Chy­ba każ­dy, kto prze­żył w związ­ku pierw­szą kłót­nię, wie, jak czę­sto sło­wa za­miast bu­do­wać po­ro­zu­mie­nie, za­ognia­ją kon­flikt.

Na­wet je­śli obie stro­ny na­praw­dę chcą się do­ga­dać, czę­sto im nie wy­cho­dzi. Wkra­cza­ją emo­cje, a wte­dy pa­da­ją sło­wa, w któ­rych oskar­ża­my i obar­cza­my dru­gą oso­bę od­po­wie­dzial­no­ścią za na­sze złe sa­mo­po­czu­cie. Al­bo wy­ra­ża­my nie­moż­li­we do re­ali­za­cji, nie­pre­cy­zyj­ne ży­cze­nia.

Je­śli wi­dzi­cie bez­owoc­ność ta­kich dys­ku­sji i ma­cie dość gie­rek w prze­rzu­ca­nie pi­łecz­ki („to two­ja wi­na”, „nie, bo to ty…”), po­słu­chaj­cie o ję­zy­ku ser­ca. Jest to ję­zyk oso­bi­sty, czy­li ta­ki, w któ­rym za­miast obar­cza­nia wi­ną któ­rej­kol­wiek ze stron, mó­wi się o wła­snych uczu­ciach i po­trze­bach. Je­go kon­cep­cję roz­wi­nął Mar­shall B. Ro­sen­berg.

foto_01-03_04-2014

O ję­zy­ku ser­ca

Pol­ska na­zwa tej me­to­dy to Po­ro­zu­mie­nie bez Prze­mo­cy. Kon­cen­tru­je­my się na 4 punk­tach: ob­ser­wa­cji; uczu­ciach, ja­kie bu­dzą się pod wpły­wem te­go, co spo­strze­ga­my; po­trze­bach, któ­re sto­ją za uczu­cia­mi; wy­ra­że­niu kon­kret­nej proś­by, któ­rej speł­nie­nie po­mo­gło­by za­spo­ko­ić na­sze po­trze­by.

Spró­buj­my za­sto­so­wać to w pro­stej sy­tu­acji. Sie­dzi­my w ka­wiar­ni, cze­ka­jąc na na­szą sym­pa­tię, któ­ra spóź­nia się pół go­dzi­ny. De­ner­wu­je­my się, bo mie­li­śmy dziś du­żo za­jęć i do­tar­cie na spo­tka­nie wy­ma­ga­ło spo­ro wy­sił­ku. Wresz­cie po­ja­wia się on/ona i z uśmie­chem rzu­ca: „Prze­pra­szam”. Mo­że­my od­po­wie­dzieć wy­rzu­tem: „No, na­resz­cie! Wiesz, ile mnie kosz­to­wa­ło, że­by być tu punk­tu­al­nie?”. Spró­buj­my wg PbP, np.: „Kie­dy spóź­niasz się 30 mi­nut na spo­tka­nie (ob­ser­wa­cja), bar­dzo się de­ner­wu­ję (uczu­cie), bo za­le­ży mi, że­by jak naj­efek­tyw­niej spę­dzić czas (po­trze­ba – nie­za­spo­ko­jo­na). Czy mógłbyś/mogłabyś na­stęp­nym ra­zem uprze­dzić mnie, że chcesz prze­su­nąć go­dzi­nę spo­tka­nia? (proś­ba)”. Wi­dać ja­sno, że źró­dłem zde­ner­wo­wa­nia jest nie­za­spo­ko­jo­na po­trze­ba.

Wy­da­je się wam, że to sztucz­ny ję­zyk? Na pew­no sfor­mu­ło­wa­nie ta­kiej wy­po­wie­dzi wy­ma­ga wię­cej cza­su i uwa­gi niż krót­kie: „Ni­gdy nie moż­na na cie­bie li­czyć”. Za to w sy­tu­acjach kon­flik­to­wych, gdy już sto­imy pod mu­rem, a za­le­ży nam na po­ro­zu­mie­niu, to ostat­nia de­ska ra­tun­ku. Wiem z au­top­sji.

Ser­ce ję­zy­ka ser­ca

Te 4 punk­ty wy­da­ją się ba­nal­ne, ale w prak­ty­ce ta­kie nie są. Co naj­czę­ściej jest pro­ble­mem? To, że za­miast spo­strze­żeń wy­po­wia­da­my oce­ny, a za­miast kon­kret­nych ob­ser­wa­cji – uogól­nie­nia („za­wsze”, „za czę­sto”, „ni­gdy”). Nie mó­wi­my, co czu­je­my, a opi­su­je­my na­sze my­śli, oce­ny lub in­ter­pre­ta­cje zda­rzeń. I to, co by­wa naj­trud­niej­sze: uzna­nie od­po­wie­dzial­no­ści za wła­sne uczu­cia. Jak w przy­kła­dzie wy­żej: to nie spóź­nie­nie spo­wo­do­wa­ło zde­ner­wo­wa­nie, ale nie­za­spo­ko­jo­na po­trze­ba efek­tyw­no­ści. W in­nej sy­tu­acji ktoś mógł­by się cie­szyć, że miał 30 mi­nut dla sie­bie.

Klu­czo­we jest sfor­mu­ło­wa­nie „czu­ję …, bo po­trze­bu­ję …”. Nie­raz bar­dzo trud­no nie tyl­ko przy­znać się do po­trzeb, ale na­wet dać so­bie pra­wo, by je mieć. Dla­te­go ten spo­sób ko­mu­ni­ka­cji wy­ma­ga od­wa­gi gło­śne­go na­zy­wa­nia swo­ich po­trzeb. Oczy­wi­ście z sza­cun­kiem dla dru­giej oso­by i świa­do­mo­ścią, że mo­że na­szej proś­bie po­wie­dzieć „nie”. Nie­kie­dy ła­twiej po­ka­zać swo­ją złość, niż od­kryć i wy­ra­zić, że kry­je się za nią bez­bron­ność, po­trze­ba ak­cep­ta­cji, lęk przed od­rzu­ce­niem.

Ży­czę Wam od­wa­gi w mó­wie­niu o uczu­ciach i po­trze­bach, a za­in­te­re­so­wa­nych od­sy­łam do książ­ki Mar­shal­la B. Ro­sen­ber­ga „Po­ro­zu­mie­nie bez prze­mo­cy. O ję­zy­ku ser­caˮ.

 

Mag­da­le­na Urlich

 

 

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: