Problem. Reakcja. Blizna

Czy w ży­ciu wszyst­kie­go trze­ba spró­bo­wać? Z Agniesz­ką Bo­is­se, psy­cho­lo­giem i psy­cho­te­ra­peu­tą z Kli­ni­ki Mał­żeń­skiej przy Ma­ło­pol­skim Cen­trum Psy­cho­te­ra­pii, roz­ma­wia Mag­da Gu­ziak-No­wak.

Mo­ja ko­le­żan­ka al­bo mój ko­le­ga się sa­mo­oka­le­cza. Jak mo­gę po­móc, gdzie szu­kać po­mo­cy?

– War­to po­my­śleć o oso­bie do­ro­słej, do któ­rej mo­że­my się zwró­cić z tym pro­ble­mem, na­wet je­śli nie są to ro­dzi­ce. Oso­bą, u któ­rej moż­na szu­kać wspar­cia mo­że być ktoś z ro­dzi­ny, szkol­ny pe­da­gog, wy­cho­waw­ca czy za­ufa­ny na­uczy­ciel. Cza­sem war­to za­pro­po­no­wać, że wspól­nie po­szu­ka­my oso­by, z któ­rą o tym po­ga­da­my. A ta­ka po­moc mo­że się oka­zać nie­odzow­na.

Fot. Vik­to­ria Lu­ko­ni­na © 123RF.com

Po dru­gie – to bar­dzo waż­ne – sta­raj­my się być przy­ja­cie­lem a nie te­ra­peu­tą al­bo ro­dzi­cem. Mło­dzi lu­dzie ma­ją ce­chę, któ­ra jest szla­chet­na, ale też czę­sto nie­bez­piecz­na – chcą wszyst­kim po­ma­gać, ma­ją du­żo em­pa­tii, są wraż­li­wi na cier­pie­nie in­nych. Gdy ma­my do czy­nie­nia z sa­mo­oka­le­cze­nia­mi, trze­ba uwa­żać, aby nie brać na sie­bie od­po­wie­dzial­no­ści za tę sy­tu­ację. War­to roz­ma­wiać i wspie­rać, ale nie fun­do­wać ko­le­żan­ce czy przy­ja­cie­lo­wi „te­ra­pii na wła­sną rę­kę”, bo spra­wa mo­że być zbyt po­waż­na.

I jesz­cze jed­no. Przy­ja­ciel mo­że nam szep­nąć do ucha: „Po­wiem ci coś w se­kre­cie”. Oczy­wi­ście, je­ste­śmy zo­bo­wią­za­ni do za­cho­wa­nia ta­jem­ni­cy, ale jest tu je­den wy­ją­tek. Gdy­by je­go zdro­wie lub ży­cie by­ło za­gro­żo­ne, mu­si­my o tym po­in­for­mo­wać oso­by do­ro­słe.

A je­śli przy­ja­ciel nie przyj­dzie do nas ze swo­im se­kre­tem, ale do­my­śla­my się, że coś jest nie tak? Co po­win­no wzbu­dzić nasz nie­po­kój?

– Je­śli do­brze zna­my dru­gie­go czło­wie­ka, to ła­twiej bę­dzie nam za­uwa­żyć, że coś jest nie tak. Sy­gna­łem do za­in­te­re­so­wa­nia mo­gą być nie­ty­po­we zmia­ny, któ­re za­szły w funk­cjo­no­wa­niu tej oso­by. Na­szą uwa­gę mo­że zwró­cić izo­la­cja, od­cię­cie się od świa­ta, ucie­ka­nie z kon­tak­tu, wy­co­fa­nie, przy­gnę­bie­nie, smu­tek, płacz­li­wość, roz­draż­nie­nie. Za­sta­na­wia­ją­cy jest też nie­ty­po­wy ubiór – dla­cze­go ko­le­żan­ka no­si dłu­gą, gru­bą blu­zę w upal­ny, czerw­co­wy dzień?

Ok, za­uwa­ży­li­śmy, że coś jest nie tak. Co da­lej?

– Za­py­taj­my: „Wi­dzę, że coś się dzie­je. Czy mo­gę ci po­móc? Czy chcesz się ze mną czymś po­dzie­lić?”. Na­wet je­śli wi­dzi­my sa­mo­oka­le­cze­nia, nie ko­men­tuj­my ich. Za­miast mó­wić: „Wi­dzę, że się po­cię­łaś”, za­ga­daj­my: „Czy w two­im ży­ciu coś się sta­ło, zmie­ni­ło?”.

W roz­mo­wie trze­ba być de­li­kat­nym. Ma­my ten­den­cję do da­wa­nia pro­stych i, w na­szym prze­ko­na­niu, sku­tecz­nych rad. Ale ko­men­tarz „Tniesz się, mu­sisz iść do psy­chia­try” to nie jest po­moc, ale oce­na, któ­ra mo­że spra­wić, że dru­ga stro­na za­mknie się na roz­mo­wę. Po­za tym sa­mo­oka­le­cze­nia naj­czę­ściej nie są cho­ro­bą psy­chicz­ną, ale ob­ja­wem in­nych kło­po­tów. Np. ktoś się tnie, bo ma pro­ble­my w na­uce, roz­stał się z dziew­czy­ną al­bo je­go ro­dzi­ce się roz­wo­dzą. Skie­ro­wa­nie go do psy­chia­try nie ma sen­su, bo gdy gro­żą mu trzy je­dyn­ki na świa­dec­twie, mo­że wy­star­czy go po pro­stu wy­słać na ko­re­pe­ty­cje.

To jak roz­po­znać, czy to cho­ro­ba, czy ob­jaw in­nych pro­ble­mów?

– Po­wiem tak: oso­by, któ­re się sa­mo­oka­le­cza­ją, nie za­wsze są cho­re psy­chicz­nie, ale za­wsze po­trze­bu­ją po­mo­cy. Tną się, bo ma­ją nie­roz­wią­za­ny pro­blem i sa­me już nie da­ją ra­dy go dźwi­gać. Cię­cie się mo­że być ob­ja­wem cho­ro­by np. de­pre­sji, ale jak po­wie­dzia­łam, naj­czę­ściej to ozna­ka in­nych kło­po­tów i spo­sób na ich od­re­ago­wa­nie. Nie sta­wiaj­my dia­gno­zy sa­mo­dziel­nie! Roz­róż­nie­nie, z czym ma­my do czy­nie­nia, zo­staw­my spe­cja­li­ście. To on oce­ni, czy jest po­trzeb­na np. te­ra­pia al­bo le­ki, czy wy­star­czy emo­cjo­nal­ne wspar­cie.

W czym te­ra­peu­ta jest lep­szy ode mnie – przy­ja­cie­la?

– Ma nie­zbęd­ną wie­dzę, jest pro­fe­sjo­nal­nie przy­go­to­wa­ny do nie­sie­nia po­mo­cy. Po­tra­fi spoj­rzeć na spra­wę z dy­stan­sem, na chłod­no, co jest bar­dzo waż­ne, bo gdy je­ste­śmy emo­cjo­nal­nie za­an­ga­żo­wa­ni, mo­że­my nie wy­chwy­cić waż­nych szcze­gó­łów. Waż­ne jest to, o czym mó­wi­łam wcze­śniej – przy­ja­cie­le ma­ją ten­den­cję do bra­nia od­po­wie­dzial­no­ści za czy­jeś kło­po­ty, a to na pew­no nie roz­wią­że pro­ble­mu sa­mo­oka­le­cza­nia. Przy­ja­ciel mo­że wspie­rać, ale to te­ra­peu­ta le­czy.

W roz­mo­wie trze­ba być de­li­kat­nym. Ma­my ten­den­cję do da­wa­nia pro­stych i, w na­szym prze­ko­na­niu, sku­tecz­nych rad. Ale ko­men­tarz „Tniesz się, mu­sisz iść do psy­chia­try” to nie jest po­moc, ale oce­na.

Cza­sa­mi cię­cie się to spo­sób na szpan al­bo „wpi­so­we”, aby do­łą­czyć do ja­kiejś gru­py, bo „wszy­scy tak ro­bią”. Ale ja nie chcę. Jak w ta­kiej sy­tu­acji po­wie­dzieć „nie”?

– Nie bać się od­ma­wiać i ja­sno po­wie­dzieć „nie”, po pro­stu. Sze­ro­ko po­ję­ta aser­tyw­ność bar­dzo się przy­da­je. Po­cie­sza­ją­ca mo­że być myśl, że nie jest to ani pierw­sza, ani ostat­nia sy­tu­acja, kie­dy nie ma­my ocho­ty cze­goś ro­bić, mi­mo że ktoś te­go od nas ocze­ku­je. Nikt z nas nie uro­dził się z aser­tyw­no­ścią, trze­ba się jej na­uczyć.

Jak?

– Przy­glą­dać się so­bie i swo­im uczu­ciom. Za­da­wać so­bie py­ta­nia: „Czy ja mam na to ocho­tę? Ja­ka jest mo­ja mo­ty­wa­cja? Czy chcę to zro­bić tyl­ko po to, aby do­łą­czyć do gru­py?”. Je­śli od­po­wiedź na ostat­nie py­ta­nie brzmi „tak”, war­to się za­sta­no­wić, czy na­praw­dę chcę na­le­żeć do śro­do­wi­ska osób, któ­re nie po­dzie­la­ją mo­ich po­glą­dów. A mo­że le­piej po­szu­kać gru­py, któ­ra wy­zna­je war­to­ści po­dob­ne do mo­ich?

Je­śli czu­je­my, że nie chce­my ro­bić cze­goś wbrew so­bie np. pić al­ko­ho­lu, pa­lić pa­pie­ro­sów czy się sa­mo­oka­le­czać, po­zwól­my so­bie te­go nie chcieć, nie zmu­szaj­my się, nie prze­kra­czaj­my na si­łę swo­ich gra­nic. Skut­ka­mi ta­kiej de­cy­zji mo­gą być od­rzu­ce­nie i dez­apro­ba­ta ze stro­ny in­nych, ale też… sa­tys­fak­cja, że obro­ni­li­śmy swo­je war­to­ści. I na przy­szłość – im wię­cej ra­zy obro­ni­my swo­je gra­ni­ce, tym więk­szą ła­twość bę­dzie­my mieć w od­ma­wia­niu.

Pa­mię­taj­my, aby swo­je uczu­cia ko­mu­ni­ko­wać ja­sno i nie­agre­syw­nie. Na­sza od­mo­wa po­win­na być kon­kret­na, ale nie­obraź­li­wa.

Po­dob­no cię­cie się przy­no­si ulgę. Czy moż­na się od te­go uza­leż­nić?

– Jest ta­kie ry­zy­ko, szcze­gól­nie gdy cię­cie się to je­dy­ny lub głów­ny spo­sób roz­ła­do­wy­wa­nia na­pię­cia. War­to więc szu­kać in­nych po­my­słów. Nie­oce­nio­ne są wszel­kie for­my ak­tyw­no­ści fi­zycz­nej np. jaz­da na ro­we­rze, pły­wa­nie czy choć­by re­gu­lar­ne spa­ce­ry. Po­moc­ne w roz­ła­do­wa­niu na­pię­cia są też roz­mo­wy z bli­ski­mi oso­ba­mi czy wszel­ka twór­czość np. pi­sa­nie, ma­lo­wa­nie. War­to po­znać róż­ne spo­so­by ko­mu­ni­ko­wa­nia oto­cze­niu, że mam trud­ną spra­wę, z któ­rą so­bie nie ra­dzę i chcia­ła­bym o niej po­ga­dać.

A gdy­by tak spró­bo­wać tyl­ko je­den raz…?

– Za­sad­ni­cze py­ta­nie brzmi: „Ale po co?”. Co chcę w ten spo­sób spraw­dzić? Czy chcę so­bie coś „udo­wod­nić”? Czy chcę się upodob­nić do ja­kiejś gru­py, na któ­rej z róż­nych przy­czyn mi za­le­ży, a mo­że po pro­stu spraw­dzić, czy bo­li?

Zo­ba­czyć z cie­ka­wo­ści.

– To nor­mal­ne, że cią­gnie nas do no­wych do­świad­czeń, ale czy w ży­ciu na­praw­dę trze­ba wszyst­kie­go spró­bo­wać? Nie. Po­dob­nie jest w skle­pie – wie­le rze­czy nas ku­si, ale prze­cież nie wszyst­ko ku­pu­je­my. Za­daj­my so­bie jesz­cze jed­no py­ta­nie: „Ja­kie bę­dą kon­se­kwen­cje mo­je­go wy­bo­ru, na­wet je­śli zro­bię to tyl­ko raz?”. Bli­zna i wspo­mnie­nie te­go wy­da­rze­nia po­zo­sta­nie w nas na za­wsze. Wra­ca­my do po­cząt­ku: „Ale po co mi to?”.

Dzię­ku­ję za roz­mo­wę.

Pa­ni Agniesz­ka Bo­is­se jest te­ra­peu­tą w Kli­ni­ce Mał­żeń­skiej przy Ma­ło­pol­skim Cen­trum Psy­cho­te­ra­pii w Kra­ko­wie

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.