Wstępniak 09/2017

Jola Tęcza-Ćwierz

Wi­taj­cie! W tym nu­me­rze „Dro­gi” zaj­mu­je­my się hej­tin­giem. Sło­wo to po­cho­dzi od an­giel­skie­go cza­sow­ni­ka „ha­te” i ozna­cza nie­na­wiść. Tłu­ma­czo­ne jest ja­ko kry­ty­ko­wać, mi­nu­so­wać, nie­na­wi­dzić. Nie­któ­rzy na­zy­wa­ją hejt mo­wą nie­na­wi­ści. Hej­ting zwy­kle ob­ja­wia się ne­ga­tyw­ny­mi ko­men­ta­rza­mi bez me­ry­to­rycz­ne­go uza­sad­nie­nia. Wy­star­czy wejść do in­ter­ne­tu, by prze­ko­nać się, że (po­zor­na!) ano­ni­mo­wość w sie­ci nie sprzy­ja roz­wo­jo­wi kul­tu­ry oso­bi­stej ani po­sza­no­wa­niu cu­dzej god­no­ści.

Hej­ter­stwo sta­je się co­raz po­wszech­niej­szym zja­wi­skiem. Nie­mal każ­dy wła­ści­ciel blo­ga, ka­na­łu na YouTu­bie czy kon­ta na Fa­ce­bo­oku zde­rzył się z hej­tem. Wła­ści­wie trud­no jest okre­ślić za­sięg hej­tin­gu – hej­te­rzy ata­ku­ją ab­so­lut­nie wszyst­ko, co się da. Upodo­ba­nie do ko­mu­ni­ka­cji peł­nej wro­go­ści i za­wi­ści nie zna żad­nych ba­rier: ani wie­ku, ani płci, ani wy­kształ­ce­nia.

Hej­te­rzy pi­szą nie­na­wist­ne ko­men­ta­rze, ośmie­sza­ją in­nych, umiesz­cza­ją ob­raź­li­we wpi­sy, zdję­cia i fil­my oraz prze­róż­ne zło­śli­wo­ści. Dla­cze­go? W przy­pad­ku każ­de­go hej­te­ra przy­czy­na bę­dzie in­na. Że­by hej­to­wać, trze­ba mieć na­praw­dę moc­ną „mo­ty­wa­cję”. Ko­niecz­na jest chęć zra­nie­nia, uprzy­krze­nia ko­muś ży­cia. Każ­dy ma pra­wo nie zga­dzać się ze zda­niem ko­goś in­ne­go, ale czy trze­ba od ra­zu za­mie­niać kry­ty­kę w per­so­nal­ny atak? Moż­na nie lu­bić ja­kie­goś autora/celebryty/ po­li­ty­ka, ale sa­mo „nie­lu­bie­nie” nie jest jesz­cze hej­tem. Je­śli ko­goś po pro­stu nie lu­bisz, to go uni­kasz, praw­da?

O ile kon­struk­tyw­na kry­ty­ka, wy­mia­na opi­nii, po­glą­dów, spo­strze­żeń i do­świad­czeń jest zwy­kle mi­le wi­dzia­na i ce­nio­na, o ty­le pro­stac­ki hejt trze­ba tę­pić bez­li­to­śnie. Re­aguj­my na in­ter­ne­to­wą nie­na­wiść. W ja­ki spo­sób? – prze­czy­ta­cie na str. 7. Na­sze mil­czą­ce przy­zwo­le­nie bę­dzie utwier­dze­niem dla tych, któ­rzy przed kom­pu­te­rem sia­da­ją głów­nie po to, by szy­dzić, ob­ra­żać i drę­czyć in­nych. Pa­mię­taj­cie też, że w sie­ci nic nie gi­nie. Je­den „nie­win­ny” hejt, któ­ry dziś wy­sła­li­ście w świat, mo­że zo­stać od­ko­pa­ny po 20 la­tach, gdy już bę­dzie­cie sza­no­wa­ny­mi politykami/profesorami/przedsiębiorcami. I mo­że być wam głu­pio!

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

p.o. re­dak­to­ra na­czel­ne­go

Różaniec i kiełbasą z dżemem

ŚDM w Kra­ko­wie już daw­no za na­mi, ale wspo­mnie­nia ra­do­snych, mo­dlą­cych się piel­grzy­mów są wciąż ży­we w ser­cach wie­lu star­szych osób.

Pierw­szy raz go­ści­łam piel­grzy­mów w cza­sie Świa­to­wych Dni Mło­dzie­ży w Czę­sto­cho­wie. By­li to trzej uro­czy, sym­pa­tycz­ni i we­se­li Fran­cu­zi. Bar­dzo mi­le ich wspo­mi­nam. W cza­sie ŚDM w Kra­ko­wie miesz­ka­li u mnie trzej Chiń­czy­cy. Za­sko­czy­ło mnie to, po­nie­waż mo­ja pa­ra­fia przyj­mo­wa­ła Bra­zy­lij­czy­ków. Moi go­ście róż­ni­li się pod wzglę­dem upodo­bań ku­li­nar­nych, ale wszy­scy mó­wi­li po an­giel­sku. Czu­li jed­ność na­ro­do­wą. Więź mię­dzy ni­mi by­ła bar­dzo moc­na, mi­mo że po­cho­dzi­li z róż­nych za­kąt­ków świa­ta. Je­den był z Ka­na­dy, dru­gi z Ma­le­zji a trze­ci z Chin. Dwaj pierw­si przy­wieź­li ze so­bą bar­dzo du­żo elek­tro­ni­ki i by­li ba­ła­ga­nia­rza­mi. By­li we­se­li, du­żo się śmia­li i kła­nia­li mi się, gdy spo­ty­ka­li­śmy się w no­cy po ich po­wro­cie z ŚDM. Je­den chciał cią­gle jeść pie­roż­ki, b o tak mu sma­ko­wa­ły.

Chiń­czyk z Szan­gha­ju był od nich zu­peł­nie in­ny: ogrom­nie cie­pły, cią­gle się do mnie przy­tu­lał, jak do ma­my. Po­dej­rze­wam, że był sie­ro­tą. Jadł kieł­ba­sę z dże­mem. Są­dzę, że był kle­ry­kiem lub chciał nim zo­stać. Dał mi bar­dzo ład­ny ob­ra­zek Mat­ki Bo­żej Tro­nu­ją­cej z Dzie­ciąt­kiem na wzór Tej, któ­ra uka­za­ła się w Szan­gha­ju w cza­sie wiel­kiej woj­ny chiń­sko-ja­poń­skiej. Ma­ry­ja oca­li­ła je­go ro­dzi­nę. Ofia­ro­wa­łam mu wi­ze­ru­nek „Je­zu, ufam To­bie”. Bar­dzo się wzru­szył i uca­ło­wał. Gdy wy­jeż­dża­li, bar­dzo pła­kał. Wszy­scy chłop­cy by­li bar­dzo ser­decz­ni, uczyn­ni, otwar­ci, szcze­rzy i zdy­scy­pli­no­wa­ni. Mi­le za­sko­czy­ło mnie, że mo­dli­li się na ró­żań­cu. Wi­dać by­ło, że są wie­rzą­cy i prak­ty­ku­ją­cy. To by­ła bar­dzo do­bra mło­dzież, peł­na ra­do­ści. W mo­im blo­ku wie­le osób przyj­mo­wa­ło piel­grzy­mów. Wszy­scy ma­ją bar­dzo po­zy­tyw­ne wspo­mnie­nia z ŚDM.

Ma­ria, 80 lat

foto_01-02_08-2017

Od wie­lu lat jeż­dżę do pra­cy au­to­bu­sem miej­skim, któ­ry do­wo­zi stu­den­tów na uczel­nie. Za­uwa­ży­łem, że ci mło­dzi lu­dzie za­raz po wej­ściu do au­to­bu­su szu­ka­ją miej­sca sie­dzą­ce­go. Są zmę­cze­ni. W cza­sie ŚDM ty­mi sa­my­mi au­to­bu­sa­mi jeź­dzi­li go­ście z za­gra­ni­cy. By­li uśmiech­nię­ci i ra­do­śni. Wi­dać by­ło, że prze­by­wa­nie w Pol­sce, kra­ju ka­to­lic­kim, spra­wia im wiel­ką przy­jem­ność. Pró­bo­wa­łem z kil­ko­ma z nich roz­ma­wiać oraz z ich opie­ku­na­mi. By­li za­sko­cze­ni na­szą go­ścin­no­ścią i tym, że pu­blicz­nie mo­gą oka­zy­wać swo­ją wia­rę.

Tam, gdzie miesz­kam, by­ło du­żo piel­grzy­mów z Bra­zy­lii, Uru­gwa­ju i Hisz­pa­nii. Za­cho­wy­wa­li się bar­dzo ży­wio­ło­wo i kul­tu­ral­nie. Nie go­ści­łem ni­ko­go, ale wi­dy­wa­łem się z ni­mi pra­wie co­dzien­nie po po­łu­dniu. Do­ku­men­to­wa­łem fo­to­gra­ficz­nie ich po­byt w na­szej pa­ra­fii i w Kra­ko­wie. By­łem uczest­ni­kiem wie­lu na­bo­żeństw z ich udzia­łem. Pod­czas ka­te­chez i ho­mi­lii na ich twa­rzach wi­dać by­ło wiel­kie sku­pie­nie. Nie da się te­go za­po­mnieć. Za­ska­ki­wa­li wie­dzą re­li­gij­ną i teo­lo­gicz­ną.

Kil­ka ra­zy by­łem też pod oknem pa­pie­skim. Za­uwa­ży­łem jed­ność i wspól­no­tę wia­ry lu­dzi z róż­nych za­kąt­ków świa­ta. Wszy­scy czu­li się zwią­za­ni z Je­zu­sem Chry­stu­sem i nie wsty­dzi­li się te­go oka­zy­wać. Zmu­sza­li do uśmie­chu i po­go­dy du­cha. Ża­łu­ję, że ci mło­dzi lu­dzie nie zo­sta­li na dłu­żej w Pol­sce, że­by tro­chę wpły­nąć na tę część pol­skiej mło­dzie­ży, któ­ra jest da­le­ko od Pa­na Bo­ga.

Wo­lon­ta­riu­sze z na­szej pa­ra­fii mie­li przy­go­dę. Nie zdo­ła­li do­trzeć na spo­tka­nie z pa­pie­żem Fran­cisz­kiem w TAURON Are­nie. Po kil­ku mie­sią­cach gru­pa po­nad 30 osób po­sta­no­wi­ła od­wie­dzić Oj­ca Świę­te­go w Rzy­mie. Uda­ło im się! Wie­lu z wo­lon­ta­riu­szy ŚDM pi­sze ar­ty­ku­ły do na­sze­go pa­ra­fial­ne­go mie­sięcz­ni­ka i zaj­mu­je się je­go roz­pro­wa­dza­niem.

Zdzi­sław, 71 lat

 

oprac. Aga­ta Goł­da

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Nie da się przekroczyć wszystkich granic

Z ks. Ar­ka­diu­szem Pa­śni­kiem roz­ma­wia Jo­la Tę­cza-Ćwierz Nie­czę­sto się zda­rza, aby ksiądz pi­sał po­wie­ści...

– Kie­dy po­czu­łem po­wo­ła­nie, bar­dzo mnie urze­kło, że Pan Je­zus nie ma go­to­we­go po­my­słu na dru­gie­go czło­wie­ka. Ta­kie­go po­my­słu ad hoc: żyj tak, rób to, po­stę­puj w ten spo­sób. Pan Bóg bar­dziej za­pra­sza niż na­ka­zu­je. Wpro­wa­dza nas w ta­ką prze­strzeń, aby­śmy Mu to­wa­rzy­szy­li w zu­peł­nej wol­no­ści. Mo­je pi­sa­nie jest za­pro­sze­niem in­nych, aby mo­gli się w tej opo­wie­ści przej­rzeć. A po­tem zro­bić z tym, co chcą. Wie­rzę, że na­wet bo­le­sne i trud­ne wy­da­rze­nia nie dzie­ją się przy­pad­ko­wo. Mam 50 lat i wi­dzę głę­bo­ki sens w tym, co prze­ży­wam i cze­go do­świad­czam.

foto_01-03_08-2017

Jest Ksiądz au­to­rem trzech ksią­żek: „Obiet­ni­ca”, „Zna­mię” i „Dar”. Po­mów­my o pierw­szej. Wy­ru­szył Ksiądz w po­dróż, by po­móc speł­nić przy­rze­cze­nie, któ­re bab­cia zło­ży­ła nad gro­bem oj­ca. Cze­go do­ty­czy­ło?

– Przed la­ty po­pro­si­łem, aby bab­cia Hen­ry­ka opo­wie­dzia­ła mi o cza­sach ze­sła­nia. Zgo­dzi­ła się od ra­zu. Czu­łem, że po­trze­bo­wa­ła po­dzie­lić się z kimś ty­mi wspo­mnie­nia­mi...

Hi­sto­ria za­czy­na się w 1940 ro­ku. Pew­ne­go dnia do wsi, w któ­rej miesz­ka­ła, wtar­gnę­li So­wie­ci. Za­ła­do­wa­li wszyst­kich na wo­zy a po­tem upchnę­li w by­dlę­cych wa­go­nach. Ca­ły­mi ty­go­dnia­mi wieź­li ich, głod­nych i zmar­z­nię­tych, na Sy­bir. Hen­ry­ka spę­dzi­ła tam po­nad rok, pra­cu­jąc przy wy­rę­bie la­su w czter­dzie­sto­stop­nio­wym mro­zie. Do­świad­czy­ła upo­ko­rzeń, gło­du i prze­śla­do­wań. W 1941 ro­ku prze­sie­dlo­no jej oj­ca i pię­cio­ro młod­sze­go ro­dzeń­stwa do Ka­zach­sta­nu w oko­li­ce mia­sta Szu. Zma­ga­li się z nie­ludz­ki­mi wa­run­ka­mi, pra­cą po­nad moż­li­wo­ści czło­wie­ka, nie­ustan­nym gło­dem i wal­ką o prze­ży­cie. Pró­bo­wa­no ich zmu­sić do przy­ję­cia ro­syj­skie­go oby­wa­tel­stwa. Za od­mo­wę bab­cia by­ła bi­ta na so­wiec­kich prze­słu­cha­niach i ska­za­na na dwa la­ta wię­zie­nia i cięż­kich ro­bót. Kie­dy wró­ci­ła do koł­cho­zu, do­wie­dzia­ła się, że jej oj­ciec nie ży­je. Mo­dląc się nad je­go gro­bem, zło­ży­ła obiet­ni­cę: „Wró­cę po cie­bie, ta­to, i za­bio­rę cię do Oj­czy­zny”.

W 1945 ro­ku bab­cia wy­szła za mąż za Gri­go­ri­ja Oga­ni­sja­na – Or­mia­ni­na z Ere­wa­nia. By­ła w siód­mym mie­sią­cu cią­ży, gdy do­wie­dzie­li się, że bę­dą mo­gli wró­cić do Pol­ski. Uda­li się na dwo­rzec. Tam bru­tal­nie ich roz­dzie­lo­no. Bab­cia by­ła wol­na, mo­gła wra­cać. Gri­sza był oby­wa­te­lem Związ­ku Ra­dziec­kie­go, więc nie by­ło mo­wy o je­go wy­jeź­dzie. Wte­dy zło­żył mło­dej żo­nie obiet­ni­cę: Od­naj­dę Cię na­wet na koń­cu świa­ta. A po­tem się roz­sta­li. Jak się oka­za­ło – na za­wsze...

Pod­ją­łem de­cy­zję, że ja­ko wnuk zro­bię, ile się da, by od­na­leźć miej­sce po­chów­ku mo­je­go pra­dziad­ka An­drze­ja Świ­der­skie­go i do­wie­dzieć się cze­goś o lo­sach dziad­ka Gri­go­ri­ja Oga­ni­sja­na.

Wy­ru­szy­łem Ko­le­ją Trans­sy­be­ryj­ską w po­dróż, któ­ra trwa­ła ty­dzień. Chcia­łem cho­ciaż w nie­wiel­kim stop­niu do­świad­czyć te­go, co prze­ży­ła bab­cia, któ­ra je­cha­ła po­cią­giem przez trzy mie­sią­ce, po­nad pięć ty­się­cy ki­lo­me­trów. W cza­sie po­dró­ży czy­ta­łem „Ar­chi­pe­lag Gu­łag” Alek­san­dra Soł­że­ni­cy­na. Kie­dy do­tar­łem na miej­sce, oka­za­ło się, że cmen­tarz zo­stał zrów­na­ny z zie­mią. By­ło wi­dać tyl­ko nie­wiel­kie za­głę­bie­nia – mo­gi­ły, oto­czo­ne śla­dem po ogro­dze­niu. W 1955 r. So­wie­ci ka­za­li za­orać ła­gry, by za­trzeć po nich wszel­kie śla­dy. Po­czu­łem smu­tek i gniew wo­bec za­tar­tych śla­dów prze­szło­ści. Roz­grze­ba­łem zie­mię i zło­ży­łem w przy­go­to­wa­nym wcze­śniej pu­deł­ku. Po­wie­dzia­łem mo­je­mu prze­wod­ni­ko­wi, że tu­taj żył mój dzia­dek Gri­go­rij Oga­ni­sjan. I... oka­za­ło się, że w są­sied­niej wio­sce ży­je je­go ro­dzi­na! Co wię­cej: oca­la­ły zdję­cia mo­je­go dziad­ka. Na jed­nej fo­to­gra­fii by­ło na­pi­sa­ne: „Na pa­miąt­kę ko­cha­nej żo­nie He­ni od mę­ża Gri­go­ri­ja. Pa­mię­taj i nie za­po­mnij o mnie (…). 10 III 1949 ro­ku”.

Moż­na so­bie wy­obra­zić, co czu­ły mo­ja bab­cia i ma­ma, kie­dy wró­ci­łem z tak nie­zwy­kłą pa­miąt­ką i zie­mią z gro­bu dziad­ka i pra­dziad­ka. Mąż Gri­go­rij po pra­wie 70 la­tach od­na­lazł swo­ją żo­nę Hen­ry­kę. Wie­rzę, że wy­peł­ni­ły się obiet­ni­ce. Zło­żo­na przez bab­cię: „Wró­cę po cie­bie, ta­to” i przez Gri­szę na dwor­cu w Szu: „Od­naj­dę cię”.

Nie­zwy­kłą hi­sto­rię na­pi­sa­ło ży­cie... W książ­ce pt. „Zna­mię” wspo­mi­na Ksiądz z ko­lei swo­je dzie­ciń­stwo. Nie by­ło ła­twe, ale: „uda­ło się prze­kuć krzyw­dę w dar, a stra­tę w zysk”. Co ozna­cza­ją te sło­wa?

– „Zna­mię” to książ­ka o mo­jej ma­mie, któ­ra z ko­goś, kto był za­gu­bio­ny i ra­nił, prze­obra­zi­ła się w oso­bę, któ­ra wy­ba­czy­ła so­bie i in­nym. Ta opo­wieść jest jak po­da­nie rę­ki tym, któ­rzy nas zra­ni­li. Nie po to, by za­po­mnieć, ale by prze­ba­czyć. Nie cho­dzi o to, aby przez ca­łe ży­cie pie­lę­gno­wać w so­bie ra­nę, za­skle­pić się w swo­jej krzyw­dzie, ale by iść do przo­du. I wy­cią­gnąć rę­kę do te­go, kto nas skrzyw­dził.

Książ­ka pt. „Dar” to hi­sto­ria wraż­li­we­go i po­kor­ne­go księ­dza, któ­ry uczci­wie stwier­dza, że nie uda­ło mu się ni­ko­go uzdro­wić. To nie­zwy­kłe opo­wie­ści o lu­dziach, w któ­rych ży­ciu Ksiądz uczest­ni­czył. Był Ksiądz przy chłop­cu cho­rym na bia­łacz­kę, któ­ry umarł na­za­jutrz po przy­ję­ciu pierw­szej Ko­mu­nii świę­tej. Któ­ra hi­sto­ria jest dla Księ­dza szcze­gól­na?

– Bar­dzo prze­ży­łem hi­sto­rię czte­ro­let­nie­go dziec­ka, któ­re­mu po­wie­dzia­no, że ta­ta wy­je­chał, a w rze­czy­wi­sto­ści po­peł­nił sa­mo­bój­stwo. Nie­zwy­kła by­ła kon­fron­ta­cja te­go chłop­ca ze śmier­cią. Ma­ma nie wie­dzia­ła, jak mu to wy­tłu­ma­czyć. Po­sze­dłem dro­gą ser­ca – słu­cha­łem. Pa­mię­tam też hi­sto­rię mło­de­go kle­ry­ka. Uczest­ni­czył wraz ze mną w po­grze­bie no­wo­rod­ka, któ­re­go ro­dzi­ce nie przy­szli na po­grzeb. Kle­ryk pła­kał. Nie dla­te­go, że dziec­ko umar­ło, ale dla­te­go, że w tej ro­dzi­nie nie by­ło żad­nych wię­zi. Ro­dzi­ce nie chcie­li dziec­ka. Ta hi­sto­ria jest smut­na, ale po­tra­fi­li­śmy do­strzec w niej wa­gę ka­płań­stwa. Je­go isto­tą jest obec­ność i to­wa­rzy­sze­nie.

foto_02-03_08-2017

Dar – to sło­wo ko­ja­rzy się jed­no­znacz­nie z do­brem. Jed­nak co zro­bić, je­śli nie zo­sta­li­śmy ob­da­ro­wa­ni tak, jak by­śmy chcie­li? Je­śli za­miast mi­ło­ści po­ja­wia się prze­moc? Je­śli ra­ny cią­gle krwa­wią?

– W Wiel­ki Pią­tek za­mor­do­wa­no Chry­stu­sa. Jed­nak gdy­by Mat­ka Bo­ża oce­ni­ła hi­sto­rię Zba­wie­nia te­go dnia – po­peł­ni­ła­by błąd. Trze­ba po­cze­kać. To jest bar­dzo trud­ne. W Wiel­ki Pią­tek ła­two oce­niać, ale Ewan­ge­lia na tym się nie koń­czy. Po­trze­bu­je­my Wiel­kiej So­bo­ty, aby coś w nas umar­ło, zbu­rzy­ło się, aby­śmy od­ro­dze­ni do­cze­ka­li Wiel­ka­noc­ne­go Po­ran­ka. W nie­któ­rych prze­strze­niach ży­cia wciąż je­stem w Wiel­kiej So­bo­cie. Nie wiem, co bę­dzie. Ale wiem, że Ktoś wie. I wie­rzę głę­bo­ko, że Ktoś czu­wa nad po­rząd­kiem wszyst­kie­go. Wszyst­ko, co nas spo­ty­ka, nie dzie­je się bez przy­czy­ny. Je­stem da­le­ki od nada­wa­nia sztucz­ne­go sen­su i do­ra­bia­nia pro­te­zy do ży­cia. Po pro­stu idę z ludź­mi. To­wa­rzy­szę im. A oni uświa­da­mia­ją mi sens mo­je­go cier­pie­nia.

Pi­sze Ksiądz: „Cza­sa­mi wy­da­je mi się, że ro­zu­miem dru­gie­go czło­wie­ka. Jed­nak od­czu­wam, że ist­nie­je nie­wi­dzial­na gra­ni­ca, któ­rej nie da się prze­sko­czyć”. Czy czę­sto na­po­ty­ka Ksiądz ta­kie gra­ni­ce?

– Tak. Wciąż. Czło­wiek jest nie­by­wa­łą ta­jem­ni­cą.

Dzię­ku­ję za roz­mo­wę.

 

Książ­ki ks. Ar­ka­diu­sza Pa­śni­ka do­stęp­ne w Edy­cji Świę­te­go Paw­ła – www.edycja.pl

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Ja nadaję kierunek. Idziemy wspólnie

Z o. Mar­kiem Roz­pło­chow­skim OP, pro­wa­dzą­cym dusz­pa­ster­stwo mło­dzie­ży szkół śred­nich „Przy­stań”, roz­ma­wia Jo­la Tę­cza-Ćwierz

Opie­ku­jąc się dusz­pa­ster­stwem mło­dzie­ży, spo­ty­ka Oj­ciec za­pew­ne wspa­nia­łych mło­dych lu­dzi, któ­rzy się mo­dlą i cho­dzą do ko­ścio­ła. Czy to zna­czy, że wszy­scy są grzecz­ni? Ja­ka mło­dzież przy­cho­dzi do dusz­pa­ster­stwa?

Róż­na. Na szczę­ście. Gdy­by wszy­scy by­li su­per­grzecz­ni, to bym strasz­nie się z ni­mi nu­dził. Grzecz­ny to ktoś nie­mra­wy, ni­ja­ki, ane­micz­ny. Oni są grzecz­ni w tym sen­sie, że szu­ka­ją do­brych rze­czy, ale jed­no­cze­śnie ma­ją w so­bie du­żo ener­gii. Kie­dyś, bę­dąc w gó­rach, za­cze­pi­li­śmy gru­pę stu­den­tów i ob­rzu­ci­li­śmy ich śnie­giem. Grzecz­na mło­dzież ni­gdy nie za­cho­wa­ła­by się w ten spo­sób.

Czy ma­ją wąt­pli­wo­ści w wie­rze?

Oczy­wi­ście. Kto nie ma? Kie­dy ktoś ży­je wia­rą i chce ją prze­ży­wać świa­do­mie – mu­si mieć wąt­pli­wo­ści. I bar­dzo do­brze, że one są. Na każ­dym spo­tka­niu przed bierz­mo­wa­niem sły­szę wie­le py­tań. To mnie ogrom­nie cie­szy, po­nie­waż po­ka­zu­je, że uczest­ni­cy spo­tkań za­sta­na­wia­ją się nad wia­rą. Kie­dy św. To­masz z Akwi­nu pi­sał „Su­mę teo­lo­gicz­ną” – jed­no z głów­nych dzieł śre­dnio­wiecz­nej fi­lo­zo­fii i teo­lo­gii – naj­pierw wy­no­to­wał wszyst­kie wąt­pli­wo­ści a po­tem na nie od­po­wia­dał.

foto_01-01_08-2017

Cze­go Oj­ciec uczy mło­dych lu­dzi?

Nie je­stem na­uczy­cie­lem. Spo­ty­kam się z ni­mi i wspól­nie mo­dli­my się, al­bo zaj­mu­je­my ja­kimś te­ma­tem.

Ja­ka jest więc Oj­ca ro­la? Je­śli nie na­uczy­ciel to...?

Dusz­pa­sterz. To ktoś wię­cej niż na­uczy­ciel. Ka­te­che­ta przy­cho­dzi na lek­cję, wy­ło­ży te­mat, wra­ca do do­mu i się nie przej­mu­je. (Al­bo się przej­mu­je – to za­le­ży od ka­te­che­ty). Dusz­pa­sterz to ktoś, kto ra­zem z ni­mi idzie. Mu­szę wie­dzieć, do­kąd mam dojść. Mo­im ce­lem jest świę­tość. Idzie­my ra­zem, ale to jest pew­na wy­mia­na. Ja nie tyl­ko coś da­ję, ale też otrzy­mu­ję. Ma­my ta­ką gru­pę „Jaś­ki”, w któ­rej od­by­wa­ją się spo­tka­nia mo­dli­tew­ne. Spo­tka­nia pro­wa­dzi mło­dzież. Dzie­li­my się Sło­wem. Ich świa­dec­two jest dla mnie umoc­nie­niem. Wia­ra ro­dzi się ze słu­cha­nia. Mo­ja wia­ra też, po­nie­waż ja tak­że ich słu­cham. Ja na­da­ję kie­ru­nek, w któ­rym idzie­my, ale idzie­my ra­zem, wspól­nie.

Od­wróć­my py­ta­nie. Cze­go Oj­ciec uczy się od mło­dych lu­dzi?

Róż­nych rze­czy. Wczo­raj się do­wie­dzia­łem, że w Chi­nach są pie­ro­gi, tyl­ko in­ne niż na­sze. Pew­nie z ry­żem. Ktoś in­ny mi po­wie­dział, jak się ukła­da kost­kę Ru­bi­ka. Oni ma­ją mnó­stwo pa­sji i za­in­te­re­so­wań. To nie­sa­mo­wi­te bo­gac­two. I świad­czą o wie­rze – a ja po­trze­bu­ję świad­ków. To mnie umac­nia.

Cze­go mło­dzi szu­ka­ją w Ko­ście­le?

Bo­ga. Wspól­no­ty in­nych osób, z któ­ry­mi moż­na dzie­lić wia­rę. Na co dzień są w róż­nych śro­do­wi­skach, w któ­rych wia­ry nie ma lub jest ata­ko­wa­na, wy­śmie­wa­na. Tu­taj mo­gą otwar­cie mó­wić o swo­jej wie­rze w Bo­ga, mo­gą py­tać, dzie­lić się do­świad­cze­niem wia­ry. Przy oka­zji ro­bi­my mnó­stwo in­nych rze­czy. Nie da się tyl­ko sie­dzieć i roz­ma­wiać, bo by­śmy się za­nu­dzi­li.

Co mło­dym prze­szka­dza w po­szu­ki­wa­niach Bo­ga w Ko­ście­le?

Mam na­dzie­ję, że nie ja! Naj­czę­ściej prze­szka­dza nie­wie­dza. Ma­ją obie­go­we opi­nie o Ko­ście­le, o na­ucza­niu Ko­ścio­ła. Zda­rzy­ło się np., że ktoś za­py­tał: dla­cze­go Ko­ściół uwa­ża, że wszy­scy sa­mo­bój­cy bę­dą po­tę­pie­ni? Tym­cza­sem to stwier­dze­nie nie jest zgod­ne z na­uką Ko­ścio­ła. War­to stwo­rzyć ta­ką prze­strzeń, w któ­rej mło­dzi bę­dą mo­gli za­py­tać o to, co ich nur­tu­je, nie­po­koi. Zwłasz­cza ci, któ­rzy ma­ją wąt­pli­wo­ści, trud­no­ści, zma­ga­ją się. Tyl­ko nie­wie­rzą­cy nie ma pro­ble­mów z wia­rą i nie mu­si so­bie sta­wiać py­tań.

Dzię­ku­ję za roz­mo­wę.

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Wstępniak 08/2017

Jola Tęcza-Ćwierz

Wi­dzia­łam w in­ter­ne­cie ta­ki mem. Dwóch chło­pa­ków sie­dzi na ka­na­pie. Wo­kół po­roz­rzu­ca­ne pa­pie­ro­sy, na sto­le pusz­ka z pi­wem. Pa­no­wie ubra­ni nie­chluj­nie, wy­da­ją się zbla­zo­wa­ni i bar­dzo znu­dze­ni. Ten w dre­sie mó­wi do kum­pla: – Ej, Ku­ba, zrób­my coś sza­lo­ne­go! – Ok, chodź­my do ko­ścio­ła – od­po­wia­da dru­gi.

Je­steś ochrzczona/y. Je­steś ka­to­li­kiem. Wie­lu z nas sys­te­ma­tycz­nie uczest­ni­czy we Mszy św., spo­wia­da się, na­le­ży do wspól­no­ty, oa­zy. Czy to­wa­rzy­szy ci świa­do­mość, że oprócz „by­cia” w ko­ście­le, war­to też Ko­ściół two­rzyć? Ja­ki masz ob­raz Ko­ścio­ła? Cze­go w nim szu­kasz? Do­bre­go, mą­dre­go księ­dza, któ­ry mógł­by cię po­pro­wa­dzić? Gru­py otwar­tych i ser­decz­nych przy­ja­ciół? Wspar­cia w sła­bo­ściach i pro­ble­mach? Miej­sca, w któ­rym w ci­szy moż­na po­my­śleć o tym, o co tak na­praw­dę cho­dzi w ży­ciu? A mo­że po pro­stu... Bo­ga?

Co to zna­czy: two­rzyć Ko­ściół? Przede wszyst­kim an­ga­żo­wać się. Nie stać z bo­ku i kry­ty­ko­wać, ale świa­do­mie roz­wi­jać ży­cie du­cho­we. Co mo­żesz ro­bić? Wy­ko­rzy­staj ener­gię oraz en­tu­zjazm i za­an­ga­żuj się w li­tur­gię. Mo­żesz dzia­łać na rzecz po­trze­bu­ją­cych w wo­lon­ta­ria­cie al­bo uczest­ni­czyć w dzie­łach mi­syj­nych. Ro­zej­rzyj się: z pew­no­ścią w oko­li­cy dzia­ła dusz­pa­ster­stwo mło­dzie­żo­we. W ta­kim miej­scu mo­żesz zna­leźć Bo­ga, przy­ja­ciół a na­wet mę­ża czy żo­nę.:) An­ga­żu­jąc się w je­go dzia­łal­ność, mo­żesz stra­cić kil­ka ki­lo­gra­mów al­bo kil­ka go­dzin snu, ale na pew­no nie stra­cisz cza­su. Na po­cząt­ku li­ceum tra­fi­łam do ta­kiej gru­py. Od­tąd ży­łam od czwart­ku do czwart­ku, bo wte­dy od­by­wa­ły się spo­tka­nia. By­ła moż­li­wość po­głę­bie­nia wia­ry, wspól­nej mo­dli­twy i ad­o­ra­cji. Nie bra­ko­wa­ło wspól­nych wy­jaz­dów, wyjść do ki­na czy po pro­stu po­sie­dze­nia przy her­ba­cie. W ta­kich gru­pach są nor­mal­ni lu­dzie. Nie­ko­niecz­nie ta­cy, któ­rzy mo­dlą się na­wet przed otwar­ciem pacz­ki orzesz­ków. Tu nikt ni­cze­go nie uda­je.

Nie­waż­ne, jak od­po­wiesz na py­ta­nie: być w Ko­ście­le czy two­rzyć Ko­ściół? W koń­cu naj­waż­niej­sze jest dal­sze po­zna­wa­nie Pa­na Bo­ga, że­by Go le­piej ro­zu­mieć i po pro­stu bar­dziej ko­chać.

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

p.o. re­dak­to­ra na­czel­ne­go

Rodzice zostali na pomoście

Przy­go­dę z że­glar­stwem za­czę­ła, ma­jąc za­le­d­wie pięć lat. Pod­czas wa­ka­cji w Gdy­ni ob­ser­wo­wa­ła zma­ga­nia dzie­ci pod­czas re­gat Ni­vea Błę­kit­ne Ża­gle. Na­ta­lia Sta­wiar­ska, dzię­ki wspar­ciu ro­dzi­ców, ma­rze­nie o pły­wa­niu jed­no­oso­bo­wą łód­ką szyb­ko wcie­li­ła w ży­cie. Je­sie­nią te­go sa­me­go ro­ku Na­ta­lia roz­po­czę­ła tre­nin­gi w war­szaw­skim klu­bie MKS „Dwój­ka”. Pierw­szy kon­takt z ma­łą łód­ką z ża­giel­kiem nie był ła­twy. Wy­ma­gał wie­le od­wa­gi i ko­niecz­no­ści po­zo­sta­wie­nia ro­dzi­ców da­le­ko na po­mo­ście. Du­żą ro­lę w za­szcze­pie­niu mi­ło­ści do te­go spor­tu ode­grał ów­cze­sny tre­ner. Dzię­ki nie­mu Na­ta­lia roz­po­czę­ła re­gu­lar­ne tre­nin­gi, co­raz mniej cza­su spę­dza­jąc na lą­dzie.

Ka­rie­ra spor­to­wa mło­dej że­glar­ki z ro­ku na rok na­bie­ra roz­pę­du. Na­ta­lia mia­ła oka­zję pły­wać na łód­kach róż­nych klas, jed­nak­że co­raz lep­sze wy­ni­ki i wro­dzo­ne pre­dys­po­zy­cje po­zwo­li­ły jej osta­tecz­nie zwią­zać się z olim­pij­ską kla­są La­ser Ra­dial. Już w dru­gim ro­ku pły­wa­nia na tej łód­ce zdo­by­ła trze­cie miej­sce na Ogól­no­pol­skiej Olim­pia­dzie Mło­dzie­ży. Rok póź­niej, pod­czas tych sa­mych re­gat, Na­ta­lia zdo­by­ła sre­bro. Ko­lej­nym suk­ce­sem by­ło po­wo­ła­nie do Na­ro­do­wej Ka­dry Ju­nio­rów Młod­szych i udział w Mi­strzo­stwach Eu­ro­py do lat 16. Do tej po­ry Na­ta­lia czte­ro­krot­nie by­ła po­wo­ły­wa­na do Ka­dry Na­ro­do­wej Ju­nio­rów. W tym dwa ostat­nie se­zo­ny w kla­sie olim­pij­skiej La­ser Ra­dial, re­pre­zen­tu­jąc god­nie pol­skie bar­wy po­za gra­ni­ca­mi kra­ju.

foto_01-03_07-2017

Co ją omi­ja?

Jak przy­zna­je Na­ta­lia, że­glar­stwo wy­ma­ga od niej wie­lu po­świę­ceń. „Czę­ste wy­jaz­dy za gra­ni­cę utrud­nia­ją mi re­gu­lar­ny kon­takt z ro­dzi­ną i przy­ja­ciół­mi, przez co omi­ja­ją mnie za­rów­no ro­dzin­ne uro­czy­sto­ści, jak i spo­tka­nia z naj­bliż­szy­mi zna­jo­my­mi. Szcze­gól­nie trud­no jest mi po­go­dzić się z nie­obec­no­ścią na uro­dzi­nach mo­je­go chrze­śnia­ka, gdyż co ro­ku w tym waż­nym dla nie­go dniu je­stem na za­wo­dach”.

Upra­wia­nie że­glar­stwa na tak wy­so­kim po­zio­mie wią­że się nie tyl­ko z ogrom­nym wy­sił­kiem, ale tak­że z du­ży­mi kosz­ta­mi, dla­te­go zna­le­zie­nie się w gro­nie be­ne­fi­cjen­tów ósmej edy­cji Spor­to­wej Aka­de­mii Ve­olii szcze­gól­nie ucie­szy­ło Na­ta­lię. In­no­wa­cyj­ny pro­gram edu­ka­cyj­ny, skie­ro­wa­ny do spor­to­wo uta­len­to­wa­nej mło­dzie­ży w wie­ku 14–18 lat, któ­re­go ce­lem jest wspar­cie roz­wo­ju ka­rie­ry spor­to­wej, to nie tyl­ko sty­pen­dium fi­nan­so­we. W ra­mach pro­gra­mu be­ne­fi­cjen­ci SAV od­by­wa­ją sze­reg szko­leń i warsz­ta­tów. Pod­czas dwu­na­sto­mie­sięcz­nej współ­pra­cy mło­dzież otrzy­mu­je daw­kę wie­dzy z za­kre­su mar­ke­tin­gu spor­to­we­go, pu­blic re­la­tions, psy­cho­lo­gii spor­tu, so­cial me­dia, pro­duk­cji te­le­wi­zyj­nej, pra­wa spor­to­we­go i co­achin­gu za­wo­do­we­go. Szko­le­nia pro­wa­dzą spe­cja­li­ści w swo­ich dzie­dzi­nach.

Sty­pen­dium na ju­do i na ka­ra­te

Obec­nie pod skrzy­dła­mi SAV znaj­du­je się 21 sty­pen­dy­stów z pię­ciu miast: War­sza­wy, Ło­dzi, Po­zna­nia, Tar­now­skich Gór oraz Chrza­no­wa. Be­ne­fi­cjen­ta­mi pro­gra­mu mo­gą zo­stać mło­dzi, uta­len­to­wa­ni spor­tow­cy, któ­rzy upra­wia­ją in­dy­wi­du­al­ne dys­cy­pli­ny olim­pij­skie. Wśród do­tych­cza­so­wych ab­sol­wen­tów są m.in. re­pre­zen­tan­ci: pły­wa­nia, ka­ja­kar­stwa, ka­ra­te, ju­do, te­ni­sa, szer­mier­ki, lek­ko­atle­ty­ki i wie­lu in­nych dys­cy­plin. Am­ba­sa­dor­ką pro­gra­mu jest wy­bit­na lek­ko­atlet­ka – Ka­mi­la Li­ćwin­ko.

Na­ta­lia, już dziś cięż­ko tre­nu­je, aby speł­nić swo­je naj­więk­sze ma­rze­nie – start w Igrzy­skach Olim­pij­skich w To­kio w 2020 r.. Bę­dąc be­ne­fi­cjent­ką Spor­to­wej Aka­de­mii Ve­olii, jej szan­se na re­ali­za­cję ce­lu są jesz­cze więk­sze. Trzy­ma­my kciu­ki za mło­dą że­glar­kę!

 

Jo­an­na Ka­miń­ska

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Ewangelizacja na przekór hejterom

Z Mi­ko­ła­jem Ka­pu­stą, twór­cą vlo­ga „Do­bra No­wi­na”, roz­ma­wia Jo­la Tę­cza-Ćwierz

Dla­cze­go chrzci­my dzie­ci? Dla­cze­go mo­dli­my się do Ma­ryi? Jak roz­po­znać wo­lę Bo­żą? Czy nie­wie­rzą­cy bę­dą zba­wie­ni? To tyl­ko nie­któ­re z te­ma­tów, po­ru­sza­nych przez Cie­bie na vlo­gu. Skąd po­mysł, by zo­stać ka­to­lic­kim vlo­ge­rem?

– Mo­je „vlo­go­wa­nie” po­wsta­ło w bar­dzo na­tu­ral­ny spo­sób z po­łą­cze­nia dwóch pa­sji: do po­zna­wa­nia Sło­wa Bo­że­go i do na­gry­wa­nia krót­kich fil­mów. Po­za tym, ja­ko chrze­ści­ja­nin, mam obo­wią­zek dzie­le­nia się Ewan­ge­lią. Kie­dyś Je­zus ka­zał uczniom „roz­gła­szać na da­chach” (Mt 10, 27). Te­raz za­pew­ne po­le­cił­by nam „gło­sić w in­ter­ne­cie”. Za­no­si­my Do­brą No­wi­nę wszę­dzie tam, gdzie są lu­dzie. Wte­dy sie­dzie­li na da­chach, dzi­siaj sie­dzą przed kom­pu­te­ra­mi.

foto_01-02_07-2017

Ro­bię śmiesz­ne, a bar­dzo tre­ści­we fil­mi­ki. Szu­kam mą­dro­ści w Bi­blii, bro­nię wia­ry ka­to­lic­kiej. Za­pra­szam – Mi­ko­łaj Ka­pu­sta. Tak przed­sta­wiasz się na vlo­gu. Do ko­go kie­ru­jesz swo­je fil­my?

– Na ra­zie do ka­to­li­ków. Z gło­sze­niem Ewan­ge­lii trze­ba za­czy­nać od środ­ka i kie­ro­wać się na ze­wnątrz. Apo­sto­ło­wie naj­pierw na­wra­ca­li Ży­dów, a do­pie­ro po­tem po­szli do po­gan. Kie­dy ja chcę wy­peł­niać swo­je chrze­ści­jań­skie po­wo­ła­nie, to mu­szę gło­sić Ewan­ge­lię naj­pierw so­bie. Kie­dy już bę­dę żył tym Sło­wem, mo­gę skie­ro­wać je do bra­ci i sióstr ka­to­li­ków, bo oni są od­po­wie­dzial­ni za ob­raz Ko­ścio­ła w oczach in­nych lu­dzi. Póź­niej mo­gę po­dej­mo­wać pró­by roz­ma­wia­nia z in­no­wier­ca­mi i nie­wie­rzą­cy­mi. Tyl­ko ta­ka ko­lej­ność ewan­ge­li­za­cji ma sens. Dla­te­go za­czą­łem od ka­to­li­ków, choć zwra­cam się też cza­sem do bra­ci pro­te­stan­tów. W przy­szło­ści za­mie­rzam do­trzeć do jesz­cze szer­szej gru­py lu­dzi.

Re­li­gij­nym tek­stom w sie­ci to­wa­rzy­szą skraj­ne emo­cje. Rze­czo­wy wą­tek ła­two prze­ra­dza się w mio­ta­nie in­wek­tyw i obelg. Za­ło­że­nie ewan­ge­li­za­cyj­ne­go blo­ga wy­da­je się więc nie­ma­łym ak­tem od­wa­gi...

– Kie­dy za­czy­na­łem dzia­łal­ność ewan­ge­li­za­cyj­ną, się­gną­łem po jed­ną z kon­tro­wer­syj­nych me­tod ro­ze­zna­wa­nia wo­li Bo­żej – otwo­rzy­łem Pi­smo Świę­te na lo­so­wej stro­nie. Mo­im oczom uka­zał się trze­ci roz­dział Księ­gi Przy­słów, któ­ry utwier­dził mnie w za­mia­rze „szu­ka­nia mą­dro­ści” a tak­że ostrzegł mnie przed „za­gra­ża­ją­cą na­pa­ścią bez­boż­nych”. Z frag­men­tu do­wie­dzia­łem się, że nie po­wi­nie­nem się ich lę­kać i – co wię­cej – że „gdy za­snę, bę­dę miał sen przy­jem­ny”. Ostrze­żo­ny i umoc­nio­ny przez Bo­ga w ta­ki spo­sób, oka­za­łem się zu­peł­nie nie­wzru­szo­ny, gdy in­ter­net rze­czy­wi­ście przy­wi­tał mnie fa­lą tzw. hej­tu. Je­śli Bóg z na­mi, któż prze­ciw­ko nam? (Rz 8, 31).

Ewan­ge­li­za­cyj­ni blo­ge­rzy we­szli na te­re­ny za­miesz­ka­łe przez lu­dzi, cze­ka­ją­cych na Do­brą No­wi­nę, ale i przez sie­cio­wych dzi­ku­sów (po­że­ra­ją­cych nie­wy­szu­ka­ne żar­ty ob­raz­ko­we, plo­tecz­ki z ży­cia gwiazd i roz­ne­gli­żo­wa­ne fo­to­gra­fie). Czy to­wa­rzy­szy Ci świa­do­mość, że tak­że w świe­cie wir­tu­al­nym roz­gry­wa się re­al­na du­cho­wa wal­ka o czło­wie­ka?

– Je­śli gdzieś roz­gry­wa się „du­cho­wa wal­ka o czło­wie­ka”, to chy­ba w sa­mym czło­wie­ku. Sta­ram się, że­by po­szu­ku­ją­cy czło­wiek miał w in­ter­ne­cie do wy­bo­ru tak­że do­bre tre­ści (lub że­by po­ty­kał się o nie nie­świa­do­mie) i że­by Ewan­ge­lia, któ­rą mu po­ka­zu­ję, mia­ła moż­li­wie naj­lep­szą for­mę. Treść już ma ide­al­ną – Bo­skie­go po­cho­dze­nia.

 

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Żywa reklama Pana Boga

Za­czę­ło się od ka­ba­re­tu. Dziś trzy ma­tu­rzyst­ki pod szyl­dem Mary’s Fa­shion two­rzą mo­dę ma­ryj­ną. In­spi­ru­ją ró­wie­śnicz­ki do ubie­ra­nia się tak, jak przy­stoi naj­pięk­niej­szym cór­kom Bo­ga.

Po­mysł na Mary’s Fa­shion zro­dził się spon­ta­nicz­nie w gło­wach trzech ma­tu­rzy­stek: Eli Ja­si­ny, Ka­si Dzia­dek i Ka­ro­li­ny Ol­brycht. Wszyst­kie na­le­żą do Ru­chu Świa­tło- Ży­cie (oa­zy) w Prze­my­ślu. – Za­czę­ło się od ka­ba­re­tu Eli, w któ­rym wspo­mnia­ła, że Mary’s Fa­shion (Mo­da ma­ryj­na) brzmi w ję­zy­ku an­giel­skim bar­dzo do­stoj­nie, jak mar­ka wy­so­kiej kla­sy ma­ga­zy­nu mo­do­we­go. Tak zro­dził się po­mysł na na­zwę – opo­wia­da Ka­sia Dzia­dek. – Idea blo­ga stop­nio­wo w nas doj­rze­wa­ła. Ob­ser­wo­wa­ły­śmy lu­dzi, któ­rzy nas ota­cza­ją, mo­dę i pół­ki skle­po­we – do­da­je. Ma­tu­rzyst­ki za­uwa­ży­ły w szko­le i na spo­tka­niach oa­zy, że po­trzeb­ne jest przy­po­mnie­nie ko­le­żan­kom, że moż­na ubie­rać się god­nie – z za­kry­tym de­kol­tem i no­sić dłuż­szą spód­ni­cę a przy tym two­rzyć ład­ne sty­li­za­cje. Wca­le nie trze­ba być ka­to­lic­ką sza­rą mysz­ką. Tak po­wsta­ło Mary’s Fa­shion, któ­re ma in­spi­ro­wać i po­ka­zy­wać, jak ubie­rać się z kla­są, god­nie i przy tym wy­glą­dać zja­wi­sko­wo. – Mo­da ma­ryj­na zro­dzi­ła się z na­szej for­ma­cji w oa­zie. Tam kła­dzio­ny jest na­cisk na god­ny strój, któ­ry wy­ra­ża war­tość ko­bie­ty. Te­raz już wie­my, że wca­le nie mu­si­my się ubie­rać tak, jak nam dyk­tu­je współ­cze­sny świat – tłu­ma­czy Ka­sia.

foto_01-01_07-2017

Ko­niec z nu­dą

Dziew­czy­ny za­de­biu­to­wa­ły w sie­ci na po­cząt­ku ro­ku. Sa­me wy­my­śli­ły lo­go, zgłę­bia­ły taj­ni­ki in­ter­ne­to­wej dzia­łal­no­ści i ob­my­śli­ły plan dzia­ła­nia. W wie­lu rze­czach sko­rzy­sta­ły z po­mo­cy zna­jo­mych. Już zdo­by­wa­ją po­chwa­ły za se­sje zdję­cio­we i ma­ją sta­le ro­sną­ce gro­no fa­nów. Po­my­sły ro­dzą się w ich gło­wach, ale bio­rą się z po­trze­by ser­ca, by swo­im przy­kła­dem po­cią­gać in­ne na­sto­lat­ki. Przed każ­dą se­sją zdję­cio­wą Ela, Ka­sia i Ka­ro­li­na prze­glą­da­ją swo­je sza­fy. Wszyst­kie (!) ubra­nia wi­docz­ne na zdję­ciach są ich wła­sno­ścią. Po­ka­zu­ją mo­dę dziew­czę­cą w naj­lep­szym wy­da­niu. Ich sty­li­za­cjom nie moż­na nic za­rzu­cić. Dziew­czy­ny dba­ją o każ­dy, na­wet naj­drob­niej­szy szcze­gół. Nie po­dą­ża­ją śle­po za mo­dą. Udo­wad­nia­ją, że Bo­ża mo­da nie mu­si być nud­na. Wca­le nie trze­ba no­sić gol­fów i spód­nic do zie­mi.

Do­za ta­jem­ni­czo­ści

Pierw­sze skrzyp­ce w ich sty­li­za­cjach gra god­ność. Na­sto­let­nie dyk­ta­tor­ki mo­dy zda­ją so­bie spra­wę z te­go, że lu­dzie w szko­le czy na uli­cy ob­ser­wu­ją je i oce­nia­ją. Wie­dzą, że strój wie­le mó­wi o czło­wie­ku. Dba­ją o to, by ich sty­li­za­cje wy­ra­ża­ły sza­cu­nek do nich sa­mych i do lu­dzi, któ­rzy bę­dą na nie pa­trzeć. Na ich zdję­ciach na próż­no szu­kać głę­bo­kich de­kol­tów i spód­ni­czek mi­ni. – God­ny strój jest czymś, co da­je nam moż­li­wość uze­wnętrz­nia­nia na­sze­go pięk­na. Po­win­ny­śmy się w nim czuć na­tu­ral­nie i pew­nie – wy­ja­śnia Ka­ro­li­na. – To dzię­ki nie­mu ma­my moż­li­wość po­zo­sta­wić do­zę ta­jem­ni­czo­ści na­szej oso­bo­wo­ści. Za­kła­daj­my to, co ubo­ga­ca na­szą du­szę, a nie ją ob­na­ża – pu­en­tu­je. Tyl­ko ta­ki strój przy­po­mi­na ko­bie­cie, jak war­to­ścio­wa jest w oczach Bo­ga.

Pięk­no i re­flek­sja

– Blog i na­sze kon­to na In­sta­gra­mie są ide­al­ne dla wszyst­kich tych, któ­rzy po­szu­ku­ją dla sie­bie in­spi­ra­cji – za­chę­ca Ela. – Mary’s Fa­shion to nie­co­dzien­ne spoj­rze­nie na mo­dę, po­sty z kre­atyw­ny­mi zdję­cia­mi i tek­sty zmu­sza­ją­ce do chwi­li re­flek­sji – uzu­peł­nia. Ka­sia usły­sza­ła kie­dyś od księ­dza sło­wa, że Pa­na Bo­ga też trze­ba re­kla­mo­wać. Cho­dzi­ło o ko­bie­cy ubiór. Czy mo­że być dla Nie­go lep­sza re­kla­ma niż trzy pięk­ne na­sto­lat­ki, któ­re stro­jem pod­kre­śla­ją swo­ją ko­bie­cość?

Wię­cej: marysfashion.pl, www.instagram.com/marysfashionofficial/, ka­nał na YouTu­be: Mary’s Fa­shion i Fa­ce­bo­ok

 

Aga­ta Goł­da

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Wstępniak 07/2017

Jola Tęcza-Ćwierz

Nie sza­ta zdo­bi czło­wie­ka” – mó­wi przy­sło­wie. A z dru­giej stro­ny – „jak cię wi­dzą, tak cię pi­szą”. Wy­gląd jest waż­ny i ma wpływ na na­sze sa­mo­po­czu­cie. Je­śli spę­dzasz ca­ły dzień w pi­ża­mie, czu­jesz się nie­atrak­cyj­nie. Trud­niej Ci wte­dy się za­brać do na­uki czy pra­cy. Dla­te­go lu­bi­my się do­brze ubie­rać, chce­my ład­nie wy­glą­dać i dba­my o wi­ze­ru­nek.
Hi­sto­ria mo­dy to hi­sto­ria świa­ta. Od­bi­ja­ją się w niej, jak w lu­strze, kul­tu­ra, po­li­ty­ka, oby­cza­je, co­dzien­ność. Mo­da to też świat suk­ce­su i sła­wy. Przy­kła­dem są pro­jek­tan­ci mo­dy oraz mo­del­ki i mo­de­le, za­ra­bia­ją­cy ogrom­ne pie­nią­dze.

Jed­nak nie za­wsze to, co jest tren­dy, mu­si pa­so­wać tak­że do Cie­bie. Ubra­ny do­brze to zna­czy w zgo­dzie ze so­bą. A przy tym ład­niei wy­god­nie. Za­nim jed­nak zde­cy­du­je­my się na za­kup ostat­nie­go krzy­ku mo­dy, le­piej spraw­dzić, czy da­ny fa­son, krój, ko­lo­ry­sty­ka i wzo­ry bę­dą pa­so­wa­ły do na­sze­go ty­pu uro­dy i fi­gu­ry. By czuć się do­brze i mod­nie, cza­sem wy­star­czą drob­ne zmia­ny ko­lo­ru bądź fa­so­nu. Moż­na za­mie­nić T-shirt na bluz­kę, a do dżin­sów za­miast zwy­kłych te­ni­só­wek, za­ło­żyć zie­lo­ne tramp­ki. Do­brze do­bra­ny strój mo­że nam do­dać nie­sa­mo­wi­tej ener­gii i si­ły. I – co naj­waż­niej­sze – sa­mi mo­że­my o to za­dbać. Naj­waż­niej­sze to do­brze czuć się w tym, co się no­si. Tren­dy zmie­nia­ją się szyb­ko i cza­sa­mi trud­no za ni­mi na­dą­żyć. Na­to­miast styl bu­du­je się sa­me­mu, szu­ka­jąc go cza­sem la­ta­mi. Styl od­zwier­cie­dla na­szą oso­bo­wość.

Mo­da jest waż­na, ale nie war­to śle­po za nią po­dą­żać. W in­ter­ne­cie moż­na zna­leźć wie­le in­struk­ta­żo­wych fil­mów, np. jak za kil­ka zło­tych prze­ro­bić T-shirt na faj­ną dys­ko­te­ko­wą ko­szul­kę. Wy­star­czy coś przy­ciąć, wy­ciąć, przy­kle­ić ce­ki­ny i po­wsta­je su­per ciuch. War­to też za­uwa­żyć, że do­brze ubra­ny to nie zna­czy prze­bra­ny. Mó­wi o tym Jo­an­na Tor-Gaz­da (s. 4–5). Rów­nież dziew­czy­ny z marysfashion.pl po­ka­zu­ją, że moż­na wy­glą­dać pięk­nie, nie tyl­ko od świę­ta, ale na co dzień, na­wet w po­nie­dzia­łek o siód­mej ra­no. 🙂

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

p.o. re­dak­to­ra na­czel­ne­go

W obronie życia i rozumu

W trak­cie (nie)sławnego „czar­ne­go pro­te­stu” pa­dło wie­le słów, opi­su­ją­cych abor­cję ja­ko coś nie­szko­dli­we­go, nie­kie­dy ko­niecz­ne­go. Coś, co po­win­no być praw­nie do­zwo­lo­ne. Pro­blem w tym, że więk­szość przed­sta­wio­nych ar­gu­men­tów by­ła nie­praw­dzi­wa i zwy­czaj­nie nie­lo­gicz­na. Prze­ciw­sta­wia­jąc się im, trze­ba wy­stą­pić nie tyl­ko w obro­nie ży­cia, ale rów­nież w obro­nie ro­zu­mu.

Mo­je cia­ło – mój wy­bór!

Do­kład­nie tak! Ty­le, że dziec­ko w cie­le ko­bie­ty nie jest jej cia­łem. Choć­by dla­te­go, że ko­bie­ta nie ma czte­rech rąk, czte­rech nóg i dwóch bi­ją­cych serc. Każ­dy ma pra­wo do de­cy­do­wa­nia o wła­snym cie­le. Dla­te­go nikt nie mo­że de­cy­do­wać za dziec­ko o je­go cie­le.

Każ­de dziec­ko po­win­no być chcia­ne i ko­cha­ne!

Peł­na zgo­da! Dla­te­go na­ucz­my się chcieć dzie­ci i ko­chać je jesz­cze bar­dziej! A jak brzmi roz­wi­nię­cie te­go zda­nia w wer­sji za­pre­zen­to­wa­nej przez zwo­len­ni­ków abor­cji? Każ­de nie­chcia­ne dziec­ko po­win­no być mar­twym dziec­kiem.

foto_01-03_06-2017

Płód to nie dziec­ko, tyl­ko zle­pek ko­mó­rek!

Zlep­kiem ko­mó­rek jest każ­dy z nas. Oczy­wi­ście dziec­ko nie­na­ro­dzo­ne po­cząt­ko­wo nie wy­glą­da jak ukształ­to­wa­ny czło­wiek, ale do­kład­nie na tej sa­mej za­sa­dzie no­wo­ro­dek nie wy­glą­da jak na­sto­la­tek, a na­sto­la­tek jak sta­ru­szek. Na­ukow­cy ja­ko po­czą­tek ludz­kie­go ży­cia wska­zu­ją mo­ment po­czę­cia. Obroń­cy ży­cia kie­ru­ją się na­uką – w prze­ci­wień­stwie do zwo­len­ni­ków abor­cji, któ­rzy twier­dzą, że po­czą­tek ludz­kie­go ży­cia to kwe­stia „wia­ry”.

Żą­da­my bez­piecz­nej abor­cji!

Nie­moż­li­we. W cza­sie abor­cji gi­nie przy­naj­mniej po­ło­wa pa­cjen­tów. Za­bi­ja­nie nie mo­że być bez­piecz­ne. Oprócz śmier­ci dziec­ka, w wy­ni­ku le­gal­nej abor­cji mo­że dojść rów­nież do śmier­ci mat­ki – kil­ka­set przy­pad­ków ko­biet, któ­re zmar­ły w wy­ni­ku le­gal­nej i „bez­piecz­nej” abor­cji zo­sta­ło udo­ku­men­to­wa­nych na stro­nie: www.safeandlegal.com Set­ki ty­się­cy ko­biet cier­pią też z po­wo­du syn­dro­mu po­sta­bor­cyj­ne­go. Część z nich boi się o tym mó­wić w oba­wie przed wy­śmia­niem i nie­zro­zu­mie­niem.

Obroń­ców ży­cia ob­cho­dzą tyl­ko pło­dy, a dzie­ci na­ro­dzo­ne już nie!

Wie­cie, jak wy­glą­da ma­pa do­mów sa­mot­nej mat­ki i ośrod­ków po­mo­cy, pro­wa­dzo­nych przez or­ga­ni­za­cje fe­mi­ni­stycz­ne w Pol­sce? Jest cał­ko­wi­cie pu­sta. Zwo­len­ni­cy abor­cji ofe­ru­ją ko­bie­cie po­moc tyl­ko w jed­nym „wy­bo­rze” – abor­cji. Ko­ściół ka­to­lic­ki i or­ga­ni­za­cje pro li­fe pro­wa­dzą w ska­li Pol­ski bar­dzo wie­le ini­cja­tyw, fun­da­cji i ośrod­ków wspar­cia, ofe­ru­ją­cych po­moc przed i po uro­dze­niu dziec­ka.

Nie chcesz abor­cji? To jej so­bie nie rób, ale nie za­bra­niaj in­nym!

Nie jeź­dzisz po al­ko­ho­lu? W po­rząd­ku, ale nie za­bra­niaj in­nym. Nie chcesz mieć nie­wol­ni­ka? W po­rząd­ku, ale nie za­bra­niaj in­nym. Nie bi­jesz żo­ny? W po­rząd­ku, ale nie za­bra­niaj in­nym. Brzmi sła­bo. Tak jak pro­po­zy­cja nie­wtrą­ca­nia się w spra­wę abor­cji.

Po co ro­dzić cho­re dziec­ko, któ­re mo­że szyb­ko umrzeć?

Trze­ba za­bić, bo mo­że umrzeć – oto kwin­te­sen­cja pro­abor­cyj­nej lo­gi­ki. Le­piej za­bić, po­zwo­lić umrzeć w sa­mot­no­ści, bez mi­ło­ści i bez środ­ków prze­ciw­bó­lo­wych niż w czu­łych ra­mio­nach ro­dzi­ców i po­da­niem środ­ków uśmie­rza­ją­cych ból.

Abor­cja to kwe­stia prze­ko­nań re­li­gij­nych, któ­re po­win­ny być pry­wat­ną spra­wą!

To sa­mo moż­na po­wie­dzieć o przy­ka­za­niach „nie za­bi­jaj” al­bo „nie krad­nij”. Są wy­ra­żo­ne w De­ka­lo­gu, więc mo­że po­win­ni­śmy je usu­nąć z pra­wa świec­kie­go? Gdy­bym by­ła ate­ist­ką, któ­ra nie wie­rzy w ży­cie po śmier­ci, chy­ba jesz­cze moc­niej dzia­ła­ła­bym prze­ciw­ko abor­cji – po­nie­waż wie­rzy­ła­bym wte­dy, że jest ona osta­tecz­nym znisz­cze­niem, po któ­rym nie ma nic, żad­nej na­dziei.

 

Ewa Rej­man

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc

Mieć kogo kochać

Py­ta­no nas, czy moż­na po­ko­chać cu­dze dziec­ko. Ja­kie cu­dze? On jest nasz.

Za­wsze mó­wi­li­śmy, że chce­my mieć tro­je dzie­ci. O Zu­zię sta­ra­li­śmy się trzy la­ta, o ko­lej­ne dziec­ko – pięć-sześć lat, za­nim pod­ję­li­śmy de­cy­zję, że bę­dzie to dro­ga ad­op­cji. Po­tem trze­ba by­ło roz­po­cząć pro­ces ad­op­cyj­ny, któ­ry tro­chę trwa. Od zło­że­nia pa­pie­rów do roz­po­czę­cia przy­go­to­wa­nia mi­nął rok. Pra­cow­ni­cy biu­ra ad­op­cyj­ne­go przy­cho­dzą do do­mu, oce­nia­ją wa­run­ki. Mie­li­śmy wte­dy je­den po­kój z kuch­nią. Po­ka­za­li­śmy do­ku­men­ty, że ma­my dział­kę i pla­ny bu­do­wy do­mu. To prze­wa­ży­ło. Póź­niej by­ły roz­mo­wy z psy­cho­lo­ga­mi. Za­da­wa­li nie­wy­god­ne, bar­dzo oso­bi­ste py­ta­nia, np. co na­mi kie­ro­wa­ło, czy współ­ży­je­my? Co je­śli w trak­cie pro­ce­su ad­op­cyj­ne­go po­cznie się bio­lo­gicz­ne dziec­ko? Bę­dą bliź­nia­ki – po­wie­dzie­li­śmy. Póź­niej trze­ba przejść szko­le­nie. Na wol­ne miej­sce cze­ka­li­śmy pra­wie rok. Szko­le­nie mie­li­śmy na wy­jeź­dzie. Oprócz dwóch -trzech go­dzin wy­kła­dów był czas na za­ba­wę z dzieć­mi z do­mu dziec­ka. Po wszyst­kim do­sta­je się tzw. kwa­li­fi­ka­cję ro­dzi­ny ad­op­cyj­nej. I cze­ka na sy­gnał z ośrod­ka, że jest dziec­ko.

Te­le­fon w związ­ku z Mać­kiem za­dzwo­nił w paź­dzier­ni­ku. On miał wte­dy dzie­więć mie­się­cy. Na­wet nie ma­rzy­li­śmy o ta­kim ma­lu­chu. Mo­je pierw­sze sko­ja­rze­nie: ma brą­zo­we oczy tak jak Grze­siek. Jak­by Ma­ciek na nas cze­kał. Pa­ni z po­go­to­wia opie­kuń­cze­go po­wie­dzia­ła nam póź­niej: jak zo­ba­czy­łam mę­ża, od ra­zu wie­dzia­łam, że to dziec­ko dla pań­stwa.

Spo­ty­ka­li­śmy się cza­sem z re­ak­cja­mi, że do­ko­nu­je­my he­ro­icz­ne­go czy­nu. A my po pro­stu chcie­li­śmy mieć ko­go ko­chać. Czło­wiek ma w so­bie po­kła­dy mi­ło­ści, któ­ry­mi chce się po­dzie­lić. Ła­pię się na my­śli: dla­cze­go nie pa­mię­tam po­ro­du? Więź przy­szła z cza­sem, trze­ba ją by­ło zbu­do­wać. Py­ta­no nas, czy moż­na po­ko­chać cu­dze dziec­ko. Ja­kie cu­dze? On jest nasz.

Aga­ta i Grze­gorz, ro­dzi­ce Zu­zi i Mać­ka

foto_01-02_06-2017

Tra­fi­ło mi się su­per

By­łam w do­mu dziec­ka oko­ło dwóch lat. Pa­mię­tam bia­ły po­kój z łóż­ka­mi sto­ją­cy­mi rzę­dem i wpa­da­ją­ce słoń­ce. Mo­głam mieć pół­to­ra ro­ku.

Moi ro­dzi­ce ni­gdy mi nie da­li od­czuć, że je­stem „in­na”. Gdy­by mi nie po­wie­dzie­li, że je­stem ad­op­to­wa­na, to ja bym nie wie­dzia­ła. Oni po pro­stu by­li. Tra­fi­ło mi się su­per, naj­cu­dow­niej­si ro­dzi­ce pod słoń­cem. Da­li mi du­żo cie­pła, du­żo wspar­cia. Za­wsze mo­głam na nich li­czyć. Mo­że na­wet za bar­dzo mnie roz­piesz­cza­li, przez to, że nie chcie­li, że­bym się czu­ła gor­sza.

By­łam jesz­cze ma­ła, kie­dy mi po­wie­dzie­li, że je­stem ad­op­to­wa­na. Mia­łam ta­ki etap, że za­da­wa­łam mnó­stwo py­tań: gdzie ja by­łam, czy by­łam w brzusz­ku... Od­po­wia­da­li mi naj­pierw w for­mie baj­ki: ma­ma i ta­ta mi­sio chcie­li mieć ma­łe mi­siąt­ko, ale nie mo­gli. Pew­ne­go ra­zu po­szli do la­su, zna­leź­li ma­łe mi­siąt­ko i wzię­li je...

Zda­rza­ły się sy­tu­acje, kie­dy lu­dzie trak­to­wa­li mnie ina­czej. Są­siad­ka, skon­flik­to­wa­na z mo­imi ro­dzi­ca­mi, po­wie­dzia­ła mi: ty to je­steś przy­błę­da! Al­bo jed­na z ku­zy­nek, że­by mi do­ku­czyć, po­wie­dzia­ła: ty nie je­steś na­sza! Mia­łam wte­dy mo­że osiem lat, ale pa­mię­tam do tej po­ry. To bo­la­ło. In­ny ku­zyn od­mó­wił zo­sta­nia oj­cem chrzest­nym mo­je­go dziec­ka.

Strasz­nie chcia­łam się cze­goś do­wie­dzieć o swo­jej bio­lo­gicz­nej ro­dzi­nie. Nie da­wa­ło mi spo­ko­ju, że ich nie znam. Nie­waż­ne, ja­ką masz ro­dzi­nę ad­op­cyj­ną, za­wsze cię cią­gnie... Wiel­ki ukłon w stro­nę mo­ich ro­dzi­ców, że mie­li do te­go cier­pli­wość. Mu­sia­łam mieć skoń­czo­ne 18 lat. Do­wie­dzia­łam się, że mam dwóch bra­ci. O pierw­szym bra­cie wiem, po­nie­waż prze­by­wa w ośrod­ku. Jest upo­śle­dzo­ny. Dru­gie­go nie uda­ło mi się od­na­leźć. Pol­skie pra­wo nie ze­zwa­la na ujaw­nie­nie da­nych w ta­kiej sy­tu­acji – on mo­że nie wie­dzieć, że jest ad­op­to­wa­ny, i mo­że się ni­gdy nie do­wie­dzieć. Spo­tka­nie z bio­lo­gicz­ną mat­ką naj­chęt­niej bym wy­ka­so­wa­ła, to jed­no z mo­ich naj­bar­dziej trau­ma­tycz­nych prze­żyć. A spo­tka­nie z bra­tem by­ło jed­nym z naj­cu­dow­niej­szych.

Mo­ni­ka

 

Wy­słu­cha­ła: Mag­da Urlich

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc

 

Nie wolno osądzać

O abor­cji, cier­pie­niu i po­trze­bie prze­ba­cze­nia z Ju­sty­ną Ga­jos roz­ma­wia Mag­da­le­na Urlich. Ju­sty­na pra­cu­je w Fun­da­cji „Je­den z Nas” i jest ko­or­dy­na­tor­ką Po­rad­ni Bio­etycz­nej w Kra­ko­wie.

Fe­mi­nist­ki mó­wią, że ich cia­ło to ich spra­wa. Dla­cze­go nie moż­na się zgo­dzić z ta­kim stwier­dze­niem?

– W świe­tle ak­tu­al­nej wie­dzy na­uko­wej ży­cie no­we­go czło­wie­ka roz­po­czy­na się w mo­men­cie po­łą­cze­nia się mę­skiej i żeń­skiej ko­mór­ki roz­rod­czej. W chwi­li za­płod­nie­nia zo­sta­je okre­ślo­ny uni­kal­ny ze­staw ludz­kich ge­nów – okre­ślo­na zo­sta­je płeć dziec­ka, ko­lor skó­ry, oczu, wło­sów, je­go pre­dys­po­zy­cje. Od te­go mo­men­tu na­stę­pu­je eks­plo­zja no­we­go ży­cia. W ło­nie mat­ki roz­wi­ja się no­wy, wy­jąt­ko­wy i nie­po­wta­rzal­ny czło­wiek. To pierw­szy i pod­sta­wo­wy po­wód, dla któ­re­go nie moż­na się zgo­dzić ze stwier­dze­niem: „mo­je cia­ło, mo­ja spra­wa”, ma­ją­cym uspra­wie­dli­wić abor­cję.

foto_01-01_06-2017

To te­mat, któ­ry bu­dzi skraj­ne emo­cje, tak­że w obroń­cach ży­cia. Ja­kim ję­zy­kiem mó­wić o abor­cji, aby na­zwać zło złem, a jed­no­cze­śnie nie rzu­cać ka­mie­nia­mi?

– O abor­cji na­le­ży mó­wić praw­dę, że jest ona prze­rwa­niem ży­cia, za­bój­stwem nie­win­ne­go dziec­ka. Ma ona ne­ga­tyw­ne kon­se­kwen­cje dla mat­ki, oj­ca, bli­skich i ca­łe­go spo­łe­czeń­stwa. Tę praw­dę moż­na jed­nak róż­nie przed­sta­wiać. Uwa­żam, że o abor­cji na­le­ży roz­ma­wiać rze­czo­wo i me­ry­to­rycz­nie, od­wo­łu­jąc się do fak­tów na­uko­wych na jej te­mat. Ni­gdy nie wol­no nam ni­ko­go osą­dzać ani oce­niać. Trze­ba po­ka­zy­wać pięk­no ludz­kie­go ży­cia od sa­me­go po­czę­cia a rów­no­le­gle edu­ko­wać, np. o eta­pach roz­wo­ju dziec­ka w okre­sie pre­na­tal­nym.

Ma­my do czy­nie­nia z umniej­sza­niem te­go, czym jest abor­cja. Mó­wi się o niej „za­bieg”. Po­rów­nu­je do za­bie­gu u den­ty­sty. Jak to wy­glą­da w rze­czy­wi­sto­ści?

– To nie tyl­ko umniej­sza­nie, ale i od­wra­ca­nie uwa­gi od te­go, czym jest abor­cja. Przede wszyst­kim ma kon­se­kwen­cje dla dziec­ka – od­bie­ra mu ży­cie. Po­za tym po­cią­ga za so­bą po­waż­ne kon­se­kwen­cje zdro­wot­ne u ko­biet, m.in. sta­ny za­pal­ne, zro­sty, po­ro­nie­nia, przed­wcze­sne po­ro­dy, nie­płod­ność. Są też kon­se­kwen­cje psy­chicz­ne, tzw. syn­drom po­abor­cyj­ny – cier­pie­nie z po­wo­du utra­ty dziec­ka, lęk, ból, po­czu­cie wi­ny, pust­ki, roz­pacz, my­śli sa­mo­bój­cze, de­pre­sja. A tak­że du­cho­we, ta­kie jak po­czu­cie utra­ty we­wnętrz­ne­go po­ko­ju, ra­do­ści z ży­cia, pro­ble­my z po­wro­tem do re­la­cji z Bo­giem. Czy na­praw­dę mo­że­my mó­wić o „za­bie­gu”, któ­ry po­wo­du­je tyl­ko „skut­ki ubocz­ne”?

Cze­go naj­bar­dziej po­trze­bu­ją ko­bie­ty z do­świad­cze­niem abor­cji?

– Ko­bie­ta jest dru­gą po dziec­ku ofia­rą abor­cji. Ko­bie­ty czę­sto wy­zna­ją, że utra­ci­ły pew­ność sie­bie, po­czu­cie wła­snej war­to­ści, ma­ją trud­no­ści w re­la­cjach oso­bi­stych. Czu­ją, że za­gu­bi­ły swo­ją toż­sa­mość i wia­rę w lu­dzi. Po­trze­bu­ją do­świad­czyć prze­ba­cze­nia i uzdro­wie­nia. W Pol­sce oso­by po do­świad­cze­niu abor­cji mo­gą sko­rzy­stać m.in. z pro­gra­mu i re­ko­lek­cji Win­ni­ca Ra­che­li.

Jak moż­na po­móc ko­bie­cie, któ­ra stoi przed de­cy­zją: uro­dzić dziec­ko... czy nie?

– Nie­zwy­kle waż­ną ro­lę od­gry­wa­ją tu­taj męż­czyź­ni. Nie­któ­rzy są zda­nia, że gdy­by każ­dy z nich sta­nął na wy­so­ko­ści za­da­nia i przy­jął od­po­wie­dzial­ność za ko­bie­tę oraz ich wspól­nie po­czę­te dziec­ko, na świe­cie w ogó­le nie by­ło­by abor­cji. Mat­ka sto­ją­ca przed tym dy­le­ma­tem czę­sto jest pod pre­sją oto­cze­nia, sa­mot­na lub od­rzu­co­na przez part­ne­ra i ro­dzi­nę. Przede wszyst­kim trze­ba być przy ko­bie­cie, to­wa­rzy­szyć jej, za­pew­nić po­moc w za­leż­no­ści od kon­kret­nej sy­tu­acji, pod­trzy­my­wać w de­cy­zji uro­dze­nia dziec­ka. Nie moż­na jej zo­sta­wić sa­mej. Na­le­ży też wska­zać moż­li­wość od­da­nia dziec­ka do ad­op­cji, któ­ra oca­li mu ży­cie. Oso­by, któ­re sto­ją przed ta­kim dy­le­ma­tem, mo­gą rów­nież sko­rzy­stać z po­ra­dy i roz­mo­wy, któ­rą ofe­ru­je Po­rad­nia Bio­etycz­na (wię­cej na: www.poradniabioetyczna.pl).

 

Ko­ściół ka­to­lic­ki po­ma­ga po­przez pro­wa­dze­nie: te­le­fo­nów za­ufa­nia, do­mów sa­mot­nych ma­tek, po­rad­ni ży­cia ro­dzin­ne­go czy or­ga­ni­zo­wa­nie dnia ży­cia. Ja­sno­gór­ski Te­le­fon Za­ufa­nia: 34 365 22 55 czyn­ny co­dzien­nie 20.00–24.00 In­for­ma­cje o do­mach sa­mot­nych ma­tek, oknach ży­cia itp. na: www.pro-life.pl

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc

 

Wstępniak 06/2017

Jola Tęcza-Ćwierz

Mo­ab to hi­sto­rycz­na kra­ina nad Mo­rzem Mar­twym, na te­re­nie dzi­siej­szej Jor­da­nii. W sta­ro­żyt­no­ści miesz­ka­li tam Mo­abi­ci, lud pod­bi­ty przez woj­ska izra­el­skie. To na­ród, któ­ry po­wstał z ka­zi­rod­cze­go związ­ku Lo­ta z je­go dwo­ma cór­ka­mi. Ży­dom nie wol­no by­ło wcho­dzić w żad­ne re­la­cje z Mo­abi­ta­mi a na­wet się z ni­mi kon­tak­to­wać. Mo­ab był po­twor­nym miej­scem do ży­cia. Do­wo­dem na to jest głów­ne bó­stwo, któ­re­mu od­da­wa­no tam cześć – Ke­mosz. Wie­rzo­no, że bo­żek nie­ustan­nie chce ludz­kie­go ży­cia, naj­le­piej świe­że­go i nie­win­ne­go. Dla­te­go skła­da­no mu w ofie­rze ma­lut­kie dzie­ci, nie­mow­lę­ta. Był wiecz­nie nie­za­spo­ko­jo­ny, cią­gle po­trze­ba by­ło no­wych do­staw „po­kar­mu”. Ry­tu­al­nym mor­der­stwom nie by­ło koń­ca. Po­wie­dzieć o Mo­abie, że był kra­iną okrut­nej śmier­ci to ma­ło.

Cze­mu o tym pi­szę? Prze­cież to ta­kie okrut­ne i tak od­le­głe od na­sze­go świa­ta. Mam jed­nak prze­ko­na­nie, że te sło­wa opi­su­ją to, gdzie i jak ży­je­my w XXI w. I nie cho­dzi mi o fakt, że na świe­cie są woj­ny, w któ­rych śmierć po­no­szą tak­że ma­łe dzie­ci. Że w wie­lu kra­jach pa­nu­je głód, któ­re­go ofia­ra­mi są naj­mniej­si. Cho­dzi mi o prze­ra­ża­ją­cą ska­lę abor­cji. WHO po­da­je, że rocz­nie na ca­łym świe­cie wy­ko­nu­je się 56 mi­lio­nów abor­cji! W UE rocz­nie prze­pro­wa­dza się po­nad mi­lion za­bie­gów prze­rwa­nia cią­ży. Te da­ne są prze­ra­ża­ją­ce. Abor­cja jest jak współ­cze­sny Ke­mosz.

W tym nu­me­rze „Dro­gi” po­dej­mu­je­my te­mat obro­ny ży­cia czło­wie­ka. Pu­bli­ku­je­my świa­dec­twa mał­żeństw, któ­re nie mo­gły zo­stać bio­lo­gicz­ny­mi ro­dzi­ca­mi, któ­rych dzie­ci uro­dzi­ły się cho­re lub zmar­ły wkrót­ce po na­ro­dze­niu. Przy­po­mi­na­my, że ży­cie każ­de­go z nas roz­po­czę­ło się w chwi­li po­czę­cia. Po­ka­zu­je­my, jak prze­bie­gał nasz roz­wój pło­do­wy. Za­chę­ca­my tak­że do włą­cze­nia się w ak­cje pro-li­fe, któ­rych jest wie­le w ca­łej Pol­sce.

Po­pa­trz­my na przy­kład Je­zu­sa i Ma­ryi. Mat­ka Bo­ża, mi­mo bar­dzo trud­nych oko­licz­no­ści i wa­run­ków ma­te­rial­nych, zde­cy­do­wa­ła się na uro­dze­nie dziec­ka. Mó­wi o tym prze­pięk­na pio­sen­ka:

Ma­rio, czy już wiesz, kim oka­że się Twój syn, Twój ma­ły chło­piec?

Ma­rio, czy Ty wiesz, że te stóp­ki dwie po wo­dzie bę­dą kro­czyć?

Czy Ty wiesz, że ta ma­ła dłoń po­wstrzy­ma wiel­ki wiatr?

Że da­łaś ży­cie Te­mu, kto To­bie ży­cie da?

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

p.o. re­dak­to­ra na­czel­ne­go

Gruzińska nuta Trio Mandili

Vi­deo z pio­sen­ką „Apa­re­ka” po­wsta­ło w gru­ziń­skiej wio­sce. Urze­kło in­ter­nau­tów od Azji po Ame­ry­ki.

Man­di­li” to we­lon, ele­ment lu­do­we­go stro­ju Gru­zi­nek. Trio od­kry­łam w li­sto­pa­dzie 2016 r. Ktoś ze zna­jo­mych udo­stęp­nił na Fa­ce­bo­oku film. Trzy dziew­czy­ny sty­li­zo­wa­ne „na lu­do­wo” idą uli­cą wio­ski. W tle gó­ry. Śpie­wa­ją: par­tie so­lo i chór­ki na trzy gło­sy. Pięk­na har­mo­nia. Głę­bo­ko i czy­sto. Jed­na z dziew­cząt akom­pa­niu­je na pan­du­ri, in­stru­men­cie stru­no­wym ty­po­wym dla wschod­niej Gru­zji. Dru­ga na­gry­wa fil­mik-sel­fie. Pod fil­mem pół­to­ra ty­sią­ca ko­men­ta­rzy z ca­łe­go świa­ta.

foto_01-03_05-2017

De­biut na You Tu­be

Przy­go­da dziew­czyn ze wspól­nym śpie­wem roz­po­czę­ła się w 2014 r. Wte­dy An­na Czin­cza­rau­li, Ta­tia Mge­la­dze i Sho­re­na Czi­ka­rau­li od­kry­ły wspól­ną pa­sję. Za­czę­ły śpie­wać wszę­dzie, gdzie się da­ło – w do­mach przy­ja­ciół, na ro­dzin­nych przy­ję­ciach, w cza­sie im­prez cha­ry­ta­tyw­nych. Za­mie­ści­ły w sie­ci kil­ka fil­mi­ków, któ­re prze­szły bez echa. Aż do cza­su „Apa­re­ki”. Prze­ło­mo­wy fil­mik ma po­nad 4,5 mi­lio­na od­słon. Ani wspo­mi­na, że po­wstał w wa­ka­cje. W kon­wen­cji, któ­ra sta­ła się ich zna­kiem roz­po­znaw­czym: sel­fie krę­co­ne przez Ta­tię, spa­cer po­lną dro­gą, peł­na na­tu­ral­ność i – ten śpiew. Nic nie za­po­wia­da­ło suk­ce­su. Do not­ki, któ­rą ame­ry­kań­ska dzien­ni­kar­ka za­mie­ści­ła na stro­nie „Huf­fing­ton Post”. Za­sko­czo­ne dziew­czy­ny zo­ba­czy­ły, że licz­ba od­słon ro­śnie w za­wrot­nym tem­pie. Pod fil­mi­kiem na You Tu­be po­ja­wi­ły się ko­men­ta­rze z ca­łe­go świa­ta, mniej wię­cej po­dob­nej tre­ści: „nic z te­go nie ro­zu­miem, ale uwiel­biam to. Czy ktoś wie, skąd one są? O czym śpie­wa­ją?”. Oka­za­ło się, że na­wet Gru­zi­ni ma­ją pro­blem ze zro­zu­mie­niem słów pio­sen­ki, po­nie­waż zo­sta­ła na­pi­sa­na w dia­lek­cie re­gio­nu Khe­vsu­re­ti. Ale dzię­ki ko­men­ta­rzom już wia­do­mo. To bal­la­da mi­ło­sna, roz­mo­wa chło­pa­ka (ty­tu­ło­we­go Apa­re­ki) z dziew­czy­ną.

No­we twa­rze tra­dy­cji

Dla­cze­go Trio Man­di­li zdo­by­wa in­ter­net? Ist­nie­je wie­le ze­spo­łów od­wo­łu­ją­cych się do tra­dy­cji. Mo­że za­de­cy­do­wa­ła świe­żość i na­tu­ral­ność wy­ko­na­nia? Al­bo po­my­sło­we aran­ża­cje, jak wer­sja reg­gae pio­sen­ki „Ai Du­nia!”. War­to wspo­mnieć, że gru­ziń­ski śpiew po­li­fo­nicz­ny (wie­lo­gło­so­wy) zo­stał wpi­sa­ny na li­stę Świa­to­we­go Nie­ma­te­rial­ne­go Dzie­dzic­twa Kul­tu­ry Une­sco. Ta for­ma mu­zycz­na wy­wo­dzi się jesz­cze z cza­sów po­gań­skich. Zo­sta­ła udo­sko­na­lo­na po przy­ję­ciu przez Gru­zję chrze­ści­jań­stwa w IV w. Śpiew na trzy gło­sy zy­skał no­we zna­cze­nie – na­wią­za­nie do Trój­cy św. Ich har­mo­nia ozna­cza jed­ność, rów­ność i nie­skoń­czo­ną mi­łość. Z mu­zy­ki ko­ściel­nej czer­pa­ła mu­zy­ka lu­do­wa. W jej nur­cie two­rzy Trio Man­di­li. Mo­że dla­te­go słu­cha­jąc har­mo­nii gło­sów, ma­my wra­że­nie, że zo­sta­je­my po­rwa­ni do in­ne­go cza­su i prze­strze­ni?

Z ra­do­ścią na­przód

Dziew­czy­ny nie spo­dzie­wa­ły się wiel­kie­go suk­ce­su. To, co je spo­ty­ka, przyj­mu­ją z ra­do­ścią. W 2014 r. pod­czas kon­cer­tu na ro­dzin­nej uro­czy­sto­ści, je­den z uczest­ni­ków po­da­ro­wał im pie­nią­dze na na­gra­nie pły­ty. Krą­żek no­si ty­tuł „With Lo­ve”. Trio Man­di­li moż­na też usły­szeć na kon­cer­tach. Dziew­czy­ny wy­stą­pi­ły rów­nież w Pol­sce, w 2015 r. na fe­sti­wa­lu Wschód Kul­tu­ry – In­ne Brzmie­nia w Lu­bli­nie. Co bę­dzie da­lej? Je­sie­nią 2016 r. z pier­wot­ne­go skła­du po­zo­sta­ła tyl­ko Ta­tia. Ani i Sho­re­na zre­zy­gno­wa­ły z przy­czyn oso­bi­stych (mał­żeń­stwo, stu­dia). Trio z no­wy­mi człon­ki­nia­mi po­dej­mu­je ko­lej­ne wy­zwa­nia. Bę­dą gwiaz­da­mi jed­ne­go se­zo­nu czy jesz­cze o nich usły­szy­my? Mam na­dzie­ję, że tak, bo oprócz te­go, że przy­jem­nie się ich słu­cha, po pro­stu bu­dzą sym­pa­tię. Mi­ło bę­dzie zo­ba­czyć, jak speł­nia się ich in­ter­ne­to­wy sen;)

 

Mag­da Urlich

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Skrzynia z czasem

A ty? Co za­ko­piesz w ogród­ku dla ko­lej­nych po­ko­leń?

Sztorm wy­rzu­ca ją na pla­żę. W środ­ku znaj­du­je się list, naj­le­piej mi­ło­sny lub z ma­pą do­tar­cia do skar­bu. To ona – za­kor­ko­wa­na bu­tel­ka z ta­jem­ni­czym zwo­jem per­ga­mi­nu. Zwy­kle jest głów­nym bo­ha­te­rem hi­sto­rii, któ­re dzie­ją się na prze­strze­ni wie­ków. Ale pa­su­je tyl­ko do przy­go­do­wych fil­mów i ro­man­tycz­nych ksią­żek. Bo czy ktoś na­praw­dę wie­rzy, że rzu­co­ny w mo­rze list tra­fi kie­dyś do ad­re­sa­ta?

Rów­nie ta­jem­ni­cza, choć już zu­peł­nie re­al­na, jest tzw. kap­su­ła cza­su. Wkła­dasz do niej list, przed­mio­ty co­dzien­ne­go użyt­ku i in­ne cen­ne dla cie­bie rze­czy. Po­tem za­ko­pu­jesz ją w ogro­dzie, a je­śli brak ogro­du – cho­wasz na stry­chu do prze­past­ne­go, skrzy­pią­ce­go ku­fra. Na wie­ku pi­szesz da­tę otwar­cia – np. za 50 lub 100 lat od dziś…

foto_01-02_05-2017

Naj­star­sza pol­ska

Kap­su­ły cza­su nie są hi­tem na­szej epo­ki. Trud­no po­wie­dzieć, kto stwo­rzył pierw­szą z nich. Naj­star­sza (z do­tych­czas od­na­le­zio­nych) pol­ska kap­su­ła cza­su prze­le­ża­ła po­nad 100 lat w mu­rach Ze­spo­łu Szkół w Strze­go­miu. Na trop zna­le­zi­ska wpadł pra­cu­ją­cy w szko­le hi­sto­ryk, któ­ry w miej­sco­wych kro­ni­kach wy­czy­tał o po­ło­żo­nym pod bu­do­wę szko­ły ka­mie­niu wę­giel­nym. Po­szu­ki­wa­nia kap­su­ły za­koń­czy­ły się suk­ce­sem w 2013 r. W za­mu­ro­wa­nym w 1874 r. sar­ko­fa­gu znaj­do­wa­ły się m.in. XVIII-wiecz­ne mo­ne­ty, rę­ko­pis z na­zwi­ska­mi raj­ców miej­skich, na­zwi­ska bu­dow­ni­czych szko­ły, książ­ka z wier­sza­mi, spra­woz­da­nia szkol­ne, zdję­cia mia­sta i lo­kal­na pra­sa. Przed­mio­ty za­cho­wa­ły się w ide­al­nym sta­nie.

In­ne kap­su­ły cza­su do dziś znaj­du­je­my np. w mu­rach ko­ścio­łów i ka­mie­nic. Znaj­dą je tak­że na­stęp­ne po­ko­le­nia, bo tak­że my chce­my zo­sta­wić po so­bie ja­kiś ślad…

Kap­su­ła z ŚDM-em

Na ory­gi­nal­ny po­mysł wpadł Mi­chał Sień­ko z Wię­cła­wic Sta­rych ko­ło Kra­ko­wa, któ­ry pod­czas ze­szło­rocz­nych Świa­to­wych Dni Mło­dzie­ży był wo­lon­ta­riu­szem. – Po raz pierw­szy usły­sza­łem o kap­su­łach cza­su pod­czas Ju­bi­le­uszu 650-le­cia Uni­wer­sy­te­tu Ja­giel­loń­skie­go. Za­ko­py­wa­no wte­dy ta­ko­wą w Ogro­dzie Pro­fe­sor­skim UJ. To by­ła mo­ja in­spi­ra­cja – opo­wia­da Mi­chał. – Po­nie­waż ŚDM, rocz­ni­ca 1050-le­cia chrztu Pol­ski i mi­nio­ny Rok Mi­ło­sier­dzia by­ły dla na­szej wspól­no­ty głę­bo­kim prze­ży­ciem, zro­dził się po­mysł, aby pa­mięć o tych wy­da­rze­niach za­cho­wać dla ko­lej­nych po­ko­leń – wy­ja­śnia. Tak po­wsta­ła kap­su­ła cza­su, w któ­rej zna­la­zły się na­zwi­ska piel­grzy­mów, ro­dzin-go­spo­da­rzy i wo­lon­ta­riu­szy ŚDM, li­sty, pen­dri­ve ze zdję­cia­mi oraz fil­mem o Wię­cła­wi­cach i atry­bu­ty piel­grzy­mów: mo­dli­tew­nik, ma­pa Kra­ko­wa oraz książ­ki Je­zus ufa To­bie Am­ba­sa­dor Pol­sko­ści.

Skrzy­nię z pa­miąt­ka­mi za­bu­do­wa­no w ko­ściel­nej wie­ży. Zo­sta­nie otwar­ta w 2066 r. Za­sta­na­wia tyl­ko ten pen­dri­ve – czy da się go wte­dy „roz­ko­do­wać”? A mo­że bę­dzie już pre­hi­sto­rycz­nym gra­tem, bo za­stą­pią go no­we urzą­dze­nia do prze­cho­wy­wa­nia da­nych? To już jed­nak zmar­twie­nie dla ko­lej­nych po­ko­leń…

A mo­że w… ko­smo­sie?

Kap­su­łę cza­su moż­na też wy­słać w ko­smos. To oczy­wi­ście po­mysł Ame­ry­ka­nów. W ubie­głym ro­ku Agen­cja Ko­smicz­na NASA pro­wa­dzi­ła kam­pa­nię We The Explo­rers. Za­chę­ca­ła en­tu­zja­stów ko­smo­su do prze­ka­zy­wa­nia prac ar­ty­stycz­nych (zdjęć, gra­fik, wier­szy, pio­se­nek, fil­mów), któ­re mo­gła­by umie­ścić w kap­su­le cza­su, do­łą­czo­nej do bez­za­ło­go­wej son­dy OSI­RIS-REx. Fa­ni ko­smo­su ocho­czo od­po­wie­dzie­li na to za­pro­sze­nie. Son­da z kap­su­łą wy­ru­szy­ła w po­dróż 8 wrze­śnia 2016 r. Jej ce­lem jest pla­ne­to­ida Ben­nu, z któ­rej son­da ma po­brać prób­ki i przy­wieźć je na Zie­mię. OSIRIS- REx wró­ci w 2023 r. Na­ukow­cy nie spo­dzie­wa­ją się, że ta­jem­ni­czy miesz­kań­cy ko­smo­su otwo­rzą kap­su­łę i prze­ślą nam in­for­ma­cję zwrot­ną. Po­mysł NASA jest ra­czej sym­bo­lem – że na­wet w ko­smo­sie ma­my coś do po­wie­dze­nia.

 

Mar­cin No­wak

 

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc