Ude­rza mnie treść hym­nu: „Je­zu oto­czo­ny rze­szą ka­lek, ślep­ców, pro­sty­tu­tek, cel­ni­ków i grzesz­ni­ków”. Dzi­siaj moż­na do­dać: hi­pi­sów, pun­ków, gi­tów, ra­sta­ma­nów – opo­wia­da ks. An­drzej Szpak SDB, dusz­pa­sterz mło­dzie­ży róż­nych dróg.

Nie­któ­rzy mó­wią, że gdy­by Szpa­ku nie był księ­dzem, był­by hi­pi­sem o pseu­do­ni­mie „ksiądz”. Dla­cze­go hi­pi­si są szcze­gól­ni? Co urze­ka w ich spo­so­bie by­cia? Spodnie dzwo­ny, barw­ne ko­szu­le, kwie­ci­ste chu­s­ty, a mo­że obo­wiąz­ko­we, dłu­gie wło­sy?

– Ko­lo­ro­we ubra­nia by­ły świet­ne, zwłasz­cza w sza­rych cza­sach PRL-u. Pe­wien bi­skup pod­czas zlo­tu za­py­tał hi­pi­sa: cze­mu no­sisz dłu­gie wło­sy? A chło­pak od­po­wie­dział: a co bi­sku­pa ob­cho­dzą mo­je wło­sy? Tro­chę nie­grzecz­nie, ale ja przez pe­wien czas też no­si­łem dłu­gie wło­sy. Był to znak nie­sto­so­wa­nia prze­mo­cy, ra­zem z pa­cyf­ką czy in­diań­ski­mi ko­ra­li­ka­mi. Ta­ką mie­li ide­olo­gię. Kie­dyś mi­li­cjant sprał jed­ne­go hi­pa pa­łą, a ten mu od­po­wie­dział: dzię­ku­ję. Mi­li­cjant zdę­biał. Lu­bi­łem ich słu­chać. A oni po­trze­bo­wa­li po­wier­ni­ka, przed któ­rym mo­gli­by wszyst­ko po­wie­dzieć. I opo­wia­da­li przy­kre rze­czy: o par­szy­wym świe­cie, o za­bi­ja­niu, o woj­sku, któ­re uczy­ło za­bi­jać. Ich ży­cio­wej fi­lo­zo­fii o ży­ciu bez prze­mo­cy nie da­ło się po­go­dzić ze służ­bą woj­sko­wą. Mie­li pa­cy­fi­stycz­ne prze­ko­na­nia. To by­ła płasz­czy­zna łą­czą­ca z Ko­ścio­łem.

foto_01-03_23-2015

Pod ko­niec lat 70. roz­po­czął Ksiądz or­ga­ni­zo­wa­nie pie­szych piel­grzy­mek do Czę­sto­cho­wy, któ­rych uczest­ni­ka­mi by­li mło­dzi lu­dzie zbun­to­wa­ni wo­bec rze­czy­wi­sto­ści. Na­zwa­li się „Bia­ło-Czar­ni” i po­cząt­ko­wo wcho­dzi­li w skład aka­de­mic­kiej gru­py war­szaw­skiej. W 1982 r. utwo­rzy­li sa­mo­dziel­ną gru­pę pod na­zwą Ogól­no­pol­ska Piel­grzym­ka Mło­dzie­ży Róż­nych Dróg. Mię­dzy piel­grzym­ka­mi or­ga­ni­zu­je Ksiądz dla nich zlo­ty. Po co?

– Na po­cząt­ku nie by­ło nas wie­lu: 30–40. By­ła wśród nas Ba­sia. Pięk­na dziew­czy­na. Po la­tach zo­sta­ła sio­strą za­kon­ną. Mia­ła dar ma­lo­wa­nia por­tre­tów. Ca­ły zlot był jed­nym wiel­kim por­tre­to­wa­niem. Każ­dy po­zo­wał. Ba­sia by­ła bar­dzo cier­pli­wa, a jej ma­ma mó­wi­ła, że gdy wra­ca ze zlo­tu, to jest ja­kaś lep­sza. To mnie uspo­ko­iło. Ba­łem się, że te zlo­ty mo­gą się przy­czy­niać do roz­wo­ju ne­ga­tyw­nych cech ko­ja­rzo­nych z hi­pi­zmem, jak bunt prze­ciw­ko świa­tu do­ro­słych, od­rzu­ce­nie za­ka­zów, a tym­cza­sem trzy­ma­ły po­ziom i two­rzy­ły „po­zy­tyw­ne kli­ma­ty”. Uczest­ni­cy przy­jeż­dża­ją z ca­łej Pol­ski, aby się spo­tkać, bo An­drzej za­ła­twił im spa­nie, tro­chę ja­dła i świę­to­wa­nie, nie­raz do ra­na w nie­dzie­lę. A łą­czy ich na­praw­dę chrze­ści­jań­ska mi­łość.

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: