Za­wsze naj­trud­niej­sze dla czło­wie­ka są wszyst­kie spra­wy zwią­za­ne bez­po­śred­nio z nim sa­mym, z te­go wy­ni­ka­ją naj­waż­niej­sze wy­zwa­nia, bo prze­cież coś trze­ba zro­bić ze swo­im ży­ciem, prze­cież ktoś (a mo­że ra­czej: Ktoś) mnie z te­go roz­li­czy. Co za­tem jest ta­kie waż­ne? To, kim je­stem i to, do­kąd zmie­rzam (za­rów­no dzi­siaj, jak i ogól­nie, w ży­ciu). To, z kim się spo­ty­kam i co z te­go wy­ni­ka, bo – po­wiedz­my so­bie szcze­rze – je­ste­śmy od­po­wie­dzial­ni za tych, z któ­ry­mi się spo­ty­ka­my, nie wol­no ucie­kać od fak­tu, że al­bo ko­goś pod­no­si­my na du­chu i do­da­je­my mo­ty­wa­cji, al­bo znie­chę­ca­my do wy­sił­ku, ob­ni­ża­jąc je­go po­czu­cie war­to­ści.

Praw­da, któ­ra za­wsze prze­mie­nia ży­cie

Za­cznę wprost: nie ma waż­niej­sze­go zda­nia nad to, że Pan Bóg mnie ko­cha, że Je­mu na mnie za­le­ży, że On naj­bar­dziej chce mo­je­go szczę­ścia: za­rów­no w wiecz­no­ści jak i tu­taj, na zie­mi.

Każ­dy, kto to od­kry­je, bę­dzie wie­dział, że nie ma waż­niej­sze­go spo­tka­nia niż spo­tka­nie ze Stwór­cą i Zba­wi­cie­lem. Spoj­rzyj­my za­tem na na­szą mo­dli­twę z tej stro­ny. Mo­dli­twą jest każ­de spo­tka­nie z Pa­nem Bo­giem – po­pa­trz­my dzi­siaj na ta­kie spo­tka­nia, w któ­rych wi­dać od­wa­gę i w któ­rych uczy­my się od­wa­gi. Bo kto mo­że le­piej uczyć od­wa­gi niż ten, któ­ry nie bał się stwo­rzyć czło­wie­ka i nie bał się po­tem przyjść na zie­mię, być żyć jak my i umrzeć za nas jak zbrod­niarz?

 

 

Znaj­dzie­my w Bi­blii

Wła­ści­wie na każ­dej stro­nie Pi­sma Świę­te­go wi­dzi­my róż­ne spo­tka­nia z Pa­nem Bo­giem, róż­nych lu­dzi i róż­ne sy­tu­acje. Wy­bra­łem ta­kie, któ­re po­mo­gą zi­lu­stro­wać naj­waż­niej­sze ce­chy czło­wie­ka Bo­że­go, te­go, któ­ry nie tyl­ko od­krył Stwór­cę ale rów­nież chce Mu się od­dać, po­wie­rzyć, bo ko­mu moż­na się po­wie­rzyć z więk­szym po­czu­ciem bez­pie­czeń­stwa?

Na po­cząt­ku wspo­mnij­my je­dy­nie o pierw­szym czło­wie­ku, któ­ry przy­po­mi­na, że po grze­chu w spo­sób na­tu­ral­ny do na­szej du­szy przy­cho­dzi strach… Adam pró­bo­wał scho­wać się w krza­ki, gdy Pan Bóg wo­łał do nie­go w ogro­dzie Eden. Dla­cze­go w ogó­le do­pu­ścił do sie­bie tę myśl, że przed Pa­nem Bo­giem moż­na się scho­wać?

Przy­wo­łaj­my w pa­mię­ci No­ego, mę­ża spra­wie­dli­we­go, któ­ry za­ufał Pa­nu Bo­gu i na swo­im po­lu za­czął bu­do­wać da­le­ko­mor­ski sta­tek o spo­rej ła­dow­no­ści. Jak to zo­sta­ło ode­bra­ne przez są­sia­dów? Chy­ba tro­chę jak za­cho­wa­nie czło­wie­ka, któ­ry nie prze­kli­na, nie chce sko­rzy­stać z te­go, co ko­le­dzy i ko­le­żan­ki na­zy­wa­ją „oka­zją”. Oka­zją do cze­go? Do od­wró­ce­nia się od Bo­ga i do szu­ka­nia atrak­cji po­za Je­go Mi­ło­ścią. Dal­sze fak­ty tyl­ko po­twier­dza­ją to, co do­sko­na­le wie­my. Jak czło­wiek da się wcią­gnąć w wir uciech, to po­tem po­grą­ży się w za­bój­czej fa­li po­to­pu, któ­ry sam przy­wo­łał.

Abra­ham. Jak prze­ko­nu­ją­co Bóg z nim roz­ma­wiał, sko­ro ten po­nad osiem­dzie­się­cio­let­ni już męż­czy­zna zgo­dził się iść z kra­ju, w któ­rym się wy­cho­wał i spę­dził swo­je do­tych­cza­so­we ży­cie do nie­zna­nej, od­le­głej zie­mi? Ile od­wa­gi miał oj­ciec na­szej wia­ry, gdy pa­mię­ta­jąc obiet­ni­cę Pa­na Bo­ga o swym licz­nym po­tom­stwie, idzie ze swym je­dy­nym sy­nem na gó­rę, gdzie – jak mu się po­cząt­ko­wo wy­da­je – ma zło­żyć go w ofie­rze (Rdz 22). Ale Bóg nie chciał śmier­ci Iza­aka, On chciał, by lu­dzie wszyst­kich cza­sów wie­dzie­li i pa­mię­ta­li, że nikt nie stra­ci, gdy za­ufa Je­mu…

A Iza­ak? Co prze­żył, gdy zo­ba­czył nóż w dło­ni wła­sne­go oj­ca? Ja­ką uf­ność mu­siał mieć wpi­sa­ną w ser­ce przez ro­dzi­ców, by nie od­wró­cić się po pa­mięt­nych wy­da­rze­niach od bli­skich i od Bo­ga. Jak cie­ka­wie wy­glą­da­ła je­go mo­dli­twa – spo­tka­nie z Pa­nem Bo­giem, któ­ry nie­ustan­nie „za­ska­ku­je na ma­xa”.

Jó­zef, wnuk Iza­aka, syn Ja­ku­ba – Izra­ela naj­pierw cier­pi z po­wo­du swo­jej py­chy, po­tem uczy się mą­dro­ści w służ­bie Pu­ty­fa­ra i w wię­zie­niu fa­ra­ona, a po­tem od­waż­nie zbie­ra nad­miar plo­nów pod­czas lat ob­fi­to­ści (o tym w Księ­dze Ro­dza­ju – 37 i da­lej). Ufał Bo­gu i dla­te­go był od­waż­ny. Gdy­by po tych la­tach ogrom­nych plo­nów nie na­stą­pi­ły la­ta nie­uro­dza­ju, mógł­by stra­cić na­wet gło­wę. War­ta uwa­gi jest też je­go od­wa­ga wy­ba­cze­nia bra­ciom, od­wa­ga, któ­ra mo­że wy­ro­snąć je­dy­nie z wie­lu spo­tkań z Bo­giem, któ­ry nam wy­ba­cza co­dzien­nie.

Moj­żesz, któ­ry sta­je na cze­le swo­je­go na­ro­du i idzie, pro­wa­dząc ich w mo­rze, gdy za ni­mi ja­dą ry­dwa­ny fa­ra­ona… Prze­cież nie był nie­omyl­ny, już ucie­kał z Egip­tu, gdy w obro­nie swo­ich współ­bra­ci za­bił Egip­cja­ni­na. Je­go „no­wa od­wa­ga” wy­ni­ka z do­świad­cze­nia krze­wu ogni­ste­go, z wie­lu roz­mów z fa­ra­onem, roz­mów, po któ­rych na­stę­po­wa­ły w Egip­cie pla­gi (o Moj­że­szu znaj­dziesz re­la­cję w Księ­dze Wyj­ścia).

Nie bę­dzie­my tu opi­sy­wać w szcze­gó­łach dzie­jów Jo­zu­ego, któ­ry od­waż­nie idzie na cze­le Na­ro­du Wy­bra­ne­go na pod­bój Zie­mi Obie­ca­nej czy krót­kiej hi­sto­rii po­gań­skie­go pro­ro­ka Ba­la­ama, któ­ry strze­gąc uczci­wo­ści miał od­wa­gę sprze­ci­wić się kró­lo­wi i po­bło­go­sła­wić Izra­eli­tów (Lb 22). War­to cza­sem przy­po­mnieć so­bie od­wa­gę wy­bra­ne­go przez Pa­na Bo­ga Sa­mu­ela, któ­ry jesz­cze ja­ko dziec­ko mó­wi ar­cy­ka­pła­no­wi o nie­pra­wo­ściach je­go sy­nów. Wszy­scy praw­do­po­dob­nie pa­mię­ta­my od­wa­gę Sa­lo­mo­na, któ­ry mo­dli się o mą­drość, re­zy­gnu­jąc z wła­snej chwa­ły i za­szczy­tów.

I póź­niej, i dzi­siaj

Lu­dzie Bo­ga, czy­li ci, któ­rzy umie­li się Je­mu po­wie­rzać, za­wsze wo­ła­li do Nie­go z uf­no­ścią i od­wa­gą. Bo do praw­dzi­wej mo­dli­twy po­trzeb­na jest od­wa­ga, a jed­no­cze­śnie praw­dzi­wa mo­dli­twa od­wa­gę wie­lo­krot­nie wzmac­nia.

Pa­pież Be­ne­dykt XVI zwró­cił się do dzie­ci w ochron­ce pro­wa­dzo­nej przez sio­stry mi­sjo­nar­ki mi­ło­ści (to spo­tka­nie od­by­ło się 19.11.2011 ro­ku w pa­ra­fii św. Ri­ty w Ko­to­nu):

Co to jest mo­dli­twa? Jest to wo­ła­nie mi­ło­ści, skie­ro­wa­ne do Bo­ga, na­sze­go Oj­ca, z wo­lą na­śla­do­wa­nia Je­zu­sa, na­sze­go Bra­ta. Je­zus uda­wał się na miej­sce pu­styn­ne, aby się mo­dlić. Po­dob­nie jak Je­zus, ja tak­że mo­gę co­dzien­nie zna­leźć ci­che miej­sce, w któ­rym sku­pię się przed krzy­żem lub świę­tym ob­ra­zem, aby roz­ma­wiać z Je­zu­sem i słu­chać Go. Mo­gę rów­nież sko­rzy­stać z Ewan­ge­lii. Po­tem za­cho­wu­ję w swym ser­cu frag­ment, któ­ry mnie po­ru­szył i bę­dzie mnie pro­wa­dził w cią­gu dnia. Po­zo­sta­jąc tak przez krót­ką chwi­lę z Je­zu­sem, po­zwo­lę Mu na­peł­nić mnie Je­go mi­ło­ścią, świa­tłem i Je­go ży­ciem! Je­stem we­zwa­ny, by tę mi­łość, któ­rą otrzy­mu­ję w mo­dli­twie, prze­ka­zać z ko­lei swym ro­dzi­com, swym przy­ja­cio­łom, wszyst­kim tym, z któ­ry­mi ży­ję, na­wet tym, któ­rzy mnie nie ko­cha­ją, a tak­że tym, któ­rych nie­zbyt ce­nię. Dro­gie dzie­ci, Je­zus was ko­cha! Pro­ście rów­nież swych ro­dzi­ców, aby się mo­dli­li ra­zem z wa­mi! Nie­kie­dy trze­ba ich tro­chę na­kła­niać. Nie wa­haj­cie się te­go ro­bić! Bóg jest tak bar­dzo waż­ny!”.

Nikt nie jest pe­wien, kto na­praw­dę jest au­to­rem słów przy­pi­sy­wa­nych Mar­ko­wi Au­re­liu­szo­wi, ale war­to je znać i po­wta­rzać, ucząc się od­wa­gi przed Pa­nem Bo­giem i od Pa­na Bo­ga.

Bo­że, użycz mi po­go­dy du­cha, abym go­dził się z tym, cze­go nie mo­gę zmie­nić.

Od­wa­gi, abym zmie­niał to, co mo­gę zmie­nić.

I mą­dro­ści, abym od­róż­niał jed­no od dru­gie­go.

Po­zwól mi co dzień żyć tyl­ko jed­nym dniem

I czer­pać ra­dość chwi­li, któ­ra trwa.

I w trud­nych do­świad­cze­niach lo­su uj­rzeć dro­gę wio­dą­cą do spo­ko­ju

I przy­jąć – jak Ty to czy­ni­łeś – ten grzesz­ny świat ta­kim,

Ja­kim on na­praw­dę jest, a nie ta­kim, jak ja chciał­bym go wi­dzieć;

I ufać, że je­śli po­słusz­nie pod­dam się Two­jej wo­li,

To wszyst­ko bę­dzie jak na­le­ży.

Tak, bym w ży­ciu osią­gnął umiar­ko­wa­ne szczę­ście

U Twe­go bo­ku, na wie­ki po­siadł szczę­śli­wość nie­skoń­czo­ną.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: