Z ks. pra­ła­tem An­to­nim Soł­ty­si­kiem, któ­ry przy­czy­nił się do re­ak­ty­wo­wa­nia Ka­to­lic­kie­go Sto­wa­rzy­sze­nia Mło­dzie­ży, roz­ma­wia Mar­cin No­wak.

 

Kie­dy po raz pierw­szy do­wie­dział się Ksiądz Pra­łat o KSM-ie?

– Już w dzie­ciń­stwie, bo mój ta­ta był pre­ze­sem od­dzia­łu KSM w Stry­sza­wie. W je­go do­mu od­by­wa­ły się spo­tka­nia. Po­nad­to, ja­ko chło­piec uczęsz­cza­łem na przed­sta­wie­nia or­ga­ni­zo­wa­ne przez KSM: ja­seł­ka, Mę­kę Pań­ską al­bo sztu­ki Zo­fii Kos­sak-Szczuc­kiej. Cza­sa­mi oglą­da­li­śmy czar­no-bia­łe fil­my. Za­wsze był tłum.

 

A Księ­dza ta­ta?

– W 1936 r. otrzy­mał dy­plom uzna­nia za pre­ze­so­wa­nie w Ka­to­lic­kim Sto­wa­rzy­sze­niu Mło­dzie­ży Mę­skiej. Przed wy­bu­chem woj­ny ist­nia­ły jak­by czte­ry ko­lum­ny dzi­siej­sze­go KSM-u: wspo­mnia­ne Ka­to­lic­kie Sto­wa­rzy­sze­nie Mło­dzie­ży Mę­skiej, a tak­że Żeń­skiej, Mę­żów i Ko­biet.

 

A gdy wy­bu­chła woj­na?

– Roz­wią­za­no wszyst­kie or­ga­ni­za­cje. Wie­lu KSM-owi­czów po­szło do pod­zie­mia. Włą­czy­li się też w or­ga­ni­za­cję po­mo­cy Ży­dom, któ­rą w War­sza­wie za­ło­ży­ła Kos­sak-Szczuc­ka.

 

Tra­fił więc Ksiądz już do po­wo­jen­ne­go KSM-u…

– Naj­pierw po­sze­dłem do har­cer­stwa, a po­tem do KSMM. By­łem bi­blio­te­ka­rzem. Na­sze spo­tka­nia czę­sto za­czy­na­ły się po­ezją. Bar­dzo prze­ży­wa­łem, kie­dy zle­co­no mi re­cy­ta­cję wier­sza. Przy­go­to­wy­wa­łem się do niej, a po­ma­gał mi mój ta­ta. By­ło to dla mnie du­że prze­ży­cie. Czę­sto też wy­gła­sza­li­śmy re­fe­ra­ty, oczy­wi­ście, na mia­rę na­szych moż­li­wo­ści – mło­dych chłop­ców. Pa­mię­tam, że mia­łem do przy­go­to­wa­nia re­fe­rat o mo­dli­twie. Po wy­słu­cha­niu by­ła dys­ku­sja, a na koń­cu ksiądz pod­su­mo­wy­wał na­sze prze­my­śle­nia.

W 1952 r., po ma­tu­rze, po­sze­dłem do kra­kow­skie­go se­mi­na­rium. Spo­tka­łem tam ks. No­wo­ry­tę – ostat­nie­go asy­sten­ta KSM-u. Tra­fił do wię­zie­nia, bo KSM był tę­pio­ny przez Służ­by Bez­pie­czeń­stwa. Po wyj­ściu z wię­zie­nia zo­stał pre­fek­tem w se­mi­na­rium, bo w pa­ra­fii nie moż­na go by­ło za­trud­nić. Na­to­miast 7 lu­te­go 1953 r. KSM zo­stał roz­wią­za­ny. Ta­ką de­cy­zję pod­jął kard. Adam Sa­pie­ha, po­nie­waż bał się o mło­dzież, któ­rej gro­zi­ło nie­bez­pie­czeń­stwo. KSM-owi­cze by­li prze­śla­do­wa­ni, nisz­cze­ni. Na­cho­dzo­no ich, usi­ło­wa­no wcią­gnąć ją do współ­pra­cy z SB. Mło­dzież się nie zga­dza­ła, by­ły pro­ce­sy, aresz­to­wa­nia. Kil­ku KSM-owi­czów ska­za­no na ka­rę śmier­ci, ale na szczę­ście jej nie wy­ko­na­no.

Po for­mal­nym roz­wią­za­niu or­ga­ni­za­cji, mło­dzież spo­ty­ka­ła się nie­for­mal­nie. Po świę­ce­niach ka­płań­skich tra­fi­łem do pa­ra­fii w Msza­nie Dol­nej, gdzie pro­bosz­czem był wspo­mnia­ny ks. No­wo­ry­ta. By­li człon­ko­wie KSM-u spo­ty­ka­li się tam pod by­le pre­tek­stem. Jed­no po­szli do Stra­ży Po­żar­nej, in­ni utwo­rzy­li chór czy urzą­dza­li za­ba­wy ze ske­cza­mi, ga­wę­da­mi gó­ral­ski­mi, pie­śnia­mi. Trzy­ma­li ra­zem i wspie­ra­li.

Że­by nie za­bie­rać mło­dzie­ży wspól­no­ty, kard. Sa­pie­ha po­wo­łał Ży­wy Ró­ża­niec Dziew­cząt. Grup­ka mo­dli­tew­na by­ła „bez­piecz­na”, bo kto nam za­bro­ni się mo­dlić? Ale ubo­le­wał, że nie ma żad­nej for­my dusz­pa­ster­stwa mło­dzie­ży.

 

Wskrze­sze­nie” KSM-u by­ło­by po­dej­rza­ne i dla­te­go po­wsta­ły Gru­py Apo­stol­skie?

– Tak. Gdy po­wsta­wa­ły Gru­py, ist­nia­ła już oa­za. Ale kard. Woj­ty­ła wi­dział, że jej mi­sją jest for­mo­wa­nie mło­dzie­ży do oł­ta­rza – mi­ni­stran­tów, lek­to­rów. A co z ty­mi, któ­rzy sta­li w pro­gu ko­ścio­ła al­bo gdzieś przy pło­cie?

Zo­sta­łem die­ce­zjal­nym dusz­pa­ste­rzem mło­dzie­ży. Był to okres So­bo­ru Wa­ty­kań­skie­go II. Kar­dy­nał, już wte­dy Woj­ty­ła, po­wta­rzał, ze mło­dzież po­win­na apo­sto­ło­wać, bo jest ochrzczo­na i bierz­mo­wa­na, a więc po­wo­ła­na do te­go. Wraz z in­ny­mi księż­mi opra­co­wa­li­śmy „pro­gram” Grup Apo­stol­skich, któ­re do dziś opie­ra­ją się na mo­dli­twie i ży­ciu sa­kra­men­tal­nym. Ich za­sad­ni­cza idea to bu­do­wa­nie przy­jaź­ni z Chry­stu­sem i na tej pod­sta­wie bu­do­wa­nie wię­zi z ró­wie­śni­ka­mi.

Gru­py by­ły ru­chem, uni­ka­li­śmy sło­wa „or­ga­ni­za­cja”, że­by SB się na­mi nie in­te­re­so­wa­ło.

 

Sko­ro dzia­ła­ły oa­za i Gru­py Apo­stol­skie, to dla­cze­go w 1990 r. re­ak­ty­wo­wa­no KSM?

– Bo to zu­peł­nie co in­ne­go. Ow­szem, wszyst­kie ma­ją ten sam cel – po­głę­bie­nie ży­cia re­li­gij­ne­go mło­dzie­ży. Ale po zmia­nie ustro­jo­wej w 1989 r. po­ja­wi­ła się szan­sa, by mło­dzież mia­ła wła­sną or­ga­ni­za­cję.

 

Ale po co or­ga­ni­za­cja?

– W or­ga­ni­za­cji mło­dzież uczy się dzia­łać i bie­rze na sie­bie od­po­wie­dzial­ność za to, co ro­bi. Ksiądz jest opie­ku­nem, asy­sten­tem, a nie pro­wa­dzą­cym. Ini­cja­ty­wa na­le­ży do mło­dzie­ży, któ­ra for­mu­je sa­mą sie­bie i sa­ma so­bie or­ga­ni­zu­je pra­cę. KSM uczy za­rzą­dza­nia i przy­go­to­wu­je do peł­nie­nia funk­cji w struk­tu­rach ży­cia pra­cy, spo­łecz­ne­go po­li­tycz­ne­go. Po to w każ­dym pa­ra­fial­nym od­dzia­le są funk­cje pre­ze­sa, se­kre­ta­rza itp. Struk­tu­ry uła­twia­ją dzia­ła­nie.

 

Nie­któ­rzy mó­wią: „My nie po­trze­bu­je­my pre­ze­sa i spra­woz­dań, że­by się spo­ty­kać”.

– I ma­ją ra­cję. Że­by się spo­ty­kać, nie po­trze­bu­ją struk­tur, do­ku­men­tów itd. Ale że­by ro­bić do­bre rze­czy w spo­sób zor­ga­ni­zo­wa­ny, po­trzeb­ny jest po­dział ról i od­po­wie­dzial­ność. Mo­że­my mieć pięk­ne idee, ale że­by wcie­lić je w ży­cie, trze­ba dzia­łać w spo­sób zor­ga­ni­zo­wa­ny. W prze­ciw­nym ra­zie idee la­da chwi­la mo­gą się zwa­lić, to jak or­ga­nizm bez krę­go­słu­pa. Oczy­wi­ście, sa­me struk­tu­ry nie gwa­ran­tu­ją ani suk­ce­su, ani świę­to­ści. Po­trzeb­na jest jesz­cze idea i za­pa­leń­cy, któ­rzy wcie­la­ją ją w ży­cie.

 

O co cho­dzi w KSM-ie?

– O wy­cho­wa­nie mą­drych ka­to­li­ków i Po­la­ków. Słu­żą te­mu róż­ne na­rzę­dzia: sport, kul­tu­ra, szko­le­nia a na­wet dys­ko­te­ki.

 

W tym ro­ku ob­cho­dzi­my 25-le­cie re­ak­ty­wa­cji KSM-u. Jak ro­lę ma on do ode­gra­nia współ­cze­śnie?

– Cią­gle tę sa­mą – słu­żyć Bo­gu i oj­czyź­nie. Dla­te­go od mło­dzie­ży wy­ma­ga się nie tyl­ko wie­dzy i umie­jęt­no­ści, ale też for­ma­cji. KSM ma two­rzyć śro­do­wi­sko, w któ­rym mło­dzi wza­jem­nie na sie­bie od­dzia­łu­ją. Ma wy­cho­wy­wać lu­dzi wie­rzą­cych i prak­ty­ku­ją­cych. Za­tem z punk­tu wi­dze­nia Ko­ścio­ła ta­ka or­ga­ni­za­cja jest ko­niecz­na, z punk­tu wi­dze­nia ate­istów – szko­dli­wa.

 

A tzw. za­sa­da W-O-D?

– Wi­dzieć, oce­nić, dzia­łać. Bar­dzo waż­na. KSM-owi­cze po­win­ni ob­ser­wo­wać ży­cie, wi­dzieć, co się dzie­je, na­stęp­nie oce­niać bie­żą­ce wy­da­rze­nia w świe­tle Ewan­ge­lii i po­trzeb oj­czy­zny, a na koń­cu dzia­łać, czy­li po­dej­mo­wać mą­dre de­cy­zje.

 

Czy KSM ma być kon­ku­ren­cją dla in­ter­ne­tu, te­le­wi­zji i za­jęć po­za­lek­cyj­nych?

– Ra­czej ich uzu­peł­nie­niem. Z te­le­wi­zji, in­ter­ne­tu i te­le­fo­nu też moż­na ko­rzy­stać w mą­dry spo­sób. Ale one nie da­ją re­la­cji z dru­gim czło­wie­kiem, któ­re­go moż­na po­znać np. w KSM-ie. Je­śli ktoś na­praw­dę za­kosz­tu­je re­la­cji z dru­gim czło­wie­kiem i po­zna, czym jest przy­jaźń, nie bę­dzie chciał spę­dzać cza­su tyl­ko z kom­pu­te­rem.

 

Ma Ksiądz 85 lat. Z tej per­spek­ty­wy moż­na po­wie­dzieć, co jest w ży­ciu naj­waż­niej­sze.

– Że­by być w peł­ni czło­wie­kiem. Znać swo­ją ludz­ką god­ność, a moż­na ją od­na­leźć tyl­ko w re­la­cji do Pa­na Bo­ga. Waż­ne jest, aby prze­jąć tra­dy­cję od star­szych po­ko­leń, ce­nić oj­czy­znę jak swo­ją mat­kę i trosz­czyć się o nią. Czło­wiek mu­si znać swo­je ko­rze­nie i wie­dzieć, kim na­praw­dę jest.

 

Księ­dza ma­rze­nie?

– Od­dział KSM w każ­dej pa­ra­fii.

 

Dzię­ku­ję za roz­mo­wę.

 

DSC_0380

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: