Wstępniak 10/2018

Magda Guziak NowakMaj to kasz­ta­ny, ma­tu­ry i Dzień Ma­my. Nie Mat­ki, ale wła­śnie Ma­my. Al­bo Ma­mu­si.

Bar­dzo lu­bię pio­sen­kę Na­ta­lii Nie­men pt. Je­stem ma­mą, to mo­ja ka­rie­ra. Na­ta­lia śpie­wa w niej o tym, że naj­więk­szym ży­cio­wym suk­ce­sem nie są jej wy­da­ne pły­ty czy pre­sti­żo­we na­gro­dy, ale by­cie ma­mą. Bo tu ma naj­wię­cej do zro­bie­nia, bo to jest naj­waż­niej­sze.

Za­chę­cam Was dzi­siaj do wdzięcz­no­ści: Pa­nu Bo­gu za Wa­sze Ma­my i Wa­szym Ma­mom za Was! Bądź­cie wdzięcz­ni za Wa­szą re­la­cję, wspól­ne chwi­le, wszyst­kie obia­dy i przy­szy­te gu­zi­ki.

A wdzięcz­ność otwie­ra na dru­gie­go czło­wie­ka. Kie­dy wi­dzę, że mam tak wie­le, do­strze­gam nie­spra­wie­dli­wość, że in­nym tak wie­le bra­ku­je. dla­te­go te­mat nu­me­ru na Dzień Ma­my otwie­ra­my ar­ty­ku­łem o Do­mu Mat­ki i Dziec­ka w Opo­lu, któ­ry po­trze­bu­je na­szej po­mo­cy. Ja­kiej, o co cho­dzi? Prze­czy­taj­cie.

Wszyst­kie naj­lep­sze­go dla Was i Wa­szych Ko­cha­nych Mam!

 

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

re­dak­tor na­czel­ny

Bezdomna mama, trojaczki i ocalenie

Ja­ney by­ła bez­dom­na, nie mia­ła pra­cy i sy­pia­ła ką­tem u zna­jo­mych na ka­na­pie, na któ­rej mu­sia­ła zmie­ścić się tak­że jej czte­ro­let­nia cór­ka. Kie­dy do­wie­dzia­ła się, że w jej ło­nie roz­wi­ja się ko­lej­ne ma­leń­stwo w pierw­szej chwi­li po­czu­ła tyl­ko ogrom­ny strach. Nie by­ła też przy­go­to­wa­na na ko­lej­ne za­ska­ku­ją­ce wia­do­mo­ści…

W pierw­szym od­ru­chu po­my­śla­ła o do­ko­na­niu abor­cji, ale szyb­ko od­rzu­ci­ła tę moż­li­wość. Wie­dzia­ła, że bez wzglę­du na wszyst­ko po­win­na chro­nić swo­je nie­na­ro­dzo­ne dziec­ko. Po­sta­no­wi­ła więc po­szu­kać po­mo­cy.

Tro­jacz­ki

Tak tra­fi­ła do jed­ne­go z tzw. „cią­żo­wych cen­trów kry­zy­so­wych”, któ­re w Sta­nach Zjed­no­czo­nych wspie­ra­ją ma­my w trud­nej sy­tu­acji ży­cio­wej. Na po­czą­tek za­pro­po­no­wa­no jej wy­ko­na­nie ba­da­nia USG, aby spraw­dzić, czy ma­leń­stwo roz­wi­ja się pra­wi­dło­wo.

Po chwi­li za­sko­czo­ny le­karz uj­rzał na ekra­nie tro­je dzie­ci. Ja­ney by­ła ma­mą tro­jacz­ków! Nie­trud­no się do­my­ślić, że ta wia­do­mość tyl­ko spo­tę­go­wa­ła strach ko­bie­ty. Nie mo­gła prze­stać pła­kać. W koń­cu do jej świa­do­mo­ści za­czę­ły do­cie­rać sło­wa wo­lon­ta­riu­szy: nie je­steś sa­ma, mo­żesz tu za­miesz­kać, obie­cu­je­my, że ci po­mo­że­my.

Cze­kał na nie dom

Po kil­ku mie­sią­cach przez ce­sar­skie cię­cie uro­dzi­li się Ara­bel­la, Tay­tum i Xan­der – dwie dziew­czyn­ki i je­den chło­piec. W no­wym do­mu cze­ka­ły już na nie łó­żecz­ka. I wo­lon­ta­riu­sze go­to­wi po­móc ca­łej ro­dzi­nie przejść przez ten trud­ny czas. Star­sza cór­ka Ja­ney za­czę­ła cho­dzić do przed­szko­la. Ma­lusz­ki mia­ły za­pew­nio­ną opie­kę – nie bra­ko­wa­ło chęt­nych do ich no­sze­nia, ko­ły­sa­nia, zmie­nia­nia im pie­luch.

Na wy­so­ko­ści zda­nia po­sta­no­wił sta­nąć też Du­stin – oj­ciec dzie­ci. Po­ja­wił się przy po­ro­dzie i bar­dzo chciał na­uczyć się by­cia od­po­wie­dzial­ną gło­wą ro­dzi­ny. Pro­sił wo­lon­ta­riu­szy, aby po­ka­za­li mu, jak naj­le­piej zaj­mo­wać się nie­mow­lę­ta­mi, wspie­rał Ja­ney psy­chicz­nie. Wy­da­je się, że do­pie­ro kon­fron­ta­cja z tak trud­ną sy­tu­acją po­zwo­li­ła mu na­praw­dę do­ro­snąć.

Cho­dzi o wspól­no­tę

Ja­ney po­sta­no­wi­ła udo­wod­nić so­bie i in­nym, że dzie­ci (na­wet tro­je na­raz) nie mu­szą być prze­szko­dą w oso­bi­stym roz­wo­ju. Roz­po­czę­ła cykl in­ter­ne­to­wych szko­leń, dzię­ki któ­rym zdo­by­wa wie­dzę z za­kre­su fi­nan­sów, za­rzą­dze­nia do­mem, edu­ka­cji, re­la­cji i ro­dzi­ciel­stwa. Spo­ty­ka się z re­gu­lar­nie z co­achem, re­ali­zu­jąc pro­gram pod dość traf­nym ty­tu­łem „Mo­je za­baw­nie wspa­nia­łe ży­cie”. Jej dłu­go­fa­lo­wym ce­lem jest skoń­cze­nie stu­diów i pod­ję­cie pra­cy, za­nim tro­jacz­ki pój­dą do szko­ły.

Tro­jacz­ki, mo­ja star­sza cór­ka i ja by­ły­by­śmy zgu­bio­ne, gdy­by nie Cen­trum i in­ne gru­py, któ­re współ­pra­cu­ją, aby po­móc oso­bom w sy­tu­acji po­dob­nej do mo­jej. Tu­taj na­praw­dę cho­dzi o wspól­no­tę” – mó­wi Ja­net.

To by­ła na­praw­dę kry­tycz­na sy­tu­acja. Ona czu­ła, że stoi pod ścia­ną’ – do­da­je Ja­ne Dal­ton, dy­rek­tor pro­gra­mo­wa Cen­trum.

Mo­że mo­żesz po­móc?

Cza­sa­mi jed­no „nie je­steś sa­ma” wy­po­wie­dzia­ne do ko­bie­ty w po­trze­bie mo­że ura­to­wać ży­cie nie­na­ro­dzo­ne­go dziec­ka. Uczci­wość wy­ma­ga jed­nak, aby póź­niej re­ali­zo­wać to za­pew­nie­nie i re­al­nie po­ma­gać. Mo­że w two­jej oko­li­cy są do­my sa­mot­nej mat­ki, w któ­rych mógł­byś być wo­lon­ta­riu­szem, fun­da­cje, któ­re szu­ka­ją chęt­nych do po­mo­cy, or­ga­ni­za­cje wspie­ra­ją­ce cho­re dzie­ci i ich ro­dzi­ców? Two­je za­an­ga­żo­wa­nie na­praw­dę ma zna­cze­nie. Hi­sto­ria Ja­ney to jed­na z wie­lu. Dzie­siąt­ki i set­ki po­dob­nych wy­da­rza­ją się nie­ustan­nie wo­kół nas. Choć, rze­czy­wi­ście, nie­czę­sto nie cho­dzi o tro­jacz­ki.:)

 

Ewa Rej­man

 

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

W drodze do Panamy

Za­sta­na­wia­cie się, co się sta­ło z peł­ny­mi za­pa­łu i Bo­żej ra­do­ści uczest­ni­ka­mi ŚDM w Kra­ko­wie? Ze­szli z ka­na­py i dzia­ła­ją. I to jesz­cze jak!

Ka­ro­li­na Za­jąc ma 22 la­ta. W cza­sie ŚDM w Kra­ko­wie ra­zem ze sto­ma in­ny­mi oso­ba­mi by­ła wo­lon­ta­riusz­ką w Ba­zy­li­ce Ma­riac­kiej. – Zo­ba­czy­li­śmy, że drze­mie w nas ogrom­ny po­ten­cjał – opo­wia­da Ka­ro­li­na, obec­nie li­der­ka wspól­no­ty Pa­nA­MA, któ­ra dzia­ła przy pa­ra­fii pw. Wnie­bo­wzię­cia Naj­święt­szej Ma­ryi Pan­ny w Kra­ko­wie. – Szcze­gól­nie wy­róż­nia­li się li­ce­ali­ści z I Li­ceum Ogól­no­kształ­cą­ce­go w Kra­ko­wie. Nie mo­gli­śmy zmar­no­wać na­sze­go za­pa­łu – do­da­je. Gdy pa­pież Fran­ci­szek opu­ścił Kra­ków, chęt­ni za­czę­li się re­gu­lar­nie spo­ty­kać. Tak na­ro­dzi­ła się wspól­no­ta Pa­nA­MA. – Po­my­sło­daw­cą na­zwy jest pro­boszcz, ksiądz in­fu­łat Da­riusz Raś. W ję­zy­ku wło­skim pan ama ozna­cza „Pan ko­cha”. Na­zwa jest ide­al­na, bo w dro­dze do Pa­na­my to­wa­rzy­szą nam roz­wa­ża­nia na te­mat Bo­żej mi­ło­ści i mi­ło­sier­dzia – wy­ja­śnia Ka­ro­li­na.

Na spo­tka­nia w Kra­ko­wie przy­cho­dzi 25 osób. Pa­nA­MA mo­że się po­chwa­lić od­dzia­łem za­miej­sco­wym w Sie­nia­wie k. No­we­go Tar­gu, do któ­re­go na­le­ży 15 osób. Kra­kow­ską Pa­na­mą opie­ku­je się ks. Łu­kasz Mi­chal­czew­ski, dusz­pa­sterz mło­dzie­ży ar­chi­die­ce­zji kra­kow­skiej. Co ja­kiś czas obie gru­py spo­ty­ka­ją się, że­by się po­znać i le­piej przy­go­to­wać do przy­szło­rocz­nych ŚDM. Do wspól­no­ty na­le­żą li­ce­ali­ści i stu­den­ci (w Sie­nia­wie głów­nie gim­na­zja­li­ści). Naj­młod­sza oso­ba ma 15 lat, naj­star­sza 22.

Ce­lem jest wy­jazd na ŚDM do Pa­na­my, a wcze­śniej do­bre du­cho­we przy­go­to­wa­nie na to wy­da­rze­nie. Słu­żą te­mu co­mie­sięcz­ne spo­tka­nia. Każ­de od­by­wa się po Mszy św., w cza­sie któ­rej ks. Łu­kasz Mi­chal­czew­ski gło­si nie­przy­pad­ko­we ka­za­nie, bo na te­mat jed­nych z do­tych­cza­so­wych ŚDM. Plan jest ta­ki, że­by w stycz­niu 2019 r., czy­li tuż przed ŚDM Pa­na­ma, przy­po­mnieć so­bie prze­sła­nie z ŚDM w Kra­ko­wie.

Po Eu­cha­ry­stii gru­pa idzie do przy­ko­ściel­nej sal­ki. – Na tę część za­pra­sza­my spe­cjal­nych go­ści. Sta­ra­my się, że­by to nie by­ły tyl­ko oso­by du­chow­ne, ale tak­że świec­kie, mło­de, któ­re swo­im przy­kła­dem mo­gą nam przy­bli­żyć roz­wa­ża­ny te­mat ŚDM – mó­wi Ka­ro­li­na Za­jąc. Spo­tka­nia są otwar­te i mo­gą na nie przyjść wszy­scy chęt­ni. Po mo­dli­twie go­ście dzie­lą się swo­imi świa­dec­twa­mi. Pa­nA­MĘ od­wie­dzi­li już m.in. kard. Sta­ni­sław Dzi­wisz, bp Da­mian Mu­skus, sio­stra Zo­fia, kal­wa­rian­ka, dziew­czy­na, któ­ra pra­co­wa­ła w ho­spi­cjum dzie­cię­cym i chło­pak z in­nej wspól­no­ty, któ­ry jest już ta­tą. Opo­wia­da­li np. o na­dziei i mi­ło­ści ro­dzin­nej. W każ­dą śro­dę od­by­wa­ją się spo­tka­nia for­ma­cyj­ne.

Na ŚDM w Pa­na­mie wy­bie­ra się gru­pa 17 osób z Kra­ko­wa, bo nie każ­dy mo­że so­bie po­zwo­lić na ten wy­jazd ze wzglę­dów oso­bi­stych lub fi­nan­so­wych. Jak so­bie ra­dzą z po­zy­ska­niem pie­nię­dzy? – Bar­dzo po­ma­ga nam ksiądz pro­boszcz. Sa­mi rów­nież sta­ra­my się zbie­rać fun­du­sze, od­kła­da­jąc co mie­siąc do na­szej „skar­bon­ki” na spe­cjal­nym kon­cie ta­kie kwo­ty, któ­re każ­dy z nas jest w sta­nie na ten cel prze­zna­czyć – mó­wi Ka­ro­li­na. – Urzą­dza­my kwe­sty przy ba­zy­li­ce, sprze­da­je­my opłat­ki i ba­ran­ki wiel­ka­noc­ne. Chce­my mieć jak naj­więk­szy wkład w ten wy­jazd. Li­czy­my rów­nież na spon­so­rów, któ­rych ca­ły czas szu­ka­my – do­po­wia­da. Oso­by, któ­re nie po­le­cą do Pa­na­my, za­pew­nia­ją resz­tę o swo­jej mo­dli­twie, pro­sząc rów­nież o mo­dli­twę za sie­bie.

Na tym jed­nak nie ko­niec. Człon­ko­wie Pa­nA­MY po­ma­ga­ją pa­ra­fia­nom. – Raz na ty­dzień lub raz na dwa ty­go­dnie w mniej­szych grup­kach od­wie­dza­my oso­by star­sze. Roz­ma­wia­my z ni­mi i po­ma­ga­my im np. w zro­bie­niu za­ku­pów – opo­wia­da Ka­ro­li­na. Jak wi­dać, wo­lon­ta­riat wcho­dzi w krew.

Cie­ka­we, co bę­dą ro­bić po ŚDM w Pa­na­mie?

 

Aga­ta Goł­da

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Sztuczna, ale jednak inteligencja

O zna­cze­niu te­le­fo­nów ko­mór­ko­wych dla ży­cia ludz­ko­ści, sztucz­nej in­te­li­gen­cji wy­rę­cza­ją­cej lu­dzi w roz­wią­zy­wa­niu pro­ble­mów oraz o kom­for­cie ży­cia w przy­szło­ści z prof. Ry­szar­dem Ta­deu­sie­wi­czem z Aka­de­mii Gór­ni­czo-Hut­ni­czej w Kra­ko­wie roz­ma­wia Ka­ro­li­na Plu­ta.

Ja­ki wy­na­la­zek czy do­ko­na­nie współ­cze­snej tech­ni­ki jest dla Pa­na Pro­fe­so­ra wy­jąt­ko­wo cen­ne?

– Uwa­żam, że naj­do­nio­ślej­szy wpływ na ży­cie mi­lio­nów lu­dzi na ca­łym świe­cie mia­ło wdro­że­nie te­le­fo­nii ko­mór­ko­wej oraz ewo­lu­cja te­le­fo­nów w kie­run­ku smart­fo­nów. Po­pu­lar­ne i wszech­obec­ne „ko­mór­ki” tak już wro­sły w na­szą co­dzien­ność, że nie do­strze­ga­my te­go, jak wiel­ką re­wo­lu­cją w ko­mu­ni­ka­cji mię­dzy­ludz­kiej by­ło ich po­wszech­ne wdro­że­nie. A prze­cież pierw­sze cy­fro­we te­le­fo­ny ko­mór­ko­we po­ja­wi­ły się w po­ło­wie lat 90. Za­le­d­wie 20 lat te­mu! Jed­nak obec­nie tak się przy­zwy­cza­ili­śmy do ich uży­wa­nia, że więk­szość lu­dzi – zwłasz­cza mło­dych – nie wy­obra­ża so­bie ży­cia bez nich.

W cią­gu tych 20 lat ko­mór­ki tro­chę się zmie­ni­ły, praw­da?

– Ko­lej­nym kro­kiem roz­wo­ju tej tech­ni­ki by­ło wpro­wa­dze­nie smart­fo­nów, po­zwa­la­ją­cych na ko­rzy­sta­nie z wie­lu usług cy­fro­wych da­le­ko wy­kra­cza­ją­cych po­za zwy­kłą ko­mu­ni­ka­cję gło­so­wą czy tek­sto­wą (sms, e-ma­il).

Te apa­ra­ty uza­leż­ni­ły od sie­bie po­nad 50 proc. po­pu­la­cji, przy czym wśród mło­dzie­ży od­se­tek uza­leż­nio­nych prze­kra­cza 90 proc. Mu­szę po­wie­dzieć, że ja aku­rat te­le­fo­nu ko­mór­ko­we­go uży­wam bar­dzo oszczęd­nie, a smart­fo­nu nie mam wca­le i nie chcę mieć. Wy­star­cza mi kom­pu­ter w pra­cy!

Czy w ta­kim ra­zie jest in­ne do­ko­na­nie tech­ni­ki, któ­re jest obec­ne w Pa­na ży­ciu?

– I pry­wat­nie i pro­fe­sjo­nal­nie naj­wy­żej ce­nię sztucz­ną in­te­li­gen­cję, do któ­rej roz­wo­ju przez 40 lat usi­ło­wa­łem się in­ten­syw­nie przy­czy­niać.

Czym jest za­tem sztucz­na in­te­li­gen­cja?

– Jest zbio­rem me­tod po­zwa­la­ją­cych kom­pu­te­rom roz­wią­zy­wać ta­kie pro­ble­my, ja­kie lu­dzie roz­wią­zu­ją, po­słu­gu­jąc się swo­ją in­te­li­gen­cją. Fi­lo­zo­fo­wie i na­uko­znaw­cy od daw­na to­czą spór, czy sztucz­na in­te­li­gen­cja w ogó­le ist­nie­je? No bo prze­cież w róż­nych słow­ni­kach jest wy­ja­śnie­nie, że in­te­li­gen­cja to „ce­cha przy­na­leż­na lu­dziom...”. Mnie ta ar­gu­men­ta­cja nie prze­ko­nu­je.

 

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Wstępniak 09/2018

Magda Guziak NowakPo­wo­li sta­je się tra­dy­cją, że gdy za­miesz­cza­my zdję­cie uko­cha­ne­go przez na­szą re­dak­cję pa­pie­ża Fran­cisz­ka, ja chęt­nie re­zy­gnu­ję ze swo­jej po­do­bi­zny. Cóż, do Oj­ca Świę­te­go­jesz­cze mi ba­aaaar­dzo da­le­ko. 🙂

Tym ra­zem bie­gnie­my my­śla­mi do Pa­na­my. Przed­sta­wia­my Wam kil­ka cie­ka­wych projektów/ wspól­not, któ­re szy­ku­ją się na ŚDM 2019. Bę­dzie­my wra­cać do te­go te­ma­tu tak­że w ko­lej­nych nu­me­rach, na bie­żą­co śle­dząc stan przy­go­to­wań.

Niech w tej dro­dze to­wa­rzy­szą nam re­flek­sje pa­pie­ża Fran­cisz­ka, któ­ry da­je kon­kret­ne wska­zów­ki. Szcze­gól­nie spodo­ba­ło mi się, że Oj­ciec Świę­ty za­uwa­żył, iż „plan za­jęć mło­dzie­ży sta­je się bar­dziej na­pię­ty niż u dy­rek­to­rów wiel­kich firm”. Pa­pież mó­wi o tym z tro­ską! Pro­si: nie za­bi­jaj­cie swo­jej mło­do­ści, nie ule­gaj­cie pre­sji nie­ustan­ne­go ana­li­zo­wa­nia, co bę­dzie ju­tro. Fran­ci­szek nie za­chę­ca tym sa­mym do sie­dze­nia w miej­scu i pa­trze­nia, jak ży­cie prze­cie­ka nam przez pal­ce. Wprost prze­ciw­nie: „na­sto­lat­ki nie są ani tu, ani tam; są w dro­dze, w po­dro­ży, w ru­chu”. By­le tyl­ko ten ruch nie był po­go­nią za pie­nią­dzem, ka­rie­rą. By­le­by­śmy na­dal po­tra­fi­li żyć te­raź­niej­szo­ścią, co jest naj­wspa­nial­szym przy­wi­le­jem mło­do­ści!

Te­go ży­czę i so­bie, i Wam!

 

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

re­dak­tor na­czel­ny

Mąż sam się znajdzie

O tym, cze­go moż­na na­uczyć się w pa­nień­stwie, aby już w mał­żeń­stwie być jak naj­lep­szą żo­ną z Mag­da­le­ną Wo­ło­cho­wicz roz­ma­wia Aga­ta Goł­da.

Dla­cze­go obec­nie jest tak wie­lu sin­gli?

– Z wie­lu po­wo­dów. Je­den z nich jest ta­ki, że z róż­nych wzglę­dów prze­su­nął się wiek za­kła­da­nia ro­dzi­ny. Nie­któ­rzy chcą się naj­pierw po­świę­cić pra­cy za­wo­do­wej i pną się po szcze­blach ka­rie­ry, a po­tem choć osią­gnę­li w pra­cy wszyst­ko, oka­zu­je się, że w ży­ciu pry­wat­nym zo­sta­li sa­mot­ni. In­ni ja­koś nie mo­gą zna­leźć swo­jej dru­giej po­łów­ki. Część jest sin­gla­mi z wy­bo­ru a część z mu­su, choć chcia­ła­by za­ło­żyć ro­dzi­nę. Bez wzglę­du na przy­czy­ny, wszy­scy, któ­rzy są na ra­zie pan­na­mi czy ka­wa­le­ra­mi, mo­gą zo­ba­czyć w tym cza­sie pe­wien dar. To do­bry okres, któ­ry mo­że­my wy­ko­rzy­stać.

W ja­ki spo­sób?

– Ma­my wte­dy naj­wię­cej cza­su i ener­gii. Je­ste­śmy mło­dzi. Nie je­ste­śmy „ogra­ni­cze­ni” w ża­den spo­sób przez współ­mał­żon­ka i dzie­ci, do któ­rych mu­sie­li­by­śmy do­sto­so­wy­wać swo­je pla­ny. Mo­że­my być bar­dziej spon­ta­nicz­ni, po­dró­żo­wać. To do­bry czas, by kształ­to­wać swój cha­rak­ter, roz­wi­jać pa­sje i wzra­stać w kie­run­ku tej oso­by, któ­rą by się chcia­ło być, gdy sta­nie się już przed oł­ta­rzem. W re­la­cjach z przy­ja­ciół­mi i ro­dzi­ną mo­że­my ćwi­czyć w so­bie np. cier­pli­wość, od­wa­gę, umie­jęt­ność prze­ba­cza­nia, wy­trwa­łość w cze­ka­niu na róż­ne rze­czy. Te­raz cze­ka­my na mę­ża, póź­niej bę­dzie­my cze­kać na np. na dziec­ko. Ta­ki roz­wój jest bar­dzo cen­ny. To my wy­bie­ra­my, jak po­dej­dzie­my do cza­su panieństwa/kawalerstwa i czy przyj­mie­my go ja­ko ku­lę u no­gi, czy ja­ko dar od Pa­na Bo­ga – do­bry etap ży­cia, da­ny nam przez Nie­go na te­raz.

Dla nie­któ­rych jest to jed­nak ob­cią­że­nie, zwłasz­cza je­śli ten czas się prze­dłu­ża…

– Pa­nień­stwo mo­że wy­zwa­lać ob­cią­ża­ją­ce emo­cje i to na­wet wte­dy, gdy uzna­my je za dar. Nie da się unik­nąć od­czu­wa­nia tę­sk­no­ty, smut­ku i fru­stra­cji. Ta­kie chwi­le przy­cho­dzą choć­by wte­dy, gdy nie­sie­my cięż­kie za­ku­py lub chce­my po­wie­sić na ścia­nie pół­kę i brak nam mę­skiej rę­ki do po­mo­cy. Waż­ne jest, że­by nie uda­wać przed sa­mym so­bą, że nie od­czu­wa­my tych emo­cji, bo są na­tu­ral­ne. Nie mo­że­my jed­nak ni­mi żyć. Trze­ba so­bie z ni­mi po­ra­dzić.

Jak?

– Naj­le­piej od­dać je Pa­nu Bo­gu, bo On jest w sta­nie za­spo­ko­ić wszyst­kie na­sze po­trze­by. Trze­ba być szcze­rym przed so­bą i przed Pa­nem Bo­giem. „Cię­ża­ry na­sze dźwi­ga Bóg, zba­wie­nie na­sze” (Ps 68, 20b). On chce to ro­bić, więc mo­że­my ode­tchnąć i cie­szyć się tym cza­sem, któ­ry jest.

Czy moż­na się przy­go­to­wać do by­cia do­brą żo­ną?

– Tak, a na­wet trze­ba. Moż­na się uczyć, ob­ser­wu­jąc in­ne mał­żeń­stwa, któ­re wca­le nie mu­szą być ide­al­ne, bo ta­kich nie ma. Dla mnie wspa­nia­łym przy­kła­dem by­li moi ro­dzi­ce. Na­uczy­łam się od nich prze­ba­cza­nia so­bie na­wza­jem. Mie­li za­sa­dę za­czerp­nię­tą z Pi­sma Świę­te­go, że go­dzi­li się za­wsze te­go sa­me­go dnia. Za­in­spi­ro­wał ich wers „Niech nad wa­szym gnie­wem nie za­cho­dzi słoń­ce!” (Ef 4, 26b).

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Włamanie do mózgu

Ju­tro spraw­dzian. Trze­ci raz czy­tam roz­dział z pod­ręcz­ni­ka. Czwar­ty już chy­ba nie zdą­żę, mu­szę się zdrzem­nąć… Szko­da, że za mie­siąc nic już nie bę­dę pa­mię­tać o roz­mna­ża­niu bez­krę­gow­ców”. A gdy­by na­uka nie by­ła tak trud­na, a wie­dza zo­sta­wa­ła w gło­wie na za­wsze?

Twór­ca ka­na­łu „Po­li­ma­ty” na YouTu­be Ra­dek Ko­tar­ski przyj­rzał się me­to­dom ucze­nia się opi­sy­wa­nym przez na­ukow­ców. Szu­kał „wy­try­chów”, któ­re uła­twi­ły­by prze­ka­za­nie do mó­zgu wie­dzy w ta­ki spo­sób, by zo­sta­ła trwa­le za­pa­mię­ta­na. W tym ce­lu prze­pro­wa­dził na so­bie eks­pe­ry­ment. Po­pro­sił żo­nę o wy­lo­so­wa­nie mu ję­zy­ka ob­ce­go, któ­ry opa­nu­je w cią­gu pół ro­ku z wy­ko­rzy­sta­niem po­zna­nych me­tod. Los padł na ję­zyk szwedz­ki. Swo­je do­świad­cze­nia Ko­tar­ski opi­sał w książ­ce Włam się do mó­zgu, na­da­jąc sto­so­wa­nym przez sie­bie me­to­dom ucze­nia się wła­sne na­zwy.

No­wy kryp­to­nim

Część z za­pre­zen­to­wa­nych w książ­ce me­tod nie od­bie­ga od tych tra­dy­cyj­nych, sto­so­wa­nych w szko­łach. Ra­czej uzu­peł­nia­ją je o ele­ment zwięk­sza­ją­cy sku­tecz­ność. Przy­kła­dem mo­że być me­to­da pa­pu­gi, któ­ra, ow­szem, po­cho­dzi od po­wta­rza­niu par­tii ma­te­ria­łu. Jed­nak że­by by­ła efek­tyw­niej­sza, za każ­dym ra­zem trze­ba ro­bić to ina­czej, prze­twa­rza­jąc in­for­ma­cje. Na przy­kład, po­wta­rza­jąc kil­ku­krot­nie an­giel­ski zwrot „in re­fe­ren­ce to”, two­rzyć róż­ne zda­nia za­wie­ra­ją­ce to wy­ra­że­nie.

Me­to­da fi­szek

Fisz­ki to ma­łe kar­to­ni­ki. Z jed­nej stro­ny za­pi­sa­ne jest sło­wo po pol­sku, z dru­giej od­po­wied­nik w ję­zy­ku ob­cym. W cza­sie na­uki wy­cią­ga się pierw­szą fisz­kę, czy­ta sło­wo i pró­bu­je po­dać je­go tłu­ma­cze­nie. Je­śli od­po­wiedź by­ła pra­wi­dło­wa, kar­tecz­ka wę­dru­je na dru­gi sto­sik, któ­ry bę­dzie przej­rza­ny w cza­sie se­sji po­wtór­ko­wej. Każ­dą fisz­kę trze­ba po­wtó­rzyć pięć ra­zy, by mieć pew­ność utrwa­le­nia słów­ka. Klu­czo­we w tej me­to­dzie jest ro­bie­nie przerw mię­dzy se­sja­mi po­wtór­ko­wy­mi – wy­god­nie jest uczyć się co­dzien­nie po kil­ka­na­ście mi­nut. Na szczę­ście fisz­ki są lek­kie i po­ręcz­ne, więc za­wsze moż­na je mieć przy so­bie.

Spraw­dzian jak u in­ży­nie­rów

Fisz­ki po­zwa­la­ją na od­py­ty­wa­nie sa­me­go sie­bie ze słó­wek. Jest to przy­kład za­sto­so­wa­nia „me­to­dy te­stu zde­rze­nio­we­go”, ko­ja­rzą­cej się słusz­nie ze spraw­dza­niem wy­trzy­ma­ło­ści sa­mo­cho­dów przed wpro­wa­dze­niem na ry­nek. W od­nie­sie­niu do ucze­nia się cho­dzi o to, że­by jak naj­szyb­ciej zwe­ry­fi­ko­wać, czy fak­tycz­nie ma­te­riał zo­stał za­pa­mię­ta­ny. Jest to for­ma spraw­dzia­nu, ale bez stre­su, że bę­dzie go oce­niał na­uczy­ciel. Klu­czo­we jest tu­taj wy­do­by­wa­nie in­for­ma­cji z pa­mię­ci, co wzmac­nia tzw. ślad pa­mię­cio­wy. Udzie­le­nie so­bie złej od­po­wie­dzi mo­że do­dat­ko­wo zmo­bi­li­zo­wać do uzu­peł­nie­nia bra­ków w wie­dzy.

Me­to­da ter­mi­na­to­ra

Aby wy­pró­bo­wać „me­to­dę ter­mi­na­to­ra”, Ra­dek Ko­tar­ski ro­bił sa­łat­kę wa­rzyw­ną. Brał do rę­ki każ­dy skład­nik i na­zy­wał go po pol­sku i po szwedz­ku. Na­stęp­nie w obu ję­zy­kach opo­wia­dał, ja­kie czyn­no­ści wy­ko­nu­je, na przy­kład „Na­le­ży roz­po­cząć od po­kro­je­nia ogór­ka”. Po­dob­nie by­ło w śre­dnio­wie­czu, gdzie ucznio­wie mi­strzów rze­mio­sła, zwa­ni wła­śnie ter­mi­na­to­ra­mi, słu­cha­li teo­rii i pa­trzy­li, jak ich na­uczy­cie­le od ra­zu sto­su­ją wie­dzę w prak­ty­ce. Isto­tą tej me­to­dy jest za­an­ga­żo­wa­nie cia­ła i ruch. Nie za­wsze ko­niecz­ne jest re­al­ne wy­ko­ny­wa­nie te­go, cze­go się uczy. Wy­star­czą imi­tu­ją­ce to ge­sty – one już po­mo­gą wzmoc­nić za­pa­mię­ty­wa­nie.

Prze­każ wie­dzę – choć­by so­bie

A gdy­by tak od­wró­cić ro­le i przez chwi­lę po­czuć się jak na­uczy­ciel? Wie­le ba­dań do­wo­dzi, że naj­sku­tecz­niej uczy­my się wte­dy, kie­dy prze­ka­zu­je­my ko­muś wie­dzę. Przy­go­to­wu­jąc się do ko­lej­ne­go spraw­dzia­nu z gra­ma­ty­ki, wczuj się w ro­lę na­uczy­cie­la i wy­tłu­macz sa­me­mu so­bie, czym się róż­ni czas prze­szły do­ko­na­ny od nie­do­ko­na­ne­go. Praw­da, że mu­sisz się wy­si­lić bar­dziej, że­by sa­me­mu zro­zu­mieć, o co tak na­praw­dę cho­dzi? Na­gro­dą za wy­si­łek bę­dzie lep­sze za­pa­mię­ta­nie ma­te­ria­łu. Spo­sób ten zo­stał na­zwa­ny me­to­dą na­uczy­cie­la.

Za­koń­cze­nie

Eks­pe­ry­ment Rad­ka Ko­tar­skie­go za­koń­czył się suk­ce­sem. Zdał eg­za­min Swe­dex ze zna­jo­mo­ści ję­zy­ka szwedz­kie­go na po­zio­mie śred­nio­za­awan­so­wa­nym, osią­ga­jąc wy­nik 87,5 proc. Czy i w na­szym przy­pad­ku te me­to­dy ucze­nia się bę­dą sku­tecz­ne? War­to pa­mię­tać, że naj­lep­sze tech­ni­ki wspo­ma­ga­ją­ce na­ukę nie przy­nio­są re­zul­ta­tów, je­śli za­brak­nie na­sze­go za­an­ga­żo­wa­nia i dys­cy­pli­ny.

 

Ka­ro­li­na Plu­ta

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Pogadajmy

Kie­szon­ko­we, póź­ne po­wro­ty i zna­jo­mi – spe­cjal­nie dla was pod­po­wia­da­my, jak roz­bro­ić naj­więk­sze „mi­ny” w re­la­cjach z ro­dzi­ca­mi. Uwierz­cie i sprawdź­cie – bo moż­na się do­ga­dać!

Punkt wyj­ścia: po­trze­by

Do­świad­cze­nie me­dia­to­rów (czy­li osób po­ma­ga­ją­cych w roz­wią­zy­wa­niu kon­flik­tów) po­ka­zu­je, że wa­run­kiem uda­nych ne­go­cja­cji jest zro­zu­mie­nie po­trzeb dru­giej stro­ny spo­ru. To oczy­wi­ste – trud­no roz­ma­wiać, kie­dy nie wie­my, o co jej tak na­praw­dę cho­dzi. Tak­że w re­la­cjach na­sto­lat­ko­wie-ro­dzi­ce klu­czo­wym „ele­men­tem” jest zro­zu­mie­nie wła­snych pra­gnień. Bo naj­gor­sze, co moż­na zro­bić, to tkwić we wła­snych do­my­słach. Przy­kład: ro­dzi­ce na­sto­lat­ka nie zga­dza­ją się na póź­ny po­wrót do do­mu z im­pre­zy. Za­mie­nia­ją w tej spra­wie tyl­ko dwa zda­nia:

– Czy mo­gę wró­cić o 23? – py­ta chło­pak.

– Nie, bądź naj­póź­niej o 22 – od­po­wia­da­ją ro­dzi­ce.

Za­miast kon­ty­nu­ować roz­mo­wę i pró­bo­wać dojść do po­ro­zu­mie­nia, na­sto­la­tek trza­ska drzwia­mi. Do­my­śla się prze­cież, że ma­ma i ta­ta po pro­stu chcą mu zro­bić na złość! Al­bo uka­rać za dwó­ję z fi­zy­ki! Wście­ka się więc i wy­cho­dzi. W tym cza­sie ro­dzi­ce do­my­śla­ją się, że syn wła­śnie pró­bu­je im po­ka­zać, iż ma ich po­wy­żej dziu­rek od no­sa i, tak czy siak, po­sta­wi na swo­im i wró­ci póź­no, bo ma sa­tys­fak­cję, kie­dy oni się o nie­go mar­twią. Jak słusz­nie wnio­sku­je­cie, za chwi­lę wy­buch­nie woj­na do­mo­wa. A moż­na by­ło jej unik­nąć, za­da­jąc tyl­ko jed­no py­ta­nie: dla­cze­go ci na tym za­le­ży? Jak mo­gła­by wy­glą­dać ta roz­mo­wa, gdy­by wszy­scy na­sta­wi­li się na zro­zu­mie­nie swo­ich po­trzeb? Na przy­kład tak:

– Czy mo­gę wró­cić o 23? – py­ta syn.

– Wo­le­li­by­śmy, że­byś był naj­póź­niej o 22 – od­po­wia­da­ją ro­dzi­ce. – Dla­cze­go pro­po­nu­jesz 23?

– O 22 szy­ku­je­my nie­spo­dzian­kę dla Krzyś­ka, wte­dy ma do­stać pre­zent. Chciał­bym w tym uczest­ni­czyć, bo bra­łem udział w przy­go­to­wa­niu nie­spo­dzian­ki i za­le­ży mi na do­brych re­la­cjach z kum­pla­mi – tłu­ma­czy chło­pak.

– Ro­zu­mie­my. Nam na­to­miast za­le­ży na tym, abyś wró­cił bez­piecz­nie i nie błą­kał się sam po mie­ście – po­ka­zu­ją swój punkt wi­dze­nia ro­dzi­ce.

– Nie ma spra­wy. Ma­ciek mó­wił, że je­go ta­ta mo­że mnie pod­wieźć.

– W po­rząd­ku. Baw się do­brze, sy­nu!

Zro­zu­mie­nie wza­jem­nych po­trzeb mo­że spra­wić, że każ­da stro­na dys­ku­sji bę­dzie zwy­cięz­cą! Roz­mów­cy nie dą­żą do po­sta­wie­nia na swo­im, ale do zro­zu­mie­nie dru­giej oso­by i, je­śli to moż­li­we, speł­nie­nia jej po­trze­by. W ta­kim po­dej­ściu nie za­trzy­mu­je­my się na wła­snych do­my­słach, bo wte­dy ła­two się po­kłó­cić, za­nim dru­ga stro­na zdą­ży co­kol­wiek po­wie­dzieć!

Nie­lu­bia­ni zna­jo­mi

Oprócz póź­nych po­wro­tów ko­lej­ną ko­ścią nie­zgo­dy by­wa­ją na­si… zna­jo­mi. Je­śli czu­je­cie, że mo­gli­by­ście pod­pi­sać się pod zda­niem: „Moi ro­dzi­ce nie lu­bią mo­ich kum­pli”, to na pew­no war­to o tym po­roz­ma­wiać. Dom i szkoła/zajęcia po­za­lek­cyj­ne to na­sze pod­sta­wo­we śro­do­wi­ska ży­cia – tam spę­dza­my naj­wię­cej cza­su. By­ło­by świet­nie, gdy­by pa­no­wa­ło mię­dzy ni­mi wza­jem­ne zro­zu­mie­nie.

Po­pa­trz­my na spra­wę zno­wu przez pry­zmat po­trzeb. Dla­cze­go ro­dzi­ce mo­gą mieć wąt­pli­wo­ści co do śro­do­wi­ska, w któ­rym się ob­ra­ca­my? Być mo­że mar­twi ich fakt, że no­wi zna­jo­mi wy­zna­ją in­ny sys­tem war­to­ści. Mo­że tra­pi ich, że zgar­nę­li­śmy ostat­nio kil­ka kiep­skich ocen i wi­ną za ten stan rze­czy obar­cza­ją na­szych przy­ja­ciół, z któ­ry­mi – ich zda­niem – spę­dza­my zbyt wie­le cza­su. A mo­że po pro­stu jest im… przy­kro, że „ucie­ka­my” z do­mu do zna­jo­mych, bo tak­że ma­ma i ta­ta chcie­li­by mieć nas trosz­kę dla sie­bie? Pod­sta­wą w roz­mo­wie na ten te­mat jest wza­jem­na szcze­rość, bo mo­że tak­że za na­szą mo­ty­wa­cją, aby po­zna­wać no­we śro­do­wi­sko, sto­ją ja­kieś nie­oczy­wi­ste po­wo­dy? Mo­gą ni­mi być np. kło­po­ty w szko­le (trud­no­ści w na­uce lub nie­do­ga­dy­wa­nie się z ko­le­ga­mi z kla­sy). Szu­ka­jąc no­wej gru­py zna­jo­mych, być mo­że po­trze­bu­je­my ak­cep­ta­cji, uwa­gi ró­wie­śni­ków, ich sym­pa­tii, wspól­no­ty, a tak­że po­czu­cia sen­su ży­cia, kie­dy np. ob­ra­ca­my się wśród wo­lon­ta­riu­szy schro­ni­ska dla psów.

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Wstępniak 08/2018

Magda Guziak NowakPo­sta­wi­li­śmy so­bie am­bit­ny cel: prze­ko­nać Was, że z ro­dzi­ca­mi za­wsze moż­na się do­ga­dać! Z po­niż­sze­go ar­ty­ku­łu do­wie­cie się, że trze­ba za­cząć od przyj­rze­nia się swo­im po­trze­bom.

Świa­do­mość te­go, na czym nam za­le­ży, jest wa­run­kiem uda­nej ko­mu­ni­ka­cji. Ale chcia­ła­bym też zwró­cić Wa­szą uwa­gę na trzy świa­dec­twa, któ­re dru­ku­je­my na stro­nach 6 i 7. Wszyst­kie na­pi­sa­ły oso­by do­ro­słe, któ­re na swo­je na­sto­let­nie ży­cie pa­trzą już z pew­nej per­spek­ty­wy. Dwa z nich są dość... smut­ne. To świa­dec­twa Re­na­ty i Ku­by, któ­rzy mó­wią, że brak do­brej re­la­cji z ma­mą i ta­tą był dla nich bar­dzo bo­le­sny. Po co pu­bli­ku­je­my ta­kie smut­ne hi­sto­rie? Aby Was za­chę­cić (a mo­że i Wa­szych Ro­dzi­ców?) do otwar­tej, szcze­rej roz­mo­wy na te­ma­ty, któ­re być mo­że „zbie­ra­ją się” już od daw­na. My wzię­li­śmy na ta­pe­tę póź­ne po­wro­ty do do­mu, kie­szon­ko­we i zna­jo­mych, ale prze­cież to Wy sa­mi naj­le­piej wie­cie, co pod Wa­szym da­chem by­wa po­ko­le­nio­wą ko­ścią nie­zg­dy.

Nie od­bie­raj­cie te­go ja­ko mo­ra­li­za­tor­skie­go ka­za­nia. To ra­czej do­bre ra­dy star­szej sio­stry – jak na­pi­sa­łam na za­koń­cze­nie swo­je­go ar­ty­ku­łu, pa­mię­tam, jak to jest być na­sto­lat­ką!:).

 

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

re­dak­tor na­czel­ny

Szturm do nieba

Z punk­tu wi­dze­nia ka­to­li­ka mo­dli­twa jest naj­sku­tecz­niej­szym dzia­ła­niem, ja­kie moż­na pod­jąć w obro­nie ży­cia. Jest też opar­ciem dla wszel­kich ini­cja­tyw, bo jak pi­sał w św. Jo­se­ma­ria Escri­va: „Dzia­ła­nie nic nie jest war­te bez mo­dli­twy”.

Mo­dli­twa pro-li­fe

Za­cząć war­to od mo­dli­twy dzięk­czyn­nej i uwiel­bie­nia Bo­ga za otrzy­ma­ny dar ży­cia i za to, że za­pro­sił lu­dzi do współ­pra­cy w po­wo­ły­wa­niu no­we­go ży­cia do ist­nie­nia. Ludz­ka obo­jęt­ność i grze­chy prze­ciw pią­te­mu przy­ka­za­niu po­trze­bu­ją mo­dli­twy wy­na­gra­dza­ją­cej. Wresz­cie jest czas na mo­dli­twę bła­gal­ną. Cza­sem jest ona je­dy­nym wyj­ściem, gdy sta­je­my bez­rad­ni przed sy­tu­acją, z któ­rą po ludz­ku nie umie­my so­bie po­ra­dzić. Pro­sić trze­ba o oca­le­nie za­gro­żo­nych dzie­ci i za ich ro­dzi­ców. Mo­dlić się za mat­ki skła­nia­ją­ce się ku abor­cji, nie­rzad­ko opusz­czo­ne przez oj­ców dziec­ka czy zma­ga­ją­ce się z dra­ma­tem gwał­tu. Za oj­ców, któ­rym trud­no zna­leźć w so­bie od­wa­gę do pod­ję­cia od­po­wie­dzial­no­ści za po­czę­te ży­cie. Za dziad­ków i bab­cie, by oka­za­li po­trzeb­ne wspar­cie. Za le­ka­rzy, po­łoż­ne i pie­lę­gniar­ki, by nie bra­li udzia­łu w od­bie­ra­niu ży­cia nie­na­ro­dzo­nym. Za spo­łe­czeń­stwa, by wzra­stał w nich sza­cu­nek dla ży­cia każ­de­go czło­wie­ka. Za sta­no­wią­cych pra­wo, aby każ­de­mu czło­wie­ko­wi, na­wet te­mu, któ­ry mie­rzy je­den mi­li­metr, za­gwa­ran­to­wa­li bez­wa­run­ko­we pra­wo do ży­cia oraz zor­ga­ni­zo­wa­ną po­moc oso­bom nie­peł­no­spraw­nym czy cho­rym.

Jak się mo­dlić?

Do­łącz do in­nych „Wszyst­kie do­bre uczyn­ki ra­zem wzię­te nie ma­ją ty­le war­to­ści, co jed­na Msza świę­ta” – mó­wił św. Jan Ma­ria Vian­ney. War­to pa­mię­tać o tym, że­by każ­dą Eu­cha­ry­stię, w któ­rej uczest­ni­czy­my, ofia­ro­wy­wać w kon­kret­nej in­ten­cji. Mo­dli­twa wspól­no­to­wa na­wią­zu­je do obiet­ni­cy Chry­stu­sa, że Bóg wy­słu­cha tych, któ­rzy zgod­nie się mo­dlą. Jed­nym z przy­kła­dów ta­kiej ini­cja­ty­wy jest War­szaw­skie Je­ry­cho.

W mar­cu br. po raz ósmy kil­ka­dzie­siąt wspól­not i osób in­dy­wi­du­al­nych dzia­ła­ją­cych na te­re­nie ar­chi­die­ce­zji war­szaw­skiej, uczest­ni­czy­ło w ad­o­ra­cji Naj­święt­sze­go Sa­kra­men­tu, trwa­ją­cej ca­łe 7 dni, 24 go­dzi­ny na do­bę. Do te­go ce­lu swo­ją ka­pli­cę udo­stęp­ni­ły sio­stry Fran­cisz­kan­ki Ro­dzi­ny Ma­ryi, któ­re opie­ku­ją się też oknem ży­cia.

Po­dej­mij zo­bo­wią­za­nie

Dla tych, któ­rzy czu­ją się go­to­wi zło­żyć de­kla­ra­cję re­gu­lar­nej mo­dli­twy czy wy­rze­czeń, do­stęp­nych jest kil­ka pro­po­zy­cji.

 

Ka­ro­li­na Plu­ta

 

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

 

Okno na ratunek

Z sio­strą Ewą, bo­ro­me­usz­ką z Wro­cła­wia, roz­ma­wia Jo­la Tę­cza-Ćwierz.

Czy okna ży­cia to po­mysł ostat­nich lat?

– Skąd­że! Ideę okna ży­cia po­ma­ga zro­zu­mieć się­gnię­cie do je­go hi­sto­rii. Je­go pierw­szy, zna­ny z za­pi­sów hi­sto­rycz­nych od­po­wied­nik, to okno w do­mu bi­sku­pa Me­dio­la­nu – Da­theu­sa, utwo­rzo­ne w 788 r. Przy­no­szo­no tam nie­mow­lę­ta nie­chcia­ne, z nie­pra­we­go ło­ża. W sta­ro­żyt­nej Spar­cie np. dzie­ci cho­re czy ka­le­kie zrzu­ca­no ze ska­ły, jed­nak w chrze­ści­jań­stwie ta­ki spo­sób po­stę­po­wa­nia był nie do przy­ję­cia. Naj­star­szym ist­nie­ją­cym do dzi­siaj oknem jest okno przy szpi­ta­lu św. Du­cha w Rzy­mie. Po­cho­dzi z 1198 r. Okna, na­zy­wa­ne daw­niej ko­ła­mi, mia­ły po­stać skrzyn­ki z ob­ro­to­wym bęb­nem. Przy więk­szo­ści szpi­ta­li pro­wa­dzo­nych w ca­łej Eu­ro­pie przez za­kon du­cha­czy po­wsta­wa­ły spe­cjal­ne miej­sca dla tzw. pod­rzut­ków. Dzie­ci, któ­re tam tra­fia­ły, mia­ły szan­se prze­trwa­nia i star­tu w do­ro­słe ży­cie. W Pol­sce ta­kie przy­szpi­tal­ne okno po­wsta­ło w San­do­mie­rzu w 1222 r. W cza­sach współ­cze­snych pierw­sze okno ży­cia po­wsta­ło w Kra­ko­wie w 2006 r. Obec­nie w ca­łej Pol­sce funk­cjo­nu­je oko­ło 60 okien ży­cia. Ura­to­wa­ły po­nad set­kę dzie­ci.

Śle­dzą Sio­stry dal­sze lo­sy dzie­ci z okna ży­cia?

– Na­szym za­da­niem jest po­śred­nic­two mię­dzy ro­dzi­ca­mi bio­lo­gicz­ny­mi a ro­dzi­ną ad­op­cyj­ną. U nas dziec­ko prze­by­wa do pół go­dzi­ny. Po­wia­da­mia­my po­go­to­wie, do­ko­nu­je­my oglę­dzin dziec­ka, prze­bie­ra­my je, je­śli trze­ba zmie­nia­my pie­lusz­kę, my­je­my. Po­tem dziec­ko je­dzie do szpi­ta­la. Przez pierw­sze dni sta­ra­my się je od­wie­dzać, ko­ły­sać i być z nim. Przy­no­si­my ubran­ka, ko­sme­ty­ki, pam­per­sy. To­wa­rzy­szy­my dziec­ku do mo­men­tu, w któ­rym zo­sta­ją wy­bra­ni ro­dzi­ce ad­op­cyj­ni. By­wa, że ci szu­ka­ją z na­mi kon­tak­tu, przy­sy­ła­ją zdję­cia, po­ka­zu­ją, jak dzie­ci ro­sną. Jest to dla nas za­wsze wiel­ka ra­dość. Do tej po­ry w na­szym oknie ży­cia umiesz­czo­no 17 dzie­ci. Tro­chę my­li mi się ko­lej­ność, ale wszyst­kie pa­mię­tam.

Czy zda­rza się, że ro­dzi­ce bio­lo­gicz­ni wra­ca­ją po dzie­ci, któ­re zde­cy­do­wa­li się umie­ścić w oknie ży­cia?

– Zda­rzy­ło się kil­ka ra­zy, że bio­lo­gicz­ne ma­my pró­bo­wa­ły się z na­mi kon­tak­to­wać, aby upew­nić się, że dziec­ko jest bez­piecz­ne. Pa­mię­tam hi­sto­rię jed­nej ko­bie­ty, któ­ra mia­ła bar­dzo trud­ną sy­tu­ację ro­dzin­ną i przez dzie­więć mie­się­cy cią­ży by­ła prze­ko­na­na, że mu­si od­dać dziec­ko, po­nie­waż nie ma moż­li­wo­ści, by je wy­cho­wać. Po trzech dniach od od­da­nia dziec­ka do okna ży­cia, za­czę­ła mieć wąt­pli­wo­ści, czy do­brze zro­bi­ła. Uspo­ko­iły­śmy ją, że dziec­ko z pew­no­ścią tra­fi do do­brej ro­dzi­ny, do lu­dzi, któ­rzy je po­ko­cha­ją i oto­czą opie­ką. Ale zda­rzy­ło się i tak, że jed­na z mam po trzech dniach zgło­si­ła się, by za­brać dziec­ko. Mu­sia­ła się li­czyć z kon­se­kwen­cja­mi – zo­stał jej przy­dzie­lo­ny ku­ra­tor.

Ja­kie są po­wo­dy umiesz­cza­nia dzie­ci w oknach ży­cia?

– Naj­częst­szą przy­czy­ną jest du­ża bie­da i nie­za­rad­ność ży­cio­wa ro­dzi­ców. By­wa, że ma­ma ma już star­sze dzie­ci, któ­re sa­ma wy­cho­wu­je lub kom­plet­nie nie mo­że li­czyć na po­moc mę­ża. Dość czę­sto są to dzie­ci z trud­nych ro­dzin np. z pro­ble­mem al­ko­ho­lo­wym. Zda­rza się, że ma­my dzwo­nią do nas jesz­cze w cza­sie cią­ży i py­ta­ją, w ja­ki spo­sób mo­gą od­dać swo­je dziec­ko, aby by­ło bez­piecz­ne. Sta­ra­my się wów­czas o moż­li­wie sze­ro­ką po­moc. Je­śli po­wo­dem od­da­nia dziec­ka jest bie­da, pró­bu­je­my te­mu za­ra­dzić. Or­ga­ni­zu­je­my po­moc rze­czo­wą, praw­ną, psy­cho­lo­gicz­ną czy ali­men­ty. Kil­ka ra­zy uda­ło się spra­wić, że dziec­ko nie tra­fi­ło do okna ży­cia, ale po­zo­sta­ło ze swo­ją bio­lo­gicz­ną ma­mą lub tra­fi­ło do ad­op­cji bez­po­śred­nio ze szpi­ta­la, gdzie ma­ma je uro­dzi­ła.

Dzię­ku­ję za roz­mo­wę.

 

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Klauzula sumienia to nie fikcja

Pra­wo do sprze­ci­wu su­mie­nia przy­słu­gu­je każ­de­mu pol­skie­mu le­ka­rzo­wi. Po­zwa­la ono na od­mo­wę wy­ko­na­nia świad­cze­nia me­dycz­ne­go, któ­re jest nie­zgod­ne z je­go prze­ko­na­nia­mi.

Pra­wo do sprze­ci­wu su­mie­nia nie jest mar­twym prze­pi­sem, ale jest po­trzeb­ne i istot­ne dla sa­mych le­ka­rzy. Po­twier­dza­ją to ba­da­nia dr n. med. An­ny Grzan­ki Ty­kwiń­skiej oraz dr Mał­go­rza­ty Chu­dziń­skiej. Od ma­ja 2012 do ma­ja 2013 prze­pro­wa­dza­ły ba­da­nia na gru­pie 210 le­ka­rzy róż­nych spe­cjal­no­ści z wo­je­wódz­twa ku­jaw­sko-po­mor­skie­go. Za­da­wa­ły wie­le py­tań do­ty­czą­cych klau­zu­li su­mie­nia. Oka­za­ło się, że aż 45 proc. le­ka­rzy po­wo­ła­ło się na nią w swo­jej prak­ty­ce le­kar­skiej! Bra­wo, pol­scy le­ka­rze!

Gło­śne spra­wy

Te­mat zy­skał me­dial­ny roz­głos kil­ka lat te­mu. Jed­ną z pierw­szych gło­śnych spraw by­ła hi­sto­ria prof. Bog­da­an Cha­za­na, któ­ry nie chciał do­ko­nać abor­cji nie­na­ro­dzo­ne­go dziec­ka. Osta­tecz­nie zo­stał zwol­nio­ny ze sta­no­wi­ska dy­rek­to­ra Szpi­ta­la im. Świę­tej Ro­dzi­ny w War­sza­wie. In­nym sze­ro­ko ko­men­to­wa­nym był przy­pa­dek dr Ka­ta­rzy­ny Ja­chi­mo­wicz. Pol­ska le­kar­ka pra­cu­ją­ca w Nor­we­gii nie chcia­ła się zgo­dzić na za­kła­da­nie ko­bie­tom spi­ra­li we­wnątrz­ma­cicz­nych (unie­moż­li­wia­ją one za­gnież­dże­nie w ma­ci­cy za­płod­nio­nej ko­mór­ki ja­jo­wej, pro­wa­dząc do za­bi­cia po­czę­te­go dziec­ka). W kon­se­kwen­cji tak­że zo­sta­ła zwol­nio­na z pra­cy.

Co cie­ka­we, na swo­je su­mie­nie po­wo­łu­ją się nie tyl­ko gi­ne­ko­lo­dzy – o klau­zu­li naj­czę­ściej mó­wi się w kon­tek­ście od­mo­wy prze­pro­wa­dza­nia abor­cji (lub asy­sto­wa­nia przy niej). Wśród „hi­sto­rii z klau­zu­lą” ma­my też na przy­kład spe­cja­li­stę… re­ha­bi­li­ta­cji me­dycz­nej.

 

Aga­ta Goł­da

 

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

 

Wstępniak 07/2018

Magda Guziak NowakJesz­cze kil­ka­dzie­siąt lat te­mu ni­ko­mu nie przy­szło­by do gło­wy, że moż­na ad­op­to­wać dziec­ko wiel­ko­ści głów­ki od szpil­ki. Tym­cza­sem to praw­da. Są pa­ry de­cy­du­ją­ce się na przy­ję­cie za­mro­żo­ne­go dziec­ka-za­rod­ka, po­czę­te­go me­to­dą in vi­tro i ma­ją­ce­go in­nych ro­dzi­ców bio­lo­gicz­nych, któ­rzy już go nie chcą. Ad­op­cja pre­na­tal­na po­le­ga na prze­nie­sie­niu go do ma­ci­cy mat­ki, gdzie bę­dzie mo­gło się roz­wi­jać, a za dzie­więć mie­się­cy na­ro­dzić. Choć nie­któ­rzy bio­ety­cy kry­ty­ku­ją ta­ką for­mę ad­op­cji ja­ko al­ter­na­ty­wę dla in vi­tro, Ko­ściół na­ucza, że to szla­chet­na ini­cja­ty­wa, bę­dą­ca wy­ni­kiem ogrom­nej mi­ło­ści do ży­cia po­czę­te­go. Jak w „zwy­kłej” ad­op­cji ro­dzi­ce przyj­mu­ją pod swój dach dziec­ko, któ­re z ge­ne­tycz­ne­go punk­tu wi­dze­nia, jest dla nich ob­ce, tak sa­mo tu­taj. Z tą róż­ni­cą, że tam­ta ad­op­cja fa­cho­wo na­zy­wa się po­st­na­tal­na (czy­li po na­ro­dze­niu) a ta pre­na­tal­na (czy­li przed na­ro­dze­niem). Kry­ty­kom ad­op­to­wa­nia dzie­ci-em­brio­nów (moż­na ich spo­tkać tak­że w śro­do­wi­sku ko­ściel­nym) trze­ba jesz­cze przy­po­mnieć, że Ko­ściół przy­zna­je nie­zby­wal­ną god­ność każ­de­mu po­czę­te­mu ist­nie­niu.

Nie wia­do­mo, ja­ka jest ska­la zja­wi­ska ad­op­cji pre­na­tal­nej. To ta­jem­ni­ca kli­nik in vi­tro, któ­re nie dzie­lą się ta­ki­mi da­ny­mi. Wia­do­mo na­to­miast, że cią­gle zbyt ma­ło się o niej mó­wi.

 

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

re­dak­tor na­czel­ny

Więcej niż dobre towarzystwo

Człon­ko­wie Dusz­pa­ster­stwa Mło­dzie­ży Ora­to­ryj­nej w Go­sty­niu uczą się an­giel­skie­go, by swo­bod­nie roz­ma­wiać z ró­wie­śni­ka­mi w Me­dju­gor­je czy Ma­dry­cie, do­kąd wy­bie­ra­ją się w tym ro­ku. A oprócz te­go...

Dzie­ło świę­te­go Fi­li­pa

Moż­na by rzec, że hi­sto­ria go­styń­skie­go Dusz­pa­ster­stwa Mło­dzie­ży Ora­to­ryj­nej roz­po­czę­ła się 503 la­ta te­mu we Flo­ren­cji, gdy uro­dził się Fi­lip Ne­ri. Idąc za gło­sem ser­ca, zre­zy­gno­wał z ka­rie­ry ku­piec­kiej i za­wę­dro­wał do Rzy­mu, by w wie­ku 36 lat przy­jąć świę­ce­nia ka­płań­skie. W kon­fe­sjo­na­le prze­ko­nał się, jak bar­dzo je­go pe­ni­ten­tom bra­ku­je wie­dzy re­li­gij­nej i roz­po­czął for­ma­cję od spo­tkań w swo­im miesz­ka­niu. Za­po­cząt­ko­wał w ten spo­sób wspól­no­ty zwa­ne ora­to­ria­mi, któ­re na wzór swo­je­go za­ło­ży­cie­la do dziś two­rzą księ­ża fi­li­pi­ni.

Szcze­gól­ne miej­sce w ser­cu Fi­li­pa Ne­ri zaj­mo­wa­ła mło­dzież. Świę­ty ma­wiał: „Aby za­pew­nić wy­trwa­łość w do­brym u lu­dzi mło­dych, jest wręcz nie­zbęd­nym uni­ka­nie złe­go to­wa­rzy­stwa, a ob­co­wa­nie tyl­ko z do­bry­mi”. Ora­to­ria to coś wię­cej niż zna­jo­mi.

– Cho­dzi o to, że­by w ora­to­riach czuć się jak w ro­dzi­nach – tłu­ma­czy ks. Pa­weł Bog­da­no­wicz COr, fi­li­pin ze Świę­tej Gó­ry w Go­sty­niu. – Je­śli mło­dzi bę­dą się tu­taj czu­li jak u sie­bie w do­mu, to to bę­dzie naj­więk­szy suk­ces. Dla­cze­go? Bo po­tem bę­dą wra­ca­li z mał­żon­ka­mi, dzieć­mi, wnu­ka­mi. I ko­lej­ne po­ko­le­nie bę­dzie ży­ło Ko­ścio­łem nie w teo­rii, ale bę­dzie ży­ło Ko­ścio­łem na­praw­dę – do­da­je dusz­pa­sterz.

W Pol­sce dzia­ła obec­nie sie­dem fi­li­piń­skich ora­to­riów mło­dzie­żo­wych. Wspól­no­ty spo­ty­ka­ją się co ro­ku w in­nym mie­ście, tym ra­zem w Ra­do­miu. Pro­gram ta­kie­go zjaz­du od­zwier­cie­dla du­cho­wość św. Fi­li­pa i je­go na­rzę­dzia for­ma­cyj­ne, do­sto­so­wa­ne do współ­cze­snych po­trzeb i men­tal­no­ści. Wśród sta­łych ele­men­tów ks. Pa­weł wy­mie­nia: Pi­smo Świę­te, ad­o­ra­cję Naj­święt­sze­go Sa­kra­men­tu, po­moc bliź­nim. A tak­że „to wszyst­ko, co jest cha­rak­te­ry­stycz­ne dla mło­dych lu­dzi”: mu­zy­ka, śpiew, tań­ce i za­ba­wy.

U Mat­ki Bo­żej w Go­sty­niu

Na co dzień ks. Pa­weł opie­ku­je się Dusz­pa­ster­stwem Mło­dzie­ży Ora­to­ryj­nej, dzia­ła­ją­cym od 2000 r. przy sank­tu­arium Mat­ki Bo­żej Świę­to­gór­skiej w Go­sty­niu. Wspól­no­ta li­czy obec­nie 20–30 osób, za­rów­no gim­na­zja­li­stów, li­ce­ali­stów, jak i stu­den­tów. Mło­dzież spo­ty­ka się w so­bot­nie wie­czo­ry w Ka­wia­ren­ce San Fi­lip­po. – Spo­tka­nie roz­po­czy­na się mo­dli­twą bądź też nią koń­czy – mó­wi opie­kun. Cza­sem jest to roz­wa­ża­nie Pi­sma Świę­te­go, in­nym ra­zem uwiel­bie­nie Pa­na Bo­ga, śpiew, mu­zy­ka i ad­o­ra­cja. Wspól­no­ta ora­to­ryj­na włą­cza się w or­ga­ni­za­cję licz­nych wy­da­rzeń w sank­tu­arium, jak choć­by co­rocz­ne­go Fe­sti­wa­lu Mu­si­ca Sa­cro­mon­ta­na, Bie­gu do Pu­ste­go Gro­bu w Nie­dzie­lę Wiel­ka­noc­ną, po­cho­du Wszyst­kich Świę­tych – #Ho­ly #Wins czy Eks­tre­mal­nej Dro­gi Krzy­żo­wej.

Bę­dzie się dzia­ło

Ka­len­darz DMO na rok 2018 za­wie­ra spo­ro wy­da­rzeń. W cza­sie fe­rii zi­mo­wych od­by­ły się Fi­li­piń­skie Dni Mło­dych. Wspól­no­ta or­ga­ni­zu­je je co ro­ku. – Po­nad­to po raz ko­lej­ny wraz z dusz­pa­ster­stwem Jor­dan z Po­zna­nia bę­dzie­my współ­two­rzy­li Pa­ra­di­so, czy­li spo­tka­nie mło­dych ca­łej ar­chi­die­ce­zji po­znań­skiej – za­po­wia­da ks. Pa­weł. W pla­nie pię­cio­dnio­we­go wy­da­rze­nia (26–30 czerw­ca) są m.in. kon­cer­ty, kon­fe­ren­cje, dia­log z bi­sku­pa­mi i warsz­ta­ty roz­wi­ja­ją­ce ta­len­ty. Ja­ko jed­na z dwóch pol­skich grup DMO weź­mie udział w spo­tka­niu mło­dzie­ży w Me­dju­gor­je, tzw. Mla­di­fest. Na­to­miast rok 2019 za­mie­rza­ją przy­wi­tać w Ma­dry­cie wraz z uczest­ni­ka­mi 41. Spo­tka­nia Mło­dych w du­chu Ta­ize. Na ra­zie czas więc na szli­fo­wa­nie umie­jęt­no­ści ję­zy­ko­wych.

 

Ka­ro­li­na Plu­ta

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Książka – terapeutka

Uczą, ba­wią, do­star­cza­ją roz­ryw­ki, roz­wi­ja­ją wy­obraź­nię, har­tu­ją w or­to­gra­fii, wzbo­ga­ca­ją słow­nic­two, uczą em­pa­tii i my­śle­nia. Po­tra­fią jesz­cze „le­czyć”.

Czy to bi­blio­te­ka? Nie, to lecz­ni­ca du­szy!

Bi­blio­te­ra­pia (gr. bi­blion – książ­ka; the­ra­peuo – le­czę) to for­ma te­ra­pii, po­mo­cy, psy­chicz­ne­go wspar­cia przy wy­ko­rzy­sta­niu książ­ki i in­nych ma­te­ria­łów al­ter­na­tyw­nych np. ob­ra­zów i fil­mów. Ter­mi­nu te­go po raz pierw­szy uży­to w 1916 r., ale bi­blio­te­ra­pia ma swo­je ko­rze­nie… w sta­ro­żyt­no­ści. W egip­skich Te­bach nad wej­ściem do bi­blio­te­ki fa­ra­ona Ram­ze­sa II, zwa­ne­go Ram­ze­sem Wiel­kim, wid­niał na­pis „Lecz­ni­ca dla du­szy”.

Dziś wie­my, że fa­ra­on miał ra­cję. Bi­blio­te­ra­pię wy­ko­rzy­stu­je się m.in. w pra­cy z oso­ba­mi star­szy­mi, cho­ry­mi i nie­peł­no­spraw­ny­mi, nie­do­sto­so­wa­ny­mi spo­łecz­nie, dys­lek­ty­ka­mi, dzieć­mi i mło­dzie­żą z pro­ble­ma­mi edu­ka­cyj­ny­mi i w lo­go­pe­dii. Za­ję­cia mo­gą pro­wa­dzić na­uczy­cie­le, bi­blio­te­ka­rze, le­ka­rze i bi­blio­te­ra­peu­ci. Opie­ra­ją się one na od­po­wied­nio do­bra­nych tek­stach li­te­rac­kich. Mo­gą ni­mi być np. wier­sze, frag­men­ty ksią­żek, opo­wia­da­nia, baj­ki, ba­śnie.

Roz­róż­nia się bi­blio­te­ra­pię kli­nicz­ną i wy­cho­waw­czą (roz­wo­jo­wą). Pierw­szą sto­su­je się w gru­pach pa­cjen­tów z pro­ble­ma­mi emo­cjo­nal­ny­mi i be­ha­wio­ral­ny­mi, np. dla osób po pró­bach sa­mo­bój­czych. Ta­kie za­ję­cia pro­wa­dzą le­ka­rze lub psy­cho­lo­dzy kli­nicz­ni po kur­sie bi­blio­te­ra­pii. Dru­ga skie­ro­wa­na jest dla osób zdro­wych, któ­re zma­ga­ją się z róż­ny­mi pro­ble­ma­mi. Jej ce­lem jest wspar­cie ich roz­wo­ju, zdro­wia psy­chicz­ne­go i sa­mo­re­ali­za­cji. Waż­ne: dzia­ła­nie bi­blio­te­ra­pau­tycz­ne jest dłu­go­fa­lo­we. Po jed­nym spo­tka­niu nie roz­wią­że się da­ne­go pro­ble­mu, dla­te­go na­le­ży za­pla­no­wać cykl za­jęć roz­ło­żo­nych w cza­sie. Ogra­ni­czeń wie­ko­wych brak. Do pra­cy z książ­ką moż­na za­pro­sić wszyst­kich: od grup przed­szko­la­ków do se­nio­rów.

Książ­ki, ja­ko bar­dzo waż­na część za­jęć, mu­szą być do­sto­so­wa­ne do wie­ku gru­py. Je­śli sta­no­wią ją dzie­ci, to wy­ko­rzy­stu­je się ta­kie, któ­re przy­ku­wa­ją ich uwa­gę for­mą, wy­glą­dem. Dla dzie­ci nie­wi­do­mych i nie­do­wi­dzą­cych wy­ko­rzy­stu­je się książ­ki do­ty­ko­we, mięk­kie. Dzię­ki nim moż­na pal­ca­mi roz­po­zna­wać np. kształ­ty i fak­tu­ry, od­kle­jać i na no­wo przy­kle­jać róż­ne ich czę­ści. Są książ­ki w zdu­mie­wa­ją­cych for­mach, choć­by pie­kar­ni­ka! Są i ta­kie, któ­re pły­wa­ją. Grunt to za­in­te­re­so­wać gru­pę frag­men­tem li­te­ra­tu­ry.

Na za­ję­ciach nie jest nud­no. Za­czy­na­ją się od prze­czy­ta­nia tek­stu przez pro­wa­dzą­ce­go. Jest on tak do­bra­ny, by od­po­wia­dał da­ne­mu te­ma­to­wi, np. uświa­do­mie­niu, jak wiel­ką moc ma­ją wy­po­wia­da­ne przez nas sło­wa. Po­tem na­stę­pu­ją róż­ne za­da­nia in­dy­wi­du­al­ne i/lub gru­po­we. Mo­gą to być ry­so­wa­nie, za­ba­wa w „głu­chy te­le­fon”, ko­lo­ro­wa­nie, za­ba­wy in­te­gra­cyj­ne, pi­sa­nie pa­mięt­ni­ka, „bu­rza mó­zgów”, dys­ku­sje. Przy­da­dzą się więc kred­ki, zdję­cia, ob­raz­ki, kart­ki, pił­ki, ka­mie­nie, za­baw­ki, kost­ki do gry… Ogra­ni­cza nas tyl­ko na­sza wy­obraź­nia. I czas za­jęć.

Są spe­cjal­ne kur­sy do­kształ­ca­ją­ce z bi­blio­te­ra­pii, po ukoń­cze­niu któ­rych uzy­sku­je się za­świad­cze­nie po­twier­dza­ją­ce umie­jęt­no­ści pro­wa­dze­nia za­jęć w tym za­kre­sie. Mam ta­ki za so­bą. Trwał 80 go­dzin, ale ani przez mi­nu­tę się nie nu­dzi­łam. Ra­zem z in­ny­mi uczest­ni­ka­mi ćwi­czy­łam róż­ne sce­na­riu­sze za­jęć i mu­sia­łam stwo­rzyć wła­sny. Wzię­łam na warsz­tat aser­tyw­ność, z któ­rą wie­le osób ma pro­blem. Mo­że w przy­szło­ści też po­czu­jesz, że bi­blio­te­ra­pia to coś dla cie­bie?

 

Aga­ta Goł­da

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.