Więcej niż dobre towarzystwo

Człon­ko­wie Dusz­pa­ster­stwa Mło­dzie­ży Ora­to­ryj­nej w Go­sty­niu uczą się an­giel­skie­go, by swo­bod­nie roz­ma­wiać z ró­wie­śni­ka­mi w Me­dju­gor­je czy Ma­dry­cie, do­kąd wy­bie­ra­ją się w tym ro­ku. A oprócz te­go...

Dzie­ło świę­te­go Fi­li­pa

Moż­na by rzec, że hi­sto­ria go­styń­skie­go Dusz­pa­ster­stwa Mło­dzie­ży Ora­to­ryj­nej roz­po­czę­ła się 503 la­ta te­mu we Flo­ren­cji, gdy uro­dził się Fi­lip Ne­ri. Idąc za gło­sem ser­ca, zre­zy­gno­wał z ka­rie­ry ku­piec­kiej i za­wę­dro­wał do Rzy­mu, by w wie­ku 36 lat przy­jąć świę­ce­nia ka­płań­skie. W kon­fe­sjo­na­le prze­ko­nał się, jak bar­dzo je­go pe­ni­ten­tom bra­ku­je wie­dzy re­li­gij­nej i roz­po­czął for­ma­cję od spo­tkań w swo­im miesz­ka­niu. Za­po­cząt­ko­wał w ten spo­sób wspól­no­ty zwa­ne ora­to­ria­mi, któ­re na wzór swo­je­go za­ło­ży­cie­la do dziś two­rzą księ­ża fi­li­pi­ni.

Szcze­gól­ne miej­sce w ser­cu Fi­li­pa Ne­ri zaj­mo­wa­ła mło­dzież. Świę­ty ma­wiał: „Aby za­pew­nić wy­trwa­łość w do­brym u lu­dzi mło­dych, jest wręcz nie­zbęd­nym uni­ka­nie złe­go to­wa­rzy­stwa, a ob­co­wa­nie tyl­ko z do­bry­mi”. Ora­to­ria to coś wię­cej niż zna­jo­mi.

– Cho­dzi o to, że­by w ora­to­riach czuć się jak w ro­dzi­nach – tłu­ma­czy ks. Pa­weł Bog­da­no­wicz COr, fi­li­pin ze Świę­tej Gó­ry w Go­sty­niu. – Je­śli mło­dzi bę­dą się tu­taj czu­li jak u sie­bie w do­mu, to to bę­dzie naj­więk­szy suk­ces. Dla­cze­go? Bo po­tem bę­dą wra­ca­li z mał­żon­ka­mi, dzieć­mi, wnu­ka­mi. I ko­lej­ne po­ko­le­nie bę­dzie ży­ło Ko­ścio­łem nie w teo­rii, ale bę­dzie ży­ło Ko­ścio­łem na­praw­dę – do­da­je dusz­pa­sterz.

W Pol­sce dzia­ła obec­nie sie­dem fi­li­piń­skich ora­to­riów mło­dzie­żo­wych. Wspól­no­ty spo­ty­ka­ją się co ro­ku w in­nym mie­ście, tym ra­zem w Ra­do­miu. Pro­gram ta­kie­go zjaz­du od­zwier­cie­dla du­cho­wość św. Fi­li­pa i je­go na­rzę­dzia for­ma­cyj­ne, do­sto­so­wa­ne do współ­cze­snych po­trzeb i men­tal­no­ści. Wśród sta­łych ele­men­tów ks. Pa­weł wy­mie­nia: Pi­smo Świę­te, ad­o­ra­cję Naj­święt­sze­go Sa­kra­men­tu, po­moc bliź­nim. A tak­że „to wszyst­ko, co jest cha­rak­te­ry­stycz­ne dla mło­dych lu­dzi”: mu­zy­ka, śpiew, tań­ce i za­ba­wy.

U Mat­ki Bo­żej w Go­sty­niu

Na co dzień ks. Pa­weł opie­ku­je się Dusz­pa­ster­stwem Mło­dzie­ży Ora­to­ryj­nej, dzia­ła­ją­cym od 2000 r. przy sank­tu­arium Mat­ki Bo­żej Świę­to­gór­skiej w Go­sty­niu. Wspól­no­ta li­czy obec­nie 20–30 osób, za­rów­no gim­na­zja­li­stów, li­ce­ali­stów, jak i stu­den­tów. Mło­dzież spo­ty­ka się w so­bot­nie wie­czo­ry w Ka­wia­ren­ce San Fi­lip­po. – Spo­tka­nie roz­po­czy­na się mo­dli­twą bądź też nią koń­czy – mó­wi opie­kun. Cza­sem jest to roz­wa­ża­nie Pi­sma Świę­te­go, in­nym ra­zem uwiel­bie­nie Pa­na Bo­ga, śpiew, mu­zy­ka i ad­o­ra­cja. Wspól­no­ta ora­to­ryj­na włą­cza się w or­ga­ni­za­cję licz­nych wy­da­rzeń w sank­tu­arium, jak choć­by co­rocz­ne­go Fe­sti­wa­lu Mu­si­ca Sa­cro­mon­ta­na, Bie­gu do Pu­ste­go Gro­bu w Nie­dzie­lę Wiel­ka­noc­ną, po­cho­du Wszyst­kich Świę­tych – #Ho­ly #Wins czy Eks­tre­mal­nej Dro­gi Krzy­żo­wej.

Bę­dzie się dzia­ło

Ka­len­darz DMO na rok 2018 za­wie­ra spo­ro wy­da­rzeń. W cza­sie fe­rii zi­mo­wych od­by­ły się Fi­li­piń­skie Dni Mło­dych. Wspól­no­ta or­ga­ni­zu­je je co ro­ku. – Po­nad­to po raz ko­lej­ny wraz z dusz­pa­ster­stwem Jor­dan z Po­zna­nia bę­dzie­my współ­two­rzy­li Pa­ra­di­so, czy­li spo­tka­nie mło­dych ca­łej ar­chi­die­ce­zji po­znań­skiej – za­po­wia­da ks. Pa­weł. W pla­nie pię­cio­dnio­we­go wy­da­rze­nia (26–30 czerw­ca) są m.in. kon­cer­ty, kon­fe­ren­cje, dia­log z bi­sku­pa­mi i warsz­ta­ty roz­wi­ja­ją­ce ta­len­ty. Ja­ko jed­na z dwóch pol­skich grup DMO weź­mie udział w spo­tka­niu mło­dzie­ży w Me­dju­gor­je, tzw. Mla­di­fest. Na­to­miast rok 2019 za­mie­rza­ją przy­wi­tać w Ma­dry­cie wraz z uczest­ni­ka­mi 41. Spo­tka­nia Mło­dych w du­chu Ta­ize. Na ra­zie czas więc na szli­fo­wa­nie umie­jęt­no­ści ję­zy­ko­wych.

 

Ka­ro­li­na Plu­ta

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Książka – terapeutka

Uczą, ba­wią, do­star­cza­ją roz­ryw­ki, roz­wi­ja­ją wy­obraź­nię, har­tu­ją w or­to­gra­fii, wzbo­ga­ca­ją słow­nic­two, uczą em­pa­tii i my­śle­nia. Po­tra­fią jesz­cze „le­czyć”.

Czy to bi­blio­te­ka? Nie, to lecz­ni­ca du­szy!

Bi­blio­te­ra­pia (gr. bi­blion – książ­ka; the­ra­peuo – le­czę) to for­ma te­ra­pii, po­mo­cy, psy­chicz­ne­go wspar­cia przy wy­ko­rzy­sta­niu książ­ki i in­nych ma­te­ria­łów al­ter­na­tyw­nych np. ob­ra­zów i fil­mów. Ter­mi­nu te­go po raz pierw­szy uży­to w 1916 r., ale bi­blio­te­ra­pia ma swo­je ko­rze­nie… w sta­ro­żyt­no­ści. W egip­skich Te­bach nad wej­ściem do bi­blio­te­ki fa­ra­ona Ram­ze­sa II, zwa­ne­go Ram­ze­sem Wiel­kim, wid­niał na­pis „Lecz­ni­ca dla du­szy”.

Dziś wie­my, że fa­ra­on miał ra­cję. Bi­blio­te­ra­pię wy­ko­rzy­stu­je się m.in. w pra­cy z oso­ba­mi star­szy­mi, cho­ry­mi i nie­peł­no­spraw­ny­mi, nie­do­sto­so­wa­ny­mi spo­łecz­nie, dys­lek­ty­ka­mi, dzieć­mi i mło­dzie­żą z pro­ble­ma­mi edu­ka­cyj­ny­mi i w lo­go­pe­dii. Za­ję­cia mo­gą pro­wa­dzić na­uczy­cie­le, bi­blio­te­ka­rze, le­ka­rze i bi­blio­te­ra­peu­ci. Opie­ra­ją się one na od­po­wied­nio do­bra­nych tek­stach li­te­rac­kich. Mo­gą ni­mi być np. wier­sze, frag­men­ty ksią­żek, opo­wia­da­nia, baj­ki, ba­śnie.

Roz­róż­nia się bi­blio­te­ra­pię kli­nicz­ną i wy­cho­waw­czą (roz­wo­jo­wą). Pierw­szą sto­su­je się w gru­pach pa­cjen­tów z pro­ble­ma­mi emo­cjo­nal­ny­mi i be­ha­wio­ral­ny­mi, np. dla osób po pró­bach sa­mo­bój­czych. Ta­kie za­ję­cia pro­wa­dzą le­ka­rze lub psy­cho­lo­dzy kli­nicz­ni po kur­sie bi­blio­te­ra­pii. Dru­ga skie­ro­wa­na jest dla osób zdro­wych, któ­re zma­ga­ją się z róż­ny­mi pro­ble­ma­mi. Jej ce­lem jest wspar­cie ich roz­wo­ju, zdro­wia psy­chicz­ne­go i sa­mo­re­ali­za­cji. Waż­ne: dzia­ła­nie bi­blio­te­ra­pau­tycz­ne jest dłu­go­fa­lo­we. Po jed­nym spo­tka­niu nie roz­wią­że się da­ne­go pro­ble­mu, dla­te­go na­le­ży za­pla­no­wać cykl za­jęć roz­ło­żo­nych w cza­sie. Ogra­ni­czeń wie­ko­wych brak. Do pra­cy z książ­ką moż­na za­pro­sić wszyst­kich: od grup przed­szko­la­ków do se­nio­rów.

Książ­ki, ja­ko bar­dzo waż­na część za­jęć, mu­szą być do­sto­so­wa­ne do wie­ku gru­py. Je­śli sta­no­wią ją dzie­ci, to wy­ko­rzy­stu­je się ta­kie, któ­re przy­ku­wa­ją ich uwa­gę for­mą, wy­glą­dem. Dla dzie­ci nie­wi­do­mych i nie­do­wi­dzą­cych wy­ko­rzy­stu­je się książ­ki do­ty­ko­we, mięk­kie. Dzię­ki nim moż­na pal­ca­mi roz­po­zna­wać np. kształ­ty i fak­tu­ry, od­kle­jać i na no­wo przy­kle­jać róż­ne ich czę­ści. Są książ­ki w zdu­mie­wa­ją­cych for­mach, choć­by pie­kar­ni­ka! Są i ta­kie, któ­re pły­wa­ją. Grunt to za­in­te­re­so­wać gru­pę frag­men­tem li­te­ra­tu­ry.

Na za­ję­ciach nie jest nud­no. Za­czy­na­ją się od prze­czy­ta­nia tek­stu przez pro­wa­dzą­ce­go. Jest on tak do­bra­ny, by od­po­wia­dał da­ne­mu te­ma­to­wi, np. uświa­do­mie­niu, jak wiel­ką moc ma­ją wy­po­wia­da­ne przez nas sło­wa. Po­tem na­stę­pu­ją róż­ne za­da­nia in­dy­wi­du­al­ne i/lub gru­po­we. Mo­gą to być ry­so­wa­nie, za­ba­wa w „głu­chy te­le­fon”, ko­lo­ro­wa­nie, za­ba­wy in­te­gra­cyj­ne, pi­sa­nie pa­mięt­ni­ka, „bu­rza mó­zgów”, dys­ku­sje. Przy­da­dzą się więc kred­ki, zdję­cia, ob­raz­ki, kart­ki, pił­ki, ka­mie­nie, za­baw­ki, kost­ki do gry… Ogra­ni­cza nas tyl­ko na­sza wy­obraź­nia. I czas za­jęć.

Są spe­cjal­ne kur­sy do­kształ­ca­ją­ce z bi­blio­te­ra­pii, po ukoń­cze­niu któ­rych uzy­sku­je się za­świad­cze­nie po­twier­dza­ją­ce umie­jęt­no­ści pro­wa­dze­nia za­jęć w tym za­kre­sie. Mam ta­ki za so­bą. Trwał 80 go­dzin, ale ani przez mi­nu­tę się nie nu­dzi­łam. Ra­zem z in­ny­mi uczest­ni­ka­mi ćwi­czy­łam róż­ne sce­na­riu­sze za­jęć i mu­sia­łam stwo­rzyć wła­sny. Wzię­łam na warsz­tat aser­tyw­ność, z któ­rą wie­le osób ma pro­blem. Mo­że w przy­szło­ści też po­czu­jesz, że bi­blio­te­ra­pia to coś dla cie­bie?

 

Aga­ta Goł­da

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Prosto do nieba

Mi­ło­śnik kom­pu­te­rów i Mat­ki Bo­żej Fa­tim­skiej. Na­śla­dow­ca św. Fran­cisz­ka z Asy­żu. Po każ­dym obie­dzie dzię­ko­wał ku­cha­rzo­wi za pysz­ne da­nie.

Wszy­scy ro­dzą się ja­ko ory­gi­na­ły, ale wie­lu umie­ra ja­ko fo­to­ko­pie. Car­lo Acu­tis

Car­lo Acu­tis uro­dził się 3 ma­ja 1991 r. w Lon­dy­nie w głę­bo­ko wie­rzą­cej ro­dzi­nie, ale więk­szość swo­je­go ży­cia spę­dził we Wło­szech. Je­go ro­dzi­ca­mi chrzest­ny­mi zo­sta­li… dziad­ko­wie. Już ja­ko czte­ro­mie­sięcz­ne dziec­ko miał za so­bą wy­po­wie­dzia­ne pierw­sze sło­wa „ma­ma” i „ta­ta”. Od przed­szko­la wy­róż­niał się nie­zwy­kły­mi ce­cha­mi cha­rak­te­ru. Był spo­koj­nym, uśmiech­nię­tym chłop­cem, a gdy któ­reś dziec­ko ude­rzy­ło go za­baw­ką, ni­gdy nie od­po­wia­dał tym sa­mym. Mó­wił, że Pan Bóg nie był­by z te­go za­do­wo­lo­ny. Nic więc dziw­ne­go, że Car­lo był przez wszyst­kich bar­dzo lu­bia­ny i to do te­go stop­nia, że gdy prze­by­wał na wa­ka­cjach u swo­ich dziad­ków w Cen­to­li (wło­skim mie­ście nad Mo­rzem Tyr­reń­skim), to od tam­tej­szych miesz­kań­ców do­sta­wał owo­ce w pre­zen­cie.

Był pil­nym uczniem, ale przy tym zwy­kłym chłop­cem. Lu­bił kre­sków­ki i grał na sak­so­fo­nie. W szko­le wy­róż­niał się w in­for­ma­ty­ce. Pi­sał pro­gra­my in­for­ma­tycz­ne. W li­ceum zaj­mo­wał się stro­ną in­ter­ne­to­wą pa­ra­fii San­ta Ma­ria Se­gre­ta w Me­dio­la­nie i stwo­rzył stro­nę dla wo­lon­ta­ria­tu In­sty­tu­tu Le­ona XIII (cho­dził do li­ceum przy tym in­sty­tu­cie). Sam uczył się pro­gra­mo­wa­nia, po­dob­nie jak wcze­śniej gry na sak­so­fo­nie. Ce­cho­wa­ła go uprzej­mość i wraż­li­wość na dru­gie­go czło­wie­ka. Do­zor­cy do­mów, któ­re mi­jał, do dzi­siaj wspo­mi­na­ją, że za­wsze mó­wił im „dzień do­bry”, a ku­charz dziad­ków, że po każ­dym obie­dzie przy­cho­dził do kuch­ni, że­by mu po­dzię­ko­wać za smacz­ny po­si­łek. Je­go na­uczy­ciel­ka za­pa­mię­ta­ła, że „pod­czas szkol­nych kier­ma­szy bo­żo­na­ro­dze­nio­wych za swo­je oszczęd­no­ści ku­po­wał dla wszyst­kich pre­zen­ty”. Miał też zdol­ność i umie­jęt­ność roz­ma­wia­nia z ludź­mi w każ­dym wie­ku.

Car­lo nie po­dą­żał śle­po za mo­dą i za­kry­wał so­bie oczy rę­ką, że­by nie oglą­dać w te­le­wi­zji gor­szą­cych scen. Po­sta­no­wił żyć w czy­sto­ści. Je­den z ko­le­gów na­pi­sał o nim świa­dec­two, w któ­rym tak go za­pa­mię­tał: „Car­lo był wy­jąt­ko­wy. W kla­sie był pe­wien nie­zbyt roz­gar­nię­ty chło­piec, z któ­re­go wy­śmie­wa­ła się i żar­to­wa­ła część uczniów, a któ­re­go Car­lo za­wsze bro­nił”. Chło­piec re­gu­lar­nie jeź­dził z ro­dzi­ca­mi do Asy­żu i jak wy­znał, by­ło to miej­sce, w któ­rym czuł się naj­szczę­śliw­szy. Sta­rał się na­śla­do­wać św. Fran­cisz­ka z Asy­żu i św. An­to­nie­go z Pa­dwy.

Miał szcze­gól­ne na­bo­żeń­stwo do Mat­ki Bo­żej Fa­tim­skiej i czcił Nie­po­ka­la­ne Ser­ce Ma­ryi. Co­dzien­nie uczest­ni­czył we Mszy św. i od­ma­wiał Ró­ża­niec. Eu­cha­ry­stię na­zy­wał „swo­ją au­to­stra­dą do nie­ba”. Mo­dlił się za du­sze w czyść­cu cier­pią­ce. Nie wsty­dził się swo­jej wia­ry. Roz­my­ślał o mę­ce Pa­na Je­zu­sa. Trosz­czył się o ubo­gich. Że­bra­kom da­wał jał­muż­nę ze swo­je­go kie­szon­ko­we­go, roz­ma­wiał z ni­mi, a cho­rej bez­dom­nej przy­ja­ciół­ce jed­ne­go z nich ra­zem ze swo­ją ma­mą za­ła­twił po­byt w szpi­ta­lu.

Pew­ne­go dnia Car­lo za­cho­ro­wał. Le­ka­rze zdia­gno­zo­wa­li świn­kę. Gdy le­żał cho­ry w do­mu, po­wie­dział: „Wszyst­kie cier­pie­nia, któ­re bę­dę mu­siał znieść, ofia­ru­ję Pa­nu w in­ten­cji pa­pie­ża i Ko­ścio­ła, abym mógł unik­nąć czyść­ca i pójść pro­sto do nie­ba”. Po­tem tra­fił do szpi­ta­la. Oka­za­ło się, że nie by­ła to świn­ka a bia­łacz­ka ty­pu M3 (bar­dzo trud­na do wy­le­cze­nia). Cho­ro­ba Car­la trwa­ła ok. pół­to­ra ty­go­dnia. Zmarł 12 paź­dzier­ni­ka 2006 r., ma­jąc za­le­d­wie 15 lat. Obec­nie trwa je­go pro­ces be­aty­fi­ka­cyj­ny. Kto wie, mo­że bę­dzie­my mieć obok św. Izy­do­ra ko­lej­ne­go pa­tro­na in­ter­ne­tu?

Po­le­cam: Eu­cha­ry­stia. Mo­ja au­to­stra­da do nie­ba. Hi­sto­ria Car­la Acu­ti­sa, Ni­co­la Go­ri, eSPe 2017.

Wszyst­kie cy­ta­ty po­cho­dzą z tej książ­ki

 

Aga­ta Goł­da

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Wstępniak 06/2018

Magda Guziak NowakCzy re­dak­to­rzy „Dro­gi” za­wsze są jed­no­myśl­ni? Nie.:) I z na­szej nie­jed­no­myśl­no­ści wziął się te­mat nu­me­ru.

Ja­kiś czas te­mu oglą­da­li­śmy w in­ter­ne­cie film ze ślu­bu. Mło­da pa­ra chcia­ła się nim po­dzie­lić z ca­łym świa­tem i wrzu­ci­ła do sie­ci. Pięk­ne de­ko­ra­cje, wi­docz­ne roz­mo­dle­nie, za­stęp dru­hen za­chwy­ci­ły wszyst­kich. Przy­wo­ły­wa­nie Du-cha Świę­te­go w tań­cu i ta­niec uwiel­bie­nia za­miast „zwy­kłej” pie­śni po Ko­mu­nii św. wy­wo­ła­ły pierw­szą dys­ku­sję. Dru­gą – kon­cert zna­jo­me­go (no­wo­żeń­com) ka­pła­na z okla­ska­mi i wi­wa­ta­mi. No ni­by wszyst­ko faj­nie... „Ale coś tu jest nie tak” – mó­wi­li jed­ni. „A li­tur­gia w Afry­ce? Tam tań­czą” – prze­ko­ny­wa­li dru­dzy.:)

O eks­perc­ki ko­men­tarz po­pro­si­li­śmy ks. Krzysz­to­fa Po­ro­sło, mi­ło­śni­ka li­tur­gii. Zaj­rze­li­śmy też do in­nej kul­tu­ry – na str. 6 i 7 po­wiew Ban­gla­de­szu. Czy­taj­cie! Po­zdro­wie­nia!

 

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

re­dak­tor na­czel­ny