Helenka dalej pomaga

O sio­strza­nej wię­zi, stra­cie i świę­tych ob­co­wa­niu z Te­re­są Kmieć, sio­strą śp. He­len­ki, roz­ma­wia Mag­da­le­na Urlich.

Lu­dzie pro­szą Cię o mo­dli­twę za wsta­wien­nic­twem He­len­ki. Jak to od­bie­rasz?

– Te­raz już się przy­zwy­cza­iłam. Je­śli wie­rzy­my, że He­len­ka jest w nie­bie, to trze­ba z te­go „ko­rzy­stać”. My­ślę, że jak po­ma­ga­ła in­nym na zie­mi, tak po­ma­ga te­raz.

Coś się zmie­ni­ło w Two­im ro­zu­mie­niu świę­tych ob­co­wa­nia?

– Chy­ba nie... Ale nie stra­ci­łam wcze­śniej ko­goś, ko­go bym zna­ła tak do­brze jak He­len­kę. Po­nie­waż ten brak jest dla mnie doj­mu­ją­cy, bar­dziej po­trze­bu­ję świę­tych ob­co­wa­nia i bar­dziej się z nie­go cie­szę. To jest je­dy­ne, co mi zo­sta­ło oprócz wspo­mnień. Je­dy­ny spo­sób, że­by z He­len­ką po­roz­ma­wiać, cho­ciaż w in­ny spo­sób niż kie­dyś.

He­len­ka Kmieć (z le­wej) zmar­ła rok te­mu w no­cy z 24 na 25 stycz­nia 2017 r. w miej­sco­wo­ści Co­cha­bam­ba w środ­ko­wej Bo­li­wii, gdzie mie­ści­ła się pla­ców­ka mi­syj­na i ochron­ka dla dzie­ci, za­ło­żo­na przez Sio­stry Słu­żeb­nicz­ki Dę­bic­kie. Pod­czas zda­rze­nia na­past­nik ugo­dził He­len­kę no­żem. Mi­mo ak­cji re­ani­ma­cyj­nej, mi­sjo­nar­ka zmar­ła. Ro­dzi­na i przy­ja­cie­le He­len­ki są prze­ko­na­ni, że opie­ku­je się na­mi z Nie­ba.

Tę­sk­nisz za nią?

– To in­na tę­sk­no­ta, niż jak ktoś wy­je­dzie, bo wte­dy wia­do­mo, że ta oso­ba wró­ci. Po­za tym moż­na utrzy­my­wać kon­takt. A ja te­raz po pierw­sze mu­szę po­cze­kać kil­ka­dzie­siąt lat, aż się spo­tka­my po śmier­ci. Po dru­gie mu­szę tak żyć, aby do­trzeć tam, gdzie ona jest. A po trze­cie to jest zu­peł­nie in­ne spo­tka­nie, niż so­bie wy­obra­ża­my. Chcia­ła­bym, że­by by­ło jak daw­niej. Czę­sto ro­bi­ły­śmy coś ra­zem, na­wet bę­dąc już da­le­ko od sie­bie. W co­dzien­nym funk­cjo­no­wa­niu mu­szę się prze­sta­wić na to, że mam sio­strę ina­czej. Re­la­cja, któ­rą bu­do­wa­ły­śmy pra­wie 26 lat, zo­sta­ła prze­cię­ta na pół. Tak jak­by ktoś za­brał mi ka­wa­łek ser­ca. Ale je­że­li wie­rzę, wiem, że się kie­dyś spo­tka­my, i że bę­dzie su­per. I nie je­stem w roz­pa­czy. Choć tak po ludz­ku nie jest to pro­ste.

Mó­wi­łaś kie­dyś, że w He­len­ce by­ła har­mo­nia. Co to zna­czy?

– Dla mnie jej ży­cie by­ło spój­ne. Mia­ła czas na wszyst­ko, co by­ło waż­ne. Przede wszyst­kim na Pa­na Bo­ga. On był naj­waż­niej­szy w jej ży­ciu i do tej naj­wyż­szej war­to­ści usta­wia­ła wszyst­ko. A jed­no­cze­śnie mia­ła czas na stu­dia, pra­cę, zna­jo­mych, od­po­czy­nek, hob­by. By­ła czło­wie­kiem w peł­ni. Nie by­ła jed­no­wy­mia­ro­wa, ale bar­dzo do­brze zor­ga­ni­zo­wa­na. Wszyst­ko mia­ło od­po­wied­nie miej­sce w jej ży­ciu. Gdy Pan Bóg jest na pierw­szym miej­scu, to wszyst­ko in­ne jest na wła­ści­wym. U He­len­ki tak by­ło.

Ktoś, kto Was znał, na­pi­sał, że gdy­by nie star­sza sio­stra, nie by­ło­by ta­kiej He­len­ki.

– Mia­łam so­bie wie­le do za­rzu­ce­nia, po tym jak He­len­ka zgi­nę­ła. Uwa­ża­łam, że nie by­łam dla niej do­brą star­szą sio­strą. Do­ra­sta­nie w jed­nym śro­do­wi­sku i do­ra­sta­nie ra­zem bar­dzo na czło­wie­ka wpły­wa, więc wy­da­je mi się, że ja na He­len­kę też ja­koś wpły­nę­łam. Mam na­dzie­ję, że nie tyl­ko przez umoż­li­wia­nie mę­czeń­stwa w co­dzien­no­ści (uśmiech). He­len­ka by­ła dla mnie naj­waż­niej­szą oso­bą w ży­ciu, tak po ludz­ku, na zie­mi, i ja na pew­no też mia­łam waż­ne miej­sce w jej ser­cu. Mia­ły­śmy ta­ką re­la­cję, że po­mi­mo te­go, że się nie wi­dy­wa­ły­śmy np. trzy mie­sią­ce, bo miesz­ka­ły­śmy w róż­nych mia­stach, to mia­ły­śmy kon­takt przez sms-y czy na Fa­ce­bo­oku, bez oka­zji. Ode­szły­śmy do in­nych śro­do­wisk i mia­ły­śmy tam swo­ich zna­jo­mych i róż­ne obo­wiąz­ki, ale za­wsze by­ło miej­sce dla sio­stry. Bar­dzo mi szko­da, że już nie pój­dzie­my ra­zem na za­ku­py, nie przy­go­tu­je­my nic wspól­nie, He­len­ka nie bę­dzie przy­mie­rzać przy mnie su­kien­ki ślub­nej... Wiem, co stra­ci­łam.

Na pew­no wiel­ki wpływ na Was mie­li też ro­dzi­ce. Co naj­cen­niej­sze­go wy­nio­sły­ście z ro­dzin­ne­go do­mu?

– Na pew­no wia­rę, to pod­sta­wa. Naj­waż­niej­sza wia­do­mość, ja­ką ro­dzi­ce mo­gą prze­ka­zać dzie­ciom, to ta, że Pan Bóg jest i że się trosz­czy, że jest Kimś waż­nym i war­to w tę re­la­cję za­in­we­sto­wać swój czas. To już plus pięć­dzie­siąt punk­tów na star­cie do szczę­ścia – wy­cho­wać się w ro­dzi­nie, któ­ra się ra­zem mo­dli, roz­ma­wia o Pa­nu Bo­gu. Nie urzą­dza­li­śmy so­bie po­ga­da­nek re­li­gij­nych, po pro­stu Pan Bóg to był u nas nor­mal­ny te­mat. Oprócz wia­ry – po­czu­cie hu­mo­ru. Zwłasz­cza ta­ta je ma. Ro­bi­li­śmy so­bie ka­wa­ły, do tej po­ry tak jest, że żar­tu­je­my na róż­ne te­ma­ty. My z He­len­ką bar­dzo lu­bi­ły­śmy oglą­dać ka­ba­re­ty. Póź­niej mó­wi­ły­śmy ty­mi tek­sta­mi. Otwar­tość na róż­ne no­we wy­zwa­nia też jest z do­mu. Za­wsze mia­ły­śmy du­żo do­dat­ko­wych za­jęć. Na­si ro­dzi­ce uwa­ża­li tak: le­piej za­cząć i zre­zy­gno­wać, niż nie spró­bo­wać wca­le. Stąd był i śpiew, i ta­niec, He­len­ka upra­wia­ła wspi­nacz­kę, cho­dzi­ła po gó­rach, ja też. Z do­mu wy­nio­sły­śmy za­rad­ność w ta­kim sen­sie, że ro­dzi­ce nam bar­dzo ufa­li. Od gim­na­zjum cho­dzi­ły­śmy na gru­pę oa­zo­wą. By­wa­ło tak, że wy­cho­dzi­ły­śmy z do­mu o 17, a wra­ca­ły­śmy o 23. Nie by­ły­śmy jesz­cze do­ro­słe, ale ma­ma nam ufa­ła. To za­ufa­nie spo­wo­do­wa­ło, że He­len­ka po­je­cha­ła do szko­ły do An­glii (na dwa la­ta, w dru­giej i trze­ciej kla­sie li­ceum). Jak­by ma­ma by­ła na­do­pie­kuń­cza, to być mo­że nie ro­bi­ły­by­śmy tych wszyst­kich rze­czy.

He­len­ka ma w Li­bią­żu uli­cę swo­je­go imie­nia. Ty jeź­dzisz na spo­tka­nia, gdzie o niej opo­wia­dasz. Lu­dzie ją pa­mię­ta­ją?

– To za­le­ży. Śro­do­wi­sko lu­dzi zwią­za­nych z He­len­ką ca­ły czas pa­mię­ta. Cza­sa­mi spo­ty­kam się z tym, że ktoś pa­mię­ta o He­len­ce, cho­ciaż jej wca­le nie znał. Ostat­nio ja­kaś dziew­czy­na za­py­ta­ła mnie, czy je­stem sio­strą He­len­ki. Po­wie­dzia­łam, że tak. A ona: „He­len­ka zmie­ni­ła mo­je ży­cie”. Moi zna­jo­mi mó­wi­li mi cza­sem: za­czą­łem się wię­cej mo­dlić, al­bo: od­wa­ży­łem się na coś, bo zo­ba­czy­łem, że He­len­ka jest ta­ka od­waż­na. Ko­le­żan­ka je­cha­ła sa­mo­cho­dem w cza­sie ule­wy. Pod­wio­zła sio­strę za­kon­ną. I ta sio­stra, jak tyl­ko we­szła do sa­mo­cho­du, mó­wi: to chy­ba He­len­ka mi was ze­sła­ła. Zda­rza się, że ko­muś, ko­go na­wet nie znam, He­len­ka jest tak bar­dzo bli­ska.

A gdy­by He­len­ka mia­ła zo­stać bło­go­sła­wio­ną, czy­ją pa­tron­ką mo­gła­by być?

– Ste­war­dess! He­len­ka by­ła­by ide­al­na! Lu­dzi, któ­rzy uczą się i ży­ją za­gra­ni­cą. Ta­kich, któ­rzy ro­bią du­żo rze­czy na­raz. Mo­gła­by być pa­tron­ką wo­lon­ta­ria­tu mi­syj­ne­go. I sióstr.

Dzię­ki za roz­mo­wę!

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Igrzyska podwyższonego ryzyka

Od 9 do 25 lu­te­go w po­łu­dnio­wo­ko­re­ań­skim Pjong­czang od­bę­dą się XXIII Zi­mo­we Igrzy­ska Olim­pij­skie. Eg­zo­tycz­nie brzmią­cy Pjong­czang le­ży za­le­d­wie 80 km od gra­ni­cy z Ko­reą Pół­noc­ną, ko­mu­ni­stycz­nym pań­stwem rzą­dzo­nym przez nie­obli­czal­ne­go Kim Dzong Una. Re­żim gro­ził ostat­nio swo­imi ra­kie­ta­mi USA i in­nym kra­jom. Te­go­rocz­na Olim­pia­da bę­dzie więc za­wo­da­mi pod­wyż­szo­ne­go ry­zy­ka.

Go­spo­darz igrzysk zo­stał wy­bra­ny przez Mię­dzy­na­ro­do­wy Ko­mi­tet Olim­pij­ski 6 lip­ca 2011 r. w Dur­ba­nie. Pjong­czang wy­grał już w pierw­szej run­dzie gło­so­wa­nia, uzy­sku­jąc 63 gło­sy i po­ko­nu­jąc dru­gie Mo­na­chium o 38 gło­sów a fran­cu­skie An­ne­cy o 45 gło­sów. Do trzech ra­zy sztu­ka – mo­gą po­wie­dzieć or­ga­ni­za­to­rzy. Po­łu­dnio­wo­ko­re­ań­skie mia­sto już dwu­krot­nie ubie­ga­ło się o or­ga­ni­za­cję Zi­mo­wych Igrzysk Olim­pij­skich w la­tach 2010 i 2014, lecz bez­sku­tecz­nie. Wów­czas wy­gra­ło ka­na­dyj­skie Van­co­uver, póź­niej ro­syj­skie So­czi. Ko­rea Po­łu­dnio­wa zi­mo­wą olim­pia­dę przy­go­to­wu­je po raz pierw­szy. Let­nią, bar­dzo uda­ną, zor­ga­ni­zo­wa­ła w 1988 r. w Seu­lu.

Tak by­ło w So­czi

Czte­ry la­ta te­mu w Ro­sji bia­ło-czer­wo­ni zdo­by­li 6 me­da­li w tym aż 4 zło­te: 2 Ka­mil Stoch (skocz­nia du­ża i nor­mal­na), po jed­nym Ju­sty­na Ko­wal­czyk (w bie­gu na 10 km sty­lem kla­sycz­nym) i Zbi­gniew Bród­ka (na 1500 m). Sre­bro w bie­gu dru­ży­no­wym pan­cze­ni­stek wy­wal­czy­ły: Lu­iza Złot­kow­ska, Ka­ta­rzy­na Woź­niak, Ka­ta­rzy­na Ba­chle­da-Cu­ruś i Na­ta­lia Czer­won­ka. Brąz do­rzu­ci­li na­si pan­cze­ni­ści (Zbi­gniew Bród­ka, Jan Szy­mań­ski, Kon­rad Niedź­wiedz­ki) w bie­gu dru­ży­no­wym. W kla­sy­fi­ka­cji me­da­lo­wej Pol­ska za­ję­ła 11. miej­sce.

Bez Ro­sji, z no­wy­mi dys­cy­pli­na­mi

Uczest­ni­cy zi­mo­wych igrzysk w Pjong­czan­gu ry­wa­li­zo­wać bę­dą w 102 kon­ku­ren­cjach w 15 dys­cy­pli­nach spor­to­wych. Po raz pierw­szy w hi­sto­rii na igrzy­skach zo­sta­ną ro­ze­gra­ne na­stę­pu­ją­ce kon­ku­ren­cje: Big Air (kon­ku­ren­cja snow­bo­ar­do­wa, w któ­rej za­wod­nik wy­ko­nu­je tri­ki po wy­sko­ku ze spe­cjal­nie zbu­do­wa­nej ram­py), cur­ling par mie­sza­nych, bieg ma­so­wy w łyż­wiar­stwie szyb­kim i za­wo­dy dru­ży­no­we w nar­ciar­stwie al­pej­skim. 5 grud­nia 2017 Mię­dzy­na­ro­do­wy Ko­mi­tet Olim­pij­ski ogło­sił de­cy­zję o wy­klu­cze­niu Ro­sji z udzia­łu w igrzy­skach. To ka­ra za wie­lo­krot­ne ła­ma­nie prze­pi­sów an­ty­do­pin­go­wych przez „Sbor­ną” na igrzy­skach w So­czi w 2014 r. Po wy­kry­ciu zor­ga­ni­zo­wa­ne­go pro­ce­de­ru, któ­ry do­pro­wa­dził m.in. do ma­ni­pu­la­cji wy­ni­ka­mi Ro­sjan przez mo­skiew­skie la­bo­ra­to­rium an­ty­do­pin­go­we, do­ży­wot­nio zdys­kwa­li­fi­ko­wa­no już 25 spor­tow­ców, a Ro­sja stra­ci­ła 11 me­da­li tych igrzysk. Spor­tow­cy te­go kra­ju, któ­rzy udo­wod­nią, że są „czy­ści”, mo­gą wy­stą­pić w Ko­rei Po­łu­dnio­wej pod fla­gą olim­pij­ską.

Dyk­ta­tor stra­szy

Spor­tow­cy szli­fu­ją for­mę, a tym­cza­sem… sy­tu­acja na Pół­wy­spie Ko­re­ań­skim jest na­pię­ta. Wszyst­ko przez Kim Dzong Una. Dyk­ta­tor stra­szy, że w za­się­gu je­go ra­kiet ba­li­stycz­nych jest już ca­ła Ame­ry­ka. Mi­mo mię­dzy­na­ro­do­we­go sprze­ci­wu, wy­strze­lił kil­ka ra­kiet ba­li­stycz­nych, w tym jed­ną nad Ja­po­nią. Po wy­bu­chu bom­by wo­do­ro­wej z ko­lei do­szło do trzę­sie­nia zie­mi. Przede wszyst­kim zaś dyk­ta­tor za­ostrza sto­sun­ki z USA i są­sia­dem Ko­reą Po­łu­dnio­wą, go­spo­da­rzem igrzysk. Pjong­czang nie jest naj­bez­piecz­niej­szym miej­scem na zie­mi, ale opty­mi­ści twier­dzą, że Kim tyl­ko stra­szy świat, a olim­pia­dę uda się spo­koj­nie prze­pro­wa­dzić. Pre­zy­dent USA nie po­zo­sta­je dłuż­ny przy­wód­cy ko­mu­ni­stycz­nej Ko­rei. Wspól­nie z Ja­po­nią prze­pro­wa­dził obok Pół­wy­spu Ko­re­ań­skie­go ma­new­ry. Mię­dzy­na­ro­do­wy Ko­mi­tet Olim­pij­ski sta­ra się roz­wie­wać oba­wy, twier­dząc, że ca­ły czas mo­ni­to­ru­je sy­tu­ację na Pół­wy­spie Ko­re­ań­skim. Fak­tem jest jed­nak, że na pięć mie­się­cy przed igrzy­ska­mi sprze­da­no za­le­d­wie nie­co po­nad 30 pro­cent z pu­li 1,07 mln bi­le­tów (w tym tyl­ko 20 pro­cent z pu­li prze­wi­dzia­nej dla ko­re­ań­skiej pu­blicz­no­ści). To naj­słab­sza sprze­daż bi­le­tów na tym eta­pie. Ko­rea Pół­noc­na zo­sta­ła za­pro­szo­na do udzia­łu w igrzy­skach, a jej po­łu­dnio­wi są­sie­dzi za­pro­po­no­wa­li na­wet, że­by ko­mu­ni­stycz­ne pań­stwo zor­ga­ni­zo­wa­ło na­wet u sie­bie część kon­ku­ren­cji. MKOl otwie­ra sze­ro­ko drzwi pół­noc­nym Ko­re­ań­czy­kom, nie ba­cząc na to, że w spor­tach zi­mo­wych pra­wie nie ma­ją oni za­wod­ni­ków na mię­dzy­na­ro­do­wym po­zio­mie.

Agniesz­ka Bia­lik

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Wstępniak 02/2018

Magda Guziak NowakPi­sa­nie wstęp­nia­ka do nu­me­ru o igrzy­skach to dla mnie wy­zwa­nie i dość za­baw­ne wy­da­rze­nie, bo kto mnie zna, ten wie, że ki­bic ze mnie mar­ny. Za­czy­na się mecz, a ja py­tam, kto gra... I o co... Ale prze­cież nie mu­szę znać się na wszyst­kim.:)

A tak se­rio. Mi­mo że nie je­stem za­pa­lo­nym ki­bi­cem, mam swo­je ulu­bio­ne spor­ty, któ­re chęt­nie oglą­dam w te­le­wi­zji. Lu­bię siat­ków­kę, sko­ki nar­ciar­skie i łyż­wiar­stwo fi­gu­ro­we. Cie­szę się, że Pol­ska ma wie­lu do­sko­na­łych za­wod­ni­ków, któ­rzy są na­szą chlu­bą i gro­ma­dzą przed ekra­na­mi mi­lio­ny wi­dzów.

I wiem też, że choć upra­wiam zu­peł­nie in­ny za­wód, mo­gła­bym spo­ro za­czerp­nąć ze spor­to­we­go świa­ta. Od na­szych spor­tow­ców mo­gę się uczyć cier­pli­wo­ści, wy­trwa­ło­ści, wia­ry we wła­sne moż­li­wo­ści, zdro­wej ry­wa­li­za­cji i przy­jaź­ni oraz god­ne­go go­dze­nia się z po­raż­ką. Więc choć nie mam żył­ki spor­tow­ca, cie­szę się, że igrzy­ska czas za­cząć!
OOOLSKAAA! BIAŁO-CZERWONI!

 

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

re­dak­tor na­czel­ny

Wolontariat pełną parą

Je­cha­li bu­sem do ma­rzeń. Te­raz od­kry­wa­ją ta­len­ty in­nych i re­zy­gnu­ją z wła­sne­go wol­ne­go cza­su dla dru­gie­go czło­wie­ka.

Grze­siek Gro­dec­ki uczy się w dru­giej kla­sie li­ceum w Wa­do­wi­cach. Lu­bi po­mna­żać do­bro i wi­dzieć uśmiech na twa­rzach in­nych osób. Zna­lazł miej­sce, w któ­rym mo­że to ro­bić. Jest nim Sto­wa­rzy­sze­nie GPS Kal­wa­ria z Kal­wa­rii Ze­brzy­dow­skiej. Grze­siek po­znał je od pod­szew­ki, bo po­ma­gał w nim, za­nim jesz­cze for­mal­nie mógł zo­stać je­go człon­kiem (do GPS-u na­le­ży mło­dzież w wie­ku 15–25 lat). Te­raz an­ga­żu­je się na ca­łe­go.

Ki­lo­me­try do­bra

– Pierw­szym ce­lem sto­wa­rzy­sze­nia by­ło przy­go­to­wa­nie człon­ków i in­nych osób do Świa­to­wych Dni Mło­dzie­ży w Kra­ko­wie. Naj­waż­niej­sza ak­cja no­si­ła na­zwę „Bu­sem do ma­rzeń”. Przez dwa la­ta jeź­dzi­li­śmy po Pol­sce i Eu­ro­pie, za­pra­sza­jąc mło­dych lu­dzi na ŚDM – opo­wia­da Grze­siek Gro­dec­ki. Licz­by ro­bią wra­że­nie. W tym cza­sie bus prze­je­chał kil­ka­dzie­siąt ty­się­cy ki­lo­me­trów! Wo­lon­ta­riu­sze by­li na­wet na au­dien­cji u… pa­pie­ża Fran­cisz­ka.

Pre­zen­ty od ser­ca

W cza­sie jed­nej z ta­kich wy­praw po­zna­li po­słu­gu­ją­ce­go na Li­twie ks. Da­nie­la Nar­ku­na. – Zro­dził się po­mysł ak­cji mi­ko­łaj­ko­wej. Po­sta­no­wi­li­śmy ze­brać pre­zen­ty dla Po­la­ków miesz­ka­ją­cych na Li­twie i wrę­czyć im je oso­bi­ście, co się uda­ło – mó­wi Grze­siek i do­da­je, że ak­cja we­szła na sta­łe do ich rocz­ne­go ka­len­da­rza. Ostat­nio wo­lon­ta­riu­sze po­now­nie od­wie­dzi­li pa­ra­fię ks. Da­nie­la Nar­ku­na. Sło­dy­cze i za­baw­ki roz­da­li dzie­ciom z do­mu dziec­ka i swo­im ro­da­kom. Oprócz te­go bied­niej­szym ro­dzi­nom przy­wieź­li pacz­ki z pro­duk­ta­mi żyw­no­ścio­wy­mi i ar­ty­ku­ła­mi szkol­ny­mi dla dzie­ci. – Ak­cją mi­ko­łaj­ko­wą chce­my po­ka­zać Po­la­kom miesz­ka­ją­cym za­gra­ni­cą, że o nich pa­mię­ta­my – opo­wia­da or­ga­ni­za­tor. – Oprócz pre­zen­tów chce­my im ofia­ro­wać swój czas. Czę­sto roz­mo­wa i by­cie dla nich oka­zu­ją się waż­niej­sze od ma­te­rial­nych rze­czy, któ­re od nas otrzy­mu­ją – pod­kre­śla.

Ta­jem­ni­czy GPS

Mi­sją sto­wa­rzy­sze­nia jest ak­ty­wi­zo­wa­nie mło­dzie­ży z oko­lic Kal­wa­rii Ze­brzy­dow­skiej. – Za­in­spi­ro­wa­li­śmy się stwier­dze­niem pa­pie­ża Fran­cisz­ka o tym, że­by nie zo­sta­wać na wy­god­nej ka­na­pie. Za­pra­sza­my do współ­pra­cy mło­dych lu­dzi. Da­je­my im moż­li­wość cie­ka­we­go spę­dza­nia wol­ne­go cza­su, roz­wi­ja­nia ta­len­tów i ro­bie­nia cze­goś do­bre­go dla in­nych – mó­wi Grze­siek. – Wszyst­ko czy­ni­my w du­chu na­ucza­nia św. Ja­na Paw­ła II – do­da­je. Na­zwa sto­wa­rzy­sze­nia ko­ja­rzy się z sys­te­mem na­wi­ga­cji sa­te­li­tar­nej, ale po­wsta­ła od pierw­szych li­ter imie­nia pa­pie­ża Ja­na Paw­ła II w ję­zy­ku wło­skim (Gio­van­ni Pa­olo Se­con­do).

Peł­ną pa­rą

Do tej po­ry wo­lon­ta­riu­sze zor­ga­ni­zo­wa­li warsz­ta­ty mu­zycz­ne dla osób gra­ją­cych na in­stru­men­tach, za­koń­czo­ne kon­cer­tem w Bo­że Na­ro­dze­nie i „Po­po­łu­dnie z plan­szów­ka­mi” dla dzie­ci i mło­dzie­ży. W mar­cu 2016 przy­go­to­wa­li spo­tka­nie pt. „Kie­ru­nek mi­łość”. Pi­sar­ka Be­ata Ko­ło­dziej, Be­ata i Mar­cin Mą­drzy oraz ra­per PAX opo­wia­da­li na nim o war­to­ści czy­sto­ści. W każ­dy pierw­szy pią­tek or­ga­ni­zu­ją dla wszyst­kich chęt­nych wie­czor­ne uwiel­bie­nie w ko­ście­le pw. św. Jó­ze­fa w Kal­wa­rii Ze­brzy­dow­skiej. Po­ma­ga­li zor­ga­ni­zo­wać dwa cha­ry­ta­tyw­ne tur­nie­je pił­ki noż­nej: dla Jul­ki w śpiącz­ce i dla ro­dzi­ny z Przy­tko­wic, któ­ra stra­ci­ła dom w po­ża­rze.

Z na­gro­dą od ar­cy­bi­sku­pa

Cy­klicz­nych spo­tkań for­ma­cyj­nych nie ma. Sto­wa­rzy­sze­nie dzia­ła ja­ko or­ga­ni­za­cja po­za­rzą­do­wa, a je­go po­my­sły mo­gą się speł­niać dzię­ki da­ro­wi­znom od lu­dzi do­brej wo­li. Do­strzegł je abp Ma­rek Ję­dra­szew­ski i w ze­szłym ro­ku przy­znał mu usta­no­wio­ną przez sie­bie na­gro­dę „Mło­dość – pro­jekt ży­cia”. Człon­ko­wie zy­ska­li jesz­cze więk­szą mo­ty­wa­cję, by włą­czać się w po­moc in­nym.

Wię­cej: gps-kalwaria.pl i Fa­ce­bo­ok

 

Aga­ta Goł­da

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

O sutannie, która w oczy

Z księ­dzem To­ma­szem Skot­nicz­nym roz­ma­wia Jo­la Tę­cza-Ćwierz.

Czy lu­bi Ksiądz cho­dzić w su­tan­nie?

– Tak! Su­tan­na wska­zu­je, że je­stem oso­bą du­chow­ną. W su­tan­nie moż­na mnie spo­tkać nie tyl­ko w ko­ście­le, ale rów­nież w szko­le, gdzie ka­te­chi­zu­ję. Po­nad­to sza­tę ka­płań­ską no­szę pod­czas peł­nie­nia po­słu­gi w pa­ra­fii dla róż­nych wspól­not. Su­tan­na ma swo­je plu­sy w kon­tak­tach z ludź­mi, w roz­mo­wie czy też w bu­do­wa­niu au­to­ry­te­tu ka­płań­skie­go.

Czym dla Księ­dza jest strój du­chow­ny?

– Jest zna­kiem, któ­ry mó­wi o po­wo­ła­niu i wy­bra­niu przez Je­zu­sa Chry­stu­sa. War­to pod­kre­ślić, że no­sze­nie su­tan­ny jest zna­kiem zo­bo­wią­zu­ją­cym przede wszyst­kim dla ka­pła­na. Dla mnie ten strój ma rów­nież in­ny wy­miar. Jest we­zwa­niem ota­cza­ją­ce­go świa­ta – co­raz bar­dziej przy­wią­za­ne­go do te­go co przy­ziem­ne, świec­kie – do po­szu­ki­wa­nia war­to­ści du­cho­wych, któ­re nas prze­kra­cza­ją, i któ­rych cza­sem nie po­tra­fi­my zro­zu­mieć.

Cho­dze­nie w su­tan­nie mo­że być trud­ne?

– Zda­rza się, że su­tan­na kłu­je w oczy. Przede wszyst­kim jed­nak do­cie­ra do ser­ca czło­wie­ka, dla­te­go mo­że pro­wa­dzić do „wy­la­nia” ża­lów i za­cho­wań wul­gar­nych. Kie­dy by­łem kle­ry­kiem, wraz z ko­le­ga­mi uczest­ni­czy­li­śmy w li­tur­gii Wiel­kiej So­bo­ty. Po Mszy św. ze­bra­li­śmy się na przy­stan­ku tram­wa­jo­wym. Wów­czas z po­bli­skie­go ba­ru wy­szła grup­ka ok. dzie­się­ciu ob­co­kra­jow­ców, trosz­kę już „zmę­czo­nych”. Gdy zo­ba­czy­li dwu­dzie­stu chło­pa­ków w su­tan­nach, by­li tro­chę zdez­o­rien­to­wa­ni, nie wie­dzie­li, gdzie są. Kil­ku z nich ro­bi­ło nam zdję­cia i wul­gar­nie się do nas od­no­si­ło.

Wie­lo­krot­nie spo­tka­łem się z nie­przy­jem­ny­mi uwa­ga­mi. Naj­bar­dziej utkwi­ła mi w pa­mię­ci sy­tu­acja, gdy w tzw. krót­kim stro­ju ka­płań­skim po­sze­dłem na pocz­tę ode­brać prze­sył­kę. Po dro­dze spo­tka­łem męż­czy­znę, któ­ry po­pro­sił mnie o pie­nią­dze na coś do je­dze­nia. Od­po­wie­dzia­łem, by po­cze­kał, aż bę­dę wra­cał z pocz­ty i wte­dy ku­pię mu coś w skle­pie. Gdy wra­ca­łem, pod­je­chał do mnie sa­mo­chód. Ja­kiś męż­czy­zna bar­dzo nie­przy­jem­nym to­nem po­wie­dział, że nie pój­dę do nie­ba, bo nie po­ma­gam bied­nym i w ogó­le nie na­da­ję się na ka­pła­na, któ­ry ma słu­żyć in­nym. Ta­kie opi­nie bar­dzo bo­lą, ale tak­że mo­bi­li­zu­ją, by wy­peł­niać Ewan­ge­lię, a szcze­gól­nie sło­wa Je­zu­sa: „Niech nie wie twa rę­ka le­wa, co czy­ni pra­wa”.

W ja­kich sy­tu­acjach Ksiądz mo­że nie za­ło­żyć su­tan­ny?

– Su­tan­na to strój li­tur­gicz­ny. Słu­ży przede wszyst­kim do ce­lów zwią­za­nych z funk­cją ka­płań­ską i re­li­gij­ną, np. na­bo­żeństw, ka­te­chez, pra­cy w kan­ce­la­rii pa­ra­fial­nej. W sy­tu­acjach, w któ­rych za­ła­twia się spra­wy pry­wat­ne ksiądz nie mu­si mieć na so­bie stro­ju du­chow­ne­go, np. na za­ku­pach, ba­se­nie, w ki­nie lub na si­łow­ni, a tak­że w trak­cie wi­zy­ty u le­ka­rza czy w re­stau­ra­cji.

Czy ko­lo­rat­ka i ko­szu­la to rów­nież strój du­chow­ny?

– Su­tan­na to strój li­tur­gicz­ny każ­de­go ka­pła­na. Mo­że on jed­nak uży­wać tzw. stro­ju krót­kie­go, czy­li ko­szu­li z ko­lo­rat­ką. Wie­lu księ­ży za­kła­da strój krót­ki za­miast su­tan­ny w trak­cie spra­wo­wa­nia co­dzien­nych obo­wiąz­ków. Wy­bór za­le­ży od oso­by i sy­tu­acji.

Dzię­ku­ję za roz­mo­wę.

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Młodzi i ksiądz w duecie

Pro­sta teo­lo­gia ka­płań­stwa we­dług pa­pie­ża Fran­cisz­ka: „Bądź­cie pa­ste­rza­mi, któ­rzy pach­ną jak owce” – po­wie­dział do księ­ży. A gdzie jest na­sze miej­sce w Bo­żym sta­dzie?

Księ­ża są róż­ni. Ener­gicz­ni i spo­koj­ni. Żar­tow­ni­sie i my­śli­cie­le. Eks­cen­trycz­ni i zwy­czaj­ni. Przy­stoj­ni i… mniej przy­stoj­ni. Cza­sem o nie­któ­rych mó­wi­my „faj­ni”, bo ma­ją ła­twość w na­wią­zy­wa­niu kon­tak­tu, ży­ją na­szy­mi spra­wa­mi, ro­zu­mie­ją nas, a mo­że tak­że ma­ją nie­tu­zin­ko­we hob­by, któ­re do­da­je im „sła­wy”. Tym­cza­sem war­to pa­mię­tać, że Ko­ściół mó­wiąc o zna­kach Bo­żej obec­no­ści w świe­cie, wska­zu­je na kil­ka bar­dzo kon­kret­nych rze­czy­wi­sto­ści. Na­ucza, że Pan Bóg jest obec­ny w sa­kra­men­tach świę­tych, Pi­śmie Świę­tym, Mszy św. i wspól­no­cie (np. mło­dzie­żo­wej, kół­ku ró­żań­co­wym, ale też wte­dy, gdy spo­ty­ka­my się na Eu­cha­ry­stii). Pan Bóg jest rów­nież obec­ny w ka­pła­nie. Każ­dym ka­pła­nie.

O nie­któ­rych mó­wi­my „dusz­pa­ste­rze mło­dzie­ży”. Zwy­kle ma­my wte­dy na my­śli, że opie­ku­ją się gru­pa­mi mło­dzie­żo­wy­mi, pro­wa­dzą ka­te­che­zę w szko­łach lub ewan­ge­li­zu­ją w bar­dziej sza­lo­ny spo­sób: na de­sko­rol­ce, na pla­ży, pod­czas ogrom­ne­go kon­cer­tu. Praw­da jed­nak jest ta­ka, że każ­dy ksiądz mo­że być dusz­pa­ste­rzem mło­dzie­ży, na­wet je­śli wy­da­je nam się, że… trud­no się do­ga­dać. – Je­śli ksiądz gło­si Chry­stu­sa, to otwo­rzy każ­de ser­ce, na­wet to zbun­to­wa­ne – prze­ko­nu­je o. Łu­kasz Buk­sa, kra­kow­ski fran­cisz­ka­nin z de­sko­rol­ką, au­tor tek­stów i wo­ka­li­sta, in­struk­tor snow­bo­ar­du, po­my­sło­daw­ca cy­klu kon­fe­ren­cji „Obudź się! Mo­żesz wię­cej”.

Róż­no­rod­ność

Przy­go­da o. Łu­ka­sza z mło­dzie­żą roz­po­czę­ła się wte­dy, gdy sam na­le­żał do te­go za­szczyt­ne­go gro­na – dziś mó­wi, że po pro­stu spła­ca dług wdzięcz­no­ści wo­bec osób, któ­re mu wte­dy po­mo­gły. – Gdy by­łem na­sto­lat­kiem, ży­łem da­le­ko od Ko­ścio­ła i Pa­na Bo­ga – opo­wia­da. – Nie zna­łem war­to­ści ży­cia. Moi ro­dzi­ce pra­co­wa­li za gra­ni­ca. Ka­sa by­ła, ale sen­su nie by­ło. Mia­łem pie­nią­dze, więc ku­po­wa­łem so­bie przy­ja­ciół, ale rów­no­cze­śnie za­ko­py­wa­łem sie­bie – swo­je ta­len­ty, oso­bo­wość, po­mysł na ży­cie. Tym­cza­sem ku­po­wa­nie szczę­ścia za­wsze ra­ni. Do­pie­ro szczę­ście za­pra­co­wa­ne ro­dzi wła­sną war­tość i po­czu­cie god­no­ści – za­uwa­ża o. Łu­kasz.

Wte­dy gdy by­ło mu trud­no, po­moc i wspar­cie otrzy­mał od kil­ku osób du­chow­nych m.in. od ks. Grze­go­rza. – Wy­cią­gnął do mnie rę­kę, gdy by­łem w szko­le śred­niej. Po­gu­bi­łem się, mia­łem kło­po­ty w na­uce i nie prze­sze­dłem z kla­sy do kla­sy. To ks. Grze­gorz obu­dził we mnie to, co by­ło uśpio­ne, czy­li mi­łość do mu­zy­ki, śpie­wu, pi­sa­nia tek­stów. Po­wie­dział mi: „Uwierz w to, co do­sta­łeś, a uwie­rzysz w sie­bie na no­wo” – wspo­mi­na fran­cisz­ka­nin i… mu­zyk.

Dziś trud­ne do­świad­cze­nia z mło­do­ści po­ma­ga­ją o. Łu­ka­szo­wi zro­zu­mieć pro­ble­my współ­cze­snych na­sto­lat­ków. Ła­two na­wią­zu­je z ni­mi kon­takt i, przede wszyst­kim, ro­zu­mie. – To ja­sne, że nie­któ­rzy księ­ża ma­ją więk­sze pre­dys­po­zy­cje do pra­cy z mło­dzie­żą. Je­ste­śmy róż­ni i trze­ba się z te­go cie­szyć, bo róż­no­rod­ność ro­dzi Bóg – za­uwa­ża o. Łu­kasz. – Ale pa­mię­taj­cie też o bar­dzo waż­nej rze­czy: wy też mo­że­cie wyjść z ini­cja­ty­wą! A na­wet po­win­ni­ście! W cza­sie przy­go­to­wań do Świa­to­wych Dni Mło­dzie­ży po­ka­za­li­ście, że na­wet w pa­ra­fiach, w któ­rych nie dzia­ła­ły żad­ne gru­py dla mło­dzie­ży, moż­na zor­ga­ni­zo­wać coś świet­ne­go. Pro­ście księ­ży, że­by chcie­li z wa­mi być. To bę­dzie wa­sza tro­ska o ich świę­tość! – mó­wi fran­cisz­kań­ski przy­ja­ciel mło­dzie­ży.

Obec­ność

Do opi­su, na czym ma po­le­gać wza­jem­na tro­ska – księ­dza o mło­dzież i mło­dzież o księ­dza – ide­al­nie pa­su­je ob­raz Pa­na Je­zu­sa Do­bre­go Pa­ste­rza, któ­ry w fan­ta­stycz­ny spo­sób zin­ter­pre­to­wał kie­dyś pa­pież Franciszek.Przemawiając do ka­pła­nów, po­wie­dział, że dusz­pa­sterz ma pach­nieć swo­imi owca­mi. – To zna­czy, że po­wi­nien je znać, wie­dzieć, ja­kie ma­ją pro­ble­my, czym ży­ją – wy­ja­śnia o.Łukasz. – Je­śli pa­sterz trzy­ma w rę­ce la­skę, to nie idzie z ty­łu sta­da i nie bi­je owiec po ple­cach, ale pod­pie­ra się na niej i idzie z przo­du, aby pro­wa­dzić owce we­dług swo­jej mą­dro­ści i do­świad­cze­nia. Co waż­ne, pa­sterz, któ­ry pro­wa­dzi owce do spo­tka­nia z Je­zu­sem, zo­sta­wia 99 z nich i szu­ka jed­nej za­gu­bio­nej. I uwa­ga – je­śli zo­sta­wia po­zo­sta­łe, po­trze­bu­je wie­dzieć, że one są wspól­no­tą, że da­dzą ra­dę przez chwi­lę być bez Nie­go, że się nie roz­pierzch­ną. Pa­sterz po­trze­bu­je mieć świa­do­mość, że gdy pój­dzie szu­kać zgu­bio­nej owiecz­ki, to po­zo­sta­łe bę­dą się za nie­go mo­dlić i ich mo­dli­twa bę­dzie jak li­na, po któ­rej do nich wró­ci – opi­su­je o. Łu­kasz.

Po to jest wspól­no­ta Ko­ścio­ła i dzia­ła­ją­ce w niej mniej­sze wspól­not­ki (np. oa­za, KSM) – by owce mia­ły po­moc pa­ste­rza i by pa­sterz czuł, że jest im po­trzeb­ny. W ta­kiej (sil­nej) wspól­no­cie ani pa­sterz, ani owce nie po­wie­dzą: „Do­bra jest, daj­my spo­kój, jed­na zgi­nę­ła, trud­no się mó­wi. Zo­sta­ło prze­cież aż 99…”.

Bo w tej zgu­bio­nej owcy też był Chry­stus. – No­szę w so­bie pe­wien ob­raz – mó­wi oj­ciec. – Śni­ło mi się, że przy­sze­dłem do klasz­to­ru po­twor­nie zmę­czo­ny. Na­gle zja­wił się mło­dy czło­wiek i mó­wił, że chce po­ga­dać. Po­pro­si­łem go, że­by przy­szedł ju­tro, bo pa­da­łem z nóg i za­sną­łem. I w tym śnie za­uwa­ży­łem, że ten mło­dy czło­wiek to był Chry­stus. Prze­bu­dzi­łem się i przez ca­łą noc szu­ka­łem go po Kra­ko­wie, aż wresz­cie zna­la­złem. A po­tem na­praw­dę się obu­dzi­łem… To by­ło moc­ne.

Wza­jem­ność

Po­trze­bu­je­my ka­pła­nów, któ­rzy bę­dą mie­li dla nas czas. Z dru­giej stro­ny to my je­ste­śmy po­trzeb­ni im i ca­łe­mu Ko­ścio­ło­wi. – Mło­dzi lu­dzie, któ­rzy prze­ży­wa­ją swo­ją mło­dość w Ko­ście­le, wno­szą do nie­go ener­gię, wi­tal­ność, za­pał. Spra­wia­ją, że star­si grze­ją się ich ża­rem i bu­dzą w so­bie mło­de­go du­cha – prze­ko­nu­je fran­cisz­ka­nin i ape­lu­je do nas: – Ko­ściół was po­trze­bu­je. Po co ma­cie wstać z ka­na­py? Że­by się po­smę­cić i znów za­snąć jesz­cze głęb­szym snem? Nie, ma­cie wstać i za­brać się do pra­cy w wa­szych wspól­no­tach. Ra­zem z na­mi, wa­szy­mi pa­ste­rza­mi!

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Wstępniak 01/2018

Magda Guziak NowakRo­bi­łem dok­to­rat, kie­dy na­gle zo­sta­łem od­wo­ła­ny z War­sza­wy do Po­zna­nia do pra­cy z ucznia­mi szkół śred­nich. To by­ło upo­ka­rza­ją­ce” – wie­cie, kto po­wie­dział te sło­wa? Do­mi­ni­kań­ski dusz­pa­sterz mło­dzie­ży o. Jan Gó­ra, twór­ca spo­tkań nad Je­zio­rem Led­nic­kim, wiel­ki przy­ja­ciel mło­dych, oso­ba, któ­ra jak ma­ło kto ro­zu­mia­ła na­sze spra­wy. Oj­ciec Jan zo­sta­wił więc dok­to­rat i w du­chu za­kon­ne­go po­słu­szeń­stwa po­szedł do mło­dzie­ży, na któ­rą z wie­lo­let­niej per­spek­ty­wy współ­pra­cy pa­trzył już tro­chę ina­czej. Po la­tach przy­znał: „To mło­dzież, nie­chcia­ne dziec­ko w mo­im ży­ciu, wy­mu­si­ła na mnie, bym był dla nich oj­cem. Tak oto sta­li­śmy się ro­dzi­ną. A gdy świat, któ­ry two­rzy się wo­kół nas i w nas sa­mych, pew­ne­go dnia się roz­pad­nie, to prze­cież zo­sta­ną oni, ci, któ­rzy ze­chcie­li wziąć cząst­kę mo­je­go świa­ta, ja­kiś szcze­gół lub kształt mo­jej wła­snej mi­ło­ści i uczy­nić go swo­ją wła­sno­ścią”.

Pięk­ne, głę­bo­kie sło­wa. Naj­pięk­niej­sze, ja­kie znam, aby opi­sać, na czym po­wi­nien po­le­gać du­et mło­dzie­ży i ka­pła­na.

 

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

re­dak­tor na­czel­ny