Rów­no dzie­sięć lat te­mu miał miej­sce spór, któ­ry nic stra­cił na ak­tu­al­no­ści. Do­ty­czył fil­mu.

Za­nim w Śro­dę Po­piel­co­wą 2004 r. od­by­ła się pre­mie­ra no­we­go fil­mu Me­la Gib­so­na, opi­nie od daw­na by­ły po­dzie­lo­ne. Już sam po­mysł pro­duk­cji hol­ly­wo­odz­kiej po­świę­co­nej wy­łącz­nie mę­ce Chry­stu­sa wzbu­dził nie­po­kój wie­lu śro­do­wisk. Ka­to­li­cy oba­wia­li się bluź­nier­stwa, Ży­dzi an­ty­se­mi­ty­zmu. Gib­son był wów­czas jed­nym z nie­licz­nych ka­to­li­ków w Hol­ly­wo­od, któ­rzy pu­blicz­nie wy­zna­wa­li swo­ją wia­rę i zgod­nie z nią ży­li. Zma­so­wa­na kry­ty­ka wy­prze­dzi­ła na­wet na­pi­sa­nie sce­na­riu­sza, co spo­wo­do­wa­ło pro­ble­my ze zna­le­zie­niem dys­try­bu­to­ra.

Po za­mknię­tym po­ka­zie dla pra­sy ga­ze­ta „New Yor­ker” oskar­ży­ła film Gib­so­na o to, że przy­po­mi­na pro­pa­gan­dę na­zi­stow­ską. Na ab­sur­dal­ność te­go ty­pu za­rzu­tów za­re­ago­wał wy­bit­ny ba­dacz kul­tu­ry i hi­sto­ryk Re­né Gi­rard, opi­su­jąc „Pa­sję” ja­ko wy­wa­żo­ną wi­zję, któ­rej ce­lem nie jest oskar­że­nie Ży­dów czy Rzy­mian, ale me­dy­ta­cja wi­dza nad wła­sną prze­wi­ną. Tak­że wśród or­to­dok­syj­nych Ży­dów zna­leź­li się obroń­cy fil­mu, np. ra­bin Da­niel La­pin czy re­cen­zent Mi­cha­el Me­dved.

foto_01-02_05-2014

Po za­mknię­tej pro­jek­cji dla urzęd­ni­ków Ku­rii Rzym­skiej jed­no­gło­śnie wy­ra­zi­li oni apro­ba­tę dla dzie­ła Gib­so­na. Po­ja­wi­ły się pierw­sze po­chwa­ły za teo­lo­gicz­ną głę­bię i re­li­gij­ną wraż­li­wość ob­ra­zu, ale tak­że je­go war­tość ar­ty­stycz­ną.

Kie­dy „Pa­sja” tra­fi­ła na ekra­ny kin, ilość sprzecz­nych opi­nii i gwał­tow­nych re­ak­cji wca­le nie zma­la­ła. Tym ra­zem kry­ty­ka po­ło­ży­ła na­cisk na za­rzut uka­zy­wa­nia nad­mier­nej prze­mo­cy. Na iro­nię za­kra­wa fakt, że wśród ty­lu krwa­wych fil­mów wła­śnie hi­sto­ria ukrzy­żo­wa­nia spo­tka­ła się z oskar­że­nia­mi o „bez­sen­sow­ną prze­moc” czy „prze­sad­ny sa­dyzm”.

Pro­duk­cja Gib­so­na zde­ma­sko­wa­ła igno­ran­cję du­żej czę­ści od­bior­ców w za­kre­sie hi­sto­rii po­wszech­nej i chrze­ści­jań­stwa. Film wpi­su­je się bo­wiem w ga­tu­nek pa­sji o wie­lo­wie­ko­wej tra­dy­cji, do któ­re­go na­le­ża­ły mi­ste­ria i dra­ma­ty pa­syj­ne śre­dnio­wie­cza oraz ba­ro­ku, a sta­no­wi od­po­wied­nik utwo­rów mu­zycz­nych Ba­cha czy Hän­dla, jak rów­nież ob­ra­zów Ca­ra­vag­gia czy Grüne­wal­da.

Pol­skie me­dia wtó­ro­wa­ły głów­nie za­gra­nicz­nym gło­som obu­rze­nia. „Pa­sję” skry­ty­ko­wa­li rów­nież: ks. Adam Bo­niec­ki, re­ży­ser Agniesz­ka Hol­land, a na­wet za­zwy­czaj roz­sąd­ny Sze­wach We­iss. Z gro­na „au­to­ry­te­tów III RP” wy­ła­mał się na­to­miast b. pre­mier Ta­de­usz Ma­zo­wiec­ki. Do re­li­gij­ne­go prze­ży­wa­nia fil­mu przy­zna­li się ta­cy ak­to­rzy, jak Je­rzy Ze­lnik i Ma­rek Kon­drat, ale bro­nił go tak­że ate­ista – słyn­ny kar­dio­log Zbi­gniew Re­li­ga.

Wiem też, że mo­ja ś.p. Pra­bab­cia, oglą­da­jąc w do­mu „Pa­sję”, mi­mo swo­ich 90 lat klę­ka­ła, jak pod­czas od­pra­wia­nia Dro­gi krzy­żo­wej w ko­ście­le. Sam wra­ca­łem z ki­na tak moc­no po­ru­szo­ny, że chy­ba moż­na to na­zwać jed­nym z tych na­wró­ceń, któ­re prze­ży­wa­my kil­ka­krot­nie w cią­gu ży­cia. Ude­rzy­ło mnie, że film opo­wia­da o mi­ło­ści. „W tym prze­ja­wia się mi­łość, że nie my umi­ło­wa­li­śmy Bo­ga, ale że On sam nas umi­ło­wał i po­słał Sy­na swo­je­go ja­ko ofia­rę prze­bła­gal­ną za na­sze grze­chy” (J 4, 10). My­ślę, że wie­lu wi­dzów uświa­do­mi­ło so­bie swo­je uczest­nic­two w grze­chach, za ja­kie cier­piał Chry­stus, i za­ra­zem udział w ła­sce od­ku­pie­nia przez tę mę­kę.

Pa­sja” po­ko­na­ła re­kor­dy oglą­dal­no­ści. W pol­skich ki­nach zo­ba­czy­ło ją 3 mi­lio­ny wi­dzów. Jed­nak na­praw­dę istot­ny jest fakt, że oso­by wie­rzą­ce wie­lo­krot­nie wra­ca­ją do fil­mu Gib­so­na. Co do­wo­dzi, że to war­to­ścio­wy, re­li­gij­ny ob­raz. I wciąż słu­ży głę­bo­kie­mu, re­flek­syj­ne­mu prze­ży­wa­niu Wiel­kie­go Ty­go­dnia – do­kład­nie tak, jak daw­ne mi­ste­ria pa­syj­ne.

 

Mi­chał Nie­niew­ski

 

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: