23 głosy za życiem

Po­ja­wił się no­wy po­mysł, by po­łą­czyć du­cha pro-li­fe z obo­wiąz­ka­mi na uczel­ni. W kwiet­niu roz­strzy­gnię­to pierw­szą edy­cję kon­kur­su na pra­ce ma­gi­ster­skie i li­cen­cjac­kie pro-li­fe. Or­ga­ni­za­to­rem by­ło Pol­skie Sto­wa­rzy­sze­nie Obroń­ców Ży­cia Czło­wie­ka. Wpły­nę­ły dwa­dzie­ścia trzy pra­ce.

I na­gro­da za pra­cę ma­gi­ster­ską: Pro­blem dzie­cio­bój­stwa na te­re­nie wo­je­wódz­twa ślą­skie­go Iwo­na Stro­ka: Je­stem ab­sol­went­ką Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go na kie­run­kach: pe­da­go­gi­ka opie­kuń­czo-wy­cho­waw­cza oraz pe­da­go­gi­ka re­so­cja­li­za­cyj­na z pro­fi­lak­ty­ką spo­łecz­ną. Po­sta­no­wi­łam zba­dać pro­blem dzie­cio­bój­stwa na te­re­nie wo­je­wódz­twa ślą­skie­go. Wy­da­wa­ło mi się, że prze­stęp­stwo dzie­cio­bój­stwa do­ty­czy za­bój­stwa dziec­ka do 18. ro­ku ży­cia. Gdy za­czę­łam wgłę­biać się w kwa­li­fi­ka­cję praw­ną, oka­za­ło się, że o dzie­cio­bój­stwie w uję­ciu ko­dek­su kar­ne­go mo­że­my mó­wić tyl­ko wte­dy, gdy mat­ka za­bi­je dziec­ko w okre­sie po­ro­du pod wpły­wem je­go prze­bie­gu (art. 149 KK).

foto_01-03_12-2017

II na­gro­da za pra­cę li­cen­cjac­ką: Lob­bing abor­cyj­ny w pol­skich me­diach Do­mi­nik Cwi­kła: Te­mat wy­bra­łem z prze­ko­ry. Obro­ną ży­cia za­czą­łem się in­te­re­so­wać w li­ceum. Na stu­diach dzia­ła­łem w aka­de­mic­kim Ru­chu Obro­ny Ży­cia WSK­SiM. Co­raz gło­śniej wte­dy mó­wio­no o ak­cjach Fun­da­cji Pro – Pra­wo do Ży­cia, któ­ra zbie­ra­ła pod­pi­sy pod pro­jek­tem usta­wy chro­nią­cej ży­cie i po­ka­zy­wa­ła zdję­cia, jak fak­tycz­nie wy­glą­da abor­cja. Uzna­łem, że do­brze by by­ło przed­sta­wić w pra­cy i przy oka­zji sa­me­mu się do­wie­dzieć, jak wy­glą­da kwe­stia abor­cji w me­diach. W dzia­ła­nia pro-li­fe an­ga­żo­wa­łem się, dzia­ła­jąc w ROŻ oraz zbie­ra­jąc pod­pi­sy pod pro­jek­ta­mi pro-li­fe. Obec­nie po­ru­szam ten te­mat na ła­mach mo­je­go por­ta­lu Kontrrewolucja.net. Pod­pi­su­ję wszyst­kie pe­ty­cje i pro­jek­ty, do­ty­czą­ce obro­ny ży­cia.

Wy­róż­nie­nie za pra­cę li­cen­cjac­ką: Ro­la Te­re­sy Strzem­bosz w hi­sto­rii i roz­wo­ju do­mów sa­mot­nej mat­ki w Pol­sce Alek­san­dra Strze­lec­ka: W pra­cy przy­bli­ży­łam po­stać Te­re­sy Strzem­bosz, jej świa­dec­two i dzia­łal­ność. Te­re­sa an­ga­żo­wa­ła się w po­moc sa­mot­nym mat­kom i dziew­czy­nom, któ­re w War­sza­wie zo­sta­wa­ły pro­sty­tut­ka­mi. Po­śred­ni­czy­ła w ad­op­cjach dzie­ci. Przy­czy­ni­ła się do roz­wo­ju po­rad­nic­twa ro­dzin­ne­go. Po­świę­ci­ła się pra­cy z kard. Wy­szyń­skim i służ­bie ży­ciu. Pró­bu­ję dzie­lić się tym te­ma­tem z in­ny­mi i tym sa­mym włą­czać się w dzia­ła­nia pro-li­fe. Z Te­re­są Strzem­bosz ze­tknę­łam się przed pod­ję­ciem stu­diów. Bar­dzo mnie za­in­spi­ro­wa­ła. Chcia­łam do­tknąć te­go te­ma­tu, pó­ki jesz­cze ży­ją oso­by, któ­re ją zna­ły.

Wy­róż­nie­nie za pra­cę ma­gi­ster­ską: Abor­cja – do­bro czy zło dla pło­du z wa­dą wro­dzo­ną? Ana­li­za na pod­sta­wie ka­zu­su R.R. prze­ciw­ko Pol­sce Ka­ta­rzy­na Wa­li­czek: Za­ję­łam się pro­ble­mem oce­ny etycz­nej abor­cji eu­ge­nicz­nej z punk­tu wi­dze­nia do­bra pło­du. Sa­ma przy­szłam na świat z ze­spo­łem ge­ne­tycz­nym. Ze­spół Tur­ne­ra jest zwią­za­ny z bra­kiem lub uszko­dze­niem jed­ne­go z chro­mo­so­mów X u ko­bie­ty. Ob­ja­wia się pro­ble­ma­mi hor­mo­nal­ny­mi i wa­da­mi na­rzą­dów we­wnętrz­nych. Cha­rak­te­ry­stycz­ne dla ze­spo­łu Tur­ne­ra są: ni­ski wzrost, bez­płod­ność, pro­ble­my z ser­cem, ner­ka­mi, tar­czy­cą, ukła­dem kost­nym. W prak­ty­ce, ży­cie ko­biet z ZT wy­glą­da zwy­czaj­nie. Dziew­czy­ny koń­czą stu­dia i za­kła­da­ją ro­dzi­ny. Mi­mo wszyst­ko twier­dzi się, że to ży­cie jest niż­szej ja­ko­ści i do­pusz­cza się abor­cje w przy­pad­ku stwier­dze­nia u pło­du tej wa­dy ge­ne­tycz­nej.

 

Aga­ta Goł­da

 

Ter­min nad­sy­ła­nia prac do dru­giej edy­cji kon­kur­su mi­ja 31 paź­dzier­ni­ka 2017 ro­ku. Wię­cej: www.pro-life.pl

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc

Jak górnik na przodku

To by­ła nie­zwy­kła po­dróż – w cza­sie i prze­strze­ni. Wra­że­nia nie­sa­mo­wi­te. By po­czuć at­mos­fe­rę ko­pal­ni i pra­cy gór­ni­ków – wy­star­czy wi­zy­ta w Wie­licz­ce i przej­ście Tra­są Gór­ni­czą. By­łam. Po­le­cam.

Za­nim prze­wod­nik za­brał nas pod zie­mię, mu­sie­li­śmy po­brać od­po­wied­ni sprzęt: kom­bi­ne­zon, lam­pę gór­ni­czą, hełm i po­chła­niacz. Przy­znam, nie by­ło to ła­twe, ale ja­koś uda­ło nam się to za­ło­żyć. Tem­pe­ra­tu­ra w ko­pal­ni wa­ha się mię­dzy 14. a 16. stop­ni C, dla­te­go war­to na ta­ką wy­ciecz­kę od­po­wied­nio się ubrać. Po­tem od­by­ło się szko­le­nie: jak ko­rzy­stać z po­chła­nia­cza tlen­ku wę­gla oraz lam­py gór­ni­czej. Wresz­cie, od­po­wied­nio wy­po­sa­że­ni – zgod­nie z pra­wem gór­ni­czym – mo­gli­śmy roz­po­cząć na­szą przy­go­dę. Bez tłu­mów i mu­ze­al­nych eks­po­na­tów, za to pod okiem do­świad­czo­ne­go przo­dow­ni­ka – gór­ni­ka, któ­ry w ko­pal­ni spę­dził kil­ka­dzie­siąt lat ży­cia. Pan Wie­sław za­dbał, by zwie­dza­nie w ni­czym nie przy­po­mi­na­ło te­go, ja­kie zna­łam do tej po­ry... Emo­cje gwa­ran­to­wa­ne.

foto_01-02_12-2017

Ko­ry­ta­rze, dra­bi­ny i de­to­na­cja

Wraz z prze­wod­ni­kiem wsie­dli­śmy do win­dy, usły­sze­li­śmy na po­że­gna­nie tra­dy­cyj­ne „Szczęść Bo­że” i zje­cha­li­śmy 57 me­trów w dół naj­star­szym w Wie­licz­ce szy­bem Re­gis. Na­sza gru­pa nie­do­świad­czo­nych śle­prów (po­cząt­ku­ją­cych w za­wo­dzie gór­ni­ka) otrzy­my­wa­ła na tra­sie róż­no­rod­ne za­da­nia do wy­ko­na­nia: mu­si­my wy­ty­czyć tra­sę przy po­mo­cy ma­py gór­ni­czej, zmie­rzyć po­ziom me­ta­nu i ruch gó­ro­two­ru, upleść li­nę i spe­cjal­nym tłucz­kiem roz­kru­szyć bry­ły so­li. Przez trzy go­dzi­ny wę­drów­ki cze­ka­ło na nas wie­le wy­zwań i – wierz­cie mi – nie by­ło pro­sto. Prze­dzie­ra­li­śmy się przez cia­sne chod­ni­ki, pi­ło­wa­li­śmy gru­by drew­nia­ny bal, wę­dro­wa­li­śmy dłu­gi­mi ko­ry­ta­rza­mi. W za­byt­ko­wej ka­pli­cy prze­wod­nik po­le­cił, aby­śmy wy­łą­czy­li gór­ni­cze lamp­ki. Za­pa­dła to­tal­na ciem­ność. Przo­do­wy opo­wie­dział nam, jak kie­dyś pod­czas pra­cy miał awa­rię lamp­ki. Mu­siał sie­dzieć w ko­mo­rze i cze­kać na ko­le­gów.

Naj­wię­cej emo­cji wzbu­dzi­ła kon­tro­lo­wa­na de­to­na­cja. Pod­czas wy­bu­chu po­czu­li­śmy, jak za­trząsł się nie­rów­ny sol­ny spąg, usły­sze­li­śmy gło­śny wy­buch i ośle­pił nas blask.

Za­pach so­li i kieł­ba­sa

Czas zwie­dza­nia mi­nął jak krót­ka chwi­la. Dro­gę oświe­tla­li­śmy so­bie lam­pą gór­ni­czą. Że­by wejść do wy­ro­bisk, trze­ba by­ło al­bo czoł­gać się w wą­skich przej­ściach, al­bo wcho­dzić po sta­rych, roz­ko­ły­sa­nych dra­bi­nach. Czu­li­śmy za­pach so­li, chłód i wil­goć ko­pal­ni. Zo­ba­czy­li­śmy po­go­rze­li­sko po dra­ma­tycz­nym po­ża­rze ko­pal­ni w XVII w., któ­ry trwał kil­ka mie­się­cy. W pod­zie­miach za­cho­wa­ły się nad­pa­lo­ne stro­py. Ogrom­ne wra­że­nie zro­bił na nas wi­dok prze­pięk­nej ko­mo­ry, któ­rą po­dzi­wia­li­śmy, sto­jąc na... szkla­nej pół­ce. Zo­ba­czy­li­śmy rów­nież kie­rat sa­ski – ma­szy­nę słu­żą­cą do wy­do­by­wa­nia so­li na po­wierzch­nię. Prze­wod­nik po­ka­zał nam ru­cho­mą ma­kie­tę, w któ­rej wę­dro­wa­ły drew­nia­ne ko­nie. W jed­nej z ko­mór – Go­spo­dzie – mie­li­śmy wra­że­nie, że gór­ni­cy do­pie­ro co wsta­li od sto­łu po po­sił­ku, by udać się do pra­cy, po­zo­sta­wia­jąc nie­do­je­dzo­ną kieł­ba­sę, ser i ogór­ki. Cóż z te­go, że z gip­su...

Każ­dy, kto zwie­dzi Tra­sę Gór­ni­czą, mo­że prze­ko­nać się, jak wy­glą­da pra­ca w ko­pal­ni i zo­ba­czyć ory­gi­nal­ne zło­ża sol­ne.

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Rok 2117 Świat komputerów i robotów

Po­bud­ka. Oli­wio, punk­tu­al­nie o siód­mej czter­dzie­ści pięć ma­szy­na do śnia­dań za­ser­wu­je to­sty z wo­do­ro­sta­mi i wi­ta­mi­no­wą ka­wę. O ósmej za­cznie się lek­cja ad­mi­ni­stra­cji sie­cio­wej, po­tem dwie go­dzi­ny teo­rii in­for­ma­cji, al­go­ryt­mi­ka i ar­chi­tek­tu­ra pro­ce­so­rów. Czter­na­sta – spa­cer z ro­dzi­ca­mi! Da­ne na ciąg dal­szy dnia prze­two­rzę póź­niej”. Oli­wia prze­cią­ga się, po czym za­kła­da srebr­ny uni­form, uszy­ty z od­por­nej na pla­my i za­gnie­ce­nia fo­lii. Kom­pu­ter po­ko­jo­wy nie da jej spo­ko­ju, a tyl­ko ro­dzi­ce zna­ją kod, któ­ry mógł­by go wy­łą­czyć. Ma­szy­na prze­ję­ła ich funk­cje. Po­noć jesz­cze ja­kieś sto lat te­mu to ro­dzi­ce bu­dzi­li dzie­ci, przy­go­to­wy­wa­li i po­da­wa­li im śnia­da­nia. Wspól­ne po­sił­ki i roz­mo­wa by­ły na po­rząd­ku dzien­nym. Te­raz nad­rzęd­ną ro­lę w ży­ciu czło­wie­ka peł­nią me­cha­ni­zmy elek­tro­nicz­ne! Oli­wia zja­da śnia­da­nie ze sma­kiem (ro­bo­ty do po­sił­ków za­pro­gra­mo­wa­ne są per­fek­cyj­nie). Na czas lą­du­je przed lap­to­pem lek­cyj­nym. Wir­tu­al­na komp-na­uczy­ciel­ka wi­ta kla­sę z ekra­nu. Ucznio­wie są re­al­ni, ale wi­du­ją się tyl­ko na mo­ni­to­rze kom­pu­te­ra. Kom­pu­ter na­czel­ny za­bra­nia re­la­cji mię­dzy­ludz­kich, któ­re od­ry­wa­ją od na­uki i pra­cy. Uzna­je tyl­ko te, któ­re są nie­zbęd­ne do prze­dłu­że­nia ga­tun­ku – ro­dzin­ne. Ale sku­tecz­nie dba o to, by lu­dzie za­po­mnie­li o uczu­ciach.

foto_01-01_12-2017

Lek­cje się skoń­czy­ły. Czas na spa­cer z ma­mą i ta­tą. Oliw­ka za­wsze po lek­cjach spo­ty­ka się z ni­mi na kil­ka mi­nut w le­sie. Wir­tu­al­nym! Ostat­nie drze­wo na ziem­skim glo­bie znik­nę­ło w 2089 ro­ku. Uni­ce­stwi­ły je za­nie­czysz­cze­nia śro­do­wi­ska. Zza okien czę­ścio­wo opusz­czo­ne­go blo­ko­wi­ska, w któ­rym miesz­ka dziew­czy­na, wy­zie­ra in­du­strial­na rze­czy­wi­stość – do­mi­nu­je prze­my­sło­wa ar­chi­tek­tu­ra.

Cześć, jak mi­ja dzień?” – pi­sze na mes­sen­ge­rze ta­ta. „Du­żo na­uki” – od­po­wia­da Oliw­ka. Ich awa­ta­ry prze­su­wa­ją się le­śną ścież­ką. Jest bez­wietrz­nie, świe­ci słoń­ce. Do­łą­cza po­stać ma­my: „Jak po­stę­py w na­uce teo­rii in­for­ma­cji?”. Au­to­ma­tycz­na wy­mia­na zdań. Bez­przed­mio­to­wa kon­wer­sa­cja, po­zba­wio­na emo­cji. W świe­cie kom­pu­te­rów i ro­bo­tów lu­dzie upodob­nia­ją się do ma­szyn…

Po spa­ce­rze czas na obiad – stek wo­ło­wy ste­ry­li­zo­wa­ny pro­mie­nio­wa­niem jo­ni­zu­ją­cym. Na­stęp­nie za­ję­cia do­dat­ko­we: ta­niec i gra w te­ni­sa. Oczy­wi­ście przed Play Sta­tion! Po­ra na krót­ką prze­rwę. Wyj­ście na ze­wnątrz – ze wzglę­du na rze­ko­me ska­że­nie pro­mie­nio­twór­cze – jest su­ro­wo za­bro­nio­ne. Oli­wia prze­cha­dza się po miesz­ka­niu. Nad pa­ne­lem ste­ru­ją­cym oświe­tle­niem znaj­du­je wnę­kę, któ­rej ni­gdy wcze­śniej nie za­uwa­ży­ła. Wy­cią­ga z niej za­ku­rzo­ną księ­gę. Za­glą­da do środ­ka i wi­dzi zu­peł­nie nie­zna­ne zna­ki. Jak je roz­szy­fro­wać? Z po­mo­cą przy­cho­dzi In­ter­net. To pi­smo od­ręcz­ne! Oka­za­ło się, że zna­la­zła pa­mięt­nik pra­bab­ci z 2017 ro­ku! „Nie ma nic pięk­niej­sze­go, niż gdy mię­dzy dwoj­giem lu­dzi bu­du­je się więź. Mo­że mieć róż­ny prze­bieg. Ser­decz­ne sto­sun­ki opar­te na wza­jem­nej życz­li­wo­ści – to przy­jaźń. Ist­nie­je też mi­łość. Kto jej do­świad­czy, bę­dzie wie­dział, że bez niej nic nie ma sen­su”. W oczach Oli­wii po­ja­wia­ją się łzy. Od­czu­wa sil­ną po­trze­bę kon­tak­tu z ludź­mi. Prze­pi­su­je pa­mięt­nik do kom­pu­te­ra i wy­ko­rzy­stu­jąc po­nad­prze­cięt­ne umie­jęt­no­ści in­for­ma­tycz­ne, wy­sy­ła tekst pra­bab­ki do ko­le­gów i ko­le­ża­nek z kla­sy. Szyb­ko do­sta­je pierw­szą od­po­wiedź: „Mia­łem wra­że­nie, że sys­tem kła­mie, in­for­mu­jąc o cał­ko­wi­tym ska­że­niu śro­do­wi­ska, by cze­goś waż­ne­go nas po­zba­wić. Za­ry­zy­kuj­my spo­tka­nie w re­alu. Thom­son”. Oli­wia pierw­szy raz w ży­ciu się uśmie­cha...

 

Iwo­na Biń­czyc­ka-Ko­łacz

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Wstępniak 12/2017

Jola Tęcza-Ćwierz

Kie­dy by­łam w czwar­tej lub pią­tej kla­sie szko­ły pod­sta­wo­wej, mie­li­śmy za za­da­nie prze­czy­tać lek­tu­rę pt. Ucznio­wie Spar­ta­ku­sa. Nie zro­bi­łam te­go. Nie pa­mię­tam, czy książ­ka mnie nie za­in­te­re­so­wa­ła, nie by­ła do­stęp­na w bi­blio­te­ce, a mo­że zwy­czaj­nie – nie chcia­ło mi się jej prze­czy­tać. Po­lo­nist­ka rze­tel­nie spraw­dzi­ła po­ziom wie­dzy w na­szej kla­sie na te­mat przy­gód trzy­na­sto­let­nie­go Ka­lia­sa i... po­sy­pa­ły się dwó­je. Dla mnie to by­ła na­ucz­ka tak do­tkli­wa, że od tam­tej po­ry czy­ta­łam nie tyl­ko lek­tu­ry szkol­ne, ale do­słow­nie wszyst­ko, co mi wpa­dło w rę­ce. Być mo­że to kiep­ska mo­ty­wa­cja. Jed­nak dzię­ki tej dwói od­kry­łam świat ksią­żek. Wręcz uwiel­bia­łam da­wać się po­nieść zwro­tom ak­cji i spę­dza­łam ca­łe go­dzi­ny, dzie­ląc przy­go­dy z bo­ha­te­ra­mi. Obec­nie zda­rza mi się to dość rzad­ko. Czę­ściej się de­kon­cen­tru­ję, gu­bię wą­tek, coś nie po­zwa­la mi się sku­pić. Mo­że zbyt wie­le cza­su spę­dzam w sie­ci?

Ży­je­my w świe­cie, w któ­rym ota­cza nas ma­sa szcze­gó­ło­wych i ła­two do­stęp­nych in­for­ma­cji. Aby wie­dzieć, wy­star­czy mieć kom­pu­ter z do­stę­pem do in­ter­ne­tu. Tej wie­dzy jest tak du­żo, że nikt nie jest w sta­nie jej ska­ta­lo­go­wać ani przy­swo­ić. Sło­wo dru­ko­wa­ne jest in­ne. Dla mnie to prze­strzeń peł­na cie­pła i po­zy­tyw­nych emo­cji. Po­ma­ga od­po­cząć, za­sta­no­wić się, wy­ci­szyć. Nie umiem zre­lak­so­wać się przed kom­pu­te­rem. Mo­że dla­te­go, że zbyt­nio ko­ja­rzy mi się z pra­cą? 🙂

Świat wir­tu­al­ny jest cie­ka­wy, ku­szą­cy i wcią­ga, po­nie­waż stwa­rza wra­że­nie, że moż­na go kształ­to­wać we­dług wła­snych ma­rzeń i upodo­bań. Wy­bie­ram, co chcę i kie­dy chcę. Nikt mi ni­cze­go nie na­rzu­ca. Ale ta­ka rze­czy­wi­stość ma tak­że wa­dy. W tym nu­me­rze „Dro­gi” sta­ra­my się uświa­do­mić, że im czę­ściej ko­rzy­sta­my z in­ter­ne­tu, tym usil­niej mu­si­my wal­czyć o to, by sku­pić uwa­gę na dłuż­szych tek­stach. War­to zda­wać so­bie spra­wę z te­go, że sieć ma wie­le spo­so­bów na to, by od­cią­gnąć na­szą uwa­gę i czym ry­zy­ku­je­my, prze­sia­du­jąc go­dzi­na­mi przed kom­pu­te­rem. Wy­łą­cze­nie go na ja­kiś czas na rzecz spo­tka­nia ze zna­jo­my­mi (w re­alu!) lub się­gnię­cia po książ­kę z pew­no­ścią nie za­szko­dzi.

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

p.o. re­dak­to­ra na­czel­ne­go