Z Mał­go­rza­tą Ba­ster, psy­cho­lo­giem, roz­ma­wia Mi­chał Nie­niew­ski

Bo­że Na­ro­dze­nie to czas wy­jąt­ko­wo ro­dzin­ny. Nie­któ­rych krew­nych wi­du­je­my tyl­ko wte­dy. Nie­rzad­ko dzie­lą nas z ni­mi za­daw­nio­ne nie­po­ro­zu­mie­nia, po­glą­dy po­li­tycz­ne i etycz­ne, a na­wet po­dej­ście do re­li­gii. Jak za­ła­go­dzić te kon­flik­ty na czas świąt?

Nie ma uni­wer­sal­nej re­cep­ty psy­cho­lo­gicz­nej, któ­ra roz­wią­za­ła­by każ­dy kon­flikt ro­dzin­ny. Kon­flik­ty, o któ­rych pan mó­wi, mo­gą być bar­dzo róż­no­rod­ne i wy­ma­gać zróż­ni­co­wa­nych dzia­łań.

Jak do­brze prze­żyć świę­ta, je­śli ktoś z krew­nych czymś za­wi­nił? Czy to do­bry mo­ment, by skry­ty­ko­wać je­go złe po­stę­po­wa­nie?

Świę­ta Bo­że­go Na­ro­dze­nia to czas, kie­dy szcze­gól­nie moc­no do­cho­dzi do gło­su po­trze­ba ży­cia w bez­piecz­nym, peł­nym mi­ło­ści do­mu. Roz­cza­ro­wa­nia i za­wie­dzio­ne ocze­ki­wa­nia szcze­gól­nie w tym cza­sie są moc­no prze­ży­wa­ne. Cza­sem po­ja­wia się nie­zgo­da, a na­wet bunt wo­bec rze­czy­wi­sto­ści. Że­by nie dać się po­nieść emo­cjom, mu­sie­li­by­śmy przejść na po­ziom bar­dziej fi­lo­zo­ficz­ny niż psy­cho­lo­gicz­ny. To kwe­stia te­go, jak ro­zu­mieć dru­gie­go czło­wie­ka i jak się z nim po­ro­zu­mieć, ma­jąc na uwa­dze je­go in­ność: in­ne po­glą­dy, tem­pe­ra­ment, do­świad­cze­nia itp. To kwe­stia te­go, jak na­brać dy­stan­su do przy­czy­ny na­sze­go nie­po­ro­zu­mie­nia. No i jesz­cze waż­na spra­wa: ja­kie ma­my pod­sta­wy, że­by osą­dzać in­nych? Pro­po­nu­ję za­cząć od sie­bie.

foto_01-02_24-2013

W ja­ki spo­sób za­tem moż­na zmie­nić swo­je po­dej­ście?

Wie­lu oso­bom, nie ty­ko mło­dym, trud­no jest osią­gnąć ta­ki fi­lo­zo­ficz­ny dy­stans. Funk­cjo­nu­je on na za­sa­dzie: „Od­kła­da­my ani­mo­zje, bo prze­sła­nie Bo­że­go Na­ro­dze­nia jest po­nad tym wszyst­kim”. To jest pod­sta­wo­wy spo­sób na to, by w ogó­le da­ło się wspól­nie prze­żyć świę­ta – bez kłót­ni, w ro­dzin­nej at­mos­fe­rze.

Prze­ży­wa­nie świąt jest we­wnętrz­ne i ze­wnętrz­ne. Je­że­li we­wnętrz­nie czło­wiek jest po­go­dzo­ny z so­bą i z Pa­nem Bo­giem, to ła­twiej mu znieść róż­ne, cza­sa­mi trud­ne, re­la­cje ze­wnętrz­ne. Dla­te­go pierw­szym kro­kiem do zmia­ny swo­je­go na­sta­wie­nia po­win­na być pra­ca nad wła­snym prze­ży­wa­niem świąt i nad tym, ja­kie one ma­ją dla mnie zna­cze­nie.

Roz­dź­więk mię­dzy za­cho­wa­niem w cza­sie Bo­że­go Na­ro­dze­nia a co­dzien­ny­mi re­la­cja­mi mo­że być dla nie­któ­rych osób iry­tu­ją­cy. Mo­że po­win­ni­śmy zre­zy­gno­wać z prób po­go­dze­nia się, że­by unik­nąć oskar­żeń o hi­po­kry­zję?

W mło­dym wie­ku trak­tu­je­my wszyst­ko bar­dzo emo­cjo­nal­nie i jed­no­stron­nie. Stąd czę­sto pró­bę po­ro­zu­mie­nia czy przej­ście nad po­dzia­ła­mi trak­tu­je­my wte­dy jak hi­po­kry­zję. Jed­nak to jest kwe­stia po­dej­ścia i zgo­dy na to, że dru­gi czło­wiek jest in­ny, a mi­mo to mo­że­my się po­ro­zu­mieć. Kie­dy spró­bu­je­my spoj­rzeć na pro­blem z po­zy­cji dru­giej oso­by, na­bie­ra on czę­sto in­ne­go zna­cze­nia i no­wa per­spek­ty­wa otwie­ra dro­gę do po­ro­zu­mie­nia, po­go­dze­nie się by­wa moż­li­we.

War­to spró­bo­wać tej in­nej dro­gi: za­cząć od sie­bie. Sta­rać się, by mo­je po­dej­ście zmie­ni­ło się na mniej emo­cjo­nal­ne i osą­dza­ją­ce – choć­by na czas świąt. Wy­ci­szyć się. Sta­rać się prze­ży­wać Bo­że Na­ro­dze­nie głę­biej. Pra­ca nad so­bą wpły­nie rów­nież na re­la­cje ze­wnętrz­ne.

Mał­go­rza­ta Ba­ster – psy­cho­log kli­nicz­ny, psy­cho­te­ra­peut­ka, na­uczy­ciel­ka dy­plo­mo­wa­na, wy­kła­dow­ca Stu­dium Teo­lo­gii Mał­żeń­stwa i Ro­dzi­ny.

 

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: