bi wszyst­ko jak naj­le­piej? Prze­cież na­wet je­śli my, choć je­ste­śmy źli, umie­my da­wać do­bre da­ry in­nym, to o ileż bar­dziej On sam, w któ­rym jest sa­mo Do­bro! (por. Łk 11,9–13).

 

ks. Piotr Wró­bel

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: