Zawsze jest nadzieja

Uważ­ni czy­tel­ni­cy za­pew­ne pa­mię­ta­ją, że w po­przed­nim nu­me­rze pi­sa­łam o pra­wi­dło­wo­ści, we­dług któ­rej „Czym sko­rup­ka za mło­du na­siąk­nie, tym na sta­rość trą­ci”, czy­li, że za­rów­no za­let jak i wad uczy­my się od ro­dzi­ców i dziad­ków. Cy­to­wa­łam li­sty, dzię­ki któ­rym – mam na­dzie­ję – za­chę­ci­łam Was, by­ście do­brze przyj­rze­li się za­le­tom swo­ich ro­dzi­ców i sta­ra­li się je wpro­wa­dzić we wła­sne ży­cie – bo to przy­da się Wa­szym dzie­ciom. Moi pod­opiecz­ni prze­strze­ga­ją rów­nież – i o tym rów­nież pi­sa­łam – że szcze­gól­nie trze­ba uwa­żać na wa­dy swych naj­bliż­szych, bo z du­żym praw­do­po­do­bień­stwem się ich „wy­uczy­my”. I ten te­mat chcia­łam dzi­siaj po­ru­szyć po­now­nie z per­spek­ty­wy osób, któ­rym w swo­im ży­ciu uda­ło się nie po­wtó­rzyć wad ro­dzi­ców. Stąd ty­tuł. Bo to nie jest ja­kieś fa­tum – gdy czło­wiek uży­je ro­zu­mu, uświa­do­mi so­bie, cze­go chce unik­nąć, uży­je spry­tu i sko­rzy­sta z Bo­żej ła­ski – to na pew­no zwy­cię­ży! Moż­na po­wie­dzieć, że „ła­twiej” uczyć się złych za­cho­wań, bo to przy­cho­dzi nie­mal od­ru­cho­wo, ale roz­sąd­nie wło­żo­ny wy­si­łek pro­wa­dzi do ra­do­ści zwy­cię­ża­nia.

 

Za­wsze trze­ba na­zwać cel, któ­ry so­bie sta­wia­my, czy­li – po za­uwa­że­niu za­let wła­snych dziad­ków i ro­dzi­ców, te­go, w czym chcie­li­by­śmy ich na­śla­do­wać – za­uwa­żyć po­sta­wy, któ­re nas w ży­ciu draż­nią. Oczy­wi­ście sko­rzy­stam z li­stów i wy­po­wie­dzi osób spo­ty­ka­nych w Po­rad­ni i na spo­tka­niach róż­nych grup w szko­łach i in­nych miej­scach, gdzie je­ste­śmy za­pra­sza­ni.

Pi­sze­my wspól­nie, bo je­ste­śmy bliź­nia­ka­mi i ra­zem uczest­ni­czy­li­śmy w Wa­szych za­ję­ciach. Zna­my się do­sko­na­le, choć róż­ni­ca płci wska­zu­je, że je­ste­śmy bliź­nię­ta­mi dwu­ja­jo­wy­mi, to jed­nak Od po­czę­cia je­ste­śmy bli­sko sie­bie. Był czas, jak chy­ba w każ­dym ro­dzeń­stwie, że mie­li­śmy sie­bie dość, ale na szczę­ście przy­szedł też czas, kie­dy po­sta­no­wi­li­śmy współ­pra­co­wać. Je­ste­śmy pew­ni, że jak się chce, to ta­ki czas na pew­no przyj­dzie. Dy­rek­cja na­szej szko­ły za­pro­si­ła Wa­szą Po­rad­nię, kie­dy by­li­śmy w pierw­szej kla­sie i dru­gi raz – nie­daw­no – kie­dy je­ste­śmy już w ma­tu­ral­nej. Dzię­ki te­mu mo­że­my z per­spek­ty­wy dwóch lat spoj­rzeć na na­szą pra­cę pod okiem do­świad­czo­nych osób.

Przed dwo­ma la­ty sko­rzy­sta­li­śmy z Wa­szych rad i usiadł­szy przy her­ba­cie zro­bi­li­śmy li­stę za­let i wad, ja­kie ma­my. Naj­pierw każ­de z nas sa­mo wy­pi­sa­ło wła­sne ce­chy, a po­tem za­le­ty i wa­dy „te­go dru­gie­go”. Na szczę­ście ma­my po­czu­cie hu­mo­ru (to też za­le­ta, za któ­rą je­ste­śmy bar­dzo wdzięcz­ni na­szym dziad­kom), bo bez żar­tów, to trud­no by by­ło znieść praw­dę o tych wa­dach. Przy­kła­dy: Pa­tryk (to star­sze z nas, do­kład­nie o 20 mi­nut) przed dwo­ma la­ty był na­ło­go­wym „prze­kli­na­czem”, nie sprzą­tał po so­bie, to zna­czy nie mył na­czyń, z któ­rych ko­rzy­stał w kuch­ni, zo­sta­wiał cza­sem zdję­te ubra­nie w miej­scu, gdzie je zdjął, by­wał nie­słow­ny i nie­punk­tu­al­ny. Kaś­ka (ta nie­co młod­sza) dość czę­sto kła­ma­ła, nie­mi­ło zwra­ca­ła uwa­gę i bliź­nia­ko­wi, i resz­cie ro­dzeń­stwa, i star­szym, z ogrom­nym tru­dem wsta­wa­ła ra­no z łóż­ka i za dłu­go za­my­ka­ła się w ła­zien­ce (ci, co ma­ją ro­dzeń­stwo, wie­dzą, jak de­ner­wu­ją­ce jest to, gdy ktoś unie­moż­li­wia in­nym sko­rzy­sta­nie z umy­wal­ki i lu­stra). Mo­że­my wspól­nie za­świad­czyć: tych wad już nie ma­my! Po­ma­ga­li­śmy so­bie wza­jem­nie, cza­sem by­wa­ło bo­le­śnie, ale zwy­cię­stwo na­de­szło! Nie bę­dzie­my opi­sy­wać sto­so­wa­nych przez nas me­tod, by­ły wy­myśl­ne i do­stęp­ne je­dy­nie dzię­ki wspo­mnia­ne­mu po­czu­ciu hu­mo­ru, ale chwi­la ra­do­ści prze­dłu­ża się i – jak ufa­my – do tych wad już nie wró­ci­my. Po na­pi­sa­niu te­go li­stu ma­my za­miar zor­ga­ni­zo­wać so­bie ko­lej­na go­dzi­nę praw­dy – pew­nie znaj­dzie­my wa­dy, któ­re trze­ba bę­dzie zwal­czyć w cią­gu na­stęp­nych dwóch lat…

Kaś­ka i Pa­tryk

I jesz­cze je­den list, tym ra­zem od ko­le­gów:

Mo­że to wy­dać się dziw­ne, ale pi­sze­my wspól­nie: choć nic nas nie łą­czy po­za przy­jaź­nią. A mo­że to wła­śnie jest naj­waż­niej­sze. Cie­ka­wy jest po­czą­tek tej przy­jaź­ni, bo w gim­na­zjum to bar­dzo się nie lu­bi­li­śmy. Mie­li­śmy po 15 lat, gdy Ka­mil miał wy­pa­dek. Po­nie­waż miesz­ka­my w są­sied­nich blo­kach, to na­sze wy­cho­waw­czy­nie ka­za­ły An­drze­jo­wi naj­pierw no­sić lek­cje Ka­mi­lo­wi, a po­tem po­ma­gać w do­tar­ciu do szko­ły (naj­pierw wó­zek, po­tem ku­le, ale też to wy­ma­ga­ło po­mo­cy). An­drzej po­cząt­ko­wo ro­bił to z nie­chę­cią, ale czas to zmie­nił, po kil­ku mie­sią­cach wszę­dzie wi­dy­wa­no nas ra­zem. Si­łą rze­czy po­zna­li­śmy też wza­jem­nie na­szych ro­dzi­ców. Naj­bar­dziej de­ner­wo­wa­li­śmy sie­bie na­wza­jem, gdy rzu­ca­li­śmy tek­sty ty­pu: „Zo­bacz, te­raz my­ślisz tak, jak Twój oj­ciec”, po­ka­zu­jąc ja­kieś śmiesz­ne ru­chy, al­bo na­wet spo­sób my­śle­nia. Do­szli­śmy do te­go, że to prze­cież praw­da i moż­na sko­rzy­stać z te­go, że ten dru­gi to wi­dzi. Zmo­bi­li­zo­wa­ni przez za­ję­cia z Wa­szej Po­rad­ni pi­sze­my, bo na pew­no wie­le się uda­ło. Te­raz, w li­ceum, je­ste­śmy na pew­no oso­ba­mi, któ­re tyl­ko chcą so­bie po­ma­gać (na­wet na­sze dziew­czy­ny są sio­stra­mi – po­mo­gli­śmy so­bie je zna­leźć).

An­drzej i Ka­mil

Za­uważ­cie, że oba li­sty by­ły pi­sa­ne przez dwie oso­by… Znacz­nie ła­twiej się zmie­niać, gdy po­ma­ga ktoś życz­li­wy.

 

Mał­go­rza­ta z Po­rad­ni Ro­dzin­nej

malgorzatabernatowska@op.pl