Na­ta­lia i Ma­riusz To­kar­czy­ko­wie. Staż mał­żeń­ski: 8 lat. Syn Mak­sy­mi­lian, lat 7. We wrze­śniu 2014 wy­ru­szy­li w swo­ją wiel­ką, wy­ma­rzo­ną po­dróż do­oko­ła świa­ta. Za­czę­li od Mek­sy­ku. Ma­riusz ro­bi zdję­cia, Na­ta­lia pi­sze re­la­cje z po­dró­ży. Za­miesz­cza­ją je na stro­nie thetravelingtree.com.pl. Jak speł­nia­ło się ich wiel­kie ma­rze­nie, opo­wia­da Na­ta­lia.

Po­cząt­ki

Pa­sję po­dró­żo­wa­nia każ­de z nas mia­ło w so­bie na dłu­go, za­nim się po­zna­li­śmy.

Kie­dy na­sze dro­gi się ze­szły, zda­li­śmy so­bie spra­wę, że zna­leź­li­śmy wspa­nia­łe­go kom­pa­na do wa­ka­cyj­nych włó­częg. Ta­kie­go, któ­re­mu nie­strasz­ny au­to­stop ani za­bło­co­ne szla­ki w Be­ski­dach wcze­sną wio­sną. No­wych ce­lów i ma­rzeń spe­cjal­nie nie szu­ka­li­śmy, po­ja­wia­ły się sa­me. Wy­star­czy­ło prze­czy­tać po­dróż­ni­czą książ­kę, się­gnąć po ga­ze­tę, po­je­chać na fe­sti­wal al­bo po­szpe­rać w In­ter­ne­cie.

foto_01-02_25-2014

Krok po kro­ku

Bał­ka­ny, Skan­dy­na­wia i in­ne kra­je, któ­re od­wie­dza­li­śmy w cza­sie wa­ka­cji pod­czas stu­diów i urlo­pów w pra­cy, to jed­no, ale po­dróż do­oko­ła świa­ta, któ­ra po­trwa rok al­bo dwa, to cał­kiem in­na spra­wa. Wie­dzie­li­śmy o tym, dla­te­go spo­ro za­ję­ło nam jej prze­my­śle­nie.

Wy­je­cha­li­śmy do pra­cy do Szwaj­ca­rii z ja­snym ce­lem oszczę­dza­nia na po­dró­że. Oprócz zbie­ra­nia środ­ków by­ło w na­szych przy­go­to­wa­niach coś o wie­le waż­niej­sze­go: nie­ustan­ne py­ta­nie w mo­dli­twie, czy bę­dzie to wo­lą Bo­ga. W mię­dzy­cza­sie, jak to by­wa w ży­ciu, w mo­jej gło­wie po­ja­wia­ło się wie­le in­nych ma­rzeń. Wów­czas mo­dli­łam się o zro­zu­mie­nie, za co mam się za­brać. I „przy­pad­kiem” tra­fia­łam na książ­kę, dzię­ki któ­rej w mo­im ser­cu coś na no­wo oży­wa­ło. Dziś wiem jed­no: to Bóg za­pa­la w nas ma­rze­nia. To Je­mu za­le­ży na ich speł­nia­niu. Wię­cej: bę­dzie pierw­szym, któ­ry po­mo­że nam w ich re­ali­za­cji. Bę­dąc w dro­dze już kil­ka mie­się­cy, wi­dzi­my to na każ­dym kro­ku.

Za­nim wy­je­cha­li­śmy, po pro­stu mu­sie­li­śmy nie­co oszczę­dzić. Uda­ło nam się po trzech la­tach – dzię­ki pra­cy na emi­gra­cji. Chcieć to móc!

Ży­cie w po­dró­ży

Na po­cząt­ku mu­sie­li­śmy tro­chę prze­or­ga­ni­zo­wać na­sze co­dzien­ne ży­cie. Nie pra­cu­je­my, Maks nie cho­dzi do szko­ły, a jed­nak nasz czas w dro­dze dziw­nie się kur­czy. Cięż­ko nam po­zo­stać na bie­żą­co z re­la­cja­mi na stro­nie in­ter­ne­to­wej. Mu­si­my sprę­żać się, by co­dzien­nie po­ćwi­czyć z Mak­siem pi­sa­nie i czy­ta­nie. To, cze­go się uczy­my, to ży­cie chwi­lą. Daw­niej czę­sto wy­bie­ga­łam my­śla­mi w przy­szłość: „jesz­cze tyl­ko dwa dni w pra­cy, a po­tem week­end…” – zna­cie to? W po­dró­ży ży­je­my każ­dym dniem. Uczy­my się by­cia ra­zem 24 go­dzi­ny na do­bę. Uczy­my się pro­sić o po­moc, za­miast być sa­mo­wy­star­czal­ni.

Jeź­dzi­my au­to­sto­pem. Nur­ku­je­my w cie­płym mo­rzu. Wspi­na­my się po gó­rach, scho­dzi­my w głąb ka­nio­nów. A przede wszyst­kim du­żo się ba­wi­my! Ma­rze­nie do speł­nie­nia na ten rok to po­zna­nie Ame­ry­ki Po­łu­dnio­wej i Środ­ko­wej. Chce­my do­trzeć na sa­mo po­łu­dnie w po­rze, gdy w Pol­sce jest naj­zim­niej. Ma­my na­dzie­ję, że się uda.

W koń­cu od te­go są ma­rze­nia!

 

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: