O bi­twie o Mon­te Cas­si­no sły­szał każ­dy Po­lak, wie­lu zna pieśń Czer­wo­ne ma­ki… W jed­nej ze zwro­tek śpie­wa­my: „Ru­nę­li przez ogień sza­leń­cy! / Nie je­den z nich do­stał i padł... / Jak ci z So­mo­sier­ry sza­leń­cy! / Jak ci spod Ro­kit­ny, sprzed lat!”. Obie ka­wa­le­ryj­skie szar­że, pod So­mo­sier­rą i Ro­kit­ną, prze­szły do hi­sto­rii, zo­sta­ły upa­mięt­nio­ne w li­te­ra­tu­rze, pie­śniach. Mi­ja set­na rocz­ni­ca tej ostat­niej, ro­kit­niań­skiej, gdy pol­scy uła­ni II Bry­ga­dy Le­gio­nów Pol­skich szar­żo­wa­li na po­trój­ne ro­syj­skie oko­py.

Do ata­ku pod Ro­kit­ną po­szli pol­scy uła­ni do­wo­dze­ni przez rtm. Zbi­gnie­wa Du­nin-Wą­so­wi­cza. Je­go pra­dzia­dek Mi­ko­łaj uczest­ni­czył w naj­słyn­niej­szym ata­ku szwo­le­że­rów pod So­mo­sier­rą. Zbi­gniew do­słu­żył się w au­striac­kiej ka­wa­le­rii stop­nia po­rucz­ni­ka.

foto_01-02_11-2015

Wy­stą­pił jed­nak z woj­ska, aby przy­stą­pić do strzel­ców Pił­sud­skie­go, a po wy­bu­chu I woj­ny świa­to­wej ob­jął do­wódz­two 2 szwa­dro­nu le­gio­no­wej ka­wa­le­rii, do­sia­da­jąc swe­go ulu­bio­ne­go ko­nia – Ho­chlę, na któ­rej szar­żo­wał pod Ro­kit­ną. Swym pod­ko­mend­nym wy­dał roz­kaz: „Le­gio­ni­ści! Cie­szę się, że w wiel­kiej woj­nie z na­szym od­wiecz­nym wro­giem, Ro­sją, pój­dzie­my ra­zem w pol­skim mun­du­rze bić się za Oj­czy­znę! Ju­tro o go­dzi­nie 4 ra­no zbiór­ka”. Ra­zem z II Bry­ga­dą wy­ru­szy­li na front w Kar­pa­tach Wschod­nich, gdzie szwa­dron Wą­so­wi­cza wal­czył pod Zie­lo­ną, Pa­siecz­ną i Mo­łot­ko­wem, zdo­by­wał Hu­culsz­czy­znę… Mie­li za so­bą nie­jed­ną bi­twę, ale rtm. Zbi­gniew Du­nin-Wą­so­wicz, jak wie­lu je­go uła­nów wy­cho­wa­nych na sien­kie­wi­czow­skiej Try­lo­gii, ma­rzył jesz­cze o jed­nym: „Na­wo­jo­wa­li­śmy się już nie­ma­ło, po­zna­li­śmy ogień ka­ra­bi­nów, ar­mat i mi­tra­liez.

Ale jed­ne­go nam jesz­cze w na­szych prze­ży­ciach bra­ku­je – że­by tak choć raz do szar­ży ułań­skiej po­je­chać – że­by choć raz sza­bla­mi Mo­ska­lom za­świe­cić – ot – cze­go bym chciał do­żyć”.

13 czerw­ca 1915 r. uła­ni do­sta­li roz­kaz od­mar­szu na po­zy­cję pod Ro­kit­ną, w po­bli­żu Czer­nio­wiec (dzi­siaj na Ukra­inie, bli­sko ru­muń­skiej gra­ni­cy). Ko­nie ła­two po­ko­na­ły ba­gni­ste prze­szko­dy, a pierw­szy po­ko­nał rzecz­kę rot­mistrz Wą­so­wicz na Ho­chli.

W da­li wi­dać by­ło po­trój­ne, sil­nie umoc­nio­ne ro­syj­skie oko­py. „Ru­szy­ły ko­nie marsz – marsz – roz­war­ły się sza­re ułan­ki od pę­du, za­ci­snę­ły sil­niej dło­nie na gar­dach pa­ła­szy, za­bły­sły oczy ra­do­ścią. Więc w koń­cu upra­gnio­na chwi­la na­de­szła... chwi­la – o ja­kiej dziec­kiem bę­dąc każ­dy z nas czy­tał w hi­sto­rii i po­wie­ści, więc my je­dzie­my na ułań­ską szar­żę, więc za chwi­lę wpad­nie­my na wro­ga i ciąć, rą­bać bę­dzie­my. – Co nam ku­le! co strza­ły! – my je­dzie­my – pol­ska ka­wa­le­ria...” – pi­sał je­den z uła­nów.

 

Ja­ro­sław Sza­rek

 

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: