Po­pu­lar­ny por­tal in­ter­ne­to­wy, zwią­za­ny z wy­so­ko­na­kła­do­wym dzien­ni­kiem aspi­ru­ją­cym do by­cia źró­dłem rze­tel­nej wie­dzy dla elit, któ­re­mu „nie jest wszyst­ko jed­no”, od pew­ne­go cza­su za­czy­na pu­bli­ko­wać ma­te­ria­ły „oswa­ja­ją­ce” nas z por­no­gra­fią. A to na stro­nie głów­nej znaj­du­je się fo­to­news po­ka­zu­ją­cy, jak wy­glą­da­ją gwiaz­dy por­no bez ma­ki­ja­żu, a to na ko­lej­nych od­sło­nach por­ta­lu fo­to­re­por­taż o wspól­nej pra­cy w fil­mach por­no… mat­ki i cór­ki. Gwiaz­da naj­bar­dziej bru­tal­nych fil­mów por­no za­słu­gu­je na ar­ty­kuł w pa­pie­ro­wym wy­da­niu tej ga­ze­ty „dla elit”.

Do nie­daw­na jesz­cze na­wet wśród zwo­len­ni­ków por­no­gra­fii by­ła ona jed­nak czymś wsty­dli­wym, oglą­da­nym po­kąt­nie i skry­wa­nym. Dziś por­no­gra­fia wy­cho­dzi na sa­lo­ny. Oka­zu­je się, że te­ma­ty­ka ta za­słu­gu­je na ar­ty­ku­ły by­naj­mniej nie tyl­ko w bran­żo­wych pi­smach, ak­to­rzy fil­mów por­no­gra­ficz­nych za­czy­na­ją być trak­to­wa­ni jak ce­le­bry­ci czy nie­mal jak ko­le­dzy po fa­chu Ro­ber­ta de Ni­ro czy Me­ryl Stre­ep.

Jak skra­dzio­no na­szą sek­su­al­ność

Kil­ka mie­się­cy te­mu do­mi­ni­ka­nie wy­da­li książ­kę ame­ry­kań­skiej fe­mi­nist­ki Ga­il Di­nes, za­ty­tu­ło­wa­ną „Por­no­land. Jak skra­dzio­no na­szą sek­su­al­ność”. Mi­mo że jest to książ­ka na­praw­dę do­bra, nie je­ste­śmy w sta­nie jej po­le­cić. Już sa­me za­war­te w niej opi­sy za­war­to­ści stron por­no mo­gą zwi­chro­wać ko­muś psy­chi­kę. Au­tor­ka pi­sze nie tyl­ko o tym, co jest oczy­wi­stym fak­tem: o uza­leż­nie­niu od por­no­gra­fii, o zmie­nia­niu wzor­ców mę­sko­ści i ko­bie­co­ści wsku­tek ma­so­wej por­no­gra­fii, o kom­plek­sach oboj­ga płci, któ­re ge­ne­ru­ją prze­moc. Kil­ka my­śli z tej ina­czej uj­mu­ją­cej pro­blem pu­bli­ka­cji po­win­no jed­nak prze­do­stać się do szer­szej pu­blicz­no­ści. Książ­kę otwie­ra slo­gan re­kla­mo­wy jed­nej z por­no­gra­ficz­nych stron in­ter­ne­to­wych: „Nie przy­chodź tu po mi­łość”. Au­tor­ka, ana­li­zu­jąc współ­cze­sną por­no­gra­fię, ja­sno wy­ka­zu­je, że nie ma ona nic wspól­ne­go z tra­dy­cyj­nym „Play­boy­em”. Naj­bar­dziej do­cho­do­wym ro­dza­jem por­no­gra­fii jest seks pe­łen bru­tal­no­ści, prze­mo­cy, bi­cia i po­ni­ża­nia psy­chicz­ne­go ko­biet. Ga­il Di­nes stwier­dza, że ak­to­rzy w tych fil­mach por­no nie upra­wia­ją mi­ło­ści, oni upra­wia­ją nie­na­wiść.

Upra­wia­nie nie­na­wi­ści

Nie jest ab­so­lut­nie prze­sa­dą te­za au­tor­ki, że aby zy­skać klien­tów tak bru­tal­nej por­no­gra­fii, jej pro­du­cen­ci (bar­dzo, bar­dzo bo­ga­ci lu­dzie, bran­ża ta w sa­mych Sta­nach w 2006 ro­ku by­ła war­ta 13 mi­liar­dów do­la­rów. Bu­dżet Pol­ski w tym ro­ku wy­niósł ok. 70 mld) mu­szą do­ko­nać pro­ce­su de­hu­ma­ni­za­cji ko­biet – po­dob­nie jak mu­sie­li to zro­bić pro­pa­gan­dzi­ści Hi­tle­ra w sto­sun­ku do Ży­dów. Ga­il Di­nes po­ka­zu­je, ja­kich słów na okre­śle­nie ak­tor­ki uży­wa się w por­no, by osła­bić em­pa­tię po­ten­cjal­ne­go wi­dza. Je­śli to nie ko­bie­ta, ale np. „su­ka”, to widz nie bę­dzie miał aż tak du­żych wy­rzu­tów su­mie­nia, pa­trząc, jak w cza­sie sto­sun­ku jest np. bi­ta po twa­rzy (to jed­no z naj­mniej bru­tal­nych za­cho­wań). „To nie czło­wiek” – już to kie­dyś sły­sze­li­śmy…

Pro­sta dro­ga na dno

Ga­il Di­nes jeź­dzi po Sta­nach z wy­kła­da­mi nt. por­no­gra­fii dla stu­den­tów. Bar­dzo czę­sto sły­szy wy­po­wie­dzi stu­den­tów, któ­rzy za­czy­na­li od „nor­mal­nej” por­no­gra­fii, by z cza­sem za­cząć oglą­dać tę bru­tal­ną. „Cza­sem nie mo­gę w to uwie­rzyć, że po­do­ba mi się ta­kie por­no” (Phil). „Pro­sta dro­ga na dno; ni­gdy bym nie po­my­ślał, że się po niej ze­śli­zgnę. Za­wsze my­śla­łem, że nie je­stem fa­ce­tem, któ­ry lu­bi bar­dzo bru­tal­ne por­no, ale sta­ło się ina­czej” (An­tho­ny). Ga­il Di­nes wska­zu­je, jak bar­dzo ra­si­stow­ska jest por­no­gra­fia, w któ­rej np. czar­no­skó­ra ko­bie­ta jest pod­po­rząd­ko­wa­na bia­łe­mu męż­czyź­nie na dwóch płasz­czy­znach – i ja­ko ko­bie­ta, i ja­ko czar­no­skó­ra.

Szo­ku­ją­cych fak­tów i tez przed­sta­wio­nych przez ame­ry­kań­ską fe­mi­nist­kę moż­na by mno­żyć. Jed­no jest pew­ne: współ­cze­sna por­no­gra­fia nie jest „nie­groź­ną za­ba­wą”, nie jest „nie­win­ną fan­ta­zją”. Jest do­kład­nie tak sa­mo nie­groź­na jak bru­tal bi­ją­cy po twa­rzy ko­bie­tę i tak sa­mo nie­win­na jak gwał­ci­ciel, wią­żą­cy uprzed­nio swo­ją ofia­rę. Do­kład­nie. Bez naj­mniej­szej prze­sa­dy.

Oby przy­jem­niej nam nie by­ło wszyst­ko jed­no.

 

KU

 

 

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: