Szturm do nieba

Z punk­tu wi­dze­nia ka­to­li­ka mo­dli­twa jest naj­sku­tecz­niej­szym dzia­ła­niem, ja­kie moż­na pod­jąć w obro­nie ży­cia. Jest też opar­ciem dla wszel­kich ini­cja­tyw, bo jak pi­sał w św. Jo­se­ma­ria Escri­va: „Dzia­ła­nie nic nie jest war­te bez mo­dli­twy”.

Mo­dli­twa pro-li­fe

Za­cząć war­to od mo­dli­twy dzięk­czyn­nej i uwiel­bie­nia Bo­ga za otrzy­ma­ny dar ży­cia i za to, że za­pro­sił lu­dzi do współ­pra­cy w po­wo­ły­wa­niu no­we­go ży­cia do ist­nie­nia. Ludz­ka obo­jęt­ność i grze­chy prze­ciw pią­te­mu przy­ka­za­niu po­trze­bu­ją mo­dli­twy wy­na­gra­dza­ją­cej. Wresz­cie jest czas na mo­dli­twę bła­gal­ną. Cza­sem jest ona je­dy­nym wyj­ściem, gdy sta­je­my bez­rad­ni przed sy­tu­acją, z któ­rą po ludz­ku nie umie­my so­bie po­ra­dzić. Pro­sić trze­ba o oca­le­nie za­gro­żo­nych dzie­ci i za ich ro­dzi­ców. Mo­dlić się za mat­ki skła­nia­ją­ce się ku abor­cji, nie­rzad­ko opusz­czo­ne przez oj­ców dziec­ka czy zma­ga­ją­ce się z dra­ma­tem gwał­tu. Za oj­ców, któ­rym trud­no zna­leźć w so­bie od­wa­gę do pod­ję­cia od­po­wie­dzial­no­ści za po­czę­te ży­cie. Za dziad­ków i bab­cie, by oka­za­li po­trzeb­ne wspar­cie. Za le­ka­rzy, po­łoż­ne i pie­lę­gniar­ki, by nie bra­li udzia­łu w od­bie­ra­niu ży­cia nie­na­ro­dzo­nym. Za spo­łe­czeń­stwa, by wzra­stał w nich sza­cu­nek dla ży­cia każ­de­go czło­wie­ka. Za sta­no­wią­cych pra­wo, aby każ­de­mu czło­wie­ko­wi, na­wet te­mu, któ­ry mie­rzy je­den mi­li­metr, za­gwa­ran­to­wa­li bez­wa­run­ko­we pra­wo do ży­cia oraz zor­ga­ni­zo­wa­ną po­moc oso­bom nie­peł­no­spraw­nym czy cho­rym.

Jak się mo­dlić?

Do­łącz do in­nych „Wszyst­kie do­bre uczyn­ki ra­zem wzię­te nie ma­ją ty­le war­to­ści, co jed­na Msza świę­ta” – mó­wił św. Jan Ma­ria Vian­ney. War­to pa­mię­tać o tym, że­by każ­dą Eu­cha­ry­stię, w któ­rej uczest­ni­czy­my, ofia­ro­wy­wać w kon­kret­nej in­ten­cji. Mo­dli­twa wspól­no­to­wa na­wią­zu­je do obiet­ni­cy Chry­stu­sa, że Bóg wy­słu­cha tych, któ­rzy zgod­nie się mo­dlą. Jed­nym z przy­kła­dów ta­kiej ini­cja­ty­wy jest War­szaw­skie Je­ry­cho.

W mar­cu br. po raz ósmy kil­ka­dzie­siąt wspól­not i osób in­dy­wi­du­al­nych dzia­ła­ją­cych na te­re­nie ar­chi­die­ce­zji war­szaw­skiej, uczest­ni­czy­ło w ad­o­ra­cji Naj­święt­sze­go Sa­kra­men­tu, trwa­ją­cej ca­łe 7 dni, 24 go­dzi­ny na do­bę. Do te­go ce­lu swo­ją ka­pli­cę udo­stęp­ni­ły sio­stry Fran­cisz­kan­ki Ro­dzi­ny Ma­ryi, któ­re opie­ku­ją się też oknem ży­cia.

Po­dej­mij zo­bo­wią­za­nie

Dla tych, któ­rzy czu­ją się go­to­wi zło­żyć de­kla­ra­cję re­gu­lar­nej mo­dli­twy czy wy­rze­czeń, do­stęp­nych jest kil­ka pro­po­zy­cji.

 

Ka­ro­li­na Plu­ta

 

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

 

Okno na ratunek

Z sio­strą Ewą, bo­ro­me­usz­ką z Wro­cła­wia, roz­ma­wia Jo­la Tę­cza-Ćwierz.

Czy okna ży­cia to po­mysł ostat­nich lat?

– Skąd­że! Ideę okna ży­cia po­ma­ga zro­zu­mieć się­gnię­cie do je­go hi­sto­rii. Je­go pierw­szy, zna­ny z za­pi­sów hi­sto­rycz­nych od­po­wied­nik, to okno w do­mu bi­sku­pa Me­dio­la­nu – Da­theu­sa, utwo­rzo­ne w 788 r. Przy­no­szo­no tam nie­mow­lę­ta nie­chcia­ne, z nie­pra­we­go ło­ża. W sta­ro­żyt­nej Spar­cie np. dzie­ci cho­re czy ka­le­kie zrzu­ca­no ze ska­ły, jed­nak w chrze­ści­jań­stwie ta­ki spo­sób po­stę­po­wa­nia był nie do przy­ję­cia. Naj­star­szym ist­nie­ją­cym do dzi­siaj oknem jest okno przy szpi­ta­lu św. Du­cha w Rzy­mie. Po­cho­dzi z 1198 r. Okna, na­zy­wa­ne daw­niej ko­ła­mi, mia­ły po­stać skrzyn­ki z ob­ro­to­wym bęb­nem. Przy więk­szo­ści szpi­ta­li pro­wa­dzo­nych w ca­łej Eu­ro­pie przez za­kon du­cha­czy po­wsta­wa­ły spe­cjal­ne miej­sca dla tzw. pod­rzut­ków. Dzie­ci, któ­re tam tra­fia­ły, mia­ły szan­se prze­trwa­nia i star­tu w do­ro­słe ży­cie. W Pol­sce ta­kie przy­szpi­tal­ne okno po­wsta­ło w San­do­mie­rzu w 1222 r. W cza­sach współ­cze­snych pierw­sze okno ży­cia po­wsta­ło w Kra­ko­wie w 2006 r. Obec­nie w ca­łej Pol­sce funk­cjo­nu­je oko­ło 60 okien ży­cia. Ura­to­wa­ły po­nad set­kę dzie­ci.

Śle­dzą Sio­stry dal­sze lo­sy dzie­ci z okna ży­cia?

– Na­szym za­da­niem jest po­śred­nic­two mię­dzy ro­dzi­ca­mi bio­lo­gicz­ny­mi a ro­dzi­ną ad­op­cyj­ną. U nas dziec­ko prze­by­wa do pół go­dzi­ny. Po­wia­da­mia­my po­go­to­wie, do­ko­nu­je­my oglę­dzin dziec­ka, prze­bie­ra­my je, je­śli trze­ba zmie­nia­my pie­lusz­kę, my­je­my. Po­tem dziec­ko je­dzie do szpi­ta­la. Przez pierw­sze dni sta­ra­my się je od­wie­dzać, ko­ły­sać i być z nim. Przy­no­si­my ubran­ka, ko­sme­ty­ki, pam­per­sy. To­wa­rzy­szy­my dziec­ku do mo­men­tu, w któ­rym zo­sta­ją wy­bra­ni ro­dzi­ce ad­op­cyj­ni. By­wa, że ci szu­ka­ją z na­mi kon­tak­tu, przy­sy­ła­ją zdję­cia, po­ka­zu­ją, jak dzie­ci ro­sną. Jest to dla nas za­wsze wiel­ka ra­dość. Do tej po­ry w na­szym oknie ży­cia umiesz­czo­no 17 dzie­ci. Tro­chę my­li mi się ko­lej­ność, ale wszyst­kie pa­mię­tam.

Czy zda­rza się, że ro­dzi­ce bio­lo­gicz­ni wra­ca­ją po dzie­ci, któ­re zde­cy­do­wa­li się umie­ścić w oknie ży­cia?

– Zda­rzy­ło się kil­ka ra­zy, że bio­lo­gicz­ne ma­my pró­bo­wa­ły się z na­mi kon­tak­to­wać, aby upew­nić się, że dziec­ko jest bez­piecz­ne. Pa­mię­tam hi­sto­rię jed­nej ko­bie­ty, któ­ra mia­ła bar­dzo trud­ną sy­tu­ację ro­dzin­ną i przez dzie­więć mie­się­cy cią­ży by­ła prze­ko­na­na, że mu­si od­dać dziec­ko, po­nie­waż nie ma moż­li­wo­ści, by je wy­cho­wać. Po trzech dniach od od­da­nia dziec­ka do okna ży­cia, za­czę­ła mieć wąt­pli­wo­ści, czy do­brze zro­bi­ła. Uspo­ko­iły­śmy ją, że dziec­ko z pew­no­ścią tra­fi do do­brej ro­dzi­ny, do lu­dzi, któ­rzy je po­ko­cha­ją i oto­czą opie­ką. Ale zda­rzy­ło się i tak, że jed­na z mam po trzech dniach zgło­si­ła się, by za­brać dziec­ko. Mu­sia­ła się li­czyć z kon­se­kwen­cja­mi – zo­stał jej przy­dzie­lo­ny ku­ra­tor.

Ja­kie są po­wo­dy umiesz­cza­nia dzie­ci w oknach ży­cia?

– Naj­częst­szą przy­czy­ną jest du­ża bie­da i nie­za­rad­ność ży­cio­wa ro­dzi­ców. By­wa, że ma­ma ma już star­sze dzie­ci, któ­re sa­ma wy­cho­wu­je lub kom­plet­nie nie mo­że li­czyć na po­moc mę­ża. Dość czę­sto są to dzie­ci z trud­nych ro­dzin np. z pro­ble­mem al­ko­ho­lo­wym. Zda­rza się, że ma­my dzwo­nią do nas jesz­cze w cza­sie cią­ży i py­ta­ją, w ja­ki spo­sób mo­gą od­dać swo­je dziec­ko, aby by­ło bez­piecz­ne. Sta­ra­my się wów­czas o moż­li­wie sze­ro­ką po­moc. Je­śli po­wo­dem od­da­nia dziec­ka jest bie­da, pró­bu­je­my te­mu za­ra­dzić. Or­ga­ni­zu­je­my po­moc rze­czo­wą, praw­ną, psy­cho­lo­gicz­ną czy ali­men­ty. Kil­ka ra­zy uda­ło się spra­wić, że dziec­ko nie tra­fi­ło do okna ży­cia, ale po­zo­sta­ło ze swo­ją bio­lo­gicz­ną ma­mą lub tra­fi­ło do ad­op­cji bez­po­śred­nio ze szpi­ta­la, gdzie ma­ma je uro­dzi­ła.

Dzię­ku­ję za roz­mo­wę.

 

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Klauzula sumienia to nie fikcja

Pra­wo do sprze­ci­wu su­mie­nia przy­słu­gu­je każ­de­mu pol­skie­mu le­ka­rzo­wi. Po­zwa­la ono na od­mo­wę wy­ko­na­nia świad­cze­nia me­dycz­ne­go, któ­re jest nie­zgod­ne z je­go prze­ko­na­nia­mi.

Pra­wo do sprze­ci­wu su­mie­nia nie jest mar­twym prze­pi­sem, ale jest po­trzeb­ne i istot­ne dla sa­mych le­ka­rzy. Po­twier­dza­ją to ba­da­nia dr n. med. An­ny Grzan­ki Ty­kwiń­skiej oraz dr Mał­go­rza­ty Chu­dziń­skiej. Od ma­ja 2012 do ma­ja 2013 prze­pro­wa­dza­ły ba­da­nia na gru­pie 210 le­ka­rzy róż­nych spe­cjal­no­ści z wo­je­wódz­twa ku­jaw­sko-po­mor­skie­go. Za­da­wa­ły wie­le py­tań do­ty­czą­cych klau­zu­li su­mie­nia. Oka­za­ło się, że aż 45 proc. le­ka­rzy po­wo­ła­ło się na nią w swo­jej prak­ty­ce le­kar­skiej! Bra­wo, pol­scy le­ka­rze!

Gło­śne spra­wy

Te­mat zy­skał me­dial­ny roz­głos kil­ka lat te­mu. Jed­ną z pierw­szych gło­śnych spraw by­ła hi­sto­ria prof. Bog­da­an Cha­za­na, któ­ry nie chciał do­ko­nać abor­cji nie­na­ro­dzo­ne­go dziec­ka. Osta­tecz­nie zo­stał zwol­nio­ny ze sta­no­wi­ska dy­rek­to­ra Szpi­ta­la im. Świę­tej Ro­dzi­ny w War­sza­wie. In­nym sze­ro­ko ko­men­to­wa­nym był przy­pa­dek dr Ka­ta­rzy­ny Ja­chi­mo­wicz. Pol­ska le­kar­ka pra­cu­ją­ca w Nor­we­gii nie chcia­ła się zgo­dzić na za­kła­da­nie ko­bie­tom spi­ra­li we­wnątrz­ma­cicz­nych (unie­moż­li­wia­ją one za­gnież­dże­nie w ma­ci­cy za­płod­nio­nej ko­mór­ki ja­jo­wej, pro­wa­dząc do za­bi­cia po­czę­te­go dziec­ka). W kon­se­kwen­cji tak­że zo­sta­ła zwol­nio­na z pra­cy.

Co cie­ka­we, na swo­je su­mie­nie po­wo­łu­ją się nie tyl­ko gi­ne­ko­lo­dzy – o klau­zu­li naj­czę­ściej mó­wi się w kon­tek­ście od­mo­wy prze­pro­wa­dza­nia abor­cji (lub asy­sto­wa­nia przy niej). Wśród „hi­sto­rii z klau­zu­lą” ma­my też na przy­kład spe­cja­li­stę… re­ha­bi­li­ta­cji me­dycz­nej.

 

Aga­ta Goł­da

 

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

 

Wstępniak 07/2018

Magda Guziak NowakJesz­cze kil­ka­dzie­siąt lat te­mu ni­ko­mu nie przy­szło­by do gło­wy, że moż­na ad­op­to­wać dziec­ko wiel­ko­ści głów­ki od szpil­ki. Tym­cza­sem to praw­da. Są pa­ry de­cy­du­ją­ce się na przy­ję­cie za­mro­żo­ne­go dziec­ka-za­rod­ka, po­czę­te­go me­to­dą in vi­tro i ma­ją­ce­go in­nych ro­dzi­ców bio­lo­gicz­nych, któ­rzy już go nie chcą. Ad­op­cja pre­na­tal­na po­le­ga na prze­nie­sie­niu go do ma­ci­cy mat­ki, gdzie bę­dzie mo­gło się roz­wi­jać, a za dzie­więć mie­się­cy na­ro­dzić. Choć nie­któ­rzy bio­ety­cy kry­ty­ku­ją ta­ką for­mę ad­op­cji ja­ko al­ter­na­ty­wę dla in vi­tro, Ko­ściół na­ucza, że to szla­chet­na ini­cja­ty­wa, bę­dą­ca wy­ni­kiem ogrom­nej mi­ło­ści do ży­cia po­czę­te­go. Jak w „zwy­kłej” ad­op­cji ro­dzi­ce przyj­mu­ją pod swój dach dziec­ko, któ­re z ge­ne­tycz­ne­go punk­tu wi­dze­nia, jest dla nich ob­ce, tak sa­mo tu­taj. Z tą róż­ni­cą, że tam­ta ad­op­cja fa­cho­wo na­zy­wa się po­st­na­tal­na (czy­li po na­ro­dze­niu) a ta pre­na­tal­na (czy­li przed na­ro­dze­niem). Kry­ty­kom ad­op­to­wa­nia dzie­ci-em­brio­nów (moż­na ich spo­tkać tak­że w śro­do­wi­sku ko­ściel­nym) trze­ba jesz­cze przy­po­mnieć, że Ko­ściół przy­zna­je nie­zby­wal­ną god­ność każ­de­mu po­czę­te­mu ist­nie­niu.

Nie wia­do­mo, ja­ka jest ska­la zja­wi­ska ad­op­cji pre­na­tal­nej. To ta­jem­ni­ca kli­nik in vi­tro, któ­re nie dzie­lą się ta­ki­mi da­ny­mi. Wia­do­mo na­to­miast, że cią­gle zbyt ma­ło się o niej mó­wi.

 

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

re­dak­tor na­czel­ny