No­wy obiekt w cy­ber­świe­cie

Po­my­śleć, że jesz­cze kil­ka dni te­mu za­słu­cha­ny w fa­le Bał­ty­ku sie­dzia­łem na pla­ży. Dziś szum mo­rza za­stą­pił… głos wy­cho­waw­cy, a punk­tem ob­ser­wa­cyj­nym stał się pro­sto­kąt – kla­so­wa ta­bli­ca. Mar­na per­spek­ty­wa… choć na­uczy­cie­le twier­dzą, że sku­pia­nie na niej uwa­gi zwięk­sza wi­do­ki na przy­szłość! Po­czą­tek szko­ły to dla mnie trud­ny czas. Nie­ste­ty, ży­cie skła­da się nie tyl­ko z przy­jem­no­ści. Jest zmien­ne jak mor­ska fa­la: od eu­fo­rii po me­lan­cho­lię. Skraj­ne uczu­cia na­pę­dza­ją jed­nak do dzia­ła­nia. Ktoś za­czy­na śpie­wać pio­sen­ki, in­ny od­kry­wa ta­lent do po­brzę­ki­wa­nia na gi­ta­rze lub po­sta­na­wia zo­stać al­pi­ni­stą. Ja w swym koń­co­wo­wa­ka­cyj­nym roz­złosz­cze­niu za­czą­łem pi­sać. To bę­dzie mo­je an­ti­do­tum na rów­na­nia, róż­nicz­ki, wy­kre­sy, nie­zro­zu­mia­łe de­fi­ni­cje, ob­ce sło­wa; na róż­ne ukła­dy – od­de­cho­we, krwio­no­śne i te naj­trud­niej­sze – kla­so­we! Mu­si­cie wie­dzieć, że ja in­te­re­su­ję się tyl­ko jed­nym ukła­dem – sło­necz­nym. Po­nad rok od­kła­da­nia kie­szon­ko­we­go i wresz­cie go mam – te­le­skop! Wie­czo­ra­mi oglą­dam księ­życ, gwiaz­dy i pla­ne­ty. A dziś stwo­rzy­łem wła­sną! Wła­śnie wkro­czy­li­ście na jej ob­szar. No­wy obiekt w cy­ber­świe­cie na­zwa­łem: „Pla­ne­ta Ama­de­usz” – to mój blog. Dla­cze­go Ama­de­usz? Tak mam na imię. No cóż, mój ta­ta nad wszyst­ko ko­cha Mo­zar­ta. Szko­da, że na przy­kład nie Vi­val­die­go… Zde­cy­do­wa­nie wo­lał­bym być Ant­kiem!

foto_01-02_17-2016

Nie mo­ja baj­ka

Po zrzu­ce­niu ga­lo­wych ubrań za­czę­li­śmy w kla­sie wy­glą­dać zu­peł­nie nor­mal­nie. Nie­ste­ty wszyst­ko in­ne też wró­ci­ło do nor­my. Ze­non Pie­tru­cha – „szkol­ny Le­wan­dow­ski”, bo­żysz­cze dziew­czyn, idol chło­pa­ków, przy­wi­tał mnie tra­dy­cyj­nym: „Cześć fra­je­rze”. Gnę­bi mnie od cza­su mo­je­go „po­pi­su” w ubie­gło­rocz­nych roz­gryw­kach mię­dzysz­kol­nych. Zresz­tą wca­le mu się nie dzi­wię…

Ni­gdy nie fa­scy­no­wa­ło mnie bie­ga­nie za pił­ką (kil­ka zbęd­nych ki­lo­gra­mów tro­chę mi w tym prze­szka­dza). Zmu­sza­ny do ak­tyw­no­ści fi­zycz­nej przez ro­dzi­ców (ma­ma jest le­ka­rzem) przy­cho­dzi­łem na SKS-y. Ku me­mu zdu­mie­niu tre­ner wy­sta­wił mnie na bram­ce w bar­dzo waż­nym me­czu dru­ży­ny szkol­nej. Ka­pi­ta­nem był oczy­wi­ście Ze­nek. Szło nam nie­źle aż do mo­men­tu, w któ­rym zbli­ża­ją­ca się z za­wrot­ną pręd­ko­ścią pił­ka prze­le­cia­ła cen­tral­nie mię­dzy mo­imi no­ga­mi i za­czę­ła tur­lać się do na­szej bram­ki. Przez mo­je ga­pio­stwo stra­ci­li­śmy go­la i tym spo­so­bem od­pa­dli­śmy z roz­gry­wek. Gra w pił­kę to nie jest mo­ja baj­ka – za­wsze wo­la­łem gwiaz­dy na nie­bie od tych na bo­isku. Za­miast, jak moi kum­ple, zbie­rać na­klej­ki ze spor­to­wy­mi ido­la­mi, ku­po­wa­łem al­bu­my o astro­no­mii i ko­smo­sie.

Uczeń – ter­mi­na­tor

Ma­ma ka­za­ła mi dziś iść do den­ty­sty, dziu­ra w piąt­ce się po­więk­sza... Jed­nak sta­now­czo od­mó­wi­łem. Na geo­gra­fię trze­ba po­wtó­rzyć ob­sza­ry upraw i cho­wu zwie­rząt na świe­cie, z che­mii na za­da­nie trze­ba okre­ślić stop­nie utle­nie­nia kil­ku pier­wiast­ków na pod­sta­wie kon­fi­gu­ra­cji elek­tro­no­wej po­wło­ki wa­len­cyj­nej. Co­kol­wiek to zna­czy… I cze­ka­ją na mnie Cier­pie­nia mło­de­go Wer­te­ra. W związ­ku z tym po­sta­no­wi­łem so­bie oszczę­dzić cier­pień wła­snych. Den­ty­sta nie za­jąc, nie uciek­nie! Ja na­to­miast ucie­kam do na­uki, wra­cam wkrót­ce. Za­glą­daj­cie na mo­ją pla­ne­tę!

Iwo­na Biń­czyc­ka-Ko­łacz

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: