DIY. Do It Yourself. Jak skutecznie usiąść, aby czytać?

Jak uży­wać tych wszyst­kich mą­drych na­rzę­dzi z róż­nych ar­ty­ku­łów czy po­rad­ni­ków, gdy trud­no po­ko­nać dwie stro­ny bi­blij­ne­go tek­stu? Etiop, dwo­rza­nin kró­lo­wej Kan­da­ki, wra­cał z Je­ro­zo­li­my – jak po­da­ją Dzie­je Apo­stol­skie – czy­ta­jąc w swo­im wo­zie pro­ro­ka Iza­ja­sza. I nic nie ro­zu­miał. Gdy po­ja­wił się przed nim Fi­lip, Etiop­czyk po­wie­dział: Jak­że mo­gę ro­zu­mieć, je­śli mi nikt nie wy­ja­śni. Za­pro­sił Fi­li­pa do wo­zu i po­ka­zał mu, co ak­tu­al­nie czy­tał. Ale: czy­tał. Nie ma py­tań bez czy­ta­nia, nie ma roz­wią­zań bez usil­ne­go po­szu­ki­wa­nia, nie ma wie­dzy bez jej za­wzię­te­go zdo­by­wa­nia. Coś zdo­by­te z pa­sją i w jej re­zul­ta­cie, da­je ogrom­ną ra­dość i me­ga sa­tys­fak­cję. I po­py­cha ku na­stęp­nym, nie­zna­nym prze­strze­niom. To mo­że: kil­ka tro­pów.

Fot. unsplash.com / Pri­scil­la Du Pre­ez

Czy­taj jed­nym tchem

Czy­taj ewan­ge­lię we­dług św. Mar­ka jed­nym tchem, od de­ski do de­ski (=od po­cząt­ku do koń­ca). Gło­śna lek­tu­ra zaj­mu­je oko­ło pół­to­rej go­dzi­ny – ci­cha znacz­nie, znacz­nie mniej. Nie zwra­caj uwa­gi na śród­ty­tu­ły, czy­li roz­dzie­la­ją­ce tekst sfor­mu­ło­wa­nia wy­dru­ko­wa­ne po­gru­bio­ną czcion­ką. One są wtór­ne. Ich ce­lem był po­dział tek­stu bi­blij­ne­go z my­ślą o li­tur­gii czy pod­czy­ty­wa­niu pod­czas na­bo­żeństw. Z punk­tu wi­dze­nia współ­cze­snej eg­ze­ge­zy moż­na dziś ja­sno stwier­dzić, że czę­sto dzie­lą one spój­ny tekst i cza­sem utrud­nia­ją na­wet uchwy­ce­nie sen­su czy my­śli au­to­ra na­tchnio­ne­go. Nie za­trzy­muj się przy nich i ab­so­lut­nie nie czy­taj we­dług for­mu­ły „od tłu­ste­go dru­ku do tłu­ste­go dru­ku”. Po­zwól się wcią­gnąć ak­cji. Za­an­ga­żuj się w prze­ży­cia bo­ha­te­rów. Czy­taj tak, jak­byś ni­gdy nie sły­szał nic z tych rze­czy. Bie­gnij za tre­ścią. Zo­ba­czysz efekt. Na­gle oka­zu­je się, że ta Hi­sto­ria fa­scy­nu­je. Ewan­ge­lia we­dług św. Mar­ka z za­ło­że­nia mia­ła być ta­kim te­le­expre­sem o Je­zu­sie dla tych, któ­rzy ni­gdy nie mie­li nic wspól­ne­go z re­li­gią Moj­że­szo­wą i kom­plet­nie nic dla nich ter­min „Me­sjasz” nie zna­czył. Mia­ła ich po­rwać, za­in­try­go­wać i dać kom­pen­dium wie­dzy. Ta­ki moc­ny start. Wy­rzut­nia do dal­sze­go po­zna­wa­nia. (Tak na mar­gi­ne­sie, to je­stem cie­ka­wa, czy też od­nie­siesz wra­że­nie, że w tej Ewan­ge­lii Je­zus po pro­stu bie­gnie. Bar­dzo szyb­ko bie­gnie. I wszyst­ko dzie­je się nie­sa­mo­wi­cie dy­na­micz­nie).

Nie bój się zwąt­pie­nia w praw­dy, co do któ­rych uwa­żasz, że nie masz pra­wa te­go pod­wa­żać. Nie bój się – tyl­ko roz­ma­wiaj o tym z Bo­giem.

Lu­dzie z krwi i ko­ści

A te­raz coś dla tych, któ­rzy lu­bią „myśli/historie nie­ucze­sa­ne”. Księ­ga Sę­dziów. Sta­ry Te­sta­ment. Żad­nej ide­ali­za­cji. Lu­dzie z krwi i ko­ści. Nie­sa­mo­wi­ty au­ten­tyzm spo­tka­nia – jak ten opi­sa­ny w roz­dzia­le 13 kon­takt Anio­ła JHWH z żo­ną Ma­no­acha. Od­wa­ga dia­lo­gu lu­dzi z Bo­giem, po­łą­czo­na z wy­ra­ża­niem kon­kret­nych opi­nii, za­ża­leń i zwąt­pień. To ce­cha spe­cy­ficz­na „od­cin­ka” Sdz 6–7, z dzie­jów Ge­de­ona. Ko­lej­na świet­na hi­sto­ria to ob­raz współ­pra­cy dam­sko-mę­skiej w pro­ce­sie słu­cha­nia Bo­ga w Sdz 4n – nie­zwy­kła re­la­cja De­bo­ry i Ba­ra­ka. W ple­ja­dzie tej nie spo­sób omi­nąć Sam­so­na, si­ła­cza, od­da­ne­go Bo­gu, za­ko­chu­ją­ce­go się w nie­mal każ­dej na­po­tka­nej ko­bie­cie – Sdz 13–16. Na­praw­dę: trud­no się nie wcią­gnąć i trud­no się po­tem ode­rwać. Oczy­wi­ście – in­na niż na­sza wraż­li­wość: du­żo prze­mo­cy, ale też du­żo prze­sa­dy. Au­tor bi­blij­ny lu­bi wy­ol­brzy­miać, ko­lo­ry­zo­wać i pod­krę­cać ak­cję, aby nie po­zwo­lić od­bior­cy roz­pro­szyć się ani na mo­ment. Ce­lem jest po­zna­nie, po­przez do­świad­cze­nia tych bi­blij­nych po­sta­ci, my­śle­nia Bo­ga o czło­wie­ku, Bo­że­go my­śle­nia o świe­cie.

Prze­brnąć przez tekst, by od­kryć Bo­ga

Co zro­bić, gdy w pew­nym mo­men­cie za­trzy­ma cię coś, cze­go nie ro­zu­miesz? Mo­żesz „prze­sko­czyć”, mo­żesz zo­sta­wić, a mo­żesz też szu­kać zro­zu­mie­nia, spraw­dza­jąc w ko­men­ta­rzu czy wpi­su­jąc pro­blem do Go­ogle, do­da­jąc si­gla (wska­za­nie tek­stu bi­blij­ne­go) oraz roz­sze­rze­nie pdf (wy­sko­czy ci wów­czas ja­kiś, naj­czę­ściej fa­cho­wy, ar­ty­kuł). Po­zwól so­bie na ta­ki kie­ru­nek, na ja­ki cię stać w da­nym mo­men­cie. W pew­nym mo­men­cie do­świad­czysz, że za­czy­nasz czy­tać ze wzglę­du na Oso­bę, że bę­dziesz chciał prze­brnąć przez tekst, by od­kryć Bo­ga. I to jest wła­śnie ten naj­bar­dziej fa­scy­nu­ją­cy drugi/nowy po­czą­tek głę­bo­kich zma­gań i wiel­kich od­kryć.

Po­zwól się też za­trzy­mać, gdy ja­kaś treść cię za­chwy­ci, przy­cią­gnie two­ją uwa­gę, na­sy­ci cię. To ta­kie spe­cy­ficz­ne spo­so­by dzia­ła­nia Bo­że­go Du­cha przez Bi­blię. W naj­bar­dziej nie­ocze­ki­wa­nym mo­men­cie po­ka­zu­je nam coś tak głę­bo­kie­go, nie­zwy­kłe­go, że nie mo­że­my iść da­lej, mu­si­my się za­trzy­mać i na­wet po pro­stu tyl­ko „być”, być w tym od­kry­ciu, sie­dzieć, prze­by­wać.

Nie bój się py­tań, któ­re ro­dzi w to­bie tekst. Py­taj Bo­ga. Nor­mal­nie. Py­taj Go i po­zwól się pro­wa­dzić ku odpowiedzi/odbierz ko­mu­ni­kat. Nie zo­sta­wi cię z tym. Ale od­po­wie swo­im spo­so­bem.

Nie bój się zwąt­pie­nia w rze­czy, w praw­dy, co do któ­rych uwa­żasz, że nie masz pra­wa te­go pod­wa­żać. Nie bój się – tyl­ko roz­ma­wiaj o tym z Bo­giem. Wąt­pli­wo­ści to znak roz­wo­ju, ale nie moż­na ich po­zo­sta­wić sa­mym so­bie. To sty­mu­la­tor do wie­dzy, do po­szu­ki­wań.

Cho­dzi tyl­ko o Bo­ga i cie­bie

Nie myśl o so­bie. Nie myśl, co z te­go bę­dzie – czy ktoś cię po­chwa­li, bę­dziesz wię­cej wie­dział, bę­dziesz lep­szy, bo „czy­tasz Bi­blię”. Skup się na Bo­gu. Bi­blia to nie książ­ka sa­vo­ir-vi­vru, to nie pod­ręcz­nik mo­ral­no­ści czy pe­da­go­gi­ki. Bi­blia to prze­strzeń spo­tka­nia i w niej cho­dzi tyl­ko o Bo­ga i cie­bie.

I naj­waż­niej­sze na ko­niec: punkt przy­ło­że­nia w czy­ta­niu Bi­blii to pew­ność: BÓG JEST DOBRY. Wszyst­ko, co ci się z tym nie zga­dza, we­ry­fi­kuj – al­bo wte­dy czło­wiek cze­goś nie wie, al­bo coś nie­wła­ści­wie ro­zu­mie, al­bo cze­goś nie za­uwa­żył. A po­wo­li szcze­gó­ły ob­ra­zu Do­bre­go Bo­ga, któ­re się od­sło­nią przed to­bą za­chwy­cą cię tak, że… nic te­go nie po­ko­na.

DIY! Po­wo­dze­nia! Z Bo­żym Du­chem!

 

Jo­an­na No­wiń­ska SM