Moż­na ją na­zwać cza­sem ła­ski lub re­ko­lek­cja­mi w dro­dze. Pie­sza piel­grzym­ka na Ja­sną Gó­rę. Od­wa­żysz się w nią wy­ru­szyć?

W ze­szłym ro­ku do stóp Mat­ki Bo­żej Czę­sto­chow­skiej przy­szły 263 piel­grzym­ki, w któ­rych uczest­ni­czy­ło 123 ty­się­cy osób. Z He­lu wy­ru­sza naj­dłuż­sza z wszyst­kich – Piel­grzym­ka Ka­szub­ska. Trwa dzie­więt­na­ście dni. Li­czy 638 ki­lo­me­trów. Czym jest piel­grzym­ka? – Ma­my wła­sną de­fi­ni­cję, któ­rej mu­si się na­uczyć na pa­mięć każ­dy piel­grzym: to trud wę­drów­ki, wy­pły­wa­ją­cy z du­cha wia­ry, ja­ko świa­dec­two Ko­ścio­ła piel­grzy­mu­ją­ce­go. Piel­grzym­ka to re­ko­lek­cje w dro­dze i czas in­ten­syw­nej mo­dli­twy. Ma wpro­wa­dzić czło­wie­ka na dro­gę co­dzien­ne­go na­wró­ce­nia – mó­wi ks. Mi­chał Me­jer SDB, sa­le­zja­nin, opie­kun i mo­de­ra­tor Sa­le­zjań­skiej Piel­grzym­ki Ewan­ge­li­za­cyj­nej (SPE).

Czas ła­ski

Księ­dzu Mi­cha­ło­wi naj­bar­dziej po­do­ba się jed­nak in­na de­fi­ni­cja: piel­grzym­ka to czas ła­ski i spo­tka­nia z Bo­giem – w zu­peł­nie nie­ocze­ki­wa­ny spo­sób – w lu­dziach i wy­da­rze­niach. Gdy był na­sto­lat­kiem, w trak­cie SPE zo­stał wy­sła­ny do pie­kar­ni po buł­ki i droż­dżów­ki. Za­sko­czy­ło go, że ktoś dał mu za dar­mo dwie siat­ki pie­czy­wa, oka­zał za­ufa­nie i ty­le do­bra, wie­rząc na sło­wo, że chło­pak jest uczest­ni­kiem piel­grzym­ki. Ta­kie zda­rze­nia uświa­do­mi­ły mu, że Bóg przy­cho­dzi do nas w co­dzien­nych sy­tu­acjach.

In­ten­cje

Co wy­róż­nia Sa­le­zjań­ską Piel­grzym­kę Ewan­ge­li­za­cyj­ną spo­śród in­nych? – Ma cha­rak­ter wspól­no­ty mło­dzie­żo­wej, któ­ra ewan­ge­li­zu­je na­po­tka­ne oso­by i dzie­li się z ni­mi świa­dec­twa­mi wia­ry – wy­ja­śnia ks. Mi­chał. W tym ro­ku, 30 lip­ca, piel­grzym­ka po raz dwu­dzie­sty siód­my wy­ru­szy ze Szczań­ca na Ja­sną Gó­rę. Co ro­ku bie­rze w niej udział 200–300 osób. Śred­nia wie­ku to 18 lat. Naj­młod­sze oso­by ma­ją 14 lat, a we­te­ra­ni oko­ło 30. – Na­sza dwu­ty­go­dnio­wa wę­drów­ka to hi­sto­ria czło­wie­ka w mi­nia­tu­rze. Raz świe­ci słoń­ce, in­nym ra­zem pa­da deszcz. Spo­ty­ka­my po dro­dze róż­nych lu­dzi, ale nie mo­że­my się za­trzy­mać. Mu­si­my ca­ły czas iść do ce­lu na­szej wę­drów­ki, do Bo­ga – mó­wi ks. Mi­chał. SPE nie trze­ba ni­gdzie ogła­szać. Naj­lep­szą re­kla­mą jest re­ko­men­da­cja osób, któ­re bra­ły w niej udział. – Naj­wię­cej osób szu­ka po­głę­bie­nia re­la­cji z Bo­giem i przy­jaź­ni z ró­wie­śni­ka­mi. Mło­dzi czę­sto mo­dlą się o po­myśl­ne zda­nie ma­tu­ry, o zdro­wie dla bli­skich, za oj­ca al­ko­ho­li­ka o wyj­ście z na­ło­gu, o na­wró­ce­nie dla ko­le­gów i ro­dzeń­stwa. Dziew­czy­ny, któ­re na cze­le piel­grzym­ki nio­są nie­wiel­ki krzyż z re­li­kwia­mi św. Ja­na Bo­sko, mo­dlą się o do­bre­go mę­ża – tłu­ma­czy ks. Mi­chał.

 

Aga­ta Goł­da

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: