Gó­ra śmie­chu

15 ma­ja

Dziś wy­cho­waw­czy­ni oznaj­mi­ła nam, że otrzy­ma­my świe­żą krew. Na chwi­lę za­pa­dła gro­bo­wa ci­sza, ja­kiej na ogół w na­szej kla­sie nie by­wa. Do­pie­ro po dłuż­szej chwi­li, gdy oka­za­ło się, że nie cho­dzi o żad­ną trans­fu­zję, znów za­pa­no­wa­ło roz­luź­nie­nie. „Świe­żą krwią” bę­dzie no­wy na­uczy­ciel od nie­miec­kie­go! Na­sza „Niem­ka” idzie na urlop ma­cie­rzyń­ski. Za­stą­pi ją pan Ku­ra. Po­noć do­pie­ro co skoń­czył stu­dia. Ta­ki mło­dy na­uczy­ciel to miód na ser­ce. Jest na­dzie­ja, że to my bę­dzie­my rzą­dzić! Na prze­rwie za­cho­dzi­li­śmy w gło­wę, ja­kie te­sty dla pa­na Ku­ry przy­go­to­wać na po­czą­tek. Nie cho­dzi oczy­wi­ście o te­sty ję­zy­ko­we, ale spraw­dzian je­go wy­trzy­ma­ło­ści. Trze­ba zba­dać, cze­go moż­na się spo­dzie­wać po no­wym na­byt­ku. Pierw­szy po­mysł pod­da­ła An­ka. Wszy­scy pod­chwy­ci­li go z wiel­kim en­tu­zja­zmem. Nikt nie słu­chał Zen­ka, któ­ry pró­bo­wał go wy­per­swa­do­wać, wo­ła­jąc na ca­ły re­gu­la­tor: „To prze­gię­cie”! Ania na­tych­miast prze­szła do re­ali­za­cji za­da­nia. Wraz z dwie­ma oso­ba­mi, któ­re sły­ną z ta­len­tu pla­stycz­ne­go, za­czę­ła ry­so­wać kur­nik. W koń­cu to naj­lep­sze lo­kum dla „Ku­ry”! Z mi­nu­ty na mi­nu­tę ta­bli­ca za­peł­nia­ła się grzę­da­mi z kwo­ka­mi. Ale ja­ja! Ja­ja też by­ły, rzecz ja­sna, na ry­sun­ku, ale i po­tem… Na­uczy­ciel wszedł do sa­li i zda­wał się nie ro­zu­mieć żar­tu. „Dzień do­bry. Na­zy­wam się Wi­told Gó­ra. Bę­dzie­my wspól­nie uczyć się ję­zy­ka nie­miec­kie­go”. I wte­dy by­ła gó­ra, ale śmie­chu!

foto_01-01_11-2017

Wa­ga­ry

16 ma­ja

W re­gu­la­mi­nie na­szej szko­ły jest za­pi­sa­ne, że mo­że­my mieć tyl­ko je­den spraw­dzian dzien­nie. Na dziś za­po­wie­dzia­no aż trzy! Przy czym pa­ni od geo­gra­fii twier­dzi, że u niej to tyl­ko kart­ków­ka. Pierw­szy raz sły­szę o kart­ków­ce, spraw­dza­ją­cej wia­do­mo­ści z ca­łe­go se­me­stru! Ale nic mnie już nie zdzi­wi! Kla­sa się zbun­to­wa­ła. Po pierw­szej lek­cji ma­my wy­ru­szyć na wa­ga­ry. Tro­chę się wa­ham. Bo­ję się, co po­wie­dzą ro­dzi­ce. Ma­ją do mnie ogrom­ne za­ufa­nie… An­ka, sły­sząc jak dzie­lę się wąt­pli­wo­ścia­mi z Tom­kiem, klep­nę­ła mnie w ra­mię i za­czę­ła na­ma­wiać do złe­go: „Ogar­nij się! To tyl­ko czte­ry go­dzi­ny! Je­śli pój­dzie­my ca­łą kla­są, to nic nam nie zro­bią. Prze­cież wszyst­kich nas ze szko­ły nie wy­rzu­cą! Na­uczy­cie­le do­sta­ną pstrycz­ka w nos za ła­ma­nie szkol­ne­go ko­dek­su”. Nie chcia­łem być okrzyk­nię­ty cy­ko­rem, dla­te­go w koń­cu zde­cy­do­wa­łem się na uciecz­kę z lek­cji. Trzy ku­jo­ny zo­sta­ły w kla­sie, a ca­ła resz­ta po­szła na spa­cer do po­bli­skie­go par­ku. Wró­ci­li­śmy na ostat­nią lek­cję, któ­ra i tak się nie od­by­ła, bo za­stą­pi­ła ją po­ga­dan­ka o skut­kach wa­ga­ro­wa­nia, któ­re de fac­to nie oka­za­ły się zbyt do­tkli­we: nie­uspra­wie­dli­wio­na obec­ność i na­ga­na. Wy­cho­waw­czy­ni po­in­for­mo­wa­ła nas, że wy­sła­ła już SMS-y do na­szych ro­dzi­ców! To by­ła dla mnie praw­dzi­wa ka­ra – świa­do­mość, że spra­wi­łem za­wód ma­mie.

 

Wsze­dłem tro­chę sko­ło­wa­ny do do­mu. Spoj­rza­łem na stół i oczom nie mo­głem uwie­rzyć! Le­ża­ła na nim ko­mór­ka ma­my. Aku­rat dziś jej za­po­mnia­ła! Nie­wie­le my­śląc, usu­ną­łem SMS-a od wy­cho­waw­czy­ni. Jed­nak wy­rzu­ty su­mie­nia nie po­zwa­la­ły mi za­snąć. Mu­sia­łem po­wie­dzieć ma­mie praw­dę. Jej re­ak­cja to­tal­nie mnie za­sko­czy­ła: „Sy­nu, ro­zu­miem, że nie chcia­łeś, by na­zwa­no cię tchó­rzem, nie chcia­łeś na­ra­zić się na śmiesz­ność. Nie prze­pra­szaj, tyl­ko nie rób te­go wię­cej. Przy­znam, że ja ni­gdy nie by­łam na wa­ga­rach i te­raz cza­sem mam ocho­tę so­bie je zro­bić… Ale w pra­cy nie jest to już, nie­ste­ty, moż­li­we”.

 

Iwo­na Biń­czyc­ka-Ko­łacz

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: