Św. Elż­bie­ta Wę­gier­ska (1207–1231) zmar­ła z prze­pra­co­wa­nia i wy­czer­pa­nia or­ga­ni­zmu w wie­ku za­le­d­wie 24 lat. Za­kła­da­ła szpi­ta­le, opie­ko­wa­ła się cho­ry­mi, nie­peł­no­spraw­ny­mi i trę­do­wa­ty­mi.

Św. Kon­rad z Parz­ham (1818–1894) zmarł wsku­tek prze­pra­co­wa­nia i cho­rób. Spę­dził po­nad czte­ry de­ka­dy ży­cia, opie­ku­jąc się ty­sią­ca­mi piel­grzy­mów i ubo­gi­mi.

Św. Jó­zef Bil­czew­ski (1860–1923) zmarł z prze­pra­co­wa­nia. Ten wiel­ki dusz­pa­sterz, pro­fe­sor i pa­trio­ta był mne­mo­ni­kiem – dzię­ki fe­no­me­nal­nej pa­mię­ci od­zna­czał się nie­wia­ry­god­ny­mi zdol­no­ścia­mi za­pa­mię­ty­wa­nia tek­stów prze­czy­ta­nych ksią­żek.

Tę li­stę moż­na by spo­ro wy­dłu­żyć. Hi­sto­ria Ko­ścio­ła zna przy­pad­ki wie­lu świę­tych i bło­go­sła­wio­nych, któ­rzy umar­li z prze­pra­co­wa­nia. War­to jed­nak pa­mię­tać, że do chwa­ły oł­ta­rzy zo­sta­li wy­nie­sie­ni mi­mo te­go, a nie dzię­ki te­mu!

foto_01-03_07-2014

Na zie­lo­nych pa­stwi­skach

Pan po­zwa­la mi le­żeć. Pro­wa­dzi mnie nad wo­dy, gdzie mo­gę od­po­czą­ćˮ (nie zaś: gdzie mu­szę pa­sać owce dzień i noc).

Ży­je­my w cza­sach wy­ma­ga­ją­cych in­ten­syw­nej pra­cy. Cza­sem du­żo in­ten­syw­niej­szej niż w spo­łe­czeń­stwach za­chod­nich, gdzie do osią­gnię­cia po­dob­ne­go po­zio­mu ży­cia nie­któ­rzy lu­dzie mo­gą pra­co­wać mniej.

Mło­dość to czas, w któ­rym na­zbyt czę­sto po­czu­cie swej war­to­ści zo­sta­wia­my w czy­ichś rę­kach. Sta­ra­my się „za­słu­żyć” na ak­cep­ta­cję, uzna­nie, cza­sem nie­ste­ty i mi­łość (do­bra wia­do­mość jest ta­ka, że zwy­kle prze­cho­dzi to z wie­kiem).

Do te­go po­ku­tu­je prze­sąd, że Ko­ściół wy­ma­ga od nas cią­głe­go wy­sił­ku, wręcz mę­czeń­stwa. A pra­ca, spro­wa­dza­na do „nad­ludz­kie­go wy­sił­ku w nie­ludz­kich wa­run­kach”, by­wa przed­sta­wia­na ja­ko cno­ta. Nic bar­dziej błęd­ne­go. Mo­że to re­likt cza­sów, gdy przez kil­ka stu­le­ci chrze­ści­ja­nie prze­ży­wa­li nie­dzie­lę wy­łącz­nie ja­ko dzień kul­tu, nie mo­gąc po­łą­czyć jej z od­po­czyn­kiem.

To wszyst­ko spra­wia, że da­li­śmy się tro­chę wkrę­cić. Do­brze by­ło­by po­pa­trzeć na pro­blem rów­nież z in­nej stro­ny i za­sta­no­wić się, czy nie grze­szy­my przy­pad­kiem grze­chem... he­re­zji czy­nu i ak­ty­wi­zmu.

Św. Jan Pa­weł II pi­sał: „Nie ist­nie­je jed­nak żad­na sprzecz­ność mię­dzy ra­do­ścią chrze­ści­jań­ską a praw­dzi­wy­mi ra­do­ścia­mi ludz­ki­mi. (...) Je­śli za­tem po sze­ściu dniach pra­cy czło­wiek po­szu­ku­je cza­su, aby się od­prę­żyć i bar­dziej za­trosz­czyć o in­ne aspek­ty swe­go ży­cia, to wy­ni­ka to z au­ten­tycz­nej po­trze­by, cał­ko­wi­cie zgod­nej z wi­zją na­kre­ślo­ną przez orę­dzie ewan­ge­licz­ne”.

Odejść osob­no na miej­sce pu­styn­ne

Od­po­czy­nek jest bło­go­sła­wień­stwem Bo­ga. Umie­jęt­ność do­bre­go od­po­czy­wa­nia jest zna­kiem mą­dro­ści czło­wie­ka” – mó­wił bp Piotr Li­be­ra pod­czas pew­nych re­ko­lek­cji. „Aby sku­tecz­nie apo­sto­ło­wać w dzi­siej­szym za­bie­ga­nym świe­cie, trze­ba uczyć się du­cho­wo od­po­czy­wać. Trze­ba »odejść osob­no na miej­sce pu­styn­ne«, aby nie ulec he­re­zji czy­nu, he­re­zji ak­ty­wi­zmu. Trze­ba za­trzy­mać się, odejść nie­co od co­dzien­ne­go try­bu za­jęć, odło­żyć zwią­za­ne z pra­cą spra­wy, od­da­lić się od lu­dzi, któ­rzy sta­no­wią śro­do­wi­sko pra­cy. W ję­zy­ku bi­blij­nym »miej­sce pu­styn­ne«, to też miej­sce mo­dli­twy, miej­sce spo­tka­nia z Bo­giem. Czas wol­ny nie mo­że ozna­czać ze­rwa­nia kon­tak­tu z Bo­giem. Do od­zy­ska­nia du­cho­wych sił nie­zbęd­ne jest wy­ci­sze­nie, re­flek­sja, mo­dli­twa”.

 

KU

 

 

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: