Ucieczka nie jest rozwiązaniem

Po­sta­no­wi­łam prze­stać mó­wić ro­dzi­com co­kol­wiek o Jul­ce, jej przy­ja­cio­łach i tym, że zo­sta­łam za­pro­szo­na do ich gro­na. Mam 16 lat i sa­ma bę­dę de­cy­do­wać o tym, z kim się przy­jaź­nię i kto w mo­im ży­ciu jest na­praw­dę waż­ny.

Tak so­bie mó­wi­łam, ale czu­łam, że jest jesz­cze je­den po­wód, dla któ­re­go le­piej nie opo­wia­dać ro­dzi­com o no­wych zna­jo­mych. Czu­łam, że ich nie za­ak­cep­tu­ją. Więk­szość z nich pa­li pa­pie­ro­sy, cza­sem traw­kę, ubie­ra­ją się za­wsze na czar­no, a ży­cia nie ce­nią, bo jest głu­pie i ba­nal­ne. Po­za tym są na­praw­dę OK. Tak my­śla­łam i na­wet nie za­uwa­ży­łam, jak co­raz bar­dziej po­chła­nia­ło mnie to, co mó­wią, jak po­stę­pu­ją, co dla nich jest waż­ne.

Szyb­ko po­ja­wi­ły się pierw­sze kon­flik­ty w do­mu i szko­le. Za­czę­ło się od ubie­ra­nia się na czar­no, po­tem po­szło o nie­dziel­ną Mszę św., wresz­cie o po­gar­sza­ją­ce się oce­ny. Ta­ta był zde­ner­wo­wa­ny, ma­ma smut­na, a ja przy­gnę­bio­na tym, że mnie nie ro­zu­mie­ją, nie ko­cha­ją i... nie zna­ją ży­cia. Gdy­by zna­li, wie­dzie­li­by, że nie mo­gę za­cho­wy­wać się ina­czej, je­śli nie chcę stra­cić no­wych przy­ja­ciół. Te­go, cze­go do­świad­cza­łam z ni­mi, nikt nie mógł mi dać. Na­wet ro­dzi­ce, choć czu­łam, że mnie ko­cha­ją, że im za­le­ży.

foto_01-03_23-2017

Naj­go­rzej by­ło, gdy wy­szło na jaw, że za­czę­łam cho­dzić na wa­ga­ry. Ba­łam się, że mnie uka­żą, za­bro­nią mi wy­cho­dzić z do­mu, że zro­bią awan­tu­rę. To, co się sta­ło, by­ło gor­sze niż wszel­kie ka­ry, ja­kie mo­głam prze­wi­dzieć. Po raz pierw­szy w ży­ciu wi­dzia­łam, że ma­ma prze­ze mnie pła­cze. Wie­dzia­łam, że to nie jest szan­taż emo­cjo­nal­ny. Ma­ma ni­gdy nie sto­so­wa­ła ta­kich me­tod.

Czu­łam się pod­le. Pra­gnę­łam coś zmie­nić, ale jed­no­cze­śnie nie chcia­łam stra­cić no­wych przy­ja­ciół. Czu­łam się we­wnętrz­nie roz­dar­ta. Gdy na­stęp­ne­go dnia za­pro­po­no­wa­li mi ko­lej­ne wa­ga­ry i wy­pad na sza­lo­ną im­pre­zę za mia­sto, pró­bo­wa­łam im tłu­ma­czyć, że nie mo­gę pójść, że wczo­raj ma­ma prze­ze mnie pła­ka­ła, że czu­ję się pod­le i że coś jest nie tak w tym, co ro­bi­my. By­ła pew­na, że mnie zro­zu­mie­ją. Za­wsze pod­kre­śla­li, że ro­zu­mie­ją, że je­stem su­per! Tym ra­zem wy­śmia­li mnie iro­nicz­nie i bo­le­śnie. Wy­śmia­li mo­ich ro­dzi­ców, ich tro­skę, szko­łę, to, że wciąż mi za­le­ży na oce­nach. Po­czu­łam, jak­by ktoś ze­rwał mi za­sło­nę z oczu, bo na­gle zo­ba­czy­łam ich w ca­łej ja­skra­wo­ści – tych, któ­rym tak za­ufa­łam, któ­ry­mi by­łam za­chwy­co­na, a któ­rym da­łam się zwieść. Oni nie mie­li nic wspól­ne­go ze świa­tem, któ­re­go uczy­li mnie ro­dzi­ce... Ode­szłam bez sło­wa, czu­jąc za ple­ca­mi ich po­gar­dli­we spoj­rze­nia i sły­sząc sło­wa peł­ne drwi­ny i po­gar­dy.

Zbie­ra­łam się w so­bie przez wie­le dni. Naj­trud­niej­szy był okres za­raz po roz­sta­niu z ni­mi. Czu­łam wiel­ką pust­kę i tę­sk­no­tę. Nie wie­dzia­łam, co ro­bić z cza­sem, któ­re­go na­gle mia­łam tak wie­le.

Po­wo­li wszyst­ko się we mnie uspo­ka­ja­ło, jak­bym wra­ca­ła z dłu­giej i nie­bez­piecz­nej po­dró­ży... Do do­mu.

 

Ada

oprac. jtć

 

Wa­ga­ry są „in­sty­tu­cją” sta­rą jak szko­ła. Przy­no­szą chwi­lo­wą ulgę, da­ją po­czu­cie swo­bo­dy i od­prę­że­nia. Za­miast na­uki mi­lej jest wy­brać ki­no, spa­cer, wi­zy­tę w cen­trum han­dlo­wym. Ta­kie spo­ra­dycz­ne, jed­no­dnio­we wa­ga­ry mo­gą po­zo­stać bez wpły­wu na na­ukę, zwłasz­cza zdol­ne­go ucznia. Z cza­sem jed­nak mo­gą prze­ro­dzić się w przy­zwy­cza­je­nie, nad któ­rym trud­no jest za­pa­no­wać. Uciecz­ka ze szko­ły nie jest roz­wią­za­niem pro­ble­mu, któ­ry po­wra­ca ze zdwo­jo­ną si­łą. Za­le­gło­ści po­głę­bia­ją się i wzra­sta oba­wa przed po­ka­za­niem się w szko­le. Ta­ka sy­tu­acja mo­że do­pro­wa­dzić do po­wsta­nia me­cha­ni­zmu błęd­ne­go ko­ła: im wię­cej wa­ga­ru­jesz, tym bar­dziej bo­isz się szko­ły, a im bar­dziej bo­isz się szko­ły, tym ła­twiej pod­jąć de­cy­zję o ko­lej­nej uciecz­ce z lek­cji.

Wan­da Li­be­radz­ka, pe­da­gog szkol­ny

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Rowerem przez Amazonkę

O za­dzi­wia­ją­cej po­dró­ży po naj­więk­szej rze­ce świa­ta z Da­wi­dem An­dre­sem roz­ma­wia Iwo­na Biń­czyc­ka-Ko­łacz.

Wraz ze swym bra­tem – Hu­ber­tem Ki­siń­skim po­ko­nał Pan rze­kę Ama­zon­kę ro­we­rem! Dla­cze­go wła­śnie to miej­sce wy­da­ło się Wam god­nym eks­plo­ra­cji?

– Bo Ama­zon­ka to naj­więk­sza rze­ka świa­ta! Od dziec­ka ma­rzy­łem o „wiel­kiej przy­go­dzie”, nie­zwy­kłej wy­pra­wie, o ja­kiej czy­ta się w książ­kach. Naj­pierw my­śla­łem o In­diach i Pa­ki­sta­nie, pla­no­wa­li­śmy z ko­le­ga­mi prze­jazd bu­sem przez te kra­je. Jed­nak kie­dy prze­czy­ta­łem Z nur­tem Ama­zon­ki Joe Kane’a o Pio­trze Chmie­liń­skim, pierw­szym w świe­cie czło­wie­ku, któ­ry prze­pły­nął pon­to­nem i ka­ja­kiem Ama­zon­kę, stwier­dzi­łem, że nie Azja, ale Ame­ry­ka Po­łu­dnio­wa jest mi pi­sa­na. I nie bus, ale... ro­wer.

foto_01-02_23-2017

To by­ła spon­ta­nicz­na eska­pa­da czy wręcz prze­ciw­nie – prze­my­śla­na, pla­no­wa­na la­ta­mi?

– Przy­go­to­wy­wa­łem się przez dwa la­ta. Du­żo czy­ta­łem o po­dob­nych eks­pe­dy­cjach, szu­ka­łem in­for­ma­cji o wszel­kich aspek­tach po­dró­ży po Ama­zo­nii, ku­po­wa­łem nie­zbęd­ne urzą­dze­nia ty­pu te­le­fon sa­te­li­tar­ny, GPS itp. I wal­czy­łem ze swo­imi wąt­pli­wo­ścia­mi. Nie­ustan­nie za­da­wa­łem so­bie py­ta­nie, dla­cze­go tak nie­wie­lu oso­bom w świe­cie uda­ło się prze­pły­nąć o wła­snych si­łach Ama­zon­kę, a przede wszyst­kim – czy uda się to mnie? Roz­ma­wia­łem z po­dróż­ni­ka­mi, któ­rzy mie­li wła­sne do­świad­cze­nia z tą rze­ką. Po­za tym du­żo tre­no­wa­łem, jeż­dżąc na ro­we­rze i bie­ga­jąc. W prze­ci­wień­stwie do mo­je­go bra­ta, któ­ry nie­mal z mar­szu ru­szył na wy­pra­wę, bez żad­ne­go przy­go­to­wa­nia. Ale on jest młod­szy i ma lep­szą kon­dy­cję (śmiech).

Do źró­deł Ama­zon­ki uda­ło się Pa­nom do­trzeć ro­we­ra­mi. Po­tem trze­ba by­ło je zmo­dy­fi­ko­wać, by mo­gły prze­miesz­czać się po rze­ce. Jak wy­glą­dał ama­zoń­ski ro­wer?

– Z ro­we­ra­mi za­li­czy­li­śmy każ­dy ki­lo­metr na­szej po­dró­ży, na­wet je­śli tar­ga­nie ich na ple­cach na wy­so­kość po­nad 5000 m npm., do je­zior­ka Ticl­la Co­cha – sta­łe­go źró­dła Ama­zon­ki, wy­da­wa­ło się sza­leń­stwem i nie la­da wy­sił­kiem. Pierw­szy, gór­ski etap wy­pra­wy od­by­li­śmy ro­we­ra­mi tre­kin­go­wy­mi. Ru­szy­li­śmy znad Pa­cy­fi­ku, z miej­sco­wo­ści Ca­ma­na. Po­ko­na­li­śmy ok. 2000 ki­lo­me­trów, ja­dąc i pcha­jąc na­sze po­jaz­dy po dro­gach przez An­dy. Przez dwa mie­sią­ce dłu­gi­mi go­dzi­na­mi wspi­na­li­śmy się do gó­ry, by w cią­gu kil­ku chwil, przy­naj­mniej tak nam się zda­wa­ło, zje­chać na dół. A po­tem zno­wu do gó­ry i zno­wu w dół. Za­li­czy­li­śmy kil­ka­na­ście czte­ro­ty­sięcz­ni­ków i dwa pię­cio­ty­sięcz­ni­ki. Trzy­ma­li­śmy się dróg wio­dą­cych wzdłuż Ama­zon­ki, jak naj­bli­żej rze­ki. Na wo­dę we­szli­śmy w miej­sco­wo­ści Ata­laya. Tam od­pię­li­śmy ko­ła od ro­we­rów i do ram przy­mo­co­wa­li­śmy pon­to­no­we pło­zy. Ro­wer ama­zoń­ski wy­glą­dem przy­po­mi­na ka­ta­ma­ran. Po­ru­sza się za po­mo­cą na­pę­du zro­bio­ne­go ze szli­fier­ki ką­to­wej i po­łą­czo­ne­go łań­cu­chem z kor­bą. Na po­cząt­ku wo­da sa­ma nio­sła nas w dół rze­ki, ale im Ama­zon­ka sta­wa­ła się więk­sza, tym in­ten­syw­niej mu­sie­li­śmy pe­da­ło­wać, że­by pły­nąć z jej nur­tem.

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Za cenę wygnania i tortur. Za cenę życia

Prze­śla­do­wa­ni chrze­ści­ja­nie uczą nas, że Je­zus nie jest mi­tem, ale ży­wą Oso­bą. Z mi­ło­ści do Nie­go moż­na od­dać wszyst­ko. Z ks. Ra­fa­łem Cyf­ką, dy­rek­to­rem Biu­ra Re­gio­nal­ne­go Pa­pie­skie­go Sto­wa­rzy­sze­nia Po­moc Ko­ścio­ło­wi w Po­trze­bie, roz­ma­wia Jo­la Tę­cza-Ćwierz.

Jak wy­glą­da sy­tu­acja chrze­ści­jan w Eu­ro­pie?

– Chrze­ści­ja­nom w Eu­ro­pie ży­je się róż­nie. Sy­tu­acja chrze­ści­jan w Pol­sce jest zu­peł­nie in­na niż np. we Fran­cji, Ho­lan­dii czy Bel­gii. My dzię­ki te­mu, że trzy­ma­my się tra­dy­cji, ma­my dość do­brą sy­tu­ację. Po­la­cy cie­szą się po­sza­no­wa­niem praw wol­no­ści re­li­gij­nej, cho­ciaż tak­że i u nas do­cho­dzi do sy­tu­acji, gdzie wy­ro­kiem są­do­wym ze­zwa­la się na ob­ra­zę uczuć re­li­gij­nych chrze­ści­jan. Mam tu na my­śli słyn­ną spra­wę Ada­ma Dar­skie­go – Ner­ga­la z 2010 r. Mu­zyk pu­blicz­nie po­darł Bi­blię i ob­ra­żał Bo­ga, ale sąd od­da­lił po­zew prze­ciw­ko nie­mu. Przy­po­mi­na mi się tak­że sztu­ka pt. „Klą­twa”, w któ­rej do­cho­dzi do pro­fa­na­cji krzy­ża i fi­gu­ry św. Ja­na Paw­ła II. Nie­daw­no je­den z wo­lon­ta­riu­szy mó­wiąc w Hisz­pa­nii o prze­śla­do­wa­niach chrze­ści­jan, usły­szał, że wi­docz­nie chrze­ści­ja­nie so­bie na to za­słu­ży­li. Jak to się ma do szczyt­nych ha­seł o wol­no­ści, rów­no­ści i bra­ter­stwie?

foto_01-01_23-2017

W ja­kich kra­jach jest dziś naj­trud­niej?

– Naj­trud­niej­sza sy­tu­acja pa­nu­je na Bli­skim Wscho­dzie. W 2003 r. w Ira­ku ży­ło pra­wie pół­to­ra mi­lio­na chrze­ści­jan a dzi­siaj nie­wie­le po­nad 150 tys. In­wa­zja za­chod­niej cy­wi­li­za­cji, kon­flik­ty we­wnętrz­ne, kon­flikt z Pań­stwem Is­lam­skim wy­czy­ści­ły ten kraj z chrze­ści­jań­stwa. Chrze­ści­ja­nie są mniej­szo­ścią, o któ­rą nikt tam nie wal­czy. Trud­na sy­tu­acja jest rów­nież w Ira­nie i Pa­ki­sta­nie. Tam za kil­ka lat mo­że nie być chrze­ści­jan w ogó­le. A ży­ją tam od I w.

250 mln – ty­lu chrze­ści­jan jest prze­śla­do­wa­nych (np. wię­zio­nych, tor­tu­ro­wa­nych, po­zba­wia­nych do­byt­ku)

350 mln – ty­lu chrze­ści­jan jest dys­kry­mi­no­wa­nych (np. po­zba­wia­nych pra­cy, wy­rzu­ca­nych ze stu­diów)

co czwar­ty chrze­ści­ja­nin cier­pi z po­wo­du wia­ry

Co to zna­czy, że chrze­ści­ja­nie są prze­śla­do­wa­ni? W ja­ki spo­sób się to prze­ja­wia?

– Spo­sób prze­śla­do­wa­nia jest za­leż­ny od re­gio­nu świa­ta. W kra­jach Bli­skie­go Wcho­du, Ni­ge­rii czy Pa­ki­sta­nie są to krwa­we prze­śla­do­wa­nia. Za trwa­nie przy Chry­stu­sie Je­go wy­znaw­cy pła­cą naj­wyż­szą ce­nę – ży­cie. Są wię­zie­ni, tor­tu­ro­wa­ni. Prze­śla­dow­cy wy­pę­dza­ją ich z do­mów, po­zba­wia­ją do­byt­ku. Licz­ba tych, któ­rzy ży­ją w ta­kiej sy­tu­acji, wy­no­si po­nad 250 mi­lio­nów! 350 mi­lio­nów to wier­ni dys­kry­mi­no­wa­ni, któ­rzy ze wzglę­du na wia­rę po­zba­wia­ni są pra­cy czy stu­diów. Łącz­nie ma­my 600 mi­lio­nów chrze­ści­jan, któ­rym od­ma­wia się pra­wa do wol­no­ści re­li­gij­nej. Wszyst­kich chrze­ści­jan na świe­cie jest tro­chę po­nad dwa mi­liar­dy, tak więc po­nad jed­na czwar­ta z nich cier­pi z po­wo­du wia­ry. Chrze­ści­jań­stwo jest dzi­siaj naj­bar­dziej prze­śla­do­wa­ną re­li­gią, a chrze­ści­ja­nie naj­bar­dziej znie­na­wi­dzo­ną spo­łecz­no­ścią.

 

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Wstępniak 23/2017

Magda Guziak NowakZa chwi­lę Ad­went. A my za­miast pi­sać o pod­łaź­nicz­kach i in­nych sta­ro­pol­skich tra­dy­cjach z cho­in­ką w tle, da­je­my Wam trud­ne i smut­ne tek­sty o prze­śla­do­wa­niach chrze­ści­jan. Dłu­go dys­ku­to­wa­li­śmy w re­dak­cji, czy mo­że­my opi­sać dla Was te hi­sto­rie. Czy nie oka­żą się za moc­ne, czy je udźwi­gnie­cie, czy da­cie ra­dę prze­czy­tać. My­śli­my jed­nak, że mu­si­my o tym mó­wić – czę­sto i gło­śno. Świa­do­mość i wie­dza to nasz pierw­szy obo­wią­zek. Dru­gi – to kon­kret­na po­moc.

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

re­dak­tor na­czel­ny