Naj­now­sza książ­ka Grze­go­rza Gór­ne­go to po­zy­cja dla lu­dzi o moc­nych ner­wach. Ale przede wszyst­kim to książ­ka dla tych, któ­rzy chcą coś zmie­nić. Ulep­szyć świat w choć­by naj­mniej­szym wy­mia­rze.

Nie moż­na bo­wiem czy­tać tej książ­ki, wy­peł­nio­nej wstrzą­sa­ją­cy­mi opi­sa­mi re­al­nych wy­da­rzeń, je­dy­nie z nie­zdro­wej cie­ka­wo­ści, z ja­ką w daw­nych cza­sach lu­dzie przy­cho­dzi­li na pla­ce mia­ste­czek, by oglą­dać dwu­gło­we cie­lę czy in­ne ma­ka­bre­ski. Ta książ­ka ma na­mi wstrzą­snąć i zmu­sić do dzia­ła­nia.

Jest opi­sem zbrod­ni me­dy­cy­ny współ­cze­sne­go świa­ta, dzie­ją­cych się w mo­cy pra­wa. Po­ka­zu­je, jak da­le­ko ode­szła me­dy­cy­na od Hi­po­kra­te­sa, któ­ry dwa i pół ty­sią­ca lat te­mu sfor­mu­ło­wał za­sa­dy: „Ni­ko­mu nie dam tru­ci­zny, choć­by mnie o nią pro­sił, ani nie bę­dę da­wał rad, któ­re mo­gą śmierć spo­wo­do­wać. Po­dob­nie nie dam ko­bie­cie środ­ka na spę­dze­nie pło­du”.

De­gren­go­la­da tych za­sad od­by­wa­ła się stop­nio­wo. Gór­ny przy­ta­cza nie­zna­ne fak­ty hi­sto­rycz­ne, po­ka­zu­ją­ce, jak część śro­do­wi­ska me­dycz­ne­go sta­cza­ła się w dół rów­nią po­chy­łą. Przy­ta­cza m.in. po­wo­jen­ne lo­sy hi­tle­row­skie­go zbrod­nia­rza z Oświę­ci­mia dra Jo­se­pha Men­ge­le, któ­ry pod zmie­nio­nym na­zwi­skiem uciekł do Bu­enos Aires, gdzie… do­ko­ny­wał abor­cji. Fa­scy­no­wał się rów­nież no­wy­mi moż­li­wo­ścia­mi, ja­kie otwie­ra przed ludz­ko­ścią sztucz­ne za­płod­nie­nie.

foto_01-03_19-2013

W in­nym miej­scu Gór­ny przy­ta­cza wy­po­wiedź wy­bit­ne­go fran­cu­skie­go ge­ne­ty­ka, pro­fe­so­ra Je­ro­me Lejeune’a, od­kryw­cy ze­spo­łu Do­wna, któ­ry na jed­nej z kon­fe­ren­cji przy­wo­łał przy­kład pew­nej au­striac­kiej ro­dzi­ny, w któ­rej uro­dzi­ła się dziew­czyn­ka z ze­spo­łem Do­wna i zdro­wy chło­piec. Dziś naj­praw­do­po­dob­niej dziew­czyn­ka ta, po­czę­ta w kra­jach Eu­ro­py Za­chod­niej, zo­sta­ła­by pod­da­na abor­cji. W tam­tych cza­sach po­stę­po­wa­no ina­czej. Dziew­czyn­ka uro­dzi­ła się, do­ro­sła, a gdy jej mat­ka ule­gła pa­ra­li­żo­wi, by­ła jej opar­ciem i źró­dłem ra­do­ści. A chło­piec? Chło­piec na­zy­wał się Adolf Hi­tler, któ­re­go ak­cja T-4 by­ła pierw­szym w dzie­jach ludz­ko­ści zor­ga­ni­zo­wa­nym pla­nem eu­ta­na­zji m.in. osób nie­peł­no­spraw­nych.

W książ­ce zna­leźć moż­na m.in. wy­po­wiedź le­ka­rza, któ­ry do­pro­wa­dził do na­ro­dzin pierw­sze­go dziec­ka z pro­bów­ki, Ja­cqu­esa Te­star­ta. Mó­wi on, że czu­je się dziś jak bo­ha­ter mi­to­lo­gii grec­kiej, któ­ry otwo­rzył pusz­kę Pan­do­ry. Mó­wi, że opra­co­wa­na przez nie­go pro­ce­du­ra obec­nie ob­ra­ca się prze­ciw­ko ludz­ko­ści. „Sko­ro w przy­pad­kach po­waż­niej­szych wad jest już prak­ty­ko­wa­ne nisz­cze­nie pło­du, to raz jesz­cze sta­je przed na­mi pro­blem pro­gu, po­za któ­rym czło­wiek sta­je się wro­giem swo­je­go ga­tun­ku”. Je­go zda­niem se­lek­cja za­rod­ków jest zwią­za­na z „ide­olo­gią pro­wa­dzą­cą do więk­sze­go niż kie­dy­kol­wiek od­rzu­ca­nia lu­dzi nie­peł­no­spraw­nych”. To on wpro­wa­dził do obie­gu po­ję­cie „czło­wie­ka prze­zro­czy­ste­go” czy­li – jak pi­sze Gór­ny „isto­ty po­zba­wio­ne ta­jem­ni­cy, odar­tej z in­tym­no­ści, pod­le­ga­ją­cej ma­ni­pu­la­cjom tech­nicz­nym, wy­twa­rza­nej w wa­run­kach la­bo­ra­to­ryj­nych i trak­to­wa­nej jak by­dło ho­dow­la­ne”.

Książ­ka oprócz sta­ran­nie wy­bra­nych fak­tów hi­sto­rycz­nych za­wie­ra też cza­sem dra­stycz­ne opi­sy te­go, co kry­je się pod po­ję­cia­mi abor­cja, in vi­tro czy eu­ta­na­zja. Ta rze­czy­wi­stość jest wstrzą­sa­ją­ca – świad­czą o tym choć­by przy­ta­cza­ne wy­po­wie­dzi osób zwią­za­nych z prze­my­słem abor­cyj­nym: „Że­by nie zwa­rio­wać, pi­ję wód­kę i ro­bię się co­raz bar­dziej ostry, cza­sem bru­tal­ny. Krzy­czę na pa­cjent­ki, jak­bym chciał prze­rzu­cić na nie wi­nę za to, że mu­szę prze­pro­wa­dzać za­bie­gi. Po­zwa­lam so­bie na ja­kieś ma­ka­brycz­ne żar­ty… Ma­ska na twarz i ro­bić swo­je” – tak opi­sy­wał swo­je uczu­cia je­den z pol­skich by­łych apor­te­rów. Tę cięż­ką w przy­ję­ciu praw­dę trze­ba jed­nak znać, nie moż­na od niej ucie­kać, cho­wa­jąc się za sło­wa­mi o „pra­wie ko­bie­ty” czy „do­brym umie­ra­niu”.

Ta dra­stycz­na praw­da wy­zwa­la. Tak zresz­tą po­ka­zu­je hi­sto­ria – wy­na­le­zie­nie USG i zo­ba­cze­nie, czym jest abor­cja, spo­wo­do­wa­ło wy­co­fa­nie się ty­się­cy le­ka­rzy z jej prze­pro­wa­dza­nia. O ile w 1975 r. w USA pro­ce­de­rem tym trud­ni­ło się 80 proc. gi­ne­ko­lo­gów, to w 1994 – już tyl­ko 20 proc.

 

KU

Grze­gorz Gór­ny, Zbrod­nia i me­dy­cy­na, POLWEN, Ra­dom 2013

 

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: