Szkoła psychicznego przetrwania

Na pol­skim pa­ni za­da­ła dwa za­da­nia. Od­ro­bi­łem w do­mu oba, a na lek­cji wy­dar­ła się na mnie (nikt ni­gdy tak na mnie nie krzy­czał), że zro­bi­łem o jed­no za du­żo, dru­gie ma­my ro­bić na lek­cji, więc do­sta­ję je­dyn­kę. Za­py­ta­łem, dla­cze­go do­sta­ję je­dyn­kę za od­ro­bio­ne za­da­nie, a pa­ni wpi­sa­ła mi uwa­gę za py­sko­wa­nie. Nic z te­go nie ro­zu­miem. Od tej po­ry mia­łem prze­gwiz­da­ne. Za­wsze na mnie krzy­cza­ła, choć sie­dzia­łem jak mysz pod mio­tłą.

Pew­ne­go dnia pa­ni tra­ci pa­no­wa­nie i krzy­czy: do ja­snej chol..., szlag mnie... Czy ja je­stem ja­kieś NIC, że­by tak mnie po­ni­żać? Nie prze­szka­dzam, za­wsze mam od­ro­bio­ne za­da­nia, pra­cu­ję ak­tyw­nie na lek­cji, ale jak ko­goś trze­ba upo­mnieć, to ja je­stem na pierw­szej li­nii strza­łu.

Pa­ni od ma­te­ma­ty­ki na­praw­dę uczy, ale ja cią­gle je­stem w sta­gna­cji. Mam piąt­ki, chciał­bym wziąć udział w kon­kur­sie, lecz pro­po­zy­cje do­sta­ją in­ni ucznio­wie. Raz się ośmie­li­łem i zgło­si­łem, ale usły­sza­łem, że za póź­no, bo zgło­sze­nia by­ły wcze­śniej. In­nym ra­zem pa­ni po­sa­dzi­ła mnie na lek­cji ma­te­ma­ty­ki z naj­bar­dziej nie­grzecz­nym uczniem i da­ła za­da­nia na kon­kurs. By­ły ła­twe, bez pro­ble­mu mógł­bym roz­wią­zać, lecz ko­le­ga nie po­zwa­lał mi, ca­ły czas trą­ca­jąc mnie, wy­ry­wa­jąc pió­ro i ga­da­jąc. Po­wie­dzia­łem pa­ni, że nie mo­gę pi­sać, bo on mi prze­szka­dza, a pa­ni na to, że jak chcia­łem mieć spo­kój, to po­wi­nie­nem przyjść do szko­ły o pią­tej ra­no. Zre­zy­gno­wa­łem z kon­kur­su, ale żal po­zo­stał.

foto_01-01_18-2017

Je­stem prze­wod­ni­czą­cym kla­sy. Mam bar­dzo du­żo po­my­słów. Ko­le­ga i ko­le­żan­ka, któ­rzy rok te­mu by­li prze­wod­ni­czą­cy­mi, po­wie­dzie­li: „Ty de­bi­lu, nie na­da­jesz się na prze­wod­ni­czą­ce­go, bo to na­sza funk­cja”. Po­wie­dzia­łem wy­cho­waw­czy­ni, że chciał­bym zro­bić to i to dla kla­sy, ale ko­le­żan­ka mi nie po­zwa­la. Pa­ni po­wie­dzia­ła, że prze­sa­dzam, na pew­no tak nie jest. Po­przed­nia prze­wod­ni­czą­ca nie­wie­le dla kla­sy ro­bi­ła, by­ła nie­ko­le­żeń­ska, wul­gar­na, a mia­ła wzo­ro­we za­cho­wa­nie. Ja ni­gdy ta­kiej oce­ny nie do­sta­łem, mi­mo że wie­lu oso­bom po­ma­ga­łem w na­uce i or­ga­ni­zo­wa­łem dla kla­sy róż­ne ak­cje.

Naj­smut­niej­sze jest, że uczeń wul­gar­ny, ha­ła­śli­wy, agre­syw­ny po­tra­fi wy­mu­sić lep­sze oce­ny, zwłasz­cza z za­cho­wa­nia. Naj­bar­dziej krzyw­dzą­ce dla mnie jest po­ni­ża­nie ucznia przez nie­spra­wie­dli­we po­dej­ście, lek­ce­wa­że­nie próśb o po­moc i trak­to­wa­nie go jak zło ko­niecz­ne. A prze­cież uczeń też jest czło­wie­kiem, któ­ry czu­je i my­śli. Mo­że wy­god­niej­sza by­ła­by szko­ła bez uczniów?

Pa­tryk

 

Ko­men­tarz

Czy­ta­jąc po­wyż­szy tekst, moż­na od­nieść wra­że­nie, że nic ta­kie­go się nie dzia­ło. Nie­jed­na oso­ba do­ro­sła po­wie­dzia­ła­by, że to tyl­ko prze­wraż­li­wio­ny uczeń. Jed­nak to uczeń, któ­ry z ra­cji choć­by wie­ku emo­cjo­nal­nie nie jest doj­rza­ły do zmie­rze­nia się ze świa­tem osób do­ro­słych, nie­czu­łych na proś­by o po­moc i nie przej­mu­ją­cych się je­go od­czu­cia­mi. Dla­cze­go do­ro­słym bra­ku­je em­pa­tii, spra­wie­dli­wo­ści, na któ­rej tak uczniom za­le­ży? I zwy­kłej ludz­kiej życz­li­wo­ści?

Każ­dy ma swój próg wraż­li­wo­ści i wy­trzy­ma­ło­ści. Do­ro­śli nie mo­gą mie­rzyć swo­ją mia­rą, bo – jak na­pi­sał Pa­tryk – „Uczeń jest też czło­wie­kiem, któ­ry czu­je i my­śli”. Ni­ko­mu nie wol­no po­zba­wiać mło­dych na­tu­ral­nej ra­do­ści i za­ufa­nia do wy­cho­waw­ców. Nic nie uspra­wie­dli­wia agre­syw­nych słów, kie­ro­wa­nych do ucznia, ani bra­ku sza­cun­ku do dziec­ka.

Ewe­li­na Ma­ci­szew­ska, spe­cja­li­sta w za­kre­sie opie­ki pe­da­go­gicz­nop­sy­cho­lo­gicz­nej nad dzieć­mi i mło­dzie­żą

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

O jeden most za daleko

Mie­li na­dzie­ję, że zo­sta­ną zrzu­ce­ni na te­ren Pol­ski, gdy na­dej­dzie go­dzi­na wy­zwo­le­nia kra­ju spod oku­pa­cji. Tym­cza­sem Bry­tyj­czy­cy nie wy­sła­li 1. Sa­mo­dziel­nej Bry­ga­dy Spa­do­chro­no­wej ge­ne­ra­ła Sta­ni­sła­wa So­sa­bow­skie­go na po­moc Po­wsta­niu War­szaw­skie­mu. Skie­ro­wa­li ją do Ho­lan­dii, gdzie wy­krwa­wia­ła się we wrze­śniu 1944 r. w wal­ce z Niem­ca­mi o most na Re­nie pod Arn­hem. Do Pol­ski nie do­le­cia­ła ni­gdy.

Pierw­si pol­scy ko­man­do­si

Po kam­pa­nii wrze­śnio­wej 1939 r. przedar­li się do Fran­cji, by tam od­bu­do­wać ar­mię do wal­ki z Niem­ca­mi u bo­ku za­chod­nich alian­tów. Pol­scy żoł­nie­rze po upad­ku Fran­cji ewa­ku­owa­li się na wy­spy. An­gli­cy nie bar­dzo wie­dzie­li, jak ich wy­ko­rzy­stać. Przy­dzie­li­li więc część Po­la­ków do ochro­ny szkoc­kie­go wy­brze­ża. Ge­ne­rał Sta­ni­sław So­sa­bow­ski nie mógł się po­go­dzić z tym, że je­go rwą­cy się do wal­ki żoł­nie­rze po­zo­sta­wa­li bez­czyn­ni. Po­sta­no­wił wy­szko­lić na spa­do­chro­nia­rzy tych wo­jen­nych roz­bit­ków, któ­rzy w II Rze­czy­po­spo­li­tej pra­co­wa­li ja­ko cy­wi­le w róż­nych za­wo­dach. Utwo­rzył jed­nost­kę de­san­to­wą ze sto­la­rzy, le­ka­rzy, fry­zje­rów, in­ży­nie­rów, ro­bot­ni­ków i na­uczy­cie­li zmo­bi­li­zo­wa­nych do woj­ska tuż przez 1 wrze­śnia 1939 r. Przy­szli spa­do­chro­nia­rze wy­su­pły­wa­li ostat­nie pie­nią­dze i wła­sny­mi si­ła­mi bu­do­wa­li ośro­dek szko­le­nio­wy na bry­tyj­skiej zie­mi. Tre­no­wa­li w sta­rej re­zy­den­cji oto­czo­nej par­kiem, gdzie roz­cią­gnę­li li­ny, po­sta­wi­li dra­bin­ki, tra­pe­zy i ścian­ki tre­nin­go­we. Spo­dzie­wa­li się, że ja­ko pierw­szy odział wró­cą do kra­ju, więc ich ha­sło brzmia­ło: „Naj­krót­szą dro­gą!” – na spa­do­chro­nach.

foto_01-03_18-2017

Na­uczy­li się ska­kać i prze­cho­dzić od ra­zu po sko­ku do wal­ki. Dzi­siaj po­wie­dzie­li­by­śmy, że sta­li się do­bo­ro­wym od­dzia­łem ko­man­do­sów. Bry­tyj­czy­kom za­le­ża­ło na tym, by prze­jąć bry­ga­dę pod swo­ją ko­men­dę, bo­wiem w ob­li­czu pla­no­wa­nej in­wa­zji na oku­po­wa­ną przez Nie­mów Eu­ro­pę li­czył się każ­dy żoł­nierz. A bry­tyj­skich jed­no­stek po­wietrz­nych by­ło za ma­ło.

Ska­ka­li pod ogniem wro­ga

W roz­po­czę­tej 17 wrze­śnia 1944 r. naj­więk­szej pod­czas II woj­ny świa­to­wej ope­ra­cji po­wietrz­no­de­san­to­wej sprzy­mie­rzo­nych pod kryp­to­ni­mem „Mar­ket Gar­den” ce­lem lą­du­ją­cych wojsk bry­tyj­skich, ame­ry­kań­skich i pol­skich by­ło opa­no­wa­nie mo­stów na Re­nie, za­nim Niem­cy je znisz­czą. Alian­ci po­nie­śli po­raż­kę, po­nie­waż nie zdo­by­to ostat­nie­go mo­stu w Arn­hem. Wi­ną za nie­po­wo­dze­nie do­wódz­two sprzy­mie­rzo­nych ob­cią­ży­ło gen. So­sa­bow­skie­go, któ­re­go bry­ga­da mia­ła wraz z 1. Bry­tyj­ską Dy­wi­zją Po­wietrz­ną prze­chwy­cić most i za­jąć przy­czó­łek na pół­noc­no-za­chod­nim brze­gu Re­nu. So­sa­bow­ski zwra­cał przed ope­ra­cją uwa­gę na błę­dy w jej pla­no­wa­niu, jed­nak zo­stał zlek­ce­wa­żo­ny.

Pol­ska bry­ga­da zo­sta­ła zrzu­co­na przez Bry­tyj­czy­ków w trzech eta­pach: 18, 19 i 21 wrze­śnia – co zni­we­czy­ło efekt za­sko­cze­nia.

 

An­na Ze­chen­ter

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Co decyduje o człowieczeństwie?

Kie­dy ko­bie­ta do­wia­du­je się, że jest w cią­ży, ser­ce ma­łe­go czło­wiecz­ka już bi­je. W ukry­ciu roz­wi­ja się ma­leń­ka istot­ka. Ko­lor oczu, wło­sów, kar­na­cja skó­ry zo­sta­ły już okre­ślo­ne. Po­dob­nie jak wzrost, któ­ry no­wy czło­wiek osią­gnie.

Hi­sto­ria ży­cia każ­de­go czło­wie­ka za­czy­na się w mo­men­cie za­płod­nie­nia, czy­li po­łą­cze­nia plem­ni­ka (mę­skiej ko­mór­ki roz­rod­czej) z żeń­ską ko­mór­ką roz­rod­czą – ko­mór­ką ja­jo­wą.

W róż­nych fa­zach roz­wo­ju

Czło­wie­ka w pierw­szej fa­zie roz­wo­ju na­zy­wa­my zy­go­tą. In­for­ma­cja ge­ne­tycz­na, któ­rą już po­sia­da, bę­dzie prze­ka­zy­wa­na ko­lej­nym po­ko­le­niom, dzie­ciom i wnu­kom tej ma­łej dro­bin­ki. Em­brion ludz­ki za­czy­na się dzie­lić w dru­gim dniu od po­czę­cia i ma­jąc 5–7 dni jest już zdol­ny do za­gnież­dże­nia się w ma­ci­cy. Ser­ce za­czy­na bić oko­ło 21. dnia ży­cia. W siód­mym ty­go­dniu moż­na już zo­ba­czyć rącz­ki, nóż­ki, pal­ce, nos i oczy dziec­ka. Od ósme­go ty­go­dnia em­brion na­zy­wa­ny jest pło­dem. W je­de­na­stym ty­go­dniu dziec­ko po­ru­sza rę­ka­mi i no­ga­mi, ma oko­ło 6 cm dłu­go­ści i wa­ży 20 gra­mów.

foto_01-02_18-2017

Kie­dy roz­po­czy­na się ży­cie?

Męż­czy­zna i ko­bie­ta mo­gą po­cząć tyl­ko czło­wie­ka – dla­te­go od mo­men­tu za­płod­nie­nia ma­my do czy­nie­nia z by­tem ludz­kim. Przy­ję­cie te­go fak­tu to opo­wie­dze­nie się po stro­nie na­uki, od­rzu­ce­nie – to pró­ba uciecz­ki we wła­sne ide­olo­gie. Je­śli ży­cie czło­wie­ka nie roz­po­czy­na się w mo­men­cie za­płod­nie­nia, to nie roz­po­czy­na się ni­gdy. Nie ma bo­wiem in­ne­go mo­men­tu, w któ­rym no­wy or­ga­nizm otrzy­mał­by no­wą, peł­ną in­for­ma­cję ge­ne­tycz­ną.

Zle­pek ko­mó­rek?

Nie­któ­rzy ne­gu­ją fak­ty na­uko­we i wo­lą na­zy­wać dziec­ko nie­na­ro­dzo­ne „zlep­kiem ko­mó­rek”. Pod­kre­śla­ją, że em­brion w po­cząt­ko­wej fa­zie roz­wo­ju nie wy­glą­da jak czło­wiek, więc nie jest isto­tą ludz­ką. Po pierw­sze – „zlep­kiem ko­mó­rek” jest każ­dy z nas, dla­te­go po­dob­ne na­zew­nic­two ma za za­da­nie odrzeć em­brion z god­no­ści ludz­kiej. Po dru­gie – ab­sur­dem jest roz­po­zna­wa­nie czło­wie­czeń­stwa tyl­ko po wy­glą­dzie. Rze­czy­wi­ście, po­cząt­ko­wo em­brion nie wy­glą­da jak no­wo­ro­dek. No­wo­ro­dek jed­nak nie wy­glą­da jak na­sto­la­tek, a na­sto­la­tek jak sta­ru­szek. Ten sam czło­wiek prze­cho­dzi przez róż­ne sta­dia roz­wo­ju, a okres przed na­ro­dze­niem jest jed­nym z nim. Nie­ste­ty – naj­bar­dziej na­ra­żo­nym na za­gro­że­nia.

Od kie­dy za­czy­na się cią­ża?

Co w przy­pad­ku bliź­niąt jed­no­ja­jo­wych i jak po­go­dzić tę kwe­stię z fak­tem, że ży­cie za­czy­na się w mo­men­cie po­czę­cia? Wte­dy tak­że ma­my do czy­nie­nia z oso­bą ludz­ką od pierw­sze­go mo­men­tu ist­nie­nia. Czas ży­cia dru­gie­go em­brio­nu li­czy się od chwi­li od­dzie­le­nia od em­brio­nu ma­cie­rzy­ste­go. Nie­któ­rzy zmie­nia­ją de­fi­ni­cję cią­ży i po­cząt­ku ży­cia, twier­dząc, że za­czy­na się ono nie w mo­men­cie po­czę­cia, ale do­pie­ro wte­dy, gdy za­gnieź­dzi się w ma­ci­cy. W ten spo­sób uspra­wie­dli­wia­ją sto­so­wa­nie wkład­ki we­wnątrz­ma­cicz­nej, któ­ra utrud­nia im­plan­ta­cję za­rod­ka. To ar­gu­men­ta­cja chy­bio­na, po­nie­waż za­gnież­dże­nie nie ma wpły­wu na we­wnętrz­ną struk­tu­rę dziec­ka w sta­dium em­brio­nal­nym, ozna­cza tyl­ko zmia­nę miej­sca je­go po­by­tu.

Czy chro­ni­my tyl­ko świa­do­mych?

Czę­sto za­da­je się tak­że py­ta­nie o to, czy em­brion nie­po­sia­da­ją­cy jesz­cze zdol­no­ści my­śle­nia i roz­wi­nię­tej świa­do­mo­ści po­wi­nien być uzna­ny za oso­bę, po­sia­dać ochro­nę praw­ną. O czło­wie­czeń­stwie nie mo­że de­cy­do­wać na­sza świa­do­mość czy zdol­ność my­śle­nia, bo w ten spo­sób mu­sie­li­by­śmy uznać, że ktoś kto jest w śpiącz­ce lub śpi, tra­ci czło­wie­czeń­stwo. Prze­ra­ża­ją­ce? Zde­cy­do­wa­nie tak. W sta­dium pło­do­wym, przy­naj­mniej od dru­gie­go try­me­stru cią­ży, dziec­ko nie­na­ro­dzo­ne czu­je ból. W nie­któ­rych sta­nach USA za­le­ca się znie­czu­le­nie dziec­ka, któ­re ma być pod­da­ne abor­cji.

Od­bie­ra­nie god­no­ści któ­rej­kol­wiek isto­cie ludz­kiej pro­wa­dzi do strasz­nych kon­se­kwen­cji.

 

Ewa Rej­man

 

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Moja słaba silna wola

Po­wta­rzasz słów­ka z an­giel­skie­go, tre­nu­jesz siat­ków­kę, an­ga­żu­jesz się w wo­lon­ta­riat? Bez wzglę­du na to, co chcesz osią­gnąć, po­trzeb­na ci jest mo­ty­wa­cja i sil­na wo­la. Jak ją wzmac­niać, by iść pro­sto do ce­lu?

Si­ła wo­li to rów­nież umie­jęt­ność wi­zu­ali­za­cji od­le­głe­go ce­lu. W gło­wie two­rzy­my ob­raz tak wy­raź­ny, że je­ste­śmy w sta­nie wszyst­ko po­ko­nać, by­le tyl­ko zre­ali­zo­wać na­sze pra­gnie­nie. Oso­by, któ­re ma­ją sil­ną wo­lę, le­piej ra­dzą so­bie z po­ko­ny­wa­niem po­kus i kry­zy­sów. Dzię­ki te­mu ma­ją czas na to, co dla nich waż­ne. Sil­na wo­la przy­da­je się rów­nież w szko­le, gdzie do­bry re­zul­tat za­le­ży bar­dziej od do­brych na­wy­ków niż od jed­no­ra­zo­we­go wy­sił­ku. Oso­by, któ­re uczą się sys­te­ma­tycz­nie, osią­ga­ją lep­sze wy­ni­ki niż te, któ­re w ostat­niej chwi­li za­ry­wa­ją noc­ki.

Za­so­by od­na­wial­ne

Za­so­by wo­li pod­le­ga­ją wa­ha­niom w cią­gu dnia. Ran­kiem je­ste­śmy peł­ni ener­gii, ale w mia­rę upły­wu cza­su na­sze si­ły się wy­czer­pu­ją. Dla­te­go wie­czo­rem si­ła wo­li słab­nie. Je­ste­śmy bar­dziej po­dat­ni na po­ku­sy, ła­twiej idzie­my na „kom­pro­mis” z su­mie­niem. To tro­chę jak z ba­te­rią w te­le­fo­nie. Ra­no, odłą­cza­jąc ko­mór­kę od ła­do­war­ki, masz 100 proc. ba­te­rii. Je­śli czę­sto dzwo­nisz, wy­sy­łasz SMS-y, ko­rzy­stasz z apli­ka­cji i gier – po­ziom ba­te­rii szyb­ko spa­da. Po­dob­nie z sil­ną wo­lą. Ra­no jest na­ła­do­wa­na na full. Po po­wro­cie ze szko­ły jej po­ziom mo­że wy­no­sić już tyl­ko 20 proc. Dla­te­go wie­czo­rem nic nam się nie chce – sil­na wo­la zo­sta­ła wy­ko­rzy­sta­na w cią­gu dnia. Sko­ro masz ogra­ni­czo­ne za­so­by wo­li, nie pró­buj kon­tro­lo­wać wszyst­kie­go, mierz si­ły na za­mia­ry i skup się na prio­ry­te­tach. Mniej waż­ne spra­wy odłóż na po­tem, in­ne – po pro­stu od­puść.

foto_01-02_17-2017

Ćwi­cze­nie wo­li

Ćwi­cze­nie sil­nej wo­li wzmac­nia ją, na­to­miast speł­nia­nie każ­dej za­chcian­ki spra­wia, że sil­na wo­la sta­je się sła­ba. Uni­kaj więc sy­tu­acji, któ­re wio­dą cię na po­ku­sze­nie. Je­śli np. jesz za du­żo czy nie­zdro­wo, po­myśl o tym już wte­dy, gdy ro­bisz za­ku­py. Nie zma­gaj się z po­ku­są, sto­jąc przed lo­dów­ką peł­ną sma­ko­ły­ków. Sil­na wo­la na szczę­ście się re­ge­ne­ru­je, a jej za­so­by pod­czas od­po­czyn­ku wra­ca­ją zwy­kle do pier­wot­ne­go sta­nu. Nie za­po­mi­naj za­tem o zdro­wym śnie i re­lak­sie. Cza­sa­mi do pod­ła­do­wa­nia ba­te­rii wy­star­czy kil­ka­na­ście mi­nut.

Miej wła­sne ce­le

Po­sta­na­wiasz, że bę­dziesz re­gu­lar­nie ćwi­czyć. Ku­pu­jesz kar­net na si­łow­nię i... cho­dzisz tam przez ty­dzień. Chcesz zrzu­cić kil­ka ki­lo­gra­mów. Jesz li­ście sa­ła­ty skro­pio­ne so­kiem z cy­try­ny, a po trzech dniach się­gasz po ciast­ko z bi­tą śmie­ta­ną. Dla­cze­go sil­na wo­la czę­sto prze­gry­wa w star­ciu z rze­czy­wi­sto­ścią? Po­nie­waż być mo­że pra­gnie­my osią­gnąć nie swo­je ce­le. Wal­czysz o pięk­ną syl­wet­kę, że­by po­do­bać się in­nym. Chcesz po­pra­wić oce­ny, bo te­go wy­ma­ga­ją od cie­bie ro­dzi­ce. Tym­cza­sem cu­dze­go ce­lu nie je­steś w sta­nie wi­zu­ali­zo­wać na ty­le prze­ko­nu­ją­co, by przy­sło­nił ci za­chcian­ki i po­skro­mił le­ni­stwo. Stąd za­miast ra­do­ści z suk­ce­su, nie­po­wo­dze­nie i wy­rzu­ty su­mie­nia. Je­śli chcesz osią­gać ce­le, do­ko­nuj od­po­wied­nich wy­bo­rów. Dąż do speł­nie­nia wła­snych pra­gnień, a nie tych wy­mu­sza­nych przez in­nych. Wte­dy si­ły i chę­ci do dzia­ła­nia bę­dziesz mieć aż nad­to. I żad­na gó­ra pty­siów czy pącz­ków nie po­wstrzy­ma cię przed doj­ściem tam, do­kąd fak­tycz­nie zmie­rzasz.

Wy­obra­ża­jąc so­bie swój przy­szły suk­ces, war­to rów­nież mieć przed ocza­mi sa­me­go sie­bie pra­cu­ją­ce­go nad je­go osią­gnię­ciem. Spe­cja­li­ści od mo­ty­wa­cji mó­wią, że sku­tecz­ne jest po­świę­ce­nie rów­nej ilo­ści cza­su na wy­obra­ża­nie so­bie scen na­leż­nych nam okla­sków oraz za­chwy­tów i na ob­raz sie­bie po­chy­lo­ne­go nad książ­ką czy po­cą­ce­go się na si­łow­ni. Niech cie­szy cię ob­raz sa­me­go sie­bie, do­cho­dzą­ce­go krok po kro­ku do ce­lu.

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Jagiellonka

Bi­blio­te­ka Ja­giel­loń­ska to naj­star­sza uni­wer­sy­tec­ka bi­blio­te­ka w Pol­sce, ma­ją­ca cha­rak­ter na­ro­do­wy. Jej po­cząt­ki się­ga­ją XIV w. Przez czy­tel­ni­ków na­zy­wa­na Ja­giel­lon­ką. Dy­rek­tor Ka­rol Es­tre­icher (1868–1905) okre­ślił ją ja­ko Bi­blio­the­ca Pa­tria (Bi­blio­te­ka Oj­czy­sta). Wie­le to­mów otrzy­ma­ła w da­rze. Pro­fe­so­ro­wie na ło­żu śmier­ci za­pi­sy­wa­li jej swo­je księ­go­zbio­ry. Chcie­li, by ko­rzy­sta­li z nich ich ko­le­dzy i stu­den­ci. Wszy­scy dar­czyń­cy zo­sta­li wpi­sa­ni do księ­gi Li­ber be­ne­fac­to­rum, któ­ra znaj­du­je się w Od­dzia­le Rę­ko­pi­sów. Wy­jąt­ko­wą po­sta­cią w jej hi­sto­rii był Be­ne­dykt z Koź­mi­na, pro­fe­sor Aka­de­mii Kra­kow­skiej, któ­ry ofia­ro­wał pie­nią­dze na za­kup ksią­żek.

foto_01-01_17-2017

Obec­ny gmach skła­da się z dwóch bu­dyn­ków – sta­re­go i no­we­go. Gdy po­wsta­wał, w dwu­dzie­sto­le­ciu mię­dzy­wo­jen­nym, miej­sce bu­do­wy nie spodo­ba­ło się kra­kow­skim pro­fe­so­rom. Po­wód: znaj­do­wa­ło się po­za mia­stem (obec­nie jest to cen­trum) i by­ło po­lem, na któ­rym ro­sły… ziem­nia­ki. Obec­nie zbio­ry Ja­giel­lon­ki li­czą po­nad 5,5 mln to­mów ksią­żek, cza­so­pism i zbio­rów spe­cjal­nych. Rocz­nie wpły­wa do niej bli­sko 140 ty­się­cy ksią­żek, cza­so­pism, nut, map, do­ku­men­tów elek­tro­nicz­nych, au­dio­wi­zu­al­nych itp. Ma… je­de­na­ście czy­telń. W Lec­to­rium, naj­więk­szej z nich, znaj­du­je się oko­ło 30 ty­się­cy ksią­żek. Każ­dy czy­tel­nik mo­że z nich ko­rzy­stać na miej­scu. Oso­by nie­wi­do­me i sła­bo­wi­dzą­ce ma­ją dwie se­pa­rat­ki przy Czy­tel­ni Pra­cow­ni­ków Na­uki. Wpi­sy wiel­kich go­ści od­no­to­wu­je się w „Księ­dze kró­lew­skiej”.

 

Aga­ta Goł­da

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Inny świat

Jest naj­star­szą bi­blio­te­ką uni­wer­sy­tec­ką w Pol­sce. Zbu­do­wa­na zo­sta­ła na po­lu, na któ­rym kie­dyś ro­sły ziem­nia­ki. Ma 25 ty­się­cy czy­tel­ni­ków. Rocz­nie wy­po­ży­cza 400 ty­się­cy ksią­żek.

Bi­blio­te­ka Ja­giel­loń­ska (BJ) kry­je w so­bie bo­gac­two słów i my­śli. Znaj­du­je się w cen­trum Kra­ko­wa. Roz­miar gma­chu po­cząt­ko­wo przy­tła­cza. Po le­wej stro­nie wej­ścia głów­ne­go stoi nie­wiel­ki re­gał z książ­ka­mi prze­zna­czo­ny­mi na bo­ok­cros­sing. Chęt­ni mo­gą za­brać lek­tu­rę do do­mu, po­zo­sta­wia­jąc w za­mian ja­kąś in­ną. Czy­tel­ni­kiem mo­że zo­stać każ­da peł­no­let­nia oso­ba, któ­ra jest zwią­za­na z Kra­ko­wem szko­łą, stu­dia­mi lub pra­cą. Peł­no­let­ni uczeń szko­ły śred­niej mo­że wy­po­ży­czać książ­ki, a nie­peł­no­let­ni ko­rzy­stać z nich tyl­ko w czy­tel­niach. Do BJ za­pi­sa­nych jest bli­sko 25 ty­się­cy czy­tel­ni­ków, któ­rzy rocz­nie wy­po­ży­cza­ją po­nad 400 ty­się­cy dzieł, głów­nie ksią­żek na­uko­wych.

foto_01-03_17-2017

Szu­flad­ki z kar­tecz­ka­mi

Oso­by ko­rzy­sta­ją­ce z czy­tel­ni mu­szą po­zo­sta­wić okry­cie wierzch­nie w szat­ni a to­reb­ki i ple­ca­ki w spe­cjal­nych szaf­kach. Pod­ręcz­ne rze­czy trze­ba wło­żyć do ko­szy­ka, do któ­re­go przy wcho­dze­niu na pię­tra z czy­tel­nia­mi (i scho­dze­niu z nich) za­wsze za­glą­da czuj­ne oko ochro­nia­rza. Wy­po­ży­czal­nia znaj­du­je się na wprost wej­ścia głów­ne­go. Moż­na w niej ode­brać książ­ki za­mó­wio­ne z ma­ga­zy­nu ogól­ne­go. Ka­ta­log kom­pu­te­ro­wy ist­nie­je od 1994 r., ale jesz­cze nie wszyst­kie zbio­ry się w nim znaj­du­ją. Je­śli nie ma w nim po­szu­ki­wa­nej lek­tu­ry, trze­ba udać się do ka­ta­lo­gu kart­ko­we­go. To zbiór bar­dzo wie­lu szu­fla­dek z kar­tecz­ka­mi z opi­sa­mi ksią­żek, uło­żo­nych przed­mio­to­wo (we­dług ha­seł przed­mio­to­wych np. me­dy­cy­na, pra­wo) lub al­fa­be­tycz­nie (we­dług na­zwi­ska au­to­ra lub ty­tu­łu pu­bli­ka­cji).

Ko­lej­ka elek­trycz­na

Gdy przy­cho­dzi za­mó­wie­nie od czy­tel­ni­ka, w ma­ga­zy­nie, któ­ry zaj­mu­je sześć pię­ter (!), au­to­ma­tycz­nie dru­ku­je się re­wers. Pra­cow­ni­cy od­szu­ku­ją wo­lu­mi­ny po sy­gna­tu­rze, czy­li ko­lej­no nada­wa­nym nu­me­rze, na ogrom­nych, wy­so­kich pół­kach. Książ­ki wkła­da­ją do spe­cjal­ne­go wóz­ka, któ­ry po szy­nach mknie do wy­po­ży­czal­ni. Tam, odło­żo­ne na pół­kę, cze­ka­ją na czy­tel­ni­ka.

Na­byt­ki i du­ble­ty

Wszyst­kie książ­ki, któ­re uka­zu­ją się w Pol­sce po­win­ny tra­fić do BJ w dwóch eg­zem­pla­rzach w ra­mach tzw. eg­zem­pla­rza obo­wiąz­ko­we­go, prze­sy­ła­ne­go przez wy­daw­ców. Je­den jest ar­chi­wi­zo­wa­ny, dru­gi udo­stęp­nia­ny czy­tel­ni­kom. Bi­blio­te­ka gro­ma­dzi rów­nież książ­ki za­gra­nicz­ne trak­tu­ją­ce o Pol­sce (tzw. po­lo­ni­ka). Mie­sięcz­nie BJ otrzy­mu­je oko­ło sze­ściu ty­się­cy ksią­żek i oko­ło czter­na­stu ty­się­cy cza­so­pism. Rocz­ne wpły­wy zaj­mu­ją w ma­ga­zy­nach kil­ka­set me­trów bie­żą­cych! Ich opra­co­wa­niem zaj­mu­je się kil­ka­dzie­siąt osób. Każ­da książ­ka zo­sta­je wcze­śniej wpi­sa­na do in­wen­ta­rza i ska­ta­lo­go­wa­na. Ma nada­ną sy­gna­tu­rę i kod kre­sko­wy, by mo­gła być udo­stęp­nia­na. W we­wnętrz­nym ma­ga­zy­nie sto­ją wy­so­kie pół­ki z usze­re­go­wa­ny­mi al­fa­be­tycz­nie cza­so­pi­sma­mi. Cze­ka­ją, aż uzbie­ra się ca­ły rocz­nik, któ­ry jest opra­wia­ny i wy­sy­ła­ny do ma­ga­zy­nu głów­ne­go. Po­bli­ski ma­ga­zyn wy­peł­nio­ny jest du­ble­ta­mi i dru­ka­mi zbęd­ny­mi. Część z nich tra­fia do bi­blio­tek pu­blicz­nych, szkol­nych i uczel­nia­nych.

 

Aga­ta Goł­da

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Wstępniak 17/2017

Jola Tęcza-Ćwierz

Zna­cie wiersz Sło­wac­kie­go pt. „Grób Aga­mem­no­na”? Mo­ja ko­le­żan­ka nie zna­ła. Dla­te­go na spraw­dzia­nie z pol­skie­go bły­snę­ła wła­sną wer­sją ty­tu­łu: „Gru­ba Mem­no­na”. Do­sta­ła pa­łę.

Być „oczy­ta­nym” to mieć wie­dzę, kom­pe­ten­cje i bły­sko­tli­wą ri­po­stę. Czy­ta­nie spra­wia, że po­sze­rza­my ho­ry­zon­ty, roz­wi­ja­my wy­obraź­nię, wzbo­ga­ca­my słow­nic­two. Kie­dy ktoś wcią­ga nas w dys­ku­sję na te­mat, o któ­rym czy­ta­li­śmy, roz­mów­ca nas nie za­sko­czy i na pew­no nie wyj­dzie­my na igno­ran­tów. Czu­je­my się swo­bod­nie i ro­śnie po­czu­cie na­szej war­to­ści.

Ale przede wszyst­kim bez pa­mię­ci za­nu­rza­my się w rwą­ce hi­sto­rie, pły­nie­my przez nie, eks­cy­tu­je­my się, śmie­je­my się na głos a cza­sem i pła­cze­my. I to wszyst­ko – tyl­ko czy­ta­jąc. Ży­je­my sto ra­zy, za­miast raz 🙂

Wy­bierz­my się więc do bi­blio­te­ki, czy­tel­ni al­bo księ­gar­ni. Po­czuj­my za­pach ksią­żek. Na­syć­my oczy wi­do­kiem rów­niut­ko usta­wio­nych to­mów. Ni­gdy nie by­li­ście? Nie wie­cie, jak się za­cho­wać? Zo­bacz­cie nasz po­rad­nik i sprawdź­cie, jak do czy­ta­nia za­chę­ca­ją oso­by zna­ne z me­diów. Mi­łej lek­tu­ry. 🙂

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

p.o. re­dak­to­ra na­czel­ne­go

Matka natura, córka Boga

Pa­trzę za okno i wszyst­ko aż krzy­czy, że la­to w peł­ni. Co dzień o pią­tej ra­no bu­dzi mnie śpiew pta­ków i wschód słoń­ca. Po­zwa­lam, że­by pro­mie­nie za­gląd­nę­ły mi w oczy, bio­rę głę­bo­ki wdech i ob­ser­wu­ję bu­dzą­ce się do ży­cia są­siedz­two. Ci­sza, spo­kój. Dzię­ku­ję Bo­gu, że się obu­dzi­łam.

Pa­mię­tam, jak kie­dyś ma­ma za­bra­ła mnie i sio­stry na wy­ciecz­kę do pew­ne­go miej­sca, któ­re wspo­mi­na z wła­sne­go dzie­ciń­stwa. Łap­szan­ka to ma­leń­ka wio­ska z jed­ną, bar­dzo stro­mą dróż­ką i naj­pięk­niej­szą pa­no­ra­mą Tatr, ja­ką wi­dzia­łam. Kie­dy do­je­dziesz na szczyt dróż­ki, za­trzy­mu­jesz się przed opa­da­ją­cą spo­koj­nie po­la­ną, na któ­rej stoi ka­plicz­ka. Nad gło­wą la­ta­ją or­ły i so­ko­ły. Czas jak­by się za­trzy­mu­je. Ci­sza. Po­za śpie­wem pta­ków do­cie­ra­ją je­dy­nie od­le­głe od­gło­sy co­dzien­nej krzą­ta­ni­ny ni­gdzie nie­spie­szą­cych się miesz­kań­ców. Wi­dzisz ten ob­raz pod po­wie­ka­mi? Na­ma­lu­ję ci jesz­cze dru­gi. Sa­mot­na pla­ża, śro­dek la­ta. Spo­koj­ny szum fal. Mięk­ki pia­sek prze­sy­pu­ją­cy się swo­bod­nie mię­dzy pal­ca­mi stóp pod­czas spa­ce­ru. Bursz­ty­ny. Świe­że, mor­skie po­wie­trze i lek­ka bry­za. Spo­kój w ser­cu. Moż­na usły­szeć wła­sne my­śli. Al­bo po­roz­ma­wiać z Bo­giem.

foto_01-03_sierpien-2017

Ktoś mu­siał to za­pla­no­wać

Za­wsze w ta­kich mo­men­tach to On przy­cho­dzi mi do gło­wy. Dla mo­je­go umy­słu jest oczy­wi­ste, że tak do­sko­na­ły świat, w któ­rym każ­de źdźbło tra­wy jest in­ne, każ­dy pła­tek śnie­gu nie­po­wta­rzal­ny, nie mógł po­wstać przez przy­pa­dek. Ani bez pla­nu. Z pew­no­ścią nie mógł też po­wstać bez mi­ło­ści. Ktoś mu­siał to wszyst­ko za­pla­no­wać i stwo­rzyć. Wie­rzę, że to Bóg. Teo­lo­gia na­zy­wa to po­zna­niem na­tu­ral­nym. We­dług tej teo­rii, przy­ro­da pod­po­wia­da ludz­kie­mu ro­zu­mo­wi ist­nie­nie Stwór­cy.

W ser­cu na­zy­wam mat­kę na­tu­rę cór­ką Bo­ga. Co mó­wi mi o Oj­cu? Z pew­no­ścią to, że On cią­gle, nie­ustan­nie dzia­ła w świe­cie. Dwa­dzie­ścia czte­ry go­dzi­ny na do­bę spra­wia, że ro­sną ro­śli­ny, któ­re po­tem mo­gę zjeść. Po­zwa­la ro­dzić się zwie­rzę­tom, któ­re nie­kie­dy sta­ją się mo­imi przy­ja­ciół­mi. Bo­gac­two ga­tun­ków jest tak prze­ogrom­ne, że na­dal od­kry­wa­my i na­zy­wa­my no­we. To wszyst­ko po­ka­zu­je mi, że Bóg jest do­bry. Wiem też, że jest po­tęż­ny – kie­dy nad mo­ją gło­wą sza­le­je bu­rza z pio­ru­na­mi i grzmo­ta­mi, któ­re po­wo­du­ją re­zo­nans w ca­łym cie­le i gę­sią skór­kę – je­stem pew­na, że by­le kto nie urzą­dził­by ta­kie­go po­ka­zu. Po­tra­fi wzbu­rzyć gwał­tow­ny sztorm na spo­koj­nym mo­rzu, wy­pię­trzyć Mo­unt Eve­rest i spra­wić, że Et­na wy­plu­wa la­wę. Po­tra­fi po­ru­szyć pły­ta­mi tek­to­nicz­ny­mi, strą­cić gwiaz­dy z nie­ba, spro­wa­dzić ulew­ne desz­cze, stwo­rzyć ca­ły kon­ty­nent. Kie­dy o tym my­śli­my, moż­na się prze­ra­zić. Ale szcze­rze mó­wiąc – chcę mieć ta­kie­go wła­śnie Bo­ga i cie­szę się, że Go mam, bo dla Nie­go nie jest pro­ble­mem do­ko­na­nie rze­czy nie­moż­li­wych. Tyl­ko na Zie­mi czło­wiek mo­że swo­bod­nie od­dy­chać, roz­wi­jać się, zna­leźć po­ży­wie­nie – ma­my dla sie­bie ogrom­ny, do­pa­so­wa­ny do na­szych po­trzeb świat, w któ­rym nie zo­sta­je za­po­mnia­ne naj­mniej­sze stwo­rze­nie. Bóg, któ­ry nie ży­czył­by nam do­brze i nie da­rzył mi­ło­ścią, ra­czej nie umie­ścił­by nas w ta­kim wła­śnie świe­cie. A prze­cież tu­taj je­ste­śmy!

Tak, do­świad­cza­my ka­ta­kli­zmów, ka­ta­strof na­tu­ral­nych. Ktoś gi­nie za­ata­ko­wa­ny przez dra­pież­ni­ka lub pod wo­da­mi tsu­na­mi. To za­wsze bo­li, spra­wia cier­pie­nie, ale to już te­mat na od­ręb­ny fe­lie­ton. Dzi­siaj weź do ser­ca drę­czą­ce mnie py­ta­nie: sko­ro do­bry i po­tęż­ny Bóg dał ci ta­ki nie­sa­mo­wi­ty świat i pod­trzy­mu­je go w ist­nie­niu, dla­cze­go zda­rza nam się go nie sza­no­wać i nisz­czyć?

 

Sa­ra Ry­now­ska

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Czas mieć, organizować, doceniać

Na­le­ży do źró­deł nie­od­na­wial­nych. Jak wę­giel – raz wy­do­by­ty, ni­gdy nie wra­ca na to sa­mo miej­sce. Je­ste­śmy te­go świa­do­mi. Dla­cze­go więc tak czę­sto go mar­nu­je­my?

Ko­he­let pi­sał: „Wszyst­ko ma swój czas, i jest wy­zna­czo­na go­dzi­na na wszyst­kie spra­wy pod nie­bem: Jest czas ro­dze­nia i czas umie­ra­nia, czas sa­dze­nia i czas wy­ry­wa­nia te­go, co za­sa­dzo­no, czas za­bi­ja­nia i czas le­cze­nia, czas bu­rze­nia i czas bu­do­wa­nia, czas pła­czu i czas śmie­chu, czas za­wo­dze­nia i czas plą­sów, czas rzu­ca­nia ka­mie­ni i czas ich zbie­ra­nia, czas piesz­czot cie­le­snych i czas wstrzy­my­wa­nia się od nich, czas szu­ka­nia i czas tra­ce­nia, czas za­cho­wa­nia i czas wy­rzu­ca­nia, czas roz­dzie­ra­nia i czas zszy­wa­nia, czas mil­cze­nia i czas mó­wie­nia, czas mi­ło­wa­nia i czas nie­na­wi­ści, czas woj­ny i czas po­ko­ju” (Koh 3, 1–8). Czas jest jed­nym z naj­cen­niej­szych za­so­bów, ja­ki­mi ob­da­rzył nas do­bry Bóg.

foto_01-02_sierpien-2017

Bóg, któ­ry „Jest”

Dla Bo­ga, któ­ry choć ży­je w wiecz­no­ści, czy­li po­za cza­sem, czas nie jest cał­ko­wi­cie obo­jęt­ny. Przez Wcie­le­nie Sy­na Bo­że­go, na swój spo­sób, za­mknął sie­bie w gra­ni­cach cza­su. Ten krót­ki frag­ment ist­nie­nia świa­ta okre­śla­ny jest ja­ko „peł­nia cza­su”: „Gdy jed­nak na­de­szła peł­nia cza­su, ze­słał Bóg Sy­na swe­go, zro­dzo­ne­go z nie­wia­sty, zro­dzo­ne­go pod Pra­wem, aby wy­ku­pił tych, któ­rzy pod­le­ga­li Pra­wu, aby­śmy mo­gli otrzy­mać przy­bra­ne sy­no­stwo” (Ga 4, 4–5).

Bóg, któ­ry jest po­za cza­sem, za­mknął sie­bie w gra­ni­cach cza­su, spra­wia­jąc, że ten wła­śnie, wy­bra­ny przez Nie­go, czas stał się peł­nią cza­su. To nie­co skom­pli­ko­wa­ne, ale nie mar­tw­cie się. Cho­dzi przede wszyst­kim o to, że Bóg, któ­ry ży­je w wiecz­no­ści, stał się isto­tą osa­dzo­ną w cza­sie. Pi­smo Świę­te na okre­śle­nie cza­su uży­wa dwóch grec­kich sfor­mu­ło­wań: Chro­nos Ka­iros. Chro­nos to czas re­al­ny. Ten, któ­ry bie­gnie, gdy na przy­kład czy­tasz te sło­wa. Na­to­miast Ka­iros to czas zba­wie­nia. Czas da­ny od Bo­ga. Kie­dy za­tem jest czas Ka­iros? Te­raz! „Oto te­raz czas upra­gnio­ny, oto te­raz dzień zba­wie­nia” (2 Kor 6,2b). Two­je ży­cie, któ­re jest nie­po­wta­rzal­ne, twój nie­po­wta­rzal­ny dzień i ta krót­ka chwi­la, któ­ra trwa – to Ka­iros, czas zba­wie­nia. Wy­ko­rzy­staj go!

Imię, ja­kim Bóg przed­sta­wia się Moj­że­szo­wi, jest rów­nież imie­niem osa­dza­ją­cym Go w cza­sie. Je­stem. Nie: by­łem czy bę­dę, ale: Je­stem. Tu i te­raz.

To wszyst­ko po­ka­zu­je, że czas jest rze­czy­wi­sto­ścią świę­tą. Jest ob­ja­wia­niem się sa­me­go Bo­ga. Ten, któ­ry Jest, wspie­ra cię ła­ską w każ­dej chwi­li ży­cia.

 

ks. Ka­mil Go­łusz­ka

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Wstać, przynieść wody, narąbać drzewa

Z Krzysz­to­fem J. Kwiat­kow­skim, któ­ry or­ga­ni­zu­je mło­dzie­żo­we obo­zy prze­trwa­nia w Biesz­cza­dach, roz­ma­wia Jo­la Tę­cza-Ćwierz

Skąd ta­ki po­mysł na ży­cie?

– Gdy by­łem li­ce­ali­stą – a był rok 1970 – za­czą­łem opusz­czać lek­cje, uda­wa­łem się do la­su i tam… szu­ka­łem sa­me­go sie­bie. Ta­ki mło­dzień­czy bunt. Któ­re­goś dnia obej­rza­łem film Dzi­kie dziec­ko w re­ży­se­rii Fran­co­is Truf­faut. To praw­dzi­wa hi­sto­ria z 1789 ro­ku, opo­wie­dzia­na ję­zy­kiem fil­mu. Chcia­no się po­zbyć pew­ne­go dziec­ka, lecz ono prze­ży­ło w le­sie i zo­sta­ło zna­le­zio­ne. Dok­tor Je­an Marc Ga­spard Itard pró­bo­wał przy­wró­cić chłop­ca do świa­ta lu­dzi. Po­ja­wi­ła się we mnie szcze­gól­na wi­zja i za­czą­łem zaj­mo­wać się po­gu­bio­ny­mi dzieć­mi, by zna­la­zły sie­bie. Dla­te­go wy­cho­dzi­li­śmy do la­su.

Za­nim zro­dził się mój su­rvi­val, pa­rę lat by­łem pe­da­go­giem ulicz­nym. Za­czą­łem pra­co­wać w szko­le i przy oka­zji pro­wa­dzić ko­ło strze­lec­kie. Dzie­cia­ki chcia­ły let­nich obo­zów. I wte­dy oka­za­ło się, że je­ste­śmy ra­czej ko­łem wę­drow­ców w dzi­czy i po­ja­wi­ło się sło­wo su­rvi­val. A ja za­czą­łem świa­do­mie przy­glą­dać się zja­wi­sku. Zro­zu­mia­łem, że to nie jest dzia­łal­ność oko­licz­no­ścio­wa, przy­pad­ko­wa. Ma w so­bie ogrom­ny po­ten­cjał, ale trze­ba ro­zu­mieć wszyst­kie jej pro­ce­sy.

foto_01-01_sierpien-2017

Pra­cu­jąc w za­kła­dzie wy­cho­waw­czym, wy­pro­wa­dza­łem pod­opiecz­nych w te­ren. Or­ga­ni­zo­wa­łem pod­cho­dy (nie­co po­waż­niej­sze niż te dzie­cię­ce), mo­sty li­no­we, wspi­nacz­kę na drze­wa itp. Po­ma­ga­li mi asy­sten­ci, wy­cho­wa­ni tro­chę w sztu­ce prze­trwa­nia, nie­co tyl­ko star­si od mo­ich pod­opiecz­nych. Do dziś wspo­mi­na­my, ile do­bre­go nam to da­ło. Do dziś też nie umiem prze­stać… Kto bie­rze udział w ta­kich obo­zach? Czy do su­rvi­va­lu trze­ba się przy­go­to­wać? – To za­ję­cie dla każ­de­go. Na­wet bez żad­ne­go przy­go­to­wa­nia. Trze­ba je­dy­nie pa­mię­tać, że na­sze po­stę­po­wa­nie mu­si być ade­kwat­ne do te­go, ja­cy je­ste­śmy i w ja­kich wa­run­kach dzia­ła­my. Je­śli ktoś jest mniej do­świad­czo­ny, a uda­je się w miej­sce, gdzie pa­nu­ją trud­niej­sze wa­run­ki, po­wi­nien mieć do­świad­czo­ne­go to­wa­rzy­sza. Nie ma jed­nak wy­raź­nych gra­nic wy­zna­cza­ją­cych po­le na­szej ak­tyw­no­ści. Nie cho­dzi oczy­wi­ście o by­cie zwa­rio­wa­nym, lecz roz­waż­nym. Dla­te­go le­piej być przy­go­to­wa­nym. By­cie roz­waż­nym wca­le nie ozna­cza by­cia nud­nym. W po­wszech­nej świa­do­mo­ści su­rvi­val ko­ja­rzy się z umie­jęt­no­ścią prze­trwa­nia w le­sie, roz­pa­la­nia ogni­ska bez uży­cia za­pa­łek al­bo je­dze­niem ko­rzon­ków na ko­la­cję.

Ja­ka jest Pa­na de­fi­ni­cja?

– Oto ona: „Na su­rvi­val skła­da się ze­spół po­staw i świa­do­mych za­bie­gów przy­go­to­wu­ją­cych do prze­trwa­nia oraz słu­żą­cych prze­trwa­niu w prze­wi­dy­wa­nych trud­nych i skraj­nie trud­nych sy­tu­acjach. Su­rvi­val jest sztu­ką do­sto­so­wy­wa­nia sa­me­go sie­bie do wa­run­ków ze­wnętrz­nych oraz sztu­ką do­sto­so­wy­wa­nia wa­run­ków ze­wnętrz­nych do swo­ich po­trzeb.

Zwłasz­cza wte­dy, gdy do­ty­czy sy­tu­acji nie­ty­po­wych, na­głych i groź­nych wo­bec bra­ku pod­sta­wo­wych środ­ków do ży­cia oraz na­rzę­dzi”. Ca­łość słu­ży wła­sne­mu przy­go­to­wa­niu do ra­dze­nia so­bie z co­raz po­waż­niej­szy­mi wy­zwa­nia­mi rze­czy­wi­sto­ści. Su­rvi­val to prze­trwa­nie. Nic in­ne­go.

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Wstępniak sierpień 2017

Jola Tęcza-Ćwierz

Sie­dzisz w sa­mo­lo­cie i le­cisz na wy­ma­rzo­ne wa­ka­cje. Za­pa­dasz się w mięk­ki fo­tel i za­sy­piasz, bo lot po­trwa dłu­go. Na­gle bu­dzą Cię krzy­ki pa­sa­że­rów. Ode­rwa­ła się tyl­na część ma­szy­ny. Sa­mo­lot moc­no pi­ku­je. Na szczę­ście, pi­lo­to­wi uda­ło się po­sa­dzić go na oce­anie. Wszy­scy oca­le­li, ale mu­szą cze­kać kil­ka go­dzin na ra­tu­nek i po­ra­dzić so­bie w tej sy­tu­acji. Ty rów­nież.

Sce­na­riu­sze gro­zy moż­na mno­żyć: gu­bisz się w le­sie pod­czas mgły; ro­bisz „skrót” na gór­skim szla­ku i za­ska­ku­je Cię zmrok; tra­sa, któ­rą ob­ra­łeś oka­za­ła się zbyt dłu­ga i nie masz sił, by do­trzeć do ce­lu. Fan­ta­sty­ka? Ra­cja, ta­kie sy­tu­acje nie zda­rza­ją się czę­sto, ale są moż­li­we.

Bry­tyj­ski po­dróż­nik, al­pi­ni­sta i po­pu­la­ry­za­tor sztu­ki prze­trwa­nia Edward Mi­cha­el Grylls na­pi­sał: „Za­sta­na­wia­łem się nad swo­imi przy­go­da­mi i w ogó­le kwe­stią prze­trwa­nia w trud­nych wa­run­kach. I do­sze­dłem do wnio­sku, że po­za róż­ny­mi umie­jęt­no­ścia­mi li­czy się wo­la prze­ży­cia. Naj­waż­niej­sze jest, by się nie pod­da­wać i za­cho­wać spo­kój, na­wet kie­dy sy­tu­acja wy­da­je się roz­pacz­li­wa”.

Czy za­sta­na­wia­łeś się kie­dyś, z ja­ki­mi my­śla­mi i sta­na­mi emo­cjo­nal­ny­mi mu­si zma­gać się oso­ba, któ­ra zna­la­zła się w sy­tu­acji eks­tre­mal­nej? A mo­że sam zna­la­złeś się w kie­dyś w sy­tu­acji nie do po­zaz­drosz­cze­nia? Hi­sto­ria zna mnó­stwo przy­kła­dów, w któ­rych lu­dzie do­ko­ny­wa­li rze­czy nie­moż­li­wych, gdyż wy­ka­zy­wa­li wiel­ką wo­lę prze­ży­cia.

O czym my­ślisz, gdy sły­szysz sło­wo su­rvi­val? Czy ko­ja­rzy Ci się z la­sem, na­mio­tem, przy­ro­dą? A mo­że z roz­pa­la­niem ogni­ska bez uży­cia za­pa­łek czy orien­ta­cją w te­re­nie na pod­sta­wie mchu po­ra­sta­ją­ce­go drze­wa? Su­rvi­val to mą­drość i za­rad­ność, któ­rej war­to się na­uczyć. Choć­by po to, by oca­lić ży­cie oso­by po­szko­do­wa­nej w wy­pad­ku sa­mo­cho­do­wym lub po­ra­żo­nej prą­dem. Bo to też jest su­rvi­val.

Je­den z czo­ło­wych sur­wi­wa­low­ców w Pol­sce, Krzysz­tof J. Kwiat­kow­ski (wy­wiad z nim za­miesz­cza­my na str. 4–5) pro­pa­gu­je go ja­ko for­mę sa­mo­do­sko­na­le­nia. Cho­dzi w nim o „nie­by­cie bez­rad­nym”. Ta­kie po­dej­ście bar­dzo do mnie prze­ma­wia, gdyż po­ka­zu­je, że su­rvi­val to nie tyl­ko ko­lej­na umie­jęt­ność do za­li­cze­nia, ale więk­sza otwar­tość – na wła­sny roz­wój i po­trze­by in­nych lu­dzi.

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

p.o. re­dak­to­ra na­czel­ne­go

W pociągu relacji Warszawa-Poznań

Ja­dę do Po­zna­nia, by od­wie­dzić przy­ja­cie­la z pod­sta­wów­ki. Nie wi­dzie­li­śmy się od kil­ku lat. Gdy ta­ta zna­lazł pra­cę w War­sza­wie, mu­sia­łem prze­pro­wa­dzić się z ro­dzi­ca­mi do sto­li­cy. Uda­ło nam się pod­trzy­mać zna­jo­mość z Ka­ro­lem dzię­ki SMS-om i ma­ilom.

Wła­śnie wje­chał na pe­ron mój po­ciąg. Po­ko­nu­ję wy­so­kie stop­nie, prze­miesz­czam się wą­skim ko­ry­ta­rzem i zaj­mu­ję miej­sce w pu­stym prze­dzia­le. Sły­chać gwiz­dek kon­duk­to­ra. Ru­sza­my. Uwiel­biam po­dró­żo­wać po­cią­giem, jest w tym coś ma­gicz­ne­go. Stu­kot kół, „prze­su­wa­ją­ce się” wi­do­ki za oknem i sta­cje – te sta­re, znisz­czo­ne, zu­peł­nie opu­sto­sza­łe i te tęt­nią­ce ży­ciem. Ob­ser­wu­ję lu­dzi. Na pe­ro­nie jest ty­le emo­cji: ra­dość przy­wi­tań i wa­ka­cyj­nej wol­no­ści, łzy po­że­gnań. Już wy­obra­żam so­bie, jak Ka­rol ucie­szy się, gdy zo­ba­czy, jak wy­sia­dam z po­cią­gu! Na sta­cji War­sza­wa Za­chod­nia wy­cią­gam książ­kę. Uda­je mi się prze­czy­tać za­le­d­wie kil­ka li­ni­jek, gdy do mo­je­go prze­dzia­łu wpa­da zdy­sza­na star­sza pa­ni. Po­ma­gam jej po­ło­żyć ba­gaż na gór­nej pół­ce i znów cho­wam nos w lek­tu­rze. Nie mo­gę prze­czy­tać już ani jed­ne­go wy­ra­zu – współ­pa­sa­żer­ka ga­da na okrą­gło. Za­czę­ła od dzi­siej­szej nie­zno­śnej mło­dzie­ży sie­dzą­cej tyl­ko przed kom­pu­te­rem. Gdy spoj­rza­ła na mo­ją książ­kę, ugry­zła się w ję­zyk i szyb­ko zmie­ni­ła te­mat. Za­czę­ła na­rze­kać na złą po­li­ty­kę go­spo­da­ro­wa­nia od­pa­da­mi ko­mu­nal­ny­mi. Póź­niej wy­gło­si­ła prze­mo­wę o spre­pa­ro­wa­nych son­da­żach przed­wy­bor­czych w ja­kimś zu­peł­nie nie­zna­nym mi kra­ju. A po­tem już do sta­cji So­cha­czew kró­lo­wa­ła te­ma­ty­ka zdro­wot­na – rwa kul­szo­wa, nad­wraż­li­wość je­li­ta gru­be­go i zga­ga. W Kut­nie ga­du­ła po­in­for­mo­wa­ła mnie, że bar­dzo mi­ło się ze mną roz­ma­wia­ło. Nad­mie­nię, że chęt­nie bym z nią po­kon­wer­so­wał, ale nie do­pu­ści­ła mnie do sło­wa!

foto_01-01_lipec-2017

Za­ko­mu­ni­ko­wa­ła też, że nie­ste­ty mu­si już wy­sia­dać. Po­ma­cha­łem jej przez okno na po­że­gna­nie (bez smut­ku) i roz­sia­dłem się wy­god­nie na sie­dze­niu, wy­cią­ga­jąc ter­mos i ka­nap­kę. De­lek­to­wa­łem się ci­szą i czy­ta­niem. Ale nie­dłu­go! W Ło­wi­czu wsiadł do mo­je­go prze­dzia­łu czter­dzie­sto­la­tek. Na po­cząt­ku ucie­szy­łem się, że to fa­cet. Ży­łem do­tąd w prze­ko­na­niu, że męż­czyź­ni nie są ple­ciu­ga­mi. Kil­ka mi­nut mi­nę­ło bez za­kłó­ceń, lecz na­gle mój spo­kój prze­rwał bar­dzo gło­śny dzwo­nek ko­mór­ki. Z apa­ra­tu za­czął po chwi­li wy­do­by­wać się prze­raź­li­wy ja­zgot. Jak się póź­niej do­my­śli­łem, dzwo­ni­ła żo­na. Dys­ku­sja, któ­rej ab­so­lut­nie nie chcia­łem, a mu­sia­łem być świad­kiem, trwa­ła aż do Ko­ni­na. Uff... W koń­cu „nie­do­bry” mąż wy­siadł. Uniósł ra­mio­na i uśmiech­nął się do mnie na od­chod­ne jak­by prze­pra­sza­ją­co. Tym ra­zem nie po­ma­cha­łem, na­wet nie po­pa­trzy­łem w je­go stro­nę. Nie ro­zu­miem, jak moż­na przy ob­cej oso­bie wy­wle­kać na świa­tło dzien­ne tak pry­wat­ne spra­wy. Ci­sza, lek­tu­ra, ulu­bio­ny ba­ton – znów zro­bi­ło się mi­ło. Szczę­ście nie trwa jed­nak wiecz­nie! Naj­gor­sze cze­ka­ło na mnie na ko­lej­nej sta­cji! W drzwiach zo­ba­czy­łem dzie­się­cio­lat­ka, któ­ry pięk­nie się uśmie­chał, mó­wiąc: „Dzień do­bry”. „Ja­ki mi­ły chło­piec bę­dzie mo­im kom­pa­nem po­dró­ży” – po­my­śla­łem z za­do­wo­le­niem. Ale za­raz za nim wszedł do prze­dzia­łu je­go ró­wie­śnik, a po­tem jesz­cze je­den i ko­lej­ny. W koń­cu dzie­się­cio­lat­ko­wie wy­peł­ni­li mój prze­dział po brze­gi! Opie­kun ko­lo­nii na­ka­zał chłop­com, by by­li grzecz­ni i... prze­padł jak ka­mień w wo­dę. Za­czę­ło się! Gło­śne śmie­chy, roz­mo­wy, raz po raz krzy­ki. A po­tem mu­zy­ka, pusz­cza­na ze smart­fo­na na ca­ły re­gu­la­tor, i głu­pa­we fil­mi­ki z YouTu­ba. Mia­łem na­praw­dę dość. Jak gdy­by te­go by­ło ma­ło, po chwi­li za­czę­ła się re­gu­lar­na bi­twa – po prze­dzia­le la­ta­ły po­mi­do­ry, ja­ja na twar­do, po­pcorn. Na­wet chip­sów nie oszczę­dzi­li! Gdy je­den z chłop­ców ścią­gnął bu­ty i nie­mal­że pod nos pod­sta­wił mi swo­je sto­py wąt­pli­wej czy­sto­ści, nie wy­trzy­ma­łem! Wy­sze­dłem na ko­ry­tarz.

– Co ty ta­ki ma­ło­mów­ny je­steś? Ty­le cza­su się nie wi­dzie­li­śmy. My­śla­łem, że gę­ba nie bę­dzie ci się za­my­kać – zdzi­wił się Ka­rol, za­uwa­ża­jąc, że je­stem bar­dzo mil­czą­cy.

– Cza­sem mil­cze­nie jest zło­tem, uwierz mi! – po­wie­dzia­łem, uśmie­cha­jąc się w du­chu na myśl o dzi­siej­szych pa­sa­że­rach po­cią­gu re­la­cji War­sza­wa-Po­znań. Nie chcia­łem, by po­my­ślał, że go lek­ce­wa­żę, więc chcąc, nie chcąc przy obie­dzie opo­wie­dzia­łem mu o nich.

 

Iwo­na Biń­czyc­ka-Ko­łacz

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Z pozytywną energią Bez śmiertelnych eksperymentów

Ule­ga­nie pre­sji gru­py, nu­da, po­trze­ba uciecz­ki od co­dzien­no­ści czy chęć eks­pe­ry­men­to­wa­nia – te po­wo­dy się­ga­nia po nar­ko­ty­ki czy do­pa­la­cze są ma­ło roz­sąd­ne. Nie są jed­nak bez zna­cze­nia. Za każ­dym kry­je się ja­kaś nie­speł­nio­na po­trze­ba.

Wie­le wia­do­mo o sub­stan­cjach psy­cho­ak­tyw­nych. Tak­że o do­pa­la­czach i skut­kach ich za­ży­wa­nia. Czę­sto jed­nak po­ja­wia się myśl: „Mnie to nie do­ty­czy, to mo­że spo­tkać nar­ko­ma­na”. Za­tru­cie? Udar mó­zgu? Za­wał ser­ca? Nie­wy­dol­ność krą­że­nio­wo-od­de­cho­wa? Nie­wy­dol­ność ne­rek? Na­pa­dy pa­ni­ki i agre­sji? Brzmi abs­trak­cyj­nie. A jed­nak – ta­kie sy­tu­acje się zda­rza­ją. Do­pa­la­cze, tzw. no­we sub­stan­cje psy­cho­ak­tyw­ne, sta­no­wią rów­nie wiel­kie za­gro­że­nie co nar­ko­ty­ki. Są nie tyl­ko uza­leż­nia­ją­ce, ale rów­nież śmier­tel­nie nie­bez­piecz­ne. W ubie­głym ro­ku do­pa­la­cza­mi za­tru­ło się po­nad czte­ry ty­sią­ce osób, rok wcze­śniej po­nad sie­dem ty­się­cy (34 zmar­ły).

foto_01-02_lipec-2017

Nu­da w wa­ka­cje?

Wa­ka­cje to czas od­po­czyn­ku, re­lak­su, po­dró­ży, na­wią­zy­wa­nia no­wych zna­jo­mo­ści. Ale dla wie­lu z nas to tak­że sa­mot­ność i brak wię­zi. To czas na­si­la­nia się róż­nych pro­ble­mów: nie­zro­zu­mie­nia, po­czu­cia od­rzu­ce­nia, bra­ku wspar­cia. A nie­kie­dy czas bez­gra­nicz­nej nu­dy. Nu­da to nie tyl­ko brak za­jęć. To tak­że stan znie­chę­ce­nia no­wy­mi sy­tu­acja­mi, po­rzu­ca­nia po­ja­wia­ją­cych się moż­li­wo­ści, bra­ku za­cie­ka­wie­nia świa­tem czy przy­tło­cze­nia i emo­cjo­nal­ne­go za­mro­że­nia.

Nu­da sta­je się pa­ra­dok­sem na­szych cza­sów – w któ­rych kró­lu­ją prze­cież roz­ryw­ka i za­ba­wa. Przy­tła­cza­ją­cy nad­miar in­for­ma­cji, pro­duk­tów i bodź­ców, mo­no­to­nia po­wta­rza­nych au­to­ma­tycz­nie bez­war­to­ścio­wych czyn­no­ści, nie­wy­ma­ga­ją­cych za­an­ga­żo­wa­nia czy my­śle­nia, przy­zwy­cza­je­nie do ko­rzy­sta­nia z wie­lu źró­deł tech­no­lo­gicz­nej sty­mu­la­cji (te­le­fo­ny ko­mór­ko­we, in­ter­net, gry kom­pu­te­ro­we, te­le­wi­zja), po­wierz­chow­ność w re­la­cjach i brak za­an­ga­żo­wa­nia w sen­sow­ne dzia­ła­nia mo­gą wy­wo­łać po­czu­cie prze­cią­że­nia i we­wnętrz­ne­go cha­osu. Splą­ta­nia, któ­re trud­no upo­rząd­ko­wać. Kie­dy ten stan wy­da­je się nie­moż­li­wy do znie­sie­nia, po­ja­wia się od­cię­cie i stłu­mie­nie, w efek­cie cze­go tra­ci­my kon­takt z wła­sny­mi emo­cja­mi i po­trze­ba­mi. Po­ja­wia się psy­chicz­ne odrę­twie­nie (znu­dze­nie).

Nie­bez­piecz­ne ilu­zje

Każ­da nu­da do­ma­ga się no­wych bodź­ców. Zda­rza się, że po­dą­ża­jąc za tą po­trze­bą, da­je­my się po­nieść złu­dze­niom i su­ge­stiom in­nych. Ktoś, ko­mu ufa­my, my­śląc, że chce na­wią­zać z na­mi więź lub po­móc nam roz­wią­zać pro­blem, mo­że oka­zać się po pro­stu bez­względ­nym di­le­rem, któ­ry bez skru­pu­łów za­ofe­ru­je swój pro­dukt. W at­mos­fe­rze wa­ka­cyj­ne­go lu­zu, im­pre­zy, to­wa­rzy­skie­go spo­tka­nia w gru­pie ła­twiej za­chę­cić do spró­bo­wa­nia. Trud­niej być też aser­tyw­nym i nie przy­jąć. Lęk przed tym, że zo­sta­nie­my wy­śmia­ni, izo­lo­wa­ni czy od­rzu­ce­ni, nie­kie­dy od­bie­ra od­wa­gę. Jed­nak moż­na być od­waż­nym i de­cy­do­wać mą­drze. Wie­lu od­ma­wia.

Ci, któ­rzy ofe­ru­ją sub­stan­cje psy­cho­ak­tyw­ne, li­czą na zysk, prze­kra­cza­jąc wszel­kie ba­rie­ry. Naj­częst­szy­mi ilu­zja­mi mar­ke­tin­go­wy­mi są slo­ga­ny: „Do­pa­la­cze są le­gal­ne, gdy­by by­ły nie­bez­piecz­ne jak nar­ko­ty­ki, by­ły­by za­ka­za­ne”. „Do­pa­la­cze są bez­piecz­ną al­ter­na­ty­wą nar­ko­ty­ków i al­ko­ho­lu”. „Do­pa­la­cze to środ­ki uspraw­nia­ją­ce funk­cje mó­zgu”. „Do­pa­la­cze są po­cho­dze­nia na­tu­ral­ne­go, w od­róż­nie­niu od nar­ko­ty­ków ma­ją moc na­tu­ry”. Słu­żyć ma im tak­że okre­śla­nie do­pa­la­czy ja­ko: „le­gal hi­ghs”, „her­bal hi­ghs” czy „smart drugs” a miejsc na­by­wa­nia – „fun sho­pa­mi”. Sprze­daw­cy ofe­ru­ją swo­je pro­duk­ty pod róż­ny­mi po­sta­cia­mi, zwią­za­ny­mi z ry­tu­ałem, ma­gią, „ko­lek­cjo­ner­stwem”, so­la­mi do ką­pie­li itp. W rze­czy­wi­sto­ści do­pa­la­cze to sub­stan­cje bar­dzo nie­bez­piecz­ne, o nie­zna­nym skła­dzie che­micz­nym, czę­sto od­mien­nym od de­kla­ro­wa­ne­go na opa­ko­wa­niu, za­wie­ra­ją­cym tok­sy­ny w daw­kach za­gra­ża­ją­cych zdro­wiu lub ży­ciu. Na­wet jed­no­ra­zo­we przy­ję­cie do­pa­la­cza jest bar­dzo nie­bez­piecz­ne. Jest też nie­prze­wi­dy­wal­ne w skut­kach. Dla­te­go tak trud­no ra­to­wać ży­cie oso­bom, któ­re za­tru­ły się do­pa­la­czem, gdy le­ka­rze nie wie­dzą, z ja­ki­mi związ­ka­mi ma­ją do czy­nie­nia.

Po­ko­nać nu­dę. Żyć by być

Kie­dy za­czy­na­my od­czu­wać nu­dę (pust­kę, znie­chę­ce­nie, apa­tię, nie­po­kój), war­to przyj­rzeć się te­mu sta­no­wi. Co mo­że nam po­wie­dzieć nu­da, ja­ki brak i prze­syt nam sy­gna­li­zu­je? Ja­kie są na­sze re­ak­cje emo­cjo­nal­ne na nu­dę? Iry­ta­cja, nie­po­kój, po­bu­dze­nie?

Gdy czu­je­my, że ży­je­my tyl­ko wów­czas, gdy zro­bi­my coś eks­cy­tu­ją­ce­go, ma­my trud­ność z po­dej­mo­wa­niem de­cy­zji, nie wie­my, co ze so­bą zro­bić w wol­nym cza­sie, ma­my trud­no­ści w sku­pie­niu się na wy­ko­ny­wa­niu ja­kie­goś za­da­nia, nie­cier­pli­wi­my się i de­ner­wu­je­my w sy­tu­acjach przy­mu­so­wych (np., gdy mu­si­my na coś dłu­żej po­cze­kać lub udać się w da­le­ką po­dróż) i nie­wie­le jest w na­szym ży­ciu rze­czy, któ­re spra­wia­ją nam przy­jem­ność, naj­wyż­szy czas, by coś zmie­nić, po­szu­kać no­wych roz­wią­zań i in­spi­ra­cji.

Spró­buj­my wy­łą­czyć się z cy­wi­li­za­cyj­ne­go zgieł­ku – być „off-li­ne” (naj­pierw przez chwi­lę, po­tem dłu­żej). Spę­dzaj­my mniej cza­su na prze­szu­ki­wa­niu in­ter­ne­tu pod ką­tem in­for­ma­cji, któ­re „war­to wie­dzieć”. Uczmy się znaj­do­wać ra­dość w ci­szy, wsłu­chać się w od­gło­sy przy­ro­dy, od­naj­dy­wać stan uspo­ko­je­nia.

Afir­muj­my i ce­le­bruj­my wdzięcz­ność. Za­trzy­muj­my ra­dość te­go, co nas za­chwy­ca. Co­dzien­ną przy­jem­ność moż­na czer­pać z ma­łych rze­czy: oglą­da­nia fil­mów, słu­cha­nia mu­zy­ki, roz­mo­wy, spa­ce­ru, za­an­ga­żo­wa­nia w dzia­ła­nie, uśmie­chu oso­by, któ­rej po­dzię­ko­wa­li­śmy za wspól­ne spę­dze­nie cza­su.

Wsłu­chi­wa­nie się w to, co czu­je­my, uczy od­naj­dy­wać emo­cje, któ­re kry­ją się za ja­kimś bra­kiem, a dzię­ki te­mu oswa­jać fru­stra­cję, na­pię­cie, nu­dę. Zwra­caj­my uwa­gę na to, czy po­tra­fi­my wy­ra­żać uczu­cia. Uczmy się in­ter­pre­to­wać my­śli i uczu­cia in­nych, pró­buj­my do­strze­gać spra­wy z cu­dzej per­spek­ty­wy.

Nu­da nie mu­si koń­czyć się głu­pio. Mo­że mieć war­tość mo­ty­wu­ją­cą do za­chwy­tu, ra­do­ści, roz­wi­ja­nia pa­sji, al­tru­istycz­ne­go dzia­ła­nia, em­pa­tycz­ne­go prze­ży­wa­nia re­la­cji z in­ny­mi.

Po­trzeb­ny te­le­fon do przy­ja­cie­la

Zda­rza się, że aby po­ko­nać trud­no­ści, po­trze­bu­je­my dru­gie­go czło­wie­ka – przy­ja­cie­la, któ­ry wy­słu­cha i wes­prze lub spe­cja­li­sty. Dla osób, któ­re chcą po­roz­ma­wiać z kimś o tym, co prze­ży­wa­ją, utwo­rzo­no bez­płat­ny, ano­ni­mo­wy Te­le­fon Za­ufa­nia dla Dzie­ci i Mło­dzie­ży. Pod nu­me­rem 116 111 dy­żu­ru­ją kom­pe­tent­ne oso­by, któ­re po­mo­gą w roz­wią­za­niu kło­po­tu. Je­śli prze­ży­wasz trud­no­ści zwią­za­ne z uza­leż­nie­niem sie­bie lub bli­skich, mo­żesz sko­rzy­stać z kon­sul­ta­cji spe­cja­li­stów dy­żu­ru­ją­cych w Ogól­no­pol­skim Te­le­fo­nie Za­ufa­nia pod nu­me­rem 801 199 990.

 

Ka­ta­rzy­na Pa­dło

Au­tor­ka pra­cu­je w ze­spo­le pra­so­wym Ko­men­dy Wo­je­wódz­kiej Po­li­cji w Kra­ko­wie.

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Jestem dla nich, a nie oni dla mnie

Z Ka­ro­li­ną Ulbrych, stre­etwor­ker­ką Pro­gra­mu Ak­tyw­no­ści Lo­kal­nej „Stre­etwork – od­kryj po­ten­cjał osie­dla” Miej­skie­go Ośrod­ka Po­mo­cy Spo­łecz­nej w Kra­ko­wie, roz­ma­wia Aga­ta Goł­da

Kim jest stre­etwor­ker?

– To pra­cow­nik ulicz­ny, któ­ry spo­ty­ka się z oso­ba­mi nie w biu­rze, ale w prze­strze­ni pu­blicz­nej np. na klat­ce scho­do­wej w blo­ku. W Pol­sce nie ist­nie­je za­wód stre­etwor­ke­ra. W kra­kow­skim MOPS-ie oso­by pra­cu­ją­ce me­to­dą stre­etwork to pra­cow­ni­cy so­cjal­ni. Stre­etwork to pra­ca m.in. w śro­do­wi­sku mło­dych lu­dzi i ich oto­cze­niu, re­ali­zo­wa­na np. przez to­wa­rzy­sze­nie, rzecz­nic­two in­te­re­sów, tre­nin­gi kom­pe­ten­cji i umie­jęt­no­ści spo­łecz­nych (wyj­ścia gru­po­we i warsz­ta­ty).

Z kim Pa­ni pra­cu­je?

– Z mło­dzie­żą w wie­ku 17–25 lat, po­cho­dzą­cą z trud­nych śro­do­wisk. Nie­ko­niecz­nie są to oso­by o ni­skim sta­tu­sie ma­te­rial­nym lub z ro­dzin, w któ­rych wy­stę­pu­je prze­moc. Naj­czę­ściej to mło­dzież, któ­ra więk­szość cza­su spę­dza w ogól­no­do­stęp­nej prze­strze­ni pu­blicz­nej i po­trze­bu­je wspar­cia np. po­mo­cy psy­cho­lo­gicz­nej, praw­nej, so­cjal­nej czy za­go­spo­da­ro­wa­nia cza­su wol­ne­go.

foto_01-03_lipec-2017

Ja­kie ce­le chce Pa­ni osią­gać w pra­cy?

– Wy­zna­cza­my je in­dy­wi­du­al­nie. Ce­lem mo­że być np. przej­ście do na­stęp­nej kla­sy, wyj­ście z na­ło­gu, uwol­nie­nie się z sy­tu­acji prze­mo­co­wej, ale też po­zna­nie moc­nych i sła­bych stron czy roz­wój za­in­te­re­so­wań. Sku­pia­my się na ta­kim wspar­ciu oso­by, by w jej ży­ciu na­stą­pi­ły zmia­ny, któ­re po­pra­wią je­go ja­kość.

Jak wy­glą­da stre­etwork?

– Pra­cu­je­my w dwu­oso­bo­wych ze­spo­łach. Za­czy­na­my zwy­kle „na uli­cy”. Wi­dząc po raz ko­lej­ny te sa­me oso­by sie­dzą­ce na ław­ce w par­ku, pod­cho­dzi­my do nich. Przed­sta­wia­my się. Py­ta­my, co sły­chać itp. Sta­ra­my się na­wią­zać sku­tecz­ny kon­takt. In­for­mu­je­my o tym, gdzie i kie­dy moż­na nas spo­tkać. Mó­wi­my też o biu­rze, do któ­re­go mo­gą przyjść. Obec­nie w róż­nych czę­ściach Kra­ko­wa me­to­dą stre­etwork dzia­ła w ra­mach MOPS-u dzie­więć osób. Więk­szość cza­su pra­cy spę­dza­my po­za biu­rem w oto­cze­niu osób, z któ­ry­mi pra­cu­je­my.

Co wte­dy ro­bi­cie?

– Or­ga­ni­zu­je­my wyj­ścia gru­po­we: re­kre­acyj­ne, roz­ryw­ko­we i edu­ka­cyj­ne tj. ba­sen, ki­no czy mu­zeum. Pro­po­nu­je­my wy­ciecz­ki po Kra­ko­wie i pod­miej­skie, warsz­ta­ty (np. sa­mo­obro­ny dla ko­biet i pro­fi­lak­tycz­ne), za­ję­cia ku­li­nar­ne i tur­nie­je spor­to­we. To jed­nak tyl­ko do­da­tek. Więk­szość mło­dzie­ży de­cy­du­je się na kon­takt z na­mi, po­nie­waż czę­sto je­ste­śmy je­dy­ny­mi do­ro­sły­mi, z któ­ry­mi mo­gą w otwar­ty i bez­piecz­ny spo­sób po­roz­ma­wiać na każ­dy te­mat. Za­ufa­nie, au­ten­tycz­ność, otwar­tość na dru­gie­go czło­wie­ka i praw­dzi­we za­an­ga­żo­wa­nie to fi­la­ry na­szej pra­cy. Więk­szość z mo­ich współ­pra­cow­ni­ków to oso­by z cha­ry­zmą i za­in­te­re­so­wa­nia­mi, któ­ry­mi mo­gą się dzie­lić z in­ny­mi.

Zda­rza­ją się sy­tu­acje nie­bez­piecz­ne?

– Oso­bi­ście ni­gdy nie czu­łam za­gro­że­nia, z któ­rym nie mo­gła­bym so­bie po­ra­dzić. Dzia­ła­my zdro­wo­roz­sąd­ko­wo. Gdy wi­dzi­my gru­pę ki­bi­ców, któ­rzy praw­do­po­dob­nie są pod wpły­wem al­ko­ho­lu, to do nich nie pod­cho­dzi­my. Ba­zu­je­my na do­świad­cze­niu za­wo­do­wym i in­stynk­cie sa­mo­za­cho­waw­czym. Wie­le obaw ustę­pu­je, gdy w każ­dym po­tra­fi się do­strzec czło­wie­ka, zo­ba­czyć po­zy­tyw­ne stro­ny i po­zwo­lić mu je w so­bie od­kryć.

Czy trud­no zmie­nić mło­dych lu­dzi?

– Je­ste­śmy tyl­ko na­rzę­dzia­mi tej zmia­ny. Na­szym za­da­niem jest po­ka­za­nie im, że moż­na żyć ina­czej. Nie chce­my ni­ko­go zmie­niać na si­łę. Mło­dzież weź­mie ty­le, ile chce i w da­nej chwi­li mo­że udźwi­gnąć. Stre­etwor­ker­skie ocze­ki­wa­nia są tu­taj dru­go­pla­no­we. Je­ste­śmy dla nich, nie oni dla nas.

Ja­kie jest Pa­ni naj­więk­sze osią­gnie­cie?

– Każ­da, na­wet drob­na, zmia­na w ży­ciu mło­de­go czło­wie­ka to suk­ces.

Dzię­ku­ję za roz­mo­wę.

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Wstępniak lipiec 2017

Jola Tęcza-Ćwierz

W cią­gu ro­ku szkol­ne­go na­rze­ka­my na nad­miar obo­wiąz­ków, prze­mę­cze­nie. Ale przed na­mi wa­ka­cje – czas, któ­ry war­to wy­ko­rzy­stać w kre­atyw­ny spo­sób. W tym nu­me­rze „Dro­gi” pi­sze­my o wa­ka­cyj­nych wy­zwa­niach. Za­sta­nów się, czym wy­peł­nisz 69 dni wa­ka­cji? Mo­że to być po­dró­żo­wa­nie, fo­to­gra­fo­wa­nie, go­to­wa­nie, ma­lo­wa­nie al­bo ob­ser­wo­wa­nie gwiazd. Mo­żesz wy­bie­rać spo­śród kil­ku­dzie­się­ciu pro­po­zy­cji, któ­re za­miesz­cza­my na stro­nach 6–7. Chy­ba, że wo­lisz spać do po­łu­dnia, le­niu­cho­wać i cze­kać na roz­po­czę­cie ro­ku szkol­ne­go 🙂

Za­chę­cam Cię do śmia­łe­go po­dą­ża­nia za ma­rze­nia­mi, ucze­nia się no­wych rze­czy i pró­bo­wa­nia no­wych sma­ków. W każ­dym z nas drze­mią uśpio­ne ta­len­ty, war­to po­móc im się obu­dzić. Ale uwa­ga: je­śli Two­im wy­zwa­niem bę­dzie de­cy­zja, że od ju­tra upra­wiasz jog­ging przez dwie go­dzi­ny dzien­nie al­bo chcesz w dwa mie­sią­ce wa­ka­cji nad­ro­bić ca­ły ma­te­riał z mat­my – szan­se na wy­trwa­nie i re­ali­za­cję ce­lu ma­le­ją. Wie­le po­ra­żek zwią­za­nych z na­uką, zmia­ną na­wy­ków czy sty­lem ży­cia wy­ni­ka z te­go, że zbyt wie­le od sie­bie ocze­ku­je­my. Nie masz ocho­ty bie­gać dziś przez pół go­dzi­ny? Trud­no. Zrób pięć przy­sia­dów. Wy­ko­naj ja­ką­kol­wiek ak­tyw­ność. Czę­sto po­tem oka­zu­je się, że na­gle na­bie­rasz jed­nak ocho­ty na wię­cej.

Je­śli chcesz coś w ży­ciu zmie­nić lub cze­goś się na­uczyć – po­trze­bu­jesz mo­ty­wa­cji. Mo­że być ona we­wnętrz­na al­bo ze­wnętrz­na. Wła­sna po­trze­ba od­mia­ny i py­ta­nie sa­me­go sie­bie: „Po co to ro­bię?” to mo­ty­wa­cja we­wnętrz­na. Jest klu­czo­wa do pod­ję­cia ja­kich­kol­wiek dzia­łań. Z ko­lei mo­ty­wa­cję ze­wnętrz­ną da­ją nam lu­dzie z oto­cze­nia: przy­ja­cie­le, ro­dzi­na, na­uczy­cie­le. Czer­pie­my ją tak­że z pa­nu­ją­cych tren­dów.

Wa­ka­cje to do­bry mo­ment, by pod­jąć wy­zwa­nie. Nie bój się zro­bić pierw­szy krok. Uwierz w swo­je moż­li­wo­ści. Na­wet je­śli da­ne­go dnia nie zre­ali­zu­jesz za­pla­no­wa­ne­go za­da­nia, nic się nie sta­nie. Masz na to ca­łe dwa mie­sią­ce!

Je­że­li bę­dziesz mieć ja­sno okre­ślo­ny cel i sil­ną mo­ty­wa­cję – zro­bisz wszyst­ko, by nic nie sta­nę­ło Ci na prze­szko­dzie w je­go re­ali­za­cji. A je­śli mi­mo wszyst­ko trud­no Ci się zmo­bi­li­zo­wać, po­szu­kaj ko­goś, kto bę­dzie Cię wspie­rał i za­chę­cał do dzia­ła­nia. Trzy­mam kciu­ki!

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

p.o. re­dak­to­ra na­czel­ne­go