Cią­gle się czer­wie­nię. Z by­le po­wo­du. Na ca­łej twa­rzy i szyi ro­bię się pur­pu­ro­wa jak bu­rak. Źle się z tym czu­ję, bo nie dość, że je­stem nie­śmia­ła, to gdy za­mie­niam się w te­go bu­ra­ka, wszy­scy zwra­ca­ją na mnie do­dat­ko­wą uwa­gę. Ech…”.

Skąd się to bie­rze?

Przy­czy­ny po­ja­wia­nia się na na­szej twa­rzy ru­mień­ca są róż­ne. Mo­że go spo­wo­do­wać ni­ska tem­pe­ra­tu­ra, wy­pi­cie al­ko­ho­lu, słoń­ce, pi­kant­ne przy­pra­wy, nad­mier­na su­chość lub wil­got­ność po­wie­trza, ko­sme­ty­ki, sau­na, wy­si­łek fi­zycz­ny, le­ki roz­sze­rza­ją­ce na­czy­nia al­bo ob­ni­ża­ją­ce po­ziom cho­le­ste­ro­lu. Skó­ra wte­dy pa­li, pie­cze, swę­dzi. Za­czer­wie­nie­nie mo­że się po­ja­wić tak­że pod wpły­wem stre­su – kie­dy ma­my spraw­dzian, wy­stą­pie­nie na fo­rum kla­sy al­bo spo­tka­nie z waż­ną, ce­nio­ną przez nas oso­bą. To do­bry przy­kład na po­ka­za­nie, że na­sze cia­ło i psy­chi­ka to jed­no – to, co dzie­je się w środ­ku, do­sko­na­le wi­dać na ze­wnątrz. Mo­że nie by­ło­by z tym żad­ne­go kło­po­tu, gdy­by nie to, że ru­mie­ni­my się za­zwy­czaj wte­dy, kie­dy te­go nie chce­my.

foto_01-03_17-2014

Po pro­stu doj­rze­wam

Skłon­ność do czer­wie­nie­nia się w sy­tu­acjach stre­so­wych po­ja­wia się zwy­kle w okre­sie doj­rze­wa­nia i zwy­kle mi­ja po je­go za­koń­cze­niu. Kie­dy tak się nie dzie­je, do­brze jest po­roz­ma­wiać o swym pro­ble­mie z psy­cho­lo­giem, gdyż trud­no roz­wią­zać go sa­me­mu. Czer­wie­nie się nas za­wsty­dza, więc się go oba­wia­my (to tzw. ery­tro­fo­bia). Gdy się go oba­wia­my i sta­le o tym my­śli­my, zwięk­sza­my praw­do­po­do­bień­stwo, że la­da mo­ment sta­nie­my się pą­so­wi jak ró­ża. To sa­mo­na­pę­dza­ją­ca się ma­chi­na.

Przy­czy­ny po­ja­wia­nia się ru­mień­ców na tle psy­chicz­nym są prze­róż­ne. Mo­gą być one ozna­ką bar­dzo du­żej nie­śmia­ło­ści czy ni­skiej sa­mo­oce­ny. Czer­wie­nie­nie się by­wa ob­ja­wem fo­bii spo­łecz­nej, czy­li lę­ku zwią­za­ne­go z tym, że czu­je­my się oce­nia­ni. Idzie w pa­rze z nad­mier­ną po­tli­wo­ścią, uczu­ciem dusz­no­ści, drże­niem rąk, ko­ła­ta­niem ser­ca.

Czy wiesz, że…

Nie­któ­rzy uwa­ża­ją, że czer­wie­nie się na twa­rzy to spa­dek po na­szych daw­nych przod­kach, któ­rzy mu­sie­li wal­czyć w pusz­czy z in­ny­mi ple­mio­na­mi i po­lo­wać na dzi­kie zwie­rzę­ta. Gdy w sy­tu­acji za­gro­że­nia ob­le­wa­li się ru­mień­cem, miał to być sy­gnał dla prze­ciw­ni­ka, ta­kie „czer­wo­ne świa­tło” – uwa­żaj, je­stem groź­ny, nie za­dzie­raj ze mną.

A mo­że po­czą­tek trą­dzi­ku?

By­wa i tak, że ru­mie­niec na twa­rzy utrzy­mu­je się przez dłuż­szy czas, zmie­nia się je­dy­nie je­go in­ten­syw­ność. To sy­gnał, któ­re­go nie po­win­ni­śmy ba­ga­te­li­zo­wać, gdyż te­go ty­pu „ozdo­by” mo­gą być „wstę­pem” do trą­dzi­ku ró­żo­wa­te­go. Co to ta­kie­go? To prze­wle­kła, za­pal­na cho­ro­ba skó­ry twa­rzy, któ­rej to­wa­rzy­szą po­sze­rzo­ne na­czy­nia krwio­no­śne. Nie­le­czo­ny trą­dzik przy­bie­ra po­stać bo­le­snych gru­dek i krost.

Pie­lę­gna­cja skó­ry z trą­dzi­kiem ró­żo­wa­tym nie jest ła­twa. Na­le­ży uni­kać pro­mie­ni sło­necz­nych, nie wspo­mi­na­jąc o so­la­rium. Trze­ba sta­ran­nie wy­bie­rać ko­sme­ty­ki – naj­le­piej na­tu­ral­ne, bez sub­stan­cji za­pa­cho­wych i barw­ni­ków. Do zmy­wa­nia twa­rzy do­bre są pły­ny mi­ce­lar­ne al­bo wo­da ter­mal­na. Jed­nak na­wet naj­lep­sza pie­lę­gna­cja nie zwal­nia z ko­niecz­no­ści wy­bra­nia się w tej sy­tu­acji do der­ma­to­lo­ga.

 

Mag­da­le­na Gu­ziak-No­wak

 

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: