Sa­kra­ment po­ku­ty jest le­cze­niem ser­ca. Pro­ces ten trwa prak­tycz­nie przez ca­łe ży­cie, bo wciąż upa­da­my. Trze­ba po­sta­wić spra­wę ja­sno: cze­ka nas wal­ka, a jej staw­ką jest zba­wie­nie. Po­mo­cą w tej wal­ce jest pięć wa­run­ków do­brej spo­wie­dzi. Są one ko­niecz­ne, aby spo­wiedź by­ła waż­na i pro­wa­dzi­ła do po­now­ne­go zjed­no­cze­nia z Chry­stu­sem.

Każ­dy z nas sta­wia wa­run­ki do­ty­czą­ce róż­nych kwe­stii. Mi­ło­sier­ny Bóg w sa­kra­men­cie po­jed­na­nia prze­ba­cza na­sze grze­chy, lecz dzie­je się to tak­że pod pew­ny­mi wa­run­ka­mi usta­lo­ny­mi przez Ko­ściół.

Ra­chu­nek, któ­re­go nie trze­ba pła­cić

Nie lu­bi­my ra­chun­ków. Ko­mór­ka, in­ter­net, gaz czy prąd... Wy­star­czy rzut oka na po­zy­cję „do za­pła­ty” i od ra­zu tra­ci­my hu­mor. Z ra­chun­kiem su­mie­nia jest ina­czej. Przy­po­mi­na­my so­bie grze­chy, ich licz­bę i oko­licz­no­ści nie po to, by za nie za­pła­cić, lecz po to, by się prze­ko­nać, jak wiel­ką mi­łość ofia­ru­je nam Bóg, jak wie­le wy­ba­cza w każ­dym sa­kra­men­cie po­ku­ty.

foto_01-03_23-2014

Nie lu­bi­my ra­chun­ku su­mie­nia. Nie­zbyt mi­ło jest uświa­da­miać so­bie, ile zła, za­nie­dba­nia i za­prze­pasz­czo­nych szans ma się na kon­cie. Czę­sto od­pra­wia­my go by­le jak, nie ro­zu­mie­jąc je­go isto­ty i war­to­ści. Tym­cza­sem nie cho­dzi tyl­ko o przy­po­mnie­nie: co, gdzie i ile ra­zy. War­to po­my­śleć tak­że o tych wy­da­rze­niach i sy­tu­acjach, któ­re bar­dzo kon­kret­nie po­zwo­li­ły od­czuć Bo­żą mi­łość. Przed ra­chun­kiem su­mie­nia do­brze jest po­mo­dlić się do Du­cha Świę­te­go o ła­skę po­zna­nia grze­chów. Nie ule­gaj po­ku­sie „wy­bie­la­nia sie­bie”, bo ra­chu­nek su­mie­nia mu­si bo­leć. Prze­cież grzech ra­ni: Bo­ga, dru­gie­go czło­wie­ka i sa­me­go grzesz­ni­ka. Pod­czas ra­chun­ku su­mie­nia moż­na ko­rzy­stać z go­to­wych wzo­rów, ale one nie obej­mu­ją wszyst­kich za­gad­nień z two­je­go ży­cia. Za­zwy­czaj ra­chu­nek su­mie­nia opie­ra się na przy­ka­za­niach Bo­żych i ko­ściel­nych, jed­nak war­to po­pa­trzeć na swo­je ży­cie rów­nież w świe­tle przy­ka­za­nia mi­ło­ści, Ka­za­nia na Gó­rze czy Hym­nu o mi­ło­ści. Ra­chu­nek su­mie­nia jest nie­wąt­pli­wie ła­twiej­szy dla tych, któ­rzy prak­ty­ku­ją go co­dzien­nie. Wie­czo­rem przy­po­mnij so­bie, co wy­da­rzy­ło się w tym dniu, w czym wzra­stasz, a z czym masz jesz­cze pro­blem. Pa­mię­taj, Pan Bóg nie jest księ­go­wym i nie bę­dzie cię roz­li­czał skru­pu­lat­nie z każ­dej złej my­śli. Jest mi­ło­sier­nym Oj­cem, do któ­re­go wra­casz.

Ule­czyć ból du­szy

Cho­ciaż za­zwy­czaj bo­imy się bó­lu i wo­li­my go uni­kać, to jed­nak ma on swo­je do­bre stro­ny. Jest sy­gna­łem, że w or­ga­ni­zmie dzie­je się coś złe­go, że nie funk­cjo­nu­je on tak, jak trze­ba. Du­sza tak­że mo­że bo­leć. Ka­te­chizm mó­wi: żal za grze­chy jest „bó­lem du­szy”. Do­brze, gdy grzech nas bo­li. To znak, że po­trze­bu­je­my Le­ka­rza. Żal za grze­chy jest naj­waż­niej­szym wa­run­kiem spo­wie­dzi. Jest rów­nież de­cy­du­ją­cym mo­men­tem na­wró­ce­nia. Gdy żal wy­pły­wa z mi­ło­ści do Bo­ga mi­ło­wa­ne­go na­de wszyst­ko jest na­zy­wa­ny „ża­lem do­sko­na­łym” lub „ża­lem z mi­ło­ści”. Im ktoś jest bli­żej Bo­ga, tym bar­dziej grzech bę­dzie go bo­lał. To lo­gicz­ne. Prze­cież bar­dziej jest nam przy­kro, kie­dy ra­ni­my ko­goś, ko­go ko­cha­my, oso­bę bli­ską niż ko­goś ob­ce­go. Jed­nak isto­ta ża­lu za grze­chy nie le­ży w emo­cjach. Nie cho­dzi o to, że­by by­ło przy­kro, że­by po­la­ły się łzy. Żal za grze­chy ozna­cza prze­ko­na­nie, że to, co su­mie­nie wy­rzu­ca nam ja­ko grzech, jest złem. O ja­ko­ści ża­lu za grze­chy de­cy­du­ją po­wo­dy, z ja­kich się on zro­dził. Moż­na bo­wiem ża­ło­wać za grze­chy ze wsty­du czy ze stra­chu. Żal praw­dzi­wie za­słu­gu­ją­cy na od­pusz­cze­nie grze­chów to żal po­wo­do­wa­ny mi­ło­ścią do Bo­ga. Do­pie­ro po owo­cach wi­dać, czy żal był praw­dzi­wy. Żal za grze­chy po­wi­nien łą­czyć się z po­sta­no­wie­niem po­pra­wy.

Już nie bę­dę. Obie­cu­ję

Nie ufa­my tym, któ­rzy nie do­trzy­mu­ją obiet­nic. Nie lu­bi­my, gdy ktoś się spóź­nia, za­wa­la ter­mi­ny, nie wy­wią­zu­je się ze zo­bo­wią­zań. Ile spo­wie­dzi od­by­łeś już w swo­im ży­ciu? Pan Bóg wciąż da­je szan­sę, mi­mo że po raz ko­lej­ny obie­cu­jesz: „Już nie bę­dę”, a po spo­wie­dzi po­pa­dasz w te sa­me grze­chy.

Wa­run­kiem do­brej spo­wie­dzi jest każ­do­ra­zo­we po­sta­no­wie­nie po­pra­wy. Mi­mo że kurz osią­dzie po­now­nie – trze­ba od­ku­rzyć po­kój. Mi­mo że po ko­lej­nym po­sił­ku ta­le­rze bę­dą zno­wu brud­ne – trze­ba umyć na­czy­nia. Mi­mo że ty­le ra­zy za­wio­dłeś – trze­ba da­wać Bo­gu obiet­ni­cę po­pra­wy i za­cząć jesz­cze raz.

Jak ro­zu­mieć po­sta­no­wie­nie po­pra­wy? To owoc ża­lu za grze­chy. Je­śli wi­dzisz zło grze­chu, swo­je uwi­kła­nie, sła­bość – do­strze­gasz, że po­stę­pu­jąc w ten spo­sób, ra­nisz Bo­ga. Nie chcesz tak żyć, pra­gniesz więc zmia­ny. Nie war­to mar­no­wać cza­su na za­sta­na­wia­nie się, czy zmia­na się po­wie­dzie, czy nie. Przy­szłość na­le­ży do Bo­ga. War­to na­to­miast po­dej­mo­wać kon­kret­ne po­sta­no­wie­nia. Sfor­mu­ło­wa­nia „bę­dę lep­szy” al­bo „po­pra­wię się” mo­że i ład­nie brzmią, ale do ni­cze­go nie pro­wa­dzą. Le­piej zro­bić kon­kret­ne po­sta­no­wie­nie do­ty­czą­ce np. wal­ki z jed­ną wa­dą lub po­pra­wie­nia re­la­cji z jed­nym czło­wie­kiem. I mo­dlić się o wy­trwa­łość: „Pa­nie Bo­że, bar­dzo Cię po­trze­bu­ję do te­go, bym się po­pra­wił”. Pa­mię­taj, że po­sta­no­wie­nie po­pra­wy jest de­cy­zją. A Bóg da­je ci moż­li­wość wy­gra­nia z grze­chem.

Na­zwać rze­czy po imie­niu

My­śle­nie (pod­czas ra­chun­ku su­mie­nia) o swo­ich wi­nach nie jest mi­łe. Mó­wie­nie o tym – jesz­cze trud­niej­sze. Wy­zna­nie grze­chów nie jest po­trzeb­ne Pa­nu Bo­gu, prze­cież On wie wszyst­ko. Nie jest tak­że po­trzeb­ne księ­dzu (wiesz ilu spo­wie­dzi już wy­słu­chał?). Po­trzeb­ne jest to­bie – grzesz­ni­ko­wi. Św. Au­gu­styn pi­sze: „Po­cząt­kiem do­brych czy­nów jest wy­zna­nie czy­nów złych”. Dla­te­go na­zwij rze­czy po imie­niu i pro­sto, kon­kret­nie po­wiedz o tym, co złe­go zro­bi­łeś. Im pre­cy­zyj­niej na­zwiesz grzech, nie roz­grze­bu­jąc go, tym le­piej. Spo­wiedź to prze­cież sta­nię­cie twa­rzą w twarz i zmie­rze­nie się ze swo­ją sła­bo­ścią. Naj­waż­niej­sze jest, że mo­żesz wresz­cie usły­szeć sło­wa: „I ja od­pusz­czam two­je grze­chy...”. Je­steś wol­ny i mo­żesz za­czy­nać od no­wa.

Du­cho­wa re­kon­wa­le­scen­cja

Za­dość­uczy­nie­nie – to ta­kie sta­ro­świec­kie sło­wo. To ostat­ni wa­ru­nek do­brej spo­wie­dzi, naj­czę­ściej lek­ce­wa­żo­ny za­rów­no przez spo­wied­ni­ków, jak i pe­ni­ten­tów. Mo­że dla­te­go wra­ca­my do tych sa­mych grze­chów?

Pan Bóg prze­ba­cza nam grze­chy i jak mi­ło­sier­ny Le­karz uzdra­wia na­szą du­szę. Jed­nak do peł­ne­go po­wro­tu do zdro­wia ko­niecz­na jest jesz­cze re­kon­wa­le­scen­cja. To wła­śnie za­dość­uczy­nie­nie. Nie po­win­no ogra­ni­czać się tyl­ko do od­kle­pa­nia trzech „Zdro­wa­siek” za­da­nych przez księ­dza w sa­kra­men­cie po­ku­ty. To ra­czej pew­na su­ge­stia, któ­ra ma po­móc roz­po­cząć dro­gę po­ku­ty. Za­dość­uczy­nie­nie Pa­nu Bo­gu i bliź­nie­mu ozna­cza na­pra­wie­nie szko­dy wy­rzą­dzo­nej przez grzech. War­to więc pod­jąć ta­ki wy­si­łek, któ­ry bę­dzie ade­kwat­ny do po­peł­nio­nych grze­chów. Na­le­ży też uczy­nić wszyst­ko, aby na­pra­wić szko­dę wy­rzą­dzo­ną bliź­nie­mu, np. prze­pro­sić za po­wie­dzia­ne w zło­ści złe sło­wo, ofia­ro­wać pre­zent oso­bie, któ­rą znie­wa­ży­li­śmy, po­go­dzić się z bliź­nim, z któ­rym się po­kłó­ci­li­śmy, wstą­pić do ko­ścio­ła na mo­dli­twę, aby wy­na­gro­dzić Bo­gu jej brak. For­mą za­dość­uczy­nie­nia mo­że być rów­nież po­moc ko­muś w po­trze­bie lub da­tek na do­bry cel. Moż­na też ofia­ro­wać na Mszę Świę­tą w in­ten­cji skrzyw­dzo­ne­go czło­wie­ka.

 

Jo­lan­ta Tę­cza-Ćwierz

 

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: