Gdy mó­wi­my „pra­ca nad so­bą”, naj­czę­ściej my­śli­my o wal­ce z po­ku­sa­mi, o sprze­ci­wia­niu się grze­cho­wi, o zma­ga­niu się ze zły­mi skłon­no­ścia­mi i sła­bo­ścia­mi. Ale moż­na na ten te­mat spoj­rzeć „od dru­giej stro­ny”, tej po­zy­tyw­nej, by nie wpa­try­wać się w grzech, tyl­ko od­wra­cać od nie­go uwa­gę, by nie bać się po­ku­sy, tyl­ko „ro­bić swo­je”, ma­jąc przy­go­to­wa­ną wcze­śniej pro­ce­du­rę zwy­cię­ża­nia.

Bie­gnę ku wy­zna­czo­nej me­cie

Pi­sał św. Pa­weł: „Bra­cia, ja nie są­dzę o so­bie sa­mym, że już zdo­by­łem, ale to jed­no [czy­nię]: za­po­mi­na­jąc o tym, co za mną, a wy­tę­ża­jąc si­ły ku te­mu, co przede mną, pę­dzę ku wy­zna­czo­nej me­cie, ku na­gro­dzie, do ja­kiej Bóg wzy­wa w gó­rę w Chry­stu­sie Je­zu­sie”.

Skre­ślić to, co za mną

Grzech moż­na by na­zwać wy­gra­ną sza­ta­na, ale to jed­na prze­gra­na – nie klę­ska. Wzo­ru­jąc się na do­wód­cach w woj­sku, war­to prze­ana­li­zo­wać wszyst­kie wa­run­ki wyj­ścio­we, oko­licz­no­ści, war­to za­dać py­ta­nie, na czym po­le­ga­ła si­ła wro­ga, ale prze­cież nikt nie bę­dzie wie­szał na ścia­nach ob­ra­zów upa­mięt­nia­ją­cych po­raż­kę… Po pro­stu: nie chcę dać oka­zji do ko­lej­nej prze­gra­nej, ale też nie bę­dę roz­pa­mię­ty­wał swo­ich błę­dów, nie bę­dę wy­no­sił pod­stę­pów wro­ga.

W ży­ciu du­cho­wym po­dob­nie: mu­szę stać się „mą­drzej­szy o grzech”, nie wcho­dzić w sy­tu­acje, któ­re są po­dob­ne do oko­licz­no­ści, w któ­rych zo­sta­łem po­ko­na­ny, na­bie­rać sił przez róż­no­rod­ne ćwi­cze­nia, umieć iść do przo­du nie­za­leż­nie od prze­bie­gu wy­da­rzeń.

Mo­że kil­ka przy­kła­dów z ży­cia kon­kret­nych osób:

Zna­jo­mi (te­raz mał­żeń­stwo, wte­dy jesz­cze na­rze­cze­ni) tro­chę nie­przy­go­to­wa­ni do roz­wo­ju wy­da­rzeń, zo­sta­li za­sko­cze­ni si­łą po­żą­da­nia, ja­ka na­gle się mię­dzy ni­mi wy­two­rzy­ła. Ni­by nic się nie sta­ło, a jed­nak by­li za­wsty­dze­ni, bo obo­je mie­li pew­ność, że sy­tu­acja wy­mknę­ła się spod kon­tro­li. Po­sta­no­wi­li od­waż­nie po­roz­ma­wiać o tych chwi­lach. Roz­mo­wa, po­prze­dzo­na mo­dli­twą, za­koń­czy­ła się pro­stym wnio­skiem: nie za bar­dzo je­ste­śmy pew­ni swo­jej si­ły, a więc po­sta­na­wia­my, że do ślu­bu ni­gdy sa­mi nie bę­dzie­my w pu­stym miesz­ka­niu, a je­śli sie­dzi­my ra­zem w po­ko­ju, to ma­my drzwi od te­go po­ko­ju sze­ro­ko otwar­te… Czy to tchó­rzo­stwo? Oni z uśmie­chem mó­wi­li: „Tak, bo­imy się te­go, że nas do sie­bie tak moc­no cią­gnie, choć z dru­giej stro­ny nam się to bar­dzo po­do­ba”. Sku­tek: do dzi­siaj cie­szą się, że za­cho­wa­li czy­stość do ślu­bu.

Pe­wien uczeń li­ceum sys­te­ma­tycz­nie tre­nu­ją­cy bie­gi krót­kie za­uwa­żył, jak go po­wo­li, ale co­raz moc­niej wcią­ga­ją róż­ne gry… Jak wcho­dził na ko­lej­ny po­ziom, od ra­zu my­ślał o na­stęp­nym, kie­dy roz­ma­wiał z in­ny­mi gra­cza­mi, co­raz bar­dziej chciał być lep­szy od nich. A cza­su miał co­raz mniej, na lek­cje już nie za­wsze star­cza­ło, i uko­cha­ne tre­nin­gi za­czy­na­ły się dłu­żyć… Gdy to do­strzegł, po­sta­no­wił dzia­łać. Na­tych­miast za­sto­so­wał to, co znał z tre­nin­gów, co czę­sto po­wta­rzał je­go mistrz – tre­ner: „Nie­wie­le zwy­cię­żysz zry­wa­mi, ułóż so­bie plan ty­go­dnia: dzi­siaj tro­chę, ju­tro nie­co wię­cej i tak sys­te­ma­tycz­nie doj­dziesz do wy­zna­czo­ne­go przez sie­bie ce­lu”. Jak to sam okre­ślił, zor­ga­ni­zo­wał pod­stęp wo­bec sie­bie: po­wo­li, ale twar­do co­dzien­nie co­raz kró­cej sie­dział przy kom­pu­te­rze, a ten czas wy­ko­rzy­sty­wał na to, co lu­bi al­bo co przy­no­si wy­mier­ny efekt. W ten spo­sób wię­cej ćwi­czył z cię­żar­ka­mi, dzię­ki te­mu przy­go­to­wał kil­ka re­fe­ra­tów, któ­re na pew­no po­pra­wi­ły je­go opi­nie u na­uczy­cie­li. I zwy­cię­żył. Moż­na by­ło raz uciąć, ra­dy­kal­nie, ale wy­brał ta­ką me­to­dę, któ­ra dla nie­go by­ła lep­sza.

Pew­na pięk­na dziew­czy­na po­ła­ma­ła się na nar­tach. Nie prze­wi­dzia­ła, że na sto­ku pod gład­ką po­wierzch­nią śnie­gu nie jest rów­no. Po­tem skła­da­nie no­gi, nie­uda­na pró­ba chi­rur­gów i jesz­cze raz trze­ba ła­mać… Po osta­tecz­nym zdję­ciu gip­su no­ga by­ła o po­ło­wę chud­sza od dru­giej. Umac­nia­na przez wspa­nia­łą przy­ja­ciół­kę za­czę­ła ćwi­czyć, umó­wi­ły się, że nie bę­dą nie­cier­pli­wie pa­trzeć na efek­ty, po pro­su ćwi­czy­ły wspól­nie, cie­sząc się, że mo­gą być ra­zem. No­ga po­wo­li wra­ca­ła to po­przed­nie­go sta­nu, ale dla nich waż­ne by­ło, że wspól­nie spę­dza­ją czas. To od­wró­ce­nie uwa­gi po­mo­gło nie sku­piać się na po­wol­nej po­pra­wę. Co­raz bar­dziej za­przy­jaź­nio­ne ćwi­czą chy­ba na­dal, już nie dla wy­glą­du, ale dla sie­bie.

Na każ­dą sy­tu­ację jest wła­ści­wa dla niej me­to­da.

Uło­żyć plan zwy­cię­ża­nia

Spon­ta­nicz­ność jest do­bra w chwi­li od­po­czyn­ku, nie do­pro­wa­dzi do suk­ce­su ani w re­ha­bi­li­ta­cji, ani w pi­sa­niu pra­cy dy­plo­mo­wej, ani w od­bu­do­wy­wa­niu do­brej opi­nii. Pra­ca, do któ­rej pra­gnę za­chę­cić, nie mu­si być jed­nak nud­na, moż­na na róż­ne spo­so­by uroz­ma­icać so­bie ten wy­si­łek. Ko­rzyst­ne jed­nak jest uło­że­nie so­bie pla­nu, we­dług wy­bra­ne­go przez sie­bie po­rząd­ku. To ja mu­szę ten po­rzą­dek wy­brać (by mieć nie­ustan­nie po­czu­cie wol­no­ści), mo­gę jed­nak sko­rzy­stać z ra­dy ko­goś życz­li­we­go, bar­dziej do­świad­czo­ne­go. Mo­że to być sta­ły spo­wied­nik (naj­le­piej), mo­że być ktoś z ro­dzi­ców, star­szych przy­ja­ciół. Znam wie­le osób, dla któ­rych waż­nym au­to­ry­te­tem jest ktoś z dziad­ków: czę­sto ma­ją już nie­co wię­cej cza­su, są do­świad­cze­ni, zna­ją swo­je wnu­ki i czę­sto umie­ją pa­trzeć z wy­ro­zu­mia­ło­ścią, któ­ra wca­le nie mu­si sprze­ci­wiać się kon­se­kwen­cji.

Plan pra­cy mo­że też być pod­su­nię­ty przez wy­bra­ną roz­trop­nie książ­kę. Jed­nym z ostat­nio wy­da­nych ty­tu­łów jest do­sko­na­ła po­zy­cja au­tor­stwa Ga­ry­ʼe­go Chap­ma­na „Sie­dem se­kre­tów mi­ło­ści” (Wy­daw­nic­two Świę­te­go Paw­ła). Jest w niej spo­ro kon­kret­nych me­tod bu­do­wa­nia życz­li­wo­ści, cier­pli­wo­ści itd., czy­li cech po­trzeb­nych w ży­ciu każ­de­go czło­wie­ka, a zwłasz­cza ta­kie­go, któ­ry chce ukła­dać swo­je ży­cie z in­ną oso­bą.

Moż­na jed­nak sko­rzy­stać z bo­ga­tej na­uki Ko­ścio­ła. Są na przy­kład uczyn­ki mi­ło­sier­ne co do du­szy i co do cia­ła, są cno­ty kar­dy­nal­ne, któ­re, je­śli się je „po­dzie­li” na cząst­ki, do­sko­na­le nada­dzą się do spo­rzą­dze­nia wspo­mnia­ne­go pla­nu zwy­cię­ża­nia.

Co­dzien­na kon­se­kwen­cja

Do­szli­śmy do sed­na suk­ce­su. Są to dwie spra­wy: wy­zna­cza­nie so­bie co­dzien­nych za­dań i sa­mo­kon­tro­la.

Za­da­nia mu­szą być wy­zna­czo­ne roz­trop­nie: za ni­sko po­sta­wio­na po­przecz­ka de­mo­bi­li­zu­je, za du­że ocze­ki­wa­nia wo­bec sie­bie dość szyb­ko do­pro­wa­dzą do za­ła­ma­nia. Sa­mo­kon­tro­la mu­si być uczci­wa (aż do bó­lu) i do­brze, gdy jest przez ko­goś wspie­ra­na.

To naj­le­piej wy­ja­śnić na przy­kła­dach.

Któ­ryś z mo­ich uczniów po­sta­no­wił wy­pra­co­wać w so­bie cier­pli­wość. Me­to­dą na co­dzien­ne zwy­cię­ża­nie by­ło – po pierw­sze – za­da­nie po­le­ga­ją­ce na tym, aby nie ko­men­to­wać wy­po­wie­dzi swe­go dziad­ka, któ­ry już nic nie pa­mię­tał, a chęt­nie włą­czał się w roz­mo­wę i – po dru­gie – po­przecz­ka po­sta­wio­na przy od­ra­bia­niu pra­cy do­mo­wej. Tą „po­przecz­ką” by­ło to, że nie wsta­nie od biur­ka pod­czas opra­co­wy­wa­nia jed­nej pra­cy do­mo­wej. Kon­kret­nie: pi­sze wy­pra­co­wa­nie z pol­skie­go. Przy­go­to­wu­je so­bie wszyst­kie ma­te­ria­ły i po­tem sia­da, by na­pi­sać. Po­sta­no­wił, że nie prze­rwie. Po­tem po chwi­li od­po­czyn­ku sia­da, by przy­go­to­wać się do spraw­dzia­nu z geo­gra­fii. I sie­dzi tak dłu­go, aż nie wy­ko­na za­mie­rzo­ne­go za­da­nia. Każ­de­go wie­czo­ra do­sta­wa­łem SMS-owe spra­woz­da­nie, zwy­kłych kil­ka liczb czy słów, we­dług umó­wio­ne­go wzor­ca. By­ło to bar­dzo po­trzeb­ne, bo czło­wiek le­piej pra­cu­je, gdy ma świa­do­mość, że przed kimś ma się roz­li­czyć. Te­go „ko­goś” sam wy­bie­ra, ale ewen­tu­al­ny wstyd do­sko­na­le mo­bi­li­zu­je.

Uczyn­ki mi­ło­sier­dzia wzglę­dem du­szy:

Grze­szą­cych upo­mi­nać.

Nie­umie­jęt­nych po­uczać.

Wąt­pią­cym do­brze ra­dzić.

Stra­pio­nych po­cie­szać.

Krzyw­dy cier­pli­wie zno­sić.

Ura­zy chęt­nie da­ro­wać.

Mo­dlić się za ży­wych i umar­łych.

Uczyn­ki mi­ło­sier­dzia wzglę­dem cia­ła:

Głod­nych na­kar­mić.

Spra­gnio­nych na­po­ić.

Na­gich przy­odziać.

Po­dróż­nych w dom przy­jąć.

Więź­niów po­cie­szać.

Cho­rych na­wie­dzać.

Umar­łych po­grze­bać.

Cno­ty głów­ne: roz­trop­ność, spra­wie­dli­wość, umiar­ko­wa­nie, mę­stwo.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

 

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: