Jaskinie

Ja­ski­niow­cy!

Dla­cze­go czło­wiek pier­wot­ny miesz­kał w ja­ski­ni? Nie pa­da­ło na gło­wę, moż­na by­ło scho­wać swój do­by­tek (ra­czej skrom­ny) i ochro­nić się przed dra­pież­ni­ka­mi. No chy­ba że ktoś wy­brał ja­ski­nię z lo­ka­to­rem. 🙂

Sztol­nia w Su­de­tach

Kon­tro­wer­sje, ta­jem­ni­ce, dresz­czyk emo­cji – po­le­cam od­wie­dzić kom­pleks Rie­se. Ta­ką na­zwę no­si naj­więk­szy pro­jekt bu­dow­la­no-gór­ni­czy na­zi­stow­skich Nie­miec. Roz­po­czę­ta, ale nie­do­koń­czo­na bu­do­wa w Gó­rach So­wich mia­ła być jed­ną z głów­nych kry­jó­wek Adol­fa Hi­tle­ra.

Z po­wo­du na­si­la­ją­cych się na­lo­tów alian­tów na­zi­ści po­sta­no­wi­li prze­nieść część prze­my­słu zbro­je­nio­we­go w zda­wa­ło­by się bez­piecz­ną część Su­de­tów. Pla­ny obej­mo­wa­ły ad­ap­ta­cję zam­ku Książ oraz utwo­rze­nie wiel­kich sal i tu­ne­li pod zam­kiem i gó­ra­mi. Po­nie­waż hi­tle­row­cy nie mie­li w zwy­cza­ju pła­cić za cięż­ką fi­zycz­ną pra­cę, do ro­bót an­ga­żo­wa­no więź­niów Au­schwitz. Drą­ży­li oni sztol­nie, do­pro­wa­dza­li ko­lej­kę wą­sko­to­ro­wą, bu­do­wa­li dro­gi, roz­ła­do­wy­wa­li trans­por­ty z ma­te­ria­ła­mi bu­dow­la­ny­mi. Sza­cu­je się, że ka­torż­ni­cza pra­ca przy tym pro­jek­cie po­chło­nę­ła kil­ka­na­ście ty­się­cy ist­nień.

Spe­ku­lu­je się, że Rie­se, czy­li no­wa sie­dzi­ba Hi­tle­ra by­ła też miej­scem taj­nej pro­duk­cji ra­kiet i ma­ga­zy­nem na zra­bo­wa­ne kosz­tow­no­ści.

Ukry­te pięk­no – ja­ski­nie

Spe­le­olo­dzy, czy­li spe­cja­li­ści od ja­skiń, wy­róż­nia­ją ja­ski­nie kra­so­we, gra­wi­ta­cyj­ne, lo­dow­co­we czy wietrz­no-ero­zyj­ne. Opi­su­jąc gro­ty, znaw­cy te­ma­tu po­da­ją za­zwy­czaj ich dłu­gość, roz­cią­głość, głę­bo­kość, wy­so­kość otwo­rów. W kra­jach, gdzie spe­le­olo­gia jest do­brze roz­wi­nię­ta, np. w USA, Wiel­kiej Bry­ta­nii oraz Pol­sce, wie­dza o ja­ski­niach jest sto­sun­ko­wo du­ża. Naj­dłuż­szą gro­tą na świe­cie jest Ja­ski­nia Ma­mu­cia (po le­wej), nie bez przy­czy­ny po­sia­da­ją­ca ta­ką na­zwę, gdyż jej dłu­gość ok. oko­ło 563 km! To mniej wię­cej ty­le, ile z Za­ko­pa­ne­go do Po­zna­nia. Ogrom tu­ne­li, bocz­nych przejść i za­błą­ka­nych tu­ry­stów. Znaj­du­je się ona w Sta­nach Zjed­no­czo­nych.

Mi­mo że Pol­ska jest głów­nie ni­zin­na, ba­da­cze na­li­czy­li aż 4200 ja­skiń. Więk­szość znaj­du­je się na te­re­nach gór­skich, ale na tzw. Ni­żu Pol­skim w oko­li­cach Gdań­ska rów­nież moż­na zna­leźć nie­licz­ne gro­ty. Naj­dłuż­szą i jed­no­cze­śnie naj­głęb­szą pie­cza­rą w Pol­sce jest Ja­ski­nia Wiel­ka Śnież­na w Ta­trach Za­chod­nich – ma nie­ca­łe 24 km dłu­go­ści i 824 m głę­bo­ko­ści.

Z lek­cji bio­lo­gii wie­my, że do pro­ce­su fo­to­syn­te­zy po­trzeb­ne jest świa­tło, o któ­re ra­czej trud­no w wy­rwach pod ska­ła­mi. Dla­te­go z flo­ry w ja­ski­niach prze­wa­ża­ją pa­pro­cie i mchy. A je­śli cho­dzi o zwie­rzę­ta, to kto nie oglą­dał fil­mów… o Bat­ma­nie? 🙂

spe­le­olo­gia – na­uka o ja­ski­niach.

sta­lag­mi­ty – na­ciek kry­sta­licz­ny w for­mie słup­ka po­wsta­ły na dnie ja­ski­ni

sta­lak­tyt – sta­lag­mit, ale na su­fi­cie ja­ski­ni

chi­rop­te­ro­lo­gia – na­uka zaj­mu­ją­ca się ba­da­niem nie­to­pe­rzy

 

oprac. Mar­cin No­wak

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Kiedy ktoś widzi cię pierwszy raz

Nie­waż­ne, czy po­zna­jesz ko­le­gę, je­steś na pierw­szej rand­ce lub wcho­dzisz w no­we to­wa­rzy­stwo – za­wsze chcesz zro­bić do­bre pierw­sze wra­że­nie.

Po­dob­no wy­star­czy je­de­na­ście se­kund, by za­cie­ka­wić się no­wą oso­bą. Wszy­scy oce­nia­my sie­bie na­wza­jem, kie­ru­jąc się roz­ma­ity­mi sche­ma­ta­mi. I choć pierw­sze wra­że­nie czę­sto by­wa myl­ne, to jed­nak ma du­że zna­cze­nie.

Jak być po­win­no?

– Bar­dzo czę­sto oso­by po­wszech­nie uwa­ża­ne za kon­tak­to­we, któ­re teo­re­tycz­nie po­win­ny ro­bić świet­ne pierw­sze wra­że­nie, w rze­czy­wi­sto­ści wy­wo­łu­ją w roz­mów­cach mie­sza­ne od­czu­cia – mó­wi psy­cho­log Ma­ria Owsia­ny. – Dzie­je się tak dla­te­go, że po­tocz­ne wy­obra­że­nia o tym, jak po­win­no się za­cho­wy­wać na pierw­szym spo­tka­niu, nie za­wsze są zgod­ne z tym, co w ta­kiej sy­tu­acji rze­czy­wi­ście po­win­ni­śmy ro­bić. Zwy­kle nie zwra­ca­my uwa­gi na oso­bę, z któ­rą się spo­ty­ka­my. Tym­cza­sem w na­wią­za­niu kon­tak­tu klu­czo­we jest oce­nie­nie te­go, ja­ki jest nasz roz­mów­ca. Je­śli ma­my do czy­nie­nia z za­mknię­tym w so­bie in­tro­wer­ty­kiem, za­cho­wa­nie się w spo­sób en­tu­zja­stycz­ny, mo­że wzbu­dzić je­go iry­ta­cję – do­da­je. Naj­lep­szą me­to­dą na zro­bie­nie do­bre­go wra­że­nia jest za­tem NIE pró­bo­wać za­im­po­no­wać in­nym, lecz upew­nić się, że roz­mów­ca czu­je się wy­słu­cha­ny i do­ce­nio­ny.

Tak­tow­na sza­ra mysz­ka

Oka­zu­je się więc, że za­miast za­sta­na­wiać się, jak za­bły­snąć na pierw­szym spo­tka­niu, le­piej za­pa­mię­tać, cze­go na nim nie ro­bić. Po pierw­sze – nie sta­rać się na si­łę wy­róż­nić. Cza­sa­mi opła­ca się być „sza­rą mysz­ką”, wbrew prze­ko­na­niu, że im ory­gi­nal­niej wy­glą­dasz, tym więk­sza szan­sa na to, że zo­sta­niesz do­strze­żo­ny i za­pa­mię­ta­ny. Do­pó­ki nie bę­dziesz pew­ny, że twój roz­mów­ca po­tra­fi do­ce­nić ory­gi­nal­ność, le­piej po­zo­stać na po­zio­mie „prze­cięt­no­ści”. Po dru­gie, pod­czas pierw­sze­go spo­tka­nia nie opo­wia­daj o róż­nych hi­sto­riach ze swo­je­go ży­cia. Nie wiesz, kim jest twój roz­mów­ca i przez co prze­szedł. Nie ry­zy­kuj więc, że na­gle sy­tu­acja sta­nie się nie­kom­for­to­wa. Po trze­cie, nie stre­suj się, je­śli na­gle w trak­cie roz­mo­wy za­pa­da ci­sza. Nie przyj­muj ro­li na­ga­nia­cza te­ma­tów. Nad­mier­ne ga­dul­stwo mo­że spra­wić, że roz­mów­ca od­bie­rze cię ja­ko ko­goś zbyt­nio ab­sor­bu­ją­ce­go. Po czwar­te, pa­mię­taj, że w trak­cie pierw­szej roz­mo­wy bez­piecz­niej jest nie po­dej­mo­wać te­ma­tów kon­tro­wer­syj­nych np. po­li­tycz­nych. To grzą­ski grunt. Po pią­te, nie za­da­waj py­tań, któ­ry­mi nie­for­tun­nie mo­żesz spra­wić ko­muś przy­krość al­bo wpę­dzić w za­kło­po­ta­nie. Pa­mię­taj, że jed­ną z rze­czy, któ­re wpły­wa­ją na do­bre wra­że­nie, jest takt.

Świa­do­mość ru­chów i ge­stów

Nie­za­leż­nie od te­go, czy jest to roz­mo­wa z no­wo po­zna­ną dziew­czy­ną, czy pierw­sza wi­zy­ta w do­mu ro­dzi­ców chło­pa­ka, war­to zro­bić do­bre wra­że­nie. – Pa­mię­taj­my o zło­tej za­sa­dzie: do­pó­ki nie po­zna­my czło­wie­ka, z któ­rym roz­ma­wia­my, za­cho­wuj­my dy­stans – ra­dzi Ma­ria Owsia­ny. – Kie­dy ktoś wi­dzi cię pierw­szy raz, for­mu­łu­je wra­że­nia na pod­sta­wie te­go, co da się wy­czy­tać z two­jej mo­wy cia­ła. Je­śli za­ple­ciesz rę­ce, mo­że po­my­śleć, że je­steś zde­ner­wo­wa­ny. Gdy moc­no się wy­pro­stu­jesz, wy­sy­łasz sy­gnał, że je­steś pew­ny sie­bie. War­to więc sku­pić się na kon­tro­lo­wa­niu sy­gna­łów, któ­re wy­sy­ła na­sze cia­ło – za­uwa­ża pa­ni Ma­ria.

Pierw­sze wra­że­nie wy­ra­bia­my so­bie w cią­gu kil­ku se­kund. De­cy­du­je­my, czy uwa­ża­my ko­goś za sym­pa­tycz­ne­go i mi­łe­go, czy wręcz prze­ciw­nie. Wszyst­ko za­le­ży od na­sze­go wy­glą­du i mo­wy cia­ła. War­to się więc po­sta­rać i pa­mię­tać, że ma­my tyl­ko jed­ną szan­sę na to, by zro­bić do­bre pierw­sze wra­że­nie.

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Zostałam zgwałcona, ale wybrałam życie

Pod­czas wy­jaz­du biz­ne­so­we­go Jen­ni­fer by­ła sa­ma w po­ko­ju ho­te­lo­wym. Za oknem sza­la­ła bu­rza, więc nie usły­sza­ła kro­ków za nie­do­mknię­ty­mi drzwia­mi. Zo­ba­czy­ła nad so­bą męż­czy­znę, któ­ry ude­rzył ją w twarz. Resz­tę tych okrop­nych prze­żyć wo­la­ła wy­ma­zać z pa­mię­ci.

Nie chcia­ła ni­ko­mu mó­wić o tym, co się sta­ło, tym bar­dziej, że ko­lej­ny mie­siąc spę­dzi­ła ja­ko czło­nek za­ło­gi stat­ku. Zma­ga­ła się z wy­mio­ta­mi i sil­ną bie­gun­ką, aż w koń­cu zo­sta­ła za­bra­na do szpi­ta­la. Le­ka­rze po­dej­rze­wa­li nie­droż­ność je­lit, więc po­sta­no­wi­li wy­ko­ny­wać ba­da­nie USG. Na ekra­nie po­ja­wi­ła się „pest­ka” – po­czę­te z gwał­tu dziec­ko Jen­ni­fer.

Le­ka­rze prze­ra­zi­li się, kie­dy ko­bie­ta po­wie­dzia­ła im, co się sta­ło. Ba­li się, że mo­że chcieć po­peł­nić sa­mo­bój­stwo. Ca­ły ko­lej­ny ty­dzień ko­bie­ta spę­dzi­ła w szpi­ta­lu oto­czo­na za­stę­pem le­ka­rzy i pie­lę­gnia­rek uspo­ka­ja­ją­cych ją, że „ła­two bę­dzie so­bie z tym po­ra­dzić” i „za­cząć od no­wa”. Cho­dzi­ło im, oczy­wi­ście, o do­ko­na­nie abor­cji i ży­cie, tak, jak­by nic się nie wy­da­rzy­ło.

W koń­cu Jen­ni­fer za­dzwo­ni­ła do swo­je­go mę­ża i po­wie­dzia­ła mu o cią­ży. „W po­rząd­ku. Wszyst­ko bę­dzie do­brze” – usły­sza­ła w słu­chaw­ce je­go spo­koj­ny, pew­ny głos. „Co masz na my­śli, mó­wiąc, że bę­dzie do­brze?” – spy­ta­ła zde­ner­wo­wa­na. „Mam na my­śli to, że da­my ra­dę, mo­że­my przez to przejść. Bę­dzie do­brze. Ja prze­cież ko­cham dzie­ci – po pro­stu bę­dzie­my mieć ko­lej­ne. Ko­cha­nie, to jest coś cu­dow­ne­go, co wy­ni­kło z cze­goś po­twor­ne­go. Po­ra­dzi­my so­bie” – od­po­wie­dział.

Po ko­lej­nych roz­mo­wach Jen­ni­fer sta­wa­ła się co­raz spo­koj­niej­sza i po­wo­li za­czy­na­ła wie­rzyć, że ja­ko ro­dzi­na po­ra­dzą so­bie z tym nie­spo­dzie­wa­nym wy­zwa­niem. Ku swo­je­mu zdzi­wie­niu czu­ła ra­dość, któ­ra bra­ła gó­rę nad stra­chem. Że­gna­jąc się z le­ka­rza­mi, któ­rzy po­cząt­ko­wo pro­po­no­wa­li jej abor­cję, po­wie­dzia­ła im: „Je­że­li kie­dy­kol­wiek bę­dzie­cie o mnie my­śleć – my­śl­cie o mnie ja­ko o tej, któ­ra w paź­dzier­ni­ku uro­dzi pięk­ne, uko­cha­ne dziec­ko”. Po tych sło­wach Jen­ni­fer ude­rzył wi­dok osłu­pie­nia na twa­rzach per­so­ne­lu. Le­kar­ka, któ­ra naj­bar­dziej na­le­ga­ła na abor­cję, mia­ła łzy w oczach. Wte­dy ko­bie­ta po raz pierw­szy po­my­śla­ła, że Bóg mo­że użyć jej cier­pie­nia, że­by zmie­nić czy­jąś po­sta­wę. Użyć jej sa­mej.

Kil­ka mie­się­cy cią­ży Jen­ni­fer mu­sia­ła spę­dzić w szpi­ta­lu. W 26. ty­go­dniu gro­ził jej przed­wcze­sny po­ród, a strach, któ­ry wte­dy od­czu­wa­ła, uświa­do­mił jej, jak waż­ny jest dla niej jej ma­ły sy­nek i jak bar­dzo za­le­ży jej na tym, aby prze­żył. Ko­lej­ne ty­go­dnie spę­dzi­ła, le­żąc w łóż­ku i cie­sząc się z każ­de­go dnia, któ­ry przy­bli­żał ją do bez­piecz­ne­go roz­wią­za­nia.

Jej sy­nek uro­dził się zdro­wy i o cza­sie. Jen­ni­fer twier­dzi, że je­go po­ja­wie­nie się osta­tecz­nie po­mo­gło jej ule­czyć trau­mę tam­tej po­twor­nej no­cy. „Nasz ma­ły chło­piec po­czął się z ak­tu prze­mo­cy, ale jest dla nas da­rem od Bo­ga. Cu­dow­nym da­rem, któ­ry wy­peł­nił w na­szej ro­dzi­nie lu­kę, z któ­rej wcze­śniej na­wet nie zda­wa­li­śmy so­bie spra­wy” – mó­wi ko­bie­ta.

Ma­ma utrzy­mu­je też kon­takt z wie­lo­ma in­ny­mi ko­bie­ta­mi, któ­re uro­dzi­ły dzie­ci po­czę­te z gwał­tu. Nie chcą być trak­to­wa­ne ja­ko ofia­ry, ale ja­ko zwy­cięż­czy­nie. Po­ko­na­ły wła­sny strach, osa­mot­nie­nie, pre­sję oto­cze­nia. „Na­wet nie­któ­rzy moi przy­ja­cie­le uwa­ża­li, że za­trzy­ma­nie te­go dziec­ka by­ło po­mył­ką, że emo­cjo­nal­nie nie dam so­bie z tym ra­dy. Te­raz wiem, że za każ­dym ra­zem, kie­dy dzie­lę się mo­ją hi­sto­rią, umac­niam przez to in­nych. Kto wie, mo­że dzię­ki te­mu ja­kieś ży­cie zo­sta­nie ura­to­wa­ne?” – do­da­je Jen­ni­fer.

 

Ewa Rej­man

 

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Wstępniak 05/2018

Magda Guziak NowakDłu­go się za­sta­na­wia­łam, czy ta­ki ty­tuł to nie prze­sa­da. Ka­sia Urban na str. 7 py­ta, „Dla­cze­go go ko­cha­ją i nie­na­wi­dzą?”. Czy ta nie­na­wiść to nie... prze­sa­da? Czy­ta­jąc wy­po­wie­dzi nie­któ­rych pu­bli­cy­stów, au­to­rów, księ­ży (!), stwier­dzam ze smut­kiem, że nie.

Co za­rzu­ca się pa­pie­żo­wi? Na przy­kład, że za­miast uczyć teo­lo­gii, opo­wia­da baj­ki i że za­po­mi­na, iż mi­ło­sier­dzie idzie w pa­rze ze spra­wie­dli­wo­ścią. Tym­cza­sem Fran­ci­szek nie opo­wia­da ba­jek, lecz za­miast su­che­go wy­kła­du, za­koń­czo­ne­go wnio­ska­mi, prze­kła­da Ewan­ge­lię na kon­kret­ne wy­da­rze­nia, któ­re ma­ją miej­sce tu i te­raz. Nie za­po­mi­na też o spra­wie­dli­wo­ści, ale wy­ja­śnia, że czło­wiek nie jest grze­chem. Czło­wiek jest... czło­wie­kiem, któ­ry zgrze­szył – a to wiel­ka róż­ni­ca. I gdy przy­zna się do błę­du, trze­ba mu wy­ba­czyć, a nie ka­to­wać wy­rzu­ta­mi su­mie­nia do koń­ca ży­cia. Bo sam Bóg prze­ba­czył.

Ko­cham pa­pie­ża Fran­cisz­ka i je­go re­wo­lu­cję mi­ło­ści. Dla­te­go tym ra­zem bez mo­je­go zdję­cia, bo kim ja je­stem, aby się z NIM rów­nać? 🙂

 

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

re­dak­tor na­czel­ny