Bóg znajdzie cię wszędzie

Re­gi­na Brett, ame­ry­kań­ska au­tor­ka książ­ki pt. „Bóg ni­gdy nie mru­ga”, opo­wia­da, jak przez dłu­gi czas uwa­ża­ła, że Bóg mu­siał mru­gnąć aku­rat w mo­men­cie, kie­dy się uro­dzi­ła. Przez tę chwi­lę Bo­żej nie­uwa­gi au­tor­ka mia­ła mieć rze­ko­mo nie­ła­twe ży­cie. Jed­nak póź­niej Re­gi­na zmie­nia zda­nie i stwier­dza, że On ni­gdy nie śpi, na­wet nie mru­gnie. Wi­dzi wszyst­ko. Wszę­dzie cię znaj­dzie. Trze­ba tyl­ko otwo­rzyć oczy i ro­zej­rzeć się wo­kół sie­bie. Cóż mo­gę do­dać? Zga­dzam się z pa­nią Brett w stu pro­cen­tach.

Nie­daw­no prze­by­wa­łam w szpi­ta­lu i mia­łam oka­zję uczest­ni­czyć w Eu­cha­ry­stii w szpi­tal­nej ka­pli­cy. Przy­znam, że by­ło to do­świad­cze­nie bar­dzo nie­ty­po­we. Na po­cząt­ku nie czu­łam się zbyt kom­for­to­wo. Jak na szpi­tal­ne wa­run­ki przy­sta­ło, uczest­ni­cy Mszy św. mie­li na so­bie dres al­bo szla­frok i kap­cie. Wy­szli pro­sto z łó­żek, co w po­rów­na­niu z tra­dy­cyj­nym nie­dziel­nym wy­szy­ko­wa­niem wy­pa­da ra­czej bla­do. W ma­leń­kiej sa­li z drew­nia­nym oł­ta­rzem sta­ło tyl­ko kil­ka krze­seł. Nie ma lek­to­rów, mi­ni­stran­tów – to cho­rzy czy­ta­ją czy­ta­nia, śpie­wa­ją psalm (w szla­fro­ku za­miast al­by). W tej sa­mej sa­li, wo­bec roz­czo­chra­nych lu­dzi w pie­le­szach, na oł­ta­rzu zja­wia się Chry­stus, wszech­mo­gą­cy Le­karz. Ja­skra­wy kon­trast. To by­ło bar­dzo wy­jąt­ko­we – mi­mo ogrom­nej pro­sto­ty ce­le­bra­cji. Bóg zna­lazł nas w cier­pie­niu, do­tknął i na­kar­mił wła­snym Cia­łem, że­by umoc­nić w cięż­kim cza­sie. Nie pa­trzył na dres, pa­trzył na ser­ce. Nie mru­gnął, nie prze­oczył nas. Nie mo­gli­śmy przyjść do Nie­go, więc On przy­szedł do nas.

foto_01-01_10-2017

Śnia­da­nie z Chle­bem

Ży­cia Ko­lej­ne­go ran­ka ka­płan z Je­zu­sem Eu­cha­ry­stycz­nym od­wie­dził nas w sa­lach, py­ta­jąc: „Czy ktoś tu­taj chciał­by przy­jąć Ko­mu­nię św.?”. Nie spo­dzie­wa­łam się te­go wi­do­ku. Je­zus mnie kom­plet­nie za­sko­czył! Bez­cen­ne prze­ży­cie, kie­dy On za­sta­je cię przy śnia­da­niu z Chle­bem Ży­cia. Nie ma lep­sze­go spo­so­bu na roz­po­czę­cie dnia.

Sęk w tym, że mo­głam nie do­strzec w tych zda­rze­niach nic wy­jąt­ko­we­go – ot, ksiądz wy­ko­nu­je swo­ją pra­cę, a ja idę na Mszę św., bo jest nie­dzie­la i to mój obo­wią­zek. W ten spo­sób mo­żesz po­trak­to­wać wszyst­ko w ży­ciu – ja­ko „nic spe­cjal­ne­go”, bez „dru­gie­go dna”. Mo­żesz też, jak ja, spoj­rzeć z in­nej per­spek­ty­wy – przez so­czew­kę spo­tka­nia. Wbrew po­zo­rom nie jest to trud­ne. Trze­ba po­pro­sić ra­no Je­zu­sa, że­by po­zwo­lił ci przez ca­ły dzień do­strze­gać Je­go obec­ność w każ­dym czło­wie­ku, w każ­dej sy­tu­acji. Po­proś, by dał ci swo­je­go Du­cha i ła­skę otwar­te­go ser­ca, otwar­tych oczu i uszu. Uwierz, że tak się sta­nie – patrz uważ­nie, szu­kaj Go. Nie trze­ba szu­kać da­le­ko, On – bę­dąc cią­gle obok nas – po­trze­bu­je być po pro­stu za­uwa­żo­nym. Kie­dy z kimś roz­ma­wiasz, za­sta­nów się, cze­go Bóg od cie­bie chce w tym spo­tka­niu. Mo­że Twój roz­mów­ca po­trze­bu­je po­mo­cy, al­bo to on ma dla cie­bie ja­kąś wia­do­mość?

Nie tyl­ko wy­so­ko w chmu­rach

Wie­rzę, że w ży­ciu nie ma przy­pad­ków, wszyst­ko ma swój sens i cel. Nie szu­kaj Bo­ga gdzieś wy­so­ko w chmu­rach. On nie miesz­ka tyl­ko w ma­je­sta­tycz­nych ko­ścio­łach. Znaj­dziesz Go wszę­dzie. W desz­czo­wy, po­nu­ry dzień na­ma­lu­je ci tę­czę na nie­bie, że­by je roz­ja­śnić. Kie­dy wy­da­je ci się, że je­steś w sy­tu­acji bez wyj­ścia, dziw­nym zbie­giem oko­licz­no­ści na­gle znaj­du­je się roz­wią­za­nie pro­ble­mu. Kie­dy wal­czysz z sa­mym so­bą, ze swo­im grze­chem – Bóg da­je ci oka­zję do pie­lę­gno­wa­nia cnót. Po­trze­bu­jesz po­ra­dy i na­gle wpa­da ci w rę­ce bar­dzo przy­dat­ny ar­ty­kuł. Bra­ku­je ci drob­nych na bi­let – znaj­du­jesz zło­tów­kę na chod­ni­ku. Je­stem głę­bo­ko prze­ko­na­na, że Bóg ni­gdy nie mru­ga. Ty rów­nież nie mru­gaj, bądź czuj­ny!

 

Sa­ra Ry­now­ska

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Mózg jak lustro

Czy moż­na przej­rzeć się w mó­zgu in­nej oso­by jak w lu­strze? A ra­czej: od­zwier­cie­dlić? Moż­na, a na­wet jest to wska­za­ne, je­śli za­le­ży nam na stwo­rze­niu re­la­cji. Dzię­ki neu­ro­nom lu­strza­nym.

Neu­ro­ny lu­strza­ne to szcze­gól­ny ro­dzaj ko­mó­rek mó­zgo­wych. Uak­tyw­nia­ją się wte­dy, gdy do mó­zgu do­cho­dzą bez­po­śred­nie bodź­ce po­bu­dza­ją­ce go do re­ak­cji. Ale tak­że i pod­czas ob­ser­wa­cji dzia­ła­nia in­nej oso­by.

Em­pa­tia i na­uka

W 2004 r. na­ukow­cy z Uni­ver­si­ty Col­le­ge of Lon­don pod kie­row­nic­twem nie­miec­kiej neu­ro­bio­log Ta­ni Sin­ger do­wie­dli, że te sa­me struk­tu­ry w mó­zgu re­agu­ją na ból od­czu­wa­ny przez nas sa­mych i na ból, któ­ry ob­ser­wu­je­my u in­nej oso­by. Dzia­ła­niu neu­ro­nów lu­strza­nych przy­pi­su­je się więc ludz­ką zdol­ność współ­od­czu­wa­nia i em­pa­tii. Ale tak­że wy­ja­śnia­ją one, dla­cze­go zie­wa­nie jest tak za­raź­li­we. Oraz dla­cze­go krzy­wi­my się z bó­lu, gdy np. oglą­da­my w te­le­wi­zji ko­goś, kto cier­pi. Now­sze ba­da­nia wska­zu­ją jed­nak, że neu­ro­ny lu­strza­ne to nie tyl­ko zdol­ność do em­pa­tii – w sen­sie ro­zu­mie­nia te­go, co czu­ją in­ni i od­czy­ty­wa­nia ich emo­cji. We­dług nie­miec­kie­go neu­ro­bio­lo­ga, Jo­achi­ma Bau­era, od­gry­wa­ją też bar­dzo waż­ną ro­lę w pro­ce­sie ucze­nia się. Na­uka prze­bie­ga przez ob­ser­wa­cję i na­śla­do­wa­nie, na­stęp­nie po sa­mo­dziel­nych pró­bach przy­cho­dzi czas na wła­sne twór­cze roz­wią­za­nia. W tym pro­ce­sie two­rzą się no­we po­łą­cze­nia neu­ro­nal­ne. Dzie­je się to au­to­ma­tycz­nie i spon­ta­nicz­nie u ma­łych dzie­ci. Gdy je­ste­śmy star­si, za­sia­da­my w szkol­nych ław­kach i do­sta­je­my prze­kaz głów­nie za po­mo­cą słów. A mo­że i nam przy­da­ło­by się wię­cej ak­tyw­no­ści? Moż­na spró­bo­wać al­ter­na­tyw­nych me­tod w do­mu. Pa­mię­tam, jak mu­sia­łam po­pra­wić spraw­dzian z cy­to­lo­gii. Nie wie­dzia­łam już, jak się te­go uczyć, i z sio­strą zbu­do­wa­łam w po­ko­ju ogrom­ny mo­del ludz­kiej ko­mór­ki. Do dziś pa­mię­tam, z cze­go się skła­da;)

foto_01-03_10-2017

Na tej sa­mej fa­li

Dzię­ki neu­ro­nom lu­strza­nym moż­li­we są trzy nie­zwy­kłe pro­ce­sy: współ­brz­mie­nie, od­zwier­cie­dle­nie i do­stra­ja­nie. Są one bar­dzo waż­ne w na­szym funk­cjo­no­wa­niu, a jed­no­cze­śnie tak wszech­obec­ne, że trud­no je by­ło zo­ba­czyć i do­pie­ro nie­daw­no sta­ły się przed­mio­tem za­in­te­re­so­wa­nia na­ukow­ców. Ich zro­zu­mie­nie wy­ja­śnia, jak na­wza­jem na sie­bie wpły­wa­my. Współ­brz­mie­nie to wza­jem­ne od­czu­cie: ro­zu­miem i je­stem ro­zu­mia­ny. Dzię­ki nie­mu lu­dzie za­ra­ża­ją się en­tu­zja­zmem al­bo złym hu­mo­rem. Od­zwier­cie­dle­nie to me­cha­nizm, któ­ry uru­cha­mia się w cza­sie ob­ser­wa­cji in­nych lu­dzi lub zwie­rząt. Po­le­ga on na na­śla­do­wa­niu mi­mi­ki czy ge­stów waż­nych dla nas osób. Do­stra­ja­nie to pro­ces, w cza­sie któ­re­go dziec­ko chło­nie z oto­cze­nia do­stęp­ne mu wzor­ce za­cho­wa­nia. Wsku­tek te­go przej­mu­je kon­wen­cje i kod kul­tu­ro­wy, pa­nu­ją­cy w da­nym spo­łe­czeń­stwie. Tak two­rzy się wspól­na dla człon­ków da­nej gru­py toż­sa­mość spo­łecz­na.

Zna­cie uczu­cie, że ktoś was nie lu­bi, cho­ciaż nie pa­dły mię­dzy wa­mi żad­ne nie­przy­jem­ne sło­wa? To wła­śnie efekt dzia­ła­nia tych trzech me­cha­ni­zmów. Dzię­ki nim na­sze mó­zgi od­bie­ra­ją mnó­stwo po­za­wer­bal­nych (nie wy­ra­ża­nych sło­wa­mi) sy­gna­łów, prze­twa­rza­ją je i po­da­ją nam in­for­ma­cje.

Zwie­rzę­ta spo­łecz­ne

Neu­ro­ny lu­strza­ne po­ka­zu­ją, jak waż­ne są dla nas re­la­cje spo­łecz­ne. Dziec­ko, aby wzra­stać, po­trze­bu­je opie­ku­na, któ­ry na­wią­że z nim kon­takt wzro­ko­wy, za­uwa­ży je, od­czy­ta je­go emo­cje i za­spo­koi po­trze­by. Z ko­lei ba­da­nia do­ty­czą­ce efek­tyw­no­ści ucze­nia się wy­ka­zu­ją, że klu­czo­we są war­to­ści, któ­re rzad­ko bie­rze się pod uwa­gę – ta­kie jak za­ufa­nie i re­la­cja z na­uczy­cie­lem czy at­mos­fe­ra bez­pie­czeń­stwa emo­cjo­nal­ne­go w kla­sie. Fun­da­men­tem są więc re­la­cje i za­ufa­nie.

I co cie­ka­we, aby po­bu­dzić mózg do ak­tyw­no­ści, trze­ba ob­ser­wo­wać czło­wie­ka lub zwie­rzę w re­alu. Ob­ser­wa­cja ma­szy­ny czy ro­bo­ta lub oglą­da­nie lu­dzi na ekra­nie wy­łą­cza­ją mózg!

 

Mag­da­le­na Urlich

Ko­rzy­sta­łam z książ­ki M. Ży­liń­skiej pt. Neu­ro­dy­dak­ty­ka. Na­ucza­nie i ucze­nie się przy­ja­zne mó­zgo­wi

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Kościołowa mowa

Każ­da gru­pa lu­dzi mo­że wy­two­rzyć wła­sny ję­zyk. Czę­sto jest po­trzeb­ny, by­wa za­baw­ny, a je­go waż­ną funk­cją jest, że łą­czy człon­ków gru­py. Pro­blem z „ko­ścio­ło­wym” ję­zy­kiem po­ja­wia się wte­dy, gdy za­czy­na­my uży­wać słów wy­try­chów, za któ­ry­mi nie wia­do­mo, co się kry­je. Kie­dy sta­je­my się nie­zro­zu­mia­li dla wszyst­kich prócz swo­jej wspól­no­ty. Al­bo kie­dy wpa­da­my w pa­tos, bo w nie­ade­kwat­nej sy­tu­acji to naj­prost­szy prze­pis na śmiesz­ność. Oto wy­bra­ni przed­sta­wi­cie­le re­li­gij­ne­go slan­gu.

foto_01-02_10-2017

Omo­dlić – to sło­wo wy­stę­pu­je w słow­ni­ku, uży­wał go sam Nor­wid. Je­go sens jest pięk­ny: oto­czyć mo­dli­twą. Jed­nak czę­sto­tli­wość uży­cia i róż­no­rod­ność wa­rian­tów by­wa przy­tła­cza­ją­ca. Spra­wy we wspól­no­cie są oma­dla­ne, ktoś mu­si coś prze­mo­dlić. Pod­kre­śla to wa­gę mo­dli­twy. Ale czy nie wy­star­czy­ło­by: mo­dlić się?

Ubo­ga­cać – uży­wa­ne, gdy ktoś chce pod­kre­ślić wa­gę ja­kie­goś do­świad­cze­nia i to, ile zy­skał. Co to wła­ści­wie zna­czy? Je­śli mó­wisz o tym, co za­wdzię­czasz np. re­ko­lek­cjom, to cen­niej­szy był­by przy­kład. Wy­ra­że­nie to brzmi pre­ten­sjo­nal­nie. Ma­ło mnie ubo­ga­ca, gdy je sły­szę.

Poc hy­lać się nad – zna­czy po­świę­cać cze­muś uwa­gę, ale nie tak zwy­czaj­nie, tyl­ko bar­dziej uro­czy­ście. Mo­im zda­niem, to nie­po­trzeb­ny pa­tos. Ale we­dług nie­któ­rych ład­nie brzmi. Tak pod­nio­śle.

Win­ni­śmy – po­ja­wia się na ka­za­niach. Moż­na wy­mie­niać, co ko­mu je­ste­śmy win­ni. Ale czy o to cho­dzi Pa­nu Bo­gu, by­śmy ba­zo­wa­li na po­czu­ciu wi­ny? On sza­nu­je na­szą wol­ność do te­go stop­nia, że wy­dał na śmierć Sy­na. Ale nie po to, że­by­śmy czu­li się win­ni. Że­by­śmy zo­ba­czy­li, jak nas ko­cha.

Otwórz­my Łu­ka­sza – brzmi jak wy­ję­te ze slan­gu chi­rur­gów. Lek­tu­ra Ewan­ge­lii wpraw­dzie by­wa cza­sem jak ope­ra­cja na otwar­tym ser­cu. Aby unik­nąć nie­po­ro­zu­mień i aby oko­licz­ni Łu­ka­sze nie czu­li się za­gro­że­ni, po­le­cam otwie­rać Ewan­ge­lię świę­te­go Łu­ka­sza.

Brud­ne – mo­gą być my­śli al­bo czy­ny. Naj­czę­ściej jest to sło­wo-wy­trych, zwią­za­ne ze sfe­rą sek­su­al­ną. Ra­zi mnie z trzech po­wo­dów. Po pierw­sze, czy­stość po chrze­ści­jań­sku ma o wie­le szer­sze zna­cze­nie. Brud bar­dzo spły­ca rów­na­nie: czy­stość kon­tra nie­czy­stość. Po dru­gie, do­brze jest na­zy­wać rze­czy po imie­niu, za­miast cho­wać się za słow­ny­mi wy­try­cha­mi. Po trze­cie, do sfe­ry sek­su­al­nej przy­kle­ja się ety­kiet­ka: brud­ne. A to cał­kiem nie tak.

 

oprac. mu

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Wstępniak 10/2017

Jola Tęcza-Ćwierz

Wy­słu­cha­łam w ży­ciu wie­lu ka­zań. Mia­łam szczę­ście i tra­fia­łam ra­czej na do­brych mów­ców. Nie­któ­re z ho­mi­lii pa­mię­tam do dziś. Lu­bię zwłasz­cza, kie­dy księ­ża od­wo­łu­ją się do li­te­ra­tu­ry. Po­do­ba mi się rów­nież wy­ja­śnia­nie re­aliów, w ja­kich ży­li bi­blij­ni bo­ha­te­ro­wie. Pe­wien ksiądz gło­sił ho­mi­lię na pod­sta­wie przy­po­wie­ści o ta­len­tach. Wy­ja­śnił, że współ­cze­snym ta­len­ty ko­ja­rzą się z umie­jęt­no­ścia­mi czy zdol­no­ścia­mi. Kie­dy jej słu­cha­my, sym­pa­ty­zu­je­my ze słu­gą, któ­ry do­stał tyl­ko je­den ta­lent, po­nie­waż we­dług nas zo­stał nie­spra­wie­dli­wie po­trak­to­wa­ny – in­ni do­sta­li wię­cej. Tym­cza­sem w cza­sach Pa­na Je­zu­sa ta­lent był mia­rą wa­gi. Je­śli weź­mie­my pod uwa­gę, że był to od­po­wied­nik 33–34 kg zło­ta, zmie­nia się na­sza per­spek­ty­wa. Bo czy ten słu­ga do­stał ma­ło? Ależ nie! Je­go pro­blem po­le­gał na tym, że po­rów­ny­wał się z in­ny­mi. Ta­kie od­kry­cie pod­czas naj­zwy­czaj­niej­sze­go w świe­cie nie­dziel­ne­go ka­za­nia!

Nie­któ­rzy obu­rza­ją się, gdy sły­szą z am­bo­ny np. ko­men­ta­rze do­ty­czą­ce sy­tu­acji spo­łecz­nej pań­stwa. Tym­cza­sem mia­rą sku­tecz­no­ści ho­mi­lii nie jest to, czy po­pra­wia nam hu­mor, ale czy po wyj­ściu z ko­ścio­ła mo­ty­wu­je nas do dzia­ła­nia i prze­mia­ny ser­ca. Nie cho­dzi też o to, by za­pa­mię­tać usły­sza­ne ka­za­nie sło­wo w sło­wo. Nie bę­dzie z nie­go żad­nej kart­ków­ki ani te­stu. 🙂 Spró­buj ra­czej wy­brać choć jed­no zda­nie i je prze­my­śleć. Po­módl się do Du­cha Świę­te­go, by uzdol­nił two­je ser­ce do przy­ję­cia Bo­że­go sło­wa. A je­śli chcesz po­głę­bić in­te­re­su­ją­cy cię te­mat, się­gnij do in­ter­ne­tu. Po­pu­lar­no­ścią cie­szą się roz­wa­ża­nia ks. Pio­tra Paw­lu­kie­wi­cza, o. Ada­ma Szu­sta­ka, ks. Mi­cha­ła Ol­szew­skie­go, ks. Mi­ro­sła­wa Ma­liń­skie­go i in­nych.

Ję­zyk Ko­ścio­ła nie jest ła­twy. Dla­te­go nie­ła­two zna­leźć od­po­wiedź na py­ta­nie z okład­ki: jak opi­sać nie­opi­sa­ne? Czy­li: ja­kim ję­zy­kiem mó­wić o Bo­gu i Ko­ście­le? Naj­le­piej pro­sto i ja­sno, tak jak nam ser­ce dyk­tu­je. Św. Am­bro­ży pi­sał: „Bo­żym sło­wem od­dy­cha ten, kto gło­si Je­go sło­wa i roz­my­śla nad ni­mi. Mów­my o Pa­nu za­wsze”. I o to wła­śnie cho­dzi.

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

p.o. re­dak­to­ra na­czel­ne­go