Mo­je po­glą­dy do­ty­czą­ce czy­sto­ści zmie­nia­ły się wraz ze mną. Wła­ści­wie to za­wsze pod­świa­do­mie czu­łam, że naj­le­piej z sek­sem po­cze­kać do ślu­bu, jed­nak kie­dy do­ra­sta­łam, nie by­ło ni­ko­go, kto po­tra­fił­by do­brze wy­tłu­ma­czyć, dla­cze­go. Mam dwie star­sze sio­stry. Czę­sto czy­ta­łam ukrad­kiem ich pi­sma dla mło­dych dziew­czyn, któ­re nie­ste­ty zma­ni­pu­lo­wa­ły mo­je my­śle­nie... Dziś uwa­żam to za stra­co­ny czas i za­śmie­ce­nie gło­wy. Mło­dy czło­wiek wszyst­ko przyj­mu­je bez­kry­tycz­nie, ze mną też tak by­ło. Przy­ję­łam więc, że an­ty­kon­cep­cja jest w po­rząd­ku, że współ­ży­cie przed ślu­bem pew­nie też — w każ­dym ra­zie nie prze­szka­dza­ło mi to u in­nych. Z na­tu­ry je­stem nie­śmia­ła, o chło­pa­kach, je­śli my­śla­łam, to na po­waż­nie (pew­nie dla­te­go dłu­go ni­ko­go nie mia­łam). Pew­nie to i mo­ja wia­ra, któ­ra ci­cho pro­wa­dzi­ła mnie do­brą dro­gą, uchro­ni­ły mnie przed np. nie­pla­no­wa­ną cią­żą.

foto_01-01_15-16-2015

Pan Bóg ma po­czu­cie hu­mo­ru. „Świa­do­mą dzie­wi­cą” za­czę­łam być, od­kąd po­zna­łam mo­je­go chło­pa­ka, Sław­ka, co mia­ło miej­sce na piel­grzym­ce do Czę­sto­cho­wy. Nie to, że­by nie był przy­stoj­ny, czy nie po­cią­gał mnie w pe­wien spo­sób — bez wza­jem­nej fa­scy­na­cji trud­no by­ło­by nam prze­żyć ra­zem po­nad trzy la­ta. Po pro­stu po­ka­zał mi in­ną dro­gę, co za­czę­ło się od za­pro­sze­nia na re­ko­lek­cje Ru­chu Czy­stych Serc. Wte­dy jesz­cze nie by­li­śmy pa­rą, i w mo­im mnie­ma­niu się na to nie za­no­si­ło, jed­nak Pan Bóg dzia­łał w nas i przez nas. Po­zna­łam nie­sa­mo­wi­tych lu­dzi, ra­do­snych, otwar­tych, któ­rzy da­wa­li so­bą świa­dec­two: „ży­je­my w czy­sto­ści i do­brze nam z tym”. Ale przede wszyst­kim kon­kret­na wie­dza, prze­ka­zy­wa­na nam przez kom­pe­tent­nych pro­wa­dzą­cych, no i sam Pan Je­zus spra­wi­li, że po­sta­no­wi­łam wstą­pić do RCS i świa­do­mie pod­jąć dro­gę czy­sto­ści. Kil­ka mie­się­cy póź­niej „ze­szli­śmy się” ze Sław­kiem, i tak za­czę­ła się na­sza wspól­na przy­go­da.

Czy ła­two jest do­cho­wać czy­sto­ści w związ­ku? Nie­ła­two. Cia­ła mó­wią swo­imi pra­gnie­nia­mi, i to nor­mal­ne. Na pew­no jest ła­twiej, gdy obo­je wie­my, dla­cze­go tak ży­je­my, co nie zmie­nia fak­tu, że cią­gle trze­ba wal­czyć. A ze swo­jej per­spek­ty­wy mu­szę po­wie­dzieć, że bar­dzo nas to roz­wi­ja. Je­śli nie sku­pia­my się na sek­sie (któ­ry pew­nie przy­sło­nił­by ca­ły sens na­sze­go związ­ku), to ma­my spo­ro oka­zji, że­by na­uczyć się oka­zy­wać mi­łość w in­ny spo­sób (np. spoj­rze­niem, przy­tu­le­niem, po­ca­łun­ka­mi, któ­re cza­sem wy­ra­ża­ją wię­cej niż mi­lion słów), że­by na­uczyć się sie­bie, swo­ich re­ak­cji na róż­ne rze­czy, a tak­że sztu­ki kom­pro­mi­su, za­nim sta­nie­my przy oł­ta­rzu. Wiem też, że Sła­wek pa­trzy na mnie jak na war­to­ścio­we­go czło­wie­ka, a nie jak na „mię­so”, „to­war”... Dla nie­go je­stem waż­na ja, a nie tyl­ko mo­je cia­ło. Ko­cham go, ale dziś nie wy­obra­żam so­bie od­dać się ko­muś, ko­go nie je­stem pew­na, że bę­dzie ze mną przez ca­łe ży­cie (a ta­kim gwa­ran­tem dla mnie jest tyl­ko sa­kra­ment mał­żeń­stwa). Je­stem szczę­ścia­rą, że mam ta­kie­go męż­czy­znę u bo­ku, bo to dziś chy­ba wy­mie­ra­ją­cy „ga­tu­nek”. 🙂 Ale war­to szu­kać i nie iść na skró­ty!

 

Mo­ni­ka

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: