Po co nam Kościół?

Je­stem księ­dzem, za­kon­ni­kiem, pi­ja­rem i uwa­żam się za szczę­śliw­ca.

W Ko­ście­le – pi­sa­nym wiel­ką li­te­rą „k” – i w ko­ście­le – pi­sa­nym ma­łą „k” – ni­gdy się nie nu­dzę. Mo­że dla­te­go tak do­brze się w nim czu­ję. Ko­ściół ko­ja­rzy mi się z nie­ustan­ną ak­tyw­no­ścią.

A ty: ja­kie masz sko­ja­rze­nia ze sło­wem „ko­ściół”? Od­po­wie­dzi bę­dzie ty­sią­ce. Ktoś mo­że nie naj­le­piej po­my­śleć o księ­żach, in­ny mo­że przy­po­mni so­bie swo­ją bab­cię, któ­ra scho­ro­wa­na z tru­dem cho­dzi­ła do ko­ścio­ła i dzi­wi­ła się, że wnu­ki nie chcą do nie­go cho­dzić. Ko­muś in­ne­mu ko­ściół w ogó­le ko­ja­rzy się z gru­pą star­szych osób, któ­re ni­by po ci­chu, ale tak na­praw­dę szep­tem od­ma­wia­ją ró­ża­niec, jesz­cze in­ne­mu ko­ja­rzy się on z twar­dy­mi i nie­wy­god­ny­mi ław­ka­mi. In­nym przy­po­mi­na­ją się du­ży krzyż, ob­ra­zy, fi­gu­ry, ma­lo­wi­dła, wi­tra­że…

Fot. unsplash.com / Ja­mes Owen

Ni­czym kart­ka w książ­ce

Czym jest Ko­ściół? Jest on po­dob­ny do mał­żeń­stwa. Czy isto­tę mał­żeń­stwa moż­na spro­wa­dzić do ob­rą­czek, ce­re­mo­nii za­ślu­bin czy kon­trak­tu? Mał­żeń­stwo to coś wię­cej – to re­la­cja opar­ta na mi­ło­ści, za­ufa­niu i wier­no­ści. Po­dob­nie isto­tą Ko­ścio­ła nie jest je­dy­nie in­sty­tu­cja, ale re­la­cja po­mię­dzy Bo­giem a Je­go lu­dem. I nie ozna­cza to re­la­cji po­mię­dzy Bo­giem a każ­dym po­je­dyn­czym czło­wie­kiem, ale mię­dzy Bo­giem a wspól­no­tą lu­dzi. Wia­ra chrze­ści­jań­ska za­kła­da tzw. re­la­cję pio­no­wą, czy­li więź czło­wie­ka z Bo­giem oraz re­la­cję po­zio­mą, czy­li na­sze re­la­cje z in­ny­mi. Każ­dy ochrzczo­ny jest ni­czym kart­ka pa­pie­ru włą­czo­na do książ­ki ja­ko jej część. W ten spo­sób hi­sto­ria każ­de­go chrze­ści­ja­ni­na, tak he­ro­icz­ność je­go świę­to­ści, jak i tra­ge­dia je­go grze­chu, skła­da się na hi­sto­rię ca­łe­go Ko­ścio­ła. No­wy Te­sta­ment zna wie­lu po­je­dyn­czych bo­ha­te­rów, ale nie sa­mot­ni­ków. Dwóch rze­czy na pew­no nie moż­na zro­bić w sa­mot­no­ści: żyć w mał­żeń­stwie i być chrze­ści­ja­ni­nem.

Chrze­ści­ja­nin po­za wspól­no­tą jest jak wę­gie­lek po­za ogni­skiem: za­czy­na przy­ga­sać, chłod­nie­je…

Pe­wien mło­dy czło­wiek od­wie­dził swo­je­go dziad­ka, by opo­wie­dzieć mu o swo­ich wąt­pli­wo­ściach w wie­rze. Sie­dzie­li wte­dy obaj przy ko­min­ku. Dzia­dek – nic nie mó­wiąc – pod­szedł do ko­min­ka, szczyp­ca­mi wy­jął z pło­mie­ni roz­pa­lo­ny do czer­wo­no­ści wę­gie­lek i po­ło­żył go obok pa­le­ni­ska. Na­dal nic nie mó­wił. Po pa­ru mi­nu­tach wę­gie­lek prze­stał się ża­rzyć i w koń­cu wy­gasł. Wte­dy wło­żył go z po­wro­tem do ognia. I wkrót­ce znów był pe­łen bla­sku. Dzia­dek na­dal ni­cze­go nie tłu­ma­czył, nie prze­ko­ny­wał, ale ów mło­dy czło­wiek zro­zu­miał… Chrze­ści­ja­nin po­za wspól­no­tą jest jak wę­gie­lek po­za ogni­skiem, za­czy­na przy­ga­sać, chłod­nie­je…

By świe­ci­ło wszyst­kim, któ­rzy są w do­mu

Pro­wa­dząc ży­cie du­cho­we zda­rza się, że Pan Bóg nie tyl­ko za­pa­la, ale wręcz roz­pa­la w nas pło­mień wia­ry. „Nie za­pa­la się świa­tła i nie sta­wia pod kor­cem, ale na świecz­ni­ku, aby świe­ci­ło wszyst­kim, któ­rzy są w do­mu. Tak niech świe­ci wa­sze świa­tło przed ludź­mi, aby wi­dzie­li wa­sze do­bre uczyn­ki i chwa­li­li Oj­ca wa­sze­go, któ­ry jest w nie­bie” Mt 5, 15–16.

Jak dziec­ko po­trze­bu­je ro­dzi­ny, tak chrze­ści­ja­nin po­trze­bu­je wspól­no­ty. Je­zus mó­wił o so­bie, że jest Do­brym Pa­ste­rzem. Na­tu­rą owiec nie jest ży­cie sa­mot­ne, ale ży­cie w sta­dach. Ktoś kie­dyś po­wie­dział, że ra­dość dzie­lo­na z dru­gą oso­bą to po­dwój­na ra­dość, a smu­tek dzie­lo­ny z dru­gim czło­wie­kiem to po­ło­wa smut­ku.

Po co nam Ko­ściół? Naj­kró­cej mó­wiąc, do zba­wie­nia. W ka­te­chi­zmie dla mło­dych Youcat czy­ta­my: „Bóg chce Ko­ścio­ła, po­nie­waż chce zba­wić nas nie po­je­dyn­czo, lecz we wspól­no­cie. Chce uczy­nić z ca­łej ludz­ko­ści swój lud. Nikt nie po­dą­ża do nie­ba aspo­łecz­ną dro­gą. Kto my­śli je­dy­nie o so­bie i zba­wie­niu wła­snej du­szy, ży­je aspo­łecz­nie. A to, tak w nie­bie, jak i na zie­mi, jest nie­moż­li­we. Sam Bóg nie jest aspo­łecz­ny”. Bóg Oj­ciec, Syn Bo­ży i Duch Świę­ty to wspól­no­ta Osób Bo­skich. A czło­wiek zo­stał prze­cież stwo­rzo­ny na Je­go ob­raz i po­do­bień­stwo.

o. Ja­cek Wo­lan SchP