Dokonałam aborcji. Proszę – nie dajcie się zwieść!

Dro­dzy Czy­tel­ni­cy „Dro­gi”!

Nie­daw­no jesz­cze by­łam jed­ną z Was, by­łam w Wa­szym wie­ku!

Kie­dy się po­czę­łam, mo­ja ma­ma mia­ła 19 lat i nie by­ła za­męż­na. Mój ta­ta miał 20 lat. Ist­nia­ła jed­na rzecz, któ­rą wie­dzie­li obo­je: je­śli jest się w cią­ży, to po to, aby mo­gło się z niej na­ro­dzić dziec­ko. Po­bra­li się krót­ko po­tem.

Dwa­dzie­ścia lat póź­niej to ja by­łam nie­za­męż­ną, cię­żar­ną stu­dent­ką, roz­po­czy­na­ją­cą ko­lej­ny rok stu­diów. Ani ja, ani oj­ciec dziec­ka ani ra­zu nie po­my­śle­li­śmy o abor­cji. Ro­zu­mie­li­śmy, że jest się w cią­ży po to, aby uro­dzić dziec­ko. Wzię­li­śmy ślub i miesz­ka­li­śmy z ma­mą mo­je­go mę­ża do cza­su, aż skoń­czył się rok aka­de­mic­ki. Je­stem tak bar­dzo wdzięcz­na, że abor­cja nie by­ła wte­dy le­gal­na! Nie­wie­le związ­ków prze­trwa­ło ból, po­czu­cie wi­ny i wstyd z po­wo­du usu­nię­cia wła­sne­go dziec­ka.

foto_01-02_11-2017

Tro­je na­szych dzie­ci po­czę­ło się w prze­cią­gu trzech lat. Przy trze­cim z nich po­ród roz­po­czął się w siód­mym mie­sią­cu, a ma­leń­stwo by­ło jesz­cze bar­dzo nie­doj­rza­łe i zmar­ło te­go sa­me­go dnia. Pięć mie­się­cy po na­ro­dzi­nach czwar­te­go (pla­no­wa­ne­go) dziec­ka do­wie­dzie­li­śmy się, że spo­dzie­wa­my się pią­te­go.

Przed stycz­niem 1973 ro­ku, kie­dy to Sąd Naj­wyż­szy USA, w wy­ni­ku słyn­nej spra­wy Roe vs Wa­de, za­le­ga­li­zo­wał abor­cję, ni­gdy ta­kie roz­wią­za­nie nie przy­szło nam na myśl, ale po tym cza­sie słu­cha­li­śmy wraz z mę­żem wie­lu ar­gu­men­tów prze­my­słu abor­cyj­ne­go, zwłasz­cza kłam­stwa o tym, że „to jesz­cze nie jest dziec­ko”. W koń­cu mój mąż po­wie­dział, że w na­szej sy­tu­acji TO jest je­dy­ną rze­czą, ja­ką mo­że­my zro­bić. By­łam w ja­kiś spo­sób za­leż­na od te­go, co po­wie­dział. Czu­łam się słow­nie i emo­cjo­nal­nie na­kła­nia­na, że­by do­ko­nać abor­cji. Czu­łam, że nie mam wy­bo­ru.

Abor­cja, na któ­rą się zde­cy­do­wa­łam, znisz­czy­ła mo­je re­la­cje z dzieć­mi. Z po­wo­du ża­lu, wsty­du i wza­jem­ne­go ob­wi­nia­nia nie­mal znisz­czy­ła mo­je mał­żeń­stwo. Nie­wie­lu jest w sta­nie prze­trwać to wszyst­ko. My­ra Je­an My­ers

W kli­ni­ce abor­cyj­nej sie­ci Plan­ned Pa­ren­tho­od („Pla­no­wa­ne Ro­dzi­ciel­stwo”) nikt nie po­in­for­mo­wał mnie ani o roz­wo­ju dziec­ka w ło­nie mat­ki, ani o ry­zy­ku zdro­wot­nym zwią­za­nym z abor­cją. Pra­cow­nik po­wie­dział tyl­ko: „Je­śli po wszyst­kim bę­dziesz mia­ła ja­kiś pro­blem, mo­żesz zgło­sić się do na­sze­go do­radz­twa”. Za­sta­na­wia­łam się, dla­cze­go mia­ła­bym mieć ja­kiś pro­blem.

Noc przed abor­cją po­wie­dzia­łam gło­śno do Bo­ga: „Czy w tym, co ro­bię, jest co­kol­wiek złe­go? Prze­cież ten czło­wiek w kli­ni­ce po­wie­dział, że to na­wet jesz­cze nie jest ży­cie”. Ra­no za­dzwo­ni­ła pra­cow­ni­ca kli­ni­ki, mó­wiąc, że le­karz od­wo­łał za­bie­gi za­pla­no­wa­ne na dzi­siaj i spy­ta­ła mnie, co chcę zro­bić w tej sy­tu­acji. Za­po­mnia­łam o mo­im noc­nym py­ta­niu do Bo­ga, w ogó­le nie po­łą­czy­łam tych dwóch zda­rzeń, nie chcia­łam Go słu­chać. Mój mąż spy­tał, czy ko­lej­na so­bo­ta bę­dzie do­brym ter­mi­nem, a ja umó­wi­łam się na wi­zy­tę. W ten spo­sób sta­łam się od­po­wie­dzial­na za śmierć mo­je­go dziec­ka!

Pro­ce­du­ra abor­cyj­na jest sa­ma w so­bie nie­bez­piecz­na. Od­bie­ra ży­cie dziec­ku, ra­ni ko­bie­ty, męż­czyzn, ca­łe ro­dzi­ny. Abor­cja, na któ­rą się zde­cy­do­wa­łam, znisz­czy­ła mo­je re­la­cje z dzieć­mi. Z po­wo­du ża­lu, wsty­du i wza­jem­ne­go ob­wi­nia­nia nie­mal znisz­czy­ła mo­je mał­żeń­stwo. Nie­wie­lu jest w sta­nie prze­trwać to wszyst­ko. Abor­cja znisz­czy­ła też mo­je zdro­wie fi­zycz­ne i do­pro­wa­dzi­ła do pro­ble­mów hor­mo­nal­nych.

Abor­cja nie jest roz­wią­za­niem. Nie jest bez­piecz­na. Nie jest do­bra dla ko­biet, męż­czyzn, dzie­ci, ro­dzin. W USA, gdzie miesz­kam, co­dzien­nie gi­nie w wy­ni­ku tej pro­ce­du­ry ty­le osób, ile zgi­nę­ło 11 wrze­śnia 2001 r. w ata­ku ter­ro­ry­stycz­nym na World Tra­de Cen­ter.

Pro­szę, nie daj­cie się zwieść! Na­praw­dę mnie ob­cho­dzi­cie!

 

oprac. Ewa Rej­man

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc