Zawsze i wszędzie cieszyć się fotografią

Z Łu­ka­szem Gur­bie­lem, en­tu­zja­stą fo­to­gra­fii mo­bil­nej roz­ma­wia Ka­ta­rzy­na Urban

Je­steś do­ce­nia­nym fo­to­gra­fem, wie­lo­krot­nym lau­re­atem kon­kur­sów Mo­bi­le Pho­to­gra­phy Awards oraz MIRA Mo­bi­le Pri­ze a tak­że au­to­rem blo­ga fotokomorkomania.pl. Kie­dy roz­po­czę­ła się Two­ja pa­sja?

– Fo­to­gra­fo­wać uwiel­bia­łem od za­wsze. Mo­je „od za­wsze” ozna­cza ko­niec lat 80. ubie­głe­go wie­ku. Cho­dzi­łem wte­dy do pod­sta­wów­ki i uczy­łem się ro­bie­nia zdjęć w tech­ni­ce tra­dy­cyj­nej. Po la­tach fa­scy­na­cji fo­to­gra­fią za­uwa­ży­łem, że jak się nie jest fo­to­gra­fem za­wo­do­wym, to na co dzień nie ma się zbyt wie­lu oka­zji do ro­bie­nia zdjęć. Do­ro­słe ży­cie to rytm pra­ca-dom, pra­ca-dom, a w te tra­sy nie bie­rzesz lu­strzan­ki. Z go­ry­czą pa­trzy­łem, jak wie­le faj­nych fo­to­gra­ficz­nych sy­tu­acji mnie omi­ja­ło. I choć by­łem wów­czas prze­ciw­ni­kiem ro­bie­nia zdjęć te­le­fo­nem, do­ce­nia­jąc pięk­no chwi­li i nie po­sia­da­jąc przy so­bie lu­strzan­ki, zro­bi­łem kil­ka ko­mór­ką.

fot. Łukasz Gurbiel

Dla­cze­go prze­ciw­ni­kiem?

– Wy­da­wa­ło mi się to po pro­stu głu­pie. Wy­cho­dzi­łem z za­ło­że­nia, że te­le­fon nie słu­ży do ro­bie­nia zdjęć.

Co Cię prze­ko­na­ło, że jest ina­czej?

– Efek­ty. Zwłasz­cza po ob­ro­bie­niu zdjęć. Na­stęp­ny te­le­fon, ja­ki ku­pi­łem, miał już lep­szy apa­rat. Dzia­ła­łem. Za­czą­łem pro­wa­dzić blo­ga i stwo­rzy­łem ze zna­jo­my­mi Gru­pę En­tu­zja­stów Fo­to­gra­fii Mo­bil­nej „Mo­bil­ni” (grupamobilni.pl).

Co w tym lu­bisz?

– Lu­bię fakt, że apa­rat w te­le­fo­nie mam za­wsze przy so­bie. To jed­na z nie­wie­lu rze­czy, po któ­rą w ra­zie za­po­mnie­nia wra­cam do do­mu. Mo­gę za­wsze i wszę­dzie cie­szyć się fo­to­gra­fią. W każ­dym mo­men­cie. Fo­to­gra­fia mo­bil­na to tre­no­wa­nie oka fo­to­gra­ficz­ne­go. My­ślisz o uję­ciach za­wsze, bo za­wsze masz przy so­bie te­le­fon. Idę przez mia­sto i ca­ły czas szu­kam ka­drów, bo wiem, że za­wsze mo­gę wy­cią­gnąć apa­rat. To po­zwa­la my­śleć ca­ły czas o fo­to­gra­fo­wa­niu. Wpa­dam w tryb fo­to.

Na­wet w ko­lej­ce do le­ka­rza?

– Też! Gdy za­czy­na­łem przy­go­dę z fo­to­gra­fią, kadr był dla mnie waż­niej­szy niż ob­rób­ka. Dziś bar­dzo lu­bię ob­ra­biać fo­to­gra­fie na te­le­fo­nie. W kil­ka mi­nut mo­gę osią­gnąć za­do­wa­la­ją­ce efek­ty: bez kom­pa, ka­bli, biur­ka. Wła­śnie w ko­lej­ce do le­ka­rza.

Dzię­ku­ję za roz­mo­wę.

 

Ja­ki te­le­fon ku­pić, by fo­to­gra­fo­wać?

Wła­ści­wie każ­dym do­stęp­nym smart­fo­nem moż­na zro­bić faj­ne zdję­cie. Trwa wy­ścig pro­du­cen­tów, któ­rzy in­sta­lu­ją w te­le­fo­nach naj­lep­sze mo­du­ły fo­to­gra­ficz­ne. By­wa, że te­le­fon kosz­tu­je ty­le, ile bar­dzo do­bry apa­rat fo­to­gra­ficz­ny.

Oto kil­ka prak­tycz­nych spo­strze­żeń: Im ja­śniej­szy obiek­tyw, tym le­piej.

  • Im wię­cej świa­tła wpusz­cza obiek­tyw, tym mniej jest „szu­mów”.
  • Roz­dziel­czość ma­try­cy – wy­star­czy 12–16 mln pik­se­li.
  • War­to za­sta­no­wić się nad sta­bi­li­za­cją optycz­ną, do­stęp­ną w apa­ra­tach ze śred­niej i wyż­szej pół­ki ce­no­wej. To me­cha­nizm, któ­ry sta­bi­li­zu­je ob­raz, gdy np. drży nam rę­ka. Obiek­tyw jest wy­po­sa­żo­ny w ma­leń­kie si­łow­ni­ki, któ­re prze­su­wa­ją je­go czę­ści w kie­run­ku prze­ciw­nym do drgań.
  • Do nie­daw­na w te­le­fo­nach był do­stęp­ny tyl­ko tryb au­to­ma­tycz­ny. Od ja­kie­goś cza­su te­le­fo­ny udo­stęp­nia­ją ręcz­ne na­sta­wy, moż­na np. usta­wić czu­łość czy czas na­świe­tla­nia. Da­je to du­że moż­li­wo­ści: przede wszyst­kim po­zwa­la, aby fo­to­gra­fu­ją­cy w więk­szym stop­niu de­cy­do­wał, jak bę­dzie wy­glą­dać zdję­cie.
  • Wiel­kość? Lu­bię te­le­fo­ny śred­nich roz­mia­rów, z roz­dziel­czo­ścią ekra­nu mi­ni­mum Full HD. W fo­to­gra­fii mo­bil­nej te­le­fon jest ca­łym stu­diem fo­to­gra­ficz­nym, w któ­rym ob­ra­bia­my zdję­cie. Im więk­szy ekran, tym wy­god­niej­szy. Za­ło­że­niem fo­to­gra­fii mo­bil­nej jest: „Nie wi­dzę kom­pu­te­ra”. Wszyst­ko dzie­je się w smart­fo­nie. War­to jed­nak pa­mię­tać, że mniej­sze smart­fo­ny da­ją in­ne moż­li­wo­ści – są bar­dziej dys­kret­ne.
  • Pa­mięć nie jest pro­ble­mem, za­wsze (no, pra­wie za­wsze) moż­na do­ku­pić kar­tę pa­mię­ci.
  • Ba­te­rie – do­brze jest wy­po­sa­żyć się w po­wer bank, że­by móc na bie­żą­co do­ła­do­wy­wać te­le­fon.

 

fot. Łukasz Gurbiel

To przy­kład „ka­łu­żo­gra­fii”, czy­li zdję­cie przed­sta­wia­ją­ce od­bi­cie od ta­fli wo­dy. Cza­sa­mi wy­star­cza przy­sło­wio­wa szklan­ka wo­dy. Te­le­fon moż­na przy­ło­żyć bar­dzo bli­sko po­wierzch­ni, co jest czę­sto nie­moż­li­we lub bar­dzo utrud­nio­ne przy tra­dy­cyj­nym apa­ra­cie.

fot. Łukasz Gurbiel

Apa­ra­ty w te­le­fo­nach cha­rak­te­ry­zu­je du­ża głę­bia ostro­ści. Ozna­cza to, że pra­wie wszyst­kie pla­ny są ostre. To jed­no­cze­śnie wa­da i za­le­ta. Na tym zdję­ciu – za­le­ta. Wszyst­kie pla­ny są pięk­nie ostre: od pierw­szej mo­der­ni­stycz­nej ba­rier­ki aż po sa­mo dno. Nie by­ło­by ła­two zro­bić to zdję­cie zwy­kłym apa­ra­tem. Wte­dy wy­ma­ga­ło­by to dłu­gie­go cza­su na­świe­tla­nia, był­by po­trzeb­ny sta­tyw. A tu opar­łem po pro­stu te­le­fon o ba­rier­kę. To przy­kład wy­go­dy, zwią­za­nej z fo­to­gra­fi­ką mo­bil­ną. Na­wet gdy­bym miał przy so­bie zwy­kły apa­rat, bez sta­ty­wu nie zro­bił­bym te­go zdję­cia.

fot. Łukasz Gurbiel

Du­ża głę­bia ostro­ści w apa­ra­tach w te­le­fo­nach cza­sem po­ma­ga, ale mo­że też prze­szka­dzać. Pra­ca głę­bią ostro­ści jest dla fo­to­gra­fa jed­nym z pod­sta­wo­wych spo­so­bów utrzy­ma­nia po­rząd­ku w ka­drze. Tym­cza­sem w fo­to­gra­fii mo­bil­nej naj­czę­ściej wszyst­ko jest jed­na­ko­wo ostre. Nie jest tu moż­li­we usta­wie­nie ostro­ści na twarz, tak aby resz­ta by­ła roz­my­tym tłem. Więc w mo­bil­nej fo­to­gra­fii trze­ba mieć na uwa­dze, że w ka­drze wszyst­ko bę­dzie ostre i jed­na­ko­wo wy­raź­ne. Że­by nie by­ło oczo­plą­su czy efek­tu za­śmie­ce­nia ka­dru, do­brze iść w kie­run­ku mi­ni­ma­li­zmu. Na tym zdję­ciu mgła spo­wo­do­wa­ła, że wi­docz­ne są tyl­ko trzy ele­men­ty: most, od­bi­cie, czło­wiek. Ta fo­to­gra­fia uczy, że trze­ba szu­kać od­po­wied­nich wa­run­ków po­go­do­wych. Mgła na­da­je zdję­ciu spo­kój, per­spek­ty­wę. Spra­wia, że resz­ta ele­men­tów zdję­cia jest roz­my­ta. Do­ce­niam ro­lę wa­run­ków po­go­do­wych. W po­łu­dnie zdję­cia wy­cho­dzą pła­skie. Trze­ba wyjść na zdję­cia o świ­cie, kie­dy cie­nie są dłu­gie, a świa­tło mięk­kie i o pięk­niej bar­wie.

fot. Łukasz Gurbiel

Ta fo­to­gra­fia jest przy­kła­dem, że współ­cze­sne te­le­fo­ny da­ją ra­dę na­wet w trud­nych wa­run­kach. Był za­chód słoń­ca, wie­czór, fo­to­gra­fo­wa­łem pod świa­tło. Pa­rę lat te­mu to zdję­cie nie mia­ło­by pra­wa po­wstać. Apa­ra­ty w te­le­fo­nach bar­dzo szyb­ko się zmie­nia­ją.

 

Wię­cej na te­mat fo­to­gra­fii mo­bil­nej na fotokomorkomania.pl

W pociągu relacji Warszawa-Poznań

Ja­dę do Po­zna­nia, by od­wie­dzić przy­ja­cie­la z pod­sta­wów­ki. Nie wi­dzie­li­śmy się od kil­ku lat. Gdy ta­ta zna­lazł pra­cę w War­sza­wie, mu­sia­łem prze­pro­wa­dzić się z ro­dzi­ca­mi do sto­li­cy. Uda­ło nam się pod­trzy­mać zna­jo­mość z Ka­ro­lem dzię­ki SMS-om i ma­ilom.

Wła­śnie wje­chał na pe­ron mój po­ciąg. Po­ko­nu­ję wy­so­kie stop­nie, prze­miesz­czam się wą­skim ko­ry­ta­rzem i zaj­mu­ję miej­sce w pu­stym prze­dzia­le. Sły­chać gwiz­dek kon­duk­to­ra. Ru­sza­my. Uwiel­biam po­dró­żo­wać po­cią­giem, jest w tym coś ma­gicz­ne­go. Stu­kot kół, „prze­su­wa­ją­ce się” wi­do­ki za oknem i sta­cje – te sta­re, znisz­czo­ne, zu­peł­nie opu­sto­sza­łe i te tęt­nią­ce ży­ciem. Ob­ser­wu­ję lu­dzi. Na pe­ro­nie jest ty­le emo­cji: ra­dość przy­wi­tań i wa­ka­cyj­nej wol­no­ści, łzy po­że­gnań. Już wy­obra­żam so­bie, jak Ka­rol ucie­szy się, gdy zo­ba­czy, jak wy­sia­dam z po­cią­gu! Na sta­cji War­sza­wa Za­chod­nia wy­cią­gam książ­kę. Uda­je mi się prze­czy­tać za­le­d­wie kil­ka li­ni­jek, gdy do mo­je­go prze­dzia­łu wpa­da zdy­sza­na star­sza pa­ni. Po­ma­gam jej po­ło­żyć ba­gaż na gór­nej pół­ce i znów cho­wam nos w lek­tu­rze. Nie mo­gę prze­czy­tać już ani jed­ne­go wy­ra­zu – współ­pa­sa­żer­ka ga­da na okrą­gło. Za­czę­ła od dzi­siej­szej nie­zno­śnej mło­dzie­ży sie­dzą­cej tyl­ko przed kom­pu­te­rem. Gdy spoj­rza­ła na mo­ją książ­kę, ugry­zła się w ję­zyk i szyb­ko zmie­ni­ła te­mat. Za­czę­ła na­rze­kać na złą po­li­ty­kę go­spo­da­ro­wa­nia od­pa­da­mi ko­mu­nal­ny­mi. Póź­niej wy­gło­si­ła prze­mo­wę o spre­pa­ro­wa­nych son­da­żach przed­wy­bor­czych w ja­kimś zu­peł­nie nie­zna­nym mi kra­ju. A po­tem już do sta­cji So­cha­czew kró­lo­wa­ła te­ma­ty­ka zdro­wot­na – rwa kul­szo­wa, nad­wraż­li­wość je­li­ta gru­be­go i zga­ga. W Kut­nie ga­du­ła po­in­for­mo­wa­ła mnie, że bar­dzo mi­ło się ze mną roz­ma­wia­ło. Nad­mie­nię, że chęt­nie bym z nią po­kon­wer­so­wał, ale nie do­pu­ści­ła mnie do sło­wa!

foto_01-01_lipec-2017

Za­ko­mu­ni­ko­wa­ła też, że nie­ste­ty mu­si już wy­sia­dać. Po­ma­cha­łem jej przez okno na po­że­gna­nie (bez smut­ku) i roz­sia­dłem się wy­god­nie na sie­dze­niu, wy­cią­ga­jąc ter­mos i ka­nap­kę. De­lek­to­wa­łem się ci­szą i czy­ta­niem. Ale nie­dłu­go! W Ło­wi­czu wsiadł do mo­je­go prze­dzia­łu czter­dzie­sto­la­tek. Na po­cząt­ku ucie­szy­łem się, że to fa­cet. Ży­łem do­tąd w prze­ko­na­niu, że męż­czyź­ni nie są ple­ciu­ga­mi. Kil­ka mi­nut mi­nę­ło bez za­kłó­ceń, lecz na­gle mój spo­kój prze­rwał bar­dzo gło­śny dzwo­nek ko­mór­ki. Z apa­ra­tu za­czął po chwi­li wy­do­by­wać się prze­raź­li­wy ja­zgot. Jak się póź­niej do­my­śli­łem, dzwo­ni­ła żo­na. Dys­ku­sja, któ­rej ab­so­lut­nie nie chcia­łem, a mu­sia­łem być świad­kiem, trwa­ła aż do Ko­ni­na. Uff... W koń­cu „nie­do­bry” mąż wy­siadł. Uniósł ra­mio­na i uśmiech­nął się do mnie na od­chod­ne jak­by prze­pra­sza­ją­co. Tym ra­zem nie po­ma­cha­łem, na­wet nie po­pa­trzy­łem w je­go stro­nę. Nie ro­zu­miem, jak moż­na przy ob­cej oso­bie wy­wle­kać na świa­tło dzien­ne tak pry­wat­ne spra­wy. Ci­sza, lek­tu­ra, ulu­bio­ny ba­ton – znów zro­bi­ło się mi­ło. Szczę­ście nie trwa jed­nak wiecz­nie! Naj­gor­sze cze­ka­ło na mnie na ko­lej­nej sta­cji! W drzwiach zo­ba­czy­łem dzie­się­cio­lat­ka, któ­ry pięk­nie się uśmie­chał, mó­wiąc: „Dzień do­bry”. „Ja­ki mi­ły chło­piec bę­dzie mo­im kom­pa­nem po­dró­ży” – po­my­śla­łem z za­do­wo­le­niem. Ale za­raz za nim wszedł do prze­dzia­łu je­go ró­wie­śnik, a po­tem jesz­cze je­den i ko­lej­ny. W koń­cu dzie­się­cio­lat­ko­wie wy­peł­ni­li mój prze­dział po brze­gi! Opie­kun ko­lo­nii na­ka­zał chłop­com, by by­li grzecz­ni i... prze­padł jak ka­mień w wo­dę. Za­czę­ło się! Gło­śne śmie­chy, roz­mo­wy, raz po raz krzy­ki. A po­tem mu­zy­ka, pusz­cza­na ze smart­fo­na na ca­ły re­gu­la­tor, i głu­pa­we fil­mi­ki z YouTu­ba. Mia­łem na­praw­dę dość. Jak gdy­by te­go by­ło ma­ło, po chwi­li za­czę­ła się re­gu­lar­na bi­twa – po prze­dzia­le la­ta­ły po­mi­do­ry, ja­ja na twar­do, po­pcorn. Na­wet chip­sów nie oszczę­dzi­li! Gdy je­den z chłop­ców ścią­gnął bu­ty i nie­mal­że pod nos pod­sta­wił mi swo­je sto­py wąt­pli­wej czy­sto­ści, nie wy­trzy­ma­łem! Wy­sze­dłem na ko­ry­tarz.

– Co ty ta­ki ma­ło­mów­ny je­steś? Ty­le cza­su się nie wi­dzie­li­śmy. My­śla­łem, że gę­ba nie bę­dzie ci się za­my­kać – zdzi­wił się Ka­rol, za­uwa­ża­jąc, że je­stem bar­dzo mil­czą­cy.

– Cza­sem mil­cze­nie jest zło­tem, uwierz mi! – po­wie­dzia­łem, uśmie­cha­jąc się w du­chu na myśl o dzi­siej­szych pa­sa­że­rach po­cią­gu re­la­cji War­sza­wa-Po­znań. Nie chcia­łem, by po­my­ślał, że go lek­ce­wa­żę, więc chcąc, nie chcąc przy obie­dzie opo­wie­dzia­łem mu o nich.

 

Iwo­na Biń­czyc­ka-Ko­łacz

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Z pozytywną energią Bez śmiertelnych eksperymentów

Ule­ga­nie pre­sji gru­py, nu­da, po­trze­ba uciecz­ki od co­dzien­no­ści czy chęć eks­pe­ry­men­to­wa­nia – te po­wo­dy się­ga­nia po nar­ko­ty­ki czy do­pa­la­cze są ma­ło roz­sąd­ne. Nie są jed­nak bez zna­cze­nia. Za każ­dym kry­je się ja­kaś nie­speł­nio­na po­trze­ba.

Wie­le wia­do­mo o sub­stan­cjach psy­cho­ak­tyw­nych. Tak­że o do­pa­la­czach i skut­kach ich za­ży­wa­nia. Czę­sto jed­nak po­ja­wia się myśl: „Mnie to nie do­ty­czy, to mo­że spo­tkać nar­ko­ma­na”. Za­tru­cie? Udar mó­zgu? Za­wał ser­ca? Nie­wy­dol­ność krą­że­nio­wo-od­de­cho­wa? Nie­wy­dol­ność ne­rek? Na­pa­dy pa­ni­ki i agre­sji? Brzmi abs­trak­cyj­nie. A jed­nak – ta­kie sy­tu­acje się zda­rza­ją. Do­pa­la­cze, tzw. no­we sub­stan­cje psy­cho­ak­tyw­ne, sta­no­wią rów­nie wiel­kie za­gro­że­nie co nar­ko­ty­ki. Są nie tyl­ko uza­leż­nia­ją­ce, ale rów­nież śmier­tel­nie nie­bez­piecz­ne. W ubie­głym ro­ku do­pa­la­cza­mi za­tru­ło się po­nad czte­ry ty­sią­ce osób, rok wcze­śniej po­nad sie­dem ty­się­cy (34 zmar­ły).

foto_01-02_lipec-2017

Nu­da w wa­ka­cje?

Wa­ka­cje to czas od­po­czyn­ku, re­lak­su, po­dró­ży, na­wią­zy­wa­nia no­wych zna­jo­mo­ści. Ale dla wie­lu z nas to tak­że sa­mot­ność i brak wię­zi. To czas na­si­la­nia się róż­nych pro­ble­mów: nie­zro­zu­mie­nia, po­czu­cia od­rzu­ce­nia, bra­ku wspar­cia. A nie­kie­dy czas bez­gra­nicz­nej nu­dy. Nu­da to nie tyl­ko brak za­jęć. To tak­że stan znie­chę­ce­nia no­wy­mi sy­tu­acja­mi, po­rzu­ca­nia po­ja­wia­ją­cych się moż­li­wo­ści, bra­ku za­cie­ka­wie­nia świa­tem czy przy­tło­cze­nia i emo­cjo­nal­ne­go za­mro­że­nia.

Nu­da sta­je się pa­ra­dok­sem na­szych cza­sów – w któ­rych kró­lu­ją prze­cież roz­ryw­ka i za­ba­wa. Przy­tła­cza­ją­cy nad­miar in­for­ma­cji, pro­duk­tów i bodź­ców, mo­no­to­nia po­wta­rza­nych au­to­ma­tycz­nie bez­war­to­ścio­wych czyn­no­ści, nie­wy­ma­ga­ją­cych za­an­ga­żo­wa­nia czy my­śle­nia, przy­zwy­cza­je­nie do ko­rzy­sta­nia z wie­lu źró­deł tech­no­lo­gicz­nej sty­mu­la­cji (te­le­fo­ny ko­mór­ko­we, in­ter­net, gry kom­pu­te­ro­we, te­le­wi­zja), po­wierz­chow­ność w re­la­cjach i brak za­an­ga­żo­wa­nia w sen­sow­ne dzia­ła­nia mo­gą wy­wo­łać po­czu­cie prze­cią­że­nia i we­wnętrz­ne­go cha­osu. Splą­ta­nia, któ­re trud­no upo­rząd­ko­wać. Kie­dy ten stan wy­da­je się nie­moż­li­wy do znie­sie­nia, po­ja­wia się od­cię­cie i stłu­mie­nie, w efek­cie cze­go tra­ci­my kon­takt z wła­sny­mi emo­cja­mi i po­trze­ba­mi. Po­ja­wia się psy­chicz­ne odrę­twie­nie (znu­dze­nie).

Nie­bez­piecz­ne ilu­zje

Każ­da nu­da do­ma­ga się no­wych bodź­ców. Zda­rza się, że po­dą­ża­jąc za tą po­trze­bą, da­je­my się po­nieść złu­dze­niom i su­ge­stiom in­nych. Ktoś, ko­mu ufa­my, my­śląc, że chce na­wią­zać z na­mi więź lub po­móc nam roz­wią­zać pro­blem, mo­że oka­zać się po pro­stu bez­względ­nym di­le­rem, któ­ry bez skru­pu­łów za­ofe­ru­je swój pro­dukt. W at­mos­fe­rze wa­ka­cyj­ne­go lu­zu, im­pre­zy, to­wa­rzy­skie­go spo­tka­nia w gru­pie ła­twiej za­chę­cić do spró­bo­wa­nia. Trud­niej być też aser­tyw­nym i nie przy­jąć. Lęk przed tym, że zo­sta­nie­my wy­śmia­ni, izo­lo­wa­ni czy od­rzu­ce­ni, nie­kie­dy od­bie­ra od­wa­gę. Jed­nak moż­na być od­waż­nym i de­cy­do­wać mą­drze. Wie­lu od­ma­wia.

Ci, któ­rzy ofe­ru­ją sub­stan­cje psy­cho­ak­tyw­ne, li­czą na zysk, prze­kra­cza­jąc wszel­kie ba­rie­ry. Naj­częst­szy­mi ilu­zja­mi mar­ke­tin­go­wy­mi są slo­ga­ny: „Do­pa­la­cze są le­gal­ne, gdy­by by­ły nie­bez­piecz­ne jak nar­ko­ty­ki, by­ły­by za­ka­za­ne”. „Do­pa­la­cze są bez­piecz­ną al­ter­na­ty­wą nar­ko­ty­ków i al­ko­ho­lu”. „Do­pa­la­cze to środ­ki uspraw­nia­ją­ce funk­cje mó­zgu”. „Do­pa­la­cze są po­cho­dze­nia na­tu­ral­ne­go, w od­róż­nie­niu od nar­ko­ty­ków ma­ją moc na­tu­ry”. Słu­żyć ma im tak­że okre­śla­nie do­pa­la­czy ja­ko: „le­gal hi­ghs”, „her­bal hi­ghs” czy „smart drugs” a miejsc na­by­wa­nia – „fun sho­pa­mi”. Sprze­daw­cy ofe­ru­ją swo­je pro­duk­ty pod róż­ny­mi po­sta­cia­mi, zwią­za­ny­mi z ry­tu­ałem, ma­gią, „ko­lek­cjo­ner­stwem”, so­la­mi do ką­pie­li itp. W rze­czy­wi­sto­ści do­pa­la­cze to sub­stan­cje bar­dzo nie­bez­piecz­ne, o nie­zna­nym skła­dzie che­micz­nym, czę­sto od­mien­nym od de­kla­ro­wa­ne­go na opa­ko­wa­niu, za­wie­ra­ją­cym tok­sy­ny w daw­kach za­gra­ża­ją­cych zdro­wiu lub ży­ciu. Na­wet jed­no­ra­zo­we przy­ję­cie do­pa­la­cza jest bar­dzo nie­bez­piecz­ne. Jest też nie­prze­wi­dy­wal­ne w skut­kach. Dla­te­go tak trud­no ra­to­wać ży­cie oso­bom, któ­re za­tru­ły się do­pa­la­czem, gdy le­ka­rze nie wie­dzą, z ja­ki­mi związ­ka­mi ma­ją do czy­nie­nia.

Po­ko­nać nu­dę. Żyć by być

Kie­dy za­czy­na­my od­czu­wać nu­dę (pust­kę, znie­chę­ce­nie, apa­tię, nie­po­kój), war­to przyj­rzeć się te­mu sta­no­wi. Co mo­że nam po­wie­dzieć nu­da, ja­ki brak i prze­syt nam sy­gna­li­zu­je? Ja­kie są na­sze re­ak­cje emo­cjo­nal­ne na nu­dę? Iry­ta­cja, nie­po­kój, po­bu­dze­nie?

Gdy czu­je­my, że ży­je­my tyl­ko wów­czas, gdy zro­bi­my coś eks­cy­tu­ją­ce­go, ma­my trud­ność z po­dej­mo­wa­niem de­cy­zji, nie wie­my, co ze so­bą zro­bić w wol­nym cza­sie, ma­my trud­no­ści w sku­pie­niu się na wy­ko­ny­wa­niu ja­kie­goś za­da­nia, nie­cier­pli­wi­my się i de­ner­wu­je­my w sy­tu­acjach przy­mu­so­wych (np., gdy mu­si­my na coś dłu­żej po­cze­kać lub udać się w da­le­ką po­dróż) i nie­wie­le jest w na­szym ży­ciu rze­czy, któ­re spra­wia­ją nam przy­jem­ność, naj­wyż­szy czas, by coś zmie­nić, po­szu­kać no­wych roz­wią­zań i in­spi­ra­cji.

Spró­buj­my wy­łą­czyć się z cy­wi­li­za­cyj­ne­go zgieł­ku – być „off-li­ne” (naj­pierw przez chwi­lę, po­tem dłu­żej). Spę­dzaj­my mniej cza­su na prze­szu­ki­wa­niu in­ter­ne­tu pod ką­tem in­for­ma­cji, któ­re „war­to wie­dzieć”. Uczmy się znaj­do­wać ra­dość w ci­szy, wsłu­chać się w od­gło­sy przy­ro­dy, od­naj­dy­wać stan uspo­ko­je­nia.

Afir­muj­my i ce­le­bruj­my wdzięcz­ność. Za­trzy­muj­my ra­dość te­go, co nas za­chwy­ca. Co­dzien­ną przy­jem­ność moż­na czer­pać z ma­łych rze­czy: oglą­da­nia fil­mów, słu­cha­nia mu­zy­ki, roz­mo­wy, spa­ce­ru, za­an­ga­żo­wa­nia w dzia­ła­nie, uśmie­chu oso­by, któ­rej po­dzię­ko­wa­li­śmy za wspól­ne spę­dze­nie cza­su.

Wsłu­chi­wa­nie się w to, co czu­je­my, uczy od­naj­dy­wać emo­cje, któ­re kry­ją się za ja­kimś bra­kiem, a dzię­ki te­mu oswa­jać fru­stra­cję, na­pię­cie, nu­dę. Zwra­caj­my uwa­gę na to, czy po­tra­fi­my wy­ra­żać uczu­cia. Uczmy się in­ter­pre­to­wać my­śli i uczu­cia in­nych, pró­buj­my do­strze­gać spra­wy z cu­dzej per­spek­ty­wy.

Nu­da nie mu­si koń­czyć się głu­pio. Mo­że mieć war­tość mo­ty­wu­ją­cą do za­chwy­tu, ra­do­ści, roz­wi­ja­nia pa­sji, al­tru­istycz­ne­go dzia­ła­nia, em­pa­tycz­ne­go prze­ży­wa­nia re­la­cji z in­ny­mi.

Po­trzeb­ny te­le­fon do przy­ja­cie­la

Zda­rza się, że aby po­ko­nać trud­no­ści, po­trze­bu­je­my dru­gie­go czło­wie­ka – przy­ja­cie­la, któ­ry wy­słu­cha i wes­prze lub spe­cja­li­sty. Dla osób, któ­re chcą po­roz­ma­wiać z kimś o tym, co prze­ży­wa­ją, utwo­rzo­no bez­płat­ny, ano­ni­mo­wy Te­le­fon Za­ufa­nia dla Dzie­ci i Mło­dzie­ży. Pod nu­me­rem 116 111 dy­żu­ru­ją kom­pe­tent­ne oso­by, któ­re po­mo­gą w roz­wią­za­niu kło­po­tu. Je­śli prze­ży­wasz trud­no­ści zwią­za­ne z uza­leż­nie­niem sie­bie lub bli­skich, mo­żesz sko­rzy­stać z kon­sul­ta­cji spe­cja­li­stów dy­żu­ru­ją­cych w Ogól­no­pol­skim Te­le­fo­nie Za­ufa­nia pod nu­me­rem 801 199 990.

 

Ka­ta­rzy­na Pa­dło

Au­tor­ka pra­cu­je w ze­spo­le pra­so­wym Ko­men­dy Wo­je­wódz­kiej Po­li­cji w Kra­ko­wie.

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Jestem dla nich, a nie oni dla mnie

Z Ka­ro­li­ną Ulbrych, stre­etwor­ker­ką Pro­gra­mu Ak­tyw­no­ści Lo­kal­nej „Stre­etwork – od­kryj po­ten­cjał osie­dla” Miej­skie­go Ośrod­ka Po­mo­cy Spo­łecz­nej w Kra­ko­wie, roz­ma­wia Aga­ta Goł­da

Kim jest stre­etwor­ker?

– To pra­cow­nik ulicz­ny, któ­ry spo­ty­ka się z oso­ba­mi nie w biu­rze, ale w prze­strze­ni pu­blicz­nej np. na klat­ce scho­do­wej w blo­ku. W Pol­sce nie ist­nie­je za­wód stre­etwor­ke­ra. W kra­kow­skim MOPS-ie oso­by pra­cu­ją­ce me­to­dą stre­etwork to pra­cow­ni­cy so­cjal­ni. Stre­etwork to pra­ca m.in. w śro­do­wi­sku mło­dych lu­dzi i ich oto­cze­niu, re­ali­zo­wa­na np. przez to­wa­rzy­sze­nie, rzecz­nic­two in­te­re­sów, tre­nin­gi kom­pe­ten­cji i umie­jęt­no­ści spo­łecz­nych (wyj­ścia gru­po­we i warsz­ta­ty).

Z kim Pa­ni pra­cu­je?

– Z mło­dzie­żą w wie­ku 17–25 lat, po­cho­dzą­cą z trud­nych śro­do­wisk. Nie­ko­niecz­nie są to oso­by o ni­skim sta­tu­sie ma­te­rial­nym lub z ro­dzin, w któ­rych wy­stę­pu­je prze­moc. Naj­czę­ściej to mło­dzież, któ­ra więk­szość cza­su spę­dza w ogól­no­do­stęp­nej prze­strze­ni pu­blicz­nej i po­trze­bu­je wspar­cia np. po­mo­cy psy­cho­lo­gicz­nej, praw­nej, so­cjal­nej czy za­go­spo­da­ro­wa­nia cza­su wol­ne­go.

foto_01-03_lipec-2017

Ja­kie ce­le chce Pa­ni osią­gać w pra­cy?

– Wy­zna­cza­my je in­dy­wi­du­al­nie. Ce­lem mo­że być np. przej­ście do na­stęp­nej kla­sy, wyj­ście z na­ło­gu, uwol­nie­nie się z sy­tu­acji prze­mo­co­wej, ale też po­zna­nie moc­nych i sła­bych stron czy roz­wój za­in­te­re­so­wań. Sku­pia­my się na ta­kim wspar­ciu oso­by, by w jej ży­ciu na­stą­pi­ły zmia­ny, któ­re po­pra­wią je­go ja­kość.

Jak wy­glą­da stre­etwork?

– Pra­cu­je­my w dwu­oso­bo­wych ze­spo­łach. Za­czy­na­my zwy­kle „na uli­cy”. Wi­dząc po raz ko­lej­ny te sa­me oso­by sie­dzą­ce na ław­ce w par­ku, pod­cho­dzi­my do nich. Przed­sta­wia­my się. Py­ta­my, co sły­chać itp. Sta­ra­my się na­wią­zać sku­tecz­ny kon­takt. In­for­mu­je­my o tym, gdzie i kie­dy moż­na nas spo­tkać. Mó­wi­my też o biu­rze, do któ­re­go mo­gą przyjść. Obec­nie w róż­nych czę­ściach Kra­ko­wa me­to­dą stre­etwork dzia­ła w ra­mach MOPS-u dzie­więć osób. Więk­szość cza­su pra­cy spę­dza­my po­za biu­rem w oto­cze­niu osób, z któ­ry­mi pra­cu­je­my.

Co wte­dy ro­bi­cie?

– Or­ga­ni­zu­je­my wyj­ścia gru­po­we: re­kre­acyj­ne, roz­ryw­ko­we i edu­ka­cyj­ne tj. ba­sen, ki­no czy mu­zeum. Pro­po­nu­je­my wy­ciecz­ki po Kra­ko­wie i pod­miej­skie, warsz­ta­ty (np. sa­mo­obro­ny dla ko­biet i pro­fi­lak­tycz­ne), za­ję­cia ku­li­nar­ne i tur­nie­je spor­to­we. To jed­nak tyl­ko do­da­tek. Więk­szość mło­dzie­ży de­cy­du­je się na kon­takt z na­mi, po­nie­waż czę­sto je­ste­śmy je­dy­ny­mi do­ro­sły­mi, z któ­ry­mi mo­gą w otwar­ty i bez­piecz­ny spo­sób po­roz­ma­wiać na każ­dy te­mat. Za­ufa­nie, au­ten­tycz­ność, otwar­tość na dru­gie­go czło­wie­ka i praw­dzi­we za­an­ga­żo­wa­nie to fi­la­ry na­szej pra­cy. Więk­szość z mo­ich współ­pra­cow­ni­ków to oso­by z cha­ry­zmą i za­in­te­re­so­wa­nia­mi, któ­ry­mi mo­gą się dzie­lić z in­ny­mi.

Zda­rza­ją się sy­tu­acje nie­bez­piecz­ne?

– Oso­bi­ście ni­gdy nie czu­łam za­gro­że­nia, z któ­rym nie mo­gła­bym so­bie po­ra­dzić. Dzia­ła­my zdro­wo­roz­sąd­ko­wo. Gdy wi­dzi­my gru­pę ki­bi­ców, któ­rzy praw­do­po­dob­nie są pod wpły­wem al­ko­ho­lu, to do nich nie pod­cho­dzi­my. Ba­zu­je­my na do­świad­cze­niu za­wo­do­wym i in­stynk­cie sa­mo­za­cho­waw­czym. Wie­le obaw ustę­pu­je, gdy w każ­dym po­tra­fi się do­strzec czło­wie­ka, zo­ba­czyć po­zy­tyw­ne stro­ny i po­zwo­lić mu je w so­bie od­kryć.

Czy trud­no zmie­nić mło­dych lu­dzi?

– Je­ste­śmy tyl­ko na­rzę­dzia­mi tej zmia­ny. Na­szym za­da­niem jest po­ka­za­nie im, że moż­na żyć ina­czej. Nie chce­my ni­ko­go zmie­niać na si­łę. Mło­dzież weź­mie ty­le, ile chce i w da­nej chwi­li mo­że udźwi­gnąć. Stre­etwor­ker­skie ocze­ki­wa­nia są tu­taj dru­go­pla­no­we. Je­ste­śmy dla nich, nie oni dla nas.

Ja­kie jest Pa­ni naj­więk­sze osią­gnie­cie?

– Każ­da, na­wet drob­na, zmia­na w ży­ciu mło­de­go czło­wie­ka to suk­ces.

Dzię­ku­ję za roz­mo­wę.

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Wstępniak lipiec 2017

Jola Tęcza-Ćwierz

W cią­gu ro­ku szkol­ne­go na­rze­ka­my na nad­miar obo­wiąz­ków, prze­mę­cze­nie. Ale przed na­mi wa­ka­cje – czas, któ­ry war­to wy­ko­rzy­stać w kre­atyw­ny spo­sób. W tym nu­me­rze „Dro­gi” pi­sze­my o wa­ka­cyj­nych wy­zwa­niach. Za­sta­nów się, czym wy­peł­nisz 69 dni wa­ka­cji? Mo­że to być po­dró­żo­wa­nie, fo­to­gra­fo­wa­nie, go­to­wa­nie, ma­lo­wa­nie al­bo ob­ser­wo­wa­nie gwiazd. Mo­żesz wy­bie­rać spo­śród kil­ku­dzie­się­ciu pro­po­zy­cji, któ­re za­miesz­cza­my na stro­nach 6–7. Chy­ba, że wo­lisz spać do po­łu­dnia, le­niu­cho­wać i cze­kać na roz­po­czę­cie ro­ku szkol­ne­go 🙂

Za­chę­cam Cię do śmia­łe­go po­dą­ża­nia za ma­rze­nia­mi, ucze­nia się no­wych rze­czy i pró­bo­wa­nia no­wych sma­ków. W każ­dym z nas drze­mią uśpio­ne ta­len­ty, war­to po­móc im się obu­dzić. Ale uwa­ga: je­śli Two­im wy­zwa­niem bę­dzie de­cy­zja, że od ju­tra upra­wiasz jog­ging przez dwie go­dzi­ny dzien­nie al­bo chcesz w dwa mie­sią­ce wa­ka­cji nad­ro­bić ca­ły ma­te­riał z mat­my – szan­se na wy­trwa­nie i re­ali­za­cję ce­lu ma­le­ją. Wie­le po­ra­żek zwią­za­nych z na­uką, zmia­ną na­wy­ków czy sty­lem ży­cia wy­ni­ka z te­go, że zbyt wie­le od sie­bie ocze­ku­je­my. Nie masz ocho­ty bie­gać dziś przez pół go­dzi­ny? Trud­no. Zrób pięć przy­sia­dów. Wy­ko­naj ja­ką­kol­wiek ak­tyw­ność. Czę­sto po­tem oka­zu­je się, że na­gle na­bie­rasz jed­nak ocho­ty na wię­cej.

Je­śli chcesz coś w ży­ciu zmie­nić lub cze­goś się na­uczyć – po­trze­bu­jesz mo­ty­wa­cji. Mo­że być ona we­wnętrz­na al­bo ze­wnętrz­na. Wła­sna po­trze­ba od­mia­ny i py­ta­nie sa­me­go sie­bie: „Po co to ro­bię?” to mo­ty­wa­cja we­wnętrz­na. Jest klu­czo­wa do pod­ję­cia ja­kich­kol­wiek dzia­łań. Z ko­lei mo­ty­wa­cję ze­wnętrz­ną da­ją nam lu­dzie z oto­cze­nia: przy­ja­cie­le, ro­dzi­na, na­uczy­cie­le. Czer­pie­my ją tak­że z pa­nu­ją­cych tren­dów.

Wa­ka­cje to do­bry mo­ment, by pod­jąć wy­zwa­nie. Nie bój się zro­bić pierw­szy krok. Uwierz w swo­je moż­li­wo­ści. Na­wet je­śli da­ne­go dnia nie zre­ali­zu­jesz za­pla­no­wa­ne­go za­da­nia, nic się nie sta­nie. Masz na to ca­łe dwa mie­sią­ce!

Je­że­li bę­dziesz mieć ja­sno okre­ślo­ny cel i sil­ną mo­ty­wa­cję – zro­bisz wszyst­ko, by nic nie sta­nę­ło Ci na prze­szko­dzie w je­go re­ali­za­cji. A je­śli mi­mo wszyst­ko trud­no Ci się zmo­bi­li­zo­wać, po­szu­kaj ko­goś, kto bę­dzie Cię wspie­rał i za­chę­cał do dzia­ła­nia. Trzy­mam kciu­ki!

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

p.o. re­dak­to­ra na­czel­ne­go