Zdrowy rozsądek w podróży

Wie­le się sły­szy o za­gro­że­niach, ja­kie czy­ha­ją na mło­dych lu­dzi w cza­sie wa­ka­cji. Więk­szość wo­li o tym po pro­stu nie my­śleć. Czy da się jed­nak po­go­dzić luz z uni­ka­niem ry­zy­ka?

Wa­ka­cyj­ny wy­jazd ko­ja­rzy się z roz­ryw­ką, przy­go­dą, po­zna­wa­niem świa­ta. Po mie­sią­cach pra­cy w szko­le na­resz­cie moż­na się wy­sza­leć. W ple­ne­rze, w in­nym mie­ście, w gó­rach, nad mo­rzem – waż­ne, że gdzieś in­dziej!

Chce­my w peł­ni sko­rzy­stać z wy­jaz­du, w krót­kim cza­sie po­zna­jąc jak naj­wię­cej miejsc i atrak­cji. Ide­ałem jest bez­tro­ski, ale bez­piecz­ny wy­po­czy­nek.

foto_01-02_13-14-2014

Skraj­ne po­dej­ścia

Pew­nie każ­dy spo­tkał się z ta­kim za­cho­wa­niem, któ­re psu­je ca­łą za­ba­wę. To głos ko­goś, kto pro­te­stu­je: „Le­piej nie, to nie­bez­piecz­ne!”, kie­dy pro­po­nu­jesz... spa­cer po le­sie. Pew­nie zna­ny jest tak­że in­ny głos wśród krew­nych lub zna­jo­mych: „Wy­lu­zuj, co z cie­bie za sztyw­niak!”, kie­dy opro­te­sto­wa­łeś wspi­nacz­kę wy­so­ko­gór­ską bez za­bez­pie­czeń.

Lę­kli­wy tu­ry­sta nie zwie­dzi mia­sta po zmro­ku, oba­wia­jąc się, że każ­dy prze­cho­dzień jest ban­dy­tą, na­to­miast nie­roz­sąd­ny za­cznie za­cze­piać lu­dzi w naj­gor­szej spe­lu­nie w prze­ko­na­niu, że każ­dy z nich jest do­brym Sa­ma­ry­ta­ni­nem. To dwa skraj­ne po­dej­ścia, któ­re moż­na okre­ślić ja­ko „mnie się to nie zda­rzy” i „na pew­no bę­dę na­le­żeć do 0,01% przy­pad­ków”. Nie za­wsze moż­na tak ła­two, jak w tym wy­pad­ku, roz­róż­nić te dwie skraj­no­ści.

Fo­bie i re­al­ne za­gro­że­nia

Je­ste­śmy w du­żej mie­rze wy­cho­wa­ni przez me­dia, na­gła­śnia­ją­ce przede wszyst­kim tra­gicz­ne i prze­ra­ża­ją­ce przy­pad­ki. Tym ła­twiej po­pa­da­my w róż­ne fo­bie, oba­wia­jąc się po­ry­wa­czy, gang­ste­rów, no­wych epi­de­mii itd. Z dru­giej stro­ny wo­bec bar­dziej co­dzien­nych pro­ble­mów wy­ka­zu­je­my się bez­myśl­no­ścią, ska­cząc do wo­dy na głów­kę bez spraw­dze­nia głę­bi­ny lub wy­bie­ra­jąc się na gór­ski szlak póź­nym po­po­łu­dniem.

Roz­wa­ga plus od­wa­ga

Z po­mo­cą przy­cho­dzi tzw. zdro­wy roz­są­dek, wpa­ja­ny nam naj­czę­ściej przez ro­dzi­ców. Jak wia­do­mo, są oni za­nie­po­ko­je­ni – i słusz­nie – każ­dą skraj­no­ścią w ży­ciu swo­ich dzie­ci. Cza­sa­mi aż do prze­sa­dy zwal­cza­ją każ­dą... prze­sa­dę. W roz­wo­ju nie­zbęd­na jest też cie­ka­wość świa­ta, a co za tym idzie – od­wa­ga: że­by na­uczyć się cho­dzić, jeź­dzić na ro­we­rze i nar­tach.

Tak sa­mo jest w kon­tak­cie z ob­cy­mi ludź­mi. Za­ufa­nie do nich po­win­no być ogra­ni­czo­ne, ale nie ozna­cza to od ra­zu nie­uf­no­ści! Prze­cież za­cho­wu­je­my pew­ną ostroż­ność na­wet wte­dy, gdy ko­muś za­ufa­li­śmy. Tak wła­śnie na­ka­zu­je roz­są­dek.

Myśl, czło­wie­ku

Ży­cie wy­ma­ga od nas my­śle­nia: ana­li­zo­wa­nia oko­licz­no­ści, w ja­kich np. re­ali­zu­je­my wy­ciecz­kę, prze­wi­dy­wa­nia kon­se­kwen­cji na­szych dzia­łań i wy­cią­ga­nia wła­ści­wych wnio­sków na pod­sta­wie do­tych­cza­so­wych do­świad­czeń. Nie ma prze­cież uni­wer­sal­nej in­struk­cji, któ­ra za­pew­ni bez­piecz­ny prze­bieg po­dró­ży, tyl­ko do­brych lu­dzi na na­szej dro­dze i bez­błęd­ność na­szych de­cy­zji.

Być mo­że ktoś spę­dza­ją­cy wa­ka­cje nad je­zio­rem w ogó­le nie wej­dzie do wo­dy, po­wo­łu­jąc się na zdro­wy roz­są­dek. Ktoś in­ny wy­pły­nie łód­ką w cza­sie bu­rzy na śro­dek je­zio­ra, wo­ła­jąc do po­zo­sta­wio­nej na brze­gu ro­dzi­ny, że na tym po­le­ga od­wa­ga. Ale na to już chy­ba nie ma ra­dy...

 

Mi­chał Nie­niew­ski