Nie­któ­rzy uwa­ża­ją piel­grzym­ki za ta­nią al­ter­na­ty­wę obo­zów i ko­lo­nii. To nie do koń­ca tak. Aby piel­grzy­mo­wa­nie mia­ło sens, trze­ba speł­nić kil­ka „wa­run­kó­wˮ.

In­ten­cja

Czy kie­dy wy­bie­rasz się na luk­su­so­we wa­ka­cje do Chor­wa­cji, za­kła­dasz, że bę­dą one for­mą za­dość­uczy­nie­nia? Nie... Ina­czej jest z piel­grzym­ką. De­cy­du­je­my się na od­wie­dze­nie wy­bra­ne­go świę­te­go miej­sca, bo ma­my po­wód, cel, in­ten­cję.

Piel­grzym­ka mo­że mieć cha­rak­ter dzięk­czyn­ny. Je­ste­śmy wdzięcz­ni Pa­nu Bo­gu za dar zdro­wia, szczę­śli­we zda­nie eg­za­mi­nów, zgo­dę w ro­dzi­nie i po­dej­mu­je­my wy­si­łek piel­grzy­mo­wa­nia, że­by to wy­ra­zić. Szcze­gól­nie wzru­sza­ją­cym dla mnie świa­dec­twem był wi­dok star­sze­go już pa­na, któ­ry ra­zem ze mną brał udział w Pie­szej Piel­grzym­ce Po­znań­skiej na Ja­sną Gó­rę. Do po­ko­na­nia mie­li­śmy 300 km. Pie­szo. W desz­czu i pa­lą­cym słoń­cu. Pew­ne­go dnia po­wie­dział mi, że idzie, bo Pan Bóg wy­zwo­lił go z al­ko­ho­li­zmu. Z po­wo­du je­go pi­cia roz­pa­dła się ca­ła ro­dzi­na – ode­szła żo­na i ode­szły dzie­ci. Wte­dy się po­zbie­rał i skoń­czył z na­ło­giem. Od te­go cza­su, czy­li już 28. rok, idzie, by po­dzię­ko­wać za ży­cie w wol­no­ści.

foto_01-01_15-16-2013

Wie­lu piel­grzy­mów uda­je się na szlak z proś­bą. Czy to pie­szo, czy au­to­ka­rem cią­gną do Czę­sto­cho­wy ma­tu­rzy­ści. Do Sank­tu­arium Ro­dzin­nych Bło­go­sła­wieństw w Le­śnio­wie przy­jeż­dża­ją ro­dzi­ny z ma­ły­mi dzieć­mi, ko­bie­ty w sta­nie bło­go­sła­wio­nym i star­sze mał­żeń­stwa. Wszy­scy wie­rzą, że moc bło­go­sła­wień­stwa zle­je na ich ro­dzi­ny Bo­że ła­ski.

Moż­na też piel­grzy­mo­wać, by za­dość­uczy­nić Pa­nu Bo­gu i lu­dziom za swo­je wy­stęp­ki.

Trud

W piel­grzym­ce, oprócz in­ten­cji, waż­ny jest wy­si­łek. War­to wy­brać ta­ką for­mę piel­grzy­mo­wa­nia, któ­ra fak­tycz­nie bę­dzie dla nas umar­twie­niem. Trze­ba to zro­bić roz­trop­nie – prze­cież nie cho­dzi wca­le o to, by oso­by z nad­ci­śnie­niem, zła­ma­ną no­gą i za­wa­łem ser­ca szły kil­ka­set ki­lo­me­trów. Wy­rze­cze­nie moż­na pod­jąć tak­że pod­czas piel­grzym­ki au­to­ka­ro­wej – np. w for­mie po­stu. Czy­li pod­czas piel­grzym­ki od­ma­wia­my so­bie ulu­bio­nych po­traw, wy­bie­ra­my to, co nam mniej sma­ku­je. Umar­twie­niem bę­dzie tak­że od­stą­pie­nie ko­muś swo­je­go miej­sca w za­tło­czo­nym ko­ście­le czy roz­mo­wa z ko­le­gą lub ko­le­żan­ką, za któ­rą naj­mniej prze­pa­da­my.

Mo­dli­twa

Mo­że się to wy­dać ba­nal­ne, ale pod­czas piel­grzym­ki trze­ba pa­mię­tać o... mo­dli­twie. O sku­pie­niu bar­dzo ła­two za­po­mnieć zwłasz­cza wte­dy, gdy piel­grzy­mu­je­my w gro­nie przy­ja­ciół. Waż­ne, że­by nie zgu­bić te­go wy­mia­ru, gdyż piel­grzym­ka nie jest wiel­ką im­pre­zą. To czas, któ­ry jest za­re­zer­wo­wa­ny ow­szem dla dru­gie­go czło­wie­ka, ale przede wszyst­kim dla Pa­na Bo­ga. W Je­go obec­no­ści ma­my się za­sta­no­wić nad de­cy­zja­mi, któ­re po­dej­mu­je­my, przyj­rzeć się re­la­cjom z naj­bliż­szy­mi, za­py­tać o to, ja­ki jest Je­go po­mysł na na­sze ży­cie, jak mo­że­my naj­le­piej peł­nić Je­go wo­lę. Od­po­wiedź naj­ła­twiej usły­szeć w sa­mot­no­ści, w kon­tak­cie je­den na jed­ne­go. Dla­te­go mi­mo że je­ste­śmy w tłu­mie za­dbaj­my o to, że­by wy­go­spo­da­ro­wać tro­chę cza­su na „sam na sam ze Stwór­cąˮ.

foto_02-01_15-16-2013

Po­sta­no­wie­nie po­pra­wy

Na za­koń­cze­nie piel­grzym­ki war­to po­my­śleć o tym, co na sta­łe chcie­li­by­śmy zmie­nić na lep­sze. Mo­że za­cznie­my pra­co­wać nad na­szą wa­dą, któ­ra szcze­gól­nie do­ku­cza do­mow­ni­kom? Mo­że po­sta­no­wi­my bar­dziej an­ga­żo­wać się w ży­cie ro­dzin­ne: spę­dzać wię­cej cza­su z ro­dzeń­stwem, po­ma­gać w obo­wiąz­kach, wy­rę­czać ro­dzi­ców bez pro­sze­nia nas o to?

Po­sta­no­wie­nie po­pra­wy jest po­trzeb­ne do te­go, by piel­grzym­ka trwa­ła dłu­żej niż tych kil­ka dni na pie­szym, sa­mo­cho­do­wym czy au­to­bu­so­wym szla­ku. Że­by prze­mie­ni­ła nas na­praw­dę.

 

Mag­da­le­na Gu­ziak-No­wak

 

Mój naj­lep­szy urlop — świa­dec­two

Je­stem mę­żat­ką, mat­ką pię­cior­ga dzie­ci, od 10 lat pro­wa­dzę swo­ja pry­wat­ną dzia­łal­ność go­spo­dar­czą, któ­ra po­chła­nia bar­dzo du­żo mo­je­go cza­su, po­dob­nie też i mę­ża. Bar­dzo chcia­łam iść na piel­grzym­kę do Czę­sto­cho­wy, lecz za­wsze coś sta­ło na prze­szko­dzie, za­wsze bra­ko­wa­ło cza­su. Gdy wresz­cie raz się zde­cy­do­wa­łam, za­wsze póź­niej już my­śla­łam o na­stęp­nej. W tym wi­rze pra­cy, w ja­kim się znaj­du­ję, bra­ku­je cza­su na głęb­sze roz­my­śla­nie o Bo­gu, na­wet na dłuż­szą mo­dli­twę. Bę­dąc te kil­ka dni z da­la od do­mu, ten czas moż­na wy­łącz­nie po­świę­cić Bo­gu, pry­wat­nej i wspól­nej mo­dli­twie, wy­słu­chać ka­te­chez, po­śpie­wać ra­zem. Jest wie­le cza­su, by móc za­sta­no­wić się nad wła­snym ży­ciem, nad swo­imi pro­ble­ma­mi. Roz­wa­żyć wie­le spraw, na któ­re w cią­gu sza­re­go dnia bra­ku­je cza­su. Każ­dy piel­grzym nie­sie ze so­bą ja­kieś in­ten­cje. Nie za­wsze są one speł­nia­ne, tak jak­by się te­go chcia­ło, jed­nak piel­grzy­mi trud zo­sta­wia do­bre owo­ce. Je­go wpływ wi­dać szcze­gól­nie w ro­dzi­nie po po­wro­cie od Ja­sno­gór­skiej Pa­ni. Po­kój w ser­cu ro­dzi­ców, któ­rzy wra­ca­ją z piel­grzym­ki, jest wiel­kim skar­bem dla dzie­ci. Trud wy­cho­wa­nia po prze­ła­ma­niu swo­jej sła­bo­ści na piel­grzym­ce wy­da­je się być jak­by lżej­szy. Piel­grzym­ka to rów­nież krót­ka, ale in­ten­syw­na szko­ła cha­rak­te­ru. Wcze­sna po­bud­ka, pro­ste śnia­da­nie, raz upał, raz deszcz, zmę­cze­nie i ból, a tu trze­ba po­móc słab­sze­mu – nie ma chy­ba lep­szej pró­by. Brak wy­gód i nie­ustan­ny wy­si­łek po­ma­ga zo­ba­czyć, jak wie­lu zwy­kłych da­rów Bo­żych na co dzień nie do­strze­ga­my. Szlak piel­grzym­ko­wy prze­bie­ga po­lny­mi dro­ga­mi, pięk­ne wi­do­ki w ra­do­snej at­mos­fe­rze po­ka­zu­ją nam, jak wie­le tra­ci­my za biur­kiem w pra­cy. Te kil­ka dni po­zwa­la nam za­brać wszyst­ko co pięk­ne do co­dzien­no­ści i choć tro­chę ją póź­niej ubar­wić ty­mi wspo­mnie­nia­mi. A wspo­mnień jest na­praw­dę du­żo i za­wsze ra­do­snych, bo z uśmie­chem wspo­mi­na się prze­bi­cie bą­bel­ka, zmok­nię­cie czy przy­pa­lo­ny nos! Nie jest tak jak w zwy­kłym ży­ciu, tam wszy­scy się uśmie­cha­ją! I wiek nie ma zna­cze­nia – nie waż­ne jest to ulot­ne pięk­no – każ­dy pa­trzy w du­szę, a ta jest mło­da u wszyst­kich. Każ­dy dla sie­bie jest sio­strą, bra­tem i to, że no­gi bo­lą, to naj­mniej­szy pro­blem – ból za­stę­pu­je ra­dość, a ta jest szcze­gól­na, gdy wi­dać już szczyt Ja­snej Gó­ry. Gdy moż­na so­bie po­wie­dzieć: Do­szłam, je­stem, i pój­dę za rok! Nie chce się roz­sta­wać z tym wszyst­kim, cze­go się do­świad­czy­ło, z ty­mi wspa­nia­ły­mi ludź­mi, któ­rych się po­zna­ło. Tę­sk­ni się za ni­mi i cze­ka ca­ły rok, by ich zo­ba­czyć, by znów prze­żyć coś cu­dow­ne­go! I tę de­cy­zję, że pój­dzie się znów, nie po­dej­mu­je się mie­siąc, dwa, czy pół ro­ku przed piel­grzym­ką, to wia­do­mo już w tym dniu, gdy ona się koń­czy! Piel­grzym­ka to naj­pięk­niej­sza for­ma urlo­pu, tak bar­dzo wzbo­ga­ca i da­je ty­le ra­do­ści i opty­mi­zmu, si­ły, wia­ry w sie­bie i pew­no­ści, że Ma­ry­ja jest z na­mi i nie­ustan­nie nas ko­cha!

An­na z Gdo­wa, uczest­nicz­ka Pie­szej Piel­grzym­ki Kra­kow­skiej na Ja­sną Gó­rę

Za: www.pielgrzymkakrakowska.diecezja.pl

 

 

 

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: